Księgowy | strona 159 | Księgowy

Warsztatowo - lakiernia i cydr! || 0.01km

Sobota, 7 stycznia 2017 · Komcie(9)
Wielu z was pokonuje kilometry w mrozie, a ja rozgrzebałem rower w piwnicy i w cieple - o ile temp 14 stopni można nazwać ciepłem - dłubię sobie. Nie, że za zimno, tylko jakoś tak wyszło. Ale po kolei:

Najpierw po naprawie odblasku w bagażniku stwierdziłem, że tragicznie podrzewiał i przydałby mu sie jakiś niewielki refresh. Później znalazłem puchę farby w spray`u matowej, a jeszcze później pomalowałem bagażnik. Nie demontowałem go z roweru tylko przeczyściłem rurki papierem i paćnąłem o-tak:


Osłoniłem co trzeba papierami i foliami, a farbę nakładałem małymi porcjami. Pewnie super profesjonalne to nie jest, bo powinienem zdemontować bagażnik i odkręcić odblask, ale efekt wyszedł poprawny i zadowalający, toteż nałożyłem kolejne warstwy i schnie sobie w cieple.

W przypływie kunsztu artystycznego, dopadł mnie dysonans, jaki tworzył kolor przedniego widelca przełajowego z resztą ramy mojego roweru. (Katana też to zauważyła na fb) Wiem wiem... zimówka, ma być brzydka. Worek mówi nawet, że już jest ohydna, że pooklejany tymi białymi taśmami odblaskowymi itd, ale począłem rozmyślać.
Jako, że miałem - całkiem przypadkiem - butelkę cydru w piwnicy, rozmyślanie poszło cokolwiek sprawnie i zdemontowałem widelec z przełaja. 

Pomaluje go na czarno! Padł pomysł. No to szast prast zacząłem przygotowywać wideł do malowania.
Mycie ->odtłuszczanie-> mycie-> znów odtłuszczanie
Później papierem ściernym jął żem szurać jako ten rzemieślnik. Jechałem gościa ostro, aż mnie ręce omdlewały. Nie wiedzieć jak minęło 30 minut i efekt był... hmm połowiczny.

Uprzedzam pytanie to to, tamto to. To jest wygięcie widelca pod tarczę, nie zaś efekt mojego szlifowania. Rękami nie umiem giąć aluminium - jeszcze. 
Nie sądziłem, że zdarcie kilkumilimetrowej warstewki lakieru to tyle pracy i szurania. Popijając łyk napoju z jabłek, przymierzyłem się do drugiej strony i znów poszła w ruch siła! Efekt poprawiałem przez kolejne 30 minut, a po 1h15 byłem zadowolony ze szlifu i znów przyszła pora na czyszczenie:
Mycie ->odtłuszczanie-> mycie-> znów odtłuszczanie
Gdy już wideł był czysty bez pyłków trzeba było w piwnicy zbudować mu miejsce do stania. Mini lakiernie. Po jej przysposobieniu, naniosłem farbę, a potem drugi raz i jeszcze...


Widelec zaczął robić się afroamerykańsko czarny i z każdą warstwą było tego murzyna coraz więcej. 
Wprawne oko dostrzeże, że nie zabezpieczyłem bieżni sterów przy główce - prawda! Z tym, że bieżnia zostanie wybita a stery przejdą remont i z kulkowych łożyska zmienione zostaną na maszynowe. Dlatego nie bawiłem się w oklejanie tego miejsca.

W ten oto sposób, rower uzupełniam kolorystycznie i spędzam w cieple - 14 stopni - mrozy :)

Mam nadzieje, że smród lakieru nie przysporzy mi wrogów wszak to piwnica a lakier szybko wyparował - alkohol z mojej krwi też - to przez to tarcie. 





Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

ślizgiem || 30.00km

Czwartek, 5 stycznia 2017 · Komcie(9)
Kategoria Do pracy!
O tym, że nikt mnie nie rozumie wiem już od dawna, jednak miałem cichą nadzieje, że moi rodzice jakoś już po prawie 10 latach zaakceptowali moje "himery" rowerowe. No niestety. Wielkie zdziwienie ojca, jak podjechałem do nich na chwilę. Jakieś teksty w stylu, "po co marznąć"
"jesteś niepoważny"
"przecież masz auto"
no i moje ulubione:
"wiosną i latem jeszcze się najeździsz"

O my wielcy ludzie niezrozumieni przez świat;)

DO pracy dojechać miałem na rowerze, ale z powodu wiatru zdecydowałem się na las. Napadało sniegu i wydawało mi się, że jazda po sypkim (jak sądziłem) puchu będzie tylko formalnośćią. Cóż, sypki to on może i był, ale zamarzł, bo z wierzchu od słońca podtopniał, a potem go ścieło. No i tak w lesie mieliłem jak w jakimś młynie. Kurzyło się z oponek przepięknie.  Prędkość znamionowa jakem osiągnął wyniosła10km/h, a energia potrzebna do poruszania pojazdu to jak przy 35km/h pod wiatr. Trzeba wam bowiem wiedzieć, że moje szosowe manetki są 2x8. Mając więc na uwadze, że ostatnio posiadałem 3x7 teraz mam w zasadzie sporo mniej kombinacji. Szosy mają to do siebie, że na nich jeździ się szybko i nie potrzeba im jedynki na korbie - choć Trolking chyba ma. Aby być precyzyjnym. Moja korba z szosą ma tyle wspólnego co słoń z wieprzem. To truvativ 42x32x22. I już to 22 mi odpadło, bo manetka jest 2 biegowa. Ech tłumaczyć by wam znów cyferkami to nie zrozumiecie;) Generalnie ciężko jest i ta ma być. Jakby to powiedział ktoś od szosy - masz 3 blaty jesteś leszczem!


Wzdłuż gazociągu - długa "sztywna góreczka"

Ranger w wersji SNOW.


Znów pod górkę...

Znów gazociąg. 

Słabe zdjęcia bo z telefonu, a mobilny aparat nie ogarnia tej ilości bieli. Generalnie umęczyłem się nie mało i z przyjemnościa zawitałęm do cichej spokojnej pracy gdzie rozpaliłem w kominku i zrobiem sobię kawy!



Gdy już okrzepłem i odsapnąłem, a w powietrzu unosił się zapach mielonej arabiki z papierowego kubka, czas przyszedł na codzienne sprawy. Ogarnięcie allegro, pracę z magazynowym programem, oraz... walka z bagażnikiem. Dawno temu ten bagażnik miał odblask, odblask podczas jednej z wypraw - chyba właśnie w śniegu - się połamał i została tylko plastikowa płytka. Płytki ie dało się odkręcić, bo śruby się " kręciły - trzeba było więc podziałać siłami szlifierek. Generalnie efekt obiecujący osiągnąłem bo odspoiłem połamany plastik i zamocowałem prostokątny odblask do błotnika. Zawsze to cokolwiek widoczniejszy jestem na drodze gdy ciemno. 


Bagażnik po szlifowaniu i uwolnieniu od plastiku. 

Przy okazji demontażu bagażnika wymieniłem zardzewiałe śruby mocujące i przeczyściłem podrdzewiałe elementy. Może uda mi się jeszcze tej zimy pomalować bagażnik, tak aby wyglądał lepiej niż teraz. Choć kto tu pyta o urodę?


Szosowy kokpit to wyjątkowo mało miejsca, więc już przyprawiam miejscówkę pod nowe mocowanie dla lampek jakie znaliście z shannon.


Powrót z pracy to jazda przez las po ciemku - powoli wchodzi mi to w krew. Na ulicach, którymi niestety musiałem dojechać do domu na końcu, pełno lodu i szklanka taka, że nie mam pytań. To co podtopiło to zamarzło. Na głównych niby czarno, ale boczne ulice miejscami są pokryte takimi rozjechanymi "brudami" ze śniegu, który zmienił się w lód. Oj trzeba było uważać - kilku\krotnie "sprawdzałem tył" i jechał mimo blokownia koła.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Przełajek zapominajek || 30.00km

Środa, 4 stycznia 2017 · Komcie(5)
Przez to, że wpisy dodaje z jednodniowym opóźnieniem, zapomniałbym, że wczoraj też byłem na rowerze. Czyli jeden epizodzik by mnie umknał. W szarości dnia codzienności nie ma wielkiego znaczenia czy dodaje wpis i histioryje z dnia X czy Y bo w sumie mój blog to taka niekończąca się opowieść. Jeśli jednak chodzi o większe rowerowe eventy będę je wpisywał o czasie. No ale do rzeczy. 

Podejmuje próbę dogadania się z Barankiem po raz chyba już trzeci. Pierwsza próba na rowerze 26 cali i hamulcach V break, zakończyła się fiaskiem, bo hamulce były prawie żadne. Drugie było podejście do szosy i znów hamowanie bez polotu i bolące nadgarstki od mocnego chwytania klamkę na hamulce a efekt - mizerny. Szsowe hamulce są do kitu
Teraz nadeszło kolejne podejście. Zauroczony gravelami i przełajami na tarczach postanowiłem i swojego zimowego padalca ubrać w baranka - tym razem z hamulcami Tarczowymi!

A było to tak - Uwaga drastyczne zdjęcia! 


W zimie mój accent Ranger przeszedł metamorfozę jakiej nie powstydziłby się żaden rower.

Najpierw założyłem mu zamiast 26 cali koła 28 cali.

Później Koła przeplotłem na piasty pod tarcze i postawiłem go na hamulcach tarczowych. Początkowo tylko tylne koło było pod tarcze, a przednie hamowało na v break. Z czasem jednak i przednie się takim tarczowym hamulcem się objawiło (pozdrawiam z tego miejsca Wojtka WIlcze Stado i jego bb5) . Części kompletowałem na zasadzie - jak znajdę za bezcen to biorę, inwestować dużo nie zamierzałem. Tu sprzedałem stare zbędne klamoty to kupowałem nowe do projektu accenta. Jako, że troszkę luzem cześci jest, to raz po raz coś upłynniałem. 
 
Później zamiast stalowego widelca rower dostał "amelininowy". Przez przypadek wpadł mi w oko na OLX`e, a pochodził od przełajowego speca. NIe mogłem przepuścić tej okazji. Widelec dodatkowo ma dwa oczka po bokach na śrube od bidonu i pewnie zostaną one z czasem wykorzystane na zamocowanie jakiegoś koszyczka na picie także po bokach. 

W międzyczasie, rower został ozuty w rogi, które następnie ubrałem w pianki. Sama kierownica to można powiedzieć zabytek. Jest to pierwsza kierownica zoom aluminiowa, jaką miałem w rowerze accent inferno w 2006 roku. Od tego czasu pojawiała się i znikała w moich projektach. W tym procesie twórczym została zwężona z 58 cm do 52 cm co nieco usportowiło rower i sylwetkę. Na celu było najbliższe go Shannon ułożenie ramion. 

Teraz udało się w dobrej cenie dopaść zestaw kierownica + klamki 2x8 i zamontowałem Baranka. ( Tu podziękowania dla Remigiusza). Rower czeka jeszcze na czarną owijkę!

Tak oto przebiega proces tworzenia. Wielu zapyta po co? Nie można jeździć na 26 cali? Ogólnie można i pewnie mógłbym teraz dorabiać teorie, że ten rower będzie lepszy, szybszy lub wygodniejszy. Co jakiś czas odświeżam sobie wizerunek jednośladu. WYchodzi dość tanio, bo nie inwestuje w nowy rower a tylko pozmieniam cześci. I w ten sposób zmieniam sobie co jakiś czas "rower". Pracuje w serwisie, jak jest czas to dłubie, jak jest coś używanego po serwisie ja to wykorzystuje. Generalnie rower jaki powstał nie powala osprzętem, ale na moje potrzeby wystarczy. Karbun to nie jest i nie ma być. 

Ma być fan dla mnie i dla was, mam nadzieje, z budowania nowych maszyn. 



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Do pracy - gołoledź || 30.00km

Wtorek, 3 stycznia 2017 · Komcie(3)
Kategoria Do pracy!
Do pracy dziś dojechałem w pogodzie na granicy zera i minus jednego stopnia. Jechało się... cokolwiek dziwnie, bo koło uciekało. Dla sportu jechałem nawet po chodnikach i ścieżkach, bo ulice były pokryte czarnym  lodem i nie chciałem ryzykować upadku. Ostatnie dni na czarnej damie, bo niebawem wskrzeszam Ranger`a na 28 cali. W nowej wersji... a jakiej? To się niebawem dowiecie. 

Bardzo miły incydent mnie dziś spotkał w drodze do pracy. Pan zaparkował koło świateł MC-Donalda tak, że pół auta wystawało na ścieżkę. Zrobiłem zdjęcie, a pan wysiadał z auta:
- niech pan robi zdjęcia, może nam parkingi wreszcie zrobią.
- a czy mógłby pan cofnąć 30 cm do tyłu, bo pół maski panu wystaje na ścieżkę rowerową?
- jasne, widzi pan, nawet nie wiedziałem, że mam taki długi przód! Nigdy nie zwracałem na to uwagi - teraz będę tu uważniej parkował.
- dziękuje. A zdjęcia robie dla siebie, nigdzie ich nie wysyłam.
- wie pan ja nie mam do was żalu wy rowerzyści też musicie gdzieś jeździć! Ja was popieram bo sam z dzieciakami latem jeżdże
- miłego dnia
- nawzajem!



W pracy walka z systemem magazynowym oraz niedziałającym monitoringiem. Udało się i wszystko znów chodzi, ale kamerki fiksowały nie wiedzieć dlaczego. Może nie lobią niskich temepratur. Zdolny ja, jednak je naprawiłem. 

Powrót do domu w deszczu ze śniegiem. Generalnie pogoda nie lubi nas rowerzystów...


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Tata - nieperfekcyjny || 25.00km

Poniedziałek, 2 stycznia 2017 · Komcie(4)
O tym, że mamy perfekcyjne panie domu, to już wiemy. Generuje je pewien program i  latają z białymi rękawiczkami, a kotleta smażą na wysterylizowanej patelni. Każdą kroplę tłuszczu zmywają domestosem, by ślad po niej nie został. Wszystko to w wymalowanych paznokciach i pełnym makijażu.

Myślicie, że jak wstawię zdjęcie Rozenek - to więcej osób przeczyta ten post?

Jeśli jednak spojrzymy na świat pełno tam również nieperfekcyjnych pań domu, matek i równie, a może przede wszystkim, nieperfekcyjnych ojców. Chyba dumnie się do nich zaliczam. Po pierwsze primo - łamię zasadę z dzieckiem w zimie na rowerze, a po drugie no właśnie - jestem nieperfekcyjny. I ową nieperfekcyjnośc znosi moja zona i mój syn. Czasem jednak się do czegoś przydam i coś naprawię, czy pomogę w domu - nie jest źle:)

Radośnie z synem po piasku i lesie.

I tu pytanie do ojców innych rowerowych i nie tylko - wam też czasem sił brakowało? I wtedy żona przychodziła z pomocą? Czy my faceci mamy mniej cierpliwości czy tylko ja mam z tym problem? Ząbkowanie wyraźnie nadwyręża moje pokłady spokoju i wytrzymałości. 



Mamy za sobą piękną wycieczkę nowroczną po lesie , a Jasiek ją w połowie przespał. Pociągi, też mu pokazywaliśmy, ale nawet jak trąbiły to się nie budził. Wstał tylko jak wracaliśmy już i przypominało  mu się, że JEEEEEEEŚŚŚŚŚŚĆĆĆĆ będzie pierwszym słowem które powie jak tylko nauczy się mówić. 


LIFE of DAD...


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Miało być osiem i jest! || 47.00km

Sobota, 31 grudnia 2016 · Komcie(7)
Kategoria Pojeżdżawki
Dziękuje wszystkim, za czytanie mojego bloga,
Nawet gdy boli was ręka, czy doskwiera wam noga
Dziękuje gościowi, że za serce chwyta
Jemu zawsze odpowiem gdy mnie zapyta


Czyli zbliżamy się do nowego roku, za kilka godzin wszystko się wyzeruje i gdybym chciał to wystarczy dodać datę styczniową i zostałbym BS-owym trollem roku. Pierwszego stycznia być na głównej? Ech kusi ten pomysł;) Kiedyś za czasów, gdy smarfony były mniej popularne, dodawanie wpisu to było coś. Człowiek jechał, ba, bo leciał na skrzydłach do domu, żeby najszybciej jak się da dodać wpis, bo była szansa na okienko. A teraz? Jeszcze dobrze piwnicy nie zamknie taki jeden z drugiem... a już z ajfona dodają endomondy i logi. A to mnie się zarzuca spiskowanie przeciw prawilności. 

Co nowego? Dziś wyszła zacna przejazdóweczka z synem i żoną, a potem dokrętka do 47 km, bo nie mogłem sobie odmówić wyrównania dystansu do pełnych tysięcy. Oto fot kilka, bo na fejsie nie wiem czy się poprawnie dodały. Zwariował ten FB na sylwka. 






Słupek kilometrowy z dedykacją dla Złotego Jurka!

Pies? Kulka? Słodziak:)

Gdy się pochylimy... pod nogami widać szron!

Kto mi powie, co robi ludek na piktogramie? On sika? Czy co? Bo dumam i wydumać nie mogę! A może to taniec?

Warszawa... Stoję patrze, a tu nagle JEBUDU! Tak pizdło, że aż się do tyłu obejrzałem, czy jakiś samolot na Tarchomin nie spadł. W domu dowiedziałem się, że to w Łomiankach ktoś petardami dom wyburzał:)

Po szarej toni kaczka kaczkę goni...

Słońce zaczęło zachodzić, więc czas było do domu wracać. 

Tata i patyk.


Dziękuje wszystkim czytelnikom jeszcze raz i życzę wam dobrej zabawy sylwestrowej. U nas od kilku tygodni ząbki rosną i mamy imprezę sylwestrową co noc można powiedzieć! Tej nocy, więc w odróżnieniu do wszystkich planujemy SPAĆ:) Do zobaczenia za rok!





Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Ostatnie dni roku || 60.00km

Czwartek, 29 grudnia 2016 · Komcie(4)
Kategoria ciekawsze wpisy
Na wstępie tego wpisu chciałbym wszystkich gorąco pozdrowić - kiedyś każdy list zaczynało się podobną regułką. Jak wasze żołądki, tłuszczyki, boczki po świątecznym obżarstwie? Świetnie - bo u mnie również dobrze.
Nie miałem ostatnio czasu zrobić wpisu, wiec czynię to dziś. Pewnie zniszczę dzień Gościowi, bo wyjazd łączony i data nie z wczoraj i pewnie już szykuje palce na cięty wpis, cóż. Taki mamy klimat.


Święta przeleciały jak orkan Baśka przez Polskę, sporo jeżdżenia, kurtuazji, sporo wymieniania życzeń, a rok powoli dobiega końca. Skoro dni do końca coraz mniej, to pewnie czas na jakieś podsumowania. 

Zarejestrowanych wpisów do pracy wyszło 59 z czego uzbierało się 2235km. Sporo z nich pewnie pominąłem, ale nie będę teraz grzebał i odznaczał dojazdów. I tak sumka niezła.

Bike to hell to trzy wyjazdy. Ostatnia masakra Kampinowska, Wiosenne dookoła Kampinosu no i rzecz jasna Maraton Północ Południe. 

Z planów jakie  miałem wiele nie wyszło, bo mam synka, ale to moje największe szczęście i jaram się nim jak głupek, choć czasem daje popalić. Mam nadzieje, że za rok już będzie można z nim więcej podziałać w przyczepce, bo obecnie zima i jeszcze długo w pojeździe nie wytrzymuje. 

Summa summarum wyszło mi tych kilometrów z całego roku przyzwoicie bo podszedłem pod granicę 8000km. Z tego miejsca gratki dla Kesa za 15tkę w tym roku - Biedne napędy które zajeżdżasz Krzysiek!



Plany na nowy rok? W sumie chciałbym wykorzystać poranne pobudki syna i wiosną troszkę przed pracą dokręcać w miarę rodzinnych możliwości. Zapisany jestem na dwa maratony MP i TDP wiec pewnie jeśli nic nie wyskoczy mi przed koiła, uda mi się zaliczyć te dwie imprezy. 




Czekam na wasze podsumowania i opowieści co planujecie na 2017


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

z przyczepką || 10.00km

Poniedziałek, 26 grudnia 2016 · Komcie(5)
Mimo, że dzień zapowiadał się słabo pogodowo, to u nas jednak wyszło słońce rano. Postanowiliśmy więc jechać do Dziadków na obiad rowerami, a młodego ulokowaliśmy do przyczepki. Logistycznie, cała operacja jest dość skomplikowana, i nadal pracujemy nad płynnością wychodzenia z domu.

Na ten przykład:

Adam idzie na dół,
Agnieszka z młodym na górze ubiera gościa.
Agnieszka z młodym w przyczepce schodzi i idzie przed blok
Adam wystawia jeden rower
Adam wystawia drugi rower
Przyczepianie rowerów
Zamykanie piwnic

Generalnie zanim opuścimy blok mamy kilka par drzwi, więc nie da się zapiąć przyczepki do roweru w piwnicy, bo tir nie zmieści się w tych szklanych śluzach. I trzeba tak po kroczku wychodzić przed blok, a całość operacji kończyć już na zewnątrz. 

Udało się jednak i pojechaliśmy.












Po wycieczce zajeżdżamy do rodziców. Rzecz jasna, u nich jeszcze gorzej z logistyką, bo pierwsze piętro, bez windy. No i podobnie jak u nas, dwie śluzy drzwiowe. Znowu cała masa wzywania pomocników, jedni za Jaśka inni do piwnicy chować rowery a jeszcze potem przyczepkę na piętro po schodach. Klatka schodowa wąska i z dyszlem ledwo się mieścimy. 

Oczywiśćie dziadki zakochane we wnuku i zdecydowanie za mało im go przywozimy. Już nam babcia wyrzuca, że ona chce wnuka cześciej widzieć, i że powinna co tydzień u nas być i pomagać. Już się wprasza, że ona przyjedzie a my sobie porobimy zakupy, że ona już może go na nocki zabierać. Troszkę to irytujące, bo nie chcemy spędzać czasu z dziadkami non stop. Oni uważają, że my nie chcemy dać sobie pomóc, a moja mama tak zakochana we wnuku, że najlepiej jakbyśmy codziennie jej kazali go pilnować.

No trzeba troszkę studzić jej zapędy, ale ciężko czasem to zrobić, tak dyplomatycznie. Ona już ma plan , że za tydzień to ona wexmie Jasia, że przed sylwestrem to my sobie pojedziemy do kina - kto u licha mówił tu o jakimś kinie??? - i tak źle i tak niedobrze. Nie chce odtrącić pomocy, ale zmęczony jestem już takim na siłę wpraszaniem się do naszego życia.  Pocieszające jest chyba, że nie tylko moja "babcia" taka jest. Może to pozostałość po czasach, gdy im nie miał kto pomóc. Chcą dobrze, ciesze się, że ich mam, tylko my też nie jesteśmy jacyś ułomni i jakoś ogarniamy.

Młody wybawiony wyściskany w końcu poszedł w kimę. Czas leciał, a za oknem zaczęło szarzeć, no i czas przyszedł aby się zbierać. Znowu cała logistyka i narzekania, że syna z drzemki budzimy. Och my źli rodzice. W domu jesteśmy o czasie. 

Dzień aktywny i rowerowy a młody wybawiony wycałowany w te święta za wszystkie czasy...




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Do pracy - czyli kraina deszczem kapiąca || 30.00km

Wtorek, 20 grudnia 2016 · Komcie(3)
Kategoria Do pracy!, kuweta
Znów na shannon, po Kampinoskiej masakrze, trzeba było ogarnąć jednoślad, toteż musiałem rower do ładu doprowadzić. Udało się, choć ilość błota była spora. Łańcuch wyczyściłem, nasmarowałem a niunie przetarłem szmatką. Wygląda już lepiej. 

Co kupiliście swojemu rowerowi na święta?


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Nocna Masakra Kampinoska || 100.00km

Niedziela, 18 grudnia 2016 · Komcie(16)

Pomysł, by jechać nocą przez Kampinos, wpadł mi do głowy jakiś czas temu. Nie wiedziałem, jak i kiedy go wykonać, a sama jazda nocą po lesie zdawała się dość trudna. Musiałem kilka razy z pracy wrócić przez las, aby przekonać samego siebie, że nie "zesram" się ze strachu. Udało się, przetestowałem tez oświetlenie i byłem gotowy. Mentalnie - gotowy! Tak mi się zdawało w sumie, bo co innego 3km odcinek przez las podmiejki, a co innego szlak 50km po puszczy z dala od osad ludzkich...

Ustawka była spontaniczna, do końca pogoda świrowała i od mrozu, pokazywało zero, potem opady śniegu, śnieżyce aż w końcu się ta huśtawka ustabilizowała i na niedzielę miało być 0 stopni i lekki śnieżek miał prószyć. Wszystko było ustalone, i po tym jak rano z rodzinką poogarniałem sprawy, byłem gotowy do startu. Zasiedziałem się w domu bawiąc się z synem i z jęzorem leciałem do piwnicy aby zdążyć ogarnąć się i nie spóźnić na autobus. Chciałem odpuścić sobie jadę wylotówką do mostu północnego dlatego postawiłem na transport publiczny. Odcinek do Białołęka Ratusz, pokonałem autobusem. Oczywiście, nie obyło się bez ekscesów. Miałem wycelowany czas tak, aby być pod szpitalem w Międzylesiu na czas. W autobusie jakiś pijany młodzieniaszek rozkręcał awanturę. był podpity i troszkę hałasował. Kierowca stawał i miał ochronę wzywać. Udało się jednak gościa spacyfikować, przez pasażerów i się ogarnął. Efekt był taki, że byłem w niedoczasie. 

Po wyjściu z busa, szybki skok na siodełko i gnam jak wariat na Most Północny. Na ścieżce na moście - lodowisko. Wiadukt przemarza, a z nieba leci drobny śnieżek jak mąka. Miesza się to na zmianę z lekka mżawką -  a może to była taka schodząca mgła? Sam nie wiem. Jest około 0 stopni. Oby się nie rozpadało bardziej  - myślę sobie. Kilka razy ucieka mi tylne koło podczas zwalniania, a to przecież miasto i cywilizacja - co będzie w lesie?

Pod szpitalem, okazuje się, że nikogo nie ma. W moim telefonie pustka, bo po zmianie aparatów kontakty zostały w starym. nie mam nawet info do ludzi, którzy mieli ze mną jechać. Wszystko miałem sobie przygotować wcześniej, ale wyszło "jak zawsze". Udaje mi się zorganizować numer i dodzwonić do Agaty. Mamy kłopoty z zasięgiem, ale w końcu się kontaktujemy. Ona pomyliła godziny i zamiast o 15 była przy szpitalu o 13 więc pojechała i jest już w połowie Kampinosu przy drodze na Leszno. Ustalamy, że będzie wracać, a ja będę ją gonił i że pojedziemy zielonym szlakiem i, że tam się jakoś znajdziemy w lesie. 

Reszta uczestników się wykruszyła!

Rad nie rad, w zapadającym zmroku, ruszam na szlak puszczy sam. Jedzie się ok, choć drogę przykrywa już białą posypka śniegowa Ciężko to nazwać pokrywą śnieżną, ale nie widać co jest pod spodem. Po 15:30 z każdą minutą robi się ciemniej i wreszcie jestem sam w lesie, a dookoła mnie ciemna jak kawa noc. Wszystko niby, takie jak u mnie w drodze z pracy. "niby tak" aż do momentu, gdy uświadamiasz sobie, że to duża puszcza i wszystko tu mieszka. Dziki, wilki, łosie, sarny, a pewnie i rysie. Dodaje sobie otuchy gadając do siebie. W sumie gadam na głos, komentuje to co widzę, w nadziei, że zwierzęta  będą mnie słyszeć i czmychną...

Nie zmienia to faktu, że zabawa przednia. Światło przecedza się między drzewami, cienie tańczą i las "żyje". Masz wrażenie, że coś wyskakuje z boku, a to cień mijanego właśnie krzewu "mija cie". Pod kołami jest twardo, ziemia nie rozmarzła. Na jednym z odcinków pomiędzy drzewami folguje sobie za mocno i ląduje na glebie. Korzeń był niewidoczny, a ułożony skośnie do jazdy i przysypany puszkiem okruszkiem ze śniegu. Adrenalinka jest bo wyskakuje z roweru i lecę w ciemność. Łomocze w jakieś krzaki i zbieram się, a rowerowi nic. Upadłem na miękkie. 

"panie Adamie - trzeba się bardziej pilnować". Na jednym z odcinków szlaku jest sporo takich niespodzianek. Korzenie i pozamarzane kałuże przykryte prószącym śniegiem, zmieszane z liśćmi. Nie wiadomo co pod kołami. A droga "niby" prosta, tzlko koła tak jakoś czasem zatańczą jak staje na pedały. Najbardziej zabawna sytuacja zdaryłą się po środku niczego. Widzę z daleka światło rowerzysty i przekonany, że to ona, krzyczę coś na powitanie, a potem z za wydmy wyjeżdża jakiś koleś na MTB. Rzucam tylko  "ooo sory myślałem, że to kto inny" on tylko "spoko" i się mijamy. 

Na odcinku po "deskach" rozpędzam się za mocno i nie wiele brakuje, a wylądowałbym w wodzie. Dopiero gdy minąłem przepust z wodą zrozumiałem "po co" budują tam ten dukt po deskach. Drewno pod kołami podmarzło i było sliskie jak żywy lód. Tuz za pomostem drewnianym na zielonym szlaku, spotykam Agatę. Dalszy odcinek już jedziemy wspólnie. 

Sporo gadamy, dyskutujemy, i czas leci. Postanawiamy jechać do miejscowości Kampinos -aby wyjazd był bardziej "symboliczny". Po przecięciu drogi na Leszno szlak nieco bardziej kręci i zmienia się jego charakterystyka. Jest miejscami bardziej dziki, bardziej wąski. Wymaga większej uwagi.

W Kampinosie robimy przerwę na jedzenie i szykujemy się do powrotu na kolach. Drogi otyaczają mgły a na ulicach jest na granicy zera. Po jedzeniu ruszamy - czas do domu. Ja jadę z przodu, bo Agata mówi, że czuje suię bezpieczniej jadąc za kimś. Spoko, mogę prowadzić. Ja mam lampki ona lampki + kamizelkę. Drogą powrotna wiedzie spokojnie, choć dłuży się strasznie. To długi prosty odcinek aż do Warszawy. Za Lesznem, łapie nas niezonakowany radiowóz policji i dostajemy mandaty po 100zł, za nia korzystanie ze ścieżki rowerowej (ciągu pieszo-rowerowego)  tuż obok. We mgle nie widać było że tam coś jest, poza tym, ciąg pieszo-rowerowy tam to nic innego jak chodnik lokalny i znak o wyżej wymienionej treści. 

Cóż. Rok temu przed wigilia na pustej drodze dostałem taki sam mandat za to samo. Taki lajf - dobrze, że tylko raz do roku mają pieski taką skuteczność, bo mój rowerowy budżet by zmalał i jeździłbym na składaku:)

kilka cytatów z luźnej rozmowy

- a wiecie że w Kampinosie pojawiły się ostatnio wilki? - POLICE
- a ostatnimi czasy także rowerzyści - KSIĘGOWY

- nie za późno na rower? POLICE
- Jest 20 latem to jeszcze by się pan na działce opalał - KSIĘGOWY

- czytamy te WASZE fora POLICE

- Pana rower to akurat świetnie jest przygotowany do jazdy po ścieżce (29 cali grube opony) POLICE
- dobrze, że docenia pan to. Bo na co dzień jeżdżę rowerem mniej przystosowanym do jazdy, czyli szosowym
- no wie pan prawo to prawo, nie ma wymówek POLICE
- trzeba cierpieć! KSIĘGOWY
- no niestety POLICE
-


- tam obok, po prawej macie równoległą trasę do jazdy. Przez wioski, nie ma ścieżek, można jechać, a rowerzyści ciągle upierają się aby jechać tą od Leszna.
- no co zrobić. I wy musicie nas karać tak?
- no sam pan widzi. A tamta droga taka spokojna mały ruch!


- mamy na was ciągłe skargi, że środkiem jeździcie. Że nie da się was wyprzedzić.
- dwa pasy zajmujemy?
- nie, ale tworzą się za wami zatory drogowe i stwarza to niebezpieczeństwo.
- może kierowcy nie umieją wyprzedzać?
- wie pan, ale jak duży ruch z przeciwka to jak mają wyprzedzić kilku rowerzystów jadących jak kolaże w peletonie jeden za drugim?


Podsumowanie:
Las nocą nie jest zły. Jakoś nie czułem niebezpieczeństwa. Wyłączyłem w sobie ten strach. To troszkę jak lęk przed dzikami jak rozbijam namiot na dziko. Przyjdą to przyjdą - nie zjedzą mnie, a na rowerze jest szansa im uciec. Niedźwiedzi nie ma w sumie, a wilki? Wilk nie pojechał - to innych nie widziałem i innych Wilków nie znam:)

Oświetlenie.
Tu potrzeba dobrego światłą. Dobrze dodatkowo mieć czołówkę albo lampkę do doświetlania sobie szlaku. Czasem chciałem spojrzeć na drzwo obok mnie i przeczytać napis jaki to szlak itp, ale musiałem rower za kierownice do góy aby sobie oświetlić. Z siodełka też lampka nie zawsze łapała "w biegu" wszystkie oznaczenia szlaku.

Szlak.
Jechałem zielonym. łatwy, mało górek prosty, dobrze oznaczony. Na upartego można by jechać tylko po oznaczeniach bez GPS, ale zawsze jak nie byłem pewny czy jechałem ok to patrzyłem w odbiornik satelitarny, a potem i tak okazywało się, że dobrze pojechałem bo były oznaczenia.

GPS
GPS warto mieć, a jeszcze bardziej warto mieć wgrany ślad, który ktoś przejechał. Z samych dróg nie wiele byście wywnioskowali na mapie GPS. Co chwila się tam krzyżują leśne i rozwidlają. A szlak wiedzie czasem lekko dookoła no i jest przejechany, więć nie ma tam niespodzianek w stylu rzeczek czy powalonych drzew.  

Opony
Ja jechałęm jak było około 0 i ziemia podmarzła, ale bez grubych opon, jazda w lesie tym czy innym szlakiem wydaje mi się bez sensu. Sporo zamarznietych "piaskownic" widziałęm i gdby nie temperatura kopałbym się i na grubtych pewnie. 

Przygoda.
Super sprawa! Polecam - następnym razem też jadę, tym razem zmierzę się z Czerwonym szlakiem - trudniejszy!



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew