Do pracy 127 - Piątek

Piątek, 25 lipca 2014 · Komentarze(2)
Piątkowe rowerowanie do pracy. Pojechałem na nowym rowerze. Nareszcie udało się przełajowy projekt ukończyć i jeszcze dziś trafi on w ręce nowego nabywcy. Szkoda się rozstawać z maszyną, ale co poradzić budowana dla kogoś. Frajda jednak pozostaje;)

W pracy sporo pierdół - najbaredzje rozbrajaja mnie ci pseudo kolarzyki co to po 40-50 lat mają a traktują maratony mtb i "ronda" babka jak cały świat. Ostatnio na rondzie babka ponąć 25 latek pobił się z 50 latkiem. Dziś sraczki dostają ludzie bo jutro maraton 24h i akurat na dziś mają być jakieś buty i na dziś wszystko mabyć a najlepiej jeszcze dziś oddać rower na serwis bo jutro bedzie do odbioru bo jutro maraton... Bossko.

I oczywiście foch...bo jak to nie ma czegoś, bo nie ma dętki i takie tam... Ech - ostatnio coraz mniej cierpliwości do ludzi mam, może to ze względu na ciągłe nerwy w robocie? Nie wiem - ogólnie nie mam energii. Czuje jakby to już jakaś jesień szła a te wakacje prześlizgnęły mi się przed nosem. Niby wyprawka niemiecka byłą, Niby wszystko ok, ale jakoś tak człowiek nie odpoczął.





Do pracy 126 - Czwartkowe do Warszawy Nocą

Czwartek, 24 lipca 2014 · Komentarze(3)
Do pracy bez uniesień z rana, na zimówce bo wcześniej przychodnia i stanie w kolejeczkach. Po pracy pojechałem do stołecznego miasta naszego Warszawy po obiecany mały element do roweru przełajowego jaki budowałem ostatnie czasy. Wpadłem więc tylko do mieszkania wypiłem herbatę a potem z wiatrem do wielkiego miasta.

Jechało się fajnie, bo miałem z wiatrem i prędkość 29km/h nie schodziła z licznika. Chwilę pogadałem z kolegą a potem nbawrót i powró już w blasku latarni. Swoją drogą jazda była bardzo niebiezpieczna. Na ścieżkach i ulicach zalegała cała masa rowerzystów Velturio. Najbardziej nie kumam, jak można płacić za to gówno i jechać z kolanami pod brodą. Mijałem wczoraj dwoje takich rowerzystów. Czy te rowery nie mają regulacji wysunięcia siodła? Facet 185cm a katował się kopniakami w brzuch przy kadencji prawie 120o/min. Może w ten sposob nasze społeczeństwo rozbija swoje brzuchy piwne? Hmm?

Z drugie3j strony powaliła mnie jedna para na tych pseudo rowerach. On jechał w klapakch, a ona w takich butach z pianki. Oboje oczywiśćie obok siebie a dopełnieniem stylu miały być super okulary z refleksem i czapa z płaskim daszkiem u osobnika męskiego. Czy mi się wydaje - czy ta moda podwórkowa schodiz na-psy?

Do pracy 125 - Środa

Środa, 23 lipca 2014 · Komentarze(0)
Kategoria Do pracy!
Pokusiłem się o poranną pętelkę... jechało się w miarę, choć z wiatrem bywało różnie. Kosił mnie momentami dość ostro w pysk, ale mimo wszystko parłem na przód. Efekt? Średnia słaba, polotu do jazdy nie było. Ogólnie jakiś taki nijaki ten wyjazd.

W robocie troszke nerwówki - to nie dlatego, że klienci walą drzwiami i oknami, ale właśnie dlatego, że nie walą. Jak nie dzieje się nic to oczywiśćie najbardziej winni za tą sytuację jesteśmy my - no bo przecież musimy "coś robić". No to róbcie coś! No i w zależności od tego co w danym momencie wielki D wymyśli trzeba coś robić. SKładanie rowerów - jego ulubione "coś", a jak nie to to coś innego. I ile bym nie robił "coś`a" to i tak okarze się, że czegoś nie zrobiłem, bo przecież miałem tyle czasu aby "coś robić".

Robi sięnerwówka, bo jak nie dzieje się nic to zaraz "coś" jest i zaczyna się. Ulubione coś to "zamiatanie sklepu czy wymiana papieru w kiblu, bo nie ma. Nawet dyżury mamy  jak w przedszkolu, że dziś sprząta "X" innym razem świeżak itd.

Grunt to nie pozwolić pracownikowi się nudzić...


Do pracy 124 - Wtorek?

Wtorek, 22 lipca 2014 · Komentarze(0)
Jeden z tych dni kiedy po dłuższym lenistwie starasz się zmusić aby iść na rower. Brak ci energii, za oknem burzowo, pochmurno i wakacje przelweają się przez palce. W pracy marazm utargi marne i tak te dni ślamazarnie się snują. Nawet nie da się porządnie poopierniczać, bo jak tylko nie robisz nic to cię szef gania...

A naprawdę nic nier obienie jest o wiele trudniejsze przez cały dzień, niż robienie czegoś konkretnego. Polecam sprawdzić na samym sobie. Aby to zrobić siadamy na krześle i ... nie robimy nic... i tak po 9h dziennie... i co? Lekko? HA?

Mówiłem, że to nie łatwa sprawa!



Do pracy 123 - Poniedzałek

Poniedziałek, 21 lipca 2014 · Komentarze(0)
Ostatnio nie zachwycam porywającymi opowieśćiami z dojazdów toteż i pod postami mniej komentarzy się pojawia. Bo i co można wyczyctać ciekawego z postu Księgowego "do pracy"? No właśnie nic ciekawego. W pracy ogólnie pustki, luzi od rana do 13 nie ma potem czasem pojedyncze osoby wpadną coś tam pomarudzą kupią dętkę i idą sobie a dzień snuje się powoli aż do 19ej. Nie wiele mam ostatnio ambicji na poranne przed pracowe jazdy, jakiś taki niewyspany chodzę od weekendu z panelami, może to też kwestia tego, że upały. Dziś znów zaprzepaściłem szanse zrobienia trasy przed pracą wiec nie uraczę was i swoich statystyk ilośćią większą niż dziesiątka do i z pracy.

Mógłbym co prawda prowadzić statystyki złożonych w firmie rowerów, ale co to za statystyki... mógłbym też pisać ilu mp3 słcuhałęm składając rowery gdy te leciały z YT, nie ma to jednak większego znaczenia.

Dzień pracy kończy zawsze powrót do domu i tak oto codzienność zjada księgowego...

Nawet pomysłu na aktywny weekend nie mam;P

Do pracy 122 - Sobotni wypad

Sobota, 19 lipca 2014 · Komentarze(0)
Kategoria Do pracy!
Do pracy rano a potem w kierunku na północ. Do projektu przełajowego mam już pancerze i linki. Jutro mam nadzieje coś przy nim po robię. Dziś szlifowałem bardzo uporczywy parapet drewniany a jutro na swoją kolej czekają panele...

Robotny tydzień!

Do pracy 121 - Zabawa w kotka i kombajn

Piątek, 18 lipca 2014 · Komentarze(7)
Kategoria Do pracy!
Kolejny dzieńr owerowego załatwiania spraw. Rano notariusz, odwiedziny i dyskusje co i jak załatwić jakie dokumenty przygotować, później na zakupy. Aga musiała już zostać w pracy a ja zaatakowałem mięsny swoim jestestwem. Pani mi kroiła, ważyła i pytała śpiewnie "coś jeszcze?". Klasyka gatunku w wydaniu mięsnego:)

Po załatwieniu poranności udałem się do domu gdzie wyładowałem zakupy i pognałem na wycieczkę "przed pracą". Standardowa trasa miała być, ale troszkę mnie przygniotło słońce. DO Janówka jeszcze jak was mogę, ale kurcze w drodze powrotnej, nie dość, że pod wiatr, to jeszcze w upale. Na drodze jechał wielki komabjn i nie było jak go wyprzedzić, koleś zajmowąl całą drogę. To jednak nei było takie złe - normalka żniwa się zaczynać będą, ale kurcze kierowcy nie brali pod uwagę, że ja też chce wyprzedzić zawalidrogę. Podjeżdżali do kombajnu i po mojej lewej wychylali się czy już "wolne". Kilka razy próbowałem zjechać do lewej to  malo mnie kolejne auto nie rozjechało. No bo przecież dla mnie 20km/h to pewnie "normalna prędkość". W końcu wkurzyłem się i ustawiłem sie po lewej stronie. Blokując auta chcące "koniecznie, już w tej chwili" brać kolosa. Maszyna rolnicza jechała w 2/3 drogi. Ulica była bez pobocza, a z przeciwka mijały go auta i tiry po poboczu. Nie mógł zjechać na utwardzoną zieleń koło drogi, bo w rowie rosły krzaki, więc tym czymś do mielenia - zaczepiał o nie. I tak oto była zabawa w kotka i kombajn. Gdy było wolne z przeciwka kierujący jechał srodkiem aby nie uszkodzić maszyny, gdy było coś z przeciwka, zjeżdżał ile mógł i zwalniał. Wtedy ktoś z tyłu gazował bo widział, że ten mu zjeżdża. I znów skucha bo z przeciwka auto... 

W końcu udało się zrobić skok i wyprzedzić, jednak łatwo nie było, bo facet właśnie wracał gigantem na środek drogi i musiałem uciekać do lewej krawędzi jezdni. Ot i taka adrenalina przy kombajnie - a niby wolno jadący pojazd rolniczy li tylko... ech.

W domu na piaskach, pojawiam się wcześniej, skróciłem rundę, bo nie zabrałem jedzenia do pracy a upał był przeokropny - samo południe i chwile po nim. Mimo wiatru czułem że mnie wycieńcza to słonce. Zdecydowałem się wrócić do domu i odpocząć przed pracą rezygnując z tych parunastu kilometrów więcej.Obejrzałem sobie film na szybszym necie rodziców i zjadłem płatki z zimnym mlekiem.  

W pracy - troszkę roboty, układanie towaru, nowe opony dołożyć, izotoniki dodać, po wyceniać, poukładać i kilku klientów się nawet pojawiło. Ogólnie spoko dzień, bez spiny, choć nie wiedziałem, że są lateksowe dętki po 45zł;P Dziś pewien pan je chciał i malo tego - on je kupił! Latex w łóżku i latex na rowerze? Proooosze ...

Po pracy do domu z wielkim widelcem przełajowym na kierownicy. Dziś dotarły opony i taśmy na obręcze.  Przełajówka powoli wstaje na koła. Planowany koniec inwestycji środa/czwartek. 

Do pracy 120 - Jestem Gwiazdą ludzi fantazją!

Czwartek, 17 lipca 2014 · Komentarze(5)
Kategoria Do pracy!
Nie wiem w sumie od czego zacząć dzisiejszy wpis bo działo się tyle, że o-es-us! W pracy miała być dziś telewizja. Generalnei nei jakieś tam TVP, po prostu ekipa nagraniowa z programu lojalnościowego Lyoness. Mozna połamać język w tej nazwie, ale już opowiadam dalej. Generalnie chodziło o to, że miała być jakaś tam scenka z klientem że wybieramy rower itd. Wszystko fajnie, ale powiedziano mi, że to będzie głównie skupiało się na firmie a ta scenka to jakaś dodatkowa. Kazali się ładnie ubrać w firmowe ciuchy itd. 

Wpadam do pracy robie co swoje a tu do mnie kolezanka, czy ja umiem po Angielsku - Hmm no umiem, tylko czy pamiętam jak się mówi? Język używam na wyprawach, kołkiem mi nie stanął, ale w sumie zaraz zaraz po co to pytanie?
Szef lekko podenerwowany, bo JUŻ SĄ.  I Adam ty idź ich tam zagadaj, bo oni już są. 

No i okazało się, że to dwaj filmowcy z Austrii robiący filmy dla Lyeoness`u. Background całej historii to pokazanie jakiegoś tam programu lojalnościowego w otoczce ludzi z pasją w  oparciu o wizje sporej rozwiniętej firmy w Polsce. Mieli zrobić ujęcia w Krakowie z ludźmi śmigającymi na XC troszkę zahaczając o Enduro - wiecie ujęcia z go pro, ujęcia z przejazdów etc. W to wpleciona ma być nasza firma jako potentat rowerowej sprzedaży i generalnie ja zostałem "specjalistą". 

Prowadziłem rozmowy z ludźmi filmowcami, pokazywałem im sklep, pokazywałem im serwis, wspólnie wymyślaliśmy ujęcia dla sklepu, generalnie fajna sprawa, na koniec miałem odpowiedzieć przed kamerą na kilka pytań a w moją wypowiedź ma być wklejone kilka ujęć ze sklepu, z przejazdu itp. 

Cała otoczka, duble, ujęcia najazdy potem znów duble, różne ustawienia - scenka z klientem "fake" bez głosu tylko dla pokazania mojej "specjalistyczności"... Ogólnie czułem się dziś jak jakiś gwiazdor w scenie kręconej do reklamy rowerów. Ekipa bardzo sympatyczna, dziewczyna która była z nimi miała być jako tłumaczka, ale chyba zarówno moi szefowie, jak i lajonesiki byli zaskoczeni moim angielskim. O wiele to ułatwiło współpracę, pozwoliło mi czuć się swobodnie i pewnie, a dodatkowo pośmiać się z prawdziwymi pasjonatami kamery. 

Najbardziej rozbawiła mnie postawa szefostwa. Generalnie jakoś tak się chowali, jakoś ich tak nie było. Niby byli, niby było "hello" itp, ale pierwsze pytanie gdy wszedłem do pokoju konferencyjnego od ludzi było: " You are the boss?" No w sumie koszulkę firmową miałem, wszedłem, podałem rękę ekipie przywitałem się i swobodnie przeszedłem do sedna. Wiele się z szefami jak się okazało "nie-nagadali".

Reszta dnia na spokojnie, ludzi mało, troszkę sprzątałem, składałem jeden rower co dla klienta przyszedł i przyjmowałem rower od kolesia, który miał wypadek na rowerze. Mamy mu zrobić wycenę zniszczeń szosówki. Wyobraźcie sobie jechał sobie ścieżką rowerową wracając już z treningu i wpadł na kobietę, która stanęła mu bokiem w poprzek drogi. Efekt? Dwie karetki pogotowia i dwie osoby w szpitalu. Koleś ostro poobijany poobcierany a tamta kobieta ponoć też nieźle oberwała. Zastanawiam się komu współczuć, jemu czy jej? Z jednej strony baba zachowała sie w nieprzewidywany sposób, a z drugiej, koleś palant też grzał pewnie na tej ścieżce jak wariat. Ścieżka na moście północnym słynie nieomal z tego, że w weekendy jest to deptak, dla całej chmary ludzi i biegaczy.  Nie rozumiem kolesia, że na tak zatłoczonej ścieżce zapierdzielał szosą jak wariat. Bo wyobrażam sobie (sądząc po uszkodzeniach roweru), że nie jechał 25km/h...

Inny rower w jakim szacujemy straty to szosówka po spotkaniu z sarną. Dziewczyna się ostro poobijała, a rower poniósł kolosalne uszkodzenia, Karbonowe przednie koło warte z ponad tysiaka , na pół złożone. Widelec karbon przód, połamany tylne koło , scentrowane mocno. Też jest karbonowe więc pewnie już się do niczego nie nadaje. Do tego ułamana klamkomanetka poobcierana owijka i wygięty baranek. Nie wiadomo jak rama bo na pierwszy rzut oka nie widać uszkodzeń. Na dziewczynę, po tym jak wpadła na sarnę, wpakowało się 5 innych osób na szosach bo jechali dwójkami w mini peletonie. Ma nawet odcisk na udzie po kopycie - widać dosłownie kształt racicy.

Mówią, że sport to zdrowie. Hmm strach się bać...


Przełajówka powoli się buduje...



Zapowiada się bardzo fajna i ciekawa maszyna. Niby jako bazę wykorzystałem ramę trekkingową, ale w całości wszystko będzie przełajowe. 


Do pracy 119 - Szybko w ciepłym poranku

Środa, 16 lipca 2014 · Komentarze(2)
Kategoria Do pracy!
Z rana zdecydowałem się po raz kolejny na rundkę przed pracą. Poranki teraz ciepłe, słoneczne i przyjemnie się pedałuje. Po pracy jakoś za nic nie mogę się zebrać aby wyjść i zrobić jakieś 10km. Stawiam więc głównie na dojazd przed pracą. Wyszedłem troszkę za późno, bo guzdrałem się do "po ósmej" więc trasa nieco inna, przez Chotomów i Skrzeszew. 

Mimo stosunkowo nie wielkiego dystansu, odczuwam już bardzo duże zużycie łańcucha w szosie. To zaskakujące jak szybko się żućył, jak widze jak jest rozciągnięty i jak układa się na największym blacie to aż nie mogę uwierzyć. Niby szosa, niby  po asfalcie a napęd poleciał jak w ciężkim MTB. Czy to znaczy, że był takiej niskiej klasy? Napęd ma troszkę ponad 8 tysięcy, bo jest niezmiennie ten sam to był w Vento. Podczas jazdy na niższych przenawożeniach czuć już jak "chrobocze" łańcuch i nie układa się na zębatkach. Na "ulubionych" przełożeniach jeszcze ok, bo ząbki są wycięte w pień...

Mam nadzieje, że jakoś dotrwam do końca tego sezonu na tym napędzie. Liczę, że z 10 tysięcy będzie miał zrobione do jesieni. Jednak patrząc na jego zużycie to w nowy napęd zainwestuje chyba więcej. 

W szosie więc na nowy sezon zapowiada się inwestycja w napęd. Nie zmienia to faktu, że jazda jest cholernie fajna na takim ścigaczu:D