Objazd trasy LK zima 2020. Nanoszenie poprawek kosmetycznych.
Nie wąsko się zmęczyłem na tej "pętli". Las już jesienny. Sporo liści lekko podmoczone ścieżki. Czasem jakieś błotko... Zacnie się pedałowało a i słonko nawet czasem wyjrzało w me oczęta.
No i zweryfikowana trasa na zimę - najpierw ta krótsza w całości przejechana (trasa ma 24 kilometry) ale wrócić musiałem jakoś więć dokreciłem po drugiej stornie torów.
Miałem DWOP-a po nie DWOP-ie więc łącze w dwa wpisy bo jakoś mi się ten z dojazdu do pracy nie udał i nie będę teraz na siłę tworzył historii.
Praca wypadła mi drugiego, więc klasycznie jak to zwykle bywa kiedy wszyscy mają długi weekend ja pracowałem. Myślałem sobie luzik. Grobing i nikogo nie będzie, ale się myliłem. O 13 gdy dotarłęm pod firmę parking był pełen aut a sklep pełen ludzi. No kosmos... Chyba zmarzli na grobingu i przyjechali się obkupić na niedzielę w kościele. Padały różne pytania, ale moim faworytem było: - dzień dobry - macie konie? Chodziło oczywiście o dział jeździectwa, który owszem mamy, ale to pytanie wystrzeliło tak z nienacka że potrafiłem tylko zrobić głupią minę i wyrecytować: - co mamy? Inne pytanie też były takie może mniej górnolotne: - A takie spodnie jak dla mnie gdzie znajdę? - Dlaczego tu każda rzecz jest w innej alejce...?! - Chce pan wieszak? Bo mam akurat, widzę że nie ma pan żadnego (często chodzimy po sklepie i szukamy pustych wieszaków na hakach i odnosimy je sobie na dział albo do pudelek przy przymierzlaniach) - Przepraszam pan tu pracuje? - A pan uprawia to? - na pytanie o kurtkę zimową. - W tym będzie mi ciepło? - Szukam czapki takiej jak ta ale trochę innej... - Czy można kupić dwa różne rozmiary butów?
No i dzień zleciał. Drugi wyjazd to już ustawka z Legionowem. Oczywiście pod ratuszem, i oczywiście frekwencja była powalająca n+1. Gdzie 2>n >0 Pojeździliśmy w upale bo tego wieczoru na termometrze było bagatela 14 stopni!!! Masakra jaka super pogoda. Obawiam się tylko szoku termicznego jaki nastanie, gdy w końcu przyciupi minusem ujemnym!!!
Wolny dzień od pracy a że na żadne groby nie planowaliśmy jechać to był czas dla rodziny. Jasiek był trochę obrażony na cały świat ale jakoś pokonaliśmy kryzys i w końcu nawet spacer się jakiś wydarzył. Tego dnia rozpoczęły się również zapisy na dwie imprezy mtb. Przez większość czasu planowałem Wisłę bo na horyzoncie nie było innej alternatywy. Na dniach pojawiła się jednak Pomorska500 więc wybór padł właśnie na ten wyścig. Generalnie w skrócie to 530kilometrów terenem ze Szczecina do Gdańska.
termin czerwca a raczej jego początku wybitnie mi pasuje bo doświadczenie pokazuje że pierwsze weekendy tego miesiąca zawsze są pogodne. Sporo podróżników przejechałem i ten okres to raczej słońce niż deszcz. Sam dystans też wydaje się odpowiedni dla inauguracji takiej przygody z maratonami mtb ultra.
Plan więc na 2020mam i to mój główny start tego nadchodzącego sezonu. CO będzie jeszcze? Zobaczmy może coś wpadnie mi w oko albo sam coś zrobię dla okolicy.
Na serwis jechałem o poranku. W sumie nie taki mocno to poranek był, ale w każdym razie o tej porze kiedy większość korpiaków jechała do pracy. Musiałem więc jechać na Legionowo Piaski bo to stacja na której da się jako tako wejść do pociągu z rowerem. WYjechałem jednak sporo za wcześnie, bo nie wiedziałem jak wyjdzie z mrozem i ogarnianiem się w domu i miałęm zapas prawie 30 minut. Tego dnia popedałowałem więc aż do Wieliszewskiej Stacji SKM. Czyli pierwszej stacji SKM na tej lini. Piękny szron był z rana, ale i pięknie szczypało ryjek. Człowiek odwykł od tych temperatur, więc 0/-1 już wydaje się hardym wyzwaniem.
Pociąg na stacji stał grzecznie, więc "zaimplanowałem" się do środka i w cieple czekałęm na odjazd.
