dawam sobię radę

Piątek, 22 marca 2019 · Komentarze(2)
Kategoria Do pracy!
Ten rok zaczyna się osobliwie. Jestem daleko w tyle jeśli chodzi o kondycję, nie jeżdżę prawię wcale, a ostatni miesiąc to jest tego tak mało, że aż wstyd. Pracuje po 10 h dziennie i nie mam czasu za wiele, aby pedałować. Koniec tygodnia zapowiada się kolejnym etapem prac, więc cykl 5 x 11h w następnym tygodniu zapowiada się dość realnie. Centrala chce wszystkimi siłami otworzyć sklep w następnym tygodniu przy połowicznym zatowarowaniu. Czyli będzie towar i trochę go nie będzie, a ekipy będa na drabinach nadal montować oświetlenie i inne duperele.
Sobota miała być wolna - pracuje do 13ej
Poniedziałek wolny grafikowo - pracuje 10h...
Za nadgodziny płacą, ale wiecie tej kasy to ja nie chce, tylko dość mam już kieratu, a tu sklep zaczynamy zawarowywać. 
Dzisiaj od rana znów skręcałem przedłużacze - zrobiłem dzisiaj chyba ze 30 sztuk (utnij kabel, oskub kabel, podłącz kabel,zamknij przedłużacz)

Z takich milszych rzeczy to dokończyłem projekt X, który od dziś ma imię - CANYON. 

Żeby nie było, że taki NO-Name był:D



Szkolenie

Środa, 20 marca 2019 · Komentarze(1)
W planach było pojechanie na szkolenie do Żyrardowa rowerem i powrót rowerem. Wyszło jak zwykle. Przede wszystkim okazało się, że szkolenie jest od ósmej, a nie od dziesiątej, a po drugie, pogoda się zesrała i po 20 stopniach w weekend nie było ani śladu. MA_SA_KRA. Pojechałem wiec pół na pół częściowo pkp częściowo rowerem. Szkolenie - hmm jednym słowem opierało się na tym jak wpasować się w wewnętrzny system, i jak przejść kontrole wewnętrzne. Mało merytorytyki, sporo schematów i bezsensownych tabelek które musimy znać na pamięć, jakby kontrola pytała. Bajkowo - POLSKA:) 

Z Żyrardowa miałem z wiatrem, ale drogi tam strasznie dziurawe, wiatr zimny a pochmurna pogoda do tego. Wszystko to sprawiło, że po 25 kilometrach zdecydowałem się podjechać PKP.

Wiosennie i Jesiennie zarazem...

Poniedziałek, 18 marca 2019 · Komentarze(1)
Kategoria kuweta
Ostrzegam wszem i wobec, że wpis łączony. Gość już szykuje pazury pewnie aby mnie pojechać, ale co tam. Bierem to na klatę.

Pierwszy wyjazd był w sobotę, kiedy to zima się z wiosną za łby brały i wiatr urywał gałęzie, zrywał asfalty i wydmuchiwał wszystkie śmieci z miasta, a torebki foliowe wirowały jak wiatraczki z piosenki Wondraćkowej. 
Udało mi się załapać na rower dopiero w godzinach późno popołudniowych, bo wcześniejsze obowiązki niestety nie pozwoliły na więcej. Plusem tego popołudnia było to, że to co miało się połamać od wiatru, to się połamało, a co miało się wywiać - wywiało. Co nie zmienia faktu, że zimno było tak około 5 stopni.  Wypadło w sumie 20 kilometrów w lesie, choć z samej jazdy super przyjemności nie było. Udało się jednak zacząć fajnego audiobooka.
"Czapkins" to opowieść o Tomku Mackiewiczu. Nawet kupiłem sobie pełną wersję na mp3. Będzie co słuchać na kolejnych wyjazdach. Dobry lektor sprawia, że słuchanie jest naprwdę przyjemne.

Dzień numer dwa. To wiosna. Po wczorajszym wyjeździe w zimnie, dzisiaj jest UPAŁ. Od rana osiem stopni, a zapowiada się coraz więcej. Udało się wyjść na rower i zrobić trasę po Choszczówkowskim singlu. Przyjemna książka w uszach i las. Jaram się jak trawy na wiosnę. Jak jechałem był już upał 15 stopni, wiec pufałem jak imbryk. Nie wiedziałem jak się ubrać, bo w lesie za wiatrem było gorąco, a na otwartej przestrzeni przeciągi.




Do lasu zębatka 36t to jednak sporo za dużo i noga puchnie na podjazdach. Brakuje pod łydą, jak jest spory podjazd, noszę się z zamiarem zakupu mniejszej koronki. Nie bardzo wiem jednak jaki rozmiar wybrać, obawiam się 32jki że będzie za miękko na płaskim, z drugiej zaś strony, 34 to jedynie dwa zęby mniej niż mam, więc nie wiem czy zrobi to dużą różnicę. Chyba trzeba będzie zrobić jakieś testy i pożyczyć. 


Wiosna w połowie marca. To fenomen. Ptaki noszą patyki na gniazda, mrówki wyszły z ziemi, a w lesie latają już owady i motylki. Trawa się zieleni, o krok od tego, żeby wystrzeliły liście. Deszcze popadały, więc pewnie wszystko zaraz zacznie wypuszczać zieleń.



 

REMONTOWO - kardio remontowe

Środa, 13 marca 2019 · Komentarze(1)
Jedna wielka rozpierducha. Od wynoszenia towaru, pakowania towaru na palety, przez wynoszenie mebli, rąbanie ich i wrzucanie do kontenerów. Wreszcie czas na wykładziny, zrywanie wykładzin, płytek lenteksowych. Ogólnie RE-MĄ pełną parą...
Sklep przechodzi gruntowną przebudowę. 


Moje ostatnie dni zaczynają się o godzinie ósmej w pracy, a kończą o osiemnastej... ręce mam jak po siłowni, a nogi jak po treningu z ciężarami. Łącznie wyjechało prawie osiem wielkich kontenerów mebli, wykładzin, i śmieci... Dzisiaj zapełnialiśmy kolejne. 

Malowanie sufitu ratuje mi tyłek, bo robotę kończymy dzisiaj o 13 ej i możemy iść do domu. Malowanie natryskowe jest na tyle "fe", że idziemy do domu po zerwaniu do końca wykładziny aby ekipa mogła sobie pryskać do woli. Jak pomalują sufit zacznie się zabawa z naklejaniem wykładzin i wnoszeniem nowych regałów oraz zatowarowaniem. Dzisiaj jestem po 4 dniu pracy i dobrze, że do trzynastej było, bo z deczka już nie domagałem. Wróciłem do domu wykąpałem się i padłem na łóżko o 14 a wstałęm16:30.

Jutro mam ostatni dzień pracy w remoncie a potem jeden dzień przerwy i od nowa rabota;)

CLUB - REMONT

Niedziela, 10 marca 2019 · Komentarze(2)
Miesiąc marzec będzie pod wezwaniem najświętszej... nie nie pod wezwaniem remontu w sklepie. Generalna przebudowa zapowiada się na ponad dwa tygodnie i przy udziale naszym -  to jest pracowników. Nie będzie to murowanie w naszym wydaniu, czy kładzenie płytej, ale i bez tych atrakcji sporo czeka nas pracy. Pierwszy dzień wypadł już w sobotę. Czas przyszedł na spakowanie towaru z całego sklepu w pudełka i pookładanie na palety. 3/4 prac udało się zrobić wczoraj, dziś kolejna cześć zespołu pracuje nad dokończeniem poprzednio rozpoczętych prac. (tak w NIEDZIELĘ) 

Ja dziś odpoczywam, bo ostatnie dni były ciężkie, zaczynając od choroby syna, przez wietrzny trening, kończąc na pierwszym dniu remontu. Jednym słowem, jestem lekko dojechany. Patrzę za okno i zastanawiam się czy wyjść dzisiaj na rower. Walczy ze mną zmęczenie i chęć wyrwania się z domu, by nie przeleżeć kolejnego dnia. Ostatnio mam wrażenie, że codzienność mnie depcze i po mnie skacze. 

W najdłuższym okresie pracy mam 4x po 10h pracy w operacji remont a do tego sporo obowiązków domowych. Młody niby już zdrowy, a jakoś tak nie zdrowy. W sumie nie bardzo wiemy co mu jest, gorączki nie ma, ale to jeszcze "nie to" dziecko co przedtem. 

Zazdroszczę chyba wam tych pojeżdżawek, bo u mnie cokolwiek trudno ostatnio równomiernie pojeździć bez uszczerbku na codziennych obowiązkach, lub rozjechaniu samopoczucia

Dookoła z wiatrem...

Piątek, 8 marca 2019 · Komentarze(2)
... z wiatrem. Może raczej przy udziale wiatru, bo z wiatrem to za wiele kilometrów nie jechałem. Dużo przeprawiałem się przez bagna, sporo jechałem odkrywając nowe szlaki, raz było mi za zimno (jak wiało w twarz), a raz za gorąco, (jak w plecy).

Rzut oka na tułaczkę:
















W terenie - srogo

Czwartek, 7 marca 2019 · Komentarze(2)



Rano słońce potem deszcz
Jeździsz wtedy kiedy chcesz
Jeśli oczywiście możesz
Jak już jedziesz to jest gorzej

Już słoneczko nie przyświeca
Z nieba lecą w dół kropelki
Jazda w deszczu to jest heca
Jazda pod wiatr, koszmar wielki

Tego dnia pogoda rano
Była jako ta najlepsza.
Potem coś mi pozmieniano,
i wyszedłem znów na leszcza

Gdy ruszyłem wiało srogo.
Noga strasznie zapieczona
Piasek to jest szlaku logo
Piasek to ta gorsza strona

Nigdy nikt nie obiecywał
że na trasie lekko  będzie.
Szkoda tylko że nagrywał
ślad na garmin się niezmiennie

Jest już zapisane wszystko
jak tragicznie mi się gnało.
Nikt nie wierzy we wietrzysko
tylko że sił we mnie mało...

FLAK

Czwartek, 7 marca 2019 · Komentarze(3)
Tego dnia miałem w planie jechać do pracy na rowerze. W sumie wracać, bo rano zdecydowałem się jechać pociągiem. Padało więc decyzja o dojeździe pkp była dobra. W drodze powrotnej nie było za ciepło więc jechałem skulony w sobie słuchając jakiegoś odcinka kryminalnego o kradzieży z kopuły tysiąclecia. Jazda rzecz jasna trafiła mi się pod wiatr, bo zasada "utrudnij mu wszystko" naszej pogody działa bez zarzutu. W sumie z dojazdem do PKP rano (na Legionowo Przystanek) wyszło mi 20 kilometrów. 
Jazda szosą na przełaju to również nie jest jazda jak po maśle... Ten sezon zapowiada się ciężko. Progres kondycyjny jakoś mizerny!:D

Jednym słowem. Jestem FLAK i sił mi BRAK:D

Nocą na sor...

Poniedziałek, 4 marca 2019 · Komentarze(2)
Kategoria kuweta
Po kolacji J stał się marudny i zaczął się uskarżać na brzuszek. W nocy wiele razy się budził i wołał do łazienki. Nie wiele z tego było, ale jesteśmy na etapie wołania, wiec miarowo spacerowaliśmy z nim do przybytku jako te sługi panieńskie. Noc z Soboty na niedzielę -byle jaka. W sobotę wizyta na nocnej pomocy i sytuacja patowa. Z bólem brzucha na Pomoc? Ibuprom i do domu.
Wieczorem gorączka nadal się utrzymywała znów 38. Syn cały dzień przeleżał jęcząc że go brzuszek boli, więc pakujemy manatki i ruszamy na SOR. No i tak sobie "SOR"ALIŚMY do 3 w nocy...


Dzieci pijące domestosy, łamiące palce, upadające przez kierownice roweru, nawet panienka z zaświatów przyjechała ta zachlana nastolatka bez życia była totalnie.  
Noc jak każda inna noc... 
W dzień odsypiam co pańskie... Umordowałem się, a szkolenie musiałem porzucić. Syn ważniejszy. Niestety Grudziądz poszedł... się... głaskać. 

Młodemu nieco już przechodzi. Gorączkę nadal ma, ale brzuch już go nie boli i wszystko się normuje. Nawet zabawkami zaczął się bawić, a to już postęp, bo poprzedni dzień przeleżał w łóżku z hasłem na ustach "mama poleżymy". 

No i się zesrauo...

Niedziela, 3 marca 2019 · Komentarze(1)
Właśnie moje marzenia legły w  gruzach. Bo w aliexpresie zakończył się spór i czekam na zwrot pieniędzy za super złotą kasetę, oraz mostek, oraz zębatkę do korby. Jednym słowem - Chiny dupły. Towar jest w trasie, więc może nawet przyjdzie z czasem, ale nie jestem przekonany dokładnie kiedy i w jakim stanie, a nie po to 25 grudnia kupowałem aby 3 miesiące czekać na rzeczy:) Time is money jak mówią staropolscy górale. 

Do tego wszystkiego syn chory. Wczoraj ból brzucha i gorączką. Zaczął wieczorem się a rano gorączka 38 i dzisiaj przez cały dzień jest leżenie i marudzenie. Byliśmy na świątecznej pomocy lekarskiej, ale pani stwierdziła:
- czy ból brzucha to odpowiedni powód na wizytę w przychodni na pomocy lekarskiej?
Pomacała małego, pobadała i zaleciła ibuprom w kropelkach i kontakt z PZOZ. Loffciam naszą służbę zdrowia;)
- Brzuch nieostry... - :?:

Młody po kropelkach od gorączki już lepiej, ale ewidentnie boli go brzuch i ciągle do łazienki gania. Dzień przemarudzony i męczący. Odwiedziny szybkie u teściowej z wałówką z "miasta" i powrót do domu opiekować młodym. Były nieśmiałe plany na wyjście nocne na rower, ale właśnie deszcz dudni i chyba sobie odpuszczę. 
Czerwonego Najnera złożyłem już do końca i aż się prosi aby go przetestować, ale co zrobić jak leje

Grudziądz jutro od rana o 6 ruszam w trasę. Mam nadzieje, że droga minie spokojnie. Muszę jeszcze zapakować rower do auta przed wyjazdem, ale to może jakoś bliżej wieczora/nocy. A wy jak spędzacie niedzielę?