Weekend pochmurności i mroku...

Sobota, 5 marca 2011 · Komentarze(2)
Kategoria Pojeżdżawki
Weekend po wczorajszym nocnym rowerowaniu zapowiadał się ... rowerowo. Pewnie i nic w tym dziwnego, bo jestem rowerowym pasjonatem, jednak kiedy planowałem wyjazd kilka dni wcześniej z Agnieszką nie sądziliśmy, że pogoda będzie taka buro-ponura.

Od początku było średnio...
Wstawało się ciężko. Człowiek jakoś mniej gibki jeszcze chyba na takie harce w wysokim tętnie nocą. Czułem plecy i barki o poranku, choć to może zasłutga nie tyle nocnego harcowania, co polskich dróg. Śniadanko pyszne kanapkowe. Sakwy zapakowane no to wio! Tylko to "wio" samo w sobie nie było takie "wiśta wio"! Raczej zakrawało o "łojezusmaria". Wiatr od początku dbał o naszą kondycję i regularnie przez większość trasy do Nowego Dworu podnosił obciążenie, jednocześnie pomniejszając zapas sił jakie posiadłem na śniadaniu.
Dałem ciała z ubiorem bo temperatura na termometrze zmyliła mnie i z -2 za wiatrem było -5 odczuwalnej a zimno wciskało się we wszystkie dziury kurtki, któa mimo, że z mębraną, zdecydowanie przegrywała z trudnymi warunkami.

W okolicach Nowego Dworu Mazowieckiego, wilgotność powietrza wzrasta a z nieba spada niby to mgła niby deszcz. W lasach koło pomiechówka mam poślizg na asfalcie. Jakież było moje zaskoczenie kiedy okazało się że nie mogę ustać na tym "suchym" jak pieprz asfalcie. Lód przykrywał go milimetrową warstwą i totalnie nie było tego widać.

Swoja drogą, kop adrenaliny, wywołany poślizgiem, kiedy już nie masz siły, to niezła dawka dopalaczy:) i to za free! Po explozji tego specyfiku do krwi jechało sie o wiele lepiej.

Do Zaborza docieramy zmarznięci ale dumni, że się udało:) - Jutro cz 2 naszych poczynanań~!

nocny rower

Piątek, 4 marca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Czasem glowa staje się tak ciężka, że nie ma innej możliwości jak tylko wrócić do domu i mimo późnej pory udać się w trasę, w transie. I tak w transie jedziesz i mimo, że czasem pod wiatr, że czasem zimno bo za zimna kurtka to trzeba i mało tego że trzeba to pomaga!

Gnając po Modlińskiej przy nieomal pustych ulicach, wyciskałem z siebie siódme poty, które zamarzały w temperaturze około zera. Musiałem przekręcić to co mi siedziało w głowie... rower to zajebiste lekarstwo jak się nazbiera problemów.


nie byłem sam - i dziękuje za miłe towarzystwo!

kręciu kręciu...

Środa, 2 marca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Jeśli ktoś umie mi zdefiniować jak wyglada trening to poproszę. Ktone kiedyś powiedział "ważne jest by się zmęczyć". No to się zmęczyłem, ale dystans i "zasięg" jaki moje zmęczenie osiągneło dziś, i na jaki pozwoliło mi wybyć jest zaiste zaskakujące:D

Celem miało być napompowanie tylnego koła, a raczej dobicie kilku ATM po wczorajszym incydencie w lesie, (zajeb@ł bym sie ta małą pompeczką). Modlińska pognałem do Białołęki a dalej skręciłem na Płochocińska

i drogą numer jakiś tam, pognałem na Nieporęt. Chwilka popasu przy zamarzniętym jeszcze(choć czuje że juz nie długo) Zalewie Zegrzyńskim.


I przez Wieliszew wróciłem do domku:)
pedałowałem dziś szybciej niż zwykle z kilku powodów:
* bo mi sie spieszylo żeby w najmniejszym czasie zrobić najwięcej km
* bo tak jakoś noga podawała


Jazda wiosenna się zaczyna, zdecydowanie, czuć już w nogach to co wypracowałem przez zimę. Myśle że jak zacznie sie robić cieplej to zasięg jeszcze wzrośnie. Dziś momentami to się gotowałem totalnie. W cieniu i lesie - zimno wieje a na słońcu +10;/

ech w marcu jak w rondlu jak to mówi staropolskie przysłowie....

PS. Wreszcie udało się i pękł pierwszy tysiąc;) pfff jeszcze 9 i jesteśmy w domu:D

to tu to tam... czyli wiosna zimą!

Wtorek, 1 marca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Dziś po powrocie z uczelni wybrałem się na wycieczkę. Znów na rowerze się kręciłem bez sensu. Obrałem sobie za cel traskę dobrze mi znaną, jednak mimo, że jechałem nią już w tym roku parę razy, nie zawiodła mnie. Była śniegowa, mało samochodów a słońce dodane do tej mieszanki powodowało ciągłe "ochy" i "achy".

nie mogłem sie nacieszyć tym przecedzającym się przez drzewa, żarem z nieba

W Lesie Chotomowskim nieoczekiwanie łapie kapcia:D nie ma to jak szczyt zręczności! Zimą, na śnieżnej bocznej drodze w lesie złapać szkło w tylną terenową oponę;D


Zmiana dętki na środku lasu i mycie rąk w śniegu:) he he było przede wszystkim zimno:P a dopiero potem fajnie;) i zabawnie. To pierwszy kapeć w tym sezonie, i w tak wyjątkowych okolicznościach przyrody:D


Trasa później wiodła mnie przez miasto, załatwiałem dla Agnieszki parę spraw w Legionowie i kilkukrotnie kursowałem to tu to tam walcząc z niesprawiedliwościami tego, że to zawsze chodnik a nie ścieżka rowerowa, są odgarnięte;) I udowadniając kierowcom, że wcale im się nie przyśniło i że to ja ROWERZYSTA jadę własnie zimą przez skrzyżowanie

Roztrenowanie przed sesją poprawkową;P

Niedziela, 27 lutego 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Dziś od rana chodziło za mną wyjście na rower, wczoraj było tak pięknie a od rana dziś pochmurno i wietrznie. Jednak pouczyłem się nieco mechaniki na jutrzejszą poprawkę i po obiadku przygotowanym przez moją Agniesię(był pyyyszny makaronik i sosik i kurczak) wybraliśmy sie oboje na małą pętelkę.

Najpierw z wiatrem przez Jablonną do Rajszewa i dalej na Skierdy a potem przez lasy do Chotomowa. W lesie bez wiatru dało radę pogadać nawet, a mój amortyzator jakby przywykły do mrozów -12 chyba poczuł wiosnę i znów zaczął się uginać:D


Dalej ścieżeczkami śniegowo-leśnymi udaliśmy się wzdłuż torów do Legionowa a na sam koniec dynamiczny odcinek już przez miasto do domku...


niby nic... a jak człowiek zresetowany jak mu wody odeszły jak mu stres odpuścił... co te rowery robią z ludźmi:)

PS. Dokładam kolejne klocuszki do kolekcji. A do 10 tysięcy w tym sezonie jeszcze trochę. Puki co luty mam najliczniejszy odkąd jeżdżę (od2007) a suma od początku roku przewyższa wszystkie sumy z tych 4 lat(sty - lut). Tylko te liczba 9053km które mi jeszcze pozostają, jakoś taka wciąż całkiem duża;(

Wiosna wiosna wiooooosna!!!!!!!!!!!!!

Sobota, 26 lutego 2011 · Komentarze(1)
Kategoria Pojeżdżawki
Dziś nie udało się mi wykorzystać pięknej pogody, sprawy do załatwienia zmusiły mnie do jazdy jak to określam, służbowej. Najpierw kierunek do Rodziców a tam cała masa rzeczy. Pomijam już, wstawianie ojcu do jakiegoś sprawozdania z badań 30 wykresów(sam biedulek nie umie) ale najważniejszym punktem odwiedzin tatusiów i Mazusiów była zmiana koła. Stare zostało rozebrane a obręcz (ta i poprzednia zajechana w ten sam sposób) wylądowały na wózku u znajomego osiedlowego śmieciarza;) )

No i oczywiście mam piastę samą teraz gotowa do zaplotu. Podmianka przedniego koła to Yoy-teh na obręczy Alexrims, używane ale na zapas dobre – przede wszystkim grubość ścianek obręczy przekracza znacznika zużycia.

Słoneczko podczas jazdy napotkane było zgoła innym słoneczkiem, nie było to już to nieśmiałe mroźne świecidełko, a piękne wiosenne ciepłe i dojrzałe!
Ha jadąc po rozpuszczającym się śniegu na chodnikach czułem jak wiosna leje się na mnie z góry razem z „żarem”. Dystans mały dziś i strasznie żałuje, że tak mało, jednak wymiana uszkodzonego koła była priorytetem niejako zdrowotnym …


Jutro obiecuje sobie więcej wrażeń z siodełka…:D

rower, szaman, uzdrowiciel!!!!

Piątek, 25 lutego 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Pojeżdżawki
Wczoraj zdychałem w domu, nos był zawalony a ja mówiłem jak kulfon. Zatoki pękały i moja głowa od bólu też. Po leczeniu jednodniowym i dzięki zasłudze mojej Agusi i jej pysznej zupki ogórkowej wyszedłem na prostą dziś. Jeden dzionek wczorajszy odleżałem w łóżku, jednak dziś już zdrowy.

Wziąłem rower i ruszyłem, najpierw na stację na uzupełnienie ciśnienia(co ta zima robi z kołami to ja nie wiem) Turbosprężarka mnie jednak pokonała, zapomniałem, że przednia obręcz jest osłabiona i przepompowałem a obręcz wypaczyła się z jednej strony. Jechałem przez chwilę a hamulce obcierając wybijały Break-BOX szurając i stukając. Kiedy wreszcie zjechałem na bok głównej ulicy(modlińskiej) opuściłem powietrze(tak skrupulatnie wcześniej pompowane przez machinę). Ech - obrączka jednak już była wygięta, nie mając większego wyboru pojechałem (z sercem na ramieniu - bo to przednie koło) do Legionowa, przez Jabłonnę. Przy każdej dziurze, modliłem się, aby koło nie złożyło się od uderzenia w dziurę, ale Diabełek Ranger mnie nosi nie pierwszy rok i wysłuchał próśb.

Nie mniej, jednak przednie koło czeka poważna operacja transplantacji - poszukuje dawcy obręczy a bidulek Accent okulały stoi w piwnicy...

Jutro podjadę i wymienię koło na zapasowe (mam jakieś w piwnicy - kto by pomyślał że się przyda) a to będę musiał ordynarnie rozebrać:P Zostanie tylko piasta

(novatec przeszedł reinkarnacje łożysk 4 miesiące temu)


a teraz wszyscy uczcijmy kółko minutą ciszy:(

31000 km to ładny wynik;D

wspomnień czar... gdy mam katar;P

Środa, 23 lutego 2011 · Komentarze(3)
Kategoria Pojeżdżawki
dziś w ciągu dnia przesiedziałem w domu, katar mnie dopadł i zajęło mi zatoki. Wczorajsze wywieszanie pościeli w bokserkach i koszulce na balkon, gdy było -15 rano, chyba podziałało... Ale zawsze sobie tłumaczę, że to nie jest i nigdy nie będzie roweru wina(wszatk -12 stopni na rowerze śmigałem w poniedziałek) rower przynosi wzmocnienie zdrowia a nie je osłabia...

tym niemniej siedząc dziś w domu, wspominałem czasy jesieni kiedy to powstały dwa zacne filmy mego autorstwa....



oraz




Wyjazd w góry Świętokrzyskie, hmmm było morko było chłodno ale... było W górach i na rowerze było... a dziś? Ja dziś tylko ciepłe kapcie Herbata z cytryną i wspomnienia... byle do poniedziałku, wtedy na 100% bede już zdrowy! for siur!!!!!