W porannym słońcu - dzwońcu.

Piątek, 17 kwietnia 2015 · Komentarze(0)
Kategoria Do pracy!
Rano swoje kroki - a może w zasadzie koła - skierowałem do Przychodni. Oczywiście standardem takich miejsc jest inwigilacja i dbanie o swoje. Zacząłem więc wypytywać kto ostatni i te pe... w zamian i mnie prześwietlono "a na którą ma? Bo ja to tylko po receptę dla męża to szybko". Taaa. Ja też tylko po receptę, bo w przychodni zmieniono zasady i teraz już nie można recept na karteczki brać. Trzeba po regularnie brane leki - przyjść osobiście do lekarza aby wypisał świstek. Cóż, jak potem człowiek chory i ma gorączkę termin na przyszły tydzień lekko, bo każdy się teraz musi zapisywać po recepty...

Udaje mi się wejść, i wyjść cało. Myślałem, że się spóźnię do pracy, ale wyszło całkiem sprawne pedałowanie, toteż o czasie docieram.

W robocie - klasyka gatunku. Serwisiki. Ostatnio chyba z zemsty nam te rowery przyprowadzają. Co jeden to lepszy. Im bardziej zardzewiały i zapleśniały, tym lepiej. Może jakiś konkurs na fejsie rozegrali, a my nic nie wiemy? Szczytem był rower rheno, zielony full, w którym koszt wymienionych cześci wyniósł z robocizną 570zł, wartość roweru w zakupie połowa tego;) Dzwoniliśmy 3 razy bo ciągle coś się psuło. To jedno to znów kolejne, i za każdym razem dokładnie pytałem, czy aby napewno rozumiemy się, że to już będzie tyle a tyle kosztować.
"Panie robimy ja za pińcet sidymdzisont rowera nie kupie..."

Ja od rana walczyłem z dwoma składakami, jeden z nich kończyłem, drugi zaczynałem. Firemka za 200zł w selgrosie kupiła rower aby pracownicy mogli się poruszać z pkt A do B, rower tak zardzewiały, że na złom tylko się nadawał. Każda śruba i odkręcenie to dramat jednego aktora... mnie. Suma summarum, zrobiony, ale poległem na lampie. Tylna lampa, taka wisienka na torcie. Myślę, pewnie szybko pójdzie, pewnie kabelko poprawie i będzie świeciła z dynama. Kurcze... najpierw ukręciła się żarówka potem cała reszta. W rezultacie wymieniłem lampe na nową i? Nadal nie świeciła... pff jutro może z rańca ją "pyknę" aby zalśniła.

Powrót w chłodny wieczorze kwietnia. Naprawdę chłodnym!

Poranna jazda z go pro... wymuszenie

Czwartek, 16 kwietnia 2015 · Komentarze(3)
Jazda do pracy związana z mało przyjemną sytuacją. Jadę sobię szybciutko, spokojniutko, w sumie nie przykułem uwagi do tego czerwonego auta. Patrzyłem akurat w dal na hamujące srebrne pudełeczko. No i co? No - mało brakowało!


Chyba poza time-lapsowymi fotkami, będę też sobie załączał kamerkę na takie traski do pracy. Niby nic, a tak to się zaczęło. W sumie zmotywował mnie to włączania Go Pto Trolking, po swoim wypadku - przez wymuszenie. 

Po pracy niespodziewana wizyta w mojej siedzibie Kes`a z bikestatsa.  To już druga osoba nawiedzająca mnie w robocie. Wpadła też niezapowiedziana żona i we trójkę zrobiliśmy trasę powrotną do domu. Zanim to jednak nastapiło kupiłem sobie skarpetki!



A jak pisałem, potem udałem się do domku wraz z Agą i Kesem.



Się zaczyna kręcić sezonik:) Oby więcej takich spontanów;) 

Poranne dokręcanie

Środa, 15 kwietnia 2015 · Komentarze(0)
Idę za ciosem i dokręcam poranne rundki. Dziś padło na pętle nieco mniejsza ze względu na to, że nie chciałem znów władować się w ostre wietrzysko na trasie do Nowego Dworu mazowieckiego. Udałem się więc przez Legionowo do Chotomowa i dalej już trasą na Skrzeszew Szosowymi Lasami. 

Dzień był wyjątkowo słoneczny, mimo wiatru. Nie czuje już takiego marazmu jak poprzednio, ale zdecydowanie odczuwam już trzeci dzień mocniejszego kręcenia. Dobrze by zrobić sobie "dey off", i chyba jutro się uda, bo mnie Aga do kina zabiera. 

Niewiele mam dziś do napisania o pracy. Składałem rowerki na kołach 12 cali. Kto kiedykolwiek to robił wie jaka to męka. To nawet nie chodzi o takie najprostsze podzespoły, co po prostu o ilość kluczy potrzebnych do skręcania. Do kółk podporowych potrzeba 3 kluczy 12, 13 i 15 do przykręcenia podpórek. Do zamocowania siodełka znów 12 i 13. A do kierownicy 12 tka. Do tego jeszcze potrzeba 10 tki do hamulca. I tak oto siedziałem przy małym "harleju" i starałem się okiełznać "potworka"

Po robocie do domu jechało się jakoś opornie. Bardzo zimny wiatr, bardzo nieprzyjemne porywy i do tego jakoś tak pochmurno się zrobiło. W odróżeniu od poranka miałem wrażenie, że jechałem późną jesienią, a nie wiosną. 

Wiatrzysko.... - trudni klienci

Poniedziałek, 13 kwietnia 2015 · Komentarze(6)
Kategoria Do pracy!
Dziś dzień przełomu nastąpił, mam nadzieje, że na dość długo ów przełom wykonałem, bo naprawdę jechało się zjawiskowo. Nie wstałem może lekko, bo marudziłem przy śniadaniu, ale jednak z domu wyjechałem 8;20. Zapomniałem sprawdzić prognozy i poza słońcem za oknem czekał na mnie wiatr. Nie jakiś tam wiaterek - wiatrzysko! Trasa standardowa - do Janówka przez "hopki" i w Janówku nawrót. Jak jechałem w kierunku północnym to myślałem, że mnie zdmuchnie. Bez lemondki, bez szans na zwycięstwo i to do tego wszystkiego z samego rana! Na początku trzy hopki wydm w lesie, a potem wiatr w pyszczek. Najs...
mimo to jechało się znośnie i w Janówku po zrobieniu nawrotu pognałem jak rakieta z prędkościami 40-42km/h.

Końcówkę przez Wieliszew wykonałem z sercem na ramieniu. Nie wiem skąd tyle tirów się zebrało na tej trasie... Oczywiście na podwójnych rondkach przed Wieliszewem, ciężarówki muszą wyprzedzać, bo wiadomo - pierwsze będą. Co tam rower! Co tam dziurawe pobocze.

Jadziem szwagir!



Praca, ach praca. Wpadam w bramę 10:01 - fuck spóźnienie. He he. "K" dopalał sobie papieroska. Dziś nie wystawiamy rowerów bo ma padać. Padać? Rozglądam się dookoła i patrzę, że naprawdę zaczyna się chmurzyć. No ok to nie wystawiamy. Dziś więc trzepaliśmy serwisy. Lekko nie było jak zawsze. Nasi ukochani klienci nas motywowali jak zwykle.

Był sobie pan. Rower mu się popsuł. W sumie ten pan temu "roweru" pomógł nieco, a mianowicie zaimplodował sążniście w coś przednim kołem. W wyniku spotkania koła z "tym czymś" widelec się zawinął pod spód. Trzeba było widelec wymienić. 
- Zamawiamy widelec?
- No zamawiamy.

Minął czas, upłynął dzień dwa. Rama pana z bebechami leży na serwisie, pomiatana i kryta hańbą. Dzwoni pan, że widelec ma!
- Witam, mogę wam przywieźć widelec do tego roweru?
- A czyli nie zamawiamy tak?
- Nie, no mam ten widelec to przywiozę. 
- ok 

Widelce nadciągają! Wszystkie pioruny na mnie idą!

- Proszę oto widelec.
- Ok niech pan położy, zaniosę go sobię i położę koło ramy.
- Opony też kupiłem, to byście mi wymienili.
- Hę?
- Przynieść?
- No... tak

- Oto opony.
- Ok, czyli dopiszę do serwisu żeby założyć opony.
- No i klocki mi załóżcie nowe hamulcowe, tam w siatce są, też kupiłem.
- Eeee, rozumiem. - Wyjmuje notes i zaczynam standardową procedurę. - Pana nazwisko?
- Kowalski
- Rower to wheeler? Prawda?
- Tak.
- Czyli zrobić panu pełny przegląd rozumiem z zamontowaniem widelca regulacją...
- Tak tak, a ile to panu zajmie to ja poczekam.
- Możemy się umówić na piątek.
- Jak to? To teraz pan tego nie zrobi?
- No nie. Możemy się umówić na piątek spokojnie się wyrobimy.
- Ale przecież dzwoniłem do was, że wam części przywiozę!
- No ja rozumiem, ale to w sumie nie zmienia postaci rzeczy.
- To mi tego od ręki nie możecie zrobić?
- Wie pan do piątku mamy kolejkę serwisów.
- Ale przecież to tylko chwilka.
- Na serwisie dużo miejsca, chętnie popatrze jak panu to chwilkę zajmuje. - żartuje filuternie.
- Nie no, ale serio chcecie mnie na piątek z tym wpisać?
- Nie wiem, czy pan rozumie powagę problemu. Przywalił pan w coś solidnie rowerem. Złamał pan widelec, przednie koło wygląda jak znak nieskończoności. Klamka jest ułamana od hamulca. Mamy założyć nowe opony, klocki hamulcowe zrobić panu przegląd piast centrowanie kół i uważa pan, że to zrobimy od ręki?
- Ojej, to ja myślałem, że dziś rower odbiorę.
- Przykro mi.
- No ale czemu tego nie zrobicie teraz. przecież teraz pan nic nie robi.
- Czyżby?
- No złożyłby pan raz dwa ten rower...
- Chcę pan iść ze mną na dół i obejrzeć ile rowerów mamy do zrobienia? Chętnie panu wyłuszczę i opowiem krok po kroku, jak się będę nudził do piątku. - poirytowany troszkę studzę pana zapędy.
- Teraz pan przecież nie ma roweru na serwisie.
- Proszę wybaczyć, ale przez grzeczność nie będę kontynuował z panem tego wątku. Jeśli pan uważa, że nic nie robię, i do tego zajmie to panu chwilkę. Za opłatą udostępnię panu wszystkie narzędzia, to pan sobie rowerek "pyknie" raz dwa i jeszcze dziś pan sobie pośmiga!
- Ech - pan pisze na ten piątek.

Spisuje rower, naprawdę zdenerwowany. Po prostu wewnętrznie się zagotowałem. Nie dość, że koleś kupił wszystko na allegro, przynosi rower zmasakrowany po spotkaniu z murem to jeszcze wmawia mi że nie robię nic.



Panie kupię rowera....

- dzień dobry
- Witam w czym mogę pomóc?
- rowera szukam psze pana.
- Jaki rower pana interesuje.
- to dla takiej osiemnastolatki.
- mhmm
- tylko aby tak do 400zł nie więcej.
- Przykro mi, nie posiadamy takich rowerów.
- Nie? - Pan dziwi się tak, jakbym mu oznajmił że właśnie wszedł do ogrodniczego a nie do rowerowego. 
- Nie...
- A ile najtańszy. 
- 600zł, taki z koszykiem na stalowej ramie, z dynamem.
- Nie nu, łona chce górala.
- Górskie od 1100zł się zaczynają. 
- Mhmm. no dobrze. To Wie pan co, to ja w takim razie potrzebuje dwa koła.
- Dobrze, a jakie?
- Aluminiowe...
- Ale jaki rozmiar.
- O takie oooo.
- Góral?
- Tak.
- 26 cali.
- No tak tak. 
- Dobrze, a tylne koło chce pan na wolnobieg czy na kasetę?
- Hę?
- Sa dwa tryby mocowania zębatek...
- Oj to ja nie wiem. A które tańsze?
- Wolnobieg.
- To to wezmę.
- A ile biegów?
- Nie wiem, ale ile powinno być?
- Nie wiem niech pan mi powie - Facet rozbawia mnie tak, że o mało nie wybucham śmiechem w twarz.
- Dobrze, to ja to ustale. Kierownica jeszcze aluminiowa.
- Prosta czy gięta?
- Prosta

- to jest kierownica?
- No nie inaczej. - znów zmuszam się aby się nie roześmiać. Pan jest przezabawnie nieświadomy świata rowerowego. 
- A gdzie ona ma ten, taki pręt?
- Mocowanie dokupuje się oddzielnie. 
- To ja chcę też to mocowanie.
- Łopony jeszcze i dętki...
- Proszę.

Pan wybiera jeszcze kilka elementów, co chwila potykamy się w dialogu na kolejnych niuansach technicznych. Summa summarum podliczam pana i wychodzi panu 520 zł. Pan mówi, że musi zadzwonić i skonsultować sprawę. Rozumiem pana i pozwalam wykonać telefon. pan wydaje się miły i kulturalny i wychodzi ze sklepu aby zadzwonić. A ja stoję i czekam czekam... czekam. Wyglądam przed sklep. Pana nie ma. Hmm co za typ. Po prostu sobie poszedł. Ani słowa, że nie weźmie, czy że za drogo. 40 minut z nim dyskutowałem, dobieraliśmy części, a ten po prostu sobie wyszedł bez słowa.


ście>


Dzień przeleciał bardzo szybko, udało się sporo w serwisie zrobić. W sumie razem z "K" Chyba z 5 serwisów zrobiliśmy. Pełne przeglady rozbieranie piast, centrowanie kół. Wszystko! Full opcja. Do tego jeszcze udało mi się umyć kolejne rowery na serwis. 
W drodze powrotnej do domu znów miałem pod wiatr. Co za pogoda... niezmiennie jednak, tak jak i rano jechałem z taka energią, że miałem wrażenie, że choćby i 20% ściankę z blatu wezmę!

Rowerowa Inicjacja Cub`a

Niedziela, 12 kwietnia 2015 · Komentarze(4)
Pierwsza w tym roku przejażdżka Agnieszki na nowo zbudowanym CUBE. Pojechaliśmy sprawdzić na okolicznych asfaltach jak się sprawuje maszyna. Dziś dokończyłem w niej hamulce i nawinąłem owijeczkę! Miód malina!



Sprawdzam osobiście kompatybilność podzespołów. Jazda ma się rozumieć w terenie. 






Napierała po szutrze aż się kurzyło!


Adaś on jakiś raki lekki jest!

Rowerowa parka pojechała 30 kilometrów w słoneczku i wróciła do domu zaczepiając po drodze o MC Donalda... tlumy takie, że po dwa shake, czekałem chyba z 10 minut;) Piękna wiosna! Cudna wiosna... ech eksploduje radością!

Nocny rower z żoną

Niedziela, 12 kwietnia 2015 · Komentarze(0)
W sobotę pogoda była tak piękna, że aż nie chciało się pracować. Oczywiście trzeba było swoje zrobić i dopiero po 17 ej bylem wolny. Wcześniej wpadła do nas do roboty Aga na szosie i posiedziała z godzinkę. Dzień mimo iż słoneczny nie przyniósł wielkiej sprzedaży. Nie wiem co z tymi ludźmi. Nie mogli się zdecydować. Wszyscy wpadali tylko pooglądać. Najgorsze stwierdzenie dzisiejszego dnia?
"to ja się jeszcze zastanowię".

Po pracy ruszamy z Agnieszką na rower do Warszawy. Ciepły dzień, ciepła noc... jedzie się przyjemnie, choć obawiam się co zastaniemy w Warszawie. Sobota - warszawa na deptakach, Warszawiacy w klubach. Dawno nie widziałem tylu ludzi na Krakowskim przedmieściu. To było niesamowite... normalnie ulica wyglądała jak deptak...

Dojechaliśmy w końcu do miejsca, gdzie zrobiliśmy powrót. Ubrani już nieco cieplej i w kamizelkach odbalskowych budziliśmy postrach szos. 

Przyjemna nocna jazda z żoną szosóweczkami po pustych od aut ulicach... Naprawdę fajna randka rowerowa wyszła. 

Jam Twym Panem!!!

Piątek, 10 kwietnia 2015 · Komentarze(2)
Kategoria Do pracy!
Dziś dzień rozpoczął się lodowatym prysznicem. Zajrzałem na forum i zauważyłem, że do maratonu 300km/24h zostało 15 dni. Zaiste wiadomość powaliła mnie na kolana. Jakoś sobie imaginowałem, że ów maraton jest jakoś w maju a nie teraz. Cóż, trzeba się wziąć za siebie i zacząć jeździć. Kryzys trzeba zaleczyć i tyłeczek zgrabny ruszyć wcześniej przed pracką...pracusią!


>>>Pan mi[...]  Panem Ci JA! <<<

Dzień mijał spokojnie, potem mniej spokojnie, a na końcu się zakotłowało. Tu błotniczek, tu dęteczka, tu pipeczka tu koszyczek... pan mi zrobi hamulec, pan mi tu przykręci, pan mi... pan mi ten bagażniczek..., pan mi tu dmuchnie w kółko, pan mi...
I tak ledwo się zabrałem za serwis, to już mi wyznawcy wpadali i skandowali imię me pańskie

Udało się wskrzesić jednego trupka na serwisie. Nie cackałem się wyciąłem wszystko. Linki pancerze... fru! Kaseta i łańcuch FRU~!!!! Korba FRUUU!! Serwis piasty tył, serwis piasty przód, centrowanie, nowe linki pancerze, klocki hamulcowe. W sumie z roweru B-twin została tylko rama koła i kierownica;) Efekt? Rower śmiga jak malin, a inwestycja 350 zł jest widoczna gołym okiem. 


Jeszcze nie wypaliły się znicze po śmiertelnym wypadku, który zakończył się na drzewie, a dziś jakieś 400m od naszego sklepu karambol. Pięć aut rozbitych i sporo osób poszkodowanych. Droga zablokowana po raz kolejny.
Przyczyny niejasne... ponoć pani zasłabła za kierownicą. Efekty? Cóż zobaczcie sami!





















Więcej tu:
http://gazetapowiatowa.pl/wiadomosci/nieporet/niep...


Strasznie to wyglądało, i powiem wam, że naprawdę jak codziennie jadę ta drogą nie jest tak niebezpiecznie. Może to tylko pozory, że ta droga tu jest taka spokojna. Motorami szaleją jak wariaci. A sezon się zaczął niedawno... ech. Strach autem jechać...a rowerem?



Aha i chyba wyleczyłem się z niemocy. Wystarczyło dopompować koła szosy z 4 atm to siedmiu:) Zobaczymy jutro! Jak będzie się jechało

Ja cię panię... na wezwanie...

Czwartek, 9 kwietnia 2015 · Komentarze(4)
Kategoria Do pracy!
Rano zachowawczo z kółkiem chybotliwym przerzutkowym. Znów nie mogłem się zwlec z wyra. W nocy śniły mi się jakieś chmary pająków i dzikie wiewiórki a do tego biegałem po bunkrach... nic nie rozumiem. 

Do pracy fajnie - ciepło. Wreszcie. Szkoda, tylko, że wiatr mnie polubił i często wpada w odwiedziny!

Przyjemnie się pracowało dziś na słoneczku. Wystawiliśmy chyba ze 40 rowerów przed sklep. Klientów mogłem sadzać i towarzyszyć im na świerzym powietrzu. Opalałem się, i znosiłem niezdecydowanie pań o wiele lepiej niż podczas innych dni. Dziś po prostu mi się chciało chcieć. Szkoda, że moja energia nie przeniosła się na pana na koniec dnia.
Wpadł i od progu wyrazy na "K" i "H".
- bo ja "K" kupić przyjechałem whellera
- nie mamy już w sprzedaży whellerów. Możemy panu zaproponować Krossa
- pierd.. pan. Chcę whellera. Macie w internecie, że tu whelery sprzedają, a ja z Wólki jechałem!
- Znajdziemy jakiś rower dla pana.
- Wheler ma być "K". 

No i pan się wił jak piskorz, przeklinał i co jakiś czas poganiał żonę.
- ty weź się na tym przejedź! I na tym! O ten to gówniany jakiś, nie wsiadaj na niego widać, że to jakieś chińskie gówno!
Pan daj jej jakiś porządny rower. Bo byle szitem nas pan nie omamisz!

Oczywiście, nie było zakupu finalnie. Nie znaleźliśmy wspólnego języka - dziwne. Bo miałem ochotę panu odpowiadać używając równie przyjemnych zwrotów co on. Zdecydowałem się jednak pozostać profesjonalny do końca. Pan jednak pojechał, zniesmaczony, że nie ma tu fajnych rowerów.

Najprzyjemniejszym hitem dnia była pani na CUBE. Wychodzę patrzę, a tu KATANA! Poznałem od razu! No taka niespodzianka! JEJA. Toż to prezent na wielkanoc! Czuje się zobowiązany! Że też chciało jej się taki kawał jechać tylko po to, aby do mnie zajechać. Niespodzianka super. 

Wojownicze Gwiazdki Ninja!

Czwartek, 9 kwietnia 2015 · Komentarze(1)
To był dlugi dzień.

Rano jakoś tak, niby zimno, niby ciepło... nie wiadomo jak. Po zimowych świętach pogoda zaczyna się odbudowywać na dobrą stronę mocy. Po świątecznym marazmie jakoś nie jechało się dobrze. Wiatr zdecydowanie przeszkadzał. 14 kilometrów porannego pedałowania wymodliłem chyba dziesiątkę różańca. A ostatni odcinek to już miałem centralnie pod wiatr... 

Matko Bosko Kochano...

Dzień w sklepie, nie wyróżniał się niczym szczególnym, no gdyby nie klienci... Ci nigdy nie są tacy sami. Jeden pan chciał aby mu tylko:

- Przyjechałem do pana zrobić przerzuteczki bo nie działają.
- rower się nadaje na serwis. Tu jest tyle brudu, i napęd tak jest zużyty, że nie da się tego zrobić od ręki to wymaga głębszego zainteresowania tematem.
- No ja wiem, bo to jeżdżę tym rowerem sporo, ale to pan tylko te przerzutki tak cyk cyk zrobi i ja płacę.
- rower będzie gotowy ale za pięć dni.Od ręki tego nie zrobię.
- No ale pan tylko pyknie je panu to zajmie chwilkę
- przykro mi ale albo robimy dobrze, albo nie robimy wcale...

Inny znów wpadł koło zrobić.
- pan by mi tu skręcił bo ma luzy...
- ale to koło ma uszkodzony bębenek i nie ma czterech szprych...
- nie nie - pan mi tylko skręci bo ma luzy reszta to ja wiem...
<biorę kolo, czuje pod ręką jak kulki się chrupią, albo się rozpadły, albo wianek zmieliło w łożysku>
- to koło jest do generalnego remontu. Serwis piasty + wymiana kulek 40 zł. Możemy zrobić na popołudnie.
- Oj nie. Mi trzeba teraz...
- Od ręki panu tego nie zrobię.
< facet zostawił koło do "zrobienia". Rozbieramy koło, a tam pożoga! Miski wpadły do środka, kulki i wianek zmielone.>
- witam sklep rowerowy z tej strony się kłania. Dzwonie w sprawie tego koła, koło jest do wyrzucenia. Trzeba zmienić na nowe...
- Jak to, przecież ono się kręciło.
- Miski panu wpadły do środka łożyska są zniszczone, koło nie jest do uratowania.

< Pan przyjechał po godzinie obejrzeć koło>

- Witam, sprawa wygląda tak. - pokazuje panu zniszczenia pokazuje gruz z kulek i wianka- Trzeba kupić nowe koło. Nowe koło 100 zł
- Oj to niee... to nie wezmę nowego. Te mi je pan złoży "jak było",  to ja je zabiorę. jeszcze na nim pojeżdżę. 
- Jak mam je panu złożyć to koło to już szrot, do śmieci pan je wywali, albo lepiej na złom.
- No ale niech pan spowrotem to jakoś złoży i ja je wezmę. 100 zł na nowe koło to mnie nie stać.
- Przykro mi, nie jestem panu w stanie tego złożyć. 
- No to jak to! Jak pan rozebrałeś to pan teraz składaj! Ja rezygnuje z usługi bo mam prawo! Proszę mi oddać koło w takim stanie jakim przyniosłem.
- no to proszę. - podaje panu koło i woreczek z ośką i kulko-miazgo-wiankami.
- pan raczy ze mnie kpić? - burzy się jegomość.
- nie czemu?
- niech pan to składa tak jak było! Jak ja będę na tym jeździł.
- Czy pan nie rozumie, że tego się nie da złożyć? Koło jest uszkodzone!
- Bzdury pan gadasz! Jak przyniosłem to się kręciło, i teraz pan je rozebrałeś i wmuszasz mi żebym nowe koło kupował!
- Przykro mi jeśli pan nie rozumie problemu. 
- To jest szczyt wszystkiego! Co za ludzie w tym narodzie... naciągacze... złodzieje....tfu!

Oddalił się pan klnąc i biadoląc. Koło ma się rozumieć zabrał. Woreczek też.

Po pracy miała być runda na południe Warszawy po bilety do kina zarezerwowane. Pojechałem najpierw do KFC na kolację, a potem mostem północnym na południe. Na zachodniej stronie spotykam KESA. W zasadzie to on spotyka mnie. Chwila narady i jedziemy razem po te bilety. Niestety w okolicach Placu Wilsona, rozpada mi się kółko od przerzutki tylnej. Szybka naprawa i przerobienie przerzutki i decyzja zapada że wracamy najkrótszą drogą do domu. Na SKM nie chcę nam się czekać, więc jedziemy pod wiatr do domu. Gawędzimy, narzekamy i ganiamy za autobusami w tunelu aerodynamicznym.  Ja niestety wolniej, bo muszę uważać na przerzutkę, kes ciśnie pod 40km/h za "czerwoniakami".

W domu jestem około 22:10

Co za dzień... co za noc...





Do pracy - jestem hipsterem?

Wtorek, 7 kwietnia 2015 · Komentarze(4)
Kategoria Do pracy!
IDĘ ALBO NIE IDĘ!!!

Do pracy - po prawie trzech dniach odpoczynku w święta, znów do pracy. Nie czuje się źle, że do pracy wracam. Po prostu jadę, robię to co do mnie należy. Uważam, że do pracy trzeba chodzić, jeździć biegać - jak kto woli. Nie wiem jak można nie pracować. Ta codzienna ośmiogodzinna pora niebytu w domu jest ważna dla naszej stabilizacji społecznej. To element kulturowy budujący nasze społeczne więzi. To jak z posiadaniem fejsbuka... nie masz nie istniejesz spoleczne (upraszczając). I tak samo z pracą. Dobrze jest do roboty iść, a potem dobrze jest ponarzekać na pracę jak przy piwku, kawce, czy na siodełku się siada. Oczywiście nie nalezy się zarabiać po "okcie", ale chyba nie potrafiłbym siedzieć całymi godzinami w domu mając w odczuciu, że ktoś na mnie zarobi. Nie powodzi mi się źle, ale idę do pracy bo chyba bym zgłupiał z nudów w domu. Tak po prostu jest zdrowiej. Czasem człowiek ma dość, chciałby odpocząć. I dobrze. Nie mówie, że urlopik nie... że czas oddechu nie. Mówie tu o niepracowaniu permanentnie przez np 2-5 lat z własnej woli. Na zasadzie bo mi się nie chce. Bo "jeszcze mam czas na to". "W sumie nie powodzi nam się tak źle".
Może gdybym miał ze trzy mieszkania, wynajmował je i miał hajs z wynajmów to bym się zastanawiał co zrobić, czy iść czy nie iść do pracy. Obecnie jednak  - najzwyczajniej w świecie idę!

Skąd te dziwne przemyślenia? Ech ostatnio zirytowałem się po rozmowie z kimś. Nie ważne... po prostu uważam, że pracować trzeba. Bo potem płacz i lament jak siema 40 lat i państwo Daj kasę bo ja biedny i nie mam pieniędzy na nic... 

Do pracy pojechałem więc jako rodowy zwyczaj nakazuje. Oczywiście musiałem czegoś zapomnieć - jak to ja. Zapomniałem okularów rowerowych. Dawno nie jeźdizęłm bez nich, więc poczułem bardzo ich "nieposiadanie". Wiało, pyliło i jakoś tak szczypało. Nie wiem jak można bez okularków śmigać. Ja już chyba jestem na nie skazany. Skazany na okularnictwo!


Co do handry poświątecznej. Generalnie jakoś jeszcze nie mija. Jechałem dziś do pracy taki "umęczony pod `ponckim` Piłatem" i nie mogłem znaleźć melodii. Ok bylo pod wiatr, było zimno. No było! I co! Kółko w zoo! Nie szło! Miałem jechać na dorkętkę przed robotą, ale dwie drzemki budzika skutecznie mnie odwiodły od tego zamiaru. Tylko żone rozeźliłem, że tak obudziłem dom wcześnie. W efekcie? W efekcie pojechałem do pracy zmarzłem w dupkę i 10 minut czekałem przed bramą na szefa, bo mi się... nie chciało dokręcać.



W drodze powrotnej zabrałem z pracy okularki "zerówki" które mamy skądś-tam takie do obsługi klientów "z jajem". Czasem zakładamy je dla jaj, aby obsługiwać ludzi "na poziomie" a może bardziej zwyczajnie zrobić sobie zbyty. Mniejsza o większość, pozyczyłem te oksy by w drodze powrotnej mieć komfort wietrzno-pylowy. 


Słabo mi idzie robienie sobie selfie z lustra, więc poprosiłem żonkę o przysługę i walnęła mi klasycznego face fota.
I co? Dobrze? Do tego spodnie rurki, ostre koło i wąsa zapuścić! I można kozaczyć! Hipstersko!