Ostatni dzień urlopu.
Upał nie poddawał się, ale całe szczęście jest trochę dobrych ludzi i podjechałem do jakiegoś człowieka co był przy swoim domu i poprosiłem o napełnienie butelki wodą. Stara sprawdzona zasada jak podróżowaliśmy z Agnieszką po Polsce i Europie - wysępiłem litr piekielnie zimnej wody. Pan mi chyba nalał z jakiegoś specjalnego źródła bo była aż zaszroniona.







Reszta wycieczki to już sama przyjemność. Zaletą jazdy w ciągu dnia jest brak komarów.
Wieczorem szykuje już kolejną trzecią ustawkę z rowerowym Legionowem, ale zobaczymy czy i tym razem będzie nas tylko dwóch:D










