Księgowy | strona 162 | Księgowy

Oponiarski wpis... || 38.00km

Niedziela, 6 listopada 2016 · Komcie(2)
Już łyknąłem Ketonal i Aspiryny oraz parę apapów. Wiem bowiem, że zaraz gromy się posypią z nieba, z ziemi i z interneta, że jako to ja - świadomie - dodaje wpis nie z tą datą. 
Matko-Bosko-Kochano!
A niech to! Niechże się dzieje wola nieba...

W pracy byłem w tą/ tę sobotę. Ostatnie soboty to raczej czas przesiedziany, niż spędzony na serwisowaniu rowerów, było tego dnia jednak co robić i mimo pogody wątpliwej, nie spędzałem czasu bezczynnie. Udało się ogarnąć kilka sklepowych spraw, a także udało się posłuchać dobrej muzyki i zamknąłem o czasie zadowolony. 

Droga po pracy jak to w sobotę, miała być rozbudowana. Pojechałem na Zegrze, a później na wał nad Zalewem. Jechałem spokojnie, noga za nogą i nic nie wskazywało kłopotów. Gdy wturlałem z terenów "nadzalewiańskich" na ubitą drogę, poczułem że jakoś tak ciężko mi się jedzie. Z niepokojem zauważyłem, że tylne koło ma mało powietrza. Zaskakujące było to, że kapeć się nie powiększał szybko. Pełzałem więc na niskim ciśnieniu aż do szpitala w Wieliszewie. Tam poczułem, że koło już zaczyna lekko pływać. Zatrzymałem się i dopompowałem koło w nadziei, że uda mi się dojechać do domu bez potrzeby zmiany dętki. Było już szaro i chłodno. W nosie miałem rozkładanie się z majdanem do serwisowania na środku chodnika w takich warunkach. 

Niestety im dalej tym gorzej. Pompowanie nie dawało już wiele. Powietrze schodziło szybko i w sumie jechałem prawie na obręczy...Prędkość 12km/h udawało się utrzymać, za to strata energii była ogromna. Równie dobrze mogłem jechać na hamulcu i ciągnąć za sobą worek z piaskiem. 

Jeszcze kilometr... jeszcze wiadukt... 

du dup, du dup... du dup... wentyl walił, a opona podskakiwała. Prowadzę rower...do diaska! Znów jadę... i tak opona jest rozcięta, a wole jechać niż marznąć idąc. Jadę! W domu zgon. Bez sił, bez mocy!
Opona pewnie pocięta, to nic. Zmienię, kupię nową... Ech:( Nie mam siły sprawdzać, zmarzłem, jest ciemno i zimno idę do domu do żony i syna!


Co to? To niedziela! Czyli w sumie od tego miejsca - mniej więcej - możecie mnie nie hejtować. Bo ta część wpisu jest już on the tajm! Mniej pożywki dla trolla, mniej jadu w komentach, więcej radości i światłości!

Do rzeczy. Po oporządzeniu rodzinnych spraw, wyrywam się na jakiś czas do piwnicy. W planie jest ocena zniszczeń koła/opony, oraz dokończenie obszywania sakwy żółtej/teraz czarnej.
Zaczynam od opony. O dziwo, szwy na gumie nie puściły, o dziwo podklejona dętka i łatka są ok, o dziwo opona nie została rozcięta przez obręcz... O dziwo bieżnika już prawie nie ma. W sumie spodziewałem się, że opona się zużyje, ale że bieżnik się wytrze od jechania na obręczy? A może to zużycie zanim złapałem kapcia? Hmm. Efekt jest taki, że po zmianie dętki w sumie opona "da radę" nie ma guzów, ani rozcięć (poza tym jednym zszytym przeze mnie ostatnio) , ale i tak czeka mnie wymiana, bo jak tak dalej pójdzie, to do grudnia będzie już łysa. 

Smutek mnie ogarnął i zastanawiam się nad bieżnikiem. Wkrótce będzie zima, przymrozki i ślisko. Chciałbym zachować dynamikę i jakość opony i myślałem o czymś od continental`a, rozważałem model 
cyclocross speed:

Obawiam się jednak, że zimą i w śniegu to prawie slick...


Model Cyclocross Race wydaje się być super przyczepny, ale w rzeczywistości te "klocki" są bardzo niskie i moje upodobania do asfaltu sprawią, że guma się zetrze...

I tak dumam dumam i w tym dumaniu nie posuwam się ani o krok na przód. Pewnie zaważy cena i kupię coś taniego drutowego. 




* fix box - w wolnym tłumaczeniu  "naprawić pudełko", czyli pudełko do napraw, czyli... narzędziownik. 

Kubek Play`a był zbyt oczo-je*ny i ze starego bidonu zrobiłem nowy fix box - amerykańsko brzmi, ale to dobrze, bo coś im bardziej ejst nie po naszemu tym lepsze. No weźmy a ten przykład. "patyk do robienia sobie zdjęć z ręki" Lepiej brzmi "selfie-stick". Mój fix-box zawiera to co zawierał play + zipy i zapałki z draską. Dętka niestety tu się już nie mieści, toteż zamocowałem ją w wersji pro pod siodełkiem. Wiecie, tak robią ludzie na maratonach - prestiż i uznanie przez mijanych rowerzystów -o o t ak już to widzę.
- cześć, startujesz gdzieś, bo widzę że masz dętkę pod siodełkiem...
- no jaha! się wie!



Zima ma przyjść przymrozkami zarało, więc czem prędzej zmieniam gumę i grzeję nogi do jazdy!


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Kończy mi się łańcuch... || 31.00km

Piątek, 4 listopada 2016 · Komcie(5)
Kategoria Do pracy!
Po ostatnich, jakże przyjemnych dniach w deszczu, błocie i spiekocie, mój napęd w zimówce zaczął do mnie "mówić". Chrząka i pokasłuje, aby zwrócić na siebie uwagę. Potem coś tam niecenzuralnie bąknie, że mu zimno i że napęd i że smaru...
No to co zrobić chyba czeka mnie ogarnięcie jakiegoś "nowego" łańcucha z worka.

*worek - składowisko używanych łańcuchów z serwisu mających potencjał na zimę. W tym tempie i przy tej pogodzie worek szybko się wyczerpie...


Patrzyłem sobie ostatnio na ilość moich znajomych na BS, która odzwierciedla w sumie ilość rowerowych blogów, jakie śledziłem i jestem smutny, że tak wiele osób przestało pisać. Lubie czytać o waszych przygodach, lubię oglądać zdjęcia i lubię mieć poczucie, że wy też cierpicie w zimno i słotę jak ja. Dziś Musze dodać kilka nowych ciekawych aktywnych blogów do czytania. Wiem, że można czytać "wycieczki wszystkie" ale tam jest cała masa wpisów "trening" " z pracy i do pracy" bez wpisów. Dlatego wyłapałem sobie kilka blogerek i blogerów aby ich pośledzić. Mam nadzieje, że przyjmą mnie do grona "znajomych", choć znajomośc na bikestatsie traktuje w sumie jak subskrybcje kanału danego kolarza czy kolarki. 

Swoją drogą ostatnio zaczytuje się w blogu spoza bikestatsa:

http://nieoceniam.pl/

http://serwisbajka.pl/

Oba przyciągają oko super fotkami części i masą fajnych wpisów. Polecam serdecznie - i od razu uprzedzam, że to nie naganianie scoringu, tylko moja subiektywna opinia. 

Jako, że obiecałem to w pewnym środowisku, wpis specjalnie dodaje z nie tą datą. Dla uargumentowania czemu? 
Bo:
a) bo tak.
b) bo syn tak chciał
c) bo spiący byłem i nie spłodziłem do końca wpisu w dniu jego pojeżdżenia.
d) bo "jestę hipsterę" i płynę pod prąd...







Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Przed pracą || 44.00km

Czwartek, 3 listopada 2016 · Komcie(12)
Kategoria Do pracy!
Dzień po pierwszym, czyli czas na nowe kolekcje kilometrów. Wiele ich nie będzie gdy patrzę na pogodę za oknem. Postanowiłem jednak, mimo niesprzyjającej pogody, wybrać się na rower do pracy. Mój organizm jeszcze "Starym czasem" lata więc wstałem relatywnie wcześnie i miałem znów godzinę zpasu. Szybko ogarnąłem to co rodzinne i pojechałem do pracy dookoła.

poprzedniego dnia dla odmiany padało, więc tak wyglądają nasze legionowskie jezora!
Jez. Ścieżkowe

jez. Przystankowe

Jez. Parkinowe


jez. Brązowolistne

Jadąc dalej oglądam sobie wraczki przy warsztacie - swoją droga estetyka takich warsztatów blacharskich jest cokolwiek... osobliwa. W sumie to nie tyle warsztat, co skup aut...Teraz ogłoszenia na słupach "Kupię każde auto" nabiera głębszego znaczenia!


Dalej opuszczam Legionopolię kałuż i ruszam w bezdroża okoliczne. Piasek namoknięty i jedzie się ciężko. W Lato to ta szutrówka jest pełna sypkiego piasku!

Drogą liściem i woda płynącą mknę na wał.


Dziś jadę dołem nasypu, bo na górze wieje, że łeb urywa! Swoją drogą przyjemna trasa na przyczepkę z młodym w przyszłości.


Domeczek... z deseczek


Skakać nie zamierzam, za to podziwiam kaczki.

Z wału pomału do Wieliszewa.

Później spotykam szwagra na okolicznej budowie i tak sie z nim zagadałem, że do pracy jechałem z prędkością wielce różną, od tej przy której robienie zdjęć zakrawa o bezpieczeństwo. 


Powrót z pracy przypadł na godzinę 17tą. Jako, że to 18ta, na czas stary, to jest już ciemno. Wyposażony w spodnie p. deszcowe ruszam i stwierdzam, że:
a) jest ciepło
b) nie pada

Udało mi się może z kilometr, lub dwa ujechać i nagle jak się z nieba puścił deszcz to nie zdążyłem się zorientować a już byłem mokry. Do ronda w Zegrzu dojechałem mokry,a potem zdecydowałem się na karkołomną trasę prosto do Legionowa. Karkołomną, bo trasa bez latarni, wąska i  lało tak, że obawiałem się czy będę dobrze widoczny dla aut. Miałem co prawda oświetlenie, ale cóż ono znaczy, gdy z nieba leją się litry wody. 

Do domu wpadłem mokry, ale ciepły... spodnie p. deszczowe jednak dobra akcja na taką pogodę. 



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Pierwszaczek Listopadek... szuterek i opadek. || 34.00km

Wtorek, 1 listopada 2016 · Komcie(4)
Dni wolnych było kilka, ale jak to zawsze bywa, albo czasu, albo pogody nie było. Nie udało mi się wyrwać na rower przez 3 dni i dopiero dziś zdeterminowany zapowiedziałem - JA idę na ten rower, bo potem ma padać!
Wiadomo, że z synem na spacer nie, że z rodziną nie... tylko ten rower. Kurcze ale 3 dni z rodzina a na rower ze 2godziny poszedłem. Musiałem - bo mnie ciśnienie zjadało. Udało się wstrzelić w okno pogodowe tylko dzięki zmianie czasu. Mój organizm wstawał jeszcze na starym czasie, a prognozy pokazywały czas opadów na nowy więc maiłem 2-3h bez deszczu prognozowane. No i pronoza im się udała, bo nie padało!

Ja za to pofociłem i pojeździłęm i zmęczyłem się przeogromnie:D
Taaaki banan do domu przywiozłem. 

Pierwsze "kroki" skierowałem w okolice cmentarzy. Tu wszystko stoi na głowie;)

Nawet helikopter latał i patrolował okolicę.


Szybko opuszczam miejsce grobbingu i jadę w boczną drogę. Oto dom "rodzinny" 100% bezpieczeństwa... hmm furteczka i płotek jakieś taka  liche przy tej bramie. Okien od ulicy też brak.


Im dalej  las tym... piękniej, zimniej, ciężej - niepotrzebne skreślić. Droga po opadach zakryta liśćmi, pod liśmi w drodze szutrowej leje, lejeczki, lejuchy zalane wodą. No istne pobojowisko. Musiałem jechać slalomem pomiędzy tymi szutrowymi zapadliskami... jakby ktoś normalnie na złość tych dziur narobił.


Las i drzewa rekompensują jednak te wyboje i człowiek jedzie z gębą rozdziawioną i patrza na te liście, i zerka na owe z zachwytem!








Cieszmy się kochać liście, tak szybko spadają... niedawno było tak:



Las czasem zaskakuje swoją nawierzchnią. Bruk w lesie... bruk w szutrze...

Paris Roubiax brukiem po lesie...

Dróżka wiedzie mnie wprost do wału koło elektrowi Dębę.

którą drogę wybrać znów...

Liści było tu po kolana... no dobra po kostki:)

Bobra robota... trzeba posprzątać... bo ktoś po ciemku wrąbie się na rowerze!

Już uprzątnięte i można jechać dalej.


Znów okolice nad wałem Zalewu Zegrzyńskiego. 

Odcinek błota, patyków, kałuż i liści...

Całość trasy domykam przez Zegrze i Wracam ścieżką rowerową do Legionowa. Przed samym miastem, zaczyna kropić. Ostatnie metry jadę już w drobnym deszczyku. W sumie przez aspekty terenowe przyjemnie się zmęczyłem. Zrealizowałem kawałek ciekawej trasy po okolicy. Szkoda tylko, że nadal jeżdżę sam bo żona z synem... od nowego roku będą pewnie zdjęcia z przyczepką i synem! Czekam z niecierpliwością na takie kinder-wyprawki z młodym i żoną po okolicy.


A wy jak spędziliście dzisiejszy dzień? Udało wam się skoczyć na velo przed deszczem?



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Przepis na rower || 37.00km

Piątek, 28 października 2016 · Komcie(5)
Kategoria Do pracy!
Dzień jesienno deszczowy.
Do pracy pojechałem rano w zawiesinie wody i mgły. Ulice, niby suche sprawiały wrażenie, jakby już szykowały się do opadó deszczu. Temperatura jednak była zadowalająca bo w grniach 8 stopni. Przyjemnie się więc jechało, choć widokowo d#py nie urywało. W słuchawkach kolejna historia seryjnego mordercy, a przede mną szosa. Szumiąc liściem i kołem o liść pędziłem do pracy. 

Do Wieliszewa było z wiatrem, więc uparowałem się jak imbryk. Na wysokośći boiska, skręcam już i ustawiam się bokiem do wiatru. Ostatni odcinek to jazda pod zimny wiatr...

Powrót z pracy to jazda w rozwijającej się mżawce. Część trasy jechałem wałem nad-zalewiańskim. Tam dopiero zaczynało padać. Udało się więcj ujechać szutrem bez większego deszczu. Niestety ostatnia część, już w ulewie. Piasek zamieniał się w nasiąkniętą piaskownicę i sypał się z opon jak w rasowym offroadowym boilidzie. Końcówka w mieście to konkretny opad i szybka ewakuacja do domu. 

Tym razem spodnie przeciwdeszczowe zabrałem i to był strzał w dziesiątkę!




Przepis na rower...

Oto przepis na rower na kołach 28 cali z wykorzystaniem nowego (używanego) roweru na kołach 26 cali. Pomysł zastosowany w moim rowerze. Zdecydowanie nie dla tych co lubują się w amortyzatorach! Amorek bowiem idzie do wyrzucenia/sprzedania!

Mamy więc na ten przykład najprostszy model roweru - przyjmijmy kross hexagon X1

Rower ma koła 26 cali, "bajerancki" amorek, który ugina się jak spadniesz z murku 20cm i super wypierdziste grubaśne opony 26 cali. Idealny na lasy. Pewnego dnia budzisz się nieco starszy patrzysz za okno i myślisz:
- kupiłbym sobie nowy rower, na sztywnym widelcu, bo ten mój stary góral to taki kloc, amortyzator już nie działa, opony są grube i jak jadę po asfalcie to męczę się jak nie wiem co! Jest tylko kłopot, bo nie mam kasy.
podpowiadam! Zrób to sam!

KOŁA:
Koła będą 28 cali, więc potrzebujemy kompletu kół rozmiaru 28 tylko pod tarcze. Potrzebować będziemy kół 28 pod wolnobieg - albo kasetę. ( Rower nasz przykładowy ma wolnobieg) Dobrze aby przednie koło było pod Vbreak, a tylne pod tarcze bo wyjdzie taniej, jeśli chcesz mieć oba nowe hamulce tarczowe to no problem:D. Komplet kół przy użyciu Allegro powinien nas wynieść nie więcej niż 250zł. Piasty Yoy tech i mocowanie na 6 śrub.

Ok czyli koła mamy. 

Widelec.
Pozbywamy się amortyzatora, a więc potrzebujemy widelca , aby geometria nie zanurkowała. Szukamy widelca na 28 cali. W widelcu oprze się przednie koło:

Stalowy pod V breaki (opcja tańsza), 65-80zł - pamiętajmy, że jeśli koła mamy w komplecie kupione tylko pod tarcze to widelec też musi mieć mocowanie na hamulec tarczowy!


opcja nr 2: Aluminiowy pod tarcze/vbreaki (opcja droższa). 300-400zł jednak sporo lżejszy. 

Gdy już mamy koła i widelec czas zabrać się za ogumienie. Praktyka pokazuje, że średniej klasy opona 26 cali ma wysokość około 4-5cm a koło z oponą nowe na 28 cali będzie większe, więc zastosowane ogumienie w naszym "nowym rowerze" będzie zdeterminowane do dość niskich/wąskich rozmiarów. Nie ma się czym przejmować w końcu szukamy opcji szosowo, a rower ma mieć charakter także przełajowo/crossowy. Kupujemy więc opony max 32c. Warto sobie sprawdzić czy 35 nie wejdzie. Ja jednak uważam, że 32 opona to już fajna sprawa na asfalty i szutry. 

Opony kupimy na portalach aukcyjnych już nawet od 30zł/sztukę. Warto jednak pomyśleć o jakimś poziomie do którego dążymy. Dobre opony na 32c z odblaskiem to koszt 90zł/sztukę

Shwalbe maraton reflex 90-100zł/szt

Dla osób chcących zaznać więcej szutru i planujących aby rower był bardziej uniwersalny, bo sam asfalt nie sprawia im przyjemności jest jeszcze opcja opon przełajowych. Te występują w rozmiarach właśnie do 35c i mają agresywny bieżnik. Idealnie sprawują się w jesienne wieczory i mroźne dni zimy, gdy rowerem pokonujemy ulice miast i zasypane śniegiem zamarznięte chodniki. 

Maxiss Larsen 700x32c -  66-70zł szt 

 Ostatnim elementem naszego nowego budowanego roweru pozostaje więc hamulec i tarcza na tył. Hamulce V-break jakie rower ma zamontowane na tylnych widełkach, nie obsługują bowiem rozmiaru 28 cali. Szukamy i w try-miga mamy ładny zestaw! Z doświadczenia poszedłbym w hamulec shimano. W zestawie z tarczą to będzie koszt około 100zł. Jeśli wybraliście opcje droższą i chcecie mieć tarcze na przodzie i tyle wasza opcja też jest dobra.

Podsumowując mamy mniej więcej po kosztach:
Koła 250zł
Widelec 80zł
Opony: 80zł/kpl
Dętki 20zł
Hamulec: 100z

razem: 530zł
Do tego zestawu pewnie warto doliczyć jakąś linkę hamulcową i kawałek pancerza powiedzmy 15zł

Całość "rozbudowy" wyniesie około 550zł. Efektem jest rower na kołach 28 cali przerobiony z roweru bardzo niskiej klasy roweru górskiego. Jeśli uda wam się spieniężyć część podzespołów z roweru 26 to jeszcze wam budżet podbuduje.

Ostatnie pytanie jakie się nasuwa - po co to robić?
Odpowiedź jest jasna - bo można. Bo robienie czegoś wbrew schematom to czasem mega frajda a budowa roweru "na bazie sterego" sprawi, że mamy nowy rower nie rezygnując ze staruszka. Pozatym, koło 28 cali i wąska opona to większa dynamika i większy zasięg na asfalcie. Wbijamy 5 atmosfer w nowe ogumienie i  trasę!






Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Uciekłem... || 50.36km

Czwartek, 27 października 2016 · Komcie(5)
Dziś do pracy miałem na dwunastą. Pewne okoliczności się na to złożyły i mogłem mieć czas dla siebie nieco dłużej niż zwykle. Efekt był taki, że większość trgo czasu zmarnowałem na spanie, bo to była okazja aby odespać. Wszak dzień wcześniej zasiedziałem się znów przy kompie w odmętach you tuba susząc swój mózg bezczynnością. Takie jesienne dni sprawiają że czasem siadam przed kompem u przeklikuje kolejne beznadziejne filmiki na yt ot tak aby czymś zająć szare komórki. 

Agnieszka pojechała na targ po ósmej więc ja do 9ej miałem sen z synem w łóżku. Syn spał potem wstał, potem gadaliśmy a potem zaczęła się histeria. No to go tata na podwoziownie wziął i zmienił pieluszkę. Nadal krzyk, no to tatuś butle przygotował, jeszcze większy krzyk! Ba pisk, jazgot, jak zarzynane prosie. Dwa łyki z butli i ryk, potem znów dwa łyki i pisk... i tak aż żona wróciła. Zjadłem śniadanie i uciekłem. Cierpliwość mi się skończyła. Musiałem pojechać z domu, bo ten krzyk przyprawiał mnie o ciarki na plecach. Czasem są takie dni, kiedy jeden plączą potrafi wyprowadzić was z równowagi. Czasem może ryczeć i masz to gdzieś. Rzecz jasna posypią się głosy, że jak płacze, to pewnie COŚ musi mu dolegać. O taaak mój syn jest chory na "Nienoszenie". Jak go nosisz jest happy, jak nie nosisz to ryk. 

Udało mi się wyjść z domu około 10:30 i pojechałem odreagować w okoliczne dróżki. W słuchawkach brzmiała jakaś muzyka a potem przełączyłem sobie na "dokumentalne". Swoją drogą odkryłem fajną opcje "subsytytutu audiobooków" filmy dokumentalne z YT konwertuje z video na mp3 i nagrywam na MP3. Są o wszystkim o miastach, o roślinach, o wulkanach, o katastrofach, o trzęsieniach ziemi i czego zapragniecie. Najczęściej narracja dokumentów jest wystarczająca że nie potrzeba dodatku wideo aby móc sobie wyrobaić, Więc można powiedzieć, że to takie "jakby" audiobooki. Audio-filmy dokumentalne. Polecam!
U mnie obecnie gości mroczna seria o seryjnych mordercach. Kawał dobrego słuchowiska, aż się włos jeży na głowie jak człowiek słucha co te ciemne typ wyprawiały. Jak ktoś nie lubi takich klimatów biblioteka dokumentalnych filmów na yt jest bardzo rozbudowana. Można nawet o waleniach i zwyczajach surykatek słuchać!


Słuchając sobie więc o perypetiach pewnego złego typa pojechałem  to tu to tam czyniąc parę fotek z wycieczki. 

 







W pracy ciąg dalszy remanentu i liczenia oraz wystawiania towarów na Allegro. Święta idą, więc jest szansa troszkę posprzedawać jeszcze, poza tym wiadomo, pogoda ma się zrobić jesienna. Jak przyjdą przymrozki to pewnie będzie mniej deszczu i będzie bardziej sucho to może i ludzie na rower wyjdą i coś kupią.

Wracałem z pracy o 18ej w totalnej ciemności. Dziś wyposażony już w dobrą lampkę i przednią i tylną. 


A teraz dodatek specjalny z cyklu. Księgowy - się nudzi i szyje. I pewnie mógłbym kupić to gotowe, pewnie ktoś mogłby mi to uszyć... i pewnie... pewnie nie było by tyle dziur od igły w palcach, ale frajda jest z samego tworzenia!
Do rzeczy! Miałem swego czasu znaną wam z kilku moich wyjazdów sakwę na bagażnik Topeak`a.


Sakwa fajna, stosowana przeze mnie wiele razy i w sumie nie mam do niej zastrzeżeń, ale...

Generalnie kolor jej wnętrza jest cokolwiek wątpliwy ergonomicznie. Nie mam tu problemów z jasnymi barwami. Nie jestem ślepy na kolory i daltonizm mi nie dolega jednak w dobie używania owej sakiewki w różnych okolicznościach i wożenia w niej czasem przemoczonych kurtek, czasem dętki, czasem... całem jasy inny równie nie czystych rzeczy - sakwa podjęła brud. I mimo usilnych starań kilkukrotnego jej mycia, prania, namaczania. Owa żółć wyglądała, raczej na obesraną przez wszystkie ptaki świata, lub jakby ją ktoś w środku łojem końskim wymalował. 
Piękny żółciutki kurczaczkowy kolor musiał odejść! Wziął się Księgowy więc za igłę, nici i kombinerki poczał szyć!
Kupił filc...(no dobra żona mi kupiła jak szła na spacer z synem:P)
I szył!


Pierw zszyłem dwa kawałki materiału, uprzednio wymierzając jak mają się układać i jak zaginać. Biaął nić pozwoliła mi odnajdywac się łatwiej na czarnym jak smoła filcu. (na zdjęciu jego lewa strona). Po zeszyciu dwóch a potem trzech kawałków w coś na kształt ryny o przekroju kwadratu, umieściłem całość w sakwie i dociąłem nadmiar materiału. 

Gdy całość wpasowałem już do sakwy i sprawdziłem jak będzie się układać, kontynuowałem obszywanie,a le tym razem zrobiłem ścieg łączący filc z ścianami sakwy. (widoczny na górze tu jeszcze niekompletny).

Ostatnim elementem było wszycie kwadratowego kawałka materiału uzupełanijącego całość, tak aby wnętrze było czarne. 
Sakwa jest obszyta, filc się super trzyma, a ja nie musze martwić się że za każdym razem jak zajrzę do środka zobaczę brudną żółć. 

Ostatnim etapem będzie obszycie widocznej na zdjęciu klapy górnej i pozostawienie w niej kieszonki, również widocznej na zdjęciu.

Efekt zadowalający i rozwiązujący problem!
Zużyłem:
3 metry nici
2 igły - z czego jedna jest cała pogięta, a w drugiej odpadło ucho...
Ponadto:
Kilka otworów wentylujących opuszki palców przy tej okazji poczyniłem(auuć). Krwawiąc tylko nieznacznie, dałem się palcom solidnie tego dnia przewietrzyć! Kolejna okazja do wietrzenia nie wiem kiedy się pojawi. 

Dla włąsnego bezpieczeństwa pomińcie tą wentylacje, może być nieprzymemna!


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

zdecydowanie nieidealny... || 35.00km

Środa, 26 października 2016 · Komcie(6)
Kategoria Do pracy!
Ten dzień wielce był nieidealny. Nieidealnie syn chciał ze mną gadać, nieidealnie udawało mi się go uspokajać... niecałkiem idealnie rozumiałem jego potrzeby i tak wielce nieidealna pogoda była na dworze. Naprawdę podziwiam Agnieszkę, że ma tyle cierpliwości do małego. Czasem sprawia mi tyle trudu wytrzymanie tego pisku i krzyku... wręcz nieidealnie...

Po przetrwaniu poranka wyjechałem kilka spraw załatwić. Musiałem dowiedzieć MOPSA i po raz kolejny wpaść w maszynę urzędniczą. Tym razem donosze dokumenty, do składnego od miesiąca wniosku o becikowe. Zaświadczenia o zaświadczeniach, i wnioski do wniosków trzeceigo załącznika. 

Bossko - nieomal! Pani w sekretariacie jeszcze ledwo ciepła i tranzystory jej się nie nagrzały... Klasyczna urzędniczka...
- dzień dobry chciałbym...
- chwileczkę...
- mhmm
Pani wstaje i idzie do segregatorów szuka czegoś przekłada segregatory, wyjmuje chowa dokumenty. Stoją i czekam Pięć warstw ubranych aby nie zamarznąć na dworze powoduje, że paruje jak imbryk. Patrze i czekam. Koleżanka jej siedzi i czyta maile w poczcie Ma monitor bokiem, więc widzę że outlok otwarty. Stoję i najpierw jeden suwak rozpinam, potem drugi...  w końcu odzywam się.
- ja chciałem tylko kopertę zostawić, bo to dokumenty do wniosku do becikowego . Miałęm w sekretariacie zostawić
- proszę położyć...
- to wszystko? nie sprawdzi pani czy się zgadzają, żebym dwa razy nie musiał chodzić?
- ja się becikowym nie zajmuję. To sekretariat, przekażemy do odpowiedzialnego organu.
- aha...

Wyszedłem zgrzany i od nowa się ubierałem w 5 warstw. Rower odpinam i ruszam do pracy. Mgła, która wisiała w powietrzu postanowiła zstąpić na padoły ziemskie i przez wiadukt w Legionowie jadę przy widoczności chyba 20 metrów. Na ulicy Szwajcarskiej (tej od hiper-madafaka-murala/muralu) mgła nadal gęsta a termometr pokazuje 5 stopni. 

Na ścieżce rowerowej w Wieliszewie spod liści wyskakuje mi dzik. Wyskakuje to dość dobre określenie. Musiał go potrącić samochód, więc leżał na poboczu ścieżki (sturlał się z nasypu) i oblepiony liśćmi leżał pewnie pół przytomny. W łeb oberwał dobrze, więc nosi go na boki i zerowa kordynacja. Bidulek młody jeszcze ale jak wystartował to fikołka zrobił przez ryjek i położył się na ścieżce. Ominąłem go i zatrzymałem się. Wstawał na kilka tur, aż chwiejnie zszedł na bagna gdzie pewnie dokona żywota.
Swoją droga nieźle mnie wystraszył jak się z tej kupki liści podniósł i wywinął kozła. Nie spodziewałem się ruszającej się kupy liści...

W pracy temperatura startowa 15 stopni... nie jest źle. Ale zanim się napaliło w piecyku prawie 45 minut minęło. 

Powrót z pracy udało się rozwinąć nieco. Nie był to rozwój godny ultra, ale w sumie z całości wyszedł przyjemny dystans. Opona po sklejeniu i zszyciu ma się świetnie nie czuć uszkodzenia i dziś dopompowałem ją do 5 atmosfer, aby przetestować czy uda się jechać na takim ciśnieniu. Szwy nie puściły, a guz się nie powiększył, więc mam zielone światło i latam na maxisie dalej. 

WIeczór dość ciepły, ale nie czułem się komfortowo, bo przednia lampka mrugaczka jakoś ledwo "zipiała". Niby na mandat nie jechałem, ale czułem się mało dostrzegalny przez kierowców. Pamiętajcie o sprawdzaniu oświetlenia co jakiś czas, zwłaszcza teraz gdy temperatury spadają do zera. Baterie potrafią skurczyć się z pojemnością do 1/3...


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Sięjeń - rwakur! || 35.00km

Poniedziałek, 24 października 2016 · Komcie(8)
Poranek przywitał nas... ciemnościami. No otwieram oko i patrze a tam co? NOC! Kuźwa o 6 noc? Kpina? Poszedłem dalej spać. Syn miał inne plany na ten okres jednak i tak jakoś po siódmej już spałem na pół. Pół okiem a pół guganiem... Co jakiś czas traciłem wątek i mi się podrzemywało, ale Jan zdecydowanie domagał się wtedy uwagi i oznajmiał to krzyko-gadaj ze mną-płaczem.

Kiedy w końcu pół śpiąc, pół gadając z synem dotrwaliśmy do 7:30, mozna było zlwlec się z łóżka i zasiąść do śniadania. Dziś moja kolej wypadłą na poranne zakupy, toteż jako pierwszy miałem styczność z autsajdem... No niby nie pada. WYstawiam nos dalej, tak nie pada... ale kurcze wieje. Nic to - mięsko do kanapusi się samo nie kupi. 

Podjąłem wyzwanie i pojechałem!

Po zrobieniu zakupów krótki pit stop w domu i szykowania syna do spaceru. Dziś była akcja "na śpiocha". Usnął po śniadaniu, gdy się zakupowałem, więc aga ubrała go "przez sen" i razem wyszliśmy z domu. Oni poszli do lasu na grzyby a ja do pracy. 
No powiem wam ludziki, że rześko było, mimo, że miałem chyba z 5 warstw na sobie... 

Po pracy jak się obrobiliśmy z zadaniami, wyrwałem się nieco wcześniej. Wszak w sezonie zaiwaniamy po 9h i kazdą sobotę to w takie jesienne dni można odebrać kilka godzinek wcześniej. Mając w zanadrzu dobrze ponad godzinę, wybrałem się droga przez las. Rower w ciągu dnia umyłem, nasmarowałem więc gotowy był na kolejne przełajowe szaleństwa. 


Las był już lekko szarawy, bo i noc zapadała. Jechałem jednak z bananem na twarzy i nawet mżawka, jaka padała nie zdołała tego uśmiechu zdjąć. Jeden pagórek, potem kolejny, tu listeczek, tam jakiś ptaszek... i nagle PACH!!!!
HUK i tryp tryp tryp... stoje...

         


No i dziura! Do tego szlak trafił oponę i musiałem bardzo małompowietrza napompować, aby dętka przez dziurę nie wyszła. Niestety i tak guz się zrobił jak balon, i chyba strata będzie całkowita tego epizodu. Nie poddałem się jednak bez walki. Dokończyłem sobie pętelkę i wróciłem do domu. W domu zabrałem się za szycie.

Dokładne oględziny rozcięcia, nie przyniosły zadowalających efektów. Jedyny "plus" to to, że nacięta jest tylko ścianka a główny bieżnik opony prawie nietknięty. 


Ścieg księgowego:) totallum chaosum!

Zaszyłem oponę, a dziurę podkleiłem od spodu łatką. Efekt? No cudu nie ma, ale kurcze jakoś może pojeżdżę tę zimę na tym. Będę obserwował jak będzie się zachowywało rozcięcicie. Nie da się niestety napompować gumy już na 5 atm, więc na jedynie leśne dróżki się nada. Zapobiegawczo założę tą oponę na przód a tą mniej styraną dam na tył. Może nie uceluje już szkieł w lesie;P




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Przełajowe zwiedzanie kładki || 40.00km

Niedziela, 23 października 2016 · Komcie(9)
Niedzielna wycieczka była w sumie wielką niewiadomą, bo pogoda ostatnio robi sobie z naszych rowerowych planów igraszki. Miałem wstać rano i polecieć na dwie godziny zanim pójdziemy z Jankiem na spacer. Niestety, poranek był tak beznadziejny, że zwyczajnie przewróciłem się na drugi bok i poszedłem dalej spać. 

Reszta dnia potoczyła się już wedle pewnego schematu. Najpierw Janek dostaje jeść, potem się go przewija - chyba jest wtedy jeszcze ciemno na dworze - potem Janek ląduje między rodzicami w łóżku i się z nim gaga... guga... uguga... Wiecie takie tam rodzinne gaworzenie z synem.
Cierpliwość Janka, jednak szybko się kończy i trzeba mu zmienić punkt zainteresowania. Ile do cholery można mówić do starych, a oni tylko głupio się śmieją albo stękają jakieś niewyraźne słowa. Jest wtedy płacz frustracji i Jan ląduje w wózku i zajmuje miejsce w kuchni, a my przygotowujemy śniadanie. Rad jest że może patrzeć jak się krzątamy w kuchni i na pewien okres czasu mu to starcza...

Na spacer z Jaśkiem poszliśmy w szczycie histerii . Po ubraniu go w ciuszki wyjściowe na jesień, wpadł w desperację i tak się rzucał, że nieomal do spaceru nie doszło. Jak tylko wjechaliśmy do windy włączyło mu się "zwiedzanie i poznawanie świata" i umilkł. Zawsze jak jedzie gdzieś wózkiem ( o ile się nie zleje, lub nie jest głodny) to tak z zaciekawieniem obserwuje otoczenie, że płakania nie ma. Tylko wyszliśmy więc z domu Janek najpierw zwiedzał, a potem zasnął.

2h spacerowania  lesie z małoletnim i powrót. Nogi czułem, i troszkę się dotleniłem, ale to było mało. Nie padało, a to ewenement od kilku dni, więc wsiadłem na rower i pojechałem na nowo-szykowaną kładkę dla rowerzystów i pieszych, którą niebawem otwierają. 

Wał wiślany - czyli Dzikie pole...




Kładka rowerowa zbudowana ze starej struktury podtrzymującej rury odprowadzające popioły z EC Żerań. Ostatnie przęsło przechylono aby dojazd na kładkę był łagodniejszy. Ciesze się, że nie zrobili durnych serpentyn!


Tak to wyglądało przed budową kładki... Nie udało mi się znaleźć zdjęć jak wyglądało to gdy jeszcze biegły tędy rury z popiołami. 


wnętrze rowerowo/pieszej kładki. 


Ścieżką szutrową docieram aż do ZOO i Mostu Gdańskiego - swoją drogą super ten odcinek jest. Teraz z tą kładką można sobie jechać rowerem omijając ulicę Modlińską aż do samych Siekierek. Oczywiście nie da się za bardzo szosą, ale na jesienne i zimowe "wycieczki" trasa jaką dziś jechałem, jest w sam raz!


Słupki warszawskie... 


Wracałem od Mostu gdańskiego drugą stroną Wisły aż do mostu Północnego. Tu na zdjęciu widać, ciekawą rzeźbę potwora z Wisły:D Fajny street art;)


Kolejny fajny odcinek to rowerostrada szutrowa po Młocińskiej stronie Wisły. Tuż za Spójnią zbijamy się na szutrówkę i śćieżkę terenową. Można z dala od Wisłostrady dojechać aż do samego mostu Grota!


Centrum olimpijskie z drugiej strony widziane...#kineskopy


Od Żerania do samego końca Tarchomina jest śćieżka na wale z kostki. Fakt, że to mega deptak, dla ludu i pewnie w dni wakacyjne, wiosenne będzie tam pełno ludzi, ale gdy wracałem z trasy nie było już żywego ducha. 


Gdy kończy się kosteczka, wał wygląda normalnie;)


W sumie przejechałem 40 kilometrów. Dodając do tego spacer z małoletnim to nawet czuje się usatysfakcjonowany aktywnością tej pochmurnej niedzieli. 


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Liściem szumiąc kołem plując || 30.00km

Piątek, 21 października 2016 · Komcie(2)
Kategoria Do pracy!
Udało się wreszcie odczarować jesień. I pojechałem na rowerze. W sumie nie czułem się w 100% zdrowy, ale moc mnie do tego zmusiła. Chciałem się przejechać w szumiących liściach, pięknie szeleszczących drzewkach. Tak sobie wyobrażałem ten wyjazd, bo zapowiadali, że ma być ciepło i słonecznie z rana. No i rzecz jasna wszystko szlak trafił. Pojechać pojechałem, ale w pochmurny dżdżysto siąpiący poranek, gdzie deszcz w sumie zastanawiał się czy ma spaść w postaci kropel, czy osiąść jako mgła i wilgoć.  Wybrał to drugie. Było ponuro szaro mgliście, ale na rowerze. To już coś. 

Aha no i było coś pod 8.9 stopnia - czyli relatywnie ciepło jak na okres poprzedzający ten wyjazd. 

W pracy remanent, siedzenie, dłubanie, liczenie, wpisywanie, kawa, wpisywanie, przerwa, wpisywanie, kawa, wpisywanie i do domu. 
Generalnie sielanka to nie jest, ale okres jesienno zimowy w sklepie i liczenie towaru to jedna z cech tej pracy. Do zajęć typowo zimowych i jesiennych zaliczyć można w sklepie rowerowym również:

składanie rowerów
palenie w kominku
serwis sporadyczny
oglądanie ju tuba
słuchanie radia
robienie zamówień rocznych
przyjmowanie dostaw towarów (np 80 kartonów rowerów w styczniu)
picie kawy!:@

Wątek o chrzcinach zrobił nie lada poruszenie w komentarzach. W sumie uspokoiliście mnie, bo już myślałem, że armia ludzi dobrej woli atakuje tylko mnie. Dzięki - sumienie mam spokojniejsze dzięki wam. Janek rozwija się zdrowo i mimo, że czasem jest strasznie marudny, to słodziak z niego nie z tej ziemi. Mam czasem wrażenie, że swoimi rzęsami poderwie połowę panien na podwórku!

Dzień zakończyłem wracając w deszczu z pracy. Jechało się przyjemnie, choć pod koniec już miałem dośc zapadanych okularów i z radością przyjąłem pojawienie się ciepłego mieszkanka! 

Czy lepszy trenażer czy real jesienią? Ciężko określić, w realu łatwiej się nabija kilometry, te same 12 km w realu a na trenażerze to całkiem inna bajka w realu połowe za darmo mamy. Niezmiennie jednak uważam, że w zdrowy sposób można łączyć indoor i outdoor cycling jesienią i zimą.



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew