Dysfunkcja Autoimmunologiczna

Poniedziałek, 20 maja 2019 · Komentarze(2)
LGBT nie służy mi zdecydowanie. Po wieczornym, nocnym wypadzie, infekcja przyniesiona przez syna nabrała mocy. Najpierw od kilku dni drapało w gardle. No ale  co tam drapanie w gardle. Cierpienie uszlachetnia - czyż nie? No to nic to!
Nastepnego dnia już nie było tak wesoło. Syn pełen energii a ja pełen - dysfunkcyjnego zespołu gila i smarku!

Poległem i gorę...

Nocą - na kładkę

Poniedziałek, 20 maja 2019 · Komentarze(3)
Zachęcony sukcesem dziennej przejażdżki szybko zmontowałem wpis o wieczornej ustawce na rowery. Po pierwsze - chciało mi się, a po drugie była ciepła noc. Nie zapowiadano deszczu. Można było jechać. 
Wyruszyliśmy o 20:40 spod ratusza i pognaliśmy wałem do Żerania na Kładkę rowerową. Jakiś czas temu znajomi nie mając pomysłu na rowerowanie, wymyślili akcję, aby co jakiś czas  "sprawdzać" czy kładka jeszcze jest. 

Kładka dostałą Nazwę LGBT, bo podświetlona jest na różowo - fioletowo. 











Wyszedł zacny wyjazd, choć dzisiaj (dzień po) czuje lekki dyskomfort w nosie. Syn hoduje kolejną infekcję i niby ma tylko kaszel, ale Agnieszkę już boli gardło, a ja mam "niby-gila" czyli nieby niegil, a gil!


Ostatnio do swojego jednośladu kupiłem napęd 1x10 ponieważ chciałem kiedyś przejść na ten system. Na Aliexpresie kosztuje to grosze. Manetka + kaseta + łańcuch + przerzutka - kosztowała mnie coś około 350zł:) SZOK:D 

Zagialny Syn

Niedziela, 19 maja 2019 · Komentarze(2)
Kategoria kuweta
W codziennym życiu zawsze coś potrafi się wykoleić. Syn wykoleił nam się zdrowotnie. Gorączka, kaszel i gil. Jednym słowem ta huśtawka pogodowa mu nie służy. Do tego wszystkiego zakaszlany cały. Sam się zakaszlałem - bo nijak nie mogłem się zdecydować czy i jak się odziać w te dni co to pogoda bawiła się gałkami od temperatury, wilgotności i opadów. Teraz - jak chyba już wspomniałem pogoda jest szklarniowa, i załapane kaszlowe batkeryjki ładnie pączkują. 
Z tego całego zdrowotnego zagmatwania udało się jednak wyrwać kawałek tortu dla siebie. 

Zdjęcie z neta - synonim błota i deszczu. Ostatnio na rowerze nie robiłem zdjęć. 

Razem z Pawłem po długich - nieomal miesiącach - umawiania się na rower udało się zgrać terminy i wreszcie dzisiaj nastał ten dzień, że poszliśmy na rower. Było terenowo, było szutrowo, było nieco błotniście. Nie tyraliśmy po bezdrożach. Po prostu jechaliśmy poza asfaltem i rozmawialiśmy. Analizowaliśmy diety, wpływ cukru i kofeiny, a także trochę zastanawialiśmy się jak Biopaliwa mają się do Smogu, czy do odchudzania. 

Nogi same kręciły i nie wiedzieć kiedy w dwie godziny zrobiliśmy 30 kilometrów. Zgroza nasza średnia co? 15 kilometrów na godzinę brutto. Pochwalę się, że momentami nawet miałem 25! Serio. Uprawiam SC - Slow Cycling i chyba jestem w tym naprawdę dobry - Cholibka!

Relive 'Lunch Ride'


PS. Kolejny audiobook zaczęty, ale nie wchodzi jakoś. Albo usypiam, albo zasypiam... Słuchanie go w domu "Statycznie" to nie dla mnie;P

Jestem Uzależnionym Cyklofilem!

Sobota, 18 maja 2019 · Komentarze(6)
Kategoria kuweta
Miało być równo, równiuteńko! Jak pod linijkę, ale ciąg pracy i opadów deszczu utworzył dwie nieprzebijane dla mojego roweru bariery. Odbijałem się więc od nich raz od jednej i od drugiej. I wreszcie jak już myślałem, że całkiem poległem udało się dzisiaj popełnić rower. 

Jestem uzależniony od tego. Lubię to robić, i po prostu stan bezrowerowia, przyprawia mnie o złe samopoczucie. To jakbyście założyli lekko za duże buty, niby jest ok, ale coś nie gra. Potem przechodzicie fazę irytacji. Wsadzacie coś w but aby zapchać miejsce i wreszcie dochodzicie do wniosku, że jednak to nic nie da i trzeba zrobić to co od dawna wam podpowiadał wewnętrzny głos. Pójść w dobrych butach. 

Ja chodziłem więc w za dużych, potem w za małych, za ciasnych, za luźnych, krzywych, chodakach kroksach i we wszystkich innych butach, ale tylko dzisiejsza wycieczka, dała mi jakąś namiastkę zaspokojenia. Słuchałem sobie audiobooka i pedałowałem po lasach. bez szarpania pod wydmy, bez masakrowania się bez tchu. Po prostu jechałem - nieposzosie. Po nieszosie! Nieszosiepo!

Lub jak kto woli - w terenie. 

Po opadach deszczu w lasach jest szklarniowo. Duszno. Pomidory można hodować taka parówa. Duszno jak w czarnym aucie na parkingu. Duszno jak w garnku piekącym na parze, jak... eeee no dobra nie jestem królem metafor. Generalnie było ciepło i wilgotno - kumacie?

Kałuże w lasach to nie jest obraz do którego przywykłem ostatnimi czasy. Toteż popełniając kolejne i kolejne w końcu wpartoliłem się po support i umoczyłem sobie butki. Woda była ciepła, lecz samo uczucie średnie. Po wydrapaniu się z parowu miałem szlam wszędzie. Co sprawiało, że jadąc czułem jak mi mlaszczą stopy!

Harlan Coben się skończył - czas na coś kolejnego. 
Czas Na Remigiusza Mroza!

Szósty dzień tygodnia

Sobota, 11 maja 2019 · Komentarze(1)
Sobotę wstępnie zapowiadali burzową. Jednak od rana nic nie wskazywało na deszcze, poza tym, że było strasznie parno i duszno. Poranek z synem i żoną i zabawy w domu. Gdy nastała dwunasta - słownie południe. Syn chylił się ku upadkowi (drzemce południowej), a ja przyodziałem trykot i poszedłem na rower. Było naprawdę fajnie. Nawet wiatr mi nie przeszkadzał. 

Zdecydowałem się wyznaczyć w realu odcinek przy samej tafli Jeziora Zegrzyńskiego. Odcinek bardzo trudny technicznie i malowniczy zarazem. Sporo wąskich singli tuż nad taflą Jeziora i sporo wąskich technicznych zjazdów po korzeniach. Noga kręciła przyzwoicie a pogoda, mimo, że słoneczna łagodziła trudny lekkim wiatrem.

Reszta trasa była kolejnym odcinkiem specjalnym w okolicach Wieliszewskiej trasy Crossowej i znów sporo singli i podprowadzeń pod wydmy. Tegoroczna Legionowska Katorga zapowiada się imprezą bardzo wymagającą i mam nadzieje, że trasa, któą wyznaczam przypadnie do gustu zawodnikom i zawodniczkom!

90 kilometrowa pętla po okolicy obfitująca w największe smaczki okolicznych lasów i pól. 

Czapkins i handling

Sobota, 4 maja 2019 · Komentarze(4)
W pracy jak Bóg przykazał spędzam jeden z dni majóweczki. Sprawa o tyle znamienna, że sprzedawałem rowery. Pogoda był cokolwiek średnia, ale mimo wszystko kilka jednośladów udało się sprzedać. Sprzedałem również podkaszarkę dwu - sów (suf?) firmy National Amrerican Concept i dwa oleje do owego Conceptu... Trawa to sucz, która jak zacznie rosnąć nie chce przestać. I ludzie jak w piosence Listy piszą oraz Trawy Koszą! 
Tego dniu w namiocie - udało mi się również dosłuchać audiobooka. MIałem kilka rowerów do złożenia, więc z telefonu leciał Audiobook(czapkins), a ja pracowałem w pocie czoła i pach. W sumie nie bardzo szło się spocić bo pogoda była typowo majówkowa czyli średnio 15 stopni jak mniemam. 


Niemniej jednak sprzedaż rowerów jest sporo niższa niż w klasycznym sklepie rowerowym w tym okresie. 

Grilla mogę tylko powąchać z nieodległych gospodarstw domowych. 

W lesie w zimną majóffkię

Piątek, 3 maja 2019 · Komentarze(1)
Kategoria kuweta
Tego dnia rano padało. W sumie nie sądziłem, że uda się wyjść na rower, ale wreszcie wyszło słońce a synb chylił się ku upadkowi (szykował się na drzemkę około 12-13). To był tem moment, gdy opuściłem dom i... o-e-sus jak sie zdziwiłem. Jak było natenczas zimno. Mimo słońca wiatr przeszywający. Zaletą jazdy w lasach jest to, że mniej wieje, ale dojazd do lasu nie był taki ciepławy jak by się zdawało patrząc za okno. odcinek specjalny Sahara.

Trasy wybierałem związane z Legionowską Katorgą. Objechałem tego dnia dwa odcinki specjalne a na koniec zrobiłem sobie luźne pedałowanie po luźnych szutrach w lasach. Na single, podjazdy i łojenie pod górę nie miałem już sił. 
Zdjęć nie ma za co przepraszam!

LEGO KOLEGO DEJOF

Czwartek, 2 maja 2019 · Komentarze(2)
Dzisiaj wstałem lewą nogą. Jakoś tak niby mi się dobrze spało, ale coś nie grało. Wypiłem kawę, młody nieco marudził, al egdy wyjrzałem za okno wszystko zrozumiałem. Już wiedziałem co nie gra. Pogoda za oknem nie grała. To znaczy jakby grałą ale nie moją symfonię. Odwiozłem młodego do żłobka i wróciłęm do domu. Lekka niepotrzebna naerwówka z żoną i plan na dzisiaj? Sprzątanie balkonu. Nie rower, to choć w ten sposób z naturą spedzę czas. 

Przed blokiem mamy dziedziniec, gdzie kurzy się niemiłosiernie i po ostatnik orkanach, Viktorach i Oliwiach (nazwy orkanów?) wszystek kurz wefrunął na nasz balkon. Brakowało tylko żeby tam, nasrać. Choć w sumie jeden odważny gołąb spełnił powinność na parapecie. 

No to odkurzacz w dłoń i szmatex i szurex burex. Późno rozpoczynamy sezon balkonowy, ale o chronicznym braku czasu chyba wspominałem już. Kupię czas na kilogramy - jakby ktoś miał:)

Resztę dnia spędziłem z synem, na wszelkich sposobach zabawy i tworzeniu nowych modeli z klocków lego. Dla młodego najważniejsze aby urządzenie miało:
a) koła
b) zębatki


Udało mi się również podrzemać, gdy młody zapadł w objęcia morfeusza. Jednym słowem - miałem dej ofa.

Pierwszy dzień maja - piachu zgraja

Środa, 1 maja 2019 · Komentarze(1)
Kategoria kuweta
Piękna słoneczna pogoda sprawiła, że ten dzień był od rana bardzo przyjemny. Udało się z rana pobawić z synem. WYszliśmy na spacer i nowo zakupionym walcem, równaliśmy drogę przed blokiem. Przyjemnie na słoneczku spędziłem poranek. 
Około dwunastej, syn ma drzemkę, więć ubrałem się w trykocik i pojechałem do lasu. Mimo słońca wiaterek był dość chłodnawy. Jechałem jednak w całości na krótko, ponieważ w leśnych głębinach mniej wiało, a i trud wkładany w pedałowanie był większy. 

Sprawdzałem tego dnia odcinek specjalny na Legionowską Katorgę - pieszczotliwie nazwany Saharą. 
Jak nazwa wskazujue jest tam sporo piasku więć i trud włożony w pokonanie odcinka sporo większy. 
Końcówka znów po płytach betonowych, dla wibracyjnego treningu całościowego:)

Druga cześć dnia to wypad z żoną i synem do lasu na "pociągi". Oczywiście kopara, walec i wywrotka poszły w ruch i walcowaliśmy drogę w lesie. Zabawa na dziesięć fajerek do dziewiętnastej. Nie mogliśmy małego z lasu wygnać do domu, bo "musiał walcować".