Po górach przyszedł czas na odpoczynek od mtb, i zamieniłem rower na crossowy, czyli już prawie na asfalt, ale jeszcze z domieszką terenową. W Warszawie leją kał, więc rowerem będę dojeżdżał. No i opony z deczka cieńsze lepiej jednak na ścieżkach hulają niż 29 tki grubaskowe.
Pocisłem sobie zatem do lasu crossem i złoiłem jeden z moich ulubionych singli. Weszło ładnie, później już mniej terenowo pojechałem do Nieporętu łącząc ścieżkę rowerową z szutrowym odcinkiem przez Kąty Węgierskie.
Tam Kawa u Pana Sławka i powrót do domu znów ścieżką rowerową tym razem przez Wieliszew.
Dziś kolejne sprawy na Reducie załatwiałem. Dojazd SKM powrót w siodle. MAPA [tu jest mapa] w edycji ja ją widzę, wy nie;/ nie wiem czemu próbowałem nawet na gpsies com dodać bo myślałem że ten portal rwgps nie działą z blogiem.
Dzisiaj wersja przez Generała Maczka oraz Reymonta a potem Kasprowicza do Metra Młociny. Dynamika o wiele lepsza, nawet ujdzie stan dróg rowerowych, ale Chyba w standardzie jest w Stolicy skakanie ścieżką rowerową raz z lewa na prawą, raz z prawa na lewą. Tak ścieżka na Reymonta jest po LEWEJ od Kochanowskiego jest PO PRAWEJ.
Potem chciałem jechać (bo było zielone) po Lewej stronie Kasprowicza, ale ścieżka się skończyła na wysokości Wergiliusza i była po Prawej stronie ulicy Kasprowicza. No to przejechałem dalej prosto chodnikiem. Myślę sobie w końcu"dobra nie będę walił chodnikiem" i na wysokości Sokratesa zmieniłem stronę na Prawą i co? Ścieżka od Ulicy Sokratesa (przy Agorze) jest już tylko po LEWEJ stronie, więc do Metra Młociny znów jechałem chodnikiem!!!
Rano mieliśmy spotkanie z opiekunką w Jabłonnie. Szukamy pani do opieki nad małoletnim, aby go odbierała z przedszkola jak nas nie ma w domu. Kilka godzin dziennie, ale niestety takie życie, że człowiek pracuje i trzeba jakoś czas zorganizować.
Po wizycie w Jabłonnie udaliśmy się do Baru pod szóstką gdzie nieopodal jest przyjemne miejsce z leżakami i placem zabaw. Upał jednak bardzo doskwierał i mimo, że siedzieliśmy w cieniu. Około dwunastej zebraliśmy się do domu i pognaliśmy do domu.
Druga część dnia to w sumie rower całkiem wieczorny. O dwudziestej jest już ciemno, więc pojechałem prawie w zapadającym zmroku aby wrócić już "po nocy". Jakaś nutka w Ucho i kierunek Most Północny. Powrót rowerostradą na wale Wiślanym. Pełno biegaczy biegało w całkowitej ciemności bez jakiegokolwiek oświetlenia. Nawet Odblasków. Ludzie weźcie się za głowy!!! Rowerzyści was nie widzą!!!
Cała ta ścieżka pieszo rowerowa na wale to jeden wielki deptak, ale jednocześnie najlepszy sposób aby ubita drogą dostać się do legionowa omijając Modlińską i potrzebe zatrzymywania się co chwila na światłach. Trzeba jednak bardzo uważać bo w szczycie wieczornego spacerowania ta droga to slalom pomiedzy ludźmi z pasami, biegaczami i roklarzami.
Mam taką trasę do przerobienia. Macie jakieś pomysły gdzie jechać inaczej? Ścieżki rowerowe od Maczka do Marymonckiej to jakaś masakra.... raz tu raz tam, chodniki z kostki tramwaje...
Jakaś alternatywa? Może skrócenie Koło metra Warzyszew?
Jasio poszedł spać, więc został z żonką, a ja pojechałem na rower. nie miałem melodii a głowa jakoś nie chciała jechać. W połowie trasy dostałem telefon z "centrali" i dobra wiadomość wpadła. Noga od razu ruszyła. Dobrze że wybrałem sobie jazdę pod wiaty na początek bo podczas powrotu miałem już za pół darmo:D
Trasa:
Legionowo - Kładka LGBT - Szutrówki pod Mostami w Warszawie - Most Świętokrzyski - Bulwary - Most Grota Ścieżka rowerowa - Wał WIślany Tarchomin
Wyjazd do Bolimowa i tamtejszych lasów, to był pomysł Ani. Po ostatniej dwusetce napisała, że tam jeszcze jej nie było, dlatego taki pomysł się pojawił. Wyszło tak, że z Anią i Grażyną pojechaliśmy rowerami na kołach do tego Bolimowa i po 90kilometrach dołączyła do nas Karolina.
Jak było?
Były lasy, było błoto, były śmiechy...
Jakoś około osiemnastej wsiadamy w pociąg i gnamy KM do domu.
W drodze powrotnej utknęliśmy w pociągu bo na Centralnej był jakiś wypadek i mimo, że nie chciało mi się za bardzo już pedałować tego dnia to musiałem jechać ze wschodniej do domu rowerem.
Podczas snu małoletniego, gdy żona rosół czyniła, pojechałem na rundkę.
Piękna ścieżka powstaje wzdłuż kanału. Znając życie będzie tam w wakacje tłum. Nie mniej jednak kawał fajnej inwestycji.
Niby dzikości szkoda, bo trochę drzew musieli wyciąć, ale jednak coraz więcej rowerzystów mamy wokół siebie i powoli fala mknąca z warszawy nad Zalew Zegrzyński, przestała się mieścić na wąskim szutrze razem z pieszymi i wędkarzami.
Było tłoczno i niebezpiecznie...
Czekam na jesień gdy bedzie nas mniej i zimą będzie można sobie taką ścieżką jechać samotnie;)
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.