Ostry mróz

Czwartek, 20 grudnia 2012 · Komentarze(0)
Wieczorny wypad po Agnieszkę okazał się wyzwaniem. Już pomijam, że miałem na bagazniku wieniec bo odwiedziliśmy dziadzia grób, ale mróz -14 stopni za oknem zdecydowanie kłóciły się z prognozami Wilka, który mówił, że ma przed świętami ma iść odwilż.

No i pojechałem nowy napęd działa dobrze, ale muszę poprawić przednie koło, po upuszczeniu ciśnienia wentyl jest pod ostrym kątem. Nie wiem skąd jego "zboczenie" ale zobaczyłem to dopiero dziś jak chciałem pompować koło.

Tak więc z przodu nadal niskie ciśnienie. A z tylu powiedzmy sobie "zwyczajnie". Pisząc posta kończę butelkę Dorato w imię radnosnego tytułu magistra.

Mało kiedy pijemy alkohol sami w domu, ale dziś mnie naszło i jest szampan w domu. Aga to raczej mało pijąca, więc zwyciężam butelkę nieomal samotnie a jednoczesnie biorę udział w skomplikowanym dekorowaniu pierników lukrem. I wiecie co? Nieźle mi idzie! ze 20 już udekorowałem, tylko dno w butelce już tylko zostało!

Pozdrawiam radośnie lud uczący się i rowerujący. Niech wam się wiedzie!

Nowy napęd śnieżnika

Czwartek, 20 grudnia 2012 · Komentarze(2)
Nie mogłem znieść jak mi skakał ten łańcuch, jak walił i dudnił, na pierwszym biegu dało rade jechać a reszta, 2 i 3 to nawet na pedały nacisnąć nie byłem w stanie.

Podjąłem kroki, bądź co bądź RADYKALNE.

Ze starego supermarketowego roweru, który stał od dawna w piwnicy pobrałem napęd. Rower miał swoje lepsze i gorsze chwile, kiedy to moja mama "łapała fazę" na rower i... kończyło się tylko na: "napompuj mi koła bo w weekend pojadę z tobą na rower. Potem zawsze było coś.

Troszkę mi zajęła przekładka napędu, ale nowy ściągacz do kobr sprawdza się doskonale!

No i pozbawiłem rowerek koła tylnego i korby oraz łańcucha. Ha teraz Accencik śmiga! A dawca, cóż...:)

ZOSTAŁEM MAGISTRĘ

Środa, 19 grudnia 2012 · Komentarze(8)
Dzień w którym zatrzymała sie ziemia, dzień w którym zostałem magistrem, lub po prostu 19 grudnia dwa tysiące dwunastego roku. Nie zmienia to faktu, że to dziś.


tak wyglądałem przed obroną.


a tak po...

Widać, że odeszły mi stresy:) HA.
Teraz tylko dożyć do 65 roku życia i emeryturka!


Głowa mnie boli a nie piłem... może dlatego?

Wieczorny Kaufland

Wtorek, 18 grudnia 2012 · Komentarze(1)
Po zakupki rowerkiem po snieżeczku... uczenie się do obrony nie idzie mi za dobrze nie chce do głowy wchodzić. To pojechałem choć do kauflandu po sos pomidorowy.
Kurier wieczorem dowiózł ostatni prezent świąteczny.
Kurcze jak podliczamy wydatki wychodzą grube te święta;) No, ale jak ma być koniec świata to wiecie.

No i proszę ja was - pierdolnięcie!

Wtorek, 18 grudnia 2012 · Komentarze(4)
Dowaliło w nocy śniegu, że ho ho a jazda w 15 cm puchu to sama "frajda". Zrobiłem 10 km a czułem się jakbym ze 30 zrobił. Serducho waliło mi jak głupie jak jechałem na "jedynce" przez te zaspy. Chodniki nie odśnieżone ulice tylko główne... jednym słowem
pierdolnięcie i to zimowe z saltem w tył!


A jutro mam obronę. Kuźwa - stresik jest nie ma co...

W zapytaniu - Parostatkiem w piękny rejs!

Poniedziałek, 17 grudnia 2012 · Komentarze(7)
Kategoria Na uczelnie
Bo proszę ja was, ja się pytam! No pytam się ja!

W ostatnich dniach studenckiej chwały odliczam dni do obrony, a może do końca świata odliczać? W sumie fajnie pod koniec świata być magistrem nie? No to odliczam do MGR a nie końca świata.

Dziś pojechałem na Wuniwersytet Uarszawski w celu dowiedzenia się tego, czego nie wiedziałem. Wysiadlem z SKM i pojechałem, głupi bylem bo chciałem na Wróblenie sobie koła pod pompować.


Było zmniejszone ciśnienie w kołach, w efekcie tych szklanek z weekendu co to podlało lodem całe chodniki.
No i mnie wróblen w orła zrobił! Kompresor zamiast pompować popuszczał bo się chłopaczyna zalał i nie zrobiłem sobie dobrze....
Ba mało tego zrobiłem sobie zajebiście... w zprzodu opona 50%ciśnienia a tylny zwijak miał 1,5cm do obręczy.

Do stu tysięcy czerwonych wróbli! - zakląłem siarczyście! Musiałem jechać na kapciu. Może drutowana opona lepiej by sobie radziła z tkaim cisnieniem ale nie zwiak. CO jakiś czas dobijało mnie do obreczy a w dodatku bujało jak na jakimś okręcie.


"Płynąłem" więc sobie wzdłuż Bitwy Warszawskiej aż do samego Banacha - jak na jakimś pierdzielonym paro-statku. Przód się ugina tył sie ugina! No kufra-maź po co te fule wymyślają! Spuścicie sobie powietrze z opon będzie to samo!

Dowiedzianyradośnie (znów bujając się 10km/h) wróciłem tą samą drogą na pociąg odwiedzając po drodze wulkanizację. Wchodzę do biura, rower zostawiam na dworze i pytam czy mnie łaskawie nie dmuchną, bo mi Wróbel z kołą zrobił gniazdo! Facet, że tak tak - pan podjedzie do pierwszego garażu.

Drzwi się otwierają od garażu.

"O a pan jest rowerem!"
"Nie kuźwa rowerem tylko parostatkiem"


Dmuchali nadmuchali i pojechałem na pociąg.

PS. Szukam używanego napędu - Łancuch + kaseta/wolnobieg (najlepiej z całym kołem tylnym)

Przeciekam, Przemakam? Przepraszam co k-wa?

Niedziela, 16 grudnia 2012 · Komentarze(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Ty pogoda? Nie świruj pawiana z łaski swej, neandertalskiej, weź ty się ogarnij co?! No ja już nie mówię aby były tu hawaje no ale takich fochów to strzelać nie musisz!

O poranku dnia pewnego, którego to się stało, w kraju zapanował Argmagedon. Czy to koniec świata ma objawiać się tym, że utoniemy w kałużach i pochłoną nas niedrożne studzienki kanalizacji deszczowej? A domy nasz porwie fala roztopów i dzieci topić sie będą na chodnikach w błocie??


Pogoda ja cię nie chce straszyć, ale jak przyjdzie dzień, którego nie znasz, to skończy ci się takie świrowanie! I wypier... cie z tej roboty. No zlitujże się najpierw tłucze śniegiem jakby zaraz miał sam mikołaj z saniami i na reniferach zajechać, a potem woda wali z nieba, jakoby się jakiś pęcherz komu tam w górze rozregulował! Ty no mikołaja topić? No weź ty się pogoda ogarnij!


Na ulicach miasta - bo tam zmierzały dziś nasze koła - wody, kałuże, chlapa i paciaja... a chodniki? CzO-wie-ku nie ogarniesz taki basen! A na wieczór miał padać deszcz z lodem:D

Czujesz to? Taka faza! Czujesz ten układ?

Szklanka...

Sobota, 15 grudnia 2012 · Komentarze(1)
Jak 6 lat jeżdżę tak jeszcze nie widziałem takiej ślizgawki! Wychodzę po bułki i nogi jeżdżą. Patrze na chodnik - hmmm ledwo co wilgotny. No to spoko. Na rowerze już nie szło tak lekko. Przy ruszaniu rower się złożył a ja nawet nie wsiadłem na niego tylko zeskoczyłem na nogi. - to się liczy jako wywrotka? Nawet nie jechałem!

Po chodniku jazdę można porównać do próby jechania po rozlanym oleju na asfalcie. Niby "tylko mokro" a można jechać tylko na wprost. Ruszanie - to nic innego jak pokraczne 3km/h bo noga odpychająca nie odpycha nas a wręcz przeciwnie daje wrażenie ze zaraz się wywalimy.

Ogólnie ciekawe przeżycie. Opony dobrze się sprawdzają jakieś 50% przód i 70% tył ciśnienia i chodziły jak czołg. Tylna gumka to Geax Barro:



Ta przybiera funkcję gąsienicy czołgowej jak ma mało powietrza i nawet ruszenie z ślizgiem było trudne. Przy dynamicznej jeździe - zachowywała się ok, choć na takim lodzie jaki panował głównie na chodnikach - ciężko powiedzieć coś więcej dobrego.

Przednia to smart sam. Ta jednak ma słaby bieżnik

Smart sam zdecydowanie nie nadaje się na oponę kierunkową jak jest ślisko. Środkowa jodełka nawet jak było połowę ciśnienia dawała wrażenie "slicka" i wiozła gdzie chciała. Sama opona dobra na asfalt jak zima jak jesień ale na gołoledź dwóch takich bym nie założył na rower.

Co do opon z kolcami. Hmm nadal jestem sceptyczny, wiele osób używa i sobie chwali, jednak ich zastosowanie zimą jest tak sporadyczne, że chyba naprawdę się nie zdecyduję. Cena dwóch "kolców" sporo wyższa niż 4 najtańszych CST na grubym bieżniku. Zima jeżdżę dużo ale nadal nie czuje potrzeby zakupienia kolcowanych. I nie wiem czemu:)

Nie jestem PRO?

!!CEL OSIĄGNIĘTY!!

Piątek, 14 grudnia 2012 · Komentarze(4)
No i dzisiaj udało się dokręcić wczorajsze brakujące 3km:) Osiągnąłem cel zamierzony i mam:

13 tysięcy kilometrów.

To największy dotychczasowy dystans jaki udało mi się zrobić w życiu na rowerze. Już pomijam, że jestem (jeszcze) pół na pół studentem, że miałem sporo wolnego czasu itd. Po prostu jestem szczęśliwy, że się to udało i to pomimo tego, że wyprawa była dość krótka tylko 800 km osiągnąłem kolejny rekord roczny, który ciągle poprawiam!

A tak to się kształtowało od kilku lat:





W ten sposób niedawno również przekroczyłem
60 tysięcy kilometrów w siodełku
Wszystko to dzięki:
20 wyprawom kilkudniowym
w tym:
3 wyprawom zagranicznym do Szwecji, Włoch i Litwy.

Jeśli wziąć pod uwagę że rok ma średnio 365 dni wyszłoby, że dziennie pokonywałem.
28,km

Co powiecie na 13300? a może 13500?:P

W ciągu tych 6 lat

100km przekroczyłem . 150x
200km przekroczyłem 11x
300km przekroczyłem 3x

No i starczy tych statystyk.