Księgowy | strona 245 | Księgowy

Do pracy 40 - Wczesne wstawanie || 42.19km

Piątek, 27 grudnia 2013 · Komcie(0)
Kategoria Do pracy!

Wyjazd do pracy po raz czterdziesty. Po długim po-wypadkowym wolnym wstanie wcześnie rano było katorgą. Udało mi się jednak zwlec z łóżka i wsiąść na rower. Postanowiłem wyjechać wcześniej i dojechać aż do Wieliszewa, gdzie czekać miała SKM gotowa bym do niej wsiadł.

Dojazd po ciemku po dziurawym z kostki chodniku, to żadna przyjemność, nie miałem jednak ochoty sprawdzać refleksu kierowców na ciemnej o 6 rano drodze do Zegrza.

Do Warszawy jechałem w pustej SKM, ledwo co ludzi widać a przestrzeni tyle, że i 10 rowerów by się wlazło. Przyjemnie więc sobie drzemałem a rower bujał się z lekka podczas jazdy. Zanim się obejrzałem, trzeba było wysiadać. Na Wschodniej już więcej ludzi, jednak nadal miasto wydawało mi się takie opuszczone. Droga do pracy przebiegła w asyście innych rowerzystów. Nie tylko ja w ten dzień tak rano jechałem do pracy. Z przeciwka minąłem dwójkę pedałujących a jeden z kolegów na siodełku wskoczył przede mnie. Skubaniec nieźle cisnął, bo ledwo go dogoniłem. Mój trud okazał się bez celowy bo koleś pojechał w innym kierunku. Satysfakcja z jego dogonienia jednak była a i rozbudziłem się nieco w chłodzie poranka.

W pracy leniwie, i robota jakaś taka wymuszona. Szukała nam szefowa chyba zajęcia bo z 24 osób było nas szóstka tylko. Obdzwanialiśmy więc dziwną bazę klientów pytając ich czy mają drukarki i komputery oraz dostępy do internetu. Głupiego robota, ale prawie 100 telefonów wykonałem.

Z pracy zdecydowałem się wracać rowerem. Miało być z wiatrem a i ja miałem smak na ciepło-wieczorne pedałowanie. Moje oczekiwania potwierdziły się. jechało się pysznie. Chodnikami, i dziurawymi krawężnikami, jednak mimo, to szybko. Na ulicach w dalszym ciągu pustki, na pasach sporo miejsca, nikt nie wymusza a kierowcy nie trąbią na siebie no i nie było powrotnego korka do Legionowa.

Dużo frajdy sprawiła mi dziś ta jazda z wiatrem przy 8,6 stopnia. Musiałem sobie głowę oczyścić po nawale spraw jakie się zebrały w ostatnim czasie. Dawno nie było takiego Grudnia ciepłego nie wiem ile potrwa ta dobra passa toteż cisnę w tym miesiącu w opór. Statystyki pokazują, że jest wyraźnie więcej kilometrów niż w poprzednim - listopadzie. Nie dziwota to, gdyby nie brać pod uwagę świąt, pracy i wypadku. Wszystko ostatnio na Głowie staje... nie poznaje sam siebie nie poznaje;/




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Do trzynastu - ODLICZ!!! || 34.08km

Czwartek, 26 grudnia 2013 · Komcie(3)

Wycieczka przypieczętowująca moje założenie końcowo-roczne. Osiągnięcie 13 tysięcy w ostatnich tygodniach stanęło pod znakiem zapytania przez wypadek jaki miałem w drodze z pracy, jednak udało się wygrzebać z tego i postawić rower na koła. No nie tylko rower, ale i mnie. Choć ból jest i przeszywa w dalszym ciągu - pedałować się da - to kręciłem troszkę to tu to tam, i uzbierałem tyle ile trzeba było!

Zadumany księgowy - rozmyślam, czy ta trasa nada się na sylwestrowe nocne pedałowanie - macie juz plany? Zapraszamy na nocny - sylwestrowy rower po okolicach Legionowskiego Powiatu!

Miejsce gdzie mieliśmy sesję ślubna, wcześniej były tu łachy piasku.

Miejscami jeszcze piasek z grubym żwirem pozostał, ale większość ławic już woda rozmyła. Pojawią się dopiero w nowym roku po obniżaniu wód w czerwcu.

Dzisiejsza droga wiodła głównie lasami. Droga z Rajszewa do Chotomowa.

ZImówka z nowym przednim kołem.

Chłopaki leśniczy ostatnimi czasy stawiają dużo szlabanów w lesie, aby auta tamtędy nie jeździły - ten chyba im się nie udał...:D

Znów załapałem sie na zdjęcie!

Taki dom mógłbym mieć mnóóóóstwo światła!

Przedłużenie Al Róż, lubie ten szuterek... jest taki spokojny, wolny od Aut i tłumów ludzi.

Jechała ze mną Agnieszka moja żona ukochana i świetny fotograf tego dnia.

Szlak Wieliszewski Krosowy. Trzeba będzie go kiedyś przejechać, bo to coś nowego wymyśliły władze regionu dla rowerzystów nieco bardziej zaawansowanych.

Na sam koniec rzut oka na prawie ukończony tunel, niestety nie jest przyjazny dla rowerów. tylko patrzeć jak po otwarciu postawia tam znak zakazu wjazdu rowerów. Ściezki nie ma, a alternatywny przejazd dla rowerów to albo wiadukt w Chotomowie, albo przejazd przez Tory na Kozłówce. Czas pokaże jak władze wybrną z tego impasu. Obecnie planowane jest zamknięcie przejazdu kolejowego na Targowej i puszczenie ruchu aut przez ten tunel. Piesi i rowerzyści przechodzacy przez poprzedni przejazd chyba muszą nauczyć się latać!


!!!WIADOMOŚĆ DNIA - 13 TYSIĘCY UZBIERAŁEM!!!




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Spalić Pieroga!!!! || 17.00km

Czwartek, 26 grudnia 2013 · Komcie(0)

Powrót z Przeogromnego obżarstwa - czas na spalenie pierożków, śledzi w oleju, kapustki, sałatek jarzynowych i devolaj`i z odbiadu. Ociężali i pod wiatr poturlaliśmy się na drogę powrotną.

Rowery jechały najlepiej w osłonie lasu wtedy tak nie wiało, na otwartej przestrzeni nie dawał nam zefirek popedałować.

Wiał w twarz i spowalniał do 12-15km/h. Nie wyszło tego dnia dużo tych kilometrów, ale może to i lepiej. Żołądek miałem taki ociężały, jakbym się waty najadł i jazda była średnio przyjemna. Oczywiście w Pomiechówku przed wejściem do pociągu poczułem sie na chwilę lepiej, aby w pociągu znów się źle poczuć. Ot klasyczne - "wahania" - po wigilijne.

wiaterek

Od Chotomowa znów rowerami. Pustki na ulicach jak nigdy co jakiś czas jakieś autko przejedzie, jednak wybraliśmy ścieżkę rowerową, aby móc jechać obok siebie i rozmawiać. Turlaliśmy się do celu powolutku i dostojnie. Jak przekraczaliśmy próg "obwodnicę" to już zmierzchało, a więc powrót wycelowany w sam raz.

Zawsze ze świętami jest tak, że człowiek wyczekuje ich nie wiadomo jak długo i przygotowuje wiele apotem 3 dni i po świętach.

Zdrówka jeszcze raz wszystkim!!!




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Wigilijny rower || 37.00km

Środa, 25 grudnia 2013 · Komcie(1)

Wszyscy dodają wpisy z wigilijnych pedałowań to i ja od siebie coś dodam. Nie będzie to duży wpis bo piszę nie od siebie z kompa, ale opowiem wam pokrótce gdzie byłem.

Na zimówkach wybraliśmy się z Agnieszką w ten Wigilijny i ciepły ( 8 st) dzień na północne mazowsze do rodzinki. Piękne słońce, piękna pogoda i błekitne niebo... Wyposażeni w sakwy pognaliśmy standardową trasą przez Nowy Dwór Mazowiecki w okolice Nasielska.

Dawno tak fajnie się nei jechało - jedynym mankamentem była mała ilość przełożeń w Zimówce. pogięta korba ociera o łancuch jak zrzucam z tyłu na niższe biegi, musiałem więc zadowolić się miękkim przełożeniem i wysoka kadencją. Jak to mawia mój kolega z siodełka - jechałem tak, że malo sobie kolanami zębów nie wybiłem. Za to te 20km/h jakoś szło, choć potencjał wiatru i pogody pozwalał na więcej - cóż, spodziewałem się, że takie "usterki" wyjdą jeszcze wielokrotnie po wypadku.


Każdy szanujący się blogger składa dziś życzenia! Ja niestety popełniam wpis Wigilijny już "po fakcie" wiec mogę tylko napisać, oby spełniło wam się to co życzyli wam najbliżsi w święta.

Zdrówka rowerzyści!




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Nocne kół kręcenie || 10.21km

Poniedziałek, 23 grudnia 2013 · Komcie(0)

Mówią, że poco to się nogi noco! A u mnie noco się koła kręco! I dziś też się kręciły. Po Agnieszkę do pracy, później powrót przez miasto. Czemu człowiek przed świętami ma tyle do załatwienia - potem święta miną raz dwa i co? Już po wszystkim i człowiek bardziej zmęczony, niż wypoczęty.

Jeszcze 80 km do 13 tysięcy kilometró - jak nie przywalę w kolejny śmietnik to jest do zrobienia!!!




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Zimówka znów na kołach!!! || 59.00km

Poniedziałek, 23 grudnia 2013 · Komcie(0)

Na Dwoje Babka wróżyła - tak mawia staropolskie przysłowie. Jako, że u nas w domu w zasadzie ostatnio wróży się tylko na raz, to musiałem coś zrobić z tym fantem. Trzeba było do kupy zebrać zimówkę i ocenić jej stan po wypadku. W planie miałem poranne pedałowanie do Jachranki i Zegrza a w późniejszym terminie zakup części w Legio. Moja ukochana żona pomyślała, że skoro już sie jakoś na rowerze poruszam, to spytała czy nie pojechałbym jej do decathlonu i kupił polarowej czapeczki. O takiej jak ma, tylko żeby jej uszki zakrywało, bo w tej jej podwiewa. Zgodziłem się bez wahania. Mam bowiem niemałą satysfakcje przy wypełnianiu zleceń od Agnieszki. Lubie robić dla niej jakieś rzeczy, jechać po coś, kupić coś zrobić zakupy, czy takie tam. Najbardziej lubię jak "misja" się uda i wracam z tarczą!

Ogarnąłem się więc w miarę żwawo i chwyciłem szosę.

Do Warszawy jechałem z bocznym wiatrem a potem na końcówce dmuchało już w plecy. Sama jazda do sklepu - bajka. Jechało się lekko nawet nie wiesz kiedy i masz 23 km/h. Minusem jednak tej pierwszej wycieczki, był brak błotników i dość popaćkana droga do Warszawy. Niby jeszcze nie sypali solą i piaskiem, a po opadach w nocy na poboczach uzbierało się takie "muło-błotne gówno". Taka brązowa jak sraczka, mazia pół na pół piasek z wodą, która chlapiąc spod kół nie rozpryskuje tylko wody, ale i niesie właśnie tą maź.

Efekt taki, że szosa szybko zaczęła "chrzęścić" jak oszalała. Jechałem dalej nie zważając na to co słychać spod napędu. nienawidzę takiego chrzęstu w rowerze. Uwielbiam jak mi rower jedzie bez obcierania, bez hałasowania - wszystko musi być ciche i sprawne. Musiałem więc dać głośniej mp 3 aby przetrwać.

W Decathlonie przygotowania do zimy na całego - nie ma nic co by mnie interesowało, czapek polarowych też nie zmalałem, a pani zapytana o czapki, pokazała mi takie wełniane z uszami, pomponami i innymi dziwadłami. Takie teraz modne na stoku narciarskim - mieć takie "kukuryku" na głowie. Im bardziej "crazy" tym lepsze - na rower dla stylowej cyklistki - odpada... Obszedłem się smakiem.

Popatrzyłem na ceny kół na 26 cali i mnie zatkało! 99 zł jakieś tandetne jedno-profilowe koło na śrubę? Wyszedłem zasmucony, że nic nie kupiłem - rzadko mi się tak zdarza aby wejść do sklepu i wyjść na pusto - jednocześnie nie kupuje nic na siłę, tylko to co mi/nam naprawdę potrzebne.

Pkp Choszczówka

Powrót z Decathlonu był już pod wiatr, więc założyłem kaptur i pomknąłem. Wiatr był upierdliwy a miałem jeszcze do rowerowego wpaść, zdecydowałem się więc na SKM. Wskoczyłem do pociągu w Choszczówce, czekałem całe 5 minut. Wszedłem na peron, patrze a z oddali widać światła - jedzie. To sie nazywa wyczucie.

W Legio zakupiłem tanie koło na śrubę, jedno-profil. Prawie identyczne, jak to które miałem poprzednio. Tamto co się rozwaliło pewnie z 15 lat miało. Założone było jeszcze w Tokaido. To nowe,powiedzmy ma lat mniej, ale pewnie wykonaniem nie dorówna poprzednikowi. Cóż, dla mnie w zimówce, ma być przede wszystkim "tanie" i ma się kręcić. Wszak niebawem targać będzie się, pośród śniegu i soli naszych ulich.

Kononowicz - "nie będzie nieczego"

Wróciłem do domu z nowym kołem na kierownicy i po odstawieniu niebosko upierdzielonej błotem szosy do mieszkania, poszedłem oceniać i naprawiać rower po wypadku. O dziwo cały impakt przyjęło tylko koło. Nie mam wygiętego amora, nie ma pękniętej ramy, nie ma nic - jakby to Kononowicz powiedział! Uradowanym był - i wielce radosny. Bałem się bardzo, że wypadek przyprawi nasz budżet o nowe nieprzewidziane koszta, a do zimóweczki swej się już przyzwyczaiłem .


Część Druga - Zimowy rower wraca na zimę!

Zmiana koła, prostowanie błotnika, ustawianie klocków, potem prostowanie wygiętej zębatki, regulacja hamulców, regulacja kierownicy i rogów, które się przekrzywiły. Zeszło się troszkę, ale w końcu rower znów stanął na koła. A ja mogłem jechać na miasto na terenowej maszynie, której niestraszne są żygo-błota.

Pojechałem więc do Agnieszki. Wpadłem też do Empiku - poszukać ostatnich prezentów i jak zwykle nic nie kupiłem. Rower prowadził się dobrze. Nasłuchiwałem czujnie, czy coś nie trzeszczy, nie stuka. Badałem go organoleptyczne podczas jazdy, wciąż sceptycznie podchodząc do tego co widziałem. Nie potrafię sobie wyobrazić, że po takim czołowym uderzeniu rower miał tylko/aż rozwalone koło. Mało tego amortyzator XCP Suntoura w zimówce, ma już pewnie ponad 7 lat i dawno swoje lata świetności ma za sobą. Dostałem do od kumpla po tym jak zmieniał na sztywniaka w swojej wyprawce. Przebieg nie jest może duży sztućca, ale tłumik i blokada nie działa. tym bardziej dziwne, że nadal się ugina "zauważalnie" i pracuje dość płynnie a po uderzeniu luzy są mniejsze niż w moim XCR po 2 latach jazdy.

Cuda cuda ogłaszają - jak to mówią świąteczne pieśni religijne;D

Radość swą z działającej, terenowej i od dziś - pancernej, zimówki, przełożyłem na jazdę. Po odebraniu więc przesyłek do Agnieszki, pojechałem jeszcze się przejechać. Zrobiłem rundkę po legionowskich ścieżkach rowerowych i poleciałem na skróty do Chotomowa. Wyskoczyłem koło budowanej szkoły skąd już Modlińska przez Jabłonną do LUKOIL`u na Modlińskiej. Tam dopompowałem sobie przednie koło. Zaczęło się robic ciemno, toteż wróciłem do domu i postanowiłem popełnić ten wpis. Wynik - zacny! Nie sądziłem, że te 13 tysięcy jeszcze realne.


Zdrowie.

rtg - nie moich płuc

Pisząc te epopeje o moich po-wypadkowych wyjazdach, nie wspominam wam o bólu. Towarzyszy mi on odkąd wsiadłem na siodełko po uderzeniu. Kostka nie boli, ale kciuk i bok - nadal dają dość mocno o sobie znać. Do najmniej przyjemnych należą jazdy terenowe i po lesie. Wtedy podskakuje na siodełku i czuje jakby mi ktoś kolce wbijał w prawy bok. Gdyby, nie to, że na RTG wyszło, że żebra mam całe, napisałbym, że mam wrażenie jakby mi się żebra w płuca wpijały.

Nie jest lekko - oj nie. Czego jednak nie robi się dla pasji, poza tym wrażenie odnoszę, że im więcej w domu siedziałem, tym bardziej bolało. Teraz boli tylko jak jadę po nierównościach, a chodzenie po mieszkaniu i nawet proste schylania się po coś z ziemi to czynności wykonalne.

Nie postępuje pewnie przykładowo i wedle zaleceń - powinienem odpoczywać, przykryty kołderką oglądać filmy na YT, ale nie umiem... co poradzić nosi mnie - może to te 9 stopni w grudniu tak na mnie działa? Kto wie?

Pozdrawiam serdecznie!




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Do Babci || 10.00km

Niedziela, 22 grudnia 2013 · Komcie(0)
Kategoria Pojeżdżawki

Wyjazd dziś typowo odwiedzinowy do babci i cioci. Odwiedziliśmy i pożyczyliśmy wszystkiego dobrego. Fajnie babcie odwiedzić, staruszka bardzo pozytywna i spędziłem z nią kawał swojego dzieciństwa. Okazja na rower też była a jeździ się coraz lepiej. Oddychania boli nadal z tą samą intensywnością ale nie poradzę na to nic;/

Policzyłem ja sobie swoje kilometerki i jest mała szansa, że może skoro wróciłem na "ulice" uda się te 13 zrobić. To tylko - Aż 17km dziennie;/ CO_DZIENNIE!!! No jutro mam kilka spraw na mieście do załatwienia, ale może pokuszę się również o jakiś wypad za miasto.

9 stopni - ta temperatura utrzymuje się do późnego wieczora. Na oknie dziś widziałem też najprawdziwszego KOMARA! Biedak troche skołowany był, ale usiadł na siatce od owadów i trochę tam sobie odpoczywał. Ruszał skrzydełkami, i igiełką i chyba był zaszokowany podobnie jak ja - że już musiał wstawać.

Nauka i doświadczenie pokazuje, że jak taka "zima" w grudniu - to w styczniu jeszcze dowali nam śniegiem... muszę zimówkę na koła postawić, bo szosówkę szkoda na taką pogodę, poza tym jak mokro to i syf się do mieszkania nosi;/




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Znów w siodełku - wiosna tej zimy? || 35.48km

Sobota, 21 grudnia 2013 · Komcie(1)
Kategoria Pojeżdżawki

No i moi mili wróciłem - wróciłem na siodełko! Nie mogąc w domu wysiedzieć i mając nawał spraw świątecznych do załatwienia, pojechałem dziś na rower. Obawiałem się strasznie tego wyjazdu, bo mój bok nadal mnie boli. Kostka ma się sporo lepiej a kciuk? Kciuka nie używam do pedałowania...


Pogoda była znośna, drogi tylko lekko wilgotne po wczorajszych opadach - wziąłem więc na wycieczkę Venitę. Początkowo jechałem bardzo ostrożnie, nasłuchiwałem czy mnie coś nie boli. O dziwo nie bolało, a w zasadzie - nie na tyle mocno, aby owa wycieczkę przerwać. Przy szybszym oddychaniu kuło w boku, więc jechałem asekuracyjnie, aby oddechu częstotliwości nie zwiększać.

Najpierw kurs do miasta z Agnieszką i potem pieszo po zakupy do Carefoura. Takie tam "uzupełnienia" przedświąteczne. Zawsze się bowiem okaże że czegoś tam brakuje do ciasta, zupy, śledzia czy czego tam jeszcze. Takie więć własnie głównie zakupy dziś robiłem.

W sklepach tłum, a carefoura szczególnie nienawidzę, bo tam zawsze bałagan, jakby dopiero zaczynali towar wykładać. Do tego te kasy i takie małe i ciasne, a taśmy do towaru krótkie. Stoi się tam jak w jakimś monopolowym a kolejki zawsze po pół sklepu. Dawno temu jak było tu Globi i inny zarząd, był porządek i lepiej to wyglądało, teraz wyraźnie podupadł wizerunek tego sklepu. Niestety na mieście jest najbliżej i najtańszy, więc skorzystałem, choć nie bez niechęci.

Po zakupach pojechałem na małą wycieczkę, by rozruszać kości i aby uciec od tego tłumu aut jaki napływał na Legionowskie ulice.

Standardowa wycieczka do Wieliszewa, techniczną i nawrót koło kościoła i powrót do Jabłonny. Odpoczałem i upajałem sie wyjazdem.

Druga wycieczka była po Agnieszkę - jak konczyła pracę.


Podsumowanie.

Generalnie jazda nie sprawia jakiegoś wielkiego dyskomfortu. Noga podczas pedałowania nawet mniej boli niż podczas chodzenia. Co do samego jeżdżenia, to gdyby tylko nasze ulice były idealnie gładkie, to by było cudnie. Największe bowiem "ał" i "ałć" powodowały nierówności na drodze. Najbardziej nadal boli bok choć i kciuk okazał się, utrudnieniem przy zmienianiu biegów a że to prawy kciuk, to zmiana biegów odbywała się lewą reką. Starałem się zmniejszyć do minimum potrzebę zmiany przełożeń, ale na szosie w mieście się nie da, bo szybko człowiek przyspiesza na ulicy, a ze świateł jak się zatrzyma nie da się z "blatu 52" ruszyć.

Niemniej jednak - przyjemnie się jechało a pogoda była wiosenna. Gdy wyszło słońce pod koniec dnia, czułem się jak w czasie marcowej wiosennej wycieczki!

Jeszcze z innej beczki - weźcie mi wyjaśnijcie, podczas wpisywania wpisów autmatycznie podstawia mi status "w redakcji" a pod spodem mam "ptaszek" na blogu - No to w końcu w redakcji czy na blogu. Zmieniać muszę status wpisu na opublikowany. Ciągle bo jak nie zmienię, to nie wyświetla się. Czy ja coś źle robię?




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Dochodzenie do siebie || 0.00km

Piątek, 20 grudnia 2013 · Komcie(1)

hej Ludzie. Jak pewnie pamiętacie, ostatnio miałem przykry wypadek. Nie miałem ochoty wcześniej nic pisać, bo i czułem sie do kitu i byłem jakiś taki nie w sosie. Troszkę jak chandra, że czeka mnie przerwa od rowerowania. Napiszę dziś co nieco o swoim stanie, bo pewnie ciekawi jesteście jak sprawy się mają.


W środę wstałem rano i miałem jechać do pracy. Nie rowerem - to oczywiste. Jak wstałem rano, było w miarę znośnie. Jeśli "znośnością" można nazwać zakwasy i ból na całym ciele a w zasadzie całej prawej części ciała. Szyja boli, kostka boli, kciuk i nadgarstek boli... rany miałem wrażenie jakbym jakiś iron man triatlon przebiegł bez przygotowania. Wstanie z łóżka było bardzo bolesne. Póki spałem, było ok, jednak później było gorzej. Do Warszawy zdołałem dojechać tylko do Starzyńskiego. W autobusie tłok a trzymanie się za rurkę prawą ręką sprawiało ból. Im dłużej jechałem tym bardziej źle się czułem. Najbardziej odczuwalny był ból klatki piersiowej. Podczas oddychania czułem piekący ból po prawej stronie żeber. Udało mi się z trudem upolować jakieś miejsce siedzące w busie, jednak nie spotkało to aprobaty kobiety, która wyraźnie chciała tam usiąść. Starałem się jej nie tłumaczyć, że miałem wypadek itd. Nie lubię tego, ale obrzuciła mnie takim wzrokiem jakbym był chamem. Ostentacyjnie westchnęła szukając wzrokowej aprobaty u ludzi nieopodal.

Siedziałem więc do końca i zdecydowałem się jechać z Żerania tramwajem a nie 509, licząc na miejsce siedzące. Niestety przesiadka do tramwaju nie pomogła, bolało przy oddychaniu bolało przy poruszaniu. Siedziałem przekrzywiony na lewy bok, bo siedzenie "klasyczne" dawało wrażenie jakbym prawą stroną żeber nabijał się na jakiś zaostrzony pręt.

Na Rondzie Starzyńskiego, jakaś ciężarówka ze śmieciami zatrzymała się na torowisku i nie mogła ruszyć stanęły tramwaje, wszystko stoi... no szlak by to, a mnie boli i boli;/ Poddałem się i gdy wreszcie kilkanaście minut później wszystko wróciło, ja przesiadłem się spowrotem i wróciłem do domu. Nie tyle może do domu, co do lekarza. Badanie - osłuchiwanie, opukiwanie. Doktor stwierdziła, że wg mniej palec kciuk wybity, ale kostka ok. Co do żeber to zlecila mi RTG, aby potwierdzić.

"Obie wiadomości pana nie pocieszą, - powiedziała - jak złamane to byłoby lepiej, szybko się zrosną i po kłopocie, jak zbicie to będzie bolało jeszcze ładnych kilka tygodni"

Pomaszerowałem więc krokiem, chybotliwym utykając na kostkę do Mediq`a. Tam koło RTG kolejka prawie 10 osób. Informacja pocztą pantoflową rozeszła się, że przerwę ma RTG, pół godziny. No to czekam... Boli jak pierun, nie ma gdzie usiąść wygodnie bo wszędzie ludzie, a do tego jeszcze muszę słuchać politykowania jakiegoś PIS-owca. Nakręcił się, bo spotkał kolegę kolo RTG. "Jedzie" do kumpla na wszystkie zło tego świata. Na brzozy wycinanie, na trotyle, na zamachy no i na te powodzie co to były Tuska winą. Na młodzież złą, na drogi złe na wszystko! I że za poprzedniej władzy to był porządek. Napierdzielał jełop, aż miałem ochotę mu zwrócić uwagę. Gdyby mógł to by Tuska i rząd winił, za to, że śnieg jest zimny a jego Matka już stara! Jak ja nienawidzę takiego moherowego politykowania. Najlepiej na forum gadać, bo co dodaje mu to animuszu? Jakaś babcia w bereciku tylko mu kiwała co siedizała obok czekając na RTG. To se delikwent poparcie znalazł.

Wyszedłem z korytarza bo mnie mierziło. Zająłem sobie kolejke i czekałem na górze. Na górze tłum, kłutnie o to kto w kolejsce do rejestracji był pierwszy i, że jest jedna wspólna kolejka itd... Nie wiem co gorsze. Wreszcie udało mi sie RTG doczekać. Wchodzę daje skierowanie a pani mówi do mnie, że mam iść na górę, bo nie mam zarejestrowanego RTG.

"jak to ? Mam skierownaie jest pieczątka itd..."

"Musi pan iśc do rejestracji i zarejestrować to badanie, bo musimy mieć pana w systemie"

Ide na górę czekam 15-20 minut w tej kolejce, co to: "jest jedna do wszystkich okienek". Stoje i co chwila za soba słyszę komentarz jakiejś baby:

"że to nie powinno być tak, że za mało osób obsługuje, że to nie do pomyślenia."

Wracam na dół z zarejestrowanym RTG, znów kolejka 10 osób, moja już minęła bo stałem "niepotrzebnie". oczywiście moje RTG trwało 3 sekundy bo wszedłem, miałem złe skierowanie i wyszedłem, ale nie wpuszczą mnie spowrotem ludzie, bo "pan teraz musi czekać na swoją kolej". No to tego już za wiele, wepchnalem się pomiędzy klientami i wszedłem. RTG zrobione, ale znów źle. Zarejestrowali mi RTG klatki piersiowej a nie prawego boku klatki piersiowej. No to mam iśc poprawnie zarejestrować, bo inaczej mi nie dadzą opisu poprawnego do tego od lekarza.

"O zgrozo, chcę tylko prześwietlenie płuc, czy nie mam żeber po wypadku złamanych - trzeci raz wchodzę do tego gabinetu, a pani mnie do recepcji odsyła - zlitujcie sie kobiety".

"No dobrze zrobimy panu to RTG, ale potem jak pan wyjdzie proszę iść i poprawić nam to na tej rejestracji bo pan opisu nie dostanie."

"Dobrze, to wy róbcie opis a ja pójdę przerejestrować to RTG"

"Ale opis dopiero po 19 do odbioru będzie"

Rozkładam ręce, robię sobie rtg i wychodzę, przerejestrowuje "świstek" donoszę go i zmęczony wracam do domu. Czuje sie fatalnie. Boli mnie bok, a do tego ból głowy i karku. Kciuk też boli jak ruszam a o swobodnym chodzeniu w sumie mogę zapomnieć. Niby kostka nie zwichnięta, ale pewnie też zbita. Lekarz mówiła, że jakbym miał jakieś obrzęki tej kostki, to mam jechać do niej to wtedy prześwietlimy też nogę. Na zaś nie ma potrzeby, skoro 24h po wypadku nic nie puchnie.


To wszystko działo się w środę dzień po wypadku. Dziś mamy piątek. Sytuacja jest lepsza, choć najbardziej upierdliwy ból żeber nie ustąpił. Wiem, już na pewno, że nie są połamane. Oznaczać to może jednak, to co mówiła lekarka, zbicie. A to leczy się długo i boleśnie. Znajomy mówił, że przy zbiciu żeber, gdy nie dochodzi do złamania, często jakieś mięśnie międzyżebrowe mogą być ponadrywane stąd pojawia się ból podczas oddychania i zanim się to do kupy pozbiera to jest - średnio fajnie. Chodzę ruszam się ale boli i to srogo... Kompletuje rower "od nowa" poszukuje obecnie koła 26 cali. Mam jakąś traume aby iść do piwnicy i obejrzeć rower... Boje się, że widelec i rama pójdą do śmieci;/ Strach zmierzyć sie z rzeczywistością.

.




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Do pracy 39 - Wypadek || 21.69km

Wtorek, 17 grudnia 2013 · Komcie(10)
Dziś rano jak wstałem, był przymrozek. Postanowiłem sobie dzień wczesniej, że tego ranka pojadę nie do Legionowa piaski, lecz do Michałowa Reginowa, stację wcześniej, aby nie czekać długo na pociąg.

Standardowo wyszło inaczej. W założeniu, że mam jechać stację "Wcześniejszą" wyszedłem "wcześniej" i byłem "wcześniej", mimo, że miałem "dalej" - co dało efekt ten sam - stałem, czekałem marzłem. I co mi to dało? Nic

W pracy nic ciekawego. Sporo roboty i w sumie dzień przeleciał jakoś. To co jednak po pracy się dziś działo zaskoczyło nawet mnie!

Wyszedłem z roboty jakoś tak za późno, w połowie trasy przypomniałem sobie, że pociągi pozmieniali i że teraz aby na niego zdażyć trzeba się troszkę pospieszyć. Przyspieszyłem więc i pognałem.

W okolicach namysłowskiej, jak zjeżdżałem z wiaduktu zobaczyłem, że światło robi się czerwone, postanowiłem więc zjechać na chodnik, aby pojechać dalej prosto. No i zjechałem... nie do końca tak jakbym tego chciał. W tym miejscu, jest rynkienka odprowadzająca wodę z ulicy do pobliskiej studzienki. Owa rynienka jest sfatygowana przez auta i jest idealnie przekrzywiona co sprawia, że najeżdżając na nią robię najad na pochylnie, nieomal równoległą do drogi. Nie wiem czy było coś na rynience, jednak pewnie i moja prędkość była za duża, bo przy zjechaniu z ulicy wpadłem w jakąś "nadsterowność" i jak wyprowadziłem rower to już nie udało się wymanewrować. Centralnie przywaliłem w śmietnik.

Wystrzeliłem przez kierownicę i poleciałem do przodu a rower za mną.

Najlepsze jest, że w szoku po wypadku. Po prostu wstałem "pokurwiłem" pod nosem, że rower skasowałem i otrzepałem się, a potem pomaszerowałem do pociągu targając rower za sobą. Musiałem nieźle wyglądać upierdzielony od błota z rozwalonym rowerem jak wsiadłem do składu.

Dopiero w domu zobaczyłem, że na twarzy też byłem umazany. Nie zwracałem uwagi, na to, że ludzie tak dziwnie się na mnie patrzą. Jakoś - wogle mi do głowy nie przyszło. Nawet konduktor sprawdzając bilety mnie ominął. Teraz dopiero skumałem czemu.


W tym miejscu zjechałem z ulicy na chodnik. Widać też smietnik...




Kółko chyba do śmieci poleci;/:(


Obręcz, która roztrzaskała się o coś... pewnie o jakiś rant śmietnika, czy jeszcze coś innego. Nie wiem.




Zębatka największa w korbie też oberwała.

Ogólnie czułem się sporo lepiej, jak niosłem rower do pociągu. teraz po powrocie do domu czuje, że cała prawa strona mnie boli. Kostka, nadgarstek, kciuk w prawej ręce i troszkę prawa strona rzeber. Macałem się, nic nie wydaje sie pęknięte, nic nie puchnie - niemniej jednak powoli zaczynam odczuwać efekty uderzenia.

Na oko ze 25km/h miałem jak w ten oes ze śmietnikiem wszedłem. Mniej więcej tak samo jakbym wpadł na auto wyjeżdżające z bocznej ulicy...
Szkoda roweru, bo koło skasowane, amor pewnie też pogięty. Mam nadzieje, że rama nie pękła.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew