Dziś sobota handlowa dla mnie była. Ostatnia sobota w tej firmie. Było co robić, ludzie czują wiosną i tłumnie przybywają do sklepu szturmując go jak szatańska zaraza. Sprzedałem w sumie chyba z 6 rowerów a jednocześnie, nalatałem się jak dziki. Najwięcej czasu zajęła mi rodzinka szukająca kasku dla młodzieńców 6 i 8 lat. Całe 45 minut wybierali z pośród 4 kasków... No i kiedy wydawało się, że już się zdecydowali: - a weź jeszcze raz tamten załóż. On ten chyba lepszy, jak pan sądzi. Mi się chyba bardziej ten podoba. A weź jeszcze tamten włóż.
Dzieciak zmieniał kaski jak rękawiczki. Kupili, zapłacili - wyszli. W czasie dnia po sklepie przechadzał się "B", podczas jednej z wolniejszych chwil zagadał tak niby sam do siebie niby do mnie. - taki dobry sprzedawca odchodzi. Kurcze szkoda, naprawdę szkoda. Masz już coś na oku w rowerówce? - nie bylo w tym grama ironii. po prostu dziś byłem w swoim żywiole. Ludzie, sprzedaż, klienci, rozmowy, negocjacje, zagadywanie do dzieci, zajmowanie się tłumem, szeregowanie kolejki. Czasem to dość karkołomne, bo 10 osób na raz coś od was chce. Zdarza się wystawianie kilku paragonów na raz, bo kolejka rośnie. Wszystko głównie ja robiłem, mimo, że było nas kilka osób. Bez kozery powiem, że po prostu robiłem to najsprawniej z naszej trójcy.
Wróciłem do swoich obowiązków uśmiechając się do siebie. Teraz facet zobaczył co stracił, a jeszcze kilka dni temu kazał mi myć kible. No cóż, - jak nie docenia się ludzi, to ludzie odchodzą. Naprawdę teraz czuje się podbudowany tym odejściem. W sezonie, nie będzie lekko. Będzie kocioł, a sprzedawcy jednego mniej będzie. Mnie już tam nie będzie.
Nowa praca czeka. Niebawem zaczynam!
Serwisowo.
Shannon ma już nowy wiosenny napęd. Chyba taki zostanie już do końca - to jest do wiosny.
Komentarze (3)
Cieszy mnie Twoja satysfakcja i jego zgaga. Lepszej rekomendacji dostać nie mogłeś :)
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.