W serwie, szykujemy się do sezonu zimowego, mimo że nadal pełno rowerów to już rozstawiamy maszyny i zwieramy szyki przed atakiem narciarzy i łyżwiarzy. Szkolenie z nart będzie dopiero w Listopadzie, ale już chłopaki pokazali mi mniej więcej jak i co do czego służy w tej materii.
Dzień wolny od pracy to dobra okazja aby trochę złapać chłodu. Tdm dzień mimo iż zapowiadał się słonecznie okazał się być jednak dość pochmurny i szary. Od rana miałem smak na las z CHotomowie i to właśnie tam się udałem. O ile w mieście jeszcze jakoś ta pogoda wyglądała to w lesie było strasznie jesiennie. Z żółtych liści kapało i w powietrzu wisiała taka wilgoć.
Udało się jednak troszkę pojeździć i złapać kilka szlaków na styczniowy wyścig. nogi jeszcze chcą kręcić bo nie ściska ich mróz co niestety niebawem się zmieni:(
Kolejny dzień do pracy. Tym razem sobota handlowa mi się trafia. Poranek już mglisty ale dzień pełen słońca. Tak już jest że kiedy mam dzień pracujący to jest idealnie a gdy wolny to bywa różnie. Ten dzień był dosyć spokojny bo zapowiadała się niedziela handlowa więc ludzie w mniejszym strachu lęku robili zakupy.
Mi niedziela wypada wolna z czego nawet się cieszę bo pogoda ma być ładna na rower.
Jestem na etapie pracy w sportowej korporacji, a w korporacjach mówi się korpolengłiczem. Na przykład nie można powiedzieć, że ma się spotkanie indywidualne z szefem tylko I EM (Indywidual Meeting) albo Es I (Spotkanie Indywidualne) Są też Badże (Bagde) i inne takie tam kwiatki:) No więc ja od dziś mam DWOPY - garyt ? Mój DWOPEK udał się bo wytyczyłem troszkę trasy LK zima 2020 i nie wąsko się zmęczyłem. Kilka fajnych miejsc na ten sezon zimowy wymyśliłem. Generalnie sama jazda spoko, choć w lasach strasznie szaro i mgliście. Z samego rana trafiłem jeszcze na jakieś tam przebłyski słoneczne, ale później już tylko buszowałem we mgle, kapiącej wodzie z liści i samych wymienionych już liściach.
Miałęm być na serwisie, ale wylądowałem na sklepie bo nie było ludzi na "fitness". Spełaniałem się więc jako stróż praworządności na dziale. Dział bieganie był także rano nieobstawiony więć trafiło mi się kombo. Działy są podzielone na alejki a więć stróżowałem alejek z asortymentem:
pilates
fitnes męski
fitnes damski
joga
karate
judo
taniec
balet
sporty walki,
cardio
hulajnogi
bieganie
triatlon
chodzenie
Jeśli ktoś by pytał do czego służą kostki w jodze - to nadal nie wiem, ale już wiem jak wygląda i wiem gdzie je znaleźć. Pani była jednak bardzo niepocieszona bo jak mnie pytała o nie, to oczy postawiłem w słup. - To pan nie wie, a pan tu pracuje? - Przyznaje proszę pani - nie wiem wszystkiego - To chyba czas się doszkolić - Ja tu tylko na zastępstwo - Nie ma czasu tracić tu z panem pół dnia - przykro mi -
Ciężko czasem się pomaga ludziom, gdy oni nie wykazują empatii.
Kolejny dzień na serwisie i kolejne 11 godzin. Sporo się działo i sporo było pracy. Tego dnia miałem wrażenie że wszystkie rowery stawiają opór. Nawet najprostszy serwis okazywał się wyzwaniem. To się śruba kręcić zaczyna w gnieździe, to znów suport się zapiekł. Potem nypel wpadł do obręczy przy wymianie szprychy. Jeśli dodamy do tego pijanego klienta negocjatora co chciał wymianę dętki za darmo, to mamy kombinację ostrą. W połowie dnia miałem taki kryzys i tak mi się spać chciało że wegetowałem przy centrownicy robiąc koło dobre 20minut.
Dzień kończy się montowaniem blotników 10minut przed zamknięciem.
Do pracy na 13 więc rano udało się trochę ogarnąć rzeczy. Załatwiłem zakupy oraz zmianę opon zanim się kolejki zaczną tworzyć, no i rzecz jasna przejechałem się po okolicy. W sumie ta okolica była droga wzdłuż torów do PKP Choszczówka ale dobre i to. Trafiłem na ładną pogodę więc poranek udany.
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.