Księgowy | strona 196 | Księgowy

Rowerowa Inicjacja Cub`a || 30.00km

Niedziela, 12 kwietnia 2015 · Komcie(4)
Pierwsza w tym roku przejażdżka Agnieszki na nowo zbudowanym CUBE. Pojechaliśmy sprawdzić na okolicznych asfaltach jak się sprawuje maszyna. Dziś dokończyłem w niej hamulce i nawinąłem owijeczkę! Miód malina!



Sprawdzam osobiście kompatybilność podzespołów. Jazda ma się rozumieć w terenie. 






Napierała po szutrze aż się kurzyło!


Adaś on jakiś raki lekki jest!

Rowerowa parka pojechała 30 kilometrów w słoneczku i wróciła do domu zaczepiając po drodze o MC Donalda... tlumy takie, że po dwa shake, czekałem chyba z 10 minut;) Piękna wiosna! Cudna wiosna... ech eksploduje radością!


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Nocny rower z żoną || 80.80km

Niedziela, 12 kwietnia 2015 · Komcie(0)
W sobotę pogoda była tak piękna, że aż nie chciało się pracować. Oczywiście trzeba było swoje zrobić i dopiero po 17 ej bylem wolny. Wcześniej wpadła do nas do roboty Aga na szosie i posiedziała z godzinkę. Dzień mimo iż słoneczny nie przyniósł wielkiej sprzedaży. Nie wiem co z tymi ludźmi. Nie mogli się zdecydować. Wszyscy wpadali tylko pooglądać. Najgorsze stwierdzenie dzisiejszego dnia?
"to ja się jeszcze zastanowię".

Po pracy ruszamy z Agnieszką na rower do Warszawy. Ciepły dzień, ciepła noc... jedzie się przyjemnie, choć obawiam się co zastaniemy w Warszawie. Sobota - warszawa na deptakach, Warszawiacy w klubach. Dawno nie widziałem tylu ludzi na Krakowskim przedmieściu. To było niesamowite... normalnie ulica wyglądała jak deptak...

Dojechaliśmy w końcu do miejsca, gdzie zrobiliśmy powrót. Ubrani już nieco cieplej i w kamizelkach odbalskowych budziliśmy postrach szos. 

Przyjemna nocna jazda z żoną szosóweczkami po pustych od aut ulicach... Naprawdę fajna randka rowerowa wyszła. 



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Jam Twym Panem!!! || 32.75km

Piątek, 10 kwietnia 2015 · Komcie(2)
Kategoria Do pracy!
Dziś dzień rozpoczął się lodowatym prysznicem. Zajrzałem na forum i zauważyłem, że do maratonu 300km/24h zostało 15 dni. Zaiste wiadomość powaliła mnie na kolana. Jakoś sobie imaginowałem, że ów maraton jest jakoś w maju a nie teraz. Cóż, trzeba się wziąć za siebie i zacząć jeździć. Kryzys trzeba zaleczyć i tyłeczek zgrabny ruszyć wcześniej przed pracką...pracusią!


>>>Pan mi[...]  Panem Ci JA! <<<

Dzień mijał spokojnie, potem mniej spokojnie, a na końcu się zakotłowało. Tu błotniczek, tu dęteczka, tu pipeczka tu koszyczek... pan mi zrobi hamulec, pan mi tu przykręci, pan mi... pan mi ten bagażniczek..., pan mi tu dmuchnie w kółko, pan mi...
I tak ledwo się zabrałem za serwis, to już mi wyznawcy wpadali i skandowali imię me pańskie

Udało się wskrzesić jednego trupka na serwisie. Nie cackałem się wyciąłem wszystko. Linki pancerze... fru! Kaseta i łańcuch FRU~!!!! Korba FRUUU!! Serwis piasty tył, serwis piasty przód, centrowanie, nowe linki pancerze, klocki hamulcowe. W sumie z roweru B-twin została tylko rama koła i kierownica;) Efekt? Rower śmiga jak malin, a inwestycja 350 zł jest widoczna gołym okiem. 


Jeszcze nie wypaliły się znicze po śmiertelnym wypadku, który zakończył się na drzewie, a dziś jakieś 400m od naszego sklepu karambol. Pięć aut rozbitych i sporo osób poszkodowanych. Droga zablokowana po raz kolejny.
Przyczyny niejasne... ponoć pani zasłabła za kierownicą. Efekty? Cóż zobaczcie sami!





















Więcej tu:
http://gazetapowiatowa.pl/wiadomosci/nieporet/niep...


Strasznie to wyglądało, i powiem wam, że naprawdę jak codziennie jadę ta drogą nie jest tak niebezpiecznie. Może to tylko pozory, że ta droga tu jest taka spokojna. Motorami szaleją jak wariaci. A sezon się zaczął niedawno... ech. Strach autem jechać...a rowerem?



Aha i chyba wyleczyłem się z niemocy. Wystarczyło dopompować koła szosy z 4 atm to siedmiu:) Zobaczymy jutro! Jak będzie się jechało


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Ja cię panię... na wezwanie... || 30.00km

Czwartek, 9 kwietnia 2015 · Komcie(4)
Kategoria Do pracy!
Rano zachowawczo z kółkiem chybotliwym przerzutkowym. Znów nie mogłem się zwlec z wyra. W nocy śniły mi się jakieś chmary pająków i dzikie wiewiórki a do tego biegałem po bunkrach... nic nie rozumiem. 

Do pracy fajnie - ciepło. Wreszcie. Szkoda, tylko, że wiatr mnie polubił i często wpada w odwiedziny!

Przyjemnie się pracowało dziś na słoneczku. Wystawiliśmy chyba ze 40 rowerów przed sklep. Klientów mogłem sadzać i towarzyszyć im na świerzym powietrzu. Opalałem się, i znosiłem niezdecydowanie pań o wiele lepiej niż podczas innych dni. Dziś po prostu mi się chciało chcieć. Szkoda, że moja energia nie przeniosła się na pana na koniec dnia.
Wpadł i od progu wyrazy na "K" i "H".
- bo ja "K" kupić przyjechałem whellera
- nie mamy już w sprzedaży whellerów. Możemy panu zaproponować Krossa
- pierd.. pan. Chcę whellera. Macie w internecie, że tu whelery sprzedają, a ja z Wólki jechałem!
- Znajdziemy jakiś rower dla pana.
- Wheler ma być "K". 

No i pan się wił jak piskorz, przeklinał i co jakiś czas poganiał żonę.
- ty weź się na tym przejedź! I na tym! O ten to gówniany jakiś, nie wsiadaj na niego widać, że to jakieś chińskie gówno!
Pan daj jej jakiś porządny rower. Bo byle szitem nas pan nie omamisz!

Oczywiście, nie było zakupu finalnie. Nie znaleźliśmy wspólnego języka - dziwne. Bo miałem ochotę panu odpowiadać używając równie przyjemnych zwrotów co on. Zdecydowałem się jednak pozostać profesjonalny do końca. Pan jednak pojechał, zniesmaczony, że nie ma tu fajnych rowerów.

Najprzyjemniejszym hitem dnia była pani na CUBE. Wychodzę patrzę, a tu KATANA! Poznałem od razu! No taka niespodzianka! JEJA. Toż to prezent na wielkanoc! Czuje się zobowiązany! Że też chciało jej się taki kawał jechać tylko po to, aby do mnie zajechać. Niespodzianka super. 


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Wojownicze Gwiazdki Ninja! || 61.00km

Czwartek, 9 kwietnia 2015 · Komcie(1)
To był dlugi dzień.

Rano jakoś tak, niby zimno, niby ciepło... nie wiadomo jak. Po zimowych świętach pogoda zaczyna się odbudowywać na dobrą stronę mocy. Po świątecznym marazmie jakoś nie jechało się dobrze. Wiatr zdecydowanie przeszkadzał. 14 kilometrów porannego pedałowania wymodliłem chyba dziesiątkę różańca. A ostatni odcinek to już miałem centralnie pod wiatr... 

Matko Bosko Kochano...

Dzień w sklepie, nie wyróżniał się niczym szczególnym, no gdyby nie klienci... Ci nigdy nie są tacy sami. Jeden pan chciał aby mu tylko:

- Przyjechałem do pana zrobić przerzuteczki bo nie działają.
- rower się nadaje na serwis. Tu jest tyle brudu, i napęd tak jest zużyty, że nie da się tego zrobić od ręki to wymaga głębszego zainteresowania tematem.
- No ja wiem, bo to jeżdżę tym rowerem sporo, ale to pan tylko te przerzutki tak cyk cyk zrobi i ja płacę.
- rower będzie gotowy ale za pięć dni.Od ręki tego nie zrobię.
- No ale pan tylko pyknie je panu to zajmie chwilkę
- przykro mi ale albo robimy dobrze, albo nie robimy wcale...

Inny znów wpadł koło zrobić.
- pan by mi tu skręcił bo ma luzy...
- ale to koło ma uszkodzony bębenek i nie ma czterech szprych...
- nie nie - pan mi tylko skręci bo ma luzy reszta to ja wiem...
<biorę kolo, czuje pod ręką jak kulki się chrupią, albo się rozpadły, albo wianek zmieliło w łożysku>
- to koło jest do generalnego remontu. Serwis piasty + wymiana kulek 40 zł. Możemy zrobić na popołudnie.
- Oj nie. Mi trzeba teraz...
- Od ręki panu tego nie zrobię.
< facet zostawił koło do "zrobienia". Rozbieramy koło, a tam pożoga! Miski wpadły do środka, kulki i wianek zmielone.>
- witam sklep rowerowy z tej strony się kłania. Dzwonie w sprawie tego koła, koło jest do wyrzucenia. Trzeba zmienić na nowe...
- Jak to, przecież ono się kręciło.
- Miski panu wpadły do środka łożyska są zniszczone, koło nie jest do uratowania.

< Pan przyjechał po godzinie obejrzeć koło>

- Witam, sprawa wygląda tak. - pokazuje panu zniszczenia pokazuje gruz z kulek i wianka- Trzeba kupić nowe koło. Nowe koło 100 zł
- Oj to niee... to nie wezmę nowego. Te mi je pan złoży "jak było",  to ja je zabiorę. jeszcze na nim pojeżdżę. 
- Jak mam je panu złożyć to koło to już szrot, do śmieci pan je wywali, albo lepiej na złom.
- No ale niech pan spowrotem to jakoś złoży i ja je wezmę. 100 zł na nowe koło to mnie nie stać.
- Przykro mi, nie jestem panu w stanie tego złożyć. 
- No to jak to! Jak pan rozebrałeś to pan teraz składaj! Ja rezygnuje z usługi bo mam prawo! Proszę mi oddać koło w takim stanie jakim przyniosłem.
- no to proszę. - podaje panu koło i woreczek z ośką i kulko-miazgo-wiankami.
- pan raczy ze mnie kpić? - burzy się jegomość.
- nie czemu?
- niech pan to składa tak jak było! Jak ja będę na tym jeździł.
- Czy pan nie rozumie, że tego się nie da złożyć? Koło jest uszkodzone!
- Bzdury pan gadasz! Jak przyniosłem to się kręciło, i teraz pan je rozebrałeś i wmuszasz mi żebym nowe koło kupował!
- Przykro mi jeśli pan nie rozumie problemu. 
- To jest szczyt wszystkiego! Co za ludzie w tym narodzie... naciągacze... złodzieje....tfu!

Oddalił się pan klnąc i biadoląc. Koło ma się rozumieć zabrał. Woreczek też.

Po pracy miała być runda na południe Warszawy po bilety do kina zarezerwowane. Pojechałem najpierw do KFC na kolację, a potem mostem północnym na południe. Na zachodniej stronie spotykam KESA. W zasadzie to on spotyka mnie. Chwila narady i jedziemy razem po te bilety. Niestety w okolicach Placu Wilsona, rozpada mi się kółko od przerzutki tylnej. Szybka naprawa i przerobienie przerzutki i decyzja zapada że wracamy najkrótszą drogą do domu. Na SKM nie chcę nam się czekać, więc jedziemy pod wiatr do domu. Gawędzimy, narzekamy i ganiamy za autobusami w tunelu aerodynamicznym.  Ja niestety wolniej, bo muszę uważać na przerzutkę, kes ciśnie pod 40km/h za "czerwoniakami".

W domu jestem około 22:10

Co za dzień... co za noc...








Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Do pracy - jestem hipsterem? || 30.00km

Wtorek, 7 kwietnia 2015 · Komcie(4)
Kategoria Do pracy!
IDĘ ALBO NIE IDĘ!!!

Do pracy - po prawie trzech dniach odpoczynku w święta, znów do pracy. Nie czuje się źle, że do pracy wracam. Po prostu jadę, robię to co do mnie należy. Uważam, że do pracy trzeba chodzić, jeździć biegać - jak kto woli. Nie wiem jak można nie pracować. Ta codzienna ośmiogodzinna pora niebytu w domu jest ważna dla naszej stabilizacji społecznej. To element kulturowy budujący nasze społeczne więzi. To jak z posiadaniem fejsbuka... nie masz nie istniejesz spoleczne (upraszczając). I tak samo z pracą. Dobrze jest do roboty iść, a potem dobrze jest ponarzekać na pracę jak przy piwku, kawce, czy na siodełku się siada. Oczywiście nie nalezy się zarabiać po "okcie", ale chyba nie potrafiłbym siedzieć całymi godzinami w domu mając w odczuciu, że ktoś na mnie zarobi. Nie powodzi mi się źle, ale idę do pracy bo chyba bym zgłupiał z nudów w domu. Tak po prostu jest zdrowiej. Czasem człowiek ma dość, chciałby odpocząć. I dobrze. Nie mówie, że urlopik nie... że czas oddechu nie. Mówie tu o niepracowaniu permanentnie przez np 2-5 lat z własnej woli. Na zasadzie bo mi się nie chce. Bo "jeszcze mam czas na to". "W sumie nie powodzi nam się tak źle".
Może gdybym miał ze trzy mieszkania, wynajmował je i miał hajs z wynajmów to bym się zastanawiał co zrobić, czy iść czy nie iść do pracy. Obecnie jednak  - najzwyczajniej w świecie idę!

Skąd te dziwne przemyślenia? Ech ostatnio zirytowałem się po rozmowie z kimś. Nie ważne... po prostu uważam, że pracować trzeba. Bo potem płacz i lament jak siema 40 lat i państwo Daj kasę bo ja biedny i nie mam pieniędzy na nic... 

Do pracy pojechałem więc jako rodowy zwyczaj nakazuje. Oczywiście musiałem czegoś zapomnieć - jak to ja. Zapomniałem okularów rowerowych. Dawno nie jeźdizęłm bez nich, więc poczułem bardzo ich "nieposiadanie". Wiało, pyliło i jakoś tak szczypało. Nie wiem jak można bez okularków śmigać. Ja już chyba jestem na nie skazany. Skazany na okularnictwo!


Co do handry poświątecznej. Generalnie jakoś jeszcze nie mija. Jechałem dziś do pracy taki "umęczony pod `ponckim` Piłatem" i nie mogłem znaleźć melodii. Ok bylo pod wiatr, było zimno. No było! I co! Kółko w zoo! Nie szło! Miałem jechać na dorkętkę przed robotą, ale dwie drzemki budzika skutecznie mnie odwiodły od tego zamiaru. Tylko żone rozeźliłem, że tak obudziłem dom wcześnie. W efekcie? W efekcie pojechałem do pracy zmarzłem w dupkę i 10 minut czekałem przed bramą na szefa, bo mi się... nie chciało dokręcać.



W drodze powrotnej zabrałem z pracy okularki "zerówki" które mamy skądś-tam takie do obsługi klientów "z jajem". Czasem zakładamy je dla jaj, aby obsługiwać ludzi "na poziomie" a może bardziej zwyczajnie zrobić sobie zbyty. Mniejsza o większość, pozyczyłem te oksy by w drodze powrotnej mieć komfort wietrzno-pylowy. 


Słabo mi idzie robienie sobie selfie z lustra, więc poprosiłem żonkę o przysługę i walnęła mi klasycznego face fota.
I co? Dobrze? Do tego spodnie rurki, ostre koło i wąsa zapuścić! I można kozaczyć! Hipstersko!




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Świąteczna frustracja || 5.00km

Poniedziałek, 6 kwietnia 2015 · Komcie(3)
Czuje się jakbym od wczoraj miał handrę. Najpierw pogodowo - do dupy... na rower nie wyjdziesz, bo wieje, śniegiem napierd... a do tego ten głupi okres świąt. Wszyscy pytają kiedy przyjedziemy na obiad, kiedy pojawimy się, czy ze święconką byliśmy. Wszystko kręci się wokół kurczaczków, króliczków i innych pierdół. A ja po prostu chciałbym mieć wolne i aby była pogoda. Czuje się jakiś taki zdemobilizowany. Dopadł mnie rowerowy dołek jak w grudniu. 

Kurcze, a dziś? Pojechaliśmy na obiad do rodziców, niby pogoda spoko, ale mam taką złość na pogodę i rower, że nie mogę się zebrać na jakąś trasę. Mam wrażenie, że ciągle mi się nie chce, że mi energii brakuje. Pogoda już się "robi" a ja najchętniej bym w domu siedział i całymi dniami leżał w łóżku, najlepiej z kołdrą na głowie. 

Ech nostalgicznie dziś...


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Czas przejściowy.... || 60.00km

Niedziela, 5 kwietnia 2015 · Komcie(5)
Kategoria Do pracy!
Ech cały tydzień przeleciał jak ef szesnaście,a miks pogodowy nie ułatwiał dojazdów. Co się działo ze mną? No cóż. pracowałem w pocie czoła i sporo czasu poświęcałem na spanie. 

Generalnie kilka dni z rzędu do i z pracy woził mnie "K", bo lało, jak z cebra, lub sypało jak z maszynki do lodu. nie mogę się otrząsnać, że w pracy może być tak dobrze. Pada, leje napierd... a tu tel od "K" będę po ciebie po 9-ej, bo nie będziesz jechał w tej ulewie. Szok! Zostawiłem mu kilka browarków, bo naprawdę niejednokrotnie ratował mi tyłek od przemoknięcia. Ucierpiały co prawda na tym moje statystyki i dystans, ale liczę, że wiosna jednak przyjdzie i zacznie się prawdziwa wiosna. 

W dobie tych paru dni co się nie odzywałem działo się dość sporo w firmie i wokół niej. Zacząłem robić serwisy z "K", startuje od zera, uczę się fachu od niego. Zmieniam serwisowe nawyki, poprawiam technikę i szlifuje umiejętności. Atmosfera pracowa jest swobodna, i wesoła. Zawsze dzień zaczynamy od kawki i napalenia w piecu. Jeszcze chłodne noce więc trzeba atmosfere rozpalić. Potem włączamy muzykę, najlepiej jakieś DISCO - gioto - POLO, żeby wesoło się pracowało.  

W pracy zdarzają się przykre dni. Ostatnio na przykłąd, ukradli nam przyczepkę z posesji a 300m od naszego sklepu był śmiertelny wypadek BMW




Niestety zawiniła brawura. To drzewo jest za lekkim łukiem. BMW, musiało ostro cisnąć i za łukiem je obróciło o 180 stopni. Wpasowało się centralnie bokiem od strony kierowcy. Tego samego dnia, dowiedzieliśmy się, że przyczepa z posesji zniknęła. Przed bramą do sklepu korek, droga zablokowana, straż pożarna, karetki dźwigi, a my czekamy na policję. Po kilku godzinach wpada dochodzeniówka i zadają szereg pytań o przyczepę. Niektóre pytania dotyczące zdarzenia kradzieży są totalnie rozbrajające. 
- Czy brama była zamknięta?
-  no tak przecież ją wyłamali.
-  Czyli była zamknięta tak?
- Tak.
- Franek zapisz: w momencie zdarzenia, brama była zamknięta, sprawcy w celu dostania się na posesję sforsowali zamek w bramie.
- a gdzie stała przyczepa?
- to tu...
- nie widać śladów po przyczepie!
- wie pan padało... w nocy, wiało...
- na pewno tu stała?
< nie no kuźwa stała gdzieś indziej, a ja sobie jaja robię i chodzę z wami dookoła sklepu aby wam pokazać jaki mamy zajebisty trawnik...>
- [...] tak tu. O dokładnie "tu ło"!
- Franek: "Przyczepa w chwili kradzieży znajdowała się na posesji za budynkiem. Obszar pod przyczepą był porośnięty trawą. Na trawie nie zauważono śladów po przyczepie... Przód posesji wyłożony jest kostką bitumiczną w kolorze czerwonym. Na kostce również brak śladów od kół.

Dochodzeniówka obeszła dookoła sklep, obejrzała też sobie rowery i pytała za ile taki rower dla 17 latka można kupić. Co tam, przyczepy nie odzyskamy, ale przynajmniej rower się sprzeda czy coś!
- Pan tu podpisze.
- Proszę bardzo.
- A żniżkę na rower jakąś dacie jak kupimy?
- No pewnie że damy...

Ech nasza Policja... Ważne aby zniżka była. Co tam przyczepa;)

W Sobotę - wielką sobotę montowaliśmy kamery wokół budynku. Teraz nie prześlizgnie się nawet mysz. Piękne słonce sprawiło, że dokładnie umyłem Shannon, ale niestety szczęście mnie opuściło, bo gdy tylko wyjechałem do domu, rozpętała się taka śnieżyca, że z mycia niewiele zostało. Najważniejsze, że doczyściłem napęd i okoliczne napędowi miejsca intymne roweru. 

CUBE - przełajówka Agnieszki staje na koła. Brakuje tylko detali, ale niebawem i to będzie gotowe. Widelec będzie inny, ten pożyczylem od "K", bo obecnie nigdzie nie moge znaleźć wideleca przełajiowego na piwoty. 



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Jak używać buty??? Wasza opinia! || 47.00km

Niedziela, 29 marca 2015 · Komcie(10)
Wyjazd do Decathlonu zaplanowany był od kilku dni, ponieważ rozpadły mi się buty. trzeba było nowe kupić, ale poprzednie zdecydowanie nie miały nawet roku i ich destrukcja była dość zaskakująca.
Podszedłem do miejsca reklamacyjnego i zgłosiłem problem z butami. Na to pani mói do mnie, że używałem butów niezgodnie z przeznaczeniem...
- może mi pani to doprecyzować?
- te buty są do okazjonalnego chodzenia po górach...
- ale ja w górach w nich nie byłem!
- musi pan zrozumieć, że ich czas już minął, a pan po prostu je zużył.
- w pół roku? I tego nie obejmuje reklamacja?
- jak powiedziałam, użytkował pan buty niezgodnie z przeznaczeniem. 
- a jak pani kupuje buty, to stawia je pani na półkę i na nie patrzy? Ja kupiłem buty aby w nich chodzić. 
- niech się pan nie spodziewa cudu po butach za 60zł!
- czyli za ile mam kupić buty, aby móc w nich rok pochodzić?
- to trudno powiedzieć. Te buty co pan ma są do okazjonalnego chodzenia po górach w suche dni. 
- Mam mieć oddzielne buty na poniedziałek wtorek środę i oddzielne na deszcz? To chyb a jakaś ironia?
- Niestety, buty należy użytkować zgodnie z ich przeznaczeniem. 
- Proszę mi podać datę mojej reklamacji poprzedniej tego modelu.
- sierpień...
- Czyli w sierpniu już raz wymieniono mi buty na nowe. Bo poprzednie też się zużyły. Chciałbym zwrot pieniędzy, bo nie ukrywam, że kolejnego ryzyka nie podejmę
- Niestety, jak powiedziałam, nie możemy uznać gwarancji...

No cóż, poszliśmy na zakupy kupiłem nowe buty, droższe, bo potrzebuje butów. Byłem rozgoryczony tym postępowaniem. Po zapłaceniu, podchodzę jeszcze raz do Info i proszę o wydruki reklamacyjne z datami złożenia i rozpatrzenia reklamacji
- to i tak nic nie zmieni...
- zapytam znajomego prawnika, co mi podpowie... - blefuje z uśmiechem.
[ pani gmera coś w kompie zatroskana w sprawie poprzedniej reklamacji]
- dobrze niech pan da te buty, bo widzę, że pan stałym klientem jest to panu zareklamujemy je.

I co? Nagle można? Buty zareklamowano, zwrócono pieniądze... a tak niewiele trzeba było. Słowo prawnik chyba poskutkowało. Nawet nie wiem do kogo się zwrócić z tym, chyba do UOKiK, ale z tym prawnikiem to blefowałem. Co nie zmienia faktu, że faktycznie buty szybko się popsuły, a stwierdzenie, że niezgodnie z przeznaczeniem używane mnie powaliło. W bucie zaczęła się podeszwa odklejać i pękać materiał. 
Najważniejsze, że sprawa się załatwiła;D


Troszkę dziś też w ikei żonka pokupowała, a ja się ogrzewałem na słońcu czekając na nią. Wróciliśmy do domu z furą zakupów. Typowy przykład polskiego małżeństwa niedziela palmowa a my na zakupy. No ok, jestesmy lekko inni użyliśmy do tego celu rowerów. Po zakupach jeszcze wizyta w obi i zakup materiałów budowlanych na remont balkonu. Kiedy wszystko już zrobione można sobie spokojnie odpocząć.

PYTANIE DO CZYTELNIKÓW

Ostatnio doszły mnie słuchy, od pewnych osób, że zbytnio pozwalam sobie na blogu i "gryzę rękę co mnie karmi". Chodzi tu głównie o moje podejście do klientów i opisy ich zachowań. Powiedzcie mi, co wy tak naprawdę sądzicie o tych moich notkach? Staram się opisywać humorystycznie tylko najtrudniejsze przypadki, nie chcę nikogo obrażać, nie uogólniam. Po prostu, jak się zdarzy klient, trudny to o nim piszę bo to ciekawy przypadek jest w ciągu dnia. Na forum ostatnio wznieciłem pewną dyskusje co do mojego podejścia do klientów. Czy w waszym odczuciu, jestem zbyt negatywnie nastawiony? Chcę aby blog był ciekawy. Pisanie o tym jak pracuje się w sklepie rowerowym, jest jego częścią. Nie każdy pan jest taki sam... nie każda pani to dziunia. Jeśli ktoś z was odczytuje w sobie opis klienta, którego wymieniam na blogu, to nie musi oznaczać, że mam zawszę rację. Chciałbym, aby praca z klientem, w jakiejkolwiek branży, była tylko pasmem radości i uniesień, ale ludzie są różni. I takie smaczki, staram sie wam przekazywać. Zmieniam imiona, przeinaczam wizerunki... 

Napiszcie proszę mi waszą opinie na ten temat. Nie chciałbym urosnąć w oczach ludzi do despoty co to gardzi każdym co w próg wejdzie;) Ja naprawdę lubie pracę z ludźmi!



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Do pracy 20 - Zimna sobota || 30.00km

Sobota, 28 marca 2015 · Komcie(5)
Planowałem, że dziś coś pokręcę po pracy, ale plan powalił się już o poranku. Zbytnio zaufałem przyzwyczajeniom z dnia poprzedniego. Wyruszyłem w przekonaniu, że ciepło, tylko pochmurno. Jakie było moje zamrożenie (zaskoczenie), że jest inaczej. Jest zimnooooo!!! Przez Wiadukt przejechałem i miałem chwile zwątpienia. Za późno by wrócić do domu... za mało czasu. No nic gnam do pracy. 

Jak mówią - daj w pompkę! I jazda. Pocisnąłem do roboty z największą średnią  jaką chyba miałem siłę wykręcić pod sklepem byłem w 35 minut! Na ostatnim odcinki od rondek, miałem centralnie pod wiatr a w dodatku jakiś dzieciak na mtb jadąc chodnikiem wszedł mi, proszę ja was na ambicje. Jadę a on macha i krzyczy dawaj dawaj! I zaczyna cisnąć na swoim góralu. On po chodniku ja na szosie. On 26 - ja 27. On 30 ja 35...38... pffffff został w tyle, ale 38 pod wiatr, matko chyba moje płuca tego nie polubiły. Zimny wiatr, płytki oddech, ale co! Ja mam być drugi?:D he he.

W pracy dziś pomór świń norweskich! Ani śladu ludzi. Nie wiem czemu - nie padało przecież tak jak zapowiadali. Pan jeden z drugim panem we dwóch wybierali rower... 40 minut z nimi marzłem na dworze. Wiatr łeb urywał, ja w polarze i bluzie, ale ledwo trzymałem fason z zimna. Jeździli chyba z 4 rowerami i "musza się z tym przespać". Kuźwa już prawie zdecydowani, a pewnie kupią na allegro. Co za pipy!

Po walce czterdziestominutowej długo nie mogłem się ogrzać. "K" mnie dziś poduczał z serwisu, pokazywał jak naprawiać piasty, i zamiast handlować rowerami robiliśmy serwisy.

Powrót do domu już z wiatrem. Jechało się spoko, choć jakoś bez melodii.. pochmurno zimno.

W domu ciepła kąpiel i herbata. Och jak mi dobrze... relaksing.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew