Nowe Koło;)

Środa, 7 grudnia 2011 · Komentarze(0)
Pojechałem dziś, w końcu koło zapleść. Zaplatać je już dwa razy sam próbowałem, jednak moje umiejętności tego nie obejmują i niestety poległem. Na tych samych szprychach zaplotłem kółeczko i w miłej atmosferze w rowerowym sklepie w Legionowie siedząc z chlopakami spędziłem czasu kawałek.

Mały dystansik, ale kółeczko gra i buczy:) czeka na wiosnę... :D

hej zima ach zima;)

Środa, 7 grudnia 2011 · Komentarze(3)
Dziś spadł pierwszy śnieg... nie wiele go było, ale to wystarczyło, aby permanętnie zmienić mentalnośc ludzi. Ha umysły przełączyli na "zdziwienie i pokpiwanie". Bo jakie to strasznie dziwne, że jak temperatura około 0 to ludzie na rower idą.

"och witam sąsiada, na rower? A nie za zimno??"
NIE nie za zimno! Zrozumcie to sobie raz na zawsze. Za zimno to jest gołą dupą po lodzie szurać, za zimno jest spać w iglo w bikini, za zimno jest ganiać w podkoszulku po Syberii, ale NIE JEST ZA ZIMNO NA ROWER na środkowym mazowszu w grudniu!!!!

I chyba sobie tabliczkę zrobie "nie jest mi za zimno na rowerze, martwcie się aby to wam nie spóźnił się autobus!".

I tak oto zima sie dziś z nami przywitała;)
Szkodejszyn, że śniegu napadało mało...:P

WRÓCIŁEEEEEMMM!!!!

Wtorek, 6 grudnia 2011 · Komentarze(0)
Jej jak we mnie wszystko gra, jak we mnie wszystko buczy. Znów na rowerze! Dzisiaj po tygodniowej kuracji antybiotykowej(antyrowerowej, antyanginowej i wogle anty!!!) wsiadłem na siodełko swe-swoje!

Jedzie się dziwnie, jakoś tak odwykłem od roweru? Hmm było zachowawczo i wolno jak emeryt z ziemniakami na bazar!

Nie zmienia to faktu, że podczas powrotu o mało co nie rozjechał nas jakiś buc. Minął nas najpierw jeden X-factor, potem drugi a trzeci jechał daleeeeko z tyłu. Wystawiłem rękę w lewo, i mówię do Agi żeby tez już wystawiała. Kątem oka widzę samochód, ale przeciez mam już dobre 20 sekund ręke wystawioną i już mam robić skręt a ten nas wyprzedza i co? SKRĘCA W LEWO!!! dojechałem do niego - bo ustał na światłach i mowie(to mało powiedziane jak ja mu MÓWIŁEM:P), że ręke wystawialiśmy do skrętu i że chyba widział to...

Wyglądał na jakiegoś naćpanego, takim błędnym wzrokiem na mnie spojrzał - "c-co? " a potem jak zobaczył żółte pojechał...


Ech narkotyki i samochód to złe połączenie... Mało wam, że na wahe dychę niebawem płacić będziecie, to jeszcze na te ćmiki??? Nie kumam - bom nie żaba!

ciekawe spojrzenie na świat

Wtorek, 29 listopada 2011 · Komentarze(2)
cytuje fajny tekst ośmiałem się;D

Na każdym kroku jesteśmy traktowani jak idioci. Jak ludzie, którzy nie rozumieją, że kawa jest gorąca i można się nią poparzyć, że jak są prace budowlane, to na łeb może ci spaść cegłówka, a jak Krysia ze szmatą myje podłogę w supermarkecie, to, do jasnej cholery, ta podłoga MUSI BYĆ ŚLISKA!


Właśnie przeczytałem, że jakaś kobieta pozywa Starbucks (info dla plebsu: oni robią kawę) za to, że źle chwyciła kubek z kawą, kubek był za gorący i przez to zaliczyła klasycznego faila rozlewając go na swoje dziecko w wózku.
Ma duże szanse na wygraną, bo w amerykańskich sądach już nie takie absurdy miały miejsce.

Zadajcie sobie pytanie, takie proste, więc większość z was powinna udzielić dobrej odpowiedzi (jak nie to czynność powtórzcie): czy jesteś osobą umysłowo upośledzoną?
Nie?

A chcesz, by cię tak traktowano?
Nie?
Obawiam się, że już za późno. Przyszło ci żyć w świecie ludzi głupich, bo świat chce cię tak traktować. Aby was o tym przekonać, wyszedłem z domu (drugi raz w tym roku, bo raz wyrzucałem śmieci).
I oto co mnie spotkało.

Jeszcze nie wlazłem na schody, a już widzę tabliczkę „Uwaga śliska podłoga”. To może lepiej pojadę windą? „Przed wejściem do kabiny upewnij się, że jest ona na właściwym piętrze”. A niby jak miałbym do niej wejść, gdyby była trzy piętra wyżej?
Na dole w gablocie 150 różnych numerów alarmowych, jedna prośba od spółdzielni, aby zamykać drzwi przed złodziejami, druga prośba, aby zamykać je na klucz.

Wychodzę. Powiew świeżego powietrza. I smród rozwalonego betonu czy innego asfaltu. Panowie ulicę mi naprawiają. Tabliczka „uwaga, niebezpieczeństwo”. Podchodzę.
– Panowie, co mi grozi?
– Pardon?
– No ta tabliczka. Co mi grozi?
– Panie, daj pan spokój.
Przeszedłem pół metra od tabliczki i żyję. Dochodzę do przystanku, wsiadam do tramwaju. Kolejne ostrzeżenie „uważaj na kieszonkowców”. I jeszcze dwa następne „skasuj bilet, bo zgon” i „w czasie jazdy rozmowa z kierowcą zabroniona”.
A kto by tam chciał z nim gadać?

Centrum Warszawy przypomina dziś teren działań wojennych. Pewnie nie tylko Warszawy, ale także i waszych miast. Ostrzeżenia na każdym kroku. Nie idź tam, nie dotykaj tego, nie depcz tutaj, nie rób zdjęć, nie pal, nie pij, nie krzycz, nie przechodź nie kradnij, nie sikaj.

Wejdziesz do byle jakiego sklepu i kupisz pierwszą lepszą kawę – czy to Coffee Heaven czy Starbucks i zanim przechylisz kubek, naczytasz się ostrzeżeń, że gorąca, że uważaj. Kupisz coca colę i już widzisz, kto nie może pić, bo zachoruje i na co.
Siadasz zestresowany przy stoliku, otwierasz netbooka, łączysz się z siecią, aby kulturalnie ściągnąć sobie setkę zdjęć porno i nową kolekcę filmów z cyklu „Zrobiłam to z odkurzaczem”, a tu bach: A 18 LAT MASZ? Treści zabronione! Treści dla dorosłych! Uwaga na dzieci! W dzisiejszych czasach nie zobaczysz już filmu bez jakiegoś bzdurnego znaczka na dole informującego, czy jest on dozwolony dla dzieci czy może tylko dla dorosłych. Konia z rzędem temu, kto mi powie z pamięci, co oznacza trójkąt (oprócz tego, co zawsze oznaczał w publicznych toaletach).

Na każdym kroku jesteśmy traktowani jak idioci. Jak ludzie, którzy nie rozumieją, że kawa jest gorąca i można się nią poparzyć, że jak są prace budowlane, to na łeb może ci spaść cegłówka, a jak Krysia ze szmatą myje podłogę w supermarkecie, to, do jasnej cholery, ta podłoga MUSI BYĆ ŚLISKA!
Dojdzie do tego, że moje nieślubne, niespłodzone dzieci, będą żyły w świecie, w którym ustawowo zabroni się wywracania na skórkach od banana, ogień będzie reglamentowany, a na tyłkach naszych kobiet będą wytatuowane nazwy wszystkich chorób wenerycznych, jakimi może nas zarazić. A na czołach facetów ostrzeżenie „uwaga, mały penis!”.

Angina jego mać;/

Wtorek, 29 listopada 2011 · Komentarze(2)
No i sie wyklulo. Ledwo dojechałem na skraj Warszawy i mnie zmogło. Wróciłem do domu, i do lekarza. Czuje się fatalnie, wszystko mnie boli w uszach dzwoni a tu co? 2 lekarzy mnie nie chciało przyjąć, bo mają komplet pacjentów... No to wybłagałem wizyte na 15.45 w założeniu "nic panu nie gwarantujemy". Lekarka mnie jednak przyjeła ale od 10-15.45 i w dalszym ciągu, zdychałem niemiłosiernie. 38,6 tyle miałem przed 5 minutami, ale przecież powinienem być zapisany a jakże! Biurokracja nas zje...

Najbardziej rozbawiło mnie stwierdzenie rejestratorki: "od 18ej jest całodobowa pomoc medyczna", "jak proszę pani całodobowa jak jest 10 a nikt mnie nie chce przyjąć..."

Chorym nie warto iść do lekarza... mam zwolnienie i zapisany antybiotyk, czego cholernie nie lubie. po antybiotykach czuje sie jak flak i szmata potrójnie wyżmięta. No coś czuje, że 200km/day zimą to nie będzie, a liczyłem na środowa pogodę;(

Edit. Chciałem wstawić zdjęcie szmaty z Google, i po wpisaniu szmata do podlogi takie zdjęcie mi wyskoczyło i totalnie mnie rozwaliło:P



co to ma wspólnego ze szmatą?

o żesz cię!!!

Poniedziałek, 28 listopada 2011 · Komentarze(2)
Normalnie jaja. Wsiadłem na rower odebrałem paczkę z poczty, przyjechałem do Agnieszki i co? Gardło mnie boleć zaczęło... i wiecie co? Nadal boli i to całkiem porządnie;/

FUCK ;/ Pierdziele to jutro jadę rowerem - musi samo przejść;D

ciężka głowa, ciężko w nogach...

Poniedziałek, 28 listopada 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Na uczelnie
Na uczelnie pojechałem dziś choć w głowie miałem plan odwiedzić Siedlce. Jednak w końcu zdecydowałem się na Warszawę. Jechało się z wiatrem przyzwoicie rano, choć po prawie tygodniowej banicji nieco odwykłem od tego sztywnego widelca i jakby ze zdwojona siłą odczuwałem kopnięcia przedniego koła o nierówności asfaltu!

Sama jazda była mimo, wiatru w plecy toporna - psychicznie załączył mi sie taki mega ciężarek na tylne koło, że hej. Nie mogłem sie wyluzować, ciągle miałem w głowie myśli poprzedniego weekendu, obrazy łez, trumny, pogrzebu, zasypywania grobu tego, jakie to życie jest krótkie i jakie ono jest czasami beznadziejne. Tłukło mi się wszystko we łbie tak ciasno, że nie wiem kiedy dojechałem do Żerania. Tam musiałem wyłączyć autopilota, bo na ścieżce rowerowej nad kanałkiem, kują stary most kopią, wiercą walą a przejazdu na rower nie zostawili.

Droga przy Wiśle szutrowa, również wymagała pełni skupienia. Po nocnych wiatrach i hihołach, na drodze leżały całe masy gałęzi, patyków a wszystko to jeszcze co jakiś czas poryte przez sprzęt dokonujący oczyszczania wybrzeża Wisły. Ech jesienne porządki...

Na uczelni zajęcia trwały 17 minut i 35 sekund... Nie ma to jak 5 rok, przy okazji pogadałem trochę z kumpelą pożaliłem się i przebrany zabrałem się za wracanie do domu. Jechało się względnie na początku nawet 18-20km/h potem, gdy byłem już przy Wiśle, zaczęło mocniej mnie powstrzymywać wietrzysko.
Znów okazja do przemyśleń, ale jakby tak lżej w głowie, wolno bo wolno sobie to układam w głowie. Ciarki mnie tylko przechodzą jak myślę o tym.

Końcówka szła topornie, wiatr zdecydowanie się za mnie zabrał ostro i 14-16km/h to był mój max.

Odpoczywaing uprawiam właśnie i zaraz po raz kolejny ruszam załatwiać sprawy w mieście-do miasta:D

zaduma...

Piątek, 25 listopada 2011 · Komentarze(1)
Kategoria Pojeżdżawki
W końcu jakiś ruch... można oderwać się od myślenia... kurs na cmentarz na składaczku i rozwiesić dwie klepsydry. Na tym samym cmentarzu byliśmy przed pierwszym i jeszcze mówiłem do Agnieszki " zobacz ludzie 50 parę lat tak jak nasi ojcowie;/" gdybym wiedział, nic bym sie nie odzywał:(


Ostatnie pożegnanie:
aurtor: Marta Jakobsze

Odchodzę od Was moi mili
Nie czekam dłużej ani chwili
Nie czekam na brawa, oklaski
Niedługo przysypią mnie piaski

Chcę, abyście mnie pamiętali
I nadal mnie kochali
Swe szczęście odszukali
Ogrom miłości zaznali

Choć mnie przysypią ziemie
Miłości nie pogrzebię
Miłość zostawię z wami
Abyście się kochali

Choć ja w ciemności ruszam
Zostanie moja dusza
W myślach waszych zostanę
I kochać was nie przestanę

Świat ziemski mój dobiegł końca
Przede mną droga lśniąca
Droga ta powrotu nie ma
Bo jest to droga zapomnienia

trudne dni

Czwartek, 24 listopada 2011 · Komentarze(5)
Kilka dni mija już jak nie jeżdżę, w domu nastały trudne czasy. W rodzinie pogrzeb i tak człowiek z dwóch stron osaczony. Tu wspomnienia tęsknota, a tu gdzieś w głębi czuje się potrzebę oderwania się od rzeczywistości. Niestety w kraju naszym biurokracja nawet po śmierci może człowieka przyprawić o zdarcie podeszw... od kilku dni młyn i setki spraw do wyjaśnienia...

Rower... przyjaciel czeka na swój moment on nie zniknie nie skończy się. Przynajmniej nie stanie się z nim nic bez naszej decyzji, mamy na to jakiś wpływ, jakieś decyzje do nas należą. Nawet gdy nas okrada ktoś, możemy się bić walczyć, lepiej przypiąć, lepiej zabezpieczyć. Kłódki zamki, szyfry... A w życiu nic do nas nie należy, jakaś niewyjaśniona siła tym kieruje, jednego dnia jesteś a drugiego cię nie ma. Nie da się zamocować stalowej bramy i nie wpuszczać śmierci, nie da się wstawić alarmu, i wreszcie nie da się śmierci dać po ryju, gdy przychodzi zabrać ci kogoś bliskiego. Ile kilometrów w siodełku, ile sytuacji zagrożenia, a nadal żyjemy. Z perspektywy czasu wydaje się, że mam ogromne szczęście.

Nie da się "cofać do tyłu" a nawet jeśli się da, to z punktu widzenia logiki poruszalibyśmy sie do przodu. Może więc jedynym sposobem, na powrót do rzeczywistości, na zachowanie równowagi, nie jest ciągłe oglądanie się za siebie a właśnie pójście dalej swoja ścieżką?

Dokąd nas ta ścieżka zaprowadzi, tego nigdy na pewno nie jesteśmy pewni...

dokładam do puli

Czwartek, 17 listopada 2011 · Komentarze(0)
Wieczorna wyprawka po 4 piwa zakończona sporym nocnym dystansem. Jechało się miło, choć szybko zrobiło się ciemno. Nocne leśne odcinki po asfaltach wprawiały mnie w lekki dreszczyk emocji. Droga znikała w ciemnościach jakby dalej był już koniec istnienia...



Dreszczowiec mówie wam... i ta psy po wsiach co to wyskakują z każdej niewidocznej dziury. Słyszysz szczekanie i... pach - juz jest, a kiedy słyszysz kolejne spinasz mięśnie nawet jeśli pies się nie pojawia!

Jakbym miał pulsometr to tętno byłoby wysokie;)