Do pracy 16 - Piękny poranek i teatralna zasłona codzienności.

Środa, 23 października 2013 · Komentarze(0)
Kategoria Do pracy!
Dziś do pracy poleciałem na skrzydłach. Poranek był ciepły, a mgły zniknęły zanim jeszcze z domu wyruszyłem. Dodatkowym atutem dzisiejszego porannego dojazdu była temperatura. Ubrałem ciepłe rękawiczki, ale szybko zrobiło mi się za gorąco. W pociągu pusto i przyjemnie. Nie było tłumów zasłaniających mi widok z okna, a wschodzące słońce na bezchmurnym czerwonym niebie sprawiło, że był to naprawdę przyjemy widok. Siedziałem jak w letargu wpatrując się w ten pejzaż i nawet sam nie wiem kiedy pociąg ruszył.

Jak jechałem później ze Wschodniej, słońce już było sporo wyżej. Czułem jakby to był wczesny kwiecień a nie późna jesień. Słońce wschodziło na czerwono wprost przed moimi oczami a wczesna pora sprawiała że jeszcze mnie nie oślepiało. Mimo, że było przed ósmą już nagrzało się do 14 stopni.


W pracy wynikło dziwnezamieszanie. Zmieniłem bowiem kanał na sprzedażowy i oczywiście źle zostało odebrane to przez współpracownice/koleżanki z którymi zostałem przyjęty do pracy. Zmieniłem "status", więc od razu pojawiła się pewnego rodzaju oschłość. Niby otwartej wrogości nie ma, ale dało się odczuć takie lekkie wyobcowania w temacie: my - stara gwardia, ty - nowy obcy po "awansie". Nie przejmuje się tym chyba za bardzo, jednak nie sądziłem, że takie zachowania spotykane są w firmach gdzie pracują dorośli ludzie. Okazało się, że się myliłem i jak widać takie epizody są na porządku dziennym.
Cała sytuacja mojego awansu jest dość dziwna, i w sumie nie wiem, czy mogę określać to nawet jako awans. Zostałem po prostu skierowany na czas próbny na inny kanał obsługi telefonicznej i ni mniej ni więcej, robię coś innego przez ten sam telefon.

Praca jaką wykonuje, jest trudniejsza, wymaga większej znajomości produktów, czasem spotykam się z trudnymi pytaniami klientów, muszę rozwiewać wątpliwości, odpowiadać na ich potrzeby i oczywiście - sprzedawać oferty jakie mamy w firmie. Jest to jednak sporo ciekawsze niż powtarzanie przez kilka godzin dziennie tej samej regułki.

Powrót rowerem tylko do pociągu. Mimo ładnej pogody nie pojechałem rowerem do domu bo z Agnieszką miałem zrobić zakupy. W pociągu znów pusto - o dziwo wracało się znów przyjemnie. Miasto w porze powrotów z pracy jest ciekawe. W powietrzu daje się wyczuć takie podenerwowanie i napięcie - każdy spieszy się do domu, spojrzenia są zmęczone, czasem zaspane a w większości mają w sobie taki kolor irytacji. Każda twarz zdaje się krzyczeć na głos:
"szybciej, no rusz się, ale ten pociąg się wlecze, no rusz tyłek z tych pasów, gdzie z tym rowerem...itp"

Wesoło i codziennie. Z jednej strony wydawałoby się, że nudno i szara codzienność dojazdów, z drugiej zaś w tej codzienności wiele ciekawych zachowań można zaobserwować. Zachęcam was do obserwacji i opisywania waszych spostrzeżeń z dojazdów do pracy na blogach. Ludzie w takim amoku poranków dojazdowych i powrotów totalnie zapominają, że nadal są widoczni. Wtedy właśnie zrzucają maskę dobrych pracowników, jakich grają później w pracy i w tej dojazdowej "bezosobowości" pokazują swoje prawdziwe oblicze, które potrafi być bardzo interesującym zjawiskiem!

Do pracy 15 - zmiany i nowości.

Wtorek, 22 października 2013 · Komentarze(0)
Kategoria Do pracy!
Rano pojechałem znów do pracy rowerem. Mimo, że z okna ledwo widziałem chodnik to zdecydowałem sie na przejazd przez zamglone ulice. Bylo strasznie ciemno i mrocznie. Woda wisiała w powietrzu. Zanim dojechałem na piaski bylem już obleczony w tysiące kropelek, które osiadały na wszystkim co miałem na sobie.

Z pośród mroku, nie dostrzegłem pociągu. O dziwo stał na innym torze koło tego samego peronu. Tylko zaraz - gdzie jest drugi pociąg? A może wsiadam w nie ten? Za późno! Powiesiłem rower zanim do końca przemyślałem sprawę, ludzie się schodzą a na ekranie jakoś nie pokazują co to za linia. Cześć ludzi tłumnie stoi na peronie i czeka. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że to w czym siedzę to S3, ale pewności nie mam. Jest zamieszanie, bo jakiś pociąg nie przyjechał i nie do końca wiadomo, czy to nie przyjechało S3 czy S9. Mgła nie ustępuje a ludzie są zdezorientowani. W końcu okazuje się, że to S9 nie przyjechał i cała masa stojących na stacji wbija się do pociągu.

Tym samym mamy w pociągu skład osobowy z standardowego s3 i dwus-kładowego s9 które postanoiwło zniknąć we mgle. Nie muszę mówić jak "bossko" się jechało. Ludzie na Legio głównym dobiło tak dużo, że musiałem rekami zapierać się o rower aby tabun ciał nie wyginał mi roweru na bok i aby nie scentrował mi kół.

Kolejne stacje łamały prawa fizyki. Nie sądziłem, że taka ilość osób zmieści się do tak zapchanego składu. Ostatnio takie dantejskie sceny widziałem kilka lat wstecz jak jeździłem pociągiem o 6:40, gdzie nie wszyscy wsiadali do składów;)

W pracy - dziwnie. Baza danych ciężka i cokolwiek było trudno z tym zrobić. Nikt nie odbierał telefonów, albo dodzwanialiśmy sie do nie tych firm jakie mieliśmy podane w systemie. Wesoło i zarazem irytująco.
Dziś mieliśmy także szkolenie BHP. Dopiero teraz szkolenie, bo jak zwykle nie było sali wolnej a do szkolenia trzeba było zebrać więcej osób, aby go co chwila nie robić dla nowych. Samo szkolenie fajne. Ja generalnie lubię słuchać o przepisach pracy oraz opowieści i historyjek z biura na zasadzie: jak to ktoś kiedyś miał wypadek w pracy podczas ..... i tu pada totalnie niedorzeczna (wydawałoby się) czynność.

Po szkoleniu - dostałem jako pierwszy awans. Na razie awans, polega na przełączeniu mnie z obdzwaniania bazy do kanału sprzedaży bezpośredniej, ale może pójdzie za tym coś więcej. Stres z rozmową i sprzedażą niesamowity, ale pamiętam jak pierwszy raz stresowałem się jak miałem wykonać telefon i zapytać ludzi o wysyłkę na kanale swoim własnym. Teraz obdzwanianie to "pestka" a sprzedaż wydaje się wyzwaniem.

Czy lubię nowe wyzwania? Chyba tak - bo jak czegoś nie spróbuje, to nie wiem czy mi to pasuje, czy nie i czy jestem w tym dobry. Wiadomo, nie zawsze idzie jak po maśle - dziś klienci w kilku miejscach zadali mi takie pytania o produkt, że na niejednym szkoleniu by mi tego nie powiedzieli. Nie zmienia to faktu, że gaduła jestem i jak z czasem poznam dobrze produkt to sprzedam im nawet zgniłe jabłko jako substytut dobrego koncentratu octu winnego:D

Tyle na dziś. Wczorajszy dzień opisze jak znajdę czas:( przepraszam was, ale ostatnio po prostu więcej czasu z żona spędzam, bo nie mam jej tak dużo gdy oboje pracujemy:P

Do pracy 14 - Poniedziałek

Poniedziałek, 21 października 2013 · Komentarze(0)
Kategoria Do pracy!
Nikt z nas nie lubi poniedziałków, no chyba, że są tu jakieś wyjątki to proszę się zgłaszać:D Chętnie poznam inne spojrzenie na ten trudny dzień tygodnia. niezależnie od upodobań innych nie zmienia to faktu, że po weekendzie zerwanie się o 5:15 nie było dla mnie łatwym zadaniem.

Ciemno ciemniej - i wcale nie przyjemniej. Z Lubościa wspominam te dni kiedy dojeżdżając do SKM (na początku października) już było widno. Teraz cała trasę jest ciemno a jak dojdą poranne mgły, nawet lekkie to już na choćby jaśniejszy odcinek nie mam co liczyć.

Zanim się obejrzę o 16 też będzie ciemno i będę nocnym (ciemnym) markiem rowerowym na ulicach.

Uspokoję was, że nie jestem nietoperzem i swój rozum i lampeczkę mrugającą posiadam.

Ludzie zapomnieli już o rowerzystach na ścieżkach i walą po nich jak po wielkim deptaku. Cóż normalka jesienno zimowa.

Tyle o poniedziałku - nie wiem co pisać bo to wpis zaległy i nadrabiam go z przyzwoitości i zwykłego blggerskieg obowiązku.

Przez Kampinosu Północne Tereny

Niedziela, 20 października 2013 · Komentarze(1)
Kategoria Pojeżdżawki
Jak sprawić aby wycieczka była inna od wszystkich? Jak znaleźć się od razu gdzieś gdzie bywa się rzadko? Proste - użyć pociągu! My z Agnieszką zaplanowaliśmy dziś własnie ten środek transportu jako element naszej wycieczki rowerowej. Skorzystaliśmy z tego, że ja mam Kartę miejską i że w kolejach mazowieckich rowery teraz cały rok są za darmo.

Z Legionowa SKM do Warszawy a tam sprawna przesiadka w szynowy pojazd do Sochaczewa, skąd ruszyliśmy na podbój terenów mi znanych dość dobrze a Agnieszce tylko troszkę.

Dojazd zapewnia nam pociąg kolei mazowieckich, komfortowy piętrowy ciągnięty przez lokomotywę hetman. W Sochaczewie jesteśmy wcześnie a na niebie nawet prześwituje słońce. Jedzie się przyjemnie a wiatr w plecy sprawia, że momentami jest nawet za gorąco. Na liczniku termometr wskazuje 18,5 stopnia.

Agnieszka chciała odwiedzić Żelazową Wolę - tą od Szopena. Wpadamy więc na miejsce i rozbijamy się o polską rzeczywistość. Muzeum i park jest, ale wejść można tylko bez rowerów. Rowery można zostawić przed muzeum, parkiem na stojaku o którym z przyzwoitości nie powiem nic. Kiedy od ochroniarza otrzymujemy właśnie informacje, że nie możemy z rowerami wejść, za bramą widać panią w płaszczyku na rowerze.

- a tamta pani czemu jedzie na rowerze? - zapytałem pana w czarnym surducie z napisem ochrona i wkazałem oddalający się obiekt.

- ta pani tu sprząta i jedzie na swoje miejsce pracy...

Nie potrzebowałem więcej informacji. Argumenty były miażdżące! Wzbudzając zagrożenie pośród liści - zdecydowanie nie mogliśmy wejść na teren parku chopinowskiego. Co innego pani sprzątaczka - jej liście się nie imają i piasek na alejkach jest bezpieczny pod jej fachowymi kołami konserwatorki powierzchni płaskich...

Wypasione oszklone wejście do muzeum... nie dla rowerów
Pojechaliśmy dalej zrezygnowani. Byliśmy troszkę niepocieszeni, bo mogliśmy odwiedzić muzeum kolejnictwa w Sochaczewie zamiast jechać do Zardzewiałej Woli Chopina... przypomina mi się sytuacja z ogrodu botanicznego w Powsinie. Tam było totalnie inaczej. Tam od pani co bilety sprzedawała, dostaliśmy nawet zapinkę z kluczykiem (akurat swojej nie zabraliśmy a również obowiązywał zakaz wprowadzania rowerów), które wydawane były ludziom chcącym przypiąć rowery do stojaka wewnątrz ogrodu.

Z Żelazowej Woli przez wioski przemknęliśmy to WIlczych Tulowskich, gdzie znajdowała się urokliwa stacja wąskotorówki.




kolejki na postumencie w Sochaczewie.


Kolejka służyła dawniej do wywozu drewna z Kampinosu. Na zdjęciu widać jak natura obecnie szybko zabiera co swoje na nieuczęszczanym odcinku w Kanpinowskim Parku Narodowym.


Zwrotnice i mijanka nadal działają na tej stacji. latem z Sochaczewa dojeżdża tu kolejka turystyczna. Super pomysł!!!


Biedronka czeka na swój pociąg na wiosnę siedząc na jednej zwrotnic.


Nasze rowery czekają na nas. Zdjęcie w kierunku - nieczynnego odcinka wgłąb Kampinosu.




Ze Stacyjki, po zjedzeniu kilku słodkości, ruszamy na tranzytowy odcinek północnymi obrzeżami Kampinosu. Nie obywa się jednak bez postoi. Pierwszy robimy sobie w miejscowości Secymin Polski.


kościół Matki Bożej opiekunki przyrody.

Dalej wybieramy trasę bliższą Kampinosowi. Wioski urokliwe, droga mniej uczęszczana a i asfalt o wiele lepszy. Jedziemy więc sprawnie sporo ponad 23km/h a wiatr hula i rozwiewa nam włosy. Jechało się mi średnio i im dłużej tak lecieliśmy, tym frajda z jazdy była mniejsza. Zachmurzyło się i jakoś tak przelotowo ciężko na głowie zrobiło. Trzeba było się zatrzymać na kanapkę.




Liści na drzewie próżno już szukać. Tylko jemioła


Prawda, że podobni? Oboje tak samo rowerowo zakręceni.


W lesie już zapanowała jesień na dobre... a niedawno jeszcze czuć było lato w powietrzu. Odchodzące, ale zawsze to lato - a teraz jesień...


Nie dla wszystkich ten rok był życzliwy...;D

Wycieczkę kończymy super tranzytem dość dynamicznym z Nowego Dworu Mazowieckiego do Jabłonny. Szybko i bez "ochów" jednak zdaęłm sobie sprawę, że czuje zmęczenie. Jesień, koniec sezonu, czuje się mniej siły. Ciekawe jak to będzie za rok czy będę miał energię na 200tki i 300tki... teraz praca dojazdy, kiedy znaleźć czas na takie szaleństwa:( ech.

Wycieczka udana, choć pod koniec dość pochmurno się zrobiło.

Jesienna pętla z Agnieszką

Sobota, 19 października 2013 · Komentarze(1)
Jesienna wycieczka z żoną po okolicy. Wzięliśmy szosówki i pojechaliśmy je troszkę sponiewierać. Czemu sponiewierać? tego dnia bowiem, nie unikaliśmy szutrów i piasków. Niech zdjęcia opowiedzą krótką historię:D











Po Agnieszkę do pracy - po pracy:D

Sobota, 19 października 2013 · Komentarze(2)
Rano padało więc pojechałem ZTM`em. Niby nie padało mocno, ale tu kwestia była tego rodzaju, że ja najzwyczajniej nie mam przedniego błotnika. Zbieram sie z jego montowaniem już spory czas i tak montuje, że nie moge zamontować:P

Po powrocie z pracy wsiadłem na rower i pognaęłm po Agę rowerem. Wieczorem tylko delikatnie pokapywało, więc zdecydowałem sie na szosę. Bajka z lekkością jazdy na niej!!!

Jazda oczywiście nie bez incydentów. Pan na parkingu kauflandu sobie jechał przed nami potem dał wsteczny i wio w tył. Zamierzał się zaparkować. Wielce oburzony i zdziwiony był, że mamy coś przeciwko. Do kontaktu nie doszło, ale szczerość rozmówcy była przejmująca:
- a pan myśli, że to tak z tyłu wszystko widać?
- a to zwalnia pana z obowiązku zachowania ostrożności!? Prawie pan we mnie wjechał!

Całą sytuacje wsparł kolejny kierowca jadący z przeciwka. Zatrzymał się i uchyla szybę po czym rzecze do mnie.
- a pan tym rowerem zamiast ustąpić to się tylko kłóci!

Jakie to prozaicznie proste - po co przepisy wystarczy prawo dżungli - większy ma pierwszeństwo:D Zapomniałem.

Ech jesień idzie - zapominam, że kierowcy zapominają, że my wciąż jesteśmy na ulicach!

Do pracy 13 - Odpracowuje

Sobota, 19 października 2013 · Komentarze(2)
Kategoria Do pracy!
Z dnia na dzień na co dzień me życie wciąż gna
a co to, a co to, a co to mi da?
To kasa to kasa to kasy jest smak.
tej kasy na części, wycieczki mi brak.

Wiem, że kes nie lubi moich wierszyków, więc to będzie tylko wierszowa inwokacja do mojego wpisu. Nawiązuje ona to tego, że po całym tygodniu pracy czasem ciężko mi odgrzebać w pamięci kolejne dni i co po kolei robiłem. Schemat ten sam:
- pobudka
- drzemka budzikowa
- drzemka nr 2...
- o fuck - już trzeba NA SERIO wstawać
- krzątanie się, ziewanie ubieranie
- zimna mglista trasa na oś piaski
- SKM...

i mógłbym tak w punktach wymienić 30 kolejnych czynności jakie wykonuje tak samo każdego dnia. Czasem gdy wracam wieczorem, nie mam już sił aby cokolwiek napisać. Nie do pomyślenia było to jak byłem bezrobotnym a teraz? Cóż proza życia codziennego.

Codzienność - czy ona nie zabija nam przyjemności z życia z jazdy rowerem? Czy w codziennych powtarzanych czynnościach da radę jeszcze odnaleźć coś co naprawdę nam sprawia radość? O tym będzie troszkę więcej w dzisiejszym wpisie.

Ostatnio na forum podroży rowerowych znalazłem temat w którym kolega zawarł pytanie "Jazda w nocy - kręci? Nie-kręci? Dlaczego?". Czy moje poranne wstawanie gdy świt jeszcze nie zdobył panowania nad okolicą, można nazwać jazdą nocą? Jest w tym coś bardzo zbliżonego.
Jadąc rano na os. Piaski czuje się taką podniosłość tej pory. W tym październikowo - listopadowym okresie godzina 6:15 to moment, kiedy noc jeszcze króluje w najlepsze. Na policzkach czuje się chłód, wilgoć i zapach. Specyficzny zapach. Jest on zgoła inny od tego wieczornego przepełnionego dymem. Poranek pachnie w przeróżny sposób. To zapach zmokniętego od rosy metalu, zapach wilgoci, woń przymrozku i wreszcie zapach ulubiony przeze mnie. Zapach chleba i rozwożonego z piekarni pieczywa.

Te wszystkie wonie okraszone są ciszą... ma się wrażenie, że świat dookoła ktoś zatrzymał, że jestem jedną cząstką poruszającą się w tym ekosystemie. Tylko ja i szum moich kół. Każda kolejna minuta odbiera mi jednak tę przenikliwą ciszę. Z każdą chwilą coraz więcej aut i kroków słychać dookoła. Gdy docieram do pociągu na ostatniej prostej, jadąc ulicą Piaskową, podążam już w szarym milczącym korowodzie ciemnych płaszczy i spuszczonych głów. Stukot obcasów odbija się echem od wilgoci sosen. Jakbym zamknął oczy poczułbym się pewnie jak na wybrukowanej ulicy w średniowiecznym mieście, gdzie konie stukały kopytami.

Dopiero rozświetlona na diodowo SKM wybudza mnie z letargu podniosłości chwili poranka. Wkraczam w świat nowoczesności, automatów drzwiowych, i pisków ostrzegawczych przy ich zamykaniu. Siadam i jestem już - elementem w wielkiej maszynie codzienności.

Codzienność przynosi nam znużenie, ale przy odrobinie wyobraźni można poczuć wyniosłość momentów, które przez ogrom obowiązków przemykają nam koło nosa. Zimne jesienne poranki, mogą być zimne i nudne do szpiku kości, ale mogą być też czymś fajnym. Z perspektywy czasu chyba jestem w stanie je zaakceptować... ba nawet pokuszę się o szczyptę sympatii do nich;D

Do pracy 12 - Coraz bliżej święta...

Środa, 16 października 2013 · Komentarze(1)
Kategoria Do pracy!
Dziś dzień był z przygodami. Zaczęło się od rana. Mgła jaka spowiła Jabłonnę uniemożliwiała jazdę przez las. Zresztą od dawna rozważałem opcje jechania rowerem nie lasem tylko obwodnicą. Do Legionowa bowiem o 6 z minutami jedzie bardzo znikoma ilość aut, więc jest opcja przeskoczyć szybko bez kolidowania z innymi.

Na SKm docieram przed czasem siadam sobie w pociągu i czekam. Pociąg rusza i jedzie. Zajeżdża na Legionowo główne a potem znów rusza i minąwszy wiadukt w Legionowie - staje... Przez pół godziny nikt nie informuje co się dzieje a kondukotrzy latają do na początek to na koniec składu. Wreszcie po dość agresywnej interwencji jakiegoś człowieka drzwi się udaje otworzyć i ludzie tabunami skaczą z pociągu.

Samo to, że wyszli z SKM nie było takie złe, bo zaraz obok jest przy torach dróżka i można iść nią do peronów i przejścia podziemnego, ale ludzie zamiast iść bokiem - walili torami i miedzy torami a mgła była spora. Jakby jechał rozpędzony pospieszny nie sądzę, aby widział tą grupę osób całą "ławą" idących. Paradoks jeszcze większy, że ludzie po dojściu do peronów nie byli wstanie wejść na nie. Chodzi tu głównie o kobiety które próbowały w kilku miejscach wejść na peron bez rezultatu. Nie wyobrażam sobie co by było gdyby dość częste pociągi w tym okresie ( była 7:30) jechały przy jednym z peronów... Bezmyślność nie zna granic.

Gdy przepuściłem 2 kolejne zapchane do granic pociągi udało mi się w końcu wejść do składu o 8:05. Było tłoczno i 4 rowery, ale jakoś pojechałem do pracy.

Po pracy znów z Kesem, tym razem lekko spóźniony, bo zatrzymał mnie przejazd kolejowy na trasie - jakieś opóźnione pociągu musiały z Wileńskiego jeździć, bo korek przed przejazdem był dość sporawy. Przed rogatkami stał też inny rowerzysta. Rower na wypasie ubranie na wypasie, ale jak ruszał z przed świateł to tak się wlókł, że musiałem go wyprzedzić. Niby ja też do super szybkich nie należę ale 14km/h jechać to jakoś tego dnia nie miałem chęci. O dziwo podczas wyprzedzania kolega przyspieszył jakby zaskoczony, że ktoś może jechać szybciej. Rower bowiem miał z tarczówkami i na kołach 29 er... wydawał się super pro a okazał się być turbo-slimakiem :D

Z Kesem jechało się przyjemnie, choć tego dnia wyraźnie zostawałem z tyłu. Mimo że wyprzedziałem turbo-slimaka to prędkości po 25km/h kosztowały sporo więcej energii a im bliżej domu tym gorzej mi sie jechało. Strasznie zgłodniałem i czułem to aż nazbyt dobrze w nogach... Po prostu jechałem na oparach. Motywacja szybszego pedałowania była w postaci kolegi, wiec przykładałem się ile mogłem - dzięki Kes!

W domu szybka przekąska i kurs na piaski, bo zapomniałem, że mam odwiedzić rodziców i odebrać miód. Pojechałem więc na drugi koniec miasta i zjadłem obiad. Chwilę porozmawialiśmy i z osiedla udałem się po Agnieszkę a razem już wspólnie przez Jabłonną do domu dotarliśmy.

Dzień dystansowo dość spory - ale i z przygodami. CO będzie jutro?


Hmm zobaczymy! Na razie za oknem nad ulicami rozlewa się mgła z pól! Od samego patrzenia przeszywają mnie dreszcze... jest mrok... jakby zbliżała sie ostatnia noc świata.


Nice song....

Dobrej nocy!

Do pracy 11 - Powrót z Kesem

Wtorek, 15 października 2013 · Komentarze(3)
Kategoria Do pracy!
Dzień kolejny do pracy z rowerem. To znaczy nie do pracy w sensie dosłownym. Rower marzł cały dzień na dworze, jednak chodzi o to co zawsze - dojazdówkę. Dziś rano było zimniej niż wczoraj. Ten chłód jakoś tak mnie przenikał, że dopiero siedząc w SKM się ogrzałem.

Z pracy wracałem z Kesem. Umówiliśmy się przy Odrowąża i pojechaliśmy przez Brudno - faktycznie jazda przez te rejony jest dużo lepsza, mniej się człowiek przejściami dla pieszych i krawężnikami tłucze. Być może tą nową trasą będę jeździł, jak się uda powrotów z Kesem będzie więcej!

No i masa kilometrów!!! Całe tony!!!! (kilo-tony)