Przełom tego tygodnia - wędzarnia

Czwartek, 5 listopada 2015 · Komentarze(3)
Kategoria Do pracy!
Kilka dni już za mną a kilometrów tyle co Kot napłakał - z szacunkiem dla Kota, bo jak kot napłacze, to już ma 280 km;/ więc powinno się raczej pisać, tyle co motylek napłakał, albo, ja wiem? Tyle co mucha nasra...?

No generalnie nie było za wiele tej jazdy w tym tygodniu, ciągle coś, ciągle auto. To fryzjer, to zakupy, to znów sprawy firmowe o poranku i tak wyszło. Dziś udało się jednak zadeptać srającą muchę i ukatrupić motylka. Dziś nikt niczym nie srał ani nie płakał. Dziś księgowy jeździł. 

Oczywiście, jak się człowiek rano do wstawania na: "autem zdążę" przyzwyczai, to mu tyłek takoż ciąży gdy trzeba wyjść z wyra, że efekt widoczny od razu. w 20 minut śniadanie, kuchnia, łazienka ubieranie piwnica... To nie może się udać. No i się nie udało. Miałem wyjść o 9:00 a domostwo opuściłem o 9;15. Do tego oczywiście czerwone przy MC Donaldzie, potem wiadukt, potem pani jeszcze wiaduktem jechała składakiem z górki 12km/h... i tak jak pojawiłem się na wylotówce z osiedla, to było 10:20, i dokrętka przez Wieliszew się rozmyła.

Nie było rady, pognałem główną. O dziwo szło jak ogień po benzynie;) Z wiatrem musiałem mieć, bo 25-27 km/h leciałem jak szatan:)

W pracy, cisza spokój tylko ja, kominek, emeryci, wianki, śrubunki i... allegro;)
Ostatnio mam okres w sklepie. Taki obfity okres emerytów:
- Wie pan bardzo miło do pana przyjść, bo pan taki uprzejmy, pan posłucha pogada, podpowie...

No jak nie mam co robić to i emeryt dobrze pogada. Dziś mi pan opowiadał jak Ukrainy naprawiał, jak w stanie wojennym on chciał być rolnikiem, ale nie miał na ciągnik a konie mu zdychały i jak w efekcie tych zawirowań zaczął bawić się kowalstwem. No i on swoje rowery naprawia od lat. 

Kowal, rolnik - rzemieślnik...

Wpadł do mnie dziś pan z synem.
- rower jakiś pan ma tani?
- dzień dobry
- nie mamy czasu za dużo pan pokaże nam rower tani.
- dobrze, a jaki znaczy tani?
- no ja więcej niż 500 zł za rower to nie dam, bo ten gnój rozwali... - dzieciak obok stoi i ogląda rowery
- tu mam taki 999 zł kosztuje.
- wie pan co? Ja uważam, że rower za 1000 zł to jakaś pomyłka. Jak rower może, aż tyle kosztować!!!
- no wie pan, to cena wyrównana. Sam komplet kół to koszt 250zł.
- tak i co jeszcze! Za 250 zł to rowery całe można kupić panie. 
- przykro mi, w takim razie nie mam co panu pokazać. Nie mamy rowerów dla pana syna
- nie macie żadnego tańszego roweru?
- obecnie ten co pokazałem jest jednym z tańszych...
- wie pan, on nie szanuje, po co mu rower za 1000 zł, za 1000 zł to mu dwa rowery kupie jak ten jeden rozwali...
- no skoro tak jest wygodniej, to może pan nawet ze trzy zmieści w tej cenie - troszkę zaszydziłem
- no a co pan myśli!
- ja nic nie myślę:D
- dobra chodź synu, lecimy do dentysty.

W sumie może to jest sposób, hurtowo kupować rowery? Na rodzinę tak 9 sztuk po 300zł to mamy   2700zł - i to 9 rowerów!!! 

Wieczorkiem jechałem wędząc się... w dymie węglowym z kominków i domostw...

Do pracy - nowy miesiąc...

Poniedziałek, 2 listopada 2015 · Komentarze(4)
Kategoria Do pracy!
Do pracy i po pracy rowerem.

Coby wam urozmaicić wpis jesienny serwisowy
Dzień spokojny przerywa otwarcie się drzwi. W drzwiach pojawia się głowa. Sama głowa - reszta kadłuba - za drzwiami. 
- Dobry...
- Dzień dobry.
- Kapcie robicie?
- Słucham?
- No kapcie...
- eeee jakie kapcie, tu rowerowy.
- No czy zmieniacie dętki?
- Aaaaa to taaaaak. Proszę wejść z rowerem

[...]

Z ciekawych zjawisk w sklepie,  pojawił się dziś u nas właściciel roweru zaginiony. Rower przyjąłem od takiego tam woniącego alkokrochmaliną jegomościa - bodajże w czerwcu pod koniec. 
- Paniiiieeee zrób aby tylko jeździł... ja jutro przyjdy odybrać...
- ok...

Spisałem dane, wszystko i przyjąłem rower na serwis. Pan zniknął i ślad po nim zaginął. Telefon milczał, pan nie odpowiadał...
Dziś się pojawił.

- Ja po rower używany
- Nie mamy używanych
- Jak to?
- Normalnie.
- Ale ja tu zostawiłem swój on był używany...
- Aaaaa pan po ten rower co to mieliśmy go utylizować
- No ja byłem, eee na delegacji....
- 3 miesiące? To chyba raczej na emigracji...
- No nie, no na delegacji byłem. Ja bym go dziś odebrał. 
- Dobrze, a wiec 90 zł będzie.
- No dobrze, tylko ja bym kierowniku zostawił adres i taką małą umowę byśmy spisali, i tego, ja bym pieniądze przyniósł w czwartek...
- Nie ma takiej możliwości
- A dlaczego, ja nazwisko podam, adres podam, mogę nawet dowód zostawić...
- I co ja ten dowód potem sprzedam za 100zł, jak pan znów wsiąknie na 3 miesiące.
- panie no przecież ja słowny - honor to honor...
- Honor honorem, ale kasa musi się zgadzać, kasa będzie rower też 

No i poszedł... miał być dziś jeszcze, ale go nie było. Planowana wizyta - po nowym roku:P Hahaha



Sobota - weekendu początek - zaraz potem niedziela...

Poniedziałek, 2 listopada 2015 · Komentarze(3)
W sobotę, w odróżnieniu od wielu ludzi w naszym kraju, wybraliśmy się z Agnieszką na Grobbing. Zanim to jednak się wydarzyło, wybrałem się z Shannon na wycieczkę. Musiałem troszkę rzeczy pozałatwiać na mieście - no wiecie, zakuping, kupiing chlebing i mięsing. 

Po zakupach mogłem poturlać się po słonecznej okolicy. Niestety nie udało się zdjęć zrobić, bo nic nie szło jak trzeba. Kilka planów "pojechałbym sobie do "niewypaliło, bo a, tu kolejka w sklepie, a tu musiałem się wracać po klucze do Agnieszki do pracy. I tak w sobotę, zamiast relaksować się na rowerku w słońcu, troszkę jakby szarpałem się z celami swoich wycieczkę, które się nawzajem wykluczały. Wpadło jednak te 17 kilometrów. 


W niedziele było nieco lepiej. Po przepysznym śniadaniu z żoną i trzech - dwużółtkowych -  jajkach, miałem siłę na rower. Pogoda nie zawiodła również. Dawno tak ciepłego pierwszego listopada nie było. Na liczniku 15 stopni a w słońcu nawet chyba z 17 się uzbierało. Jednak wiaterek skutecznie "chłodził" moje zapędy, by założyć majtochy cienkie i wyjść na plażing...



Na cel swojej wycieczki wybrałem wał Wiślany. Super miejsce, bo większość spacerowiczów, spacerowała pomiędzy pomnikami z lastryko, a nie na singlu, którym jechałem. Miałem cały ten wąziutki sznureczek dla siebie:)

Dawno nie jeździłem wałami, i zapomniałem jak tam potrafi być malowniczo.

Po tegorocznej suszy, niby nie ma już śladu, ale jak się człowiek zagłębi w miejsca wcześniej zakrzaczone i zarośnięte "podmokłymi chwastami" to widać różnicę. Ten obszar porastały wielkie łąki, jakiegoś dziadostwa. Jak pokazuje obrazek - owo dziadostwo nie wyrosło....a może wyrosło, a uschło

Dalej wałem się walałem...


Odskok na bok by odwiedzić podmokłe co roku tereny. Tym razem jeziorko, ledwo co widoczne a dookoła sympatyczna plażyczka.

Tu zawsze pełno wody było. Pełno krzaczków futrzaczków i walających się liśći i patyków... teraz? No panicku - Łameryka

Nic tylko wrąbać wywrotkę piasku, postawić budkę z hot dogami, obok z kebabem a obok jeszcze z zapiekankami. Znajdzie się miejsce dla budki z kiełbaskami pieczonymi i dla budki z dmuchanymi kołami... jak już wszystkie te budki ustawim, można plażingować!


Samotne dzie-wo wśród innych dziew... tylko że uono, ma styl - krwisto czerwono liściasty styl!




Tu  gdzieś była ścieżka,jako, że owej nie dostrzegłem poszedłem w te liście jak dziki. Rany jak to super szeleśćiło!


Galeria Anten... prawie ośrodek CIA tajny, zakamuflowany i sygnał od Ruskich łapią.

Fajnie się pedałowało, choć kilometrów mało. 



Wkoło naokrągło po okolicy

Piątek, 30 października 2015 · Komentarze(0)
Oo zdjęć kilka wróbla-pedało-ćwirka.

Kierunek zapora Dębę.


Na zaporze już kolorowo. Do tego to słoneczko - wszystko dziś grało jak trzeba!


Rzut oka na tamę i dalej w trasę....


Spienionej wody szum kusił, aby się w niej wykąpać... zdradliwe miejsce. Troszkę się tu ludzie potopiło... pierze jak w pralce.


Dla roztrenowania pojazd pod skarpę - dobre 18% to tam było.


Nowy most dla pieszych. Ponad pędzącymi autami. 


Z Dębego postanowiłem jechać Wałem nad zalewem. Mijam sobie opustoszałą plaże w Wieliszewie. 



Piękna pogoda na takie pedałowania. Niebawem wszystkie liście opadną. 


Most kolejowy w Nieporęcie... ciekawe czy i kiedy go odmalują. Linia kolejowa jeszcze działa, choć było co najmniej kilka planów aby całkowicie ją wyłączyć z eksploatacji... Silna linia, nadal się trzyma!

Wieczorem powrót już w całkowitej ciemności. Jechałem ulicą techniczną przy wodociągu i jedyne co mogłem "podziwiać" to kawałek placka oprzez lampkę. O dziwo nawet jedno auto mnie dziś wyprzedzało i jedno mijało. Nie spodziewałem się tam nikogo poza mną. 


Odbicie od dna... czyli basen mnie zrobił w jajo

Czwartek, 29 października 2015 · Komentarze(0)
Miało być pływanie, miało być uniwersalnie miało być wszystko, a wyszło jak zawsze. 
To była środa -  planowałem basen. Nawet już majtki zabrałem do pływania i co? Wpadam, a tam na basenie tory pozajmowane i dupa. Pani szatniarka zdziwiona, że ja na basen. przecież szkoła pływa całe 3 autokary młodzieży. No i powiedziała mi, że w czwartek będę mógł sobie popływać.
- Kiedy psze paniom, ja nie kce we czwartek. Ja bym kciał dziś...

No nie dało rady. i tak zamiast jednego dnia relaksu i relaksowania "tej nogi" zrobiły się dwa dni dojazdu do pracy autem, z czego jeden dojazd iście bezproduktywny.

W końcu w czwartek pojechałem wreszcie na rower. Noga jak nowa,noga jak to noga.
Odpocząłem i popedałowałem sobie na siodełku. Choć ostatnio jakoś mniej sił jest a im szybciej jadę, tym mi zimniej... jakiś paradoks chyba.

Przetrenowanie... auć i aj

Wtorek, 27 października 2015 · Komentarze(4)
No i wyszło Szydło z Pisu, czy tam z worka... nie wiem jak teraz poprawnie politycznie to przysłowie pisać. No generalnie chodzi o to, że się zajechałem z deczka. Niby wycieczka, nie jakaś tam obładowana obciążeniami, ale się nazbierało z całego tygodnia i czas na day off, bo moja prawa stopa (choć może powinienem napisać "prawicowa"?) Otóż ona, zdecydowanie nie kręci dziś jak trzeba. Ponaciągałem sobie śródstopia jakieś tam ścięgienka i teraz dupa blada. Może pedał gazu jakoś wcisnę, bo jechanie na rowerze nie wchodzi w grę...

Co zaś się tyczy wyjazdu to mimo wszystko jestem z niego zadowolony. Eksploracja łąk Wieliszewskich skutkowała profesjonalnym zgubieniem się na owych. Dojechałem do jakichś krzaków i ani rusz dalej... na targanie roweru po wiglotnych od rosy chaszczach, nie miałem ochoty, więc zawróciłem. 





Which way to go?


Wieliszewski pejzaż od strony nieco innej...


Za tymi brzózkami zaczęły się chaszcze... dalej roweru nie taszczę.
Zawracam, bo tak chce!

O i już...

Po pracy zmarzłem w tyłek więc oznacza to, że zimno było seriously!

Niedziela z żoną

Poniedziałek, 26 października 2015 · Komentarze(3)
Cały dzień przeleciał nie wiadomo gdzie. To na zakupy do Ikei, to znów na obiadek do do mu i tak jakoś nie b yło jak zebrać się do wyjścia. W końcu Wybory nas wygoniły. No i pojechaliśmy. Czułem się lekko zmęczony, jednak cały tydzień wychodzi ze mnie jakimiś tam zakamareczkami. 

Kilka fotek z dziś. 







Dużo zdjęć nie ma bo wyjazd był krótki - poza tym, bikestats, chyba tak je podziwia, że mi rozjeżdża bloga ostatnio:D

Czy za las dają więcej lajków?

Sobota, 24 października 2015 · Komentarze(2)
Kategoria Do pracy!
Tak się dziś zastanawiałem, jadąc lasem, o ile więcej energii wkłada się w takie pedałowanie leśne. Jak sądzicie? Czy efektywność "wchodzenia w nogi" to + 20% wysiłku? Za bardzo nie łoje się w nie wiadomo gdzie, ale ten tydzień terenowy sprawia, że już dziś rano ze wstawaniem miałem kłopoty, a nogi były cokolwiek sztywne. Fajne uczucie, bo dawno się nie zmęczyłem z taką frajdą. Ten tydzień był aktywny od samego początku i tylko jeden dzień miałem przerwy, a dystanse codzienne udało się utrzymać na tym samym poziomie, co nie jest łatwe, jak się kroi przez las na skuśkę.

Sporo nowych ciekawych miejsc odkryłem w których jeszcze nie jeździłem. Sporo jeszcze do odkrycia, bo w tym tyg zmieniamy czas i jest szansa ma wstawanie wcześniej przed pracą i jechanie za dnia więcej km. Po pracy nie mam co liczyć na jaśniejące światłości. Niemniej jednak w sumie chciałbym sobie kiedyś taką pętelkę zrobić nocką po zmroku, po wale nad zalewem. Może nie wydygam i jak będę miał "Jaja" i pojadę. Na

razie tylko się do tego "Zbieram".

Co zaś się tyczy części właściwej tego wpisu, to do rzeczy. Po tym jak w kominku było napalone, zjedzone co żona dała na obiad, i sama żona się przyjechała do mnie do pracy. Wtedy to własnie po dokładnym zamknięciu sklepu, wybrałem się na wycieczkę z żoną.

Agnieszka mknąca...

Jesiennie - w sumie troszkę smuteczek, że roczek się kończy. Powiem wam, że naprawdę szybko mi zleciał ten czas w tym roku. Odkąd w Nieporęcie pracuje, dzień za dniem tak gania, że zanim się obejrzę, a będzie Wielkanoc i majówka.

Ciekawe co przyniesie jeszcze ten rok. W sumie chciałbym gdzieś wyjechać na kilka dni w aspekcie nieco bardziej szutrowo-sakwiarsko-terenowym. Może tak wyprawka pod Poznaniem? Tam dużo Forumowiczów jest:)

To jest przykład tak zwanego dzióbka na fejsa wersja boczna;)

Ciekawe miejsce. Zbudowali budynek nieomal tuż nad brzegiem Zalewu. Z okien widać wał i zaraz z anim jest tafla jeziora. Ciekawe kto na to pozwolił. To hotel miał być, jednak za szybko chcieli i nie wyszło... może za rok? Obecnie dźwigi rozebrane. Dzikie koty latają po budowie...




















Na koniec wycieczki wpada do nas Kot z rodziną... chyba ze trzy pokolenia zabrała z Poznania;)


Po co ścieżkami. Zawsze można wytyczyć nowe ścieżki.


Zdecydowanie wyznaczałem dziś nowe ścieżki...


Ważne że w terenie, ważne, że zdjęcie mam:)


AG" Zawróć i jedź os strony drzew, będzie ładnieeee"
" no to jadę"
AG" jak coś napiszemy, że nie pozowane"
" pewnie zawsze jeżdżę tędy<lol>"


A tak żona sprawdza, czy mi się coś do buta nie przykleiło


Żeby nie było, świrowaliśmy oboje;)


"Aga dawaj jedziemy na Babi Mostek!"
 "Gdzie?"
"Dawaj w lewo"
 "tam są przecież tory"
"no i?"
"No w sumie..."

Bocznica kolejowa zwana za dzieciaka "Babim mostkiem". Pod mostami jest kanałek a mosty robią za super dach. W dzieciństwie super kryjówka, no i te wagony na bocznicach, ale się po nich skakało:) Stały tu głównie wagony do przewożenia samochodów na skład celny. Piętrowe. Wrzucało się rowery na te wagony i jeździło po nich! Czasem nas SOK gonił, ale to były czasy....



Na koniec rzut oka na ul Torową...
ani jednej studzienki odpływowej nie znalazłem na tym asfalcie... woda pewnie będzie wyparowywać... no ciekawe;)


A to już Polska myśl techniczna. Ułożyć chodnik na dystansie 1,5 km. Wyrąbać w nim dziury aby osadzić latarnie. Pozycja? Na latarnie najlepsza pozycja jest na środku chodnika... :)


Tunel pod torami powoli się kończy... Ciekawe czy będzie można do niego "wjechać" normalnie z ulicy, czy zrobią jakieś przeszkody dla rowerzystów...

Ciekawie jest obserwować jak nasza Polska się rozwija;)

Poprawianie bloga wpis zastępczy

Piątek, 23 października 2015 · Komentarze(0)
Wpis z kilometrami, aby uzupełnić dystans po usniętym wpisie z tygodnia. 

Odkryłem, że jeden z wpisów mącił w kodzie html bloga powodująć nasuwanie się wpisów...

Hasam po lasach w ciepłych adidasach!

Czwartek, 22 października 2015 · Komentarze(4)
Kategoria Do pracy!

Kolejny dzień w piasku, kolejny udany jesienio-poszukiwacz!


W mieście szaro, buro, ponuro. Znosi mnie więc z głównej ulicy na torowo-piaszczysto-kolejową. Jeszcze tylko zielony szlaban i...


Zapach kreto-cośtam-zolu czyli podkładów i rdzy. Tu co prawda sporo więcej jest tych nowych podkładów beto-nowych, ale i tak te stare ropniaki ciekną i znaczą teren.

Odwracam się bo szum... co paczę? Pędzi Pendolino!

Tuż za nim w pogoni, leci obsikać torowisko ropniaczek:)

Starczy tych torów, wpadam do lasu, a tam ciekawe miejsce. Całą ściółkę porasta wysoka trawa, która pożółkła jesiennie. Daje to niesamowite wrażenie. Jakby ktoś las na pomarańczowo maznął...

:) Happy grass.

Tak jakoś jadę, że wpadam na techniczną trasę wzdłuż wodociągu. Wpadam na pły-tyty-tyty-tyty... Jedzie się okropnie po tych betonach, sporo bardziej idzie mi jazda po niepłytach w lesie.

Jest środek najbardziej żółtej jesieni. Gdyby jeszcze było słońce, to by ten las pięknie wyglądał!

Lecim obwodnicą na Nieporęt. Las pełen grzybiarzy!

Grzyb zdecydowanie - niejadalny. 

Środek lasu, grzyby niejadalne i płytka... podłogowa w stanie idealnym! Sprzedam, kupię? Zamienię?

Vittory na koniec;) Zwycięski ja!


W pracy - walka z dwoma tłenty-"naj"-nerami. Oj te rowerki napsuły mi dziś krwi. Facetów jest dwóch. Jeden ma Jamisa, drugi Krossa. Obaj kupili rowery na kołach 29-er. Są zajebiści. Katują maszyny, jak tylko pozwalają prawa fizyki. Jeden i drugi już drugi raz rower do serwisu oddają. (poprzednio rowery na przeglądzie w sierpniu)

Sobota:
- Rowerki przyprowadziłem
- Dobrze. Już spisuje, będą na środę...
 A to teraz pan nie zrobi?
- Noooo nie?
- Ale pan nic nie robi...
- Ale tu są potrzebne dwa pełne przeglądy. Koła mają luzy, hak krzywy, łańcuch wyciągnięty, linki pancerze do wymiany. Sporo mogę jeszcze wymieniać.
- Przecież niedawno były na serwisie!
- Możliwe, ale...
- Jak to możliwe? PAN NIE PAMIĘTA?
- Nooo eeee no możliwe że były.
- I co już się aż tak popsuły?! No co pan! Ale my tych rowerów potrzebujemy na jutro! KONIECZNIE!!! One muszą być zrobione na jutro!
- Wie pan, dla mnie pan może nimi jeździć w takim stanie, aż ośka pęknie,koło odpadnie i zerwie się hak przy okazji wyrywając kilka szprych... dla mnie to wie pan, wszystko jedno:) I tak pan je prędzej czy później do mnie przyprowadzi.
- Czyli co mi pan teraz zrobi?
- Jedyne co mogę, to wymienić linkę w przerzutce przedniej i tak ją ustawić, aby nie obcierała panu o koło na przysłowiowej jedynce.
- Rób pan... jutro muszę mieć na czym jechać...

DZIŚ. (rowery zdane w poniedziałek o 17 ej - całe zapiaszczone, zasyfione jakby w ten deszcz niedzielny naprawdę chłopy pedałowali na nich i to ostro)

Rowery do pełnego przeglądu. Pan wykłócał się o rabat, bo 150 zł za przegląd + części to wg niego stanowczo za wiele, jak na rower co w serwisie był w sierpniu. Udaje się wynegocjować po 130 zł za przegląd za rower + części.
No i robię je...
W pierwszym od początku idzie źle. Kulki w piastach, masakra - wżery, konusy - wżery, a smaru nie ma, tylko coś na podobę piaszczysto-ilastej rzygowiny z dodatkami opiłków metalu. Kulki nowe, konusy nowe... Tarcze i klocki hydrauliczne, pan sobie oblał jakimś białym siuwaksem - jakaś mieszanina, wody, talku i nie wiem czego jeszcze. Cały tył roweru oblany tym, cały hamulec tarczowy w tym białym osadzie. Tarcza i jej otworki pełne tej białej mączki...
- co to?
- to zrobiłem aby mi hamulec nie piszczał, ale wie pan teraz on nie chce hamować...to pan to poprawi


Szprychy przy kasecie powycinane przez łańcuch tak, że w sumie koło trzyma 75% szprych
100% tych od strony tarczy i 50% tych od strony kasety;P Koło nieomal nadaje się do połowicznego przeplecenia. Bo wszystkie szprychy od kasety wymieniam. Oczywiście szprychy są czarne - więc te droższe.
Centrowanie, ustawianie pokrzywionej tarczy, wymiana haka bo krzywy, wymiana kółek od przerzutki, bo owe są jak gwiazdki ninja... 

Mija jeden dzień i jeden poranek i kończę Krossa. Rower jeździ, ale hydraulika nadaje się tylko do wymiany. Nowe tarcze nowe klocki... rower w sumie zwalnia bardziej niż hamuje. Naprawa i tak pana pochłonie sporo, więc nie decyduje się na robienie hydrauliki. Zalecę to panu na wiosennym przeglądzie...

Jamis? U Jamisa jest podobnie, tylko bez białego siuwaksu na tarczy tylnego koła. Tylne koło miało takie luzy, że na zakrętach opona ocierała o ramę, robiąc panu piękny głęboki szlif ścierny w ramie. Jeszcze kilka miesięcy takiej szlifierki i ramka będzie do spawania... ale przecież, pana naciągam doradzając mu pełny przegląd;P
Jamisik jeszcze zafundował mi walkę z supportem i tarczą. Jak u licha można pogiąć środkową (przy korbie) koronkę, nie gnąc największej i najmniejszej? Support niedokręcony? Oj nieeeee on wykręcony był na 3 zwoje gwintu z ramy. Korba swoją drogą z osi OCTALINK zeszła bez ściągacza, bo panu się ramie na słowo honoru trzymało. Jeszcze mi jutro rano zejdzie zanim rower do kupy złożę. Do piątku wszystko powinno być zrobione. Zdziwią się jednak panowie, jak dowiedzą się ile rzeczy było do wymiany... 

Po pracy? Po pracy noc, rower i foto szaleństwo. 









Na koniec kurs do paczkomatu i odbiór gadżetów na forum:

Komuś fourmowy termosik?:)