Księgowy | strona 329 | Księgowy

Na uczelnie jadę dzielnie || 53.54km

Czwartek, 27 października 2011 · Komcie(4)
Na uczelnie rano jadę znów PKP, z wielu powodów, przede wszystkim dlatego, że towarzysze Agnieszce w porannych zakupach a poza tym musiałem na miejsce dotrzeć w miarę szybko. Korzyści jest więcej bo jadę nowym ELFEM SKM od Legionowa i ogólnie pozytywnie mija mi podróż.

W stolicy poplątałem drogi i troszkę nadrobiłem za wiele, ale testowałem odcinek od Dw gdańskiego do Ulicy Górczewskiej co nie doprowadziło do sensownego efektu - jak mówię pomotałem się nieco.

Na wydziale oddaje wreszcie indeks i dostaje zajebista naklejkę uprawniającą mnie do ulg do marca tego roku:) Uff jestem bezpieczny:)


Powrót już w całości rowerem nudną trasą conajmniej... Na modlińskiej jeszcze przed szczytem komunikacyjnym, więc jedzie się przyzwoicie.

Po drodze, zachaczam o dom i po chwili oddechu wbijam do Agnieszki do pracy, skąd zabieram jej poranne zakupy i znów wracam do domu, gdzie właśnie popełniam ów opis;)

Niebawem znów ruszam do niej tym razem na zakupy wieczorne i odebrać ja z pracy:)


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Po Agnieszke do pracy i do rodziców || 12.50km

Środa, 26 października 2011 · Komcie(0)
Do Rodziców odwiedzić ich i psiuńkę moją Sabę. Zołza niesamowita, ale odkąd tam nie mieszkam tęskni mi się do tej kudłatej maszkary:D Nie wiadomo jak długo psina jeszcze żyć będzie bo staruszka już i troszkę przez życie nadgryziona, ale i tak ją kocham!

Tacie zainstalowałem na kompie nowego offica 2007 i nadrobiłem plotki z rodzinką;)

Powrót już z moją Agusią przez miejską ścieżkę rowerową;D


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

strzelam FOCHA!!! i to z przytupem!!!! || 13.00km

Środa, 26 października 2011 · Komcie(9)
Jestem po kolejnej mikro wycieczce z Agnieszką do pracy. Jej jak dziś fajnie się jechało, jak dziś fajnie się mknęło, gdy wiaterek pomagał. Jadąc jednak zastanawiałem się nad rozmową z wczorajszego wieczoru. Koleżanka doprowadziła mnie do rozstroju rowerowo-nerwowego. Jednocześnie mam okazję zastanowić się nad sobą, bo może w mojej rowerowej logice jest coś nie tak?
No ja nie poradzę nic na to, że jestem ZAPALONYM rowerzystą i nie poradzę na to nic. Nic ponadto, że upajam się w swoim nałogu i pławie się w nim. Każdy z nas ludzi na codzień ma jakieś swoje poglądy i jakieś tam swoje upodobania estetyczne i grona ludzi jakich akceptuje i mniej akceptuje.
Tak oto wynikła wczoraj dysputa na tematy podróżnicze. Bynajmniej jednak nie dyskutowaliśmy o tym jak fajnie było na wyprawie, tylko o czymś zgoła innym. Jeno owa persona nazwijmy ją Panna K, w wakacje była na wyprawie. Nic by w tym nie było dziwnego, gdyby owa jednostka wykazywała jakikolwiek zapał do rowerowania, jednakowoż owa niejak nie ma z rowerem nic wspólnego. W ciągu roku naliczyć można jak 10x wsiadła na siodełko! Mimo to pojechała na wyprawę trwającą 40 dni po Europie. Ha ktoś powiedziałby dziarska laska, dała radę brawo bravissimo! No i fakt, wyczyn to był nie lada, dla osoby bez przygotowania kondycyjnego przejechać z sakwami taki kawał drogi.
Coś mi jednak mówiło, że nie zatrybi ta pasja w niej. Liczyłem owszem w głębi, że po wyjeździe tak zapłonie pasją do rowerowania, że stanie się rasową podróżniczką, stanie się Rowerówką na całego! Jednak obawy moje się potwierdziły. Po wyprawie na rower wsiadła ze 3-4 razy i obecnie zapowiedział, że czeka do wiosny.
Wymaganie oczekiwanie, czy to za wiele? Może faktycznie narzucam swój tok myślenia. Ale dla mnie to jakieś takie wyblakłe myślenie. To jak profanacja świętości. Wyznaje zasadę, albo robisz coś z miłością z sercem, albo się za to nie bierz. Partner jej życiowy, to mój dobry kumple podróżnik rowerowy jaki by zawstydził nie jednego a teraz gdy ona u jego boku jest jakby zszedł z tonu. To jak podziwianie pięknego obrazu, który ktoś zniszczył jaskrawym nie-pasującym detalem…
Sprawa wynikła, gdy na facebooku prawie 2 miesiące po wyprawie wciąż pojawiają się nowe zdjęcia z ich wyjazdu – średnio co 2 tyg wstawia ze 2-3, mimo, że wcześniej opis i pełna galeria na Picassie się pojawiła. No i co? Oczywiście wszystkie koleżanki, jarają się wyprawą Panny K, bo przecież jak tu nie pochwalić swojej lekko ciamajdowatej kumpeli, która niż tego ni z owego z niedorajdy przeistoczyła się w podróżniczkę.

Nie zniosłem tego i podjąłem rękawicę,. Ok., dodawaj zdjęcia z rowerowej wyprawy, spoko, ale pokaż jednocześnie na co dzień, że jeździsz. Nie to nie tak! Jedna w roku wyprawa i do kwietnia będzie dodawać po jednym zdjęciu, aby ludzie co i rusz utrwalali sobie jaka to ona RAZ w ROKU jest Zajebista! Tknęło mnie to jakoś tak w przedziwny sposób, to troszkę oszukiwanie samej siebie, życie wspomnieniami i żarem wypalonego ogniska.

Bo taka za rok pojedzie i znów cały rok będzie tańczyć do jednej śpiewki;/ No zbulwersowałem się normalnie;) Krowy paść a nie na wyprawy jeździć;P


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Ja w dom, rower w dom!!! || 25.77km

Wtorek, 25 października 2011 · Komcie(0)
W kierunku domu mego, mkłem i mknałem. Mknięcie wspomagał wiatr silny skierowany w plecy a nawet w kierunku siodełka od tyłu momentami!

Jechało sie nieźle. Biorąc pod uwagę, że z uczelni wyjechałem po 16:30 to czas miałem niezły. Końcówka to dwa ciekawe nocne odcinki przez las i przez nieużytki w okolicach Jabłonny. Sama końcóweczka to już jazda z Agą. Zabrakło kilkunastu minut aby ja z pracy odebrać w pełni, jednak odebrana została więc wpis kwalifikuje się do owej kategorii również;)


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Czy ja wyglądam podejrzanie??? - zdarzeń moc i terroryzm;) || 15.21km

Wtorek, 25 października 2011 · Komcie(2)
Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, czy bycie rowerzystą jesienią i zimą stawia mnie w kręgu podejrzanych. Otóż mało tego, że jestem podejrzany to jeszcze jestem podejrzliwie podglądany jak podejrzany podejrzany!!!

A było to tak. Dnia pańskiego w dziś. Czyli w ciągu dziejsiejszego dnia z dziś na jutro wybrałem się do Szkoły z rowerem. (tak tak Z rowerem a nie rowerem). Wichry jesienne wypaczyły nieco moją poranna motywacje i zamiast na walkę z mordewindem do stolicy wybrałem sie rowerem na PKP. Co niejako stanowiło kompromis pomiędzy „o kutwa łeb mi urwie” a „no ja pierd… jak wieje”. W obu wybranych kierunkach wiatr był odczuwalny i w dodatku w żadnym z wyżej wymienionych nie był w PLECY!!!

Ponadto po drodze do PKP, gdym opuszczał obszar leśny o zalesieniu 100%, o mało nie zmiotlo mnie sejczento marki FIAT, poruszające się ruchem jednostajnie za szybkim na łuku drogi, z której żem nadciągał. Swoją drogą nigdy nie spodziewałbym się, że takie TOTO może wykonać pisk opon. Faceta w fotelu za kierownicą przytuliło prawie do lusterka bocznego. No ekwilibrystyka – mówie wam.

W pociągu spotykam kumpla więc gadaliśmy sobie przez całe i długie 30 minut w Masowym transporcie kolejowym koleii Mazowieckich.

Uwagę dnia dzisiejszego zacząłem zwracać już, albo dopiero w Stolicy. Samo to, że przez peron po opuszczeniu pociągu szedłem w trykotach/rajstopach/leginsach/kalesonach, budziło zainteresowanie. By se jeden z drugim na babki w rajstopach patrzyli a nie się na mnie wlepiają. Ja rozumiem, że idzie panna w rowerowych ciuchach to co innego, ale że tyle gejów mamy w kraju bym nie ogarnął Kumpel rzucił mi , że podziwiają moje łydy tom się nieco uspokoił.

Czując respekt przed stalową łydą jaką niewątpliwie jestem, na schodach patrzyli na mnie wszyscy jeszcze bardziej podejrzanie, jak gdyby oceniając współczynnik prawdopodobieństwa dotyczący sytuacji na schodach wiodących w dół. "Wlezie z tym rowerem czy poczeka". Otóż mało tego, że wlezie, to jeszcze niesie rower! Cóż za "fuki", cóż za "prychy", rozlegały sie z gardeł i nozdrzy społeczeństwa idącego do podziemia podziemnego pod Dw. Gdańskim! Kto wam kazał tak późno wstawać? No chyba nie ja, nie ja również kazałem wam tak zapierd… do tych schodów. Przecież widzi jeden z drugim że w rządku na stopniu mieści się 4 ludzi lub 2 ludzi + rower + rowerzysta.
Ileż to ja przyjąłem na klatę spojrzeń "wymownych". A to moja wina, że ten ciolek w garniaku macha tą torba na laptopa jak cepem? Gdyby niósł pod brodą, lub w zębach, pewnie bym go kołem nie dotknął nawet...

Wywlekłem się na powierzchnie terenu schodami. Wszak doskonale wiadomo, że winda jest dla ludzi co niosą za ciężkie teczki i dla tych co maja za ciasne pantofle (pewnie akurat na te była przecena) Nikt o zdrowych zmysłach, nie projektuje wind dla rowerów to oczywiste;)
No i wreszcie po tym zacnym torze przeszkód znów jestem w siodełku!
Ha jak ja pedałuje, jak ja lśnię! Jak ja szumie oponkami!!! Wszystko wesołe, wszystko fajne. Nawet nie specjalnie wk-wiały mnie dziunie lezące na galerie Arkadia. A dziuń trzeba wam wiedzieć roiło się od metra i ciut ciut. Obleciałem je slalomikiem i zostawiając ich pogardliwy hihot za plecami pomknąłem na podboje Stolycy!

Na wydziale dali nam zadanie projektowe dotyczące Błękitnego Wieżowca na Bankowym, więc musiałem zajechać na momencik aby kilka info zebrać od ADMINA:)
Zanim przypiąłem rower o mało nie padłem na raka płuc. Oczywiście stojak rowerowy i jego okolica to najlepsze miejsce na spawanie ust papierosami. Wyległo to całe szmaciane flanelo-koszulowe towarzystwo i jara ci nad łbem. Ani dupy ruszy ani nic. No dosłownie się o nich ocierałem jak przypinałem rower. Cisło mi się na usta pare ciekawych zdań podrzędnie złożonych, jednak poprzestałem na równoważniku „p-szam k-wa”.

I patrzy „to to” na mnie jak na jakiś posąg ze zdziwieniem. No z rowerem koło stojaka, to chyba nie mam zamiaru tam szczać nie???
Wreszcie kierunek recepcja – babki zdębiały gdy pytałem o parametry obiektu i nie wiele rozumiejąc kazały iść „tam na lewo do sterowni”.
Tam na lewo w sterowni przerwałem picie kawy, a gdy jegomość dowiedział się, że chce wiedzieć ile budynek ma garaży nieomal mi kajdanki założył za planowanie zamachu terrorystycznego. Wszystko mu nausznie wytłumaczyłem, jednak zaparł się że mi nic nie powie, że właściciela mam pytać itd… to se poszedłem. Na odchodne ochrona mnie jeszcze zaczepiła co wyszła z za winkla i pytają mnie co robiłem w „sterowni na lewo” – jak nic właście uciekam z budynku bo ładunki już podłożone;)
Przed budynkiem rower jeszcze stał, dym jeszcze się tlił a flanelowe-koszule nadal próbowały skończyć papierosa.
„P-szam EKHU – zaakcentowałem kaszlnie!”- mowa trawa…
Nie pomogło!!! Zamiast zgasić tego durnego szluga na swoim durnowatym łbie tylko ustąpił mi miejsca do roweru. Cholera już miałem nadzieję, że zrozumiał, nawet sięgnął do czoła i... tylko się podrapał. Ech było blisko następnym razem się przypali!!!

Droga do szkoły była potem o tyle nudna, że przeleciałem jakimiś podmiejskimi uliczkami aby uniknąć centrum.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

po Agnieszkę do pracy || 12.00km

Poniedziałek, 24 października 2011 · Komcie(0)
Zimny przejazd po Age bo bluza rowerowa nie wyschła mi... Więc jechałem w Bawełnie z kapturem;/


Ogólnie tknęło mnie to, że mimo, że kilka dni nie odprowadzałem Agi nagle po 18ej robi się już pełna noc. No jeszcze jakiś czas temu dopiero jak po pracy szlismy na zakupy to robiło się ciemno a teraz? Wychodzisz i od razu włączasz lampeczkę...

Ech a jak czas przesuną?? Jeja - trzeba pomyśleć o prezentach pod choinkę...

Jutro kolejna rozmowa o prace - trzymajcie kciuki:D


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

czas powrotów || 37.00km

Niedziela, 23 października 2011 · Komcie(0)
Kategoria Na Zaborze
Powrót po kilkudniowej banicji na swoje;) Jutro miałem jechać rowerem na uczelnie, ale głoszę seminarium rano i troszkę mi się nie chce zrywać wcześnie i gnać na pociąg rowerem:P

Leniuszek ze mnie.

Wracało się ciężko, bo pod wiatr i to zimny wiatr...


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Kolejny odcinek radości || 40.00km

Sobota, 22 października 2011 · Komcie(0)
Po wczorajszej wieczornej imprezce wśród znajomych dziewczyn, w liczbie sztuk 3x i po imprezie w towarzystwie jednej narzeczonej w liczbie sztuk 1x. Ogółem w imprezie udział wzięło dużo puszek Piwa;)

Poranek obudził nas mglisty. Jak wstałem i za okno patrzyłem widziałem tylko mleko. Mleczyście mleczne mleko z mgły. Jak wróciłem do wyra z ciepłym herbacianym napojem mgła ustąpiła. Później było tylko więcej słońca.

Gdy o 11 ruszałem na trasę było rześko, mroźno i jak mówią staropolscy górale w staropolskim przysłowiu - Jak sobie pościelisz tak ci Pan Bóg Daje;P

Do Chińczyka po Złotego smoka - i 40km w siodełku z Agnieszką kierunek znany znów w kierunku zachodzącej zmywarki;)


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

koła znów szumią, znów szumią jesiennie... || 37.45km

Piątek, 21 października 2011 · Komcie(4)
Kategoria Na Zaborze
i pędza jednakie miarowe niezmienne...

Łańcuch kręci noga podaje a ja z wielkim bagażem na pace i Agnieszką u boku wracam z Zaborza do domku.

Wiatr pomagał nam tylko na niektórych odcinkach, jednak jechało się dość przywozicie.

Na mieście podczas robienia zakupów spotykamy sympatycznego jegomościa na rowerku. Po drugim zawale ostro wziął się za siebie ze 102kg na 80kg schudł, rzucił palanie. I zaczął lekko jeździć rowerem. Tyle na ile mu lekarz pozwolił. Prowadzi firmę przewozową i zaoferował mi pomoc w międzynarodowych wyprawach, jak dowiedział się że rowerami śmigamy po europie;) Wymieniliśmy się numerami i podałem mu adres forum:)

Jak to człowiek nigdy nie wie kiedy znajomości załapie;)

Zacny ten koniec miesiąca wyszedł powiem wam zacniusieńki:) I kilometrowo i pogodowo nie było tak źle.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Wycieczka Jesienna... miarowa niezmienna || 51.79km

Czwartek, 20 października 2011 · Komcie(1)
Wyjechanie na wycieczkę było niejako zaplanowane. Nikt jednak nie spodziewał się, że przygniecie nas swym ciężkim łokciem zacna jesienna dama zwana potocznie jesienią. Tak wiem. Wszyscy narzekają na jesień. Sam ja także narzekam. Jakoby to uona była jakaś strasznie zła i wogle. Sam personalnie do Ciebie Jesionna to ja nie mam jakiegoś specjalnego uprzedzenia. Fajna jesteś lalka, nawet tak modnie się ubierasz w listeczki, tylko do jasnej Anielki mogłabyś zapodać słoneczka troszkę. Odsłonić łydeczkę, pokazać ramionko, ale ty nie! Jak ta cnotliwa BABA, upierasz się aby wszystko chować!!!

No i jedzie Adam i Agnieszka. Dobrze, że jesteśmy Madyfaki i Pakiery bo inaczej by było z nami krucho. Ludzie patrzą na nas jak na jakieś dziwadła, bo przecież rower o tej porze roku to tylko mohery na bazar zabierają.





Opis linka

Trasa była, z racji przebywania urlopowego Agnieszki na Nasielskiej ziemi, po okolicznych dróżkach rozpostarta. Odwiedziliśmy Nasielsk. Zwiedziłem wreszcie to miasto, zobaczyłem gdzie jest ryneczek, zobaczyłem gdzie jest kino i zobaczyłem gdzie był dawniej bazarek. To zaskakujące, że przez cztery lata i po kilkunastu co najmniej odwiedzinach tego miasto, nawet nie znałęm bocznych jego zakątków. Za każdym razem będąc tam odwiedził tylko główną drogę, którą przemieszczałem się jedynie tranzytowo.

Gmine Nowe miasto odwiedziliśmy także, ja w tym roku chyba trzeci raz. Od Nowego Miasta udaliśmy się przepięknymi lasami na Joniec gdzie po przekroczeniu Wkry po drewnianym mostku, skręciliśmy na Cieksyn. Odwiedzamy także Miejscowość:

Lasy o tej porze roku prezentują się przecudnie w słońcu, jednak nawet bez niego sa urokliwe. Stają się takie magiczne i baśniowe;)




Mimo, że zaledwie pięćdziesiątka, poczułem po powrocie wyjazd, czyżby moja kondycja była mniejsza? Co będzie jak spadnie śnieg? Pfff strach się bać.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew