Księgowy | strona 163 | Księgowy

walka o głos || 12.15km

Środa, 19 października 2016 · Komcie(9)
Kategoria trenażer
Czapeczke mu załóż
No uszka ma odsłonięte...
Te nóżki takie ma marmurkowe - chyba mu zimno
Oj nie wycieraj go tak mocno, zobacz jak się krzywi...
Załóż mu jeszcze kurteczke jakąś bo zimno na dworze...

I takie tam porady ludzi dookoła, którzy dokładnie wiedzą jak ubrać mojego syna i jak mu buzię wycierać. Ciotki, babcie, siostry cioteczne, brateczne niebezpieczne. Ostatnio Jan coraz częściej ma więcej opiekunek niż rodziców. Walka ze społeczeństwem to ciekawa sprawa. Nie uważamy się za indealnych rodziców, ale opiniotwórcze społeczeństwo wie dokładniej, lepiej, oni widzą to z dystansu.

Jak to przyczepkę? Nie będziecie go wozić w przyczepce!
- czemu?
- no tak. Wiecie ile spalin dziecko się nawdycha? Wprost spod rury wydechowej będzie mu dmuchało...
- ale jak jedzie w wózku też wdycha spaliny
- ale nieee. Przyczepka zaraz przy zderzakach. Nie przyczepki to wam nie pozwolę! Ja będę się o niego bała.
- Mamo, ale my tylko ci mówimy, ze za rok na wyprawę z młodym jedziemy z przyczepką, nie prosimy Cię o zgodę.
- Oj bo te przyczepki na ulicy to takie niebezpieczeństwo...
- Niebezpiecznie to z dzieckiem i wózkiem po pasach przejść, bo nie wiadomo czy cię poszczą...

Rodzice są bowiem, jak wiadomo nieświadomi zagrożeń i niebezpieczeństw jakie przyczepka stanowi dla dziecka. Nie wiedzą jak jeździć rowerem po ulicach. Mało tego pierwszy raz na rower wsiadają i będą dwupasmówkami jeździć z młodym aby ten dokładnie poznał dodatki uszlachetniające benzyny orlenu lukoilu i shella.

Jednym słowem, syn jest pod doskonałą opieką całego świata!

Udało się wsiąść na rower w piwnicznej. Miałem dość mało czasu, bo z pracy wróciłem, potem znajomy miał wpaśc i przynieśc nam zdjęcia z chrztu a do tego wszystkiego z niedoczasem byłem. Wpadłem więc jak szatan do mieszkania szybkie dwie kanapki popitka jakaś i sru do czeluści potu i znoju. Godzina to za duzo, nie wyrobilibyśmy się, więc podniosłem lewel i wsiadłem na pół godziny, ale jechałem z wiekszym obciążeniem. Przyjemnie i miło, choć cokolwiek krótko.
 
Upociłem się jako chciałem i do domu na pięterko wróciłem. Szybkie prysznicowanie i kąpiel syna. Potem zaplanowana wizyta i...

brawo ja! Udało się w tak ciasnym zestawie wcisnąć coś z siodełka.

Efekt?
Dziś jest środa i mam znów głos!
Rower leczy!


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

straciłem głos - klawiatury nie! || 0.01km

Wtorek, 18 października 2016 · Komcie(4)
Od dawna chciałem by mój blog nie był tylko rowerowy, więc piszę dziś tego posta ot po prostu aby pogadać. W sumie jest to totalnie odmienne od mojego stanu, bo w realu pogadać za bardzo nie mogę. Zapalenie krtani pozdrawia. Moje przeziębienie jest już chyba w piątej fazie. To jakieś uporczywe świństwo totalnie mnie rozbroiło, choć przy użyciu wojny partyzanckiej nie zaś wytaczając duże działa.

Pierwsza bitwa zaczęła się bólem garła, i węzłami chłonnymi, później po gripexach śmexach i ferwexach przeszło mi na tyle, że zrobiłem dwa treningi w piwnicznej zdroju z chłopakami z Giro. Niestety dwa dni wolnego i chrzest mojego syna to okazja nie tylko do trenowania, ale także do latania po dworze bez czapki. 

W sobotę poszliśmy z małoletnim na spacer wykościołować się i oczyścić brudne sumienie przed ochrzczeniem maluszka. Fakt faktem ubrałem się za zimno, ale takiej zimnicy się nie spodziewałem. Zmarzłem w drodze do kościoła a i w kościele w sobotę wystałem się w chłodzie. Młody rzecz jasna przespał wszystko, ku memu zaskoczeniu.
Niedziela to już sam chrest, Latanie od rana i dużo wchodzenia i wychodzenia z lokalu domowego do auta, potem znów do kościoła,  z kosćioła znów do ciepłego auta - aby młody się nie zaziębił i na koniec obiadek w restauracji z rodziną i kilka kursów w stylu "weź przynieś z samochodu to czy tamto.

Jednym słowem dla mojej odporności to była jazda na diabelskim młynie - to w dół to w górę...
Straciłem głos! No odjęło mi mowę w Niedzielę wieczorem. Piszczałem jak kurczak już o 19ej. Jakie jednak sa tego zalety? No takie, że syn ochrzczony, szwagrowie ugoszczeni i jedna "impreza" za nami. Jeszcze tylko, roczek, komunia, bierzmowanie, osiemnastka, ślub i z bani:)

W sumie mam to szczęście, że pogoda za oknem w czesie mojego chorowania postanowiłą dać wam do wiwatu, abyście za wiele tych kilometrów nie nakręcili. Spisek taki mam z pogódką i was pociska.

Śmiechy śmiechami... ale za tydzień chce wrócić do realnego świata i znów na rowerze się przejechać, ale jak patrze za okno to zastanawiam się czy na kalendarzu nie powinien być listopad a nie październik, bo dawno tak zimnego i brzydkiego października nie widziałem. 

Z ciekawszych rzeczy - to moja paczka wysłana z paczkomatu we Wrocławiu na początku września z rzeczami do  przebrania po maratonie MPP jeszcze nie dotarła. RDK nawet nie zapytał, co z jego sakwą, bo jego graty idą też, ale chłopak liczy na moją obrotność i zwinne palce chyba. Już dwa razy reklamacje zgłaszałem i dwa razy na infolini siedziałem i dziś dopiero dostałem maila od inpostu, że "zgodnie z procedurą status mojej reklamacji zmienił się na [w trakcie rozpatrywania] i że mają na rozpatrzenie 30 dni od daty złożenia" ŁO DA FAK?

Dobrze, że mam mało ważne rzeczy w tej paczce, ale kurka miętka domagam się zadoścuczynienia, Nie może mnie inpost pozbawiać jednych portek do jazdy na rowerze na 3 tygodnie !Nie pozwolę! Nie żebym miał tylko jedne, ale kurcze, no portki dla kolarza to jak świętość!

Zasiewając bulwersacyjność żegnam się z wami! Do usłyszenia!


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Godzinne Giro - Etap II || 22.24km

Sobota, 15 października 2016 · Komcie(0)
Kategoria trenażer
Godzinne pedałowanie w sali tortur. Dziś szło mi sporo lepiej. No i ciekawszy etap "grali" w tablecie. Nareszcie roszady w peletonie a nie nudny time-trial. 

Motywacja do jazdy stacjonarnej jest... jak wyszedłem dziś z młodym wiecozrem to aż ręce po kieszeniach bez rękawiczek musiałem szukać!


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Oszukuje, kłamie! || 13.85km

Sobota, 15 października 2016 · Komcie(6)
Kategoria trenażer
Nie wyszło kózce na dobre to jeżdżenie w deszczu. Oj nie wyszło. Fala mnie zalała i pokonała. Zaczęło się po 3 dniach od ostatniego jeżdżenia sensu stricto. 3 dni się nie składało do pedałowania, a tu nagle w dzień pewien październikowy poczułem chrypkię... I chrząkam chrząkam a tu nic. W te pensy poszedłem spać. Wszak chrypka to nie grypka... no ale jak mnie obudziło o 3 kwilenie dziecięcia, co to po cyca wstał, poczułem jakby mnie ktoś kijem nakładł po szyi. W czeluściach mych rozgorzała fala żaru. Tak mnie gardło bolało i szyja, że jąłem się martwić, co będzie. Szybko gripex i wyprowadzka do drugiego pokoju aby syna nie razić swoim niezindentyfikowanym tworem chorobowym. 

No i wyszło szydło z pisu, następnego dnia czułem się lepiej, ale wyraźnie było coś nie teges. Gripexon co 4-5h, i ssawki doustne przeciwbólowo gardłowe. I takem sobie zafundował choróbsko. Nie Angina, ale zapalenie gardła rodem z bitwy o tron, lub przynajmniej bitwy o migdał! Migdałek!

Nie było rady, na te zjawisko. Trzeba było odpuścić realne pedałowanie i przeremontować sobie piwnicę. W domu bowiem nie za bardzo teraz warunki do trenowania w mieszkaniu. Zwęziłem biureczko, które znalazłem na śmietniku swego czasu i stało sobie w graciarni. Z dwóch połówek owego zrobiłem sobie wąski blat przy ścianie. Na ścianie wylądowała półka na głupotki. Rower także zyskał tymczasowe zimowe mocowanie do tableta na rower na czas treningów. Wszak internetu nie mam w piwnicy i trzeba będzie jakoś spędzić tam na siodełku czas. 

Czego nie da się zbudować, nie może zostać zbudowane - tak mówi starożytne przysłowie Księgowego. Poczyniłem więc, używając mocowań od odblasków, stand na tableta mocowany do kierownicy.

Mój Kokpit na zimowe treningi - gotowy. 

No i usiadłem na trenażer i popełniłem pierwsze 40 minut pedałowania. Niestety trafił mi się nudny pierwszy etap giro i zmagania zespołów na czas. W kółko te same grupy po 5-8 osób i krótka trasa... Następny występ mam nadzieje, przejechać już w akompaniamencie jazdy peletonowej i jakichś ciekawych ucieczek i podjazdów pod premie. Pedałowanie bowiem najlepiej wychodzi mi gdy:
a) słucham audiobooka
b) oglądam  relacje z tourów europejskich...

Po treningu wyglądam tak:D

Dla osób nietrenażerowych.
Jazda na trenażerze może być fajna. Serio. Wbrew pozorom nie jest takie to złe, jak się wydaje. Takie przesiedzenie 40 minut czy nawet 1,5 h na siodełku, wzmacnia naszą odporność psychiczną na monotonię długich dystansów. Nie traktuje tego w sumie nawet jak trening, po prostu lubię jeździć. Nie zamierzam całkiem rezygnować z "cywilnej" jazdy, jednak chciałbym dobrze przepracować zimę w tym roku aby na sezon 2017 być dobrze przygotowanym do ciągania syna w przyczepce;)

Aby nie pozostawiać tematu rodzicielstwa dodam kilka fotek ze spaceru z małoletnim. Tym razem byłem z nim sam. Żona została w domu a ja i Jaś pomaszerowaliśmy na 2 godziny do lasu z aparatem! Sprawia mi ostatnimi czasy sporo frajdy z łapania fotkami nieuchwytnie zmieniającego się świata. Nie jestem może tak lanserski jak 15 latek z lustrzanką i pewnie robię wiele błędów fotografując, ale jestem bardzo wybredny i sporo zdjęć trafia do kosza! Zapraszam do galerii ze spaceru z Janem:
























Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Różności krawężniki || 40.00km

Sobota, 8 października 2016 · Komcie(5)
Kategoria Do pracy!
Co to za dzień dzień dżdżysty jesienny
O kuźwa zęby dzwonią, ach dzwonią niezmiennie...

A tak na poważnie. Kolejna sobota pracująca się trafiła, toteż wybrałem dziś jako środek transportu rower. Pierwsza, sprawdzić temperaturę na zewnątrz, pojechała Agnieszka. Obskoczyła targ, podczas  gdy ja zostałem z małoletnim i "gugaliśmy" sobie o głupotkach. Jak się Jaśkowi guganie znudziło, zaczął marudzić. Szybka akcja butla i odbeknięcie no dalej w wir zabawy. Nogi wyzej jak głowa, ręce i nogi w zdezorganizowanym machaniu. Wszystko podskakiwało wszystko latało. Ileż enegii ma ten mój syn. Mówimy teraz na niego ośmiorniczka, bo każda kończyna jest w ruchu!

Gdy Aga wróciła, za oknem nadal była szaruga. Buziak, szybkie śniadanie z kukurydzianych płateczków na mleku i kurs praca. Znów nie wiedziałem jak się ubrać. W końcu wybrałem up-grade`owany zestaw wczorajszy. Doszły rękawiczki cieplejsze, a zamiast polara drugi windstopper. 

Pierwszy odcinek do pracy zawsze mam pod górkę, bo do pokonania jest wiadukt kolejowy. Mam więc okazję się rozgrzać. Później ul Szwajcarska i Mural (najdłuższy w Polsce) i dalej już standard. Na ścieżce rowerowej w Wieliszewie po moim zgłoszeniu ekipy remontowe pracują i podsypują piaskiem osunięte i zapadnięte kosteczki. Kurka wodna tylko co to za logika, skoro na ścieżce stoi auto robotników i swoim  "jeżdżeniem" pewnie dodatkowo niszczy szlak. Jadąc w głowie obliczałem sobie jakby to był, gdyby opona samochodowa miała pokonywać nierówności proporcjonalne do tych jakie my pokonujemy na ścieżkach:


żróło. Polskanarowery:

Opona 32 c rowerowa - wysokość opony od obręczy = 32mm 3,2cm
łączenia ścieżki rowerowej/ krawężniki/wypustki i "rynsztoki odprowadzająće" mniej więcej od 1-1,8cm czasem nawet 2 cm, ale bądźmy "hojni" i wyrozumiali do obliczeń weźmy 1,8 cm czyli półtorej palca (jak Kargul na Miedzy liczmy!)

A więc mamy

1,8 cm to aż 56% wysokości mojej opony 32c!

Dla porównania:

opona 29 cali 2.1 cala to wysokość 5cm
A wiec mamy

1,8 to 40% wysokości opony 29 cali

Opona samochodowa ma wysokość przyjmijmy 10cm - dla ułatwienia obliczeń.

Krawężniki i nierówności dla kierowców, na drogach będące proporcjonalnymi do naszych na ścieżkach rowerowych, powinny więc wynosić:

40% z 10cm to 4cm krawężnik
56% z 10cm to aż 5,6cm!

Polecam przejechać autem z prędkością 50km/h na kawężnik 5,6 lub nawet 4 cm
 
Mało obrazowe? No to weźmy krawężnik klasyczny:

Krawężniki
§ 229. 1. Jezdnia obiektu inżynierskiego powinna być ograniczona krawężnikami lub znakami poziomymi przewidzianymi na nawierzchni jezdni.
§ 231. 1. Krawężnik powinien wystawać ponad poziom nawierzchni jezdni:
1) jeśli między jezdnią a chodnikiem dla pieszych lub obsługi bądź ścieżką rowerową:
a) nie ma bariery — nie mniej niż 0,14 m i nie więcej niż 0,18 m,
b) jest bariera — nie mniej niż 0,08 m i nie więcej niż 0,14 m,
2) jeśli umieszczony jest przy barierze zamocowanej na skraju obiektu — nie mniej niż 0,14 m i nie więcej niż 0,18 m.
2. Górna krawędź krawężników powinna być dostosowana do pochylenia niwelety jezdni


Weźmy więc ten najmniejszy 14 cm krawężnik. Jest to więc aż:
437% mojej opony 32c
311% opony 29 cali

wiec klasyczny krawężnik 14 cm to :
140% opony auta...

Gdyby zachować proporcje i budować takie krawężniki "proporcjonalne" dla aut miałyby one wysokość.

43cmlub 31cm!!!


Policzyliśmy, ponarzekaliśmy, zasialiśmy ferment więc już jest nam lepiej. Teraz czas wrócić do jazdy rowerem jesiennej. Ostatnio zastanawiam się jak pogodzić bycie ojcem z krótkim dniem, masą obowiązków i jesiennym pedałowaniem. Jazda w deszczu i złą pogodę, to tylko jedna z opcji, która już wdrażam. Trenażer pewnie też będzie rozwiązaniem - swoja drogą szum rolki mega spodoba się mojemu synowi. Cokolwiek szumi - wzbudza w nim zachwyt i zaciekawienie nie do opisania. 
Są głosy, że zima ma być sroga, skoro już październik jest taki brzydki i pogoda za oknem listopadowa. Ja niestety na zimę przestałem liczyć od kilku lat. Jedyne czego możemy być pewni to zniczy na pólkach na 1 listopada, a śniegu raczej bym nie obstawiał. 

Wkraczamy w okres ciężkiej rowerowej "niemocy"gdy  sraczka i biegunka za oknem, a na rower patrzymy z tęsknotą. Liczę po cichu, że jesień piękna i złota jeszcze nadejdzie i, że uda się skoczyć na rowerek w akompaniamencie szumiących liści. Cała ta jesienna otoczka jest jednak w pewien sposób pozytywna. Co roku, gdy zapada taka pogoda na drogach rowerowych, drogach dla zwykłych ludzi i ogólnie na dworze, pojawia się coraz mniej rowerzystów. Zapadają w sen zimowy. Szosowcy, robią bazę na sezon i kardio na basenach, siły i rzeźby na siłowaniach, a my? My zwykłe codzienniasy, gdzieś czasem przemykamy w tym szale jesienności i wirujących kropel. 
Czuje wtedy takie fajne mrowienie w  mostku - nie nie to nie zawał - gdy widzę rowerzystę na rowerze, który tak jak ja walczy z przeciwnościami pogodowymi.

Walczmy!




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

do pracy || 30.00km

Piątek, 7 października 2016 · Komcie(6)
Kategoria Do pracy!
Rano termometr wskazywał 2 stopnie, a na dachu supermarketu Owad - pojawił się biały nalot. Nie była to jednak pleśń, a nic innego jak szron. Chyba muszę porządnie zabrać się do nwoego jesiennego bannera bloga, bo kwiatki motylki pewnie tej nocy już pozamarzały! U nas w sklepie skitrał się jeden paź królowej. Wczoraj nieźle mnie nastraszył, ale pościłem go wolno i lata po sklepie. Kuźwa czujecie? Mamy własnego motyla, jesienią w sklepie! Może zrob młoe i będziemy  mieli motylandię!

Motyla noga!

A tak już bardziej serio i wracając do meritum - czas wygrzebać z szaf warstwy i odzienie jesienno-zimowe. Moje rękawiczki, na ten przykład, definitywnie nie ogarniają już bazy i me szlacheckie dłonie - się mrożą. Czy wy też macie tak na przełomie: "da się jeszcze" i "kuźwa jak zimno" ze znalezieniem odpowiedniego stroju na rower? Niby co roku ta sama pora, te same temperatury, niby jeździ się już kilka lat, a zawsze co roku, jesienią człowiek głupieje. Jakby cofał się w rozwoju. Patrzy w tę/tą szafę i nie wie co założyć. A wiecie co jest najgorsze? Gdy ubierzecie się w domu, nie mija 10 minut, a jesteście mokrzy! Leje się z was jak z sopla na wiosne. Latacie jak oparzeni i w pędzie zbiegacie do piwnicy - cali spoceni. W biegu zdejmujecie jedną bluzę i wsadzacie ją do sakwy i co? Wyjście na dwór uświadamia was, że nie tylko zaraz założycie tę oto schowaną niedawno bluzę, ale zastanawiacie się czy nie wrócić po jeszcze jakąś dokładkę. 

Nasz organizm przeżywa szok z 20 stopni przestawia się na 5 jakoś opornie. A wiosną? Kurde niech będzie pierwszy raz po zimie poajwi się na termometrze 5-10 stopni to już w podkoszulkach chce się latać - PARANOJA:P

Ja dziś ewidentnie zmarzłem w ręce. 5 stopni i super oddychające z długimi paluszkami to nie dla mnie:D





Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Z deszczu pod rynnę || 30.00km

Czwartek, 6 października 2016 · Komcie(5)
Tytuł chyba dokładnie opisuje to co dziś mnie spotkało. Lało, wiało, było zimno a ja? Ja na rowerze. Dzisiejszy wyjazd był kolejnym z serii przygotowawczych do trudnych warunków. Sprawdzam jak się zabezpieczyć przed wilgocią i jak SKUTECZNIE wyprzeć z głowy stan "jak mi się kuźwa nie chce w tym deszczu jechać".

Udało się, bo pojechałem.
Nie udało się - bo ręce zmarzły mi tak, że o-e-sus...

W pracy kominek zapaliłem, lufcik na maksa i jazda z tym koksem. Uparowałem we firmie całe 20 stopni celcjusza i po rozwieszeniu majdanku na wszelakich krzesełkach w promieniu rażenia kominka, udałem się do czynności zawodowych. Nie było wiele do roboty, ale czasem nie wiele, nie znaczy łatwo.

Powrót z pracy o dziwo trafił się w błękicie nieba i zachodzącym słońcu. Czyli chmury i deszcze poszły spać jeszcze, a ja spokojnie wróciłem sobie suchy i wesoły do domu.





Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Cyklo Date || 57.00km

Poniedziałek, 3 października 2016 · Komcie(6)
Kategoria Do pracy!
Moda teraz nastała na słowa angielskie w naszym języku. 
Wydziela się oddzielne miejsca do Całuj i jedź (Kiss & Ride=K+R) , Parkuj i Jedź (park & Ride=PR)i pewnie jeszcze będą miejsca dla sikaj i sraj... (pee & shit = P&S - lub jak kto woli PIS )

Nawet zamiast jazda na rowerze - używa się zamienników "tripów".

Ja więc popełniłem w ten weekend tripa date`owego z żoną. Bo nasz czildren został z grandparents i mogliśmy pomknąć na wycieczkę. Udało się wypedałować całe 27 kilometrów z przerwą w sklepie na lody z Literką EM (wiecie jakie?) Nasz syn został pod opieką dziadków i rzecz jasna przespał te dwie godziny pedałowania, a jak wróciliśmy dopiero zaczął hasać = płakać i marudzić. Na spacer więc wybraliśmy się również z latoroślą w wózku aby i on miał coś z w miarę słonecznej ni

edzieli. Ja to z wózkiem to z aparatem nalatałęm się po lesie jak ta lala. Tu podbiegłem z wózkiem, tu foteczka z aparatu tu listeczek, tam kwiatuszek... milutko.














O kurka - jesień idzie na serio.

Poniedziałek:

Jeszcze bardziej na serio jesień postanowiła przyjść w poniedziałek. Umyślałem sobie, że na rower i tak pójdę - choćby nie wiem co. Miałem ciężki weekend, ale ten poniedziałkowy rower miał wymazać zmęczenie i zregenerować mnie. Miało padać - to nic! Miało być zimno! To nic! Mało być nieprzyjemnie? O dziwo było całkiem inaczej... miałem frajdę z jazdy.
Do pracy zamiast dojazdu w deszczu, miałem dojazd z lekkim wiaterku w dziób, a dopiero pod samą bramą sklepu dopadła mnie mżawka. W pracy przyjemnie, ciepło. Wyczyściliśmy kominek i składaliśmy ostatnie sztuki rowerów jakie zostały z rocznika 2016. Udało mi się również wygospodarować chwilkę czasu na mały up-grade mojego przełajowego roweru. [kolejny;)] Zmieniłem tarczę 160mm na 180mm. Tarcza 160 to był jakiś totalny chińczyk, jaki leżał w sklepie. Wziąłem ją bo była pod ręką, jednak sama tarcza nie dość, że z bardzo niskiej klasy metalu to i powyszczerbiana w kilku miejscach. Efekt? Miałem faktycznie 1,5 hamulca. Bo tylny działał w sumie w 50%. Hamowanie tarczowym tyłem, było cokolwiek wątpliwe. Zdecydowałem się więc na zmianę i zamontowanie tarczy 180 mm. Była to tarcza przepalona avid`a jakiegoś klienta, któremu wymienialiśmy tarcze w sezonie. Została więc gdzieś z demobilu. Nieźle zjechana i w kolorach błękitu, ale:
a) o większej średnicy
b) avidowski metal
c) dobra jakościowo - choć lekko krzywa (z przegrzania)

Wymontowałem również klocki hamulcowe z zacisku. Były nieźle zabrudzone. Wyczyściłem je wiec i przetarłem papierem ściernym. To doskonały sposób, aby pozbyć się wierzchniej warstwy ześlizganego brudu z klocka hamuclowego w hamulcu tarczowym. Zaufajcie mi, drobny papier czyni cuda, a mocno nie ściera klocka. 

Efekt? Większa tarcza + lepszy materiał tarczy + klocki hamulcowe po "regeneracji". Siłę hamowania oceniam na 70% w porównaniu z v-breakiem. No ale fałki się nie da, więc zadowolony jestem z tej zmiany. Teraz jak jadę rowerem nareszcie czuć, że hamuląc tarczą pojawia się nagłe zwalnianie a nie "dotaczanie" się do przeszkody. 


O 18:00 z ciężkim westchnieniem wyszedłem wprost w ulewę. Islandia pełną gębą. Rzęsisty deszcz i wiatr, a na ulicy płynęła woda. Moja zimówka posiada obecnie tylko przedni błotnik, toteż równie rzęsiście irokez z wód gruntowych nanosił wilgoć na mnie, od tyłka poczynając do czubka głowy kończąc . 

W okolicach Wieliszewa pan postanowił zawrócić i na wysokości szpitala onkologicznego zawisł, bo auto zjechało przednimi kołami na trawnik i... ugrzęzło w rowie spustowym. Zatrzymałem się, aby pomóc ale po 30 minutach pomocy, która sprowadzała się do oznakowania miejsca zdarzenia i kilku prób uniesienia przodu auta z kilkoma kierowcami - nie udało się wyciągnąć pojazdu. Próba wyciągnięcia auta liną, skończyła się na urwaniu haka. Pan starszy, z auta tego co zawracało, za mało wkręcił hak w otwór i ucho - pięknie strzeliło nieomal wybijając szybę panu z terenówki, który ciągnął nieszczęśnika. 

Plusem tych całych akcji było to, że przestało padać. Byłem już nieźle mokry więc i tak miałem to gdzieś. Nie umiem, jeździć długo w deszczu i to jest głównym problemem na trasach maratonów. Ten sprawdzian pogodowy pokazał że nadal mam wiele do dopracowania, ale i sporo już wiem. 
Podstawą jazdy w deszczu - przynajmniej u mnie są Kurtki. Musi być mi ciepło w tors. Drugie w kolejności są stopy. Torebki foliowe zapewniają w miarę dobry komfort termiczny. Nie można powiedzieć jednak, że zapewniają całkowity komfort, bo "ciamlanie" podczas pedałowania i uczucie, jakby się międoliło w mokrej kałuży - to nadal nic przyjemnego. 

Jak mawiają ultramaratończycy:
"Lepiej być mokrym na ciepło - zapoconym od wiatrówki, czy worka foliowego, niż mokrym na zimno - czyli mokrym od deszczu i ochładzanym przez wiatr. "

Ta zasada się tu sprawdza. Stopy, mimo, że totalnie mokre, zaizolowane workiem foliowym są mokre na ciepło. Ostatnia jest kwestia spodni. Spodnie kolarskie namakają od deszczu, ale zaobserwowałem, że gdy cały organizm zaizolujemy torebkami foliowymi, to nagromadzone ciepło wyparowuje właśnie udami i łydkami. Woda i spodnie to swego rodzaju radiator ciepła, który w pewnych warunkach równoważy się z generowanym ciepłem pedałowania. Czyli, sztuką jest znaleźć ten moment, gdy w deszczu mimo, że mokro to nie ziemno i nie gorąco...

I tak bym mógł dywagować... jazda w deszczu to przymus, a nie wybór z własnej woli. Dobrze jest jednak opracować sobie jakieś sprawdzone metody dla takich warunków. 




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

czas na działanie || 38.00km

Czwartek, 29 września 2016 · Komcie(6)
Kategoria Do pracy!
Czas działąnia. Skończyło się Babce sranie! Koniec tego dobrego - cegła w dłoń! Mam dowody! Niech mi ktoś udowodni, że nie mam racji!



pod spodem kanał... woda podmywa skarpę... ścieżka spier... do morza...


A tak wygląda owo podmycie z góry... prawie na wylot dziura. Wsadziłęm tam duży patyk z krzaka aby się rowerzysty nie zabiły!


Jak to kurka mam objechać? Skakać mam? Rów na 10-15cm...


Kolejna "studzienka spustowa"...

A obok idealny asfalt i zakaz jazdy rowerem. Rzecz jasna kierowcy klasksonują jak tylko jedziesz rowerem. Moje ulubione to takie trąbienia od początku manewru do jego końca. Ryk klaksonu przez 15-20 sekund a potem redukcja i strzał ze sprzęgła i dym z rury!
Ech - napisałem dziś do Wójta Gminy z załączonymi zdjęciami. Ścieżka stwarza REALNE zagrożenie... jechałem nią ostatnio po zmroku. Liści nawiało, lampy się nie włączyły i totalna ciemność. Mało języka sobie nie odgryzłem jak dupnąłem w tą rynnę. 

Z innej beczki... W Legionowie malują mural... taaaaaaki dłuuuugi. Na płocie jakiegoś instytutu szyfrologii czy czegoś takiego. Płot jak do więzienia, za to patriotyzm wali z oddali!


Z zdjęcie Poległego Kaczyńskiego gdzie???? Trzeba to zgłosić do władz - źle namalowali! I nie ma krzyża przed muralem! Tu Musi być kapliczka! Gdzie znicze?!


A tak całkiem serio już... Mural zapowiada się fajnie i naprawdę będzie długi prawie kilometr już ma. A znajduje się wzdłuż ulicy Szwajcarskiej z Legionowie - to nowa ulica wzdłuż torów zbudowana niedawno. Polecam obejrzeć mural ja skończą. Będzie fajny!

Tu dopiero szkice... Technika malowania? Hmm jadę sobie kiedyś wiecozrem a tam stoi bus z rzutnikiem multimedialnym i generatorem pradu i rzuca obraz na ścianę... chłopaki i dziewczyny malują. Fajnie;)


Niewiele brakowało a kilometr dalej bym załapał mandat... Kolejny idiotyczny odcinek szosa szeroka, bo się zebra na środku mieści, a nas rowerzystów wyganiają na ścieżkę...

Ścieżka rowerowa... dlaczego nie ma tu pasa rowerowego??? Tylko to gówno z kostki?


Na sam koniec dojazdu do pracy  - przyczepka pełna miału węglowego - poddała się. Koło się urwało. Ciekawe jak długo ten miał jeszcze będzie w przyczepie zanim go rozkradną... Ładnych kilkaset kilo tam jest nasypane.


Ponarzekałem? - no to już mi lepiej!







Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Ciemności Egipskie, Egejskie - Nieporęckie! || 30.00km

Środa, 28 września 2016 · Komcie(1)
Kategoria Do pracy!
Wszystko dziś mi wyszło "na szybko" mimo, że miałem na druga zmianę. Dogadałem się z "K" aby być od 11 z hakiem do zamknięcia więc miałem dzień "luźniejszy" - rzecz jasna w teori. Bo wiadomo, jak się ma więcej czasu z rana to nas życie spionizuje i poustawia.

Ale po kolei.

Syn ma w środy, dzień bycia nieznośnym. No zapamiętale co środę nachodzą go fochy i foszki, płaczki, czkawki, kolki, wymiotki, zaparcia i pierdki... wszystko na raz. Jednym słowem, co byś nie robił i tak będzie ryk. Jako, że dzień zaczyna się dobrze jakoś po północy, to i proceder wdrażał nocą także! Gdy co godzinę trzeba wstać aby mu smoka wsadzić, bo wypluł i postanowił sobie popłakać. Jednym słowem sielanka młodego taty:) DObrze, że mam kochaną żonę i ona ma zapasy cierpliiwości, bo to zniej czerpie inspiracje.

Gdy nastała już godzina wstawania - byłem, cokolwiek przejechany przez pociąg. Bo co zasypiałem coś się działo, a to smok a to pielucha i taki wyrywany sen mi nie podpasował wybitnie. Jako, że miałem na 11:00, postanowiłem - w zasadzie moja ukochana żona postanowiła - dokończyć projekt "szafa". Trzeba było pojechać do hurtowni po zestaw montażowy do drzwi przesuwnych. Dodatkowo była jeszcze paczka do odebrania z paczkomatu i modem do oddania w spółdzielczej jaskini internetu. Jak dodamy do tego rozkopane centrum legionowa i to, że profili aluminiowych o długości 3m w zasadzie przewieść rowerem się nie da, wychodzi nam jazda autem. Objechanie z pkt A do B przez rozkopane centrum w naszym mieście obecnie graniczy z cudem. Objechać trzeba dookoła i od dupy strony. A to poranek, szkoły, odwożenie dzieci, cofania na głównej ulicy gdzie pełno parkingów i ogólnie masakra poranna. Niby autem, a miałem wrażenie, że się nie wyrobię. 

W końcu udało się wszystko ogarnięte i można na rower! Ubieram się i wsiadam i... pizga złem. ZIMNO, zimniej, BRYZA!!!
DO tego jakoś nie szła mi jazda na super kartoflowatych oponach i... o-e-sus... dojechałem, ale ledwo ciepły. Gdzie ta moc? Gdzie ten lans?

Powrót z pracy w ciemnościach... zapomniałem lampi przedniej "oświetlającej" miałem tylko "mrugającą" i w odcinkach zerowej widoczności, jak nazwa podpowiada, widziałem "ZERO". Rzecz jasna nordic walking po ścieżce w WIeliszewie i pani z pieseczkiem na ultra-kurwa-niewidzialnej smyczy! No zabiłbym psa! Jak matkę kocham!! Gdyby nie to, że mam już dwa hamulce zatłukłbym owego czworonoga urywając mu łeb od tułowia... ledwo wyhamowałem przed smyczą. 
Pańcia zdziwiona i oburzona, że ja na jej czworonoga życie NASTAJE.
Nastaje? Wymieniłem kilka ciętych uwag i pojechałem dalej...

Dlaczego do jednego worka (ścieżki-ciągu pieszo pso rowerowego) wrzuca się ludzi i i idiotów?

Domagam się ścieżki dla psów, ścieżki dla rolkarzy, ścieżki dla pań z kijkami! Zróbmy też ścieżkę dla gimnazjum i dla tych po 60tce! Nie zapominajmy również o kobietach w wieku menopauzy! Wszystko teraz jest wąsko dedykowane, więc róbmy śćieżki dla każego!!!! I te świecące w ciemności, i te świecące w dzień! I te w kolorach tęczy dla równouprawnionych i te zwykłe dla katolików... Każdemu zbudujmy ścieżkę! Bo tak mówi pismo!


AMEN! Dobrej nocy!


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew