Do pracy 91 - Wtorek

Wtorek, 3 czerwca 2014 · Komentarze(1)
Kategoria Do pracy!
Dziś znów do pracy na szosie, tylko ta pogoda taka, byle jaka. Miałem w planie jechać rano na trening poranny a tu dupa, pochmurno mżawka. I co? I mam jakiś okres spadku mentalnego przed MP, jakbym odczuwał uciekającą formę. Może to jakieś przesilenie, może to kolejna burza ze sprawą o wolną sobotę? Kurcze, są ludzie, nie jest szczyt sezonu, ostatnia sobota była lekka a tu wielki problem, żebym sobotę wziął wolną. Bo musi być kurcze 5 osób i siedzieć na sklepie czuwając "a nóż" ktoś wejdzie i będzie chciał rower. Znów jest takie "mendzenie", że to sezon, że to sobota itd... 

Naprawdę takie walczenie o każdy jeden dzień wolnego to wykańcza psychicznie gorzej niż nie jeden serwis rowerowy... A na serwisie spoko, nie ma tłumów, nie zalegamy z robotą, jest ok. No ale cóż. Zobaczymy - o wolną sobotę to będę walczył jak lew. Najwyżej w piątek pójde do pracy. Nie wiem... wkurza mnie to.

Do pracy 90 - Nie bo nie - I JUŻ!

Poniedziałek, 2 czerwca 2014 · Komentarze(3)
Kategoria Do pracy!
Treningu tyle co pies naszczekał! Nie ma pogody, nie ma siły, jakoś nie ma tego iskrzenia. No to wsiadłem na zimówkę, bo w deszczu mi z zimówka lepiej iskrzy niż z szosą, która muszę odkopywać spod tony błota.  Gdyby nie to, że jutro zapowiada się zimno, to pomyślałbym, że to dobry dzień będzie. 

Szosa czeka, w miare czysta na start, i tak pewnie bede musiał nia podjechać do BDC, bo trzeba będzie napompować, przesmarować itp, ale może to nie jutro, może jak nie będzie padać. Może... kurcze tu Mazowsze a nie morze. 

Z dnia serwisanta...

Dziś był pan co to kłócił się, że po roku czasu jego rower ma za mocne hamulce, i że to nie może tak być, że dziecko jego przez kierownice wyleciało, jak zahamowało. I że my bubel sprzedaliśmy (bagatela prawie rok temu bez miesiąca czy dwóch) , bo przerzutka z tyłu za nisko do ziemi jest i synowi się patyk wkręcił ostatnio i że jak się skręca to przerzutka, trze o ziemie. - Tego ostatniego za nic nie potrafił nam pokazać na rowerze, ani naocznie udowodnić, mimo iż bardzo go prosiliśmy o demonstracje. 

Dowiedzieliśmy się, iż pan oczekiwał od nas "profesjonalizmu" i nie mógł zrozumieć, że to nie my wymyślamy, że w rowerze "XYZ" jest taka przerzutka, taka manetka i taki kolor lakieru. Niemal już oczami wyobraźni widziałem bowiem, że pan zaraz stwierdzi, że po roku czasu jego syn jak rower w trawie położy, to roweru znaleźć nie może i że powinniśmy sprzedawać tylko rowery z kolorami innymi niż te przypominające: "piach, żwir, czarnoziem, trawę, proso, żyto, śnieg, bloto" no i oczywiście, aby przerzutka nie tarła jak rowerem syn skręca. 

W głowę zachodziłem, jak on to robi, że jak skręca to wózek trze o ziemie, może on ja wiem? Rowerowy motocros uprawia? Ojciec stwierdził, że on przerzutke wyregulował i e się nei da i że to bubel, i był niezadowolony. Jak spytaliśmy, czy przegląd zerowy był zrobiony po zakupie, to oburzył się oraz stwierdził, że przegląd "0" nie byl potrzebny. Mało tego ów tata uznał, że "on domaga się" wymiany przerzutki na taką o krótszym wózku i osłabienie sily hamowania hamulców. Oczywiście zażądał, aby zrobić to za darmo w ramie gwarancji i że my to do producenta powinniśmy rower na swój koszt wysłać, bo to nasz obowiązek. Na usta cisnęło się jeszcze ojcu, aby rower był lepszy, nowszy żeby sam hamował,miał ABS, ESP, kontrole toru jazdy, śledzenei GPS i aby wszystko sterowane było smartfonem.

Inny tatuś, w sobotę wraz żoną i dziecięciem swym przybył do nas do sklepu w celach - podobnie jak opisywany wyżej pan - dyskusyjnych. Ci państwo z wyrzutem i fochem stwierdzili, że przerzutka działa za ciężko i że ich dziecko nie ma siły zmieniać biegów. Dzieckiem okazała się młody, nieopierzony około 8-9 letni "nerd" odegnany sprzed kompa, co to słowem "ja nie umiem, ja nie będę" podbija sobie "score" u rodziców. I jak on mówi, że nie da rady i że "nie umie" to ewidentnie znaczy, że manetka jest zła, i że koniecznie trzeba reklamować manetkę u producenta, no bo przecież nie pomyślał projektant o dzieciach projektując rower na 20 cali kołach. Rodzice fachowym okiem i po licznych doświadczeniach w sferze obrotu rowerami, stwierdzili, że to "widać", że ten rower nie jest przystosowany dla dzieci. No ja chyba mam oko ubrane, bo moje "gołe" oko nie widzi nic niedziecięcego w rowerze jaki przyprowadzili. 

I tak oto czasem w serwisie pojawia się oaza rodzicielskiej dumy. I tata staje na czele rodziny wiodąc swoje dziecię do walki o sprawiedliwość na froncie przeciw zakłamanym, przbiegłym sprzedawcom, chcącym sprzedać złe rowery, za drogie z za dobrze działającymi hamulcami i z manetkami, które wyłamują dzieciom palce. Wiadomo przecież, że od lat istnieje spisek i naszym celem jest uprzykrzenie dzieciom dzieciństwa i zmuszenie ich do katorżniczej i niewolniczej jazdy an rowerze. Bez skrupułów każemy jeździć, i hamować a nawet czasem posuwamy się do wmuszania dzieciom umiejętności zmiany przerzutek. Horror!

Bo ja zły jestem z natury - krzywdzę dzieci i skazuje na tortury:D


"Bo to zła manetka była"
B. Linda;)

Powrót z sakwami - zjawiskowo!

Niedziela, 1 czerwca 2014 · Komentarze(2)
Kategoria Na Zaborze
Wracanie do domu po weekendzie. Z wiatrem, troszkę w terenie, troszkę po dziurawych szutrówkach i to wszystko na moim rowerowym rowerze czasowo-szosowo-wyprawowo-trekingowym. Dawno już chyba przestałem szosą jeździć  tylko po asfalcie i uważać ją za sprzęt tylko do jazdy po gładkich nawierzchniach. 

Wracając na szosie obładowanej dwoma sakwami crosso z prędkościami dochodzącymi do 28km/h czułem się dziwnie, jak taki pędzący pociąg TGV, ciężki do zatrzymania a jednocześnie szybki i aerodynamiczny. 

Pod koniec na Górkach przed Jabłonną - lekko odczuwałem już zmęczenie, ale to było miłe. Takie miłe uczucie dokręcenia sobie pokrętła "daj z siebie więcej". Endrofirny uwolnione, nogi lekko omdlałe od trzymania koła Agnieszce - jadącej na pusto - i ta satysfakcja z jechania pod górkę z bagażem 27 km/h :D.

Ten tydzień to będzie żmudne odliczanie do startu na MP... Nerwy nerwusie;)

Z sakwami na szosie

Niedziela, 1 czerwca 2014 · Komentarze(1)
Kategoria Na Zaborze
Do roweru szosowego trafił bagażnik, a na niego zamontowano dwie sakwy crosso. Rower postawiono na szosie i pomknięto na nim na północ. 

Jazda z sakwami na szosie, to dość osobliwe doświadczenie, rower jest dość agresywny. Czuć jak załadowany nie poddaje się łatwo decyzjom sterującego. Kierownica czasem trudna do okiełznania. Dobrze jednak sprawują się w nim opony 24 c.  Pożyczone od kolegi 24rki - są dużo bardziej komfortowe od moich czerwonych 23-ek. Obecnie więc wszystko wskazuje, że na MP jadę na zwijanych 24 rkach. 

Na północ pojechaliśmy w duecie. Aga prowadziła, a ja bylem pionem transportowym i to nieźle załadowanym. Szło całkiem sprawnie, wiatr nie przeszkadzał, a w nogach czuło się dobry trening z obciążeniem. Jak na tak mały odstęp do startu na 500 km, troszkę się denerwuje. Nie czuje aby był to szczyt formy, jedzie się dobrze, czuje zachowany balans. Sporo schudłem i wewnętrznie czuje się w porządku, a czy mi organizm psikusa jakiegoś zrobi, czy nogi podołają zadaniu? Tego nie wiem. Wydaje się, że od wielu lat po raz pierwszy mam przygotowanie do jazdy z takimi średnimi jakich za nic nie osiągnąłbym na MTB 26 cali. Jak rozegra się partia za kilka dni? Jak potasują się i ułożą grupy? To wszystko przede mną. 

Licze, na dobra zabawę a o klasyfikację do BB tour nie walczę. Planem jest pobicie życiówki i dotarcie do końca tego 500 kilometrowego odcinka w sensownym czasie;)

Do pracy 89 - Co - to? To - So - bo - ta.

Niedziela, 1 czerwca 2014 · Komentarze(0)
Kategoria Do pracy!
Do pracy w sobotę, jadę zawsze z lekkim "garbem", to cotygodniowe odbieranie weekendu, powinno być prawnie zakazane. Nie dość, że do emerytury nie dożyje, to jeszcze dni wolne od pracy mam ograniczone do minimum. 

W sklepie "Dzień dziecka" - sami sobie możecie wyobrazić co to znaczy? Kupowanie rowerów, rowerków, rowereczków i rowerusiów. Czasem kupowali także roweruńki i rowciulkusie!

Cała gama ludu gania sama od samego rana!
Hey dana dana
Hej w koło krąg splećmy rąk[...]

W pracy spiąłem się ze świeżakiem, bo zamiast pracować on rowery postanowił z wieszaka na inny wieszak przestawiać. Tłum ludzi łazi po sklepie, a ten wpadł na pomysł w tym momencie  aby robić rowero - przemeblowanie. 

Po pracy prosto do domku na obiadek. 


Do pracy 109 Prolog -

Sobota, 31 maja 2014 · Komentarze(1)
Do pracy na 10 a potem trudna próba wyjścia 20 minut wcześnie. Cóż, nie powiem żeby było lekko łatwo i przyjemnie. Generalnie, najlepiej gdybym został i na urlop wcale nie szedł. Mało tego usłyszałem od jednego z szefów, że chyba nawet mi urlop to w sumie nie przysługuje, bo pracuje u nich w firmie 4 miesiące z czego na umowę o pracę tylko 2, więc chyba urlopu tyle nie mam (bagatela 6 dni z czego zostało mi 4 do wykorzystania). W rozmowie, dowiedziałem, się, że "to nie jest tak, że mam wyrobiony urlop z miesięcy przepracowanych na umowie u innych pracodawców". I jeden z szefów stwierdził, że "czemu on ma płacić za mój urlop skoro nie wypracowałem go w tej firmie... Dziwne. Jak to z tym jest? Wypracowałem określoną liczbę dni urlopu to chyba niezależnie czy pracuje w tej firmie 1-2 czy trzy miesiące, jeśli jestem na umowie o pracę, przysługuje mi urlop. Oczywiście proporcjonalnie do rodzaju umowy na jaką jestem zatrudniony nie? 

Morał z tego taki - pracujmy az pomrzemy z przepracowania Polaki:P

Kontynuacją wyjścia z pracy wcześniej, było dotarcie do Szczecina i do Memorków. Mimo prawie 20 minut na Wschodniej, ledwo udało nam się kupić na czas bilety i z językiem na brodzie pobiegliśmy na peron. Ku naszemu zaskoczeniu pociąg był i to luksusowy. Wielki przedział rowerowy w inter regio a do tego wygodne fotele i WI-FI. No to rozumiem - płacę za mniej a dostaje więcej. W TLK za takie luksusy to musiałbym chyba w pierwszej klasie wykupić bilet. Oczywiście sa i delikatne zgrzyty, bo jakże inaczej. Pani w kasie xle nam bilet wypisała bo nie na rower, ale na większy bagaż i musimy dokupić drugie a na tych złych biletach zbieramy autograf od konduktorki, że mamy rowery a nie bagaż większy. Swoją drogą? Co za różnica? To duże i to...

W czasie mega długiej podróży, udaje mi się zdrzemnąć i zmarznąć. Klimatyzacja działa aż za dobrze w pociągu - tak w pociągu była klima! Siedzę więc w bluzie i to drzemie, to sprawdzam coś na tablecie. Burżuazja! Tablety, łaj-faje i klymy! Co za kraj. Nieomal Orłopa!

W Szczecinie pada. Memorek przyjeżdża po nas autem - ku naszemu zaskoczeniu. Pakujemy się do wozu i w ciągu kilku minut jesteśmy już w ciepłym mieszkaniu. Tam poznajemy Memorkową uroczą Gosię i ich synów. Ciężko z młodzieżą nawiązać kontakt, gdy w rozgrywce udział bierze X-men w tv i kontrola rodzicielska. Młodszy decyduje się na integrację z nami, niestety jest lekko niepocieszony, bo mój głód zjada wszystkie bułki na kolację. W geście porozumienia dziele się z nim ostatnią na pół. Chyba przyjmuje to jako akt sympati...;D

Tak się nie możemy nagadać, że kładziemy sie spać około północy. Oczywiście miejsce noclegowe mamy królewskie, miekki materac, pachnąca pościel! Dzięki wielkie Memorki! To było super spotkanie - strasznie miło było was poznać osobiście!

Do pracy 109 - Preludium!

Sobota, 31 maja 2014 · Komentarze(0)
Kategoria Do pracy!
Do pracy rodacy do pracy hej!

Niech się mury pną do góry, niech stosy pieniędzy układają na stołach moi szefowie, niech ich portfele pękają w szwach i niech kraj rozwija się w dobrobycie! W tym celu do pracy pognałem, zwiewnie i radośnie, by szefom swoim radość przynieść i pracować w kolejną sobotę. Z uśmiechem na emeryturę i z radością dla kraju! 

A realia? Realia są takie, że chcąc uniknac sapania o kolejna wolną sobotę, przyszedłem do pracy w nadziei, że wyjście 20 minut przed czasem nie przyniesie załamania rynków finansowych w dolnym Zambezi. Niestety, kursy walut w dolinie Kongo wskazywały na zbliżający się kryzys. 
- 20 minut?! Adam, ale dziś jest sobota!
- no ale i tak nie ma dużego ruchu. 
- przecież wiesz, że w soboty pracujemy i mamy dzień handlowy.

tia... Dzień handlowy. Ja siedzię na sklepie, obsługuje klientów, Świeżak też, a dwóch na serwisie pochowanych, rzekomo nie wykonuje serwisów. Na sklepie więc tylko dwóch ludzi z kadry, a dostępnych czworo. Na salonie? Pojedyncze osoby sie kręcą, niezdecydowane, łażą patrzą i nie kupują. 

Udało się jednak wyjść wcześniej, mimo obrazonej miny szefa, mimo obrażonych min kolegów, którzy z cichego serwisu musieli wejść na salon, i mimo szerokiego uśmiechu na mojej twarzy! Przygodo trwaj - zaczynam cztery dni urlopu  YEAH!

Do pracy 88 - Trudna rozmowa....

Sobota, 31 maja 2014 · Komentarze(3)
Jejku - jak mnie dziś wymroziło i "wyzimniło". Normalnie w czapce jechałem na uszy i softshellu. Czy to jeszcze jest wiosna/lato??? Odwykłem od takich przeszywających przejazdów i zamarzłem w ręce niemiłosiernie. W pracy jak to w pracy trochę dłubania było przy rowerach, ale bez tragedii. Inteligentnych telefonów ciąg dalszy następował a nagrodę  za "przygłupa dnia" zebrał pewien pan. 

Pan oddawał do serwisu rower delta( a może BEST??) za koleżankę, najpierw chciał wyregulować przerzutkę od ręki. Zanim jeszcze zobaczyliśmy rower, to targował się niemiłosiernie, żeby to "od ręki", i żeby to tak "tylko podregulować". Uparcie trzymałem fason, że nie da się od ręki, a już na pewno nie, dopóki nie zobaczę roweru. No to przyprowadził i okazało się, że rower to jeden wielki złom, rower wart 300zł, przednia przerzutka wisiała na śrubach, latała jak pies z przetrącona nogą a pan był zaskoczony, że to takie "poważne".

"Przecież jeszcze działała"
"...ale nie działa i raczej bliżej jej do pudelka ze złomem niż do dalszej pracy"
"Nie da się tego jakoś - naprostować?"
"... jak? Młotkiem?"
"Nie no może jakimiś obcęgami..."
"Ja żartowałem proszę pana"
"a ja nie - może ją nagnijmy"
"Wymienić trzeba"
"Od ręki sie da?"
"Nie da się - rower musi zostać do jutra"
"Ile koszt przerzutki?"
"25zł najtańsza + 20zł wymiana"
"Co tak drogo  - a za 25 zł nie zmieścimy się z wymianą?"
"Nie - ponieważ wymiana wiąże się z rozkuciem łańcucha zmianą linki - zajmie to czas więc to kosztuje. Nie da się tak za darmo"

Po takiej wymianie zdań przez kolejne 5 minut próbował przełamać front, żeby było taniej, że tu blondynka przyjdzie odebrać i, że ona zrobi ładne oczy itd. 
"No to 10zł + cena przerzutki"
"Proszę pana - my się chyba naprawdę nie rozumiemy. Im dłużej ta dyskusja potrwa, to może być tylko drożej - Zamiast dyskutować proponowałbym podjąć decyzję bo nie mam czasu spędzić tu z panem pół dnia na rozmowach - mam pracę i serwisy do zrobienia."
"Dobrze rower zostanie do jutra, to koleżanka wpadnie jutro po 10 odebrać, może ona pana przekona to taka urocza blondyneczka"
"Po 10 to nie będzie zrobione, najwcześniej do południa"
"A ile to jest wymienić, przerzutkę - jeszcze pan ma dziś troszkę czasu to jutro do 10 pan się wyrobi"
"Rozumiem, że w kwestii wymieniania przerzutek, jest pan specjalistą? Ja dziś mam zaplanowane serwisy i klienci przyjdą odebrać rowery więc z powodu pana pilnej sprawy, nie mogę przekładać innych prac - proszę wybaczyć"
"Pan coś ściemnia taka wymiana pewnie to błahostka dla pana i zajmie 5 minut..."
"Długo pan tak może?"
"Aż do skutku - odpowiada roześmiany klient"
"Skutek może być taki, że będzie pan miał rower bez wymienionej przerzutki"
"A pan nie zarobi..."
"to będzie Wielka Szkoda - zironizowałem i się odwróciłem. "

Odwróciłem się i zacząłem pracować przy rowerze, a on stoi i czeka. Kilka minut później odzywa się znów.
"Nie zmieni pan zdania?"
Wtrąca się "X"
"Czy pan naprawdę lubi uprzykrzać się ludziom? Chyba kolega się wyraził jasno w interesującej pana kwestii"
"Dobrze to zostawię rower"


Przerzutka okazała się trudna do wymiany bo obejma tej najtańszej była za wąska. Najtańsza nie pasowała. Próba dodzwonienia się do klienta była niemożliwa, więc kilkukrotnie usłyszałem głos, że "poza zasięgiem sieci".. Rower więc czekał ze zdjętym łańcuchem i jak wpadł klient po odbiór wyjaśniłem mu, że nie zmieniłem przerzutki bo nie odberał telefonów. 
"Nie możliwe, nie dzwonił pan do mnie"
"Dzwoniłem kilka razy - nie odbierał pan raz a dwa razy był poza zasięgiem sieci. W związku z tym, że cena dla pana była istotna nie zamontowałem przerzutki bo ta pasująca kosztowała by 40zł + cena wymiany."
"A co to tak zdrożało?"
"Przerzutka w pana rowerze, jest nietypowa i trzeba by zamontować tu inny typ. Koszt nowej to 40zł"
"To nie dla mnie - A nie da się tamtej tańszej jakoś zamontować?"
"Nie - ponieważ nie pasuje"
"A nie da się zrobić, aby pasowała?"
" Nie..."
"Nie bo pan nie chce...?"
"Słucham?"
"Oj pan się postara, może będzie pasowała?"
"Nie pasuje"
"Nawet pan pewnie nie spróbował"
"Wie pan co - nie mam czasu na takie rozmowy. Chyba wyrażam się jasno co do tej sprawy. Naprawdę taką postawą nie zdziała pan nic"
"Wie pan ja się tylko chcę dowiedzieć..."
"Powiedziałem już wszystko w tej sprawie" - odpowiadam i odwracam się plecami wracając do pracy.

"No to co teraz? Zrobimy" odzywa się klient po chwili milczenia, kiedy olewam go totalnie
"Są dwie możliwości, albo montuje pan przerzutkę za 40zł i płaci pan za usługę montażu, albo pan rezygnuje z przerzutki i płaci pan połowę ceny za usługę montażu."
"Mam płacić, za to, że pan nie zalozył nowej przerzutki?"
"Symboliczne 10zł - z ironią mówię do niego bo mam kolesia dość - w końcu musieliśmy zdemontować uszkodzona przerzutkę."
"Nic pan nie zrobił i chcecie 10zł?"

Wtrąca się "X" - 
"Dla mnie może pan nie płacić, tylko niech pan już idzie, bo naprawdę nie chcemy już więcej słuchać tych dziwnych dywagacji na ten temat. Damy panu łańcuch i niech pan sobie za darmo zamontuje, bo przecież pan wie jak to zrobić, ma pan narzędzia, i oczywiście doświadczenie w rozkuwaniu łańcucha"
"I po co się tak unosić, przecież 10zł to nie majątek...."
"Dla niektórych jak widać majątek"

W końcu klient zapłacił i odebrał rower bez przedniej przerzutki z rowerem zmieniającym biegi tylko z tyłu. A rozmowa raczej w rodzaju tych irytujacych niż podnoszących ciśnienie, bo facet byl namolnie upierdliwy i ironizujący nie krzyczał nie obrażał się tylko w taki namolny sposób targował. 




Do pracy 87 - Dzień kolejny z życia Księgowego

Sobota, 31 maja 2014 · Komentarze(2)
Kategoria Do pracy!
Praca pochłania mnie ostatnio bez reszty, pogoda robi mnie w konia, a czasu i chwil do dłuższych tras brak. Mam kryzys mentalny, bo mimo, że powinienem przed MP pojechać jeszcze coś długiego, to czuje, że nie mogę i nie mam kiedy. 

W pracy nie ma "młynu" ale to nie ma reguł. Dziś nie ma jutro jest.

Do pracy 86 - Zimno pada;/

Środa, 28 maja 2014 · Komentarze(0)
Kategoria Do pracy!
Środa, jako środek tygodnia jest małym weekendem. Dziś pracy nie wiele, ale za to kilku upierdliwych klientów. Długo by opowiadać, ale facet, wykłócał się, żeby mu przerzutkę przednią od ręki wymienić i chciał płacić tylko za przerzutkę a jak usłyszał cenę za wymianę to zaczął szydzić, że to nie dla niego, żeby taniej i że co tak drogo "przecież to chwilę zajmie". 

Przez cały dzień zbierało się na deszcz, momentami coś tam pokropiło, a oczywiście, jak miałem z roboty ruszać, to postanowiło konkretnie się rozpadać. 

Po kolacji u rodziców wracaliśmy w ulewie nie z tej ziemi. Kałuże w mieście były ogromne, jakby cała kanalizacja się zapchała. Momentami wody po kostki było w miejscach, gdzie nigdy nie ma bajorek. Nie wiem skąd te opady. Jeden połowiczny plus - szosa się opłukała z największego brudu, ale za to ma inne zacieki.