Księgowy | strona 180 | Księgowy

Basen - po raz trzeci || 1.25km

Sobota, 14 listopada 2015 · Komcie(0)
Kategoria BASEN
Dziś w sumie niespodziewanie, nadarzyła się okazja by znów iśc na basen. Wczoraj była mała integracja z szefem i znajomymi, więc z pracy mimo iż pojechałem rowerem, wróciłem odwieziony Autem. Dziś więc trzeba było Fusionka zabrać i do robotki porabotajać wozem. Zapakuje towar i i rowerek w bagazniku podjedzie do domu, tymczasem, udało się wyrwać godzinkę poranna na pływanie...

50 basenów, z kilkoma "czkawkami", bo dziś o wiele tłoczniej w rejonie i dzieciarni jak kartofli na bazarze. Musiałem tez tor dzielić z 2 panami, ktryz wiadomo pzwali w innym rytmie ni ja. Udało się wypływać kolejny rekordzik. 

Ba basenie pływam głównie ramionami. Kraul bez użycia nóg. Deska między uda i wiosłuje całe 45 minut prawie tylko ramionami. Czasem jeden - dwa baseny żabką bez deski, ale tak to ramiona w ruchu. 

Miłe uczucie po pierwszych basenach, bo czuć jak "wchodzi" w ręce...:) Po wyjściu z basenu na drabince już czułem jakie mam zmęczone ramiona. 

Teraz w pracy kawka, kominek i regenerujancja;)


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Basen 2 || 0.90km

Czwartek, 12 listopada 2015 · Komcie(0)
Kategoria BASEN
Dziś etap numer dwa - poranny basen i 36 odcinków po 25 m...

Przyjemnie - o dziwo sporo więcej sił do pływania było, a energia na cały dzień zapewniona!

Po baseniku kawka i tost;) z restauracji z M w nazwie - I am so fukin... bad:D


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

PODSUMOWANIE SEZONU I WNIOSKI || 30.00km

Środa, 11 listopada 2015 · Komcie(9)
Czytałem sobie ostatnio kilka zaległych wpisów ludzi i naszło mnie na wspomnienia. Połknąłem jeden z wpisów koleżanki z Sierpnia, inna treść, opowiadała o wyjeździe w góry w lipcu. W sumie na takie czytanie naszło mnie przypadkowo. Wszedłem na blogi które czytam codziennie i zagłębiłem się w kategorie wpisów.

Uświadomiłem sobie, czytając te zapiski, jak ten rok szybko zleciał, jak szybko uciekł czas i jak wiele dni już za nami, za mną w sumie, bo to niejako o mnie ten wpis ma tyczyć. I tak sobie usiadłem i upiłem łyk ciepłego kakao i zacząłem przeglądać moje wyjazdy w tym roku. Sporo się działo i sporo zmieniło, a zapowiada się, że od nowego roku zmian będzie jeszcze więcej w moim rowerowym życiu. Ta dynamika mojego rozwoju jest dla mnie nowością. Moja sylwetka zmienia się, mój „profil” cyklo-osobowościowy ostatnio przezywa dynamiczny renesans. Tak jakbym odkrył na nowo wiele rzeczy. Zaczęło się to gdy wkroczyłem na nową nieznaną ścieżkę kół 28cali, lub jak kto woli 700c. Od tamtego momentu wiele różnych smaków szeroko pojętego kolarstwa wypróbowałem. Jak to prezentowało się w roku 2015? – Posłuchajcie!

Otóż początek roku to realizacja projektu roweru uniwersalnego. Po roku posiadania szosówki, cienkich kółek i mega-zajawki tylko na szosę, wyhamowałem. Odkryłem, że sama jazda szosą nie jest zła, jednak możliwość zmiany nawierzchni na mniej utwardzoną, wielce ułatwia życie. Pokazały to jesienne wyprawy na mazury w 2014 roku. Rozpocząłem więc projekt Shannon. Rower powstał już na jesieni 2014r, jednak w pełni poznałem zalety roweru dopiero w roku obecnym. Postanowiłem skupić się na posiadaniu jednego roweru będącego rowerem uniwersalnym. Sprzedałem części z FRANCY, uwolniłem miejsce w piwnicy a zainwestowałem w lekki bagażnik, opony przełajowe i wygrzebałem w pod sterty opon opony 29 cali, które o dziwo weszły, dodając do uniwesralności sahnnon wersję 29er. W ten sposób, posiadłem jeden rower, który był – szosówką, trekkingiem, przełajówką i 29erem. Nadal mam jeszcze swojego accenta, jako zimówkę, ale nie wiem co z nim będzie zapowiada się też pewna zmiana w tym zestawieniu.
Moje rowerowe perypetie wzmacnia zmiana stanu skupienia. Zmieniam pracę i odciążam głowę. Zmiana pracy, to też diametralna zmiana mojego rowerowania. Tu pojawia się niepowtarzalna okazja codziennego pedałowania. W pierwszych miesiącach uważam to za super przełom, niestety około czerwca i lipca dostaje przesytu i z trudem udaje mi się przejechać kilka większych tras zaplanowanych na ten rok. Codziennie 30km, codziennie 9h w pracy, codziennie mnóstwo wysiłku bo praca ma inny charakter niż w dotychczasowych firmach. Wszystko to sprawia, że pojawiają się kryzysy giganty i niemoc. Całe szczęście udaje mi się przeanalizować problem, i wyciągam wiele wniosków z tych dojazdów.

Przede wszystkim, codzienność. Jazda rowerem, stała się dla mnie monotonią, dzień w dzień, ten sam odcinek, ten sam poranek, ten sam dystans. Pogoda, nie pogoda, deszcz, zimno, wiatr, śnieg… Musiałem to zmienić, ale nie wiedziałem jak. Udało się jednak zrealizować plan, i w sierpniu pojawia się Auto. Nie myślcie, że auto kupiłem, by zaleczyć kryzys rowerowania – to byłaby gigantyczna hipokryzja ;P Samochód po prostu jest, a w zasadzie był, w planach. Jednak jego pojawienie się, totalnie zmienia postać rzeczy. Teraz gdy jest jesień, deszczowo, zimno, wietrznie. Mam wybór – mogę jechać inaczej.
Myślenie że codzienne jazdy do pracy sprawią, że moja kondycja będzie jak stal i nic mi straszne nie będzie, to był błąd. Codzienne dojazdy spowodowały mega przetrenowanie. Wplecione w codzienność „rekreacyjne wycieczki” ponadto co jeździłem, wcale nie ułatwiły organizmowi stabilizacji. Byłem zmęczony codziennymi dojazdami i pracą, a dokładałem sobie jeszcze 60-100km weekendami. Kiedy miałem się zregenerować? Nie było szans. A weź tu człowieku się regeneruj, jak jest niedziela 25 stopni i słońce… Przesyt ten czynnik w roku 2016 mam zamiar wykluczyć.

Rok 2016 to również Maraton podróżnika. Ten cykl to świetna impreza, jednak chaos jaki wkradł się w moje jeżdżenie w tym roku spowodował totalną klapę w starcie na tej imprezie – planowałem 500km, maraton był po górach, chciałem się sprawdzić, ale znalezienie czasu, a przede wszystkim „chęci i sił” na trenowanie podjazdów to była katorga. Nawet dystanse 200-300km w tym sezonie to była rzadkość. Po prostu mi się nie chciało. Martwiłem się, że przestałem to lubić, ale wszystko znów sprowadzało się do dojazdów. Szczyt sezonu miałem w marcu, a potem chyba w lipcu, po maratonie a potem schyłek i tylko stagnacja. Gdzie się podział zrównoważony rozwój, gdzie podziała się wolna wspinaczka kondycyjna w kierunku sezonu? Nie było jej. Orałem pole, dzień w dzień, potem je zasiewałem zarastało trawą i znów orałem… nie było zbiorów.

Zdecydowałem się w ostatnich tygodniach przed MP aby jechać na 300km. Nie chciałem odpuścić sobie tej imprezy, bo strasznie mi na niej zależało, ale wiedziałem, że jeśli wogle przejadę to będzie sukces. Na tydzień przed maratonem taka mnie niechęć dopadła, że najchętniej bym do pracy jeździł autobusem – nie da się – lub hulajnogą – nie mam;/
To było koszmarne, startować w imprezie, na którą czeka się cały rok i jechać na nią z poczuciem winy, że w sumie ci się nie chce, w sumie nie trenowałeś i w sumie to poleżałbyś. Warunki nie były łatwe na trasie. Trasa i pogoda na MP 2015 to jedna z trudniejszych tras 300km jakie przejechałem. Upał wykluczył wiele osób, jakim cudem ja, bez przygotowania, bez nastawienia, bez odpowiednich przełożeń, jakim cudem ja to przejechałem?

Nie wiedzieć skąd i jak, trafiam jeszcze na czoło grupy, jako lider. Atmosfera, fajni ludzie – to wszystko sprawiło, że pokonuje trasę. Dzięki wam udało się przepchnąć ten dystans.
Po MP – nadchodzi kryzys, kolejny. Sezon w szczycie. Pracy po pachy, ludzie na urlopach, wakacjach, wyprawach, a ja tyram, codziennie… sierpień i fala upałów sprawia, że nieomal ląduje w szpitalu. Czuje się wrakiem człowieka! W sierpniu! Co do jasnej cholery! Przecież to ledwie 2/3 sezonu! Nie mam ochoty na rower, nie mam ochoty na spotkania ze znajomymi, w domu upał w pracy upał, najchętniej siedziałbym w piwnicy gdzie ciemno i chłodno.
Wyprawy w roku 2015 to miał być lek na problem z motywacją. Wiecie, plan aby totalnie inaczej pojeździć, aby zmienić szosę na sakwiarstwo i aby zapomnieć o zapierdzielaniu a skupić się na rekreacji. Wyprawa w Białostockie rejony Podlasia – SUPER. Szkoda, tylko, że jechałem w 80% 20% głowy było wyłączone. Takie poczucie, że jeszcze nie przeszło.
Dopiero jesień, gdy zapadł wrzesień, gdy ludzie poszli do szkoły, gdy dojazdy rowerem rpzelatać zacząłem z dojazdami autem. Dopiero wtedy, poczułem że odżywam. Epizod 29er i latanie po lasach super! Potem jesienne wyprawki z żoną i znów trafienie. Rower znów mi smakuje, znów chce jeszcze więcej.

I tak pijąc to kakao mam ambitne plany na 2016. Zmniejszyć jazdę obowiązkową a zwiększyć tą przyjemną. Nie dopuścić to cyklu przetrenowania dojazdami i urozmaicać je choćby basenem. Tak włączenie basenu w zimie, to cel na przełom 2015-2016. Organizm musi odpoczywać od siodełka, plecy, ramiona, nogi, płuca, wszystko musi być w ruchu. Dni bez roweru gdy pada, gdy leje, gdy najzwyczajniej w ściecie – nie powinienem jeździć. To jest CLUE całego podsumowania.
Myślę, że te zmiany przyniosą efekt w roku 2016. Bo czasu na rower będę miał zdecydowanie mniej, a sił na życie muszę mieć co najmniej o połowie więcej!







Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

konkurent Jurka! - Wyzwanie miesiąca;) || 0.62km

Niedziela, 8 listopada 2015 · Komcie(2)
Kategoria BASEN
Pierwsze koty za płoty, dziś dzień wietrzny choć słoneczny. Zdecydowaliśmy z AGnieszką, że wybierzemy się na basen. 
Mam nadzieje, że uda się tradycje utrzymać i przynajmniej jeden raz w tygodniu wybrać na 45 minut pływania.


Dziś przemachałem 25 basenów z kilkoma przerwami na złapanie oddechu. Kondycji nie mam, ręce jak witki miętknie i jestem zwiedzony, że tak słabo było. Oddechowo - bez kłopotu. Żadnych kolek, żadnych zadyszek, jedynie słabość ramion....

25 basenów to jakieś 650 metrów. Na początek wystarczy.
W czasie "odpoczynków" rowerek nogami szybki pod wodą, więc w sumie nieomal całe 45 minut coś się z moim ciałem działo. Nawet mam wrażenie, że więcej atywności miałem niż przez 45 minut na rowerze:) Tam przecież tylko siedzę:P

Jurek - ty wpadasz na basenik zimą?:) Mały sparring? W kwestii ilośći basenów. Wspólna motywacja aby pójść na basen. 




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Rowerem do Mordoru - ironicznie || 35.00km

Sobota, 7 listopada 2015 · Komcie(0)
Kategoria Do pracy!
Dzień rozpoczynam z niedoczasem. 8:30 to czas na wstawanie nie do końca odpowiedni, zwłaszcza jak macie na 10 do roboty. No nie ważne, niemniej mi się udało. Dodatkowo żona jeszcze mnie tego pięknego deszczowego dnia do mordoru wysłała po chleb. 
Mordor? - Nie nie Domaniewska. To legionowskie Targowisko. Ostatnio coraz więcej podobieństw tam zauważam....
No sami zobaczcie. Gdzie nie spojrzeć wszędzie same orki i do tego z rydwanikami. Armia i ten sam chaos co w firmie. Pełno ich i kłębią się jak te nieprzeliczone armie orków w poziemiach! Sa podobnie pomarszczeni i w sumie zapach też by się zgadzał. 
Udało mi się już dotrzeć na miejsce, mijam dwie wierze i nagle przede mną staje Gandalf z kartoflami - Wielki facet dziwnie ubrany z długą siwą brodą!
- YOU SHALL NOT PASS!
- Słucham?
- Gdzie pan z tym rowerem ku#wa? Pan uważa na moje skrzynki z pomidorami

Po takim przywitaniu, nie pozostaje mi nic jak tylko bitwa pięciu armi. 
Udaje mi się jednak dostać do osady z chlebem. Piekarnia wystawia się i świeży chleb mają przepyszny. Oczywiście przede mną w kolejce kilku hobbitów w beretach. Staje więc grzecznie i czekam. 

Po wygraniu walki w mordorze, udaje się do pracy. Na mieście lekko mnie przyblokowuje ruch więć, wypadam z 8impeten prosto do Zegrza, pomijając tego dnia Wieliszew. Pogoda mnie nie rozpieszcza i odkąd żegnam miasta nagęściej zaludnione, odtąd pojawia się deszcz. W sumie deszcz to nie jest. To mżawka, pokapawka, jakieś takie fiu bździu.

Jadę i jadę a to tak wizi i mnie rosi... rosi i rosi...
Zaroszony dojeżdżam do pracy. 


Wczoraj pod koniec dnia pan wpadł z rowerem syna, bo synowi spadł łańcuch i mu się tak zaklinował miedzy wolno-biegiem i kołem, że musiałem się namęczyć aby wyjąć. Przy okazji w rowerze wymieniłem tylną oponę i regulowałem przerzutkę tył

- po rower przyszliśmy z synem
- rowerek zrobiony
- przerzutka chodzi?
- tak chodzi....
- pan pokaże ja sprawdzę
- proszzzz...
- no chodzi, a nie będzie spadać łańcuch?
- nie będzie. Pod warunkiem, że pana syn nie będzie wywracał się na rowerze na hak i sam nie będzie grzebał w przerzutce.
- jak to?
- ktoś musiał modzić w przerzutce, bo była totalnie rozregulowana
- co pan powie?
- no nie wiem czy to pan czy syn, ale wszystkie śrubki były rozkręcone jak popadło. 
- no ale ja naregulowałem trochę sam... ja już doszedłem o co w tyjm chodzi.
- jeszcze długa droga przed panem
- co pan, to proste jak drut, mamy 3 śrubki i tyle. Nawet dziecko to potrafi
-  aha...
- a to koło to nie wsadził pan krzywo?
- słucham?
- nop krzywo jest
- tak było
- nie wydaje mi się.
- proszę zakręcić kołem, nic nie obciera
- ... nie no krzywo jest. Pan to poprawi
- nie mam jak, bo jest prosto.
- daj pan miarkę
[mierzy koło, mierzy odległośći koło rama]
- zero cztery centymetra różnicy
- pan serio teraz?
- no tak... powinno być tak samo...
- prościej nie będzie. Tak skonstruowana rama. Klocki i hamulce ustawione symetrycznie, widocznie tak musi być.
- mhmm.
- dopsz.... to płacimy - pan płaci ale nadal nie do końca przekonany, czy wszystko jest idealnie



Zakup dętki wersja hard....
- dzień dobry. 
- dzień dobry. W czym mogę pomóc?
- dętkę potrzebuje 17cm 32cm i 40cm - pan czyta z ręki - dosłownie zapisał sobie długopisem czerwonym na ręce jakieś pomiary.
- a co to za rozmiary?
- no koła...
- jak to? a który wymiar?
- no nie wie pan ile koło ma średnicy?
- proszę mi wybaczyć, ale nie wiem. Dętki kupuje się na wymiar podany przez producenta, dla kół to najczęściej cale...
- jakie cale panie w centymetrach panu przecież podaje! To pan sobie przelicz na te cale... nie mam w domu linijki na cale.
- no ja wiem, ale to mi nic nie mówi.
- daj pan miarkę! - pan jest zniecierpliwiony - podchodzi do roweru i mierzy. Najpierw mierzy z oponą, potem samą obręcz, a potem tylko okrąg wewnątrz koła do granicy nypli... Potem do drugiego idzie... znów mierzy, i pionowo, i poziomo, i tak, i siak...
- i co pan wymierzył? - pytam rozbawiony bo pan wyraźnie zagubiony....
- cholera, jak ja to mierzyłem?
- nie wiem...
- no ale nie ma pan takich dętek jakie podałem? 17cm? Jaka to dętka?
- bo ja wiem? 12 cali?
- pokaż pan tę dętke.
podaje panu dętkę, wyjmuję z pudełka a pan rozkłada na blacie stołu i mierzy. Uśmiecham się i operty na ręce przyglądam wymiarom...
- to chyba większa musi być. Pan da jeden rozmiar większą...
- 14cali?
- nie no 13 cali
- nie mam 13 cali.
- matko no panie dętki mam kupić do rowerów... a pan coś wydziwiasz!
- żaden z tych wymiarów nei pasuje. Proponuje wziąć 12, 20 cali i 26 cali.... to jakoś tak najbardziej zbliżone do tego co pan tam nawymierzał....

Dętki zakupione... nie wiem czy dobre, nie pytałem już o rodzaj wentyla jaki pan by chciał, bo mnie już przepona bolała, a facet troszkę mało dystansu do siebie miał. 





Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Trudny dzień, ciężki oddech, tłok - bzdety || 40.00km

Piątek, 6 listopada 2015 · Komcie(1)
Kategoria Do pracy!
Wstawało się dziś mi zaskakująco sprawnie. Już 7:30 chodziłem w pozycji wyprostowanej. Dzień jednak wyszedł jakiś taki - nijaki. Niby nie padało, niby wszystko w porządku, ale ... ech po rpostu było mi dziś źle.
Też czasem tak macie, że wszystko i wszyscy was denerwują? Piesi, Auta, Klienci, Koledzy w pracy? Taki dzień chandry i foszka!

W sumie, sam nie wiem co mi. Dziś mnie tak rabnęło jakbym się od śćiany odbił. Że ja się angażuje, że ja chce a nie jest po mojej myśli. W sumie, to nie moje, nie moje zabawki, ale czasem człowiek by chciał a się nie da.
Cóż... no nie mogę więcej napisać, bo to chandra jednodniowa.

Leczy się to? Najlepiej rowerem psze pana... najlepiej długo i daleko i żeby z wiatrem było!

To pomyślim nad terapyją




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Przełom tego tygodnia - wędzarnia || 30.00km

Czwartek, 5 listopada 2015 · Komcie(3)
Kategoria Do pracy!
Kilka dni już za mną a kilometrów tyle co Kot napłakał - z szacunkiem dla Kota, bo jak kot napłacze, to już ma 280 km;/ więc powinno się raczej pisać, tyle co motylek napłakał, albo, ja wiem? Tyle co mucha nasra...?

No generalnie nie było za wiele tej jazdy w tym tygodniu, ciągle coś, ciągle auto. To fryzjer, to zakupy, to znów sprawy firmowe o poranku i tak wyszło. Dziś udało się jednak zadeptać srającą muchę i ukatrupić motylka. Dziś nikt niczym nie srał ani nie płakał. Dziś księgowy jeździł. 

Oczywiście, jak się człowiek rano do wstawania na: "autem zdążę" przyzwyczai, to mu tyłek takoż ciąży gdy trzeba wyjść z wyra, że efekt widoczny od razu. w 20 minut śniadanie, kuchnia, łazienka ubieranie piwnica... To nie może się udać. No i się nie udało. Miałem wyjść o 9:00 a domostwo opuściłem o 9;15. Do tego oczywiście czerwone przy MC Donaldzie, potem wiadukt, potem pani jeszcze wiaduktem jechała składakiem z górki 12km/h... i tak jak pojawiłem się na wylotówce z osiedla, to było 10:20, i dokrętka przez Wieliszew się rozmyła.

Nie było rady, pognałem główną. O dziwo szło jak ogień po benzynie;) Z wiatrem musiałem mieć, bo 25-27 km/h leciałem jak szatan:)

W pracy, cisza spokój tylko ja, kominek, emeryci, wianki, śrubunki i... allegro;)
Ostatnio mam okres w sklepie. Taki obfity okres emerytów:
- Wie pan bardzo miło do pana przyjść, bo pan taki uprzejmy, pan posłucha pogada, podpowie...

No jak nie mam co robić to i emeryt dobrze pogada. Dziś mi pan opowiadał jak Ukrainy naprawiał, jak w stanie wojennym on chciał być rolnikiem, ale nie miał na ciągnik a konie mu zdychały i jak w efekcie tych zawirowań zaczął bawić się kowalstwem. No i on swoje rowery naprawia od lat. 

Kowal, rolnik - rzemieślnik...

Wpadł do mnie dziś pan z synem.
- rower jakiś pan ma tani?
- dzień dobry
- nie mamy czasu za dużo pan pokaże nam rower tani.
- dobrze, a jaki znaczy tani?
- no ja więcej niż 500 zł za rower to nie dam, bo ten gnój rozwali... - dzieciak obok stoi i ogląda rowery
- tu mam taki 999 zł kosztuje.
- wie pan co? Ja uważam, że rower za 1000 zł to jakaś pomyłka. Jak rower może, aż tyle kosztować!!!
- no wie pan, to cena wyrównana. Sam komplet kół to koszt 250zł.
- tak i co jeszcze! Za 250 zł to rowery całe można kupić panie. 
- przykro mi, w takim razie nie mam co panu pokazać. Nie mamy rowerów dla pana syna
- nie macie żadnego tańszego roweru?
- obecnie ten co pokazałem jest jednym z tańszych...
- wie pan, on nie szanuje, po co mu rower za 1000 zł, za 1000 zł to mu dwa rowery kupie jak ten jeden rozwali...
- no skoro tak jest wygodniej, to może pan nawet ze trzy zmieści w tej cenie - troszkę zaszydziłem
- no a co pan myśli!
- ja nic nie myślę:D
- dobra chodź synu, lecimy do dentysty.

W sumie może to jest sposób, hurtowo kupować rowery? Na rodzinę tak 9 sztuk po 300zł to mamy   2700zł - i to 9 rowerów!!! 

Wieczorkiem jechałem wędząc się... w dymie węglowym z kominków i domostw...




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Do pracy - nowy miesiąc... || 35.00km

Poniedziałek, 2 listopada 2015 · Komcie(4)
Kategoria Do pracy!
Do pracy i po pracy rowerem.

Coby wam urozmaicić wpis jesienny serwisowy
Dzień spokojny przerywa otwarcie się drzwi. W drzwiach pojawia się głowa. Sama głowa - reszta kadłuba - za drzwiami. 
- Dobry...
- Dzień dobry.
- Kapcie robicie?
- Słucham?
- No kapcie...
- eeee jakie kapcie, tu rowerowy.
- No czy zmieniacie dętki?
- Aaaaa to taaaaak. Proszę wejść z rowerem

[...]

Z ciekawych zjawisk w sklepie,  pojawił się dziś u nas właściciel roweru zaginiony. Rower przyjąłem od takiego tam woniącego alkokrochmaliną jegomościa - bodajże w czerwcu pod koniec. 
- Paniiiieeee zrób aby tylko jeździł... ja jutro przyjdy odybrać...
- ok...

Spisałem dane, wszystko i przyjąłem rower na serwis. Pan zniknął i ślad po nim zaginął. Telefon milczał, pan nie odpowiadał...
Dziś się pojawił.

- Ja po rower używany
- Nie mamy używanych
- Jak to?
- Normalnie.
- Ale ja tu zostawiłem swój on był używany...
- Aaaaa pan po ten rower co to mieliśmy go utylizować
- No ja byłem, eee na delegacji....
- 3 miesiące? To chyba raczej na emigracji...
- No nie, no na delegacji byłem. Ja bym go dziś odebrał. 
- Dobrze, a wiec 90 zł będzie.
- No dobrze, tylko ja bym kierowniku zostawił adres i taką małą umowę byśmy spisali, i tego, ja bym pieniądze przyniósł w czwartek...
- Nie ma takiej możliwości
- A dlaczego, ja nazwisko podam, adres podam, mogę nawet dowód zostawić...
- I co ja ten dowód potem sprzedam za 100zł, jak pan znów wsiąknie na 3 miesiące.
- panie no przecież ja słowny - honor to honor...
- Honor honorem, ale kasa musi się zgadzać, kasa będzie rower też 

No i poszedł... miał być dziś jeszcze, ale go nie było. Planowana wizyta - po nowym roku:P Hahaha






Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Sobota - weekendu początek - zaraz potem niedziela... || 44.78km

Poniedziałek, 2 listopada 2015 · Komcie(3)
W sobotę, w odróżnieniu od wielu ludzi w naszym kraju, wybraliśmy się z Agnieszką na Grobbing. Zanim to jednak się wydarzyło, wybrałem się z Shannon na wycieczkę. Musiałem troszkę rzeczy pozałatwiać na mieście - no wiecie, zakuping, kupiing chlebing i mięsing. 

Po zakupach mogłem poturlać się po słonecznej okolicy. Niestety nie udało się zdjęć zrobić, bo nic nie szło jak trzeba. Kilka planów "pojechałbym sobie do "niewypaliło, bo a, tu kolejka w sklepie, a tu musiałem się wracać po klucze do Agnieszki do pracy. I tak w sobotę, zamiast relaksować się na rowerku w słońcu, troszkę jakby szarpałem się z celami swoich wycieczkę, które się nawzajem wykluczały. Wpadło jednak te 17 kilometrów. 


W niedziele było nieco lepiej. Po przepysznym śniadaniu z żoną i trzech - dwużółtkowych -  jajkach, miałem siłę na rower. Pogoda nie zawiodła również. Dawno tak ciepłego pierwszego listopada nie było. Na liczniku 15 stopni a w słońcu nawet chyba z 17 się uzbierało. Jednak wiaterek skutecznie "chłodził" moje zapędy, by założyć majtochy cienkie i wyjść na plażing...



Na cel swojej wycieczki wybrałem wał Wiślany. Super miejsce, bo większość spacerowiczów, spacerowała pomiędzy pomnikami z lastryko, a nie na singlu, którym jechałem. Miałem cały ten wąziutki sznureczek dla siebie:)

Dawno nie jeździłem wałami, i zapomniałem jak tam potrafi być malowniczo.

Po tegorocznej suszy, niby nie ma już śladu, ale jak się człowiek zagłębi w miejsca wcześniej zakrzaczone i zarośnięte "podmokłymi chwastami" to widać różnicę. Ten obszar porastały wielkie łąki, jakiegoś dziadostwa. Jak pokazuje obrazek - owo dziadostwo nie wyrosło....a może wyrosło, a uschło

Dalej wałem się walałem...


Odskok na bok by odwiedzić podmokłe co roku tereny. Tym razem jeziorko, ledwo co widoczne a dookoła sympatyczna plażyczka.

Tu zawsze pełno wody było. Pełno krzaczków futrzaczków i walających się liśći i patyków... teraz? No panicku - Łameryka

Nic tylko wrąbać wywrotkę piasku, postawić budkę z hot dogami, obok z kebabem a obok jeszcze z zapiekankami. Znajdzie się miejsce dla budki z kiełbaskami pieczonymi i dla budki z dmuchanymi kołami... jak już wszystkie te budki ustawim, można plażingować!


Samotne dzie-wo wśród innych dziew... tylko że uono, ma styl - krwisto czerwono liściasty styl!




Tu  gdzieś była ścieżka,jako, że owej nie dostrzegłem poszedłem w te liście jak dziki. Rany jak to super szeleśćiło!


Galeria Anten... prawie ośrodek CIA tajny, zakamuflowany i sygnał od Ruskich łapią.

Fajnie się pedałowało, choć kilometrów mało. 






Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Wkoło naokrągło po okolicy || 55.00km

Piątek, 30 października 2015 · Komcie(0)
Oo zdjęć kilka wróbla-pedało-ćwirka.

Kierunek zapora Dębę.


Na zaporze już kolorowo. Do tego to słoneczko - wszystko dziś grało jak trzeba!


Rzut oka na tamę i dalej w trasę....


Spienionej wody szum kusił, aby się w niej wykąpać... zdradliwe miejsce. Troszkę się tu ludzie potopiło... pierze jak w pralce.


Dla roztrenowania pojazd pod skarpę - dobre 18% to tam było.


Nowy most dla pieszych. Ponad pędzącymi autami. 


Z Dębego postanowiłem jechać Wałem nad zalewem. Mijam sobie opustoszałą plaże w Wieliszewie. 



Piękna pogoda na takie pedałowania. Niebawem wszystkie liście opadną. 


Most kolejowy w Nieporęcie... ciekawe czy i kiedy go odmalują. Linia kolejowa jeszcze działa, choć było co najmniej kilka planów aby całkowicie ją wyłączyć z eksploatacji... Silna linia, nadal się trzyma!

Wieczorem powrót już w całkowitej ciemności. Jechałem ulicą techniczną przy wodociągu i jedyne co mogłem "podziwiać" to kawałek placka oprzez lampkę. O dziwo nawet jedno auto mnie dziś wyprzedzało i jedno mijało. Nie spodziewałem się tam nikogo poza mną. 





Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew