Księgowy | strona 153 | Księgowy

W kotka i myszkę || 85.00km

Sobota, 22 kwietnia 2017 · Komcie(8)
Kategoria kuweta
Pogoda ta szara pogoooda... a może to było o piechocie? Tak czy inaczej do warunków pogodowych ostatnich dni kwietnia można ten rytm odnieść. Efekt taki sam jak w zwrotce:
"a przed nimi drzewa salutują

Jako, że sobotę mam pracującą "Wieczyście" do czasu aż sezon minie, to i tę/tą pracowałem. Jednak plan na popracnik, był ambitny - owiedzić Kampinos. Rano jadąc do pracy spodziewałem się nieomal upałów, bo świeciło słońce i tylko wiatr zdawał się przypominać mi o huśtawce pogodowej ostatnich dni. Na niebie białe obłoczki i sielnaka. 
Zabrałem więc Shannon na wyjazd, bo bidulka ostatnio znów odstawiona, a Cherry królowała. 
Gdy kończyłem pracę, pogoda zrobiła piruet i satlo w tył. No i ze słońca zmieniła się w niesłońce. Głód rowerowy, jaki mnie ostatnio opanował musiał wziąć górę i mimo wszystko zdecydowałem się jechać.

Plan zasadniczy zakładał pominięcie odcinka asfaltowego i dojechanie do ul. Płochocińskiej autobusem. Jak jechałem żółciakiem, lunęło... wiatr przewiał nad trasą mojej linii mini armagedon. Deszcz padał bokiem. I jeden bok autobusu był mokry, a drugi suchy. Gdy wysiadałem na przystanku pół godziny później, również rozpętała się nawałnica. Świeciło słońce i lało. Sypnęło też śniego-ryżem z nieba. Wyjazd zapowiadał się "świetnie". 
Po wizycie i szybkim posiłku w KFC na ul Modlińskiej, udałem się mostem północnym do Łomianek. Na wiadukcie zanim jeszcze przekroczyłem Wisłę, widziałem kolejny front nadciągający od Nowego Dworu Mazowieckiego. Miałem chwilę zawachania, czy jechać dalej, bo przechodzące nawałnice, nie zamierzały wyczerpać swoich sił i po jednych następowały kolejne. 

Nie poddawałem się i mieliłem dalej wprost nadciągającego deszczu. W końcu mam "Wolne" i idę na rower - nic mi nie przeszkodzi... ech. Wiatr sypał piaskiem w twarz i z radością przywitałem las. Tam mniej wiało i wszystko jakby przestało mieć znaczenie. Nareszcie tylko ja i zieleń. Zapach unoszący się z budzącej się ściółki był niesamowity. 

Jazda po lesie wyzwoliła we mnie demona. Szalałem jak małolat. To piaseczek, to wydma, to znów korzenie. Latałem jak oszalały próbując tym samym się ogrzać, bo lekko byłem ubrany. Pogoda nadal stroiłą fochy, bo niejednokrotnie w lesie robiło się ciemno i z nieba padał grad, lub deszcz, a sosny sypały igłami i atakowały szyszkami, gdy zrywał się wiatr. 



Umordowany z deczka, robię popas na jakimś leśnym ogródku. Popijam Pepsi z puszki i zjadam batona. Słońce góruje. Opalam się i wygrzewam w chłodnym blasku. Nie za wiele mam tego odpoczynku, bo wiatr znów zasłania chmurami niebo i pora ruszać dalej. 


Las budzący się do życia po zimie, pachnie świetnie. Dookoła zieleń, ale brak jeszcze masy owadów i przepalonego słońcem zaduchu. Wszystko jest takie - nowe, świeże....


Mech pnie się do słońca i chłonie każdą krople wody.

Walka natury z pogodą trwa... Każde istnienie chce uszczknąć choć kawałeczek tego świata dla siebie. 






Jazda w lesie mija mi szybko, szybko również uciekają godziny i zapada zmrok. Trzeba się ewakuować...


Odcinek do Cmentarza w Palmirach trafia mi się w zachodzącym słońcu. Bruk lśni od wody, bo chwilę wcześniej przeszła nade mną mała mżawka.


Nie udaje mi się jednak długo cieszyć słońcem, bo deszcz powraca. Chowam się więc pod wiatą na cmentarzu i czekam aż chmura się wypada, a potem z lekkim już niedoczasem, ruszam w drogę na Nowy Dwór Mazowiecki. 


Zmrok już za plecami się czai... słońce już zaszło.


Ostatnia fotka za "dnia" to błękitny most w Nowym Dworze  - reszta to już jazda do domu po zmroku.


Wyjazd udany i całkiem sprawny mimo wielu zdjęć i postojów. Szkoda Wilku, że się nie wybrałeś ze mną;) Było milusińsko!




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Dojazd do pracy i czary || 33.00km

Wtorek, 18 kwietnia 2017 · Komcie(3)
Ten dzień był naprawdę zimny. W odróżnieniu od temperatury jakiej się spodziewałem dodatkiem ekstra był wiatr. Potęgował chłód do tego stopnia, że w połowie dojazdu do pracy miałem kryzys i nie wiedziałem czy dojadę jako sopel, czy jako ja sam. Pogoda kwietniowa tańczy z nami w szalonego kazaczoka. Wali śniegiem i  zimnem tak intensywnie, że nawet świecące słońce nie pomaga wyrównać bilansu cieplnego dnia.

W pracy z klientami się uspokoiło, za to nadrabiamy serwisy i wychodzimy na prostą.  CO nie zmienia faktu, że do ciepłych dni tęskno nam tak samo, jak roślinom, które już postanowiły wyjść z zimowych skorup i zainwestowały w listki. 

W drodze powrotnej z pracy, upgrade-owałem swój ubiór i wracało się już termicznie sporo przyjemniej niż przy dojeździe porannym. 
Nie zmienia to faktu, że szanse na podbicie dystansu w kwietniu są nikłe. Może maj... ech....


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Świąteczne walki o władzę! || 22.00km

Poniedziałek, 17 kwietnia 2017 · Komcie(12)
Kategoria kuweta, Z synem
Święta pododa nam zafundowała słabe. Pomijając oczywiście, że nie miałem czasu na rower, czułem się przynajmniej rozgrzeszony, że jest "wujowo". Ok zgadzam się, były przebłyski słońca - to prawda, jednak 5 stopni rano i odczuwalna na zerze, to może nie koniecznie to z czym kojarzyłem sobie wiosenne święta Wielkanocne. 

No cóż, jak co roku, przełom kwietnia i maja robi sobie z nas... JAJA.
Generalnie do majówki erekcji pogodowej nie zapowiadają, więc zanosi się na stagnację termo-cykliczną.

Ubogi w tradycję świąteczną, i okraszony niechęcią i handra pogodową, spędzałem te święta jakoś tak - po swojemu. O nieudanej nocnej sesji z książką Cobena już czytaliście. Tym razem opowiem wam o życiu. Będzie o niesprawiedliwości Klerykalnej.
Otóż w pewnej wiosce nastał nowy proboszcz! Jako iż probopszcz jest prawie jak wójt, to wprowadzał swoje porządki przy cmentarzu. Wiadomo, jak Ksiądz dobry, to o cmentarz dba, bo wiadomo... parking zrobi, pomaluje płot, przyciśnie do opłat za miejsce pochówku, powysyła listy z życzeniami do rodzin. O tak życzenia od Księdza są cudne. Wysłanie kilkuset listów do osób, których mogiły nie są opłacone z groźbą ich "likwidacji" to piękny gest na święta. No ale Ksiądz musi dbać równiez o dar od boga - Handel.

Przed bramą A - stał od lat stragan pani Jadzi. Pani Jadzia była z "tej" parafii, więc sprzedawała sobie znicze, i wianki i było ok. Kilka lat temu pojawiła się konkurencja pani Jadzi. Pan Leszek Grzeszek! Po nastaniu nowego proboszcza, pani Jadzia została nawiedzona! Nawiedził ją ksiądz, nowy i zażądał aby usunęła stragan z przed cmentarza. Ksiądz wystosował pismo, że jeśli Jadzia będzie się ociągać i nie usunie budki do dnia świąt Wielkiej nocy. Przyjedzie ekipa i za opłatą, którą poniesie Jadzia, rozbierze im budkę ręcami własnemi! Ogólny powód, nie był znany. W kuluarach mówiło się, że Jadzia przeprowadziła się do innej parafii i już nie była "z tej partii -eeee tj parafii". Nowo nastały Ksiądz nie mógł tego pojąć i mu się nie spodobało. Pan Leszek i jego budka ze zniczami, zostały - on był ten dobry. Z właściwej partii!

Pani Jadzia przeniosła więc swój stragan na drugą stronę cmentarza, do bramy B. Tam tuż obok wejścia właścicielem gruntu jest pan Władek. Władek dobrze żyje z ludźmi, bo nawet część swojego gruntu "oddał" na parking cmentarny. Pani Jadzia, dogadała się z Władkiem i na jego terenie ustawiła stragan i zdecydowała się uiszczać panu Władkowi odpowiednie opłaty. Władek Happpy, Jadzia Happy - Ksiądz nie happy. 

Jaśnie Ksiądz nawiedził rodzinę pana Władka. - Władzio był w pracy - Wygłosił indywidualne Kazanie, jakoby pan Władek źle postępuje i tak nagadał żonie Władka, że się bidulka popłakała. Władek zły na Kleryka, Kleryk zły na Władka, a Jadzia Handluje przy bramie B. Dostaliśmy od Jadzi Jajeczko w czekoladzie, znicza kupilim, i w całej tej wojnie o świeczki, nie wiadomo gdzie jest sens. Generalnie sens jest taki, że w dniu świąt tylko jadzia była ze zniczami a Leszek nie. A świeczki nie mielim! To u Jadzi kupilim i się wszystkiego dowiedzielim! 

Efekty walk o władze cmentarne - pewnie niebawem się wyjaśnią. 

Poniedziałkowy dzień spędziliśmy za to już w regionie nie objętym konfliktem. Tu nikt nikogo PISmami nie straszy i generalnie spokojniej. No i pojechaliśmy z młodym na obiad do dziadków. W jedną i w drugą stronę zaczepiliśmy o las Legionowski. Jakież były jazdy, jakież były harce!



Może tego nie widać, ale wjazd na wydmę był sążnisty!


Lasem jazda to nie zawsze główne trasy - przedzieramy się z Jaśkiem i Agnieszką czasem po niezłych wyrypach. Po ostatnich wietrznych dniach sporo w lasach powalonych drzew. 


Przepiękna pora roku. Wszystko delikatnie się zieleni, wszystko pachnie... tylko piasek rozmarzł i te same trasy teraz wymagają użycia koronki 34t. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że mam na korbie minimalną 22t :D


Zdjęcia z tego wyjazdu są autorstwa mojej ukochanej, bo to ona ma lepszy aparat w telefonie. Ja zajmowałem się brnięciem po piachach, gdy zona wynajdowałą takie cuda w poszyciu!


O... to też ja, tylko jak było chłodniej nieco, to się ubrałem!


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Oszukać deszcz - Nocne okrucieństwa || 45.00km

Piątek, 14 kwietnia 2017 · Komcie(11)
Kategoria Pojeżdżawki
W ciągu dnia odsypiałem poprzednią nieprzespaną noc z Jankiem, który ząbkował i gorączkował. Generalnie cały dzień, na pół spałem, na pół się opiekowałem synem. Marudził mocno i przechodziłem ciężkie chwile.
Pogoda była w kratkę. Falami nachodziły fronty z deszczem, gradem, ulewą... Całość przeplatało bezchmurne niebo. Nawet miałem ochotę wyskoczyć na rower, gdy słońce rozgrzewało mieszkanie. Na termometrze od razu wskazywało 15 stopni. Gdy jednak mijała godzina nadchodziła wielka chmura i znów lało jak z cebra. Nie było jak wyjść, więc wegetowałem w domu do wieczora. Gdy zszedłem do piwnicy, postanowiłem umyć rower, bo dawno nie był czyszczony. 

Reklama Clina;)

Wyczyściłem sobie ramę, obręcze, i doczyściłem owijkę, aby była jeszcze czarniejsza;) Przykurzyła się bidulka Cherry.
Gdy zapadał zmrok ruszyłem na trasę. Ubrałem kilka warstw, i planowałem zrobić solidne 100 kilometrów. W uszach zagośćiła Książka Harlana Cobena. Niestety nagrana jest dość cicho i nie wiem co z tym zrobić, bo ledwo słychać jak jadę ulicami. Jest jakiś sposób, aby zwiększyć głośność maksymalną pliku mp3?

W sumie wyszło 45kilometrów w 5 stopniach i dość silnym wietrze. ZMarzłem okrutnie i szybko ewakuowałem się do domu. 


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

ostatnie dni słońca || 32.00km

Wtorek, 11 kwietnia 2017 · Komcie(2)
Ostatnie dni słońca i względnej pogodowości. Front od Trolkinga leci do nas. DO pracy na rowerze, choć w początkowej fazie wstawania, nie wiedziałem czy pojadę jednośladem. Obudziłem się lekko umordowany i z ciężkimi nogami. Zdecydowałem o wyjeździe do pracy, dopiero jakąś godzinę przed wyjśćiem. 

Pogoda była dynamiczna. Wiatr wiał z taką siłą, że jechałem pochylony chyba 45 stopni, a auta z naprzeciwka pchały przed sobą kulę powietrza, która uderzała jak fala tsunami gdy je mijałem. Zaletą było to, że z rana wiatr rozwiewał niepokojące chmury. 

Noga lekko umęczona, ale jakoś się jechało. W pracy odczuwałem jednak już lekkie przemęczenie. Tu kucnąć, tam coś podnieść i tak  pod koniec dnia euforia związana z jazdą rowerem do domu lekko przygasła. Udało się jednak wstrzelić w pogodowe okno i wróciłem tylko w towarzystwie wiatru.




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Żale poranka || 37.00km

Poniedziałek, 10 kwietnia 2017 · Komcie(1)
Kategoria Do pracy!
Bywa tak, że nic nie idzie jak trzeba. Z dziećmi to tak właśnie jest. Budzisz się rano, a w zasadzie budzi Cię syn i już wiesz, że coś jest nie tak. Płacz, marudzenie, znowu płacz, znowu marudzenie, grymaszenie przy jedzeniu, znowu marudzenie i tak aż do samego złapania za klamkę. 

W duchu świadomości - miałem nadzieję wyjść tego dnia wcześniej, bo pogoda zapowiadała się ładna. Chciałem przepedałować nogi po niedzieli z Piotrem i dokręcić sobie na lajcie jakąś traskę z rana. No cóż Janek miał inne plany i wybieranie się o poranku było, lekko mówiąc, przeciągnięte. 

Udało się jednak wyekspediować w domu rodzinkę i gdy już żona była zaprzęgnięta z młodym do rydwanu, mogłem w spokoju pojechać na rundę. 
Ranek mimo, że słoneczny zawiewał chłodem. Zapowiadali jednak dynamiczny wzrost temperatury i nie pomylili się. Szybko się pogoda stabilizowała i w ciągu pół godziny wskoczyło dobre 3-4 stopnie na licznik Celsjusza. Nogi o dziwo nie były mocno skatowane po niedzieli, a pogoda wyraźnie nastrajała do jazdy. Dobrze mi szło i przed pracą wrzuciłem na licznik 23 km aby łącznie z dojazdem po pracy do domu dobić do 37 - Zacnie! Moi mili!


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Niedzielna trasa z Piotrem || 80.00km

Niedziela, 9 kwietnia 2017 · Komcie(4)
Po długiej przerwie odpaliłem Cherry bo SHannon ma opony 32c a Cheryy 23c... taka inwersja rowerowa. Umówiłem się z Piotrem na nieedzielne pedałowanie, ale do końca nie wiedzieliśmy czy i gdzie pojedziemy, bo pogoda była taka - byle jaka. Niby pochmurno, zimno i zanosiło się na deszcze. Meteo uparcie twierdziło, że w rejonie ma nie padać, ale... wiosną to nic nie wiadomo. 

Umówiliśmy sie o 9 przy Macu w Nieporęcie i ruszyliśmy na trasę. WIało momentami dośc mocno a igiełki zimna przeszywały mnie na wskroś. Im dalej, tym bardziej robiło się ciepło. nie na zewnątrz, a pod ubraniem. Jazda była dośc dynamiczna i szybko mój organizm wypoziomował sie z temperaturą otoczenia. 

Rozmawialiśmy o wszystkim, trochę o korpo, trochę o pracy i snuliśmy plany na ultramaratony na 2017. O ile nas żony puszczą:P

Powrót pogoda nam zafundowała królewski - padało! Naszła chmura i puścił się z nieba deszcz. Kap[ało dośc intensywnie jakieś 15-20 minut, a potem znów wróciła pogoda - NIJAKA.

W sumie mocna trasa, sporo pod wiatr, sporo w zimnie. Generalnie bardzo udany wyjazd, bo sam bym się nie zmotywował do takich "interwałów" pod wiatr:D

Pozdrawiam serdecznie Piotra!


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Pan mu coś powie... || 35.00km

Sobota, 8 kwietnia 2017 · Komcie(6)
Kategoria Do pracy!
Do pracy pojechałem z nastawieniem, że będzie tłum. Okazało się, że nie było wcale tak źle. Co nie umniejsza faktu "sobotowośći" tego dnia, bo i handel był żwawy i lud się kręcił. 

Ale od początku...

Dojazd był w słońcu, zaś w temperaturze sporo poniżej oczekiwanej. Było rano chyba 7 lub 8 stopni. Obskoczyłem na szybko rossmana i odwiedziłem ubezpieczenia. Potem kurs dom,  wymiana zakupów na obiad do pracy i wio! Zimno było z początku, ale jak się rozruszałem, szło już wytrzymać, a animuszu dodawało piękne słońce. 

W pracy zaczęło się niemrawo. Kawa, lekkie przepalenie w kominku, bo w głębi sklepu czuć było chłód - noce nadal zimne, a sklep słabo izolowany od zimna. Po kawie przyszła pora na codzienność. Klienci nieśmiało wkraczali do środka i początkowo nie było za wiele pracy. Całość dnia jednak przypieczętował - przynajmniej dla mnie - przypadek pewnego syna...

Państwo wkroczyli coś około 12. 
Ona - żona, On - ociec, ona - córka... a syn gdzie? Syna nie ma.
Córa małą z 2 latka, mama przymierzała ją do rowerka biegowego. Pan ojciec zdecydowanie był przeciwny, bo "ona nadal za mała na takie dziwactwa". Nie o tym jednak chce wam opowiadać. Chodzi o to, że pan był w tygodniu sam i miał w zamyśle nabyć dla syna rower na kołach 24 lub 26 cali( syn 10 lat). Doszliśmy w czasie tych wizyt do wniosku, że dobrze będzie przyjechać z synem aby przymierzył się do ram i wybrał sobie rower.
Niestety - syn miał dziś trudny dzień i kolokwialnie mówiąc, strzelił focha. 10 latek, to chyba za wcześnie na dojrzewanie i burzę hormonów. No tak czy siak syna nie było.
- A gdzie główny zainteresowany? - pytam, bo poznałem pana ojca wcześniej już.
- No nie ma, to znaczy jest...
- A gdzie?
- Obraził się.... nie chce wyjść z samochodu
- Nie chce wyjść? - Matka patrzy na ojca i dziwi się. Idź do niego i go przyprowadź
- No nie chce iść. Obraził się... 
- Dobrze to ja pójdę. - mama znika a ojciec próbuje okiełznać dwulatkę. Jest ryk bo ona chce na rowerek, a tata jej mówi, że jest jeszcze za mała. 
Mija jakieś 15 minut, wraca matka. 
- I co? - Tata wypatruje syna, którego nie ma.
- Nic... uparł się i siedzi w samochodzie!
- Może pan by poszedł z nim porozmawiać?
- Słucham?
- No może pan go namówi, żeby przyszedł.
- E ja mam iść namawiać państwa syna, aby przyszedł do sklepu? - dosłownie mnie zamurowało 
- No na nas się obraził
- Pan wybaczy, ale sprawy wychowawcze zostawię państwu. -

Po dyskusji naradzają się, a ja wracam do swoich obowiązków. Rodzice na zmianę chodzą i namawiają jaśnie księcia. Wreszcie po jakichś 30 minutach pojawia się naburmuszony 10 latek i rozopoczyna się sprzedawanie. Nawet udaje się wyjść na dwór i pojeździć, choć chłopak za każdym razem jak staje to wykrzywia się i płacze, że on już ma rower.
- Ale tamten za mały już synek - rzecze ojciec
- Ja lubię tamten
- Ten fajniejszy synuś...
- Nie fajniejszy

Efekt prawie 40 minut dyskusji z synem namawiania jest taki, że rower kupiony wreszcie, a syn znów poszedł do auta siedzieć. 

Nowa era?
Idzie wielki kataklizm?
Ktoś po podmieniał dzieci?

Jakbym ja takie fochy stroił to nikt by mnie nie pytał. Za rękę do domu i koniec zakupów. Boże co za czasy! Trzeba łaskawie prosić 10 latka, aby przyszedł obejrzeć rower.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

DO pracy rodacy - marznący tyłek || 29.00km

Czwartek, 6 kwietnia 2017 · Komcie(8)
Kategoria Do pracy!
Wiosna już była, jesień chyba też a ostatnio zawitała do nas znów zima. Dzień deszczu, wiatru i grado-śniegu. Ja zaś na rowerze, bo samochód z warsztatu "się odbiera" i odebrać nie może. Na rowerze w czerwonej jesiennej kurtce jechałem za to nóżki osłoniłem cienkimi spodniami i okazało się, że były one zdecydowanie zbyt cienkie, bo skostniały mi pęciny jak ta lala!

W sklepie praca i dostawy. "K" robi serwisy, a ja ogarniam sprawy sklepowe. Tu odpowiadam również na wpis Katany. Polityka o której mówisz, niestety się nie sprawdziła. Mamy za dużo klientów, za mało są obowiązkowi. I sprawa wygląda tak, że jak umawialiśmy się z panem/ panią na przyprowadzenie roweru na poniedziałek "RANO" to rower  przywozili albo po 12, albo dzwonili, że nie mogą i przywiozą jutro - dla nich to oczywiste że jeden dzień nie zrobi nam różnicy. I się straszny bałagan robił. My staliśmy z robotą i zaczynaliśmy robić coś innego. Potem były pretensje, że jak to! On przecież był zapisany, a że rower wstawił nie po 10 tylko po 13 to nic "przecież to godzinka max 2 roboty". 

Nasza polityka kolejkowa się sprawdza o tyle dobrze, że jak mamy luźniejszy czas. To K robi pełne serwisy, a ja nadganiam te mniejsze i kolejka się szybko zmniejsza. A pamiętać trzeba też, że jest nas dwóch i jedna osoba obsługuje klientów. 

Generalnie sprawa dość otwarta. Czasem jednego, czy dwóch klientów wpisujemy na termin, że przywiozą rower tego i tego dnia, ale to rzadkość. Wszystko łatwo się mówi, jak się ma mały sklep klientów na serwis mniej. U nas zaś są tabuny takie z okolic, że czasem ciężko wyczuć, czy uda się jeden rower zrobić w ciągu dnia czy dwa. I jak tu zapisać klienta na dzień, gdy okaże się, że tego dnia w sklepie będzie tłum?

Powrót z pracy udany, bo po zmiennej fali deszczu i słońca udało mi się utrafić w okno pogodowe i wrócić suchym do domu. 




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

kto rano wstaje || 51.00km

Środa, 5 kwietnia 2017 · Komcie(3)
Kategoria Do pracy!
Janek zbudził nas jak to ma w zwyczaju, dość wcześnie. Cały dom był już na nogach dobre kilka minut po szóstej. Jako, że teraz już widno to człowiek szybko się pozbierał z łóżka i ogarnął. Śniadanie i... w drogę. Ranek chłodny, ale słoneczny. Temperatura szybko wzrastała i jechało się przyjemnie. Nawet specjalnie nie brakowało mi mp3 w uchu. Słuchałem wiosny i delektowałem się porannym śpiewem ptaków. 

Zrobiłem sobie dzień mocniejszej jazdy i nie odpuszczałęm nawet gdy było pod górkę czyt pod wiatr. Zaskakująco dobrze mi się pedałowało, więc dokręciłem jeszcze... i jeszcze...

W sumie przed pracą było 40km! Szybka kawa i do pracy. 

Rower za rowerem, klient za klientem. Serwisów mamy do świąt wielkanocnych i nie przyjmujemy już kolejnych, bo nie ma jak przejść przez sklep. Jakieś tam interwencyjne naprawy staramy się robić w miarę szybko, ale doba w serwisie na wiosne powinna mieć 48 h i tylko 2h nocy. 

Po południu do domu wróciłem krótszą trasą bo szłą nawałnica. WIało i kurzyło jakby się tornado miało poderwać. Dosłownie po przekroczeniu progu klatki w bloku, lunęło za moimi plecami z niebios;)


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew