Księgowy | strona 254 | Księgowy

Kropla codzienności to krok do wieczności... || 15.48km

Wtorek, 24 września 2013 · Komcie(6)
Kategoria Pojeżdżawki
No i dzień spędziłem na rowerowo - a co. Nie nie pojechałem na spotkanie w firmie rowerem (jeszcze nie - se se se), ale używałem roweru później.

Zacznę jednak od zaspokojenia waszej ciekawości sensacji. Zacznę pracę od 1 października. Wynagrodzenia swojego wam nie podam, abyście nie czuli się źle, że moja pensja jest tak wysoka a wasza tak niska. Trzeba dbać o morale czytelników nie?

Zanim jednak zacznę pracę, konsylium patologów musi pochylić się nad mym losem i mnie obejrzeć, cobym im trupa w torbie nie przyniósł do pracy i nie umarł od przewlekłego patrzenia na monitor. Toteż mnie jutro wysłali już na badania. W sumie to sam się wysłałem, bo sam umawiałem te wizyty, ale jak wiadomo dostanie się do lekarza wymaga wstawania tak wcześnie, że klękajcie narody. O 7:15 mam Okulistę... z zamkniętymi od niewyspania oczami to ja jednej linijki tego tekstu tam nie przeczytam...

Dobrze, że do wizyty u Laryngologa mam kilka godzin to sobie poćwiczę czytanie w Empiku. Polecacie jakieś nowe fajne książki? Coś trzeba robić przez ten czas zanim się wizyta zacznie.

Całość uczczenia mojej nowej pracy odbędzie się w Trzepowie k. pułtuska już w ten weekend. Info na prv dla zainteresowanych. Będzie dużo rowerzystów, dużo %% i mało spania. Tak wypoczęty na kacu i po weekendzie będę mógł atakować nowe miejsce pracy. :D

Nie wiem dokładnie co to za praca. Wiem, że przy kompie, wiem, że będe dzwonił i wklepywał dane do exela itd. I wiem, że będę miał identyfikator i robił PIIIIP. Czujecie ten prestiż? PIIIP!!! HA! Z czasem mi praca spowszednieje i będe narzekał na Pragę, dojazdy, a raczej powroty itd. Jednak będę miał okazje zbadać społeczeństwo o wczesnych godzinach porannych, gdy będę do SKM jechał rowerem.

Jaram się jak zakonnica świeczką, ale co ja poradzę, nowe nieznane - na razie bez podstaw do narzekania. No i coś jest w tym kieracie dojazdów do pracy. Taka pokora dojazdów codzienność i pewnego rodzaju smaczek miejskiego rowerzysty. Nie takiego z koszyczkiem! Takiego PIIIP :D

Wieczorem do Agi i do rodziców. Ojciec dostał ode mnie nawigację z bazą fotoradarów w PL. Będzie okazja przetestować jak będzie jechał w Lubelskie jesienią. Oby bezpiecznie się nią bawił.


A wy jak odbieracie swoje dojazdy do pracy? Podzielcie sie - czy zamienilibyście rower na busa albo auto? Czemu? Nie? Nie wiem?


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Miejsko wiejsko - swojsko. || 28.62km

Poniedziałek, 23 września 2013 · Komcie(4)
Kategoria Pojeżdżawki
Generalnie z misją z Agnieszką do pracy. Poranne pedałowanie po mieście to zjawisko codziennie niecodzienne. Dzisiejszą atrakcją dnia była pani na składaku wjeżdżająca na skrzyżowanie "na cykora". Tzn "ja jadę, wy się martwcie co ze mną zrobić!" Bez hamowania, bez sygnalizowania skrętu, z pełnymi koszyczkami jakiś pierdół z bazarku.

Dobrze, że facet jadący ulicą miał okleiny na drzwiach i prowadził szkoły jazdy - pewnie przewidywał takie zachowania ludzi na mieście. Ja jadąc autem pewnie spotkałbym ją na masce.

Wracałem przez miasto po ścieżkach rowerowych wzdłuż Jagielońskiej. Prace przy nowej nawierzchni ulicy już trwają a niebawem pewnie zaczną wylewać asfalt na drogach rowerowych po drugiej stronie ulicy. Ciekawe, czy drogi rowerowe będą oblegane. Wydaja się dość sensowne, choć co chwila zmuszają do wjazdu na ulicę. Nie zmienia to faktu, że ilość ścieżek rowerowych w mieście rośnie a to, że są asfaltowe to dodatkowy ich atut!

Dzień zakończony w dobrym nastroju - bo oddzwonili z jednej z firm. Jak dobrze pójdzie jutro podpiszę umowę o pracę. Zacznie się ranne wstawanie i rowerowanie do pracy. Czas pokaże co i jak! Jutro mam finalne spotkanie.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Do Trzepowa || 70.01km

Niedziela, 22 września 2013 · Komcie(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Do Trzepowa na rekonesans Żabiego Raju. Do wyprawki poślubnej zostało już niecałe 5 dni. Wyjechaliśmy po 10 i skierowaliśmy się na Dębę. Nie ukrywam, że nie jechało mi się dobrze. W mieście jakoś tak zimno, tłoczno a ja nie mogłem rytmu złapać do jazdy. Nie wiem czy to kwestia wczorajszego wieczornego pedałowania, ale totalnie nie czułem melodii.

Poprawiło mi się za Dębę, gdy w Stanisławowie kupiłem starą kajzerkę i pętko kiełbasy. Od tego miejsca było już tylko lepiej.
Pojechaliśmy sobie wioskami i mimo, czasem nie najlepszego asfaltu, jechało się fajnie. W jednym miejscu próba znalezienia fajnego skrótu skończyła się przełajem przez torfowiska. Asfalt unijny po prostu nagle się skończył i droga zamieniła się w "traktorową przez łąkę". Zrozumieliśmy wtedy pochodzenie nazwy lokalnej miejscowości Zabłocie.

Najpierw łąką, a potem im dalej tym bardziej podmokło. Było błotniście a nogi zapadały się w breję czarną. W głębi pośród drzew znajdujemy mosteczek nad rowem melioracyjnym. Skrót pewnie znany tylko lokalsom, bo z dala wcale nie przypominał ścieżki zdatnej do przejśćia.

Mostek wrasta już nieomal pomiedzy dwa drzewa.

Dalej szutrówką i dopiero po jakimś czasie na główną.

Ktoś kiedyś mówił, że szosy to tylko na asfalt? Hmm to chyba my z Agnieszką mamy przełajówki. Ja tak często jeżdżę szosa przez odcinki lasu, że chyba nawet już nie zwracam uwagi, że to "nie ten rower". Ok w piasku się zakopie, ale po szutrówce z drobna ilością korzeni da się rade jechać i to nie gorzej niż na trekingu z kolami 28 cali.

Do domu wróciliśmy już klasycznie przez Serock i w dół z górki w Zegrzu



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Moja żona - niezastąpiona || 42.63km

Sobota, 21 września 2013 · Komcie(6)
Wiecie co? Może i gadam banały, ale jazda z moją żoną na szosie to czysta frajda.

Wybraliśmy się dziś na pedałowanie we dwójkę. Próba zebrania ludzi okazała sie zbyt późna i summa summarum było nas tylko dwoje. Oczywiście pod arenę zajechaliśmy, aby zobaczyć, czy nikt nie przybył, ale po za Prezydentem Smogorzewskim nie spotkaliśmy nikogo wartego uwagi. Lubie tego kolesia - sympatyczny.


Wycieczka rowerowa odbyła się na przełomie zmroku i zachodzącego słońca. Pięknie pomarańczowo pożegnało nas słoneczko w okolicach Skrzeszewa a potem zaczął zapadać zmrok. Okazało się że baterie w lampce Agnieszki tylne - wysiadły. Zmuszeni byliśmy więc jechać jedno za drugim - ja miałem tylne mrygadełko a Aga przednie.

Jazda na szosie w peletonie jest ciężka, nie mam wyczucia chyba i zaufania jeszcze do tego roweru czy zdążę wyhamować i strasznie spięty jadę. Co nie zmienia faktu, że na wolniejszych odcinkach bez ruchu aut jechaliśmy obok siebie i gadaliśmy.

Fajnie się pedałowało - na Francy w życiu takich prędkości nie osiągałem:D Na gładkim asfalcie, z wysiłkiem ledwo zauważalnym rozmawiając z żoną mknęliśmy 25-27km/h... O ile sama prędkość nigdy mnie nie interesowała, to im jest wyższa tym więcej km w odcinku czasu. A to ma duży wpływ na długich dystansach. Za rok realnie spoglądam na 400 km/24! Musi się udać!!!

Przed nami jednak jesień i zima... a zima to czas mniejszych przebiegów.

Byle do Wiosny:P


[edit]

Dodaje kilometry z porannego jechania z Agnieszką do pracy i jej odbierania z niej. Nie chcę dodawać kolejnego wpisu, bo pojawiłby się po tym, czyli nie chronologicznie. Jeszcze na bs nie ma opcji ręcznego ustawiania chronologii wpisów z tego samego dnia.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Wieczornie po AGnieszkę || 10.00km

Piątek, 20 września 2013 · Komcie(0)
Wyjazd popołudniowo - wieczorny po Agnieszkę. Ostatnio chyba zacząłem doceniać te codzienne wizyty u Agnieszki. Nie bez echa są one bowiem w moim rocznym przebiegu. Statystyki pokazują wyraźnie rok w rok dodają one około 1000 km. Oczywiście, że nie wszystkie dodaje, nie każde zaznaczam, a czasem zaznaczam do tej kategorii wyjazdy dłuższe gdy rano jechałem po Agę, nie zmienia faktu jednak, że to regularny dystans, stanowiący bazę dość konkretną.

Śmiechowy a jednocześnie mega energetyczny kawałek;D

Kolejny rok przekraczam 10 tysięcy kilometrów, kolejny raz w sumie przychodzi mi to jakoś tak bez wysiłku. Naprawdę całkiem sympatyczne uczucie. A liczba 100 tysięcy coraz bliżej:D Się nazbierało tych kilometrów nie?


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Żółty hipopotam i latające żołędzie || 59.42km

Piątek, 20 września 2013 · Komcie(0)
Kategoria Na uczelnie
W końcu nadeszła chwila aby wyjechać do Warszawy. Nie padało i mimo, że poranek był cokolwiek rześki dało radę jakoś jechać. Najpierw jednak z Agnieszką do pracy. Tam chwila oddechu bo ręce mi zmarzły.

Po oszacowaniu na na jej kompie w pracy, że SKM teraz mają częstotliwość jak światła na obwodnicy, zdecydowałem się jechać rowerem do Warszawy. Czekanie 45 minut na kolejkę mi się nie opłacało. Do tego słońce wyszło i wiatr w plecy się zapowiadał - nie mogłem tego przepuścić.



Do Blue City dojechałem na zmianę marznąć i pocąc się. Do mostu Północnego wiatr w plecy, ale i dość chłodno. Termometr pokazywał 12 stopni a ja nie wiedziałem, czy już mi zimno, czy zaraz jeszcze nie? I tak jechałem...
Za mostem północnym po pokonaniu podjazdu na ścieżkę rowerową, zgrzałem się jak imbryk. Później jechałem już na granicy "za gorąco" i "parzy".

Na blue city wydzwaniam Hipka i następuje spotkanie na szczycie. On w krótkim żółtym t-shircie a ja w czerwonej kurtce jaką miałem na Islandii. Chwile gadamy a potem robię kurs do domu. Tym razem wybieram trasę dookoła przez Dźwigową i Powstańców Śląskich.

Do domu jadę pod wiatr i to całkiem spory. Prędkość więc nie zachwyca, choć podejrzewam, że na mtb bym tułał się jeszcze wolniej. Przez wiatr wiejący z dużą mocą, z drzew spadają żołędzie. Atakują mnie skubane jak pociski kilka nawet wpada mi w dziury w kasku i muszę stawać i je wyjmować. Groźniejsze są jednak dla kół i pieszych. Kilkukrotne najechanie na żołądź spowodowało jego wystrzałem w niekontrolowanym kierunku a trajektoria była w człowieka. Inny najechany nieomal mnie zsadził z roweru, bo przerzucił mi przednie koło o kilka cm w bok co troszkę mnie zachwiało a jechałem w wąskim chwycie przy mostku.

Jadąc przez Tarchomin już nie mam żołędziowych problemów. Tam zostaje tylko do pokonania wiatr. jedzie się marnie bo łańcuch się wysechł i trzeba mu smaru. Docieram jednak cały i zdrowy do miejsca zamieszkania.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Wizyta w Nowym Dworze. || 37.29km

Czwartek, 19 września 2013 · Komcie(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Wyjazd do Nowego Dworu Mazowieckiego - na szybko, na lekko na, raz-dwa-trzy.
Dziś wróciłem z kolejnej rozmowy - ta mi się podobała, i chciałbym dostać się do pracy tam, więc nie będę opisywał negatywnie rozmowy - bo po raz pierwszy od dawna miała ręce i nogi:D

Po powrocie z Warszawy gdy część moich kieszonkowych pochłonęły już bilety ZTM, pojechałem do NDM. Ot tak, na szosę, na popędzenie sobie i posłuchanie muzyki. Żeby pojechać. Odwiedziłem Kropkę (wtajemniczeni wiedzą) i wróciłem.

Do z wiatrem (57 minut) z z wiatrem 40 minut z dokrętką przez rondo na końcu Jabłonny.

Jednym słowem - szybko jak na szosie milordzie!


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Może garnuszek Państwu? || 11.00km

Środa, 18 września 2013 · Komcie(3)
Tyle tego CV nawysylałem ostatnio, że jak mnie na rozmowy zapraszają to tylko zawsze potwierdzam, że:
"tak składałemCV i Tak jestem zainteresowany". A niejednokrotnie albo nie mam pojęcia co to za firma, albo nie przypominam sobie składania tam aplikacji. Tak czy inaczej - poszedłem na rozmowę. Zostałem zaproszony na wizytację i spotkanie na dolnym Mokotowie na ulicy Olkuskiej.
Jak zwykle byłem wcześniej, bo tak już jest, że na rozmowy zawsze jestem za wcześnie. Nie żałowałem, bo stres lekki rozchodziłem, a stary Mokotów to klimatyczne miejsca, fajne kaminice itd.

Przed wejściem spotykam kilka osób. Zdziwiony jestem bo wydawało mi się, że rozmowa miała być z panem XXX. Pytam nieśmiało, czy oni też na rozmowę. Tak - potwierdzają. Do tego wypełniają jakieś testy a co jakiś czas z sali wygląda dziewczyna. W sali jakaż wrzawa. Jakby jakiś wykład był.
Orientuje się, że za drzwiami przy kilku biurkach równolegle dosłownie jedno obok drugiego rekrutowane są kolejne osoby. W sumie na sali jest 5 osób na korytarzu 3 a kolejne dochodzą.

Dostaje wreszcie i ja test/ankietę. Standardowe pytania:
Imie, Nazwisko itd... a na końcu:
Podaj co-najmniej 3 osoby godne polecenia (imię nazwisko nr telefonu).
eee co proszę?
W czasie gdy ja brnę przez ankietę jakiś chłopak ostentacyjnie opuszcza rozmowę o pracę oddając test wspomina coś o łamaniu prawa i naciągactwie...

Wreszcie wchodzę.

Rozmowę prowadzi dziewczyna bo pan XXX nie może ma kogoś (Pan XXX siedzi obok) a wiadomo czas to pieniądz, wiec lecą taśmowo. Na biurku obok pani leży - na oko 50 formularzy ankiet jak nie lepiej. Na biurkach innych tak samo

Pani młodziutka, dobrze wyszkolona w sprzedaży sprzedaje mi produkt jakim jest super praca w branży sprzedaży ganrków 3ciej generacji.
"jesteśmy konkurencją nawet dla Zeptera!!"dodaje z nutką tajemniczości.


No i wróciłem po rozmowie;P potem jakoś tam te kilometry nazbierałem chyba jak po Agę jechałem. Generalnie to jest fajnie - jak mawia Q-ba;D


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Masówka rowerówka to zgromadzeń jest wymówka... || 10.47km

Wtorek, 17 września 2013 · Komcie(9)
Nadrabiam wpis za wczoraj. Bo wczoraj jak domyślacie się nie było czasu na pisanie. Jako, że pogoda i warunki nie są powalające toteż napisze coś dzisiaj bardzo kontrowersyjnego.
A co - ostatnio podjęła się dyskusja na moim blogu kto i w jakiej ilości blokuje pas drogowy. Rozwiązaniem problemu tej dyskusji jest odpowiedź: masa krytyczna. Oni blokują najbardziej ze wszystkich.
A teraz coś o historii masy i księgowym.

Kiedy zaczynałem przygodę z rowerem i odkryłem masę krytyczną, byłem podekscytowany. Jak to fajnie - walka o ścieżki rowerowe, walka o przestrzeń dla rowerów na ulicach. Jeździłem na masę do Warszawy nie regularnie aczkolwiek bardzo chętnie. Czasem nawet masa była w Legionowie. To było coś - dużo rowerów, kierowcy wściekli - czadziocha! Ja im pokażę - zobaczcie ile nas jest, policja nas osłania, możecie nam naskoczyć!!! I co kto jest cwaniak? Czułem się jak manifestant pośród rodziny, dookoła swoi ludzie, wszyscy mamy jeden cel.

Skoro więc wszystko było takie fajne - co się zmieniło?
No w sumie to zaczęło się od dojazdów na uczelnie. Odkryłem tajemnicę! Masa krytyczna poza tym, że blokowała miasto nie wiele wnosiła do sytuacji na drodze. Mało kiedy petycje były, mało kiedy poza zwykłymi hasłami prowadzących szło coś więcej od tłumu. Od organizatorów owszem wędrowały pisma itd. I tu zrozumiałem, że walka o lepsze rowerowe drogi to nie stawanie w grupie tysiąca bezimiennych rowerów na happeningu, tylko pisanie pism. Zgłaszanie poprawek do projektów, to aktywne uczestnictwo w procesie administracyjnym.
Samo to, że pogwizdam i potupie i podniosę rower do góry, ku uciesze innych nie sprawi, że będzie nas więcej. A hasło - "pokażmy się na drogach, jesteśmy pełnoprawnymi uczestnikami ruchu drogowego" przekułem w zwykłą jazdę po mieście. Z czasem nie mogłem zrozumieć bezsensowności tego zgromadzenia. Samo to , że to happening rowerowy - jest świetną sprawą, tylko nie rozumiem zacietrzewienia organizatorów, aby było to w piątek po pracy ludzi.

W sobotę, byłoby więcej uczestników, więcej rodzin z dziećmi. W sobotę np o dziesiątej czy jedenastej, happpening by zgromadził naprawdę tłumy w słoneczny dzień czerwca czy lipca.

Niestety organizatorzy uparli się, aby psuć kierowcom krew, robić korki w mieście i pokazywać swoją obecność w dość mało fajny sposób. Argument, przecież to wszyscy robią za granicą - do mnie nie przemawia. Przecież i tak rowery są na ulicach i to tylko zaakcentowanie naszej obecności! - znów strzał w płot. To jak z ludźmi, są na świecie chodzą i co? Walcząc o prawa pieszych mają łazić środkiem po każdym przejściu dla pieszych blokować 30 skrzyżowań w mieście?

Jest piątek, ludzie chcą wyjechać do domu, na weekend po pracy zmęczeni i co? Rowerzyści. Mało tego rowerzyści niejednokrtonie totalnie nie kumający sprawy. Pomijam aspekt kasków czy kamizelek bo to sam jeszcze nie zawsze stosuje, ale jak wytłumaczyć sytuację, że w tłumie popisują się jakieś 14 latki na tylnym kole? Że są "ganianki" w tłumie, ludzie nie mają lampek itp. Pokazujemy rowerzystów tacy jacy są. W tłumie każdy czuje się dobrze. Każdy jest "koleś", każdy jest gość, ale te 14 latki na rowerach, na bmx itd wcale nie mają pojęcia o zasadach jazdy po mieście. Nie używają roweru do jazdy tylko do popisów. Czy to, że ich pojazdy nie mają hamulców - jest zgodne z przepisami?

Tak wiem, czepialstwo i pewnie brzmię jak jakiś opis z wydania faktu. Tylko, że jako dawny aktywny uczestnik tej masy wiem co tam się dzieje. Gdyby masa traktowana była jako happening, sobotni z rodzinami dziećmi, taka regularna parada rowerowa w eskorcie policji z muzyka itd - to nie ma problemu. Bawimy się, bo jest to cykliczne święto". Jeśli jednak spotykamy się aby protestować, zaznaczać swoja obecność - walczyć o dobre imię, i miejsce rowerów w ruchu drogowym to troszkę nie bardzo to wygląda.

I wiecie co? Efekty widać gołym okiem. Velturio na mieście ludzie nie wiedzący jak sięzachować na drodze. Wszyscy nagle wielcy miejscy rowerzyści, pewnie na masy jeżdżą a umiejetność jazdy w ruchu drogowym to nie jest zabawa dla tłumu. Ostatnio widziałem jak chłopak 14 lat wywalił ostrego kozła jadąć w centrum miasta na tylnym kole.

Masa - zgromadzenie - a nawyków umiejętnej jazdy w mieście już nikt nie uczy. od brzdąca można skuterami jeździć, na rower nie potrzeba karty rowerowej. Kurcze - nie uważam, że to obowiązek był dobry, ale wiecie co? każdy znał podstawy przepisów. Trzeba było sobie zrobić papierek, i pani pytała co to za znaki. W obecnej chwili naprawdę spory odsetek rowerzystów nie zna przepisów!

Czy masa nie mogłaby być weekendowym happeningiem? Gdzie byłoby miejsce na naukę przepisów, konkursy dla małolatów z odblaskami do wygrania? Slalomy między słupkami, mini egzamin z manewrów? Obok koncert z rikszy a jeszcze obok pokaz jazdy na tylnym kole, może jakieś miejsce dla BMX na pewno znalazło by sie również miejsce dla petycji pod nową ścieżkę rowerową? A np o 12 w sobotę wspólny przejazd ulicami? Czy takie zgromadzenie, nie pokazałoby zgromadzeń rowerowych w lepszym świetle? Wychowują uczą bawią? A nie tylko nakłaniają do krzyczenia "nam się należy?"

Czekam na wasze opinie w komentarzach. Pozdrawiam serdecznie!


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew