Jakoś w ciągu dnia, nie miałem ochoty na rower. Bło tak pochmurno i byle jak. Dopiero po popołudniowej drzemce z synem, udało się jakoś do pionu moją motywację postawić. Zdecydowałem, że wyjadę jakoś w okolicach osiemnastej, aby być jeszcze przed "nocą" w domu.
Temperatra znośna bo dwa stopnie i minimalny wiatr. Chyba po ostatniej walce z mroźnym wiatrem, taka pogoda wydała mi się łagodna. To zaskakujące jak człowieka organizm, przestawia się gdy zimą robi się zimno. Nagła zmiana z 10 stopni na 0 była terapią szokową, ale z czasem, te niskie temperatury zaczynamy akceptować.
A u was ak kwestia mian sezonowych?
Dzisiaj sporo przede mną pracy biurowej, więc rower przysposobiłem najszybciej jak się dało, korzystając tym samym z pięknej (choć dość chłodnej) pogody.
Miałem w terenie do "dokończenia" jeden odcinek i udało mi się go fajnie zmodyfikować aby na trasie pojawiła się jeszcze jedna górka - podjazd sztos jakies 4% po ubitym gruncie, ale wchodzi w łydki na maxa.
Po weryfkacji newralgicznych odcinków, dokręciłem jeszcze do sensownego dystansu, przez Choszczówkę i okoliczne lasy.
Zmęczony, lekko podmarznięty, endorfiny krążą w głowie.
Siadam do pracy biurowej moi mili - miego dnia!
Ostatnio mam trudniejszy okres działalności, ale pracuje nad tym i handrę zabijam "pracą". Pracą nie zawsze przyjemną bo jest w niej masa załatwiania formalności związanej z postawieniem stowarzyszenia, ale i tej milszej, choć wymagającej wyjścia na rower i weryfikacji tras, które sie samemu wyznaczało na kompie. Czasem wydaje mi się, że w sumie każdy by to potrafił zrobić i ni robię nic wielkiego, a casem mam poczucie, że poczyniłem krok i wyszedłem przed szereg i to już sprawia, że coś zmieniam w tym pokręconym świecie. Robię coś dla innych angażując w to swój czas i energię, i dopóki będzie mi to nadal sprawiało frajdę, to będę to dalej robił!
AMEN:)
Być może w końcu po przebrnięciu przez dokumeny i administracyjne falochrony, uda się zarejestrować stowarzyszenie. Sama rejestracja to początek drogi bo potem jeszcze trzeba wystąpić o nipy, regony i założyć numer konta... Plany takie są, aby uruchomić wszystko od grudnia, chociaż czas ucieka jak królik po polu.
Nadal nie pewne jest w jakiej formie będzie mogła się odbyć Legionowska Katorga Zimą. Trasy wstępnie naszkicowane są, teraz tylko czekam aby móc je postawić na nowej stronie www.
Pracy ogrom, ale potem będziemy mogli dziłać na solidnie postawionych fundamentach!
Ostatnio pogoda jest dość wilgotna, co sprawia, że mój łańcuch wołał o pomstę do nieba. Mimo regularnego smarowania, wilgoć i zmielony piasek pokryły go mieszaniną brudu i zaschniętego smaru.
Czas było się zabrać za swój jednoślad i wyczyścić napęd, oraz nasmarować go.
Ostatnio odkąd pracuje w decthlon mam do czynienia z ich produktami i mile zaskoczył mnie smar na trudne warunki z ich oferty.
-> link bo nie umiem wkleić na stravie zdjęcia do tekstu.
Do tej pory używałem zielonego finisha, ale ten sezon jeżdżęjuż tylko na olejach z DEX`a i uważam, że mi wystarczają.
Dużo zalezy rzecz jasna jak smarujecie napęd.
A wy czym smarujecie swoje łańcuchy w okresie jesinno/zzimowym?
Ostatnio kupiłem sobie klawiaturę do telefonu. Łączy się przez bluetooth i w łatwy i prosty sposób pozwala pisać na telefonie opartym o koszyk na ważywa, nawet w kuchni. Co to moze dla was oznaczać? A to, że jest całkiem spora szansa, na mój powrót do pisania w przypływie weny. Teraz rejestruje swoje aktywności na stravie, i do tej pory dawałem tam lakonieczne opisy z powodu małe wygoy w pisaniu elaboratów na telefonicznje klawiaturze. Teraz mając dostp do prawdziwej czcionki " klikanej" jest spora szansa na wzrost pisemności narodu Księgowego:)
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.