koła znów szumią, znów szumią jesiennie...

Piątek, 21 października 2011 · Komentarze(4)
Kategoria Na Zaborze
i pędza jednakie miarowe niezmienne...

Łańcuch kręci noga podaje a ja z wielkim bagażem na pace i Agnieszką u boku wracam z Zaborza do domku.

Wiatr pomagał nam tylko na niektórych odcinkach, jednak jechało się dość przywozicie.

Na mieście podczas robienia zakupów spotykamy sympatycznego jegomościa na rowerku. Po drugim zawale ostro wziął się za siebie ze 102kg na 80kg schudł, rzucił palanie. I zaczął lekko jeździć rowerem. Tyle na ile mu lekarz pozwolił. Prowadzi firmę przewozową i zaoferował mi pomoc w międzynarodowych wyprawach, jak dowiedział się że rowerami śmigamy po europie;) Wymieniliśmy się numerami i podałem mu adres forum:)

Jak to człowiek nigdy nie wie kiedy znajomości załapie;)

Zacny ten koniec miesiąca wyszedł powiem wam zacniusieńki:) I kilometrowo i pogodowo nie było tak źle.

Wycieczka Jesienna... miarowa niezmienna

Czwartek, 20 października 2011 · Komentarze(1)
Wyjechanie na wycieczkę było niejako zaplanowane. Nikt jednak nie spodziewał się, że przygniecie nas swym ciężkim łokciem zacna jesienna dama zwana potocznie jesienią. Tak wiem. Wszyscy narzekają na jesień. Sam ja także narzekam. Jakoby to uona była jakaś strasznie zła i wogle. Sam personalnie do Ciebie Jesionna to ja nie mam jakiegoś specjalnego uprzedzenia. Fajna jesteś lalka, nawet tak modnie się ubierasz w listeczki, tylko do jasnej Anielki mogłabyś zapodać słoneczka troszkę. Odsłonić łydeczkę, pokazać ramionko, ale ty nie! Jak ta cnotliwa BABA, upierasz się aby wszystko chować!!!

No i jedzie Adam i Agnieszka. Dobrze, że jesteśmy Madyfaki i Pakiery bo inaczej by było z nami krucho. Ludzie patrzą na nas jak na jakieś dziwadła, bo przecież rower o tej porze roku to tylko mohery na bazar zabierają.





Opis linka

Trasa była, z racji przebywania urlopowego Agnieszki na Nasielskiej ziemi, po okolicznych dróżkach rozpostarta. Odwiedziliśmy Nasielsk. Zwiedziłem wreszcie to miasto, zobaczyłem gdzie jest ryneczek, zobaczyłem gdzie jest kino i zobaczyłem gdzie był dawniej bazarek. To zaskakujące, że przez cztery lata i po kilkunastu co najmniej odwiedzinach tego miasto, nawet nie znałęm bocznych jego zakątków. Za każdym razem będąc tam odwiedził tylko główną drogę, którą przemieszczałem się jedynie tranzytowo.

Gmine Nowe miasto odwiedziliśmy także, ja w tym roku chyba trzeci raz. Od Nowego Miasta udaliśmy się przepięknymi lasami na Joniec gdzie po przekroczeniu Wkry po drewnianym mostku, skręciliśmy na Cieksyn. Odwiedzamy także Miejscowość:

Lasy o tej porze roku prezentują się przecudnie w słońcu, jednak nawet bez niego sa urokliwe. Stają się takie magiczne i baśniowe;)




Mimo, że zaledwie pięćdziesiątka, poczułem po powrocie wyjazd, czyżby moja kondycja była mniejsza? Co będzie jak spadnie śnieg? Pfff strach się bać.

Współczynnik Mesjasza!!!

Wtorek, 18 października 2011 · Komentarze(3)
Kategoria Na Zaborze
Na uczelni od 8:30
Na nogach od 5:59
Na chacie o 16:10
Na chodzie do teraz;P

Ogólnie jak o 16 wróciłem do domu to zanim ogarnąłem się i przebrałem to była prawie 17:05. Jazda 35km o tej porze może wydać się skokiem w ciemna otchłań. I w sumie nie wiele do tej ciemnej otchłani brakowało w zasadzie z: "Ciemnej otchłani" | miałęm ciemne choć sądząc po stanie nawierzchni ulic, niejedna otchłań także by sie znalazła.
Lampka bowiem moja wysiadła już w momencie wcale nie największych ciemności dając blask porównywalny z oświetleniem jakie generuje nokia 3510i. Gdy z minuty na minutę robiło się DARDKER i DARKER to przestało być fajnie.

Ogólnie odblaski na butach miałem. Na błotniku też paski naklejone odblaskowe były. No i bagażnik coś odblaskowego posiadał, ale... no właśnie to jedno małe ALE!!!
JA K-WA NIE ŚWIECE OCZAMI!!!

No więc jechałem w półmroku, przechodzącym w odmęty czeluści ciemnych zwanych potocznie: "drogami przez wsie". Niczym statek na oceanie przemierzałem ciemne bezkresy do wysp oznaczonych latarniami. Zasadą i główną cechą industrializacji wsi pozostały dwa niezmienne elementy.
Każda wioska ma mieć:
* Kościoł - Najlepiej tak wyjebany, żeby proboszcz z drugiej wsi zazdrościł.

* Latarnie w liczbie sztuk więcej niż zero. Gdy jednak wszystkie pieniądze ogół społeczny zostawi na kościelny przybytek i na fabie proboszcza, to na latarnie zostaje mało.

W ten sposób, okoliczne wsie szczycą się:
Kościołem w liczbie sztuk 1x i latarniach w licznie sztuk 1x.

No oczywiście są wyjątki:) Czasem jedną latanie a nawet kilka stawia proboszcz co by ludzie mu w grudniu swoich z rodzin na pasterkę przyprowadzili.
Wtedy wieś ma tzw dodatkowy współczynnik mesjasza (a jak wiemy Bóg jest Światłośćią) i posiada liczbę latarni w ilości sztuk
1x+Nx - Gdzie N współczynnik tacy, ni mniej ni więcej ile z tacy idzie na latarnie a ile na proboszcza uciechy:)

Efekt nie jest najgorszy, czasem nawet przez wieś da radę jako tako przejechać bo proporcje czeluści ciemnych i blasków jasności są w zbliżonych proporcjach.

Na niekorzyśc mą jednak było dziś to, że jechałem przez wsie z tylko jednym kościołem przy ulicy i z ubogim współczynnikiem tacy. Jak się więc łatwo domyśleć ciemność widzę ciemność

Co do samej jazdy - kondycyjnie jechało sie nad wyraz przyzwoicie. Słuchałem książki o wirusie:

a nogi przyciskały 23-25km/h. Jak na ten okres sezonu - i chłodny wieczór z wyjazdu jestem wielce zadowolony.

Mało nawet trochę, bo chciałoby sie więcej... cóż muszę dziś z tym żyć com wykręcił - Branoc:D

Mam chorobę LOKOMOCYJNĄ - nazywa się Cykloza;)

Poniedziałek, 17 października 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Na uczelnie
Poranek zbudził mnie słoneczny. Gdy wstawałem, z zazdrością patrzyłem jak Agnieszka może sobie siedzieć w domku. Ja musiałem jechać na uczelnie. Studenckie życie, jednak nie jest do końca takie złe. Jeśli pogoda jest taka jak za oknem była dziś a można jechać rowerem.
Meteo nawet nie czytalem, bo wiedziałem czego mogę się spodziewać.

Ruszam o 9:23

Ubranie się na taką jesienną pogodę jednak nie jest takie łatwe. Niby mam strój, niby wiem co i jak a jednak na trasie do szkoły grzałem się niemiłosiernie. Ile ja się naregulowałem tymi suwakami. Ten w dół a ten w góre, potem te pod pachami w dół a te w środku dwa w górę. No jeździłem tak w obie strony tymi zamkami błyskawicznymi jak jakiś DJ na konsoli!!!


Szlak mnie jasny trafiał, krew mnie zalewała i lasowała się wokół przestrzeń, bo za nic nie mogłem zoptymalizować swojej termoregulacji. Wiatr miałem w mordejszyn co powinno być sprzyjające w ustawianiu temperatury ciała. Jednak nie było.

Na Płochocińskiej wreszcie zdjąłem Kask i problem się rozwiązał - byłem w szoku. Jednak sporo ciepła człowiek traci przez łepetynę i gdy owa zacna moja myślenica została poddana na wiaterek (okryta lekką czapką o dużej wiatroprzepuszczalności) zrobiło mi się lepiej. I od razu jechało się dużo przyjemniej.

Na uczelni byłem po 11:07
Na ćwiczeniach byłem aż 40 minut, a może nawet mniej. Zaczeły się 12:20 a po 13:07 się skończyły...
I co ? I było kurde warto jechać choćby po to aby sie przejechać rowerkiem. Mimo, że trasę robię juz chyba z 50 raz i tak lubie jeździć, nawet do Szkoły zwanej potocznie Łuniwersytetem


Może to choroba lokomocyjna w rowerowej postaci?

Choroba Cyklomocyjna (cyclosis)? Schorzenie wywołane podczas poruszania się rowerem. Przyczyną jest wysoka zgodność bodźców, sygnałów wzrokowych i błędnika, odbieranych przez mózg. Podczas jazdy rowerem wzrok odbiera zmianę otoczenia, co mózg interpretuje jako ruch. Błędnik, jako narząd równowagi, odnotowuje zmianę położenia ciała. Reaguje także na inne siły powstające podczas jazdy (hamowanie, przyspieszanie, napierdalanie z blatu) co w efekcie skutkuje pełną obecnością zgodności tych bodźców z określoną sytuacją jazdy na rowerze.

Choroba zwykle nie ustępuje wkrótce po rozpoczęciu podróży rowerem i daje wiele powikłań w statystykach wyjazdowych nosiciela. W ciężkich przypadkach może dojść do wycieńczenia organizmu a nawet śmierci.

no przecież się roztroję!!!

Niedziela, 16 października 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Dzisiejszy dzień był pod tytułem - Łojezusmaria. Objawiało sie to na wszelkie sposoby. Zaczeło sie od rana, najpierw pierwsze hasło
- W nocy był MRÓZ -> Łojezusmaria
- Będzie piździło -> Łojezusmaria
Decyzja o roweruwaniu jednak nie podlega u nas w domu wielkiej dysjusji. WYjątkiem sa dni deszczowe. Jeśli jednak plan wczoraj zakładał, że dziś jedziemy to nie ma przebacz.
Ubieramy się wychodzimy i
- Jej jak rześko -> Łojezusmaria
No to jedziemy.
Jedzie się fajnie, choć AGnieszka szybko się przegrzewa. Cięzko sie dopasować do tej zdradliwej słoneczno poranno-mroźnej pogody
- Ej Gorąco mi -> Łojezusmaria
Zanim docieramy na Dębe, odwiedzamy po drodze okoliczne wioski i wioseczki oblegane dawniej jedynie przez działki letniskowe. Teraz tam pełno wielkich domów rodem z Wall Street.
- Ej Jaki brzydki dom -> Łojezusmaria
Nowa moda w tym rejonie. Kupić Działki jakieś kilkaset ha i pierdzielnąć 30 domów na jedno kopyto.
"Dobry kochanie wróciłem
"Krzysiek mieszkasz dwa domy dalej"
"A sory żona wóz musiała do garażu wstawić"
Wszystkie identyczne jakby je ktoś skopiował w Wordzie.

A propos kopiowania... Na dębę dojeżdzamy już w kilka osób:






Pod koniec dnia wycieczkę urozmaiciła nam moja dawna znajoma koleżanka z Liceum Kasia. Wróciliśmy więc z nią do Pałacu w Jabłonnie a potem odprowadziliśmy ją do domu.


w sumie Wyszło tyle ile wyszło, ale wracając do domu strasznie już piździło w nogi.
!!!Łojezusmaria!!!

Miało być i nie jest lecz pisze się w rejestr...

Sobota, 15 października 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Plany na sobotę zakładały większą ilość kilometrów. Mieliśmy jechać na Dębe, do Zegrza a wyszło leniwie. Mało tego zrobiliśmy śmiesznie mało kilometrów, bo przyszła jesień.

Wyjazd był pod tytułem jechać "gdzieś" i z tego gdzieś wyszła najbliższa okolica. Nadrobiliśmy kilkoma ciekawymi fotkami.

Ogólnie muszę wam powiedzieć, że chyba jesień mnie na siodełku dopadła. Nie wime czy to temperatury czy coś innego, ale jeździ się toporniej niż w lecie. Rower idzie jakoś tak z przymusu trochę a sił witalnych jakby mniej.

Mówię jak stary emeryt co najmniej, jednak wczoraj na dłuższych przejazdach jechało mi sie żle.


Trzeci etap to wycieczka do rodziców, obiad i powrót nocą przez mroźne Legionowo.
Pierwszy przymrozek dało sie odczuć na policzkach i uszach. Oj dało!!!

Krew nasza niechiana

Sobota, 15 października 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Kurs na miasto po zakupy i rozejrzeć się za zmywarką. Po drodze oczywiście kilka incydentów;) Pierwszy w sklepie marki CURWAREFOUR.

Szlak mnie jasny trafi jak jeszcze raz taki burdel tam zastane. Niby express a dwie kasy działają i kolejka jak wuj od końca sklepu. Obsługa wolno idzie. Jednym słowem masakra. Rzucamy herbatę i śmietanę i wychodzimy po 10 minutach stania w miejscu. Nie tylko my robimy to. Sklep opuszcza ostentacyjnie nie jeden z klientów.
Odradzam kupowanie tam, pojechałem bo mieliśmy po drodze zaraz obok sklepu AGD...

Podejście numer dwa to Biedronka, jednak tam nie mili śmietany 36%. Na rynku spotykamy Krwiobus. Aga idzie zmierzyć się z igłą i oddać krew. Niestety nie chcieli jej krwi.

Zakaźna Żółtaczka przechodzona była więc NIET.

Szkoda. Ja nie mogę oddać, Aga nie może to kto będzie ratował tych idiotów na motorach jak sie rozpierdzielą???Choć tych akurat mi najmniej szkoda Imbecyli, bardziej martwią mnie rowerzyści po wypadkach i niewinni ludzie.

Cóż nasza krew im nie pomoże niestety;/

Dziękujemy za ścieżkę - Parafianie i Wyborcy:)

Piątek, 14 października 2011 · Komentarze(1)
Dziś był dzień pod tytułem - jesień jesień niesie się niesie!!!

Szubrowałem dziś po lesie i zaglądałem w jesienne listeczki. Troszkę fociłem troszkę podziwiałem. Wszystkiego było po trochu. W sumie chyba ostatnie dni, kiedy na drzewach jeszcze wiszą te złoto-czerwone ozdoby. Po pierwszych przymrozkach zapewne wszystko wyląduje na ziemi.



Nie chce być złym prorokiem, ale niebawem skończy się piękna złota jesień i zacznie się plucha deszczowa i śliskie liście pod kołami. Widząc więc dzisiejszy przecudnie kolorowy las, delektowałem się nim w dwójnasób.



Do miasta, także dziś zawitałem. W sumie odwiedziłem Agę w pracy i zawitałem w rowerowym sklepie. Chwilka gadki i pomknałem do domu. Po drodze spotykam takie coś:



Oczywiście napis to ironia. Wiata była dawniej a obecnie jej nie ma. Swoją drogą nie ma gdzie jej postawić, bo są ekrany a przy ekranach wiedzie nowa ścieżka rowerowa;) Jak przyjdzie zima i deszczowa jesień ludzie będa mieli ciekawe oczekiwanie na busa. paradoksalnie wiaty przystankowej nie ma ale tuz obok jest kartka:

[center]"WC 200m" [/center]

Chodzi o TOI TOI`a stojącego za ekranami. Może by tak połączyć te dwie potrzeby? i zrobić wiatę z toitoiem?:D


Ostatni kurs zrobiony prawie na raz to po Agę do pracy. odwiedzamy Biedronkę, gdzie panuje dziś Piątkowy kataklizm. Ludu pracującego od groma a kas mało. Do tego pozaczepiane wózki nie dają się odspoić od wózkowego "wężyka". Dużo ludzi dużo szumu duży tłok w alejkach...

Udaje się jednak wydostać i wracamy do domu ścieżką przez centrum miasta, wzdłuż głównej ulicy. Ścieżka z kostki - cóż jest jednak w miarę równa i jako tako poprowadzona. Momentami wiedzie przez parking innym zaś razem, przez stacje benzynową. Czego jednak spodziewać się po ścieżce. Jak to powiedział kiedyś jeden z robotników do kolegi zamiatającego piasek i liśćie:
"stary olej to przecież to tylko ścieżka rowerowa a nie ulica"

Dmuchawce Latawce WIATR!!!

Czwartek, 13 października 2011 · Komentarze(2)
Dziś nogi me skierowały się do Stolicy. Załatwianie spraw zajęło mi nie wiele, jednak dojazd... hmmm tu już było inaczej. O poranku z za okna widać było słońce, temperatura jednak nie była słoneczna. Na termowskazywaczu rtęciowym posadowionym za oknem ledwie 8-9stopni.

Cóż sprawy czekać nie mogły, więc o 9:30 ruszam na szlak. Ubrany w zimowe gacie, i bluzę i kurtkę. Jedzie się przyzwoicie, jednak jest mi o dziwo - Gorąco. Jeszcze na trasie przed Wawą, zastanawiam się , czy nie zawrócić i nie zmienić ubioru na coś cieńszego. Jest jednak za mało czasu na zmiany. Kurtka moja ma cale szczęście wystarczająco dużo wywietrzników. Jadę więc Modlińską i co światła gotuje się. No gdyby był mróz, to bym pewnie jak imbryk puchał i prychał.

Jesień czuło się nie tylko na asfaltowej ulicy wlotowej, w zasadzie tam najmniej się ją czuło. Samochody jak zawsze tak samo nudne jechały w sznureczkach. Prawdziwą jesienność czuć było dopiero na szutrowej rowerowo-pieszej drodze przy Wiśle. Jeszcze niedawno narzekałem tam na piasek a teraz pewnie niebawem cały szuterek na pewnych odcinkach przykryją liście. Już jest ich całkiem sporo a podejrzewam, że do końca przyszłego tygodnia będzie ich więcej bo zapowiadają przymrozki. Jednak nie w samych liściach jesień panie i panowie. Jesień na szuterku to głównie i przede wszystkim - PUSTKI. Ha widać już, że wiośniaki i piszczące łańcuchy poszły w sen zimowy do garaży i garażów i do piwnic.
I tak oto rozpoczyna się okres wymiatających i pogardliwie oprychiwanych rowerzystów zimowo-jesiennych. To na nas będą patrzeć spod oka z ironicznym uśmiechem marznący na przystankach ludzie. To na nas niebawem będą wymyślać spacerujący po szutrowych ścieżkach spacerowicze, bo przecież „sezon rowerowy się skończył a łoni jadą i jadą”, wreszcie to my będziemy brudzić w budynkach użyteczności publicznej swoimi jednośladami. To nasze liniowe ślady na klatce zaczną przeszkadzać sprzątaczkom i konserwatorom powierzchni płaskich. Aż wreszcie to my będziemy wzbudzać uśmiech idąc po korytarzu w „rajstopach” i dziwnie stukających butach. To na nas będzie zwrócone całe „quorum” ludu pracującego na korytarzach zakładów zarobkowych i uczelni.



Ech bycie rowerzystą wymaga nie lada poświęceń. To nieomal jak bycie celebrytą i gwiazdą medialną. Obserwując cały rowerowy jesienny półświatek, można by pokusić się o założenie serwisu plotkarskiego a`la pudelek. Swoją drogą ciekawe jak nazywał by się taki portal – pedałek.pl a może etka-manetka?

Wracałem do domu z Warszawy już pod mega wiatr. Mimo, że początkowo przegrzewałem się w drodze do domu zdecydowanie było mi zimno. Teraz na domiar tego wszystkiego czuje że moje otwory nosowe puściły wodę – cholercia za mało w zimnie śmigałem i teraz trza się hartować.