Wyprawka dzień 2

Sobota, 3 listopada 2012 · Komentarze(0)
Kategoria Wyprawa
Była 7:03 gdy wstałem.

SMS do Cimana:

Jesteśmy na wyprawce do poniedziałku.
Właśnie wstajemy a dookoła tłum chrapie.



Organizm cały czas pracuje na starym zegarze. Ludzie jeszcze spali. Na dole nie byłem jako pierwszy. Herbata pierwsze senne rozmowy, potem zeszła Agnieszka lud się budził ze snu wyprawkowego. Pierwsze sprawozdania donoszą, że kierowniczka dotarła po północy, zaś ekipa wykruszyła się do końca z dyskusji, około 4 nad ranem.

Wyjechaliśmy na trasę, po meczu piłki nożnej, małym etapie wspinaczkowym w moim wykonaniu i po zjedzeniu śniadania przez kierownictwo.
Jazda do promu – terenowa, od promu różna. Troszkę nie mogliśmy się zgrać, nie było (był) prowadzący, ale każdy czekał na Magfę i w sumie kończyło się na tym, abyśmy sami decydowali jak jedziemy. Wreszcie poprowadziła nas Marysia we współudziale z Magfą.



Jazda typowp tranzytowa, szybka, dynamiczna ale momentami grupowa. Troszkę jak na etapowym wyścigu sakwiarskim. Tworzyły się grupki, były dyskusje, były – „siku-stopy”, więc osoby przemieszczały się w peletonie, co dawało okazje z każdym zamienić kilka słów.



Do noclegu nr 2 docieramy o 16:30. Zakupy w sklepie i… kolejka do łazienki. 25 osób w domu jednorodzinnym z dwoma łazienkami i 3 dzieci i kotem! Było zabawnie. Na dole i górze trwały zapisy kolejkowe i ustalenia kto za kim będzie się mył. Trzeba było uważać, również na miejsce do spania. Im wcześniej rozpakowałeś śpiwór tym lepsza miejscówka się natrafiła. Olo i Magda zarezerwowali łóżko, reszta na piętrze spała na podłodze. Na dole tez po kątach ludziska kimali. Marysia i wilcze stado nawet zabunkrowali się w przedsionku zaraz za wejściem

Po slajdowisku też w granicach 24 udaliśmy się na spoczynek.

Wyprawka dzień 1

Piątek, 2 listopada 2012 · Komentarze(0)
Kategoria Wyprawa
Dzień 1.

Wylądowaliśmy w Koninie. Pociąg skutecznie i bezpiecznie dowiózł nas tam około 13ej. Konin opuszczamy wielkim mostem nad doliną Warty. Agnieszka zdecydowała, że pojedziemy południowym brzegiem tej rzeki i zdecydowaliśmy się na trasę przez mniejsze miejscowości.

Niestety okazało się, że droga choć nie ma statusu ani wojewódzkiej, ani krajowej jest oblegana przez tabuny aut. W małych wiejskich ciasnych zakrętach mija nas cała masa samochodów. Kolejne kilometry to coraz większa frustracja. Wiatr w twarz, a za plecami tylko ziu… ziu… ziu… wreszcie za miejscowością Rzgów odbijamy na prawo i ruch się zmniejsza.


Tam, na trasie spotykamy Mikiego, który gania po okolicy łapiąc gminy i gminiska! Wspólnie udajemy się do Zagórowa gdzie idziemy na przed-wyprawkowe zakupy.

W chatce spotykamy już pierwszych wyprawkowiczów i ogarniamy miejsce noclegowe. Jest chłodno, przez ostatnie wahania temperatur w domku jest zimniej niż na zewnątrz. Szybko jednak ogień w kominku sprawia, że pomieszczenie wypełnia przyjemne ciepło. Gorąca atmosfera jest z nami odkąd na stole pojawia się piwo

Dyskusje, dysputy, opowieści śmiechy, żarty i cała masa różnych poruszanych tematów sprawiają, że czasem trudno nadążyć. Razem z Agnieszką uciekamy jednak około 11 godziny na piętro i nie wiedzieć kiedy zapadamy w sen.

Zniczo-mania - Czyli rowerowanie w trzech odsłonach!

Środa, 31 października 2012 · Komentarze(1)
Wycieczka przedwyprawkowa, pełna była kilometrów, załatwiania i pedałowania. Mozna ja niejako na 3 etapy podzielić i tak chyba ją opiszę, bo będzie mi łatwiej. Z góry przepraszam ortodoksyjnych BS-owiczów uważających, że łączenie wpisów to zło tak wielkiego kalibru, że już powinienem umierać w mękach:)

CZ 1.
Status: Zawieźć pracę MGR na uczelnie
Miałem jechać PKP(SKM) jednak tak się zbierałem, i tak leniłem, ze okazało się że pociąg ma być prawie za 1h i 9 minut po tym jak wyjdę z domu, więc pomyślałem, bez sensu jechać i czekać na peronie. Ruszę rowerem na zdobywanie Warszawy.
Pogoda była mizerna i poddałem się szybko a mianowicie już po przebrnięciu przez ścieżkę rowerową na moście północnym. Zamarznięty lód, puszczał soki i wynikło kilka problemów:
a) ślizgałem się jak cholera na slickach po ślisko-mokrym lodzie,
b) od rozpuszczonej wody nieodprowadzonej przez studzienki na ścieżce miałem mokre buty,
c)silny wiatr boczny na moście i szarówka nad głową do reszty mnie zdemotywowały.

Wskoczyłem więc żwawo do metra Młociny i wysiadłem na Polu mokotowskim. Oddałem pracę drzwiom (nie było promotora). Tak dokładnie, nie pomyliłem się! oddałem ją poprzez wsunięcie jej pod drzwi. To dość popularna metoda komunikacji na geologii za mojej tam bytności.
"jak mnie nie będzie pan wsunie pod drzwi" - zawsze się tak robiło. Po remoncie instytutu inżynierskiej geologii, trochę ciaśniej ościeżnica od spodu przylega, ale dałem radę!

Powrót do domu znów metrem i modlińską.

Cz 2
Status: Wiatr w plecy i zimny wieczór

Przepakowawszy się, i uzbrojony w 2 duże crosso (Aga miała 2 małe) udaliśmy sie rowerkami na północ. Po drodze mieliśmy do odwiedzenia cmentarz. Ech... czy tylko ja mam wrażenie, że to jeden wielki bazar? Cześć czci zmarłym OK, ale to święto dawno przestało przypominać czas skupienia. Dobrze, że duch chrześcijaństwa nie ginie w narodzie.

Walka o miejsce do parkowania, straganiarki sprzedające bukiecik kwiatków za 30zł a po negocjacji i za 20zł. Ludzie idący wprost na przeciw mnie ani myślący zejść na bok, bo przecież ulica przy cmentarzach nagle staje się chodnikiem i to ja mam ich omijać.
Nawet zatrzymany i nie poruszający się obiekt ludzki jest szturchany, popychany i pocierany przez mijających.

Dookoła piękna przestrzeń, miejsca na 10 ludzi ja stoję obok roweru i na uboczu aby nie tamować przejścia, ale oni zakręt ścinają jak Kubica że kurtką mnie ocierają i nawet ramieniem czasem. Bo tędy na parking idą. Czy naprawdę mnie nie widać, czy wyjść z cmentarza nie można nie obcierając się o mnie? A może chciał się przytulić jeden z drugim?

Po prostu w całym ferworze walki, w całym tym zniczo-maniackim pędzie, sami się nakręcamy, włącza nam się taki instynkt łowcy. Mamy misję, mamy cel brniemy do niego a niech ktoś stanie nam na drodze! Po chrześcijańsku rozpierd....

Po wizycie na grobie u dziadka, wreszcie w spokoju opuszczamy zatłoczoną nekropolię. Przeraża wiek ludzi jacy są wygrawerowani na grobach nowo powstałych. Marzeniem staje się dożycie do 80 lat. Średnio 55-60 takie liczby widnieją na nagrobkach.

Wiatr w plecy sprzyja pedałowaniu. Jest jeszcze widno, ale ruch na północ jest spory. Pedałujemy w skupieniu, ale kilku kierowców skutecznie przerywa naszą medytację. Szkoda słów...
Do celu docieramy po zmroku przy temperaturze 1,5 stopnia. Końcowy odcinek troszeczkę przechłodziło mnie więc 0.5 litrowy kubek herbaty z cytryną to coś czego mi trzeba!

Cz3.
Status: Pokażmy się publicznie

Był plan jakoby na cmentarz i msze cmentarna jechać rowerami. Jednak ogół przekonań starszych w naszym otoczeniu stłamsił pomysł takiego wystąpienia.
Za dużo ludzi, za dużo rodziny, za dużo oczu patrzących na nas i...

"jakbyście wyglądali tak na rowerowo!" No ale przecież na cmentarz idzie się 1szego nie na groby, ale zobaczyć kto przyszedł! Tu i ówdzie komentarze
"Zobacz Kryska z mężem, o ta to chyba to jego nowa żona..."
"nie no tej nie znam, tam kolo Kowalskiego (grób Kowalskiego) stoją, to musi być Boryna, jego matka - ale się zestarzała!....
"

Cmentarna rewia mody: W tym sezonie królowały jesionki i kozaki na obcasie. Na futra nie pozwoliła pogoda.
Na cmentarzu ponad 200 ludzi, każdy koło grobów się krząta, ksiądz z megafonów i głośników czyta kilkaset nazwisk, ciurkiem lecąc jak z karabinu, aby każdy kto jest na cmentarzu mógł usłyszeć, że to za niego się modlą! Gwarno ludzie gadają, a ksiądz to tło. Potem msza, zero zmian, ludzie chodza czasem ktoś odwazny odmawia "ojcze nas" razem z kapłanem.
Nagle lud pada na kolana - klękamy!
Zimna ziemia mokre liście... zapada cisza.
Komunia, robi sie zamieszanie, a przy grobach wrzawa, kto nie bierze ten wychodzi. I tak tłum idzie do księdza w drugi tłum ucieka z cmentarza "zaraz sie msza skończy" i te 150 aut trzeba będzie wyprowadzić z okolicznych pól, trawników i poboczy.



Ech święta wszystkich... świętych? Chwała tym co czczą zmarłych regularnie, a nie tylko na pokaz gdy wszyscy inni ich widzą.

Wyjazd zakończony obiadem i dojazdem do PKP w deszczu i bardzo silnym bocznym wietrze. Dmuchało wiało i nieomal przewracało. Jak na zakończenie moich zniżek studenckich to przejazd KM ze Studzianek miałem królewski, bo bez biletu;) Nie kwestia to była oszustwa, lecz konduktora. Widać było, że nie chce mu się takiej ilości ludzi pisać druczków, i chodził ile mógł kręcąc się po pociągu, że wysiadając w Legionowie byliśmy bogatsi o kilkanaście złotych. Aby nie gorszyć społeczności rowerowej - chęć zakupu zgłoszona została i wsiedliśmy pierwszymi drzwiami. Cóż prezent na 1 listopada zacny!

Do Ikei z Prezesem Crazy-Bike

Niedziela, 28 października 2012 · Komentarze(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Spotkanie na szczycie dziś miało miejsce. Wycieczka do Ikei po drobiazgi w towarzystwie prezesa firmy CRAZY BIKE.

Wyjazd spontaniczny i bardzo udany. Miałem okazje przetestować niedawno kupione spodnie( u Prezesa:D). Piotr przeprowadził nas po lasach w okolicach Targówka a później wspólnie udaliśmy się na zakupy do ikei i na hot-dogi za 2zł.


Wyjazd o tyle fajny, że udało mi sie dokręcić do 1000km w tym miesiącu. Kolejne ciekawe statystyki przedstawiam poniżej:)

Fajna się krzywa utworzyła.

Basen w śniegu...

Sobota, 27 października 2012 · Komentarze(5)
Będzie padać mówiły ludy i pradziady z meteorologicznych bastionów dnia poprzedniego. W sam raz aby wybrać się rowerem na basen 13 km od domu.

Rano jak jechałm to w sumie nawet nie padało a pogoda była, zwyczajna i nawet się do Agi śmiałem, że to z tym śniegiem to była ściema.
Agusia została w pracy a ja pojechałem ul Strużańską i im dalej tym ciekawiej było. Najpierw zaatakował mnie lód z nieba, jakby ktoś piaskiem w policzki sypał. I Później igiełki zastąpił snieg. Nie padało mocno, prawie wcale tyle co mozna było dojrzeć wirujące śnieżynki. Na przełomie 3km przywaliło!

Zaczęło nagle wiać, śniegiem a potem jeszcze mocniej i jeszcze. Zastanawiałem się czy zwiększa się siła wiatru czy to śnieg pada mocniej. Dojechałem lekko biały, ale na pływalni cieplutko to się wygrzałem!

Basen:

No tu jest postęp, o ile wcześniej ręce mnie bolały teraz po prostu wszedłem do wody i popłynąłem. Zatrzymałem się 75-78 basenów później.
Po 70-tce mi się rachuba rozjechała.
Style brałem przemiennie 1 x żabka, 1x kraul potem 2x żabka 1x kraul. Starałem się, aby więcej niż 2 baseny żabką nie płynąć.

Powrót z basenu to już armagedon. Parujące okulary totalnie mnie rozłożyły. Musiałem być nieźle nagrzany po pływaniu, bo nigdy mi się tak nie robiło zima na rowerze. DO tego wiało mi w twarz jak w wentylatorze, a śnieg oblepiał mnie całego.
Jechało mi się ciężko bo nie wiele widziałem...

W domu bawiłem sie dziś gimpem, pierwsze efekty zamieszczam poniżej:



Cudu nie ma ale to moje pierwsze obróbki graficzne. Odkrywam amerykę, choć te funkcje od dawna mają inne programy, ale jaka satysfakcja:_)

Niczym strzała...niczym grom!

Piątek, 26 października 2012 · Komentarze(0)
Kategoria Na uczelnie
Nie ma to jak wycieczka, kiedy słońce leje się na ciebie strumieniami.
Zalewa doznaniami i bodźcami,kręcąc pedałami poruszamy
sie po mieście ponad chodnikami taktowani listowia szelestem...


Odbyłem wycieczkę dziś do Warszawy w celu odebrania kolejnej sprawdzo-pokreślonej pracy przez promotora. Tak mnie gwizdło w zad żem pruł ul Modlińską, niczym jakiś popędliwy wariat na rowerze.

No rozpierała mnie energia - być może wiedząc, że muszę znów poprawiać coś w pracy, wolałem, spożytkować nadmiar energii na jazdę z hiper-wiatrem. Max na tym odcinku 52,95km/h i to nie za tiremm tylko ot tak SRU!



No jakby to powiedział mój idol z you-tuba "miota nim jak szatan".
Pracę odebrałem zwoje baty dostałem, znów cos dopisać, coś skreślić, to dobre a to w sumie nie wiadomo po co?

Wracałem do domu dookoła, jako to mam w zwyczaju gdy mnie promotorek nakręci.
Przez Mokotowskie Pole pojechałem sobie ul. Boboli, gdzie na ścieśće przy prawo-skręcie o milimetry minąłem się z samochodem który zahamował z piskiem. Miałem przejazd rowerowy a na pasach byli piesi. Biedni ludzie o takie same milimetry minąłem ich rowerem uciekając w panice przed znawcą manewrów.

Zrezygnowałem więc i przeskoczyłem sobie do równoległej Alei Niepodległości. Snułem się leniwie po chodnikach rozglądając i obserwując ludzi i jesień dookoła.
Kolejno obrałem na cel Aleje Lonitków, którą zakręciłem pętlę i dalej Aleją WIlanowską udałem się na Sikorskiego. Jadąc obserwując medytując i klnąc na właściwośći chodników i ciągów pieszo-rowwerowych skręcam w Lewo w ulicę Sobieskiego. Oj dłuugo jadę ścieżką i nawet mam wrażenie , że całkiem przyjemnie, ale jade akurat tym czerwonym a nie asfaltowym odcinkiem DDR.
Ostatni odcinek poznawania tych rejonów to ulica Chełmska która wiedzie mnie do Czerniakowskiej.

Dalej to już nudy bo znane tereny aż do samego domu.
Do tego cały ten odcinek jadę szybciej i pod wiatr co powoduje, że siły opadają o wiele szybciej niż bym tego oczekiwał. Ogólnie jazda teraz jak im tunel zalało wzdłóz Wisły jest fajna tylko do momentu objazdu zalanego metra, dalej to już kuriozum. Przejścia dla pieszych a na ulicę nie wjedziesz bo albo cie strąbią, albo się tobą zainteresuje straż miejska.

Ogólnie jesień piękna:








Tarchomiński industrialny obraz...


Moje ulubione zakończenie lini tramwajowej na Tarchominie. Co zabawne oni przez most już trakcje elektryczną kładą więc odcinek ruszy. Się zapomni motorniczy to przypierniczy w piach.



A tu jeszcze dla nie znających tej części stolicy, najwęższy przejazd rowerowy:




Wiecie co? Fajnie było dziś! HA!

Wieść po wioskach niesie - jesień idzie, idzie jesień!

Czwartek, 25 października 2012 · Komentarze(2)
Jako, że dziś dzień dżdżysty i byle jaki to ja jak zwykle na rowerze:D Ostatnie ostatki bezrobotnej studenckiej tułaczki. No bo jak się obronię, będę pracy szukał a teraz w oczekiwaniu na obronę moim jedynym obowiązkiem jest:
- nie zgłupieć z nudów,
- nie dostać przewlekłych wrzodów z powodów fochów promotora.

Toteż wykonuje zalecenia, i rozwlekam czas różnymi różnościami. Dziś katowałem GIMPA i uczyłem sie obróbki foto. Zacnie, ale jeszcze poćwiczyć trzeba. Te warstwy mi się mieszają i mało płynnie poruszam się pomiędzy tymi wszystkimi funkcjami.



Dnia dzisiejszego nabyłem również spodnie kolarskie zimowe Spodnie ACCENT BORA

Sklep internetowy godny polecenia:)
199zł, Chyba mniej niż w decathlonie za te swoje zimówki co mają już 4 lata. Niebawem jak się pogoda na mroźna przełamie to przetestuje.

Będąc przymierzać spodnie W wawie, obejrzałem sobie też rękawiczki. Mam już zimowe, ale pozycji kilka godnych uwagi zwłaszcza na jesień i zimę.
CZAPKA ACCENT
Ktoś z was jeździ w takiej lub podobnej? Ja boje się, ze będzie za ciepła;)
Cena atrakcyjna a na czerepie dobrze się trzyma!

Suma kilometrów wyszła nie duża, jednak wracałem do domu z takim wiatrem bocznym, że mnie pomiędzy budynkami przewracało.