Wzdłuż Torów

Sobota, 13 kwietnia 2019 · Komentarze(2)
Wycieczka wzdłuż torów na rozruszanie kości. Ciężko idzie bo moje ostatnie jeżdżenie przypomina raczej farsę, niż cokolwiek co można nazwać regularnością. Do tego wszystkiego zimny wiatr potęgujący zimno i pogoda, która udaje wiosenna mimo, że odczuwalne jest chyba ze dwa stopnie. 

Przyjemna jazda wyszła mimo wszystko. Droga spokojnie i monotonnie mijała wzdłuż lini kolejowej Warszawa Gdańsk. Prędkość średnia wychodzi mi coś pod 17km/h i nie wiem czy to dużo czy mało, bo za mało jeżdżę w terenie. Nie ścigam się z nikim i narazie staram się wrócić do regularnego jeżdżenia aby wejść w ten sezon w miarę sensowną kondycją. 

Pierwsze ruchy - wiosna zimowa

Czwartek, 11 kwietnia 2019 · Komentarze(3)
Kategoria kuweta
Odwiedziłem, dzisiaj wycinkę drzew w Nieporęcie. To tam powstaje ciąg rowerowy,który ma połaczyć Warszawę z Zalewem Zegrzyńskim. Obecnie widok jest straszny, bo sporo idzie drzew po młotek, ale wiem że to nie koniec i będzie całościowo bardzo fajnie. Ostatnio inwestycje w naszym regionie faktycznie zaczynaja przypominać drogi rowerowe a nie jakies potworki. 
Ścieżką można już dojechać z Legionowa do Kątów Węgierskich, a niebawem być może i do samego Nieporętu się uda. 

Tak mniej więcej wygląda ten ciąg w miejscu gdzie wycinka jeszcze się nie zaczęła...

A tu już przygotowania pod poszerzenie drogi i budowę ciągu pieszego oraz rowerowego. 




Bardzo dobre wrażenie robią na mnie nowe drogi rowerowe, sa oddzielone od chodnika pasem zieleni, a najważniejsze, że te budowane poza granicami miasta posiadać będą oświetlenie. Inwestycje wyglądają dość solidnie, a patrząc na etapy budowy podbudowa wytrzyma odśnieżanie i nie zapadnie się pod obciążeniem aut odśnieżających (jak ścieżka w Wieliszewie).


Obserwejszon - odszosowienie mentalne

Środa, 10 kwietnia 2019 · Komentarze(1)
Kategoria kuweta
Nowy sztuciec się powoli dociera. Chłód ostatnich dni mu nie służy bo się chłopak rozbujać nie może. Jest taki jakby lekko ospały i niby uginać się ugina, ale mu z deczka takiej dynamiki brakuje. Wynika to prawdopodobnie z oleju, który gdy jest chłodno, zmienia swoje właściwości. Pytanie do was użytkowników sztućców z tłumikami olejowymi/powietrznych. Jaka temperatura daje próg płynnej pracy widelca? Nie było ostatnio okazji, ale wydaje mi się, że 20 stopni to już temperatura, gdy olej się w nim rozgrzewa i wszystko działa idealnie. 

Rower stoi ostatnio więcej na wieszaku, bo jak to ja, wziąłem się za poprawki detalingowe teraz, gdy zdrowotnie nie mogę jeździć za wiele. Dzisiaj zajrzałem do klocków Hamulcowych i wreszcie przełożyłem tylne koło na łożyskach maszynowych z szosy. Pożyczałem je na BBT jesienią 2018, po tym jak oryginalne na Yoy tech się rozsypało. Teraz koło naprawiłem, a Maszynówka wróciła do MTB. Swoją drogą z przerażeniem odkryłem, jak zajechane łożyska mam w tym kole. Kolejny plan na ten sezon to wymiana łożysk w tylnym kole. 

Sporo osób ostatnio pisało do mnie w sprawie mojej rezygnacji z Maratonu Podróżnika. Ma na to wiele wpływów. Przede wszystkim kondycja, która jest fatalna. Przejechane kilometry, stan zdrowia i wreszcie czas! Chroniczny bak czasu.
Druga sprawa to Szosa. Ja się normalnie odszosiłem na ten rok! Totalnie mnie na asfalty nie ciągnie, nie chce mi się jechać 50km szosą, wolę zrobić sobie 30 szutrami. Wolniej, nie patrząc na licznik przebytych kilometrów. odkryć nowy singielek, czy wyznaczyć nowy szlak. Ot klapka mi przeskoczyła! Muszę widocznie odpocząć i znów zachcieć tego sportu. Teraz to własnie leśne drogi, śpiew ptaków, czy picie wody z bidonu w środku bukowego młodnika, sprawia mi radość. To szum kół po żwirze i kurz szutru powoduje u mnie teraz strzał endorfin. Z dala od ludzi można spotkać wiewiórkę, jelenia, czy jak ostatnio - dzikiego kota dachowego. 

Czasem tak jest, że człowiek potrzebuje zmiany. Zmiana u mnie nie jest permanentna, bo w MTB zdarzało mi się już kiedyś ścigać, ale chodzi o to by znów znaleźć to coś w tej pasji i odkryć ją na nowo. Ja porządnie w Lasach smigałem dobrze ponad 10 lat temu, jak tylko kupiłem rower. Teraz czas na powrót do korzeni.



Wiosna i srające muchy

Wtorek, 9 kwietnia 2019 · Komentarze(4)
Kategoria ciekawsze wpisy
Wiosna, uderza w tym roku niespodziewanie. To znaczy, może źle to ująłem. Każdy jej się spodziewał, każdy po za mną zaczął dostrzegać, jak z zimy robi się, najpierw nie-zima, a potem przedwiośnie, aby teraz zmienić się w wiosnę. Każdy poza mną -słownie EM EN ĄŁ.

Dzień za dniem w kieracie pracy, dzień za dniem. I jak powiada pewien słowiański cytat z filmu "i tak w kółko aż do zajebania". Bo to w sumie nic śmiesznego, żeby po wyrobieniu 1,5 etatu zarobić tyle... to nic śmiesznego, zajechać się zdrowotnie i wylądować na l4 z wynikami jak u pijaka, alkoholika, stachanowca. To nic śmiesznego być dojonym podwójnie, przez Firmę i kraj. To nic śmiesznego tyle zarabiać. Nic śmiesznego w tym, że przychodziłem w dni wolne, że zrywałem płytki i, że byłem "lojalny". Zarobiłem jak nauczyciel? Kurcze, nie wiem ile nauczyciel zarabia, ale solidarny żółwik z nimi dzisiaj przybijam!

Czasem się zastanawiam, czy istnieje praca, która pozwoli na gony zarobek i nie zajechanie się w próżnej nadziei, że ktoś poza poklepaniem po plecach - powie ci masz tu kasę. Zarobiłeś.



Kupiłem SE sztućca na osłodę...

Środa, 3 kwietnia 2019 · Komentarze(4)
Skoro już mam tyle zarobić za ten marcowy kierat to sobie zrobiłem dobrze.
Upoiłem się pieniędzmi - jak narazie potencjalnie zarobionymi - i nabyłem w drodze kupna widelec powietrzny. Mój XTC od suntoura, po pierwsze był/jest do trekingowego roweru, po drugie nie ma tłumienia i jak jadę po korzeniach to strzela jak armata na wiwat! Strzela, to znaczy odbija.

Musicie wiedzieć bowiem, że energia pochłonieta przez widelec jest oddawana z powrotem. I owa energia może wrócić na raz (jebut), albo na raty (jeeeeebuuuuuuttttt). Energia oddawana na raty tłumiona jest przez olej w tłumiku. Amortyzator nie wypręża się z energią katapulty, a zwalnia nieco, hamowany przez olej. Daje to dużo przyjemniejsze pokonywanie nierówności, gdyż ponieważ nie macie wrażenia trzymania w dłoniach ubijaczki do gruzu firmy CAT.

Amorek dodatkowo posiada komorę powietrzną, którą można dokładnie określić stopień ugięcia pod daną wagę. Wiadomo bowiem, wszem, a może nawet i wobec, że człowiek na wiosnę waży więcej. 

No i ogólnie już niebawem będę milionerem po marcowym kieracie - więc co! Kto bogatemu zabroni! Zarobiłem też na lewo trochę kasy, jest więc szansa na investyszon!

statystyki - zajechany...

Wtorek, 2 kwietnia 2019 · Komentarze(1)
Wyszło mi 218 h pracujących w miesiącu marcu.
Na 31 dni - pracowałem 20 dni
Wolne wypadło mi 11 dni z czego 2 dni urlopu, oraz 4 niedziele niehandlowe - czyli wolnego w pracy miałem w sumie nie 11, a 5 dni

Jednym słowem - fuck yeah...

Zmęczony jestem tym remontem. Czekamy na otwarcie i przed otwarciem najwięcej nerwów i duperel do poprawienia. Otwarcie już w czwartek - pracuje od 7 do 20 albo 21... nawet nie czytałem tego baneru. Miałem co innego do roboty.

Wiosenny weekend cz 2

Niedziela, 31 marca 2019 · Komentarze(1)
Weekend wyjątkowo obfity rowerowo jak na moje możliwości. Udało się dzisiaj być dwa razy na rowerze. Rano zabrałem syna na Maraton Poland Bike do Legionowa. Nie był jednak za bardzo zainteresowany, bo z samego rana nie wiele się tam działo. Zaciągnął mnie więc na pociągi i pojechaliśmy pod las bawić się w piasku i budować mosty z patyków. Wracając znów natrafiliśmy na miasteczko zawodów i tam już syn się zainteresował. Pełno rowerów, mega dużo osób, dzieci i innych "zwykłych ludzi". Wygrał jednak plac zabaw w miasteczku zawodów. 

Drugie wyjście z mroku było jak odstawiłem syna. Wybrałem się rowerem na pętle szutrami po okolicy i chciałem więcej zrobić kilometrów niż dnia poprzedniego. Pochłonęła mnie jednak opcja wyznaczania trasy Legionowskiej Katorgi i czas mi się skurczył. Wyszło 40 kilometrów. Przyjemnie i miło było tego dnia, choć nieco chłodniej niż poprzedniego. 



Powitanie wiosny.

Sobota, 30 marca 2019 · Komentarze(3)
Kategoria kuweta
 Od rana nie zapowiadało się, że dzień będzie taki ładny. Wstałem o piątej, bo syn już był gotowy aby egzystować i oznajmił mi z rozbrajającą szczerością: "tata widno jest - ja wstałem. Otwórz oczka!"
No to co było robić? Otworzyłem oczka i nie było już spania. 
Po wczorajszym dniu remontowym byłem nadal zmasakrowany. Szykowałem cały dzień Namiot RS, na rowery i skutery, którym będę się w sezonie opiekował. Po remoncie sporo tam zalegało niepotrzebnych rzeczy i przez całe dwa tygodnie służył jako składzik. Od liści jesiennych bo wiosenne pająki. Jeden wielki messup i do tego ze 40 rowerów przerzuciłem. 

Jednym słowem wielce nie w smak było mi wstawanie o piątej rano, nawet gdyby słonko już świeciło przepięknie. Ono faktycznie wstało, ale tam gdzieś za chmurami,Hen hen w niebiosach. Było po prostu widno, ale dzień był "taki sobie".
Gdy syn w okolicach godziny dziesiątej, zaczął przypominać zoombie, to wiedziałem, już że jego drzemka która wypada o godzinie 12 się przyspieszy. Wyglądał jak pijany. Szybka akcja, "tata utuli" i syn spał.
Ruszam więc na rower. Wiosennie, czyli nie wiadomo jak. Niby 10 stopni pokazuje termometr, ale te chmury jakieś takie...nijakie. Jadąc pierwsze kilometry nie wiedziałem jak się dopasować do warunków pogodowych
Tu rozsunąłem suwaczek
Tu zasunąłem znów, bo z górki było
Tu drugi suwaczek i paszki rozsunąłem,
I znów postój bo jednak się rozbieram...
I tak sobie gnałem. Dzisiaj postanowiłem jechać więcej objętościowo, aby te moje wycieczki nie były tylko dwudziestokilometrowe, z planu wyszło co widzicie na górze:D Jednak cała trasa pełna była interwałów, bo w połowie drogi pomyślałem, że złapię Rowerowe Legionowo na powitaniu wiosny i tak się z nimi umawiałem telefonicznie, że zamiast na "dziką" plażę w Nieporęcie pojechałem na tę w Wieliszewie. Potem trzeba było zrobić korektę i pognałem już na tę właściwą. W całym tym ambarasie było sporo gnania co sił pod wiatr ( a wiało nie mało ) 
Jak dojechałem do grupy na Plaży przy molo w Nieporęcie - akurat się zbierali, więc załapałem się tylko na "Cześć" i pojechaliśmy dalej.
Z RL, pojechałęm do Legionowa, gdzie skręciłęm znów w las, bo żona z małoletnim (wstał rzecz jasna) pojechali już na pociągi. 
Oglądaliśmy robaczki, patrzyliśmy jak jeździły pendolina i łapaliśmy biedronki.

Człowiek z LASU i SA-RNA

Środa, 27 marca 2019 · Komentarze(6)
Jest zimno. Oddech z lekka zamienia się w szary obłok pary. Na niebie słońce, które tego poranka przypomina o nocnym przymrozku. W uszach jednostajny głos lektora zabiera mnie w inny świat, świat gór, podróży świat wolny od zmartwień, korporacji i tej wielkiej maszyny życia codziennego. Dookjoła mnie las. Gdzieniegdzie na drzewie przeskakuje mały ptak. Patrzy na mnie z zaciekawieniem, gdy pokonuje kolejne odcinki piaszczystych wydm. Jest ciężko - cholernie dzieżko. Musze prowadzić. Auta terenowe poryły ten odcinek okropnie i jazda tu nie jest możliwa w najmniejszym stopniu. Zapowiada się ostry kawałek chleba latem gdy pomkną tędy ludzie z Legionowskiej Katorgi.

Kolejny singiel w lesie. Chwila oddechu. Nic mnie nie pogania. Nic nie ściga. Jedynie gil do pasa lekko przeszkadza, bo smarkanie pod koła, trzymając jedną ręką kierownicę nie jest najwygodniejszą opcją pokonywania wąskich ścieżek.

W tym roku przeszedłem metamorfozę. Odkryłem las na nowo, odkryłem dzikość odosobnienia od siedzib ludzkich. Pochłania mnie to bez reszty od jesieni zeszłego roku i im dzień dłuższy tym bardziej chcę w tym trwać. 
Oddechu mi zabrakło. Kładę rower na boku byle jak, na ziemi bardziej już nie upadnie. Siadam. Mech jest miękki i ciepły. Gdzieniegdzie jeszcze widać śnieg po wczorajszej zadymce śniegowej. Siadam i wyjmuję butelkę coli. Nie ma to jak zdrowa dieta. Kolarz ze mnie jak ta lala. Kola w środku lasu - romantico. 

Piję kilka łyków i puszczam obłoki pary. Z oddali widać ruch. Przez moment jestem przekonany, że to jacyś ludzie z psami na spacer wyszli - bo tych już mijałem kilkanaście osób, ale okazuje się, że to coś innego większego. Sarna idzie dumnie, nie widzi mnie. Mija mnie dosłownie 30-40 m po czym znika za wzniesieniem. 
SARNA - słownie - SA-RNA! Kumacie? Na jakim Em Te Be maratonie ogarniecie sarnę, jak gna tam tabun nafaszerowanych testosteronem chłopów z zaciśniętymi zębami. Takiego MTB już próbowałem. Ta wersja z Colą i sarnami z lasu - bardziej mi odpowiada. Może nie pobije rekordu, może nie zrobię 100 kilometrów na trasie, ale za to  zobaczę, sarnę i wypiję z nią COLĘ przyjaźni!

Czas do domu, czas wracać. Czas znów stać się trybikiem w maszynie!

Zaległośći

Wtorek, 26 marca 2019 · Komentarze(2)
Kategoria kuweta
Canyon był na spacerze. W końcu udało mi się urwać kilka chwil na rower. Zapowiadają ładną pogodę, ale cieżko się z tym wstrzelić bo już drugi tydzień pracuje przy remoncie sklepu i tyram po dziesięć godzin dziennie. Rano kawa - zaraz po tym jak syn budzi mnie o  piątej rano. Zabawa to 7:30 potem kurs żłobek i praca. Tam zatowarowanie, przyjmowanie dostaw, kręcenie kabelków przenoszenie towaru z miejsca na miejsce i ciągła dezorganizacyjna matnia, bo sklep już 3 razy miał przekładane otwarcie i nikt tak naprawdę nie wie kiedy to w końcu sie ustabilizuje. Jednocześnie pracuje chyba ze cztery ekipy, solid kładzie kable ochrony i monitoring. Ekipy remontowe dokańczają budowlankę, a my? My staramy się w gąszczu poukładać to co jeszcze jest luzem. Nie wszystkie regały jeszcze gotowe, więc ustawiamy tam gdzie jest już miejsce iu gdzie już można cokolwiek ustawić. Jestem rozstrojony, nie wyspany i przemęczony. Nie ma wyjścia 10h pracy i wracam do domu. Jadę autem jak zombie. Dobrze, że droga jest prosta i da się jakoś pookładać myśli na trasie bez potrzeby manewrowania. 
W domu jestem około 18:40. Syn, zabawa kąpiel i spać... nawet nie bardzo mam czas i chęci aby coś poczytać w necie. Praca pochania mnie ostatnie dwa tygidnie i jestem już na wykończeniu. Kierat dzień w dzień po 10h a w sobotę na dodatek też złapałem nadgodziny. FIRMA chce jak najszybciej... WIadomka.

CANYON niebawem dostanie zębatkę 32t oraz mocowanie do telefonu. 





Ostatnio założyłem mu również opony zwijane geax mezcal, które zalegały mi w piwnicy. Ich bieżnik jest gładszy i lepiej latają po szutrach. Zima ze śniegiem już raczej nie wróci, wiec szybkość i lekkość toczenia wygrywa z trakcją. opony są sporo lżejsze od moich topornych drutowych opon od krossa, które zakupiłem na zimę i błoto. 

Do pełni szczęścia MTB będę pewnie celował w jakiś lekki przewiewny plecaczek , na dojazdy do pracy. Polecacie coś może?
Liczę, na to, że kwiecień będzie bardziej rowerowy niż marzec, bo czuje się fatalnie, a moja waga sięga już niepoprawnych wielkości i trzeba się zacząć odchudzać, bo jak tak dalej pójdzie będzie emnie dwa razy tyle co jest.