Dzień lewniwie od rana się zapowiadał, znów spałem długo wstałem późno. Ostatnio nie moge spać w domu przez te upały. Jak tak dalej pójdzie to chyba sobie zafunduje klimatyzator do sypialni na lato. Normalnie ja się męczę w taką pogodę. Egzystuje jeszcze jakoś w mieszkaniu, ale na zewnątrz? Masakra.
Mieliśmy kupić auto, ale nam uciekło sprzed nosa, plany się więc pozmieniały i w niedziele zostały tylko sprawunku towarzyskie. Zaproszono nas na kawę do naszych "EX" "EX lokatorów. Fajnie, że nas ludzie tak polubili, oni też spoko. Wypilismy sobie po kawce, zjedlim ciasteczko i w końcu przestaliśmy sobie mówić na "pan/pani". Oni młodzi, nas też czas nie posunał jeszcze więc co tu sobie panować.
Potwornie nie chciało mi się jechać dziś. Do Warszawy wlokłem sie jak słoń ze sraczką... Agniecha dawała czadu, a ja? Ja nopga za noga. Lenistwo? Czy przesilenie sezonowe? Chyba czas na ponowne założenie opon terenowych i wypady do lasu, aby odnowić potrzeby asfaltowe.
Z jednej strony człowiek, czuje, że się marnuje w domu i pojeździłby a z drugiej jak tylko zbiera się na rower to mu się odechciewa. Może to z czasem minie i wróci mi siła. Podejrzewam, że owa niecheć związana jest z upałami jakie ostatnio panują nad naszym krajem. To one pewnie mają wpływ na moje samopoczucie.
W sobotę nie tylko handlowaliśmy, w sobotę też powstawały nowe meble do firmy.



Półka jeszcze nie skończona, ale prace trwały jeszcze jak opuszczałem firmę. Myślę, że do końca dnia chłopaki zbudowali ją do końca.
A co u stróża? Stróż ma się dobrze, ostatnio biedulka odpoczywa od upałów w budzie, ale jak już wyjdzie to zabawa!

Dzień był mega duszny i lało się ze mnie, mimo małego wysiłku fizycznego. Słońce nawet nie było takie ostre, tylko ta duchota... ech udało się przetrwać.
Dziś dzień z serii, niby nic, a mieliśmy co robić. Tu wycenianie towarów, tu serwisy, to znów pan koło chciał zapleść, to znów jeszcze jakieś duperelki. I tak cały dzień przeleciał...
- dzień dobry.
- dzień dobry- poproszę szprychę
- jaką długość?- no taką do damki...
- nie ma szprych do damki i nie do damki. Musi pan znać długość.- No taka, taka
ło taka mniej więcej. - Wymierza perfekcyjnie odległość między dłońmi, niczym rybak chwalący się swoją zdobyczą przed kolegami.
- 280mm?
- A jaką ma pan najsłuższą?
- A jak będzie za długa?
- To sobie panie dotne!
- I jak ja pan wtedy założysz?
- No na ten łepek taki co łon tam jest...
- Z jednej strony masz pan łepek, z drugiej masz pan gwint, jak pan utniesz jedna lub drugą stronę to nici.
- A ile łona kosztuje ta szprycha
- 1,5
- daj pan.
- proszę
- dziękuje
- do widzenia

Nasz klient nasz pan... czasem naprawdę chciałbym zobaczyć te wynalazki naprawiane przez ludzi samodzielnie.
Miałem już dość. po umyciu napędu jakieś kilka dni temu, rower stał się obrzydliwie chrzęszczący. Strzela coś, chrobocze. Kurcze nie mogłem tego znieść. Postanowiłem podjąć kroki, bo nie można tak żyć w biedzie! Na zębatce 5 widać już "rekinki" na koronce.
Napędu nowego nie chcę teraz wymieniać, bo na nowy rok planuje zmianę na 9tkę.
Praca w serwisie ma te plusy, że mam dostęp do części zużytych. Nie sa one jednak tak zużyte aby ich nie użyć ponownie. Udało mi się dopaść kasetę zebatek od jakiegoś gościa, co wymieniał napęd ósemkowy. Udało mi się w domu dobrać kilka zębatek i zbudowałem napęd szosowo-mtb na kasecie hg 40.
Na maratonie podróżnika:
13-16-17-19-21-23-26-28
Teraz mam.
13-14-15-18-21-24-28-32
<za lekka piątka[18] za ciężka szóstka[15] do jazdy z chłopakami na kole>
Przeróbka na ostrą jazdę.
13-14-15-16-17-21-23-26
Dziś będą pierwsze testy napędu:)
Ostatnio mam ośmiogodzinny czas pracy. Sezon zwolnił, więc nie ma potrzeby abyśmy obaj po dziewięć siedzieli. Wykorzystuje sobie więc ten okres do popracnikowych wypadów. Nie mam weny, więc jeżdżę po okolicy. Ostatnio znów mi weny brakuje. Może to związane z tym, że pod nogami czuje zjechany napęd w rowerze. Denerwuje mnie to, bo chrobocze troszkę na biegach mniej uzywanych i mentalnie mi to przeszkadza. W sumie jechać się da, nic nie przeskakuje, ale no coś jest "nie halo".
Walczę też z autem, szukamy samochodu na sierpień i jestem lekko wkurzony, bo albo pieruńsko drogie albo nie spełniające naszych wymagań. Ostatnio lekko mnie to frustruje. Z jednej strony chce nie drogie auto a z drugiej mam strach, że te 11 letnie zaraz się w rekach rozpadną...Na nowe nie stać ot i tak koło się zamyka...
Zobaczymy jak rozwiną się nasze poszukiwania. Od spierpnia zaczniemy odwiedzać sprzedających.
Nie sądziłem, że to tak stresujące gdy kupujemy auto.
W pracy pojawła się nowa jednostka stróżująco szczekająca. Pies jest "K" i zajął miejsce w budowanym od wiosny kojcu. Przebywac będzie tylko w godzinach pracy sklepu, ale przynajmniej bidula nie będzie siedziała w domu ( bloku ) całe dnie.

W sklepie sporo pracy staramy ssię oczyścić serwis z rowerów i już nieomal nam się to udało. Coś mi jednka mówi, że to jeszcze nie koniec tegorocznej walki z trupami. Że jeszcze to lato nas uraczy jakimś złomem w serwisie.
- Prosze pana gumę złapałem
- to wymienimy
- Musiało chyba sie cos wbić w koło...
- Chyba nawet wiem co!
- Tak? A co?
- To:


Dziś, mimo iż poniedziałek, miałem sporo pracy. Troszkę biurokracji, troszkę ogarniania sklepu po weekendzie, troszkę rzecz jasna serwisów.

Ujawniam tajemnicę i pokazuje jak wyglądam przy pracy... nawet Hercules mi nie straszny!
Dziś też Shannon doczekała się mycia po wyprawie. Cały kurz i brud zniknęły, a napęd znów świeci w słońcu jak nowy!
Wstałem i do pracy pognałem co żywo. Za oknami słońce, ale nie sądziłem, że to "TAKIE" słońce. Ledwie wybiła 9:00 a na termometrze już dobrze ponad 35 stopni. Pojechałem więc w - zupie.
Zupa wszędzie dookoła
Każdy z nas o cień dziś woła...
Tylko plaża nie jest goła...
Ona ciepła i wesoła...
Dookoła słońce świeci
Praży dużych, praży dzieci
Praży także dziś kolaży
każdy się dokładnie smaży.
Tylko jeden jedzie z wolna
Bo to jest sobota "rolna"
Dzisiaj w polu jest oranie
Handlowanie moje panie.
Moi mili, dzieci drogie
A upały są dziś srogie.
Ludzie raty alleluja
Sprzedajemy nie ma h*ja.
Panu trzeba dziś dęteczkę
Inny już patrzy czapeczkę
Opon szuka tamta pani...
A ten chłopak? Stała za nim!
"Gdzie mi się pan
A ten chłopak? Stała za nim!
"Gdzie mi się pan tutaj wciska
Byłam pierwsza w tych igrzyskach."
Byłam pierwsza w tych igrzyskach."
"Ja przepraszam, ja nie chciałem,
Chciałem kupić, nie spytałem"
I w kolejce się dyskusja wije
Jeden stoi, inny pije.
Za chłopakiem nieopacznym
Stanął pan i na to patrzy
"Co się ludzie tak kłócicie
Kupić przecież coś zdążycie
Kto był pierwszy? Co za sprawa!
Stać i głośno nie rozmawiać
Pan każdego dziś obsłuży
I przed burzą i po burzy.
I tak kramik się ustawia
Samoistnie wam powiadam!
nie przepycha Nikt nikogo
Bo dziś z nieba pali srogo
Wszyscy równo pod linikę
Stoją i czekają chwilkę
A księgowy jak w Ukropie
Zmienia dętki, no i żłopie
Wody bowiem pić dziś trzeba
Bo w ten upał chce się ziewać
Człowiek jak nie pije dużo
To mu się już oczka mrużą
W ustach susa i żar wielki
Popijamy więc z butelki
Nikt nad szklanką stać nie zdoła'
Bo robota dookoła.
Można jak widzicie tak opisywać dzień w pracy:D
Dziękuje - życzę miłego dnia;)
Do lokatorki do Jabłonnej, pomóc jej w podłączeniu internetu. Poprzedni mieszkańcy zostawili router i nie podali hasła bo go nie pamiętali.
Musiałem więc troszkę pohakować i podłubać w sieci, ale w końcu się udało i internet znów działał.
Fajnie wracało się nocą, ciepły wieczorek!