Księgowy | strona 173 | Księgowy

pluje piaskiem || 50.00km

Czwartek, 17 marca 2016 · Komcie(0)
Kategoria ciekawsze wpisy
Po zawirowaniach z pogodą, wolnym czasem i obowiązkami domowymi w końcu udało się wybrać na rower. Oczywiście nie było już słonecznie, a temperatura powalała na kolana (okolice zera) no i wiało... udało się jednak wyjść, choć troszkę na przekór własnemu sobie, bo z jednej strony nie chciało mi się ruszyć tyłka, a z drugiej tak miałem żal że nie jeżdżę.

Do pracy pojechałem więc z małą dokrętką. Od samego wyjazdu z domu wiatr przeważnie przeszkadzał. Nogi jednak mało jeżdżone miały zapas energii i mogłem z nich wycisnąć nieco więcej. To się czuje. Nie jeżdżenie do pewnego momentu daje mi taką ukrytą moc, takie nitro w udach. Niby na "logikę" powinienem nie mieć z czego dokręcać, ale świeże mięśnie, nie styrane codziennymi regularnymi dojazdami, pozwalają mi na więcej. I tak właśnie w przypadku walki z wiatrem, po prostu mi wchodzi te 22/23km/h pod wiatr. 

W robocie serwis, za serwisem... ludzie budzą się ze snu.

Na koniec dnia kilku irytujących klientów a potem w siodełko. Zaplanowałem sobie dokrętkę i pognałem. Do Płochocińskiej leciało się jak za darmo, ale do momentu skrętu w prawo na Modlińskiej, nie zdawałem sobie sprawy, jak silny jest wiatr. Gdy obrałem kierunek do Legionowa, boczne podmuchy nieomal wpychały mnie pod koła. Piasek za to wdmuchiwało mi w każdą szczelinę...

W domu plułem piaskiem i wysypywałem go z uszu.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Połóweczka || 15.00km

Środa, 16 marca 2016 · Komcie(3)
Tego dnia co to rano wiosna wieczorem zima... rano rowerem do pracy udałem się. Na dzień po niedzielnym dystansie - nogi szły jak trzeba, bez zastrzeżeń. Bez zakwasów, bez bólu. 

W pracy dzień zapełniony po brzegi po słonecznym weekendzie. Serwisów przybywa i to lawinowo. Wieczorem lekko umęczony dniem i z powodu śnieżycy musiałem odpuścić i skorzystałem z podwózki znajomego do Legionowa. 

Za wszystkie grzechy serdecznie żałuje;P



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Dookoła Kampinosu z ochyłami || 175.00km

Niedziela, 13 marca 2016 · Komcie(4)
Prognozy pogody ostatnio potrafią się zmieniać z dnia na dzień. Gdy jednego dnia o 16 patrzysz na meteo to już o 20 jest całkiem inne wskazanie. O ile samo to, że pada lub nie, jest kluczowe to dobrą informacją o 20 jaka wyświetliła się na meteo, było to, że poza brakiem opadów ma jeszcze być słonecznie. 
Route 3 438 007 - powered by www.bikemap.net

Udało się więc zaplanować wyjazd dookoła Kampinosu. Obudziłem się sam, po prostu było już widno, a na niebie widać było pomarańczowy wschód słońca. Na termometrze w okolicach zera. W kuchni jakaś kawa, kanapka i bez spinki zebrałem się do wyjazdu. Buziak od żony na trasę i w drogę. 

Niebieskie - Królewskie

Słońca starczyło na dojechanie do Jabłonny, tam już się po chmurzyło. Był też wiatr. Wiatr to kompletnie odmienny aspekt bardzo zmiennych prognoz pogody ostatnich miesięcy na ,meteo. Poprzedniego dnia podawali, że ma być niebieski, potem przez chwilę pokazał się na zielono, aby znów na koniec dnia prognoza podawała niebieski wiatr. Czyli - pomieszanie z poplątaniem. Tak czy inaczej wiedziałem, że co najmniej polowe trasy wiatr powinien przynajmniej nie przeszkadzać w jeździe, a na końcowym odcinku do Sochaczewa, nawet pomagać.

Do Nowego Dworu Mazowieckiego mam zły poranek. Zimno, pochmurno wilgotno... pierdziu, jak taka pogoda ma być, to ja zawracam... Im dalej tym gorzej. Ledwo do NDM dojechałem i przekroczyłem most, zaczęło się z lekka przejaśniać za plecami. Pedałowałem więc dalej licząc, że jednak front słoneczny mnie dogoni. 
Niestety stopy w jesiennych butach atakowały miliony szpilek mrozu i chłodu. 

W odmęcie sakwy znalazłem worek na śmieci  w którym czasem Agnieszka owija pudełeczka z jedzeniem do pracy. To było to! Worek niebieski - królewski - jak mawiają dzieci, ale jego funkcja jest nie do przeceniania. W wyniku dogłębnego szperania w sakwie znajduje również druga parę skarpetek. No to siup - skarpetki i worki na nogi i można jechać.

Zanim skończyłem się odziewać w foliówki, zaświeciło słońce. Była to chyba wieś Leoncin. 

Po ubraniu dodatkowych warstw na nogi siły wróciły - przede wszystkim te mentalne. Słońca coraz więcej, a w nogi już tak zimno nie było. 

Błądzący lecz na oczy widzący...

Gnam przed siebie, a wiatr o dziwo mam w plecy. 30-35km/h jedzie się jak po maśle. Dodatkowo wyremontowali kawałek dziurawej drogi w okolicach Gorzewnicy i Kromnowa więc leci się jak po stole. Tak jadę, że nie wiedzieć czemu mijam skręt na Sochaczew. Nie mam pojęcia jak to zrobiłem. Nagle mam most w Kamionie. 

Taki mały skrót przez las



Postój w Lasku

Dobijam do Głównej z Wyszogrodu i szybko skręcam na Witkowice. Kojarzę, te tereny bo kiedyś razem z RDK kręciliśmy się tu po okolicy, a nawet pieszo (pamiętny spacer nocą jak RDK złapał gumę:P) 

Znana Wąskotorówka w okolicach Sochaczewa

W Witkowicach odbijam na Brochów i przez most jadę polami do Miasta, dalej już wracam na trasę do Sochaczewa. Kilka razy błądzę w mieście, bo skręcam źle. Najpierw gubię orientację i odbijam na "Rozlazłów". Utłukłem sobie w głowie, że jak tam skręcę to prosto do obwodnicy dojadę. No i dojechałem, tylko kurcze od dupy strony. W końcu jednak się odnajduję i wracam na "trasę". Krajówka tiry i te sprawy. Ale jest i on MC-DONALD.

Siadam przy szybie, rowerek przypięty podchodzę do kasy i co? Śniadaniowa oferta... F#CK Miałem ochotę na tortille, czy choćby jakiegoś big maczka... Zamawiam więc kawę, a ta o dziwo jest w śniadaniowej ofercie za free. No to siadam sobie przy stoliczku z kawą i wykładam zwilgotniałe od potu kurtki. Jest jak w szklarni. Cieplutko milutko, kawowo-mlekowo....
Do klasycznej oferty jest chyba 30 minut, a że planuje zostać w maczku ze 40 minut ogółem, to czekam sobie, sącząc arabicę z mlekiem. 

W końcu zamawiam klasyczne menu, zjadam i mega wypoczęty oraz niemało rozleniwiony, siadam do walki z sukinsynem wiatrem. 

Od tego miejsca, czyli od opuszczenia Mc Donalda, wiatr, uparcie mnie będzie miażdżył, aż do samego końca jazdy. Jak tylko wyjeżdżam na drogę podmuch nieomal mnie zsadza z siodełka. 18-20 km/h to max co mogę jechać. Trasa Poznań - Warszawa i pędzące auta, jakoś w tym wietrze totalnie mnie nie nastrajają do jazdy i walki. Decyduje się, opłotkami przebić do trasy równoległej w nadziei, że bliskość Kampinosu lekko ten wiatr zniweluje (teraz jak patrzę na mapę to byłem naiwny z tym lasem i jego bliskością;P)
Przez Zosin i Feliksów, piękną równiuteńką drogą jadę sobie do Szopena. Wpadam sobie w Żelazowej Woli i ruszam już mniej uczęszczaną trasą na Leszno.

Miele, jak baba we młynie, a każde spojrzenie na licznik mnie frustracją powala. 20-19... odkąd nie jeżdżę na 26 calowych slickach 1.5 cala to takie prędkości 20 na godzinę dawno już nie są u mnie normą...
Morduje się tak pod wiatr aż do Leszna. Tam rozplanowuje sobie postój, ale to nie jest dobry pomysł. O ile człowiek jedzie pod wiatr i mu ciężko to przynajmniej ciepło, jak staje na tym wietrze to mimo słońca zimno mi momentalnie. Jak na złość wszystkie miejscówki "za wiatrem" są w cieniu.

Robię kilka skłonów rozciągam się i niewiele później ruszam zrezygnowany dalej. Nie ma rady, samo się nie dojedzie do domu. 
Im bliżej stolicy tym więcej aut, tym większe podmuchy, gdy mnie mijają i gdy wyprzedzają. Szarpie jak niewyregulowany gaźnik... jedno jednak się poprawia. Więcej zabudowań i mniej otwartej przestrzeni sprawia, że jest mniej wietrznie. Za to przeciągi tam mają ... paaaanie.
Jak z za bilbordu wyjeżdżam to mnie o mało z siodełka nie zdejmuje...

Świeże bułeczki...suchę łańcuszki
Arkuszowa to już Wawcia... Wawusia - Wawusiuńka...
Świeżaków!!! Od metra, pełno ich pełno wystrojonych w obciski panów i pełno tych panów w dresach, na ich fajowych rowerach za 1000 zł. Łańcuchy ćwierkają jak Poznańskie Słowiki. Na moście Północnym walę na czołówkę z kolesiem, który wpatrzony w Smartfona ląduje na barierce. Ociera się o nią tylko, ale nie mogłem mu zjechać bardziej bo za nim jechał już poprawnie drugi rowerzysta więc omijając X wpadłbym na Y. 

Modlińska - to pewnie nazwa wzięła się od Modlitwy - modlę się, żeby już przestało wiać. Nogi pieką, ale 23-24 się  wlokę. Ledwo jadę, ale jakoś widok tych świeżo wyklitych rowerzystów na wypasionych rowerach mnie motywuje. Ściga mnie jeden na ulicy. Najpierw wyprzedza (gdy jadę 21km/h), a potem stara się nie zgubić koła (gdy ja go wyprzedzam 2 km dalej jadąć 23km/h). Bawię się z nim w kotka i myszkę i tak co on mnie to ja jego...:) Ktoś by powiedział, że po zmianach idziemy, czy co... ale po zmianach chodzą to ludzie którzy najczęściej łańcuch mają nasmarowany, a jego to słychać było tak, że mi muzykę w MP3 przekrzykiwał:)

Dzięki igraszce z żółtodziobem jakoś szybciej mija mi cała ulica Modlińska i nie wiem kiedy ląduje w Jabłonnie (on został w tyle, ale potem widziałem, jak poleciał na Nowy Dwór Mazowiecki).
W domu jestem jeszcze pełnym dniem, ale ledwo wlokę się do mieszkania po schodach. Nogi nie tyle są zmęczone, co mam wrażenie, jakby mi spuchły. Pulsują mi i nieomal czuje jak sa nabrzmiałe ze zmęczenia. Teraz powiedzenie pro kolarzy - "weszło w nogi" nabiera innego znaczenia. Ostatnie 80km to była walka z upierdliwym wiatrem. Do tego szarpane tempo - wszystko razem do kupy dało efekt taki, że jak siadam na skrzyni w domu to siedzę bez słów z 5 minut i zbieram się w sobie.

Gorąca kąpiel, obiad, masowanie łydek ud i po godzinie nawet czuje się dobrze.

Podsumowanie 

Miało być 200km lecz nie wyszło. W sumie te 175km "zmęczeniowo" zaliczam jak odfajkowanie dwusetki. - Jak myślicie liczy się?Obserwacje mam takie, że dzięki jazdom do pracy autem co jakiś czas, nogi są bardziej wypoczęte, mogę bardziej się "zagiąć", bardziej wybaczają prze-tyranie, a nie tracę mocy. Wyjeżdżone mam mniej km przez to, ale spodziewany efekt lekkości podczas jazdy jest. Z perspektywy drugiego dnia, mogę również powiedzieć, że nie mam zakwasów, naciągniętych ścięgien ani bólu kolan. Dostały w dupę, nogi, ale miały zapas i były wypoczęte.

 Teraz trzeba by polować na kolejne przedziały:) To kiedy ustrzelimy jakieś 250?





Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Pan z Diaksem - Kradzione rowery... || 30.00km

Sobota, 12 marca 2016 · Komcie(8)
- dzień dobry
- dzień dobry
- szukamy roweru, ale używanego
- nie sprzedajemy używanych
- a gdzie można kupić używane rowery? Gdzie tu jest komis?
- wie pan jako takich komisów ludzie nie prowadzą, bo to śliski temat. Rowery mogą być na giełdzie czasem, bo często trafiają się kradzione. Niestety tak to wygląda.
- a mi to nie przeszkadza...
- wie pan jak złapią na kradzionym zatrