Wczoraj i dzisiaj

Środa, 7 września 2016 · Komentarze(5)
Kategoria Do pracy!
Dojazdy do pracy z dwóch dni.

W końcu deszcze ustąpiły miejsca słońcu i zdecydowały mi się towarzyszyć w drodze do pracy. Niezmiennie, jednak chłodne poranki są. Zapowiada się pogodny wrzesień lecz temperatury w nocy zdecydowanie niższe niż w lipcu czy sierpniu. To będzie spore wyzwanie na MPP...

Do maratonu zostało lekko ponad tydzień. Kilometrów przybywa a ostatnie poprawki w moim sprzęcie jeszcze nie poczycnione. Czekam na dostawę obręczy do kół... obecne mają już wyraźnie ślady zużycia i zanosi się, że wiele już nie pojeżdżą, a nie chcę ryzykować pompowania ciśnienia w osłabione obręcze. 

Oczywiście tu sa kwiatki - zamówiłem obręcze z Bikestacji 31.08 w Poniedziałek 5.09 dzwonię do nich co z obręczami, a oni informują, że w czwartek 8.09 będą mieli je na stanie i PRAWDOPODOBNIE 9.09 będa u mnie... MASAKRA.

Zrezygnowałem zażądałem zwrotu pieniędzy. Nie kupujcie w BIKESTACJA.PL handlują rzeczami, których nie mają na stanie!

Udało mi się zamówić obręcze z innego źródła i mam nadzieje, że w tym tygodniu będę mógł przepleść koła.

Do pracy rodacy!

Niedziela, 4 września 2016 · Komentarze(1)
Rowerem do pracy, w specjalnie pomylonej kolejności, bo to hołd dla pokręconego tygodnia jaki miałem. Spędziłem go sam, na straży serwisu i dumnie obroniłem flankę.
Pan od reklamacji z Krossa, odebrał rower, zadowolony - oczywiście nie obeszło się bez trzykrotnego opowiadania mi, jak to on tam zadzwonił i jak na JEGO prośbę reklamacje przyspieszono i przełożono, bo była w kolejce z innymi reklamacjami. Raz tę historię opowiadał mi telefonicznie, raz na widzeniu przed odbiorem roweru, a raz podczas odbioru roweru.

Pan od roweru numer dwa, nie wierząc w moje kompetencje dopytywał szefa za moimi plecami, dzwoniąc do niego osobiście, czy oby na pewno ja sobie poradzę z serwisem i naprawię mu rower. Po długiej walce z szukaniem tego co mu puka, udało się ową rzecz zlokalizować i usunąć. Pukała śruba dokręcająca bębenek piasty, która wykręciła się całkowicie z bębna i latała luzem w korpusie piasty. Żeby nie było, że to jakieś łatwe do znalezienia było:D DO tego centrowanie rozwalonego koła przedniego i serwis przerzutek oraz smarowania łańcucha. Rzecz jasna, jak rower ma bogaty prezesi, to ściga się na maratonach, ale smarować łańcucha już nie smaruje... Kiedyś jak po zakupie uznaliśmy, że łańcuch do wymiany to kazał nam to reklamować w Krossie:
-ja bym to reklamował - rower ma 2 miesiące, a łańcuch do wymiany!!
- ale pan 5 maratonów zrobił
- to co!

Na koniec podziękuje wszystkim, którzy uraczyli mnie swoją obecnością i przebili dętki w tym tygodniu - serdeczne dzięki za 25 kół!!! Policzyłem sobie dokładnie

Kampinoski Park Narodowy - Przełajem i Szosą...

Niedziela, 4 września 2016 · Komentarze(7)
Po dość trudnym i męczącym tygodniu zdecydowałem się, ku aprobacie żony, na dłuższy wyjazd. WYdawało mi się, że 150km dookoła Kampinosu będzie optymalne, dla relaksu i spokoju. Ale po kolei...

Rano Agnieszka pojechała rower i na targ. Ucieszona jest wielce, że może znów na rowerek wsiąść. Nie tylko na zakupy poleciała, po przepakowaniu zakupów pojechała - tu cytat: Ganiać Świeżaki. Gdy wróciła, uśmiech nie znikał jej z twarzy. Przyszedł czas na mnie. Pożegnałem syna i ucałowałem żonę. W sakwę ozuty, pojechał ja!

Pierwszy odcinek do Nowego Dworu idzie mi dość lekko, wiatr nie przeszkadza a noga zachęcona relaksem wielogodzinnym podaje aż miło. Jest dość pochmurno, ale nadal powyżej 20 stopni. Wydaje się, że będzie dobrze się jechało. Nie za ciepło nie za zimno. W Kazuniu mija mnie pan na rowerze z taką prędkością, jakbym stał... To zadziwia mnie najbardziej, bo jego rower rzęzi i trzeszczy jakby łańcuch nie miał smarowania od kilku lat. Ciśnie ponad 27 km/h, ma kask i rękawiczki, a na nogach jakieś jaskrawe adidasy. W głowie układma sobie plan, żeby w Leoncinie skręcić do Kampinosu, bo dawno w lesie nie jeździłem. Pogoda jest, a przełajowe opony na pewno się przydadzą.
 
Do Leoncina jedzie mi się leciutko, niestety w okolicach miejscowości łapią mnie problemy żołądkowe. Zachodzę do sklepu ze zniczami, gdzie tuż obok widzę, sławojkę z serduszkiem. Jest zamknięta na kluczyk i kłódeczkę. W sklepie koło gospodyń. Baby z całej wsi siedzą i debatują pomiędzy wieńcami i zniczami.

- dzień dobry, mam pytanie, czy można skorzystać z tej toalety za sklepem?
- słucham?
- no za sklepem jest toaleta, chciałbym z niej skorzystać...
- panie to prywatna toaleta, to nie hotel.
- a nie wie gdzie pani gdzie jest tu jakieś WC?
- nie wiem, idź pan do jakiejś restauracji...
- aha ...widzenia. - wychodzę. Objeżdżam dookoła rynek i kilka sklepów, ale jakoś restauracji nie znajduje. Cóż. Żołądek odpuszcza, więc skręcam do Lasu. Jadę sobie spokojnie i delektuje się szuterkami. Park jest jeszcze pusty, ludzi mało. W tych okolicach mniej rowerzystów niż pod Warszawą.




Po drodze, na żółtym szlaku zahaczam o... krzaczki i mając w pogardzie płatne toalety znicze i kościoły, ruszam uwolniony dalej na szlak! To przykre, że tak prosta sprawa, tak ludzka, taka codzienna jest taka trudna... Kiedyś ludzie dzielili się chlebem, inni sobie pomagali, a teraz do przysłowiowego sracza zbitego na wsi z desek trzeba mieć pozwolenie klucze, kłódki i kody i to przed kościołem!

Szlak gubię kilka razy, bo nie widzę dróg leśnych na mapie GPS, muszę się z czasem postarać o jakiś up-grade mapy Polski, bo moja ma ze 3 lata i jej dokładność zostawia wiele do życzenia.

Wrzosy kwitną całymi połaciami.


W końcu postanawiam uczepić się szlaku niebieskiego pieszego. Pomysł jest super, bo z dróg szerokich trasa zaczyna się robić bardziej wymagająca. Górki pojazdy, prawie jak w górach. Niestety, rower na tak cienkich oponach jest mało sterowny i kilka razy przy takich górkach jak na foto ląduje na boku;) W sam środek piasku.


Bywają również szybkie odcinki szutrowe, choć ich jest akurat sporo mniej niż tych trudniejszych.

Moja droga przez las co jakiś czas mija się z cywilizacją, no może nie całkiem cywilizacją, a jej pozostałościami. Dom i gospodarstwo w lesie - opuszczony murowany domek w dość dobrym stanie.





Miejscami pojawia się nawet asfalt. Dojeżdżam nim do głównej drogi na Leszno i postanawiam skręcić już na drogi ubite. Jadę do Miejscowości Roztoka gdzie staje w sklepie regeneruje się i... spotykam niespodziewanie ekipe z FORUM. Chłopaki mają kłopot z oponą, która się rozpruła i staramy się ją załatać.  W ruch idą łatki wklejane do wewnątrz opony i kawałek kartoniku osłaniający dętke od przebicia.

Rowery robią wrażenie!



Po wspólnej rozmowie, postanawiamy wrócić we trójkę lasem do Warszawy. Czerwonym szlakiem - Od tego momentu, zdecydowanie odstaje. Muszę uważać na wielką ilośc korzeni, jaka na tym docinku dominuje. Podczas gdy ich wielkie koła pokonują nieróności bez trudu. Wszystko się udaje, i mimo, że odjeżdżają mi co jakiś czas, czekają na rozdrożach. Dzięki panowie, że mnie nie zostawiliście - to miłe;) Następna ustawia będzie jak będę miał opony 2.0:D Obiecuje!!!


Na wysokości mostu północnego, rozdzielamy się. Ja dobijam na  Białołękę, a oni wracają we dwóch dalej.  Na wysokości Ratusza Białołęka powstaje wielki obiekt, galeria północna. Wielkie jak Arkadia, i robi mega wrażenie. Jak sobie pomyślę, że w Legionowie mają od 5 lat budować galerię Legionowo, to zastanawiam się u licha kto do niej przyjdzie na zakupy, skoro tu taki kloc, nie ustępujący Blue City, powstaje...


Tuż obok Ratusza, poszerzają drogę, aby do owej galerii był dobry dojazd!
Kilkaset metrów dalej w Kierunku do legionowa, zbudowano nowy MC donald, (MC powstał też w Nowym Dworze) - nic tylko jeść kupować i ... Srać!!!Tyle miejsc, aby jechać do nich rowerem !!!!


Drogą-skrótem do Legionowa


Główna droga przez Legionowo w remoncie. Miąła być gotowa do Września, będą światła, ścieżka rowerowa, pasy i inne bajery... Cóż jak do Października otworzą, to będzie dobrze!

Tu będzie przejście dla pieszych światła, a po drugiej stronie powstanie ścieżka rowerowa. Mam nadzieje, że nie postawią zakazu dla rowerów, bo nie lubię jeździć ścieżkami, zwłaszcza w centrum, gdzie pełno ludzi po nich łazi. A ta ścieżka zapowiada się być koło przystanku autobusowego, zaraz potem światła i znów skrzyżowanie... nie zapowiada się na "drogę rowerową" raczej na deptak dla emerytów...


Duety do mety - bez obrazków tylko napisy!!!

Środa, 31 sierpnia 2016 · Komentarze(3)
Czasem mam wrażenie, że ludzie mają takie momenty w których zablokowuje im się taka mikro zapadka i wyłącza myślenie i logika...

- dzień dobry
- dzień dobry
- rower ma na serwis...
- mhmm to zapraszam z rowerem
- ale zrobi pan to od ręki?
- nie, ale może pan zostawić rower i po południu odebrać.
- ale ja nie mam jak od pana wrócić do domu.
- pan wybaczy, ale przynajmniej dwa autobusy w Nieporęcie jeżdżą
- no tak, wie pan, ale te bilety drogie....
<lol>


- tego proszę pana nie da się naprawić, trzeba to wymienić, ale musi pan z rowerem przyjechać.
- a ile to będzie kosztować?
- pełny przegląd, wymiana napędu, linek... pewnie około 300zł
- paaaaanie 300zł? Ja auto za 500 kupiłem!
- no to gratuluje zakupu... - szydzę zmęczony długą już dyskusją, czemu tego nie da się...
- no wie pan ja mechanik z pasji jestem, sam sobie naprawiłem i jeździ...
- mhmm...
- za 100zł pan nie zrobi?
- nie...

- i co z moją reklamacją
- została wysłana do krossa, czekamy na odpowiedź
- dzwoń tam pan, myślisz, że sama się załatwi? trzeba ich ponaglać. Ja nie będę czekał dwóch tygodni na rower!
- Dokładnie 14 dni mają na rozpatrzenie reklamacji!
- ale minął już TYDZIEŃ!
- No matematyka podpowiada mi, że jeszcze siedem dni mają...
- daj pan numer sam zadzwonię.
<dyktuje numer na infolinię kross>
- Ja im tam hujów naślę i ich zjebie, zobaczysz pan jutro w zębach to koło przyniosą...
- aha... no to powodzenia.
- pan to nic sam nie załatwi...
Pan od wczoraj nie wrócił, widać ciężko w zębach koło przynieść;) Może pojechał autem do centrali krossa ich bić? Kurcze powstaniec jeb*ny rewolucji mu się zachciało:)

- rower mam
- i?
- no do naprawy
- do środka z rowerem zapraszam
- ale tu?
- tak tu.
- na górę tak?
- tak...;/
- nie do piwnicy?
- może pan  jak pan chce:)

- czy u pana też serwis?
- tak
- czyli naprawia pan rowery
- tak...
- bo ja mam rower do naprawy to można naprawić tak?
- TAK.......
- aha i co bo ten rower to popsuty jest i trzeba by go naprawić
- mhmmm
- Aha no dobra, to czyli mogę z rowerem do naprawy przyjechać?
- tak....

Rowerówka pełna jest niewiadomych. Ostatnio znów jestem zawalony serwisami i znów sam na dzielnicy, więc do końca tygodnia oram w polu na solo. Mam czasem już dość, bo  ludzie mają taką niemiłą manierę, że wyczuwają kiedy tylko zacznę coś robić. Ostatnio pan przyjechał i godzinę czasu mi zajął duperelami. Wpadł po poradę do psychologa, analityka, psychotereapeuty i duszpasterza...
- wie pan, ale ja nie wiem czy mi ta szosa potrzebna - rzecze po godzinie dywagowania i mędrkowania, że Kross to chyba słaba firma i że by chciał treka, i że chyba szosa to najlepsza na asfalty tylko.
Wysnuł zacne wnioski, że z jednej strony chce szosę dobrą, ale z drugiej nie wie czy na początek taka dobra to mu potrzebna
- najlepiej jakbym ja się mógł na niej przejechać i powiedzieć, czy ja to chce czy nie....
Wysłałem go do wypożyczalni rowerowej AIR BIKE niech walczy... dupe truł godzinę i pojechał bogatszy o nowe doświadczenia. Rzecz jasna pan biznesmen w trakcie rozmowy w irytujący sposób z 8 razy odbierał telefon w pół mojego zdania...

Ech urlopu chce mi się ach chce....

Hop siup w szutry i szosy!

Poniedziałek, 29 sierpnia 2016 · Komentarze(2)

Na szosie i krowę spotkasz bracie!

O duetach można mówić w przypadku utworów muzycznych, wykonawców ale od dziś tak będę nazywał swoje powielone wpisy. Ku czci swojego stałego gościa. A wiec kolejny duet, który zmiażdży stronę główną i pozamiata na dzielni. Całe sto dziesięć - pisane słownie - polskich kilometrów!

To kompendium dojazdów z dwóch dni. Powielone owe dojazdy o dokrętki, czyli można powiedzieć, taki ze mnie krawiec z pętelką. Te pętelki dokręcam w codziennym ściegu dojazdów do pracy i płaczu synka. Ostatnio małolat ogarnął temat i umiejętnie robi bąbelki ze śliny sobie na ustach, a także powoli posiada umiejętność uśmiechania się. To fajne, tak podejść do niego powyginać ryjek, a on patrzy na ciebie i się śmieje. 

Koza przywiązana do słupa trakcji elektrycznej kolei... skubie trawkę. Obok kilka innych wypasanych w taki sam sposób.

Moje jeżdżenie jest dalekie od ideałów i mam gdzieś wewnętrznie obawę o przygotowanie kondycyjne do MPP, ale liczę na to, że regularność pokona zatyranie się dwusetkami. Tako też czynię. Dla "utrudnienia" od jakiegoś czasu jeżdżę dodatkowo na przełajowych oponach z bieżnikiem oraz zahaczam o szutry. Podczas szutrowania czasem spotykam ciekawe obrazki, kozy poprzywiązywane do słupów kolejowych. 



Książką znów się skończyła i Niezgodna już przesłuchana. Nie mogę nigdzie dopaść drugiej części tego audiobooka, a zapowiada się sporo lepiej niż film. Wczoraj oglądałem film niezgodna i powiem wam, że książka wypada sporo lepiej. Paradoksalnie oglądałem już film niezgodna jakieś rok temu ale nie wiele z niego pamiętam. Po Książce obejrzenie filmu daje całkiem inny obraz tego co się wydarza. Książka wiele rzeczy wyjaśnia, a film pomija. Normalne!

Wrzesień coraz bliżej i coraz bliżej szkoła. Ostatnie weekendowe upały przypomniały nam jakby o takim dosadnym tchnieniu mijających wakacji. Czy jeszcze będzie ciepło? Czy już we wrześniu dopadną nas przymrozki? Co powie tata? Co powie ryba?

Dziękuje i dnia miłego wam składam życzenie!




Dzień Wolny - Inaczej...

Piątek, 26 sierpnia 2016 · Komentarze(4)
Wczoraj miałem dzień wolny - tak Słowo Wczoraj powoduje, że znów łamie zasady. Pewnie znów zajme czyjeś miejsce na głównej na 1h. Kurcza Gać! Co to będzie.
No ale po kolei!

Dzień wolny - w zasadzie powinien być dniem wolnym od obowiązków, pełnym relaksu śmaksu botoksu,i takie tam! No ale jak to w życiu bywa, nikt nas nie ostrzega zawczasu przed takimi dniami. A jak połączyć to z byciem ojcem ech... Od rana do nocy coś było do zrobienia. 
Ostatnio zaczytuje się w nowym blogu - i nie jest to blog rowerowy. Pod spodem przytaczam kilka cytatów z tego bloga które idealnie oddają mój dzień wolny:

cytaty pochodzą z : http://www.matka-nie-idealna.pl/

Wszyscy wokoło mówią jakie to piękne, niezapomniane uczucie. Że miłość wylewa się uszami, że spacerki, ze ciuszki i że becikowe. Że dziecko to dar, to szczęście i to najlepsze co w życiu może się przytrafić. W głowie kreujesz obrazek dziewczyneczki, dzielnie drepczącej obok Ciebie i chłopca, strzelającego gola w meczu życia. Zwolnione tempo, parujące naleśniki na śniadanie, kubek z gorącą kawą w dłoni i inne obrazki rodem z Disneya. Istna bajka.[...]

I nagle okazuje się, że nikt nie powiedział, że to różowe, ledwo owłosione na głowie, bo na plecach to szympans w pampersie, pruje puchę ile fabryka dała.
Nikt nie powiedział, że dziecko płacze bo tak. I że trzynaście razy dziennie zastanawiasz się o chuj mu chodzi. Bo sucho, bo w brzuchu pełno, bo wyspane.[...]

Nikt nie powiedział, że kolki, że kupa po pachy i że w każdym kolorze tęczy.
Nikt nie powiedział, że razem z dzieckiem rodzi się strach, panika i poczucie obowiązku a miłość pojawia się dopiero na szarym końcu.
Nikt nie powiedział, że parująca kawa a i owszem, po wyjęciu z mikrofali trzeci raz tego samego dnia.
I naleśniki. Że na zimno tak dobrze smakują.[...]

Nikt nie powiedział, że dzieci mają radar i odpalają syrenę kiedy: sikasz, jesz, SIADASZ, odpalasz komputer i wchodzisz pod prysznic.
Nikt nie powiedział o pobudkach na zabawę o trzeciej i później o piątej.[...]

Nikt nie powiedział, że Twoja głowa nabiera zdolności kręcenia się o 360 stopni a w pakiecie z dzieckiem instalują Ci oko w dupie.
Nikt nie mówił, że najlepsza kupa to ta zrobiona zaraz po założeniu zimowego kombinezonu.
I że na siłownię pójdziesz najwcześniej za siedem lat.
Nikt nie powiedział że zazdrość jednego o drugie i drugiego o pierwsze.
I wyrzuty sumienia, wieczne wyrzuty. Twoje.
Bo herbatniki a tam syrop glukozowo- fruktozowy.
Bo karmisz butelką nie piersią.
Bo szczepisz.
Albo nie szczepisz.
Bo używasz kremu do pupy a ktoś używa innego.
Bo tablet.
Albo bo brak tableta. A przecież wszystkie dzieci mają.
Bo bez czapeczki.
Albo z czapeczką.
Także tego.... Od ósmej na nogach, potem zakupy, i kolejeczka. W kolejce do bułek wrze. Pan tu nie stał, a pani stała. Bo pan 20 kajzerek i dwa chleby. Bo po co to panu? Bo kuźwa nie mam czasu codziennie dymać na targ i kupować czterech bułeczek i pączuszka i nie wiem czy z lukrem czy posypką. Potem lekarz, który generalnie ma wyjebane na to, że mam dzień wolny i mam jeszcze 20 spraw do załatwienia i nadal zyje trybem studenckim. Przyjść 15 po czasie i kolejne 15 minut poświęcić na siusiu, kupke rozmowę w rejestracji przyniesienie kart i robi się podwójny kwadrans studencki - kuźwa. Potem zakupy dla odmiany, mięsne, potem warzywne. Dobrze, że bóg wymyślił kartę płatniczą.

Kiedy już objuczony zakupami wpadam do domu, wita mnei syn. Można powiedzieć RYJO DE ŻAENEJRO. Dże się jako ten opętany, podczas gdy mama próbuje posadzić go do nosidełka samochodowego. Dziś wizyta u babci pod Nasielskiem. No to trzeba tylko sie spakować. Jedna torba dla maluszka. Pieluszki, kocyk, pieluszka tetrowa, przewijaczek, butelka z mlekiem i tablet z nagranym mp3 szumu fal morza trwającym 3h. Do auta jeszcze trzeba zabrać wózek, i całą mase rzeczy również dla teściowej. Bagażnik napchany po dach, mały radośnie piłuje diaksem na tylnym sedzeniu, podczas gdy mama stara się usadowić mu smoka w otworze jamowym ustnym. 

Nikt nie wspomniał, że pierwszą motorykę jaką nabywają dzieci - zaraz po krzyku, jest plucie smokiem na odległość. Powinni z tego dyscyplinę olimpijską zrobić. Smok robi takie loty i zawsze celnie ląduje na brudnej podłodze właśnie wtedy gdy "już w zasadzie możemy ruszać". Trzeba smoka iść umyć i znów przerwa. Klima zanim schłodzi auto potrwa, ale z drugiej storny z klimą nie można, bo dziecko w aucie. Mama i synm z tyłu w cieniu, a tata z przodu opiekany jak kurczak w biedronce od słońca przedniej szyby. 

Ruszamy - piski milkną, auto szumi. 

Dojazd na miejsce i względna cisza trwa może 30 minut. Potem procedura wypakowywania wózków nosidełek, bujaczków i za jakieś 3h czeka nas jeszcze raz to samo tylko w odwrotnej kolejności. W tym czasie jednak pan Księgowy ma czas na relaks od pracy. Czas by - upieprzyć się w smarach. Bo jak już jest - a dawno go nie był - to idealna okazja aby naprawić rower, brata, szwagra, ojca sąsiada, matki teśćiowej wujka i jeszcze szwagierki brata. 

Umęczon w słońcu, po łokcie w smarach dłubie wymieniam dętki, dokręcam kołą, centruje, pomagam i co? To wszystko w ramach bycia  w rodzinie. Bo to wypada, bo należy, bo "ty się na tym znasz". Ciekawe czy jak wujek ginekolog wpada w odwiedziny, to mu pół wsi z gołymi dupami się zlatuje? 

Wreszcie koniec. Czas powrotu do domu. Żona i ja trzymamy się dzielnie, ona zmęczona chyba jeszcze bardziej. Bo młody skutecznie wykorzystywał arsenał zabranego zaplecza higienicznego. Super kupka, super pierdek i żygnięcie na miarę rekordu. I roześmiana babcia:
"oooo jak on pięknie kupki robi, jak mu się bekło, jak ślicznie purka...."
Wszystko to ojcostwo, mężostwo, tatostwo, zięciostwo... Super ja!
Po powrocie od rodzinki godzina przerwy, moment na złapanie łyka cherbaty kawy, soku, czegokolwiek, Na moment patrzenia się w komputer, choć w sumie nie wiele siły mam na cokolwiek innego niż tylko bezmyślne przesuwanie stron.

I wbrew każdej nieprzespanej nocy, każdemu buntowi i zimnej kawie, macierzyństwo jest piękne. [...] jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Kocham dwa oszołomy, które zawładnęły moim życiem. Kocham odgłos bosych stópek wcześnie rano. Kocham bajki czytane do snu i malutkie palce wplecione w moje.
Ale niech nikt, do cholery, nie mówi, że macierzyństwo jest łatwe. Pozwólcie nam płakać, krzyczeć i wkurzać się. Pozwólcie nam być zmęczonymi [...]. Pozwólcie nam przeżywać macierzyństwo po swojemu. Nie bagatelizujcie naszych problemów, nie twierdźcie, że przesadzamy.
Wspierajcie.

Wieczorem udaje mi się znaleźć czas dla siebie. Po kolejnej próbie uspania maluszka w końcu udaje się go wstępnie uspokoić i Agnieszka puszcza mnie na rower. Waham się czy mam jeszcze siłę, czy mi się chce. Bo najłątwiej jest po prostu paść spać i po prostu istnieć na łóżku, leżeć i czerpać z czasu dla siebie. Czy naprawdę potrzebuje jeszcze dodatkowego "treningu", a może po prostu potrzebuje dawki endorfin.... Wychodzę.  Szybko robi się ciemno, ale to nic. Nareszcie jest 19:00 - mogę iść na rower. Zmrok zapada szybko i robi się cisza... chłód ogarnia, opony szumią. To czas dla mnie... i shannon. Zasłużyłem na ten kawałek swojego wolnego...

Podwójnik rowernik

Środa, 24 sierpnia 2016 · Komentarze(3)
Na dwa na dwa do tatktu liczę... dwa dni, dwie oddzielne traski... do pracy.

Dzień pierwszy:

Rano wizyta u lekarza, a później ogarnianie szybkie i zakupy. Wszystko w biegu, bo strasznie chciało mi się już rowerem do pracy jechać. Ledwo się udało, bo w niedoczasie wyszedłem do pracy i dojechałem na miejsce 10:01 zużywają przy tym spory zapas porannej energii. Nie lubię być na czas, znaczy się dokładnie na czas. Lubięmieć zapas psychiczny, że mam 5-10 minut. Najgorzej czuje się, jak wpadam punkt godzina. W sezonie sapią już na plecach klienci, teraz nieco mniej, ale niesmak pozostajke z tego "prawie-spóźnienia".

Nowa biżuteria rowerowa. Koszyczek, być może i nie jest super pro, ale zajebiaszczo komponuje się kolorystycznie z piastami. Drugi koszyk też wymienię, bo mam w piwnicy taki czarny matowy mniej obdarty!

Shannon zastana w kąpieli:)


Dzień drugi, to czas sianokosów. Praca dookoła sklepu, koszenie traw, grabienie i wyrywanie chwastów co to porosły już po 1,5 metra. Wszystko przy akompaniamencie słońca a potem opadów "niezdecydowanego deszczu". 
* deszcz niezdecydowany, to taki, który nie wie czy ma padać, czy też nie

Suma z dwóch dni dodana~!
Zdjęcia są,
Więc hejty się nie posypią;)

Weekend z rodziną

Poniedziałek, 22 sierpnia 2016 · Komentarze(2)
Miałem w sobotę jechać do Żyrardowa kibicować zawodnikom BBT, ale nie zdecydowałem się. Cały tydzień byłem tylko w pracy, albo spałem, postanowiłęm oddać weekendu czas Jaśkowi i Żonie. Nie zmienia to faktu, że w sobotę po pracy z nową Książką w uszach, popędziłem na pętelkę (niebawem będę jak Trolking i będę miał swoje 60tki, tak jak on swoje 50tki). Trasa obfitowała w klasyk Legionowski:) Czyli Zegrze Jachranka Dębę Janówek Jabłonna i Legionowo.
Stowarzyszenie Umarłych było co dziwne, coś krótkim audiobookiem, więc szybko trzeba było szukać kolejnego;)Nowa Książka, jaką zacząłem słuchać, to "Niezgodna". Napisana przez Roth Veronica!
Był film o tym, ale rzecz jasna książka to inna bajka. Czyta ją moja ulubiona lektorka Anna Dereszowska. Jest to kolejna trylogia, której chce posłuchać. Lekko post-apokaliptyczna wizja, bardzo podobna do Kosogłosa, ale w lekko innym ujęciu. Idzie przyjemnie w ucho.

Altruizm (bezinteresowność), Nieustraszoność (odwaga), Erudycja (inteligencja), Prawość (uczciwość), Serdeczność (życzliwość) to pięć frakcji, na które podzielone jest społeczeństwo zbudowane na ruinach Chicago. Każdy szesnastolatek przechodzi test predyspozycji, a potem w krwawej ceremonii musi wybrać frakcję. Ten, kto nie pasuje do żadnej, zostaje uznany za bezfrakcyjnego i wykluczony.

Ten, kto łączy cechy charakteru kilku frakcji, jest niezgodny – i musi być wyeliminowany...

Szesnastoletnia Beatrice dokonuje wyboru, który zaskoczy wszystkich, nawet ją samą. Porzuca Altruizm i swoją rodzinę, by jako Tris stać się twardą, niebezpieczną Nieustraszoną. Będzie musiała przejść brutalne szkolenie, zmierzyć się ze swoimi najgłębszymi lękami, nauczyć się ufać innym nowicjuszom i przekonać się, czy w nowym życiu, jakie wybrała, jest miejsce na miłość.

Tymczasem wybucha krwawa walka między frakcjami.

A Tris ma tajemnicę, której musi strzec przed wszystkimi, bo wie, że jej odkrycie oznacza dla niej śmierć.


Tydzień samotnego stróżowania w sklepie zakończony. Udało mi sie przetrwać burze, przetrwać nawałnice klientów i udało mi się unieśc ciężar samotnego decydowania i dyskutowania z klientami. Raz było lekko raz trochę bardziej pod górkę, ale satysfakcja jest. Zbliża się Wrzesień, gdzie dzieci wrócą do szkół a w sklepie znów zapanuje dawno wyczekiwany spokój.

Zamawiacie już pogodę dla mnie na 17 września? - mam nadzieje, że podania wysłane;)

Spraw cała górka

Piątek, 19 sierpnia 2016 · Komentarze(3)
Kategoria ciekawsze wpisy
Znów zbiór z dni paru. Jeżdżę w miarę możliwości regularnie, ale jego wysokość JAN nie zawwsze pozwala wieczorami na relacjonowanie poczynań moich w kwestii rowerowania. Opisuje więc i wrzucam pewien telegraficzny skrót i ops swoich przygód w tym tygodniu. 

Na uwagę zasługuje wczorajsza wizyta Jurka w moim sklepie. Wspólnie zapakowaliśmy rower do kartonu, a Jurek nabył pedały na kolejne tysiące kilometrów. Pogawędziliśmy jak dziadek z ojcem:) i Jurek poleciał dalej. Mnie tego dnia czekała jeszcze przeprawa z klientami. Mam wrażenie, że w tym tygodniu totalnie nic mi nie idzie. Czego się nie wezmę, to udupię, albo efekt jest mizerny.

Pierwszym przykładem jest rower Active. Jak nazwa wykazuje to rower "renomowanej" znanej marki. Dodatek "ALU" niezbicie dowodzi o aluminiowej konstrukcji jednośladu. Rower trafił do nas na serwis w stanie przypominającym skład złomu. 
Pan kupił sobie nowy rower za 3 tysiące ale ten nabytek z  Selgrosu postanowił u nas usprawnić. Pełny przegląd, centrowanie kół zmiana kierownicy na taką w kolorze "nie-rdzy" i regulacja przerzutek. Łańcuch i napęd według pomiaru nie zużyte, wiec nie było podstaw wpisywać klientowi wymiany trybów. Jednak im dalej w las tym ciemniej.
Wymiana wszystkich linek i pancerzy przyniosła efekt połowiczny. 

Przerzutki nie chodzą...
* zmieniam przerzutkę na nową. - sprawdzam nie działa.
* zmieniam manetkę na nową - sprawdzam nie działa
* zakładam droższą linkę i droższy pancerz... - sprawdzam nie działa...
Efekt? Rower od 3 dni stoi na stojaku, a ja gromy ślę, bo przerzutki nie chodzą. Manetka 8 biegowa i z tyłu koło na wolno-biegu 8 rzędowym. Przyglądam się a tu co? Jakiś chiński "falcoon" łańcuch no-name i chyba mam przyczynę. Pan był, i stwierdził, że jak to tyle czasu rower nie zrobiony, nie bardzo rozumie, że w rowerze musiałbym połowę komponentów wymienić, aby to to działało, jednak nie bardzo go to przekonuje.
"ja muszę mieć ten rower na weekend, poza tym to wszystko działało - więc niech pan tak zrobi aby było jak poprzednio".

Drugi rower to rower pewnego pana, Kamieńczyka (nazwisko zmienione;P - dla hejterów nie będzie żarcia). Pan był u nas w sklepie wybierałem z nim rower chyba ze 2 razy w końcu tak się decydował, że rower się sprzedał, a więć pan, - znany nam skądinąd z takich praktyk - kupił sobie rower gdzieś indziej.
Przyprowadza rower na przegląd gwarancyjny:
- jak to płatny?
- tak płatny, regulacja przerzutek, centrowanie kół serwis piast, zakres pełnego przeglądu. Ma pan to w karcie gwarancyjnej napsiane
- za nowy rower i serwis w waszym autoryzowanym serwisie mam płacić?
Pokazuje panu  zapis w karcie gwarancyjnej. Pan schodzi z tonu, zaczyna się dyskusja, że cena za przegląd za duża itp i że on tu z osiedla i że inne takie sprawy... W końcu rower oddaje i zastrzega,żebym zrobił do wieczora (oddaje rower około 15ej)
- jak mi się uda zrobię do 19ej, ale pewnie będzie na następny dzień
- pan się postara do 19ej - to nowy rower, tu nie będzie wiele pracy, tylko wie pan, jak kręce kołem lampa raz gaśnie raz się zapala...
- sprawdzę...
- do 19 pan zrobi - pan umila się, jakby od jego uśmiechu zależało, czy zrobię czy nie
Pracy miałem od groma, wiec rower stał i nie zrobiłem do 19 ej. Zrobić miałem następnego dnia. Wpadłem do pracy. Zabrałem się za serwisy, kolejka długa, tu pompeczka, tu lampeczka, tu kask, tu znów jakaś dętka do wymiany i rower pana Kamieńczyka stał. Pan wpada do mnie do sklepu "niby przejazdem koło 12 ej i zaczyna mi robić takie "przymilne wyrzuty". No że niefajnie, no że pan miał zadzwonić, i że pan obiecał do 19ej, że tak się nie robi itd.

Odpowiadam panu, że niech mi nie wmawia czegoś czego nie powiedziałem
- powiedziałem, że postaram się do 19ej, ale jak się nie uda to rower będzie na następny dzień. 
Pan znów coś o lampie, że to nie świeci itd i że jakbym zadzwonił do krossa to oni by to zrobili raz dwa i mi pomogli, i że jak ja nie wiem co to to oni mi podpowiedzą.
- proszę mi proszę pana nie kierować pracą, dobrze? Jak znajdę chwilkę to zrobię panu przegląd gwarancyjny, jak lampa będzie uszkodzona to zareklamujemy i tyle. Nie ma problemu, rower pan ma nowy, więc na spokojnie. Jestem sam, okres urlopowy więc proszę się uzbroić w cierpliwość. 
- wie pan ale ja rower chce mieć na weekend i jakby pan zadzwonił to oni to koło wyślą wcześniej ...

Rower przeszedł przegląd gwarancyjny, a lampa wykazuje dziwne zachowanie. Jak jedzie się wolno to świeci, przy szybszej prędkości dynamo, odcina prąd. Decyzja jest oczywista, reklamujemy. Roweru na weekend nie będzie.
- proszę pana rower wymaga reklamacji, dynamo nie podaje prądu wada wymaga zgłoszenia reklamacyjnego, ale jeśli pany to nie przeszkadza to mogę panu wydać rower i po weekendzie...
- PAN SOBIE W HUJA ZE MNĄ LECI?!!! Chce mi pan oddać niesprawny rower?
- eee słucham!? 
- jakąś spychologie pan uprawia? Nie dość, że muszę płacić za przegląd, który mi się za darmo nalezy to jeszcze nie jesteście wstanie naprawić roweru?
- Chciał pan rower mieć na weekend to proponuje takie rozwiązanie, aby zareklamować koło po weekendzie, wtedy rower może stać u nas a pan będzie...
- i co cały rower mi pan będzie odsyłał? Kpina jakaś? Koło pan samo wsadź i im wyślij. 
- a co to za różnica przepraszam?
- no chyba koło łatwiej zapakować niż rower?
- a jak pan chce na rowerze bez koła jeździć
- Widzi pan ja jestem starszy wiec panu podpowiem panie Adamie - niech pan do nich zadzwoni opowie im sytuację i oni już wyślą nowe koło a wtedy pan im to odeśle. 
- nie ma takiej możliwości, reklamacje składamy przez panel i to działa w odwrotną stronę, to my im wysyłamy
- nie nie nie niech pan posłucha. Niech pan do nich zadzwoni dobrze? Pan nie wie  jak takie sprawy załatwiać. Trzeba z nimi porozmawiać i im wytłumaczyć. Kupiłem rower nowy, więc niech przyślą nowe koło, a pan sobie tamto zareklamuje...

Dyskusje, tłumaczenia jak to pan jest starszy i ma doświadczenie i że on wie jak sprawy załatwiać. Wręczam w końcu panu numer na kartce papieru.
- co mi pan daje?
- oto numer telefonu bezpośrednio do serwisu centralnego kross, dostępny na stronie krossa. Proszę zadzwonić i przy mnie tą sprawę załatwić, jak panu serwis zezwoli na taki manewr o jakim pan mi tu opowiada to czekamy na koło od nich i montujemy.
Pan lekko zmieszany. Patrzy na mnie.
- to JA mam dzwonić?
- oczywiście, czemu nie, pan jest klientem. Pan ma takie prawo.

Pan dzwoni, kłóci się z Krossem wykrzykuje coś i w końcu staje na moje.

- niech pan składa tą reklamacje przez ten cholerny panel! Nic nie użyci ci ludzie.


Na koniec perełka serwisowa z ostatnich godzin:



Się jeździło co?;( chlip:)

Szybko pomiędzy frontami

Poniedziałek, 15 sierpnia 2016 · Komentarze(7)
Szybki wyskok na rowerowanie. Na niebie krążyły fronty deszczowe, ale udało mi się uciec, wiało za to niemiłosiernie nie zawsze w zad. Wszystko okraszone nowym audiobookiem o umarłych poetach!