Po sobotnim handlowaniu wraz z żonka wybraliśmy się na basen. Chciałbym teraz mając auto, regularniej uczęszczać na basenik. Mam nadzieje, że zimą będzie to fajny dodatek do aktywności na trenażerku.
Wielu z was pyta co z moim rowerowaniem. Otóż, nie jest tak źle, po prostu zbieram siły, przewartościowuje sobie pewne sprawy i obecnie mam przerwę od "ciągłego roweru". Mamy z Agnieszką plan na jesieni jeszcze wyskoczyć na kilka dni gdzieś w Polskę, ale zobaczymy kiedy i gdzie to się odbędzie.
Obecnie upały odpuściły, a ja znów mogę odetchnąć pełną piersią;)
Pojechałem sobie dziś do pracy przez las. Miałem w zamiarze sprawdzić pewną drogę "na skróty" do Nieporętu.
MATKO-BOSKO-KOCHANOO!
Dawno się tak nie umeczyłem. Przełożenie 2x1 i co jakis czas 300-400m z buta. Wydma za wydmą. Piasek drobny, nieomal jak maka, nie taki klasyczny ziarenkowy. Typowy wydmowy - pylasty. Zakurzyłem się, najadłem piasku, ale w końcu udało mi się do celu dotrzeć.
Nareszcie upały odeszły. Sucho nadal w lasach, ale noce już znośne i wreszcie znów mogę egzystować. Wysypiam się, jem pełne śniadania, nawet znów zacząłem pić kawę porannie. Księgowy zdaje się budzić z upalnego snu... Tym razem na terenowo-przełajowo.
W pracy? W pracy ciekawa przeróbka roweru 26 cali (level A8) na 28 cali.... Jest na styk - jest goood;)
Kolejny z serii wyjazd do pracy rowerem przy użyciu tego samego roweru, jednak w specyfikacji przełajowej. Kolejna już podróż przez " ruchome piaski" w okolicach Nieporętu. Ostatnio czerpie sporo frajdy z jazdy lasami. Mimo, że tego dnia dwa razy zostałem pokryty warstwą "leczniczego kuchu". Pierwsze minęła mnie terenówka, próbująca chyba pobić rekord prędkości na tych piaszczystych wydmach. Druga była jednostka straży pożarnej na sygnałach. Oba pojazdy zostawiały za sobą tuman pyłu w powietrzu taki, że miało się wrażenie, jakby była mgła.
Bardzo przyjemny wyjazd. Mimo, że zakurzony wróciłem do domu jak młynarz, jednak zdecydowanie odpoczywa się w lesie;)
Dziś pojechałem do pracy rowerem. Ha jak to miło móc sobie wybrać dzień kiedy "chcę" jechać, a nie być w niewolniczym kieracie codzienności dojazdów. Po poczytaniu przełajowych wyczynów Cyklisty w Warszawie i ja założyłem przełajowe oponki i najbliższe wyjazdy planowane są właśnie w takim medium.
Z rana dość przyjemnie chłodno, choć wiatr w twarz łoił jak nie wiem. Kurzyło piaskiem spod kół a muszki ginęły na moich okularach jedna po drugiej.
Co przyniesie poniedziałek? Nie wiem:) Zobaczymy... Druga cześć wpisu po południu ;]
W poszukiwaniu oddechu od upałów, wybraliśmy się z Agnieszka na wycieczkę w okolice Siedlec. Plan był pojeździć po mniej znanych terenach i odwiedzić podsiedleckie wioski. Wszystko od samego początku szło jak po gruzie. Najpierw zaspaliśmy na poranny pociąg. Kiedy się obudziłem, wystrzeliłem jak z procy. Agnieszka stała w kuchni i szykowała śniadanie: - co... co.... jak... która godzina? - a co ty taki pobudzony Adaś... - a pociąg? - spokojnie. Zaspaliśmy ale zaraz jest kolejny...
Drugie podejście okazało się skuteczne. Wycieczka doszła do skutku. Upały i silny wiatr skutecznie nas stopowały na trasie. Jak się później okazało w tym samym momencie nad Wielkopolska przechodziły burze i gradobicia. Jaka ta pogoda jest zmienna i dziwna. Podczas wyjazdu miałem okazje wiele rzeczy sobie przemyśleć. W związku z ostatnimi moimi podrygami szosowymi. Doszedłem do wniosku, że jednak zdecydowanie lepiej pasuje mi zwykła turystyka, klasyczne wyjazdy, bez spinki niż ciśnięcie na kole. Trudno będę jechał dłużej, będę jechał wolniej, ale przynajmniej zobaczę coś dookoła. No właśnie, choćby takiego łosia, ale tylko pół. Bo jak jechaliśmy dziś, Agnieszka widziała całego, a ja tylko jego wielki zadek co się już do lasu chował... Rany jakie te łosie wielkie!!! No kawał mięska;) Nie ma to jak szosowe opony i bruk... a do tego upał 37 stopni i wiatr w twarz... się odpoczuywa
Odpoczynek od roweru trwa, upały wolno odpuszczają i myślę, że niebawem moja aktywność powróci na bloga z większą siłą. Dobra regeneracja zarówno psychiczna jak i fizyczna jest bardzo wskazana. A z rowerami jak pokazuje praktyka, nadal jestem w jednej druzynie;)
W końcu udało się zmotywować i wybrać na jakiś nocny rower. temperatura zaskakująca, bo przez cały nocny wyjazd towarzyszyło mi wskazanie 27 stopni. Trasa bez uniesień. Legionowo Janówek powrót przez Chotomów i Legionowo przystanek. Pierwszy z serii przełomowych wyjazdów, które mam nadzieje przełamią passę niemocy mojej.
Na trasie cisza spokój, od Nowego Dworu spotykam kilku szosowców którzy wracają z wieczornych treningów. Na ulicy z refleksem myszoskoczka omijam Jeża samobójce, który postanawia w te upalne noce popełnić sepuku:)
Ogólnie wyjazd bardzo na plus, skończyłem około 22.45 i wiecie co? Nawet nie bolało. Można:) Może gdzieś tam wraca moja witalność i energia życiowa;)
Ostatnio mniej pisze, bo i czuje się nie za dobrze. W tym roku przechodzę jakies apogeum złego znoszenia upałów. Brak chęci na cokolwiek, brak sił i nieprzespane noce. Dopiero lek nasenny pozwolił mi ostatnio przespać noc w całośći. Czekam z utęsknieniem na spadek temperatury tak do 30 stopni nie więcej.
Jazda na rowerze na razie stoi. Pisanie na blogu - stoi... wszystko się zatrzymało, lub przynajmniej zwolniło do minimum, bo mam zerową witalność rowerową. Odechciało mi sie w te upały totalnie czegokolwiek...
Nic dodać nic ująć. Ostatnio mam tyle chęci do czegokolwiek, że szok... ciągle chodze niewyspany, ciągle mi źle z gorąca... na rower się nie chce, do pracy się nie chce spać się nie chce bo za gorąco... frustracja mnie ogarnia!
Ostatnie jazdy na ósemce w tym sezonie. Przełożyłem się na jazdę szybszą i brakowało mi przełożeń na korbie za chłopakami. Szóstka była zbyt twarda, a piątka zbyt mocna. I tak nie mogłem sobie wpasować kadencji w ich prędkość. Jako że jakiś tam zapas zębatek w piwnicy mam z różnych kaset, to sobie dziś poukładałem nową kasetę na "Ostrą jazdę". Nie jest idealnie, ale tak to się mniej więcej klaruje
Teraz mam. 13-14-15-18-21-24-28-32
48x15=3,2 48x18=2,66
za lekka piątka [18] za ciężka szóstka [15] do jazdy z chłopakami na kole. Potrzebny bieg pomiędzy 15 i 18.
Przeróbka na ostrą jazdę. 13-14-15-16-17-21-23-26
48x15=3,20 48x16=3,00 48x17=2,82
Napęd się lekko przeobraża. Piątka lekko twardnieje, a pomiędzy wpada jeszcze zębatka 16cie.
Dziś kolejny wyjazd z serii treningów. Chce zobaczyć jak to jest być szosowcem. Nie mam narzazie frajdy z jazdy z takim tempem, ale chcę nabrać lekkiego okrzesania i przyspieszyć nieco w przyszłym sezonie. Plan jest przygotować się dobrze do maratonu podróżnika i znów zaatakować 500 km/24h. Nie wiem gdzie i w jakich warunkach terenowych odbędzie się edycja 2016, ale chciałbym ponownie sprawdzić się w występach. No i jest wreszcie szansa, (mam nadzieje), że utrzymam tempo Hipków na maratonie;)
Obecnie jeżdżę co drugi dzień z kimś na kole. Nie ważne z kim, byle jechał szybko. Szybciej niż ja. Wdrażam się w sporo szybsze jazdy i moje serducho czasem daje ostro popalić;) Nie ma wiele zwiedzania, jest tylko koło i utrzymanie prędkości.
Dziś momentami 35-37 km/h w tym upale było ostro. A kolka w pewnym momencie tak mnie docisnęła, że myślałem że mnie ktoś na rożen nadziewa:D
Czy już czuje różnicę? Nie wiem:) Na razie staram się nie umrzeć jak idzie 37 km/h pod "lekką zmarszczkę", efekty mam nadzieje przyjdą pod koniec przyszłego tygodnia.
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.