No to po kolei. W zasadzie kilka spraw się ostatnio pojawiło i trzeba to usystematyzować. Pierwsza zasadnicza z nich to nowa wersja cherry, która zmieniła barwy na czerwony mat. Teraz za koszt puszki szpreju mam Canyona Ultimejt. Heheh. Jednym słowem, prawie robi wielką różnicę, ale fakt jest faktem i kolor zmieniłem. A co tam - Co roku będe zmieniał jak mi się będzie chciało:D Jest inaczej, a jak inaczje to człowiek się cieszy bo tak jakby miał nowy rower. No i morale rośnie itp;)
Do pracy czasem skoczę rowerem, ale nie zawsze ogarnę się z rana, bo na 8:40 muszę być w firmie aby wszystko ogarnąć po-włączać itp. Generalnie częściej się udaje pojechać niż jak pracowałem w Galeri Północnej. Tam z tym bywało różnie. DO BBT jeszcze troszkę, ale rower przygotowuje etapowo. Zastanawiam się nadal nad sakwą Ortlieb na kierownicę jako dodatkowe wyposażenie na trasę. Narazie decyzja jeszcze nie zapadła, ale zaletą sakwy jest dostęp, podczas jazdy do całego majdanu jedzeniowo-telefono duperelnego. Mówią mi, że to za dużo, że po co... nie wiem. Myślę, kombinuje. Faktem jest, że areodynamika się zmniejszy, ale może mając ciągły dostęp do przekąsek będę musiał mniej stawać aby coś sięgnąć...
Pogoda za oknem jest taka jak każdy widzi. Upały nie ułatwiają mi sprawy, ale dojazdy do pracy usprawniły nieco moje ego i czuje się mocniejszy niż w trakcie odpoczynku po MP. W sumie nie wiem czy uda się jakąś 200tkę przed BBT zrobić, bo mam od groma spraw domowych i pracowych do ogarnięcia. Tym niemniej postaram się pojeździć trochę do pracy, aby dupka mi nie odmiękła od siodełka.
Nadal nie mam równiez pomysłu co powinno być w przepaku na BBT - ktoś podpowie? W sumie nie wiem za bardzo na co się zdecydować;)
Zaraz momencik to gdzie Ty teraz pracujesz... Fajny pomysł z tym malowaniem roweru !! - co rok nowy rower :D Ale ten koszyczek ...to weź przestań - baby po mleko do biedry tak jeżdżą ...:P
ja tel, żele, batony (jak biorę) trzymam albo w nerce, albo w kieszonce od koszulki z tyłu.
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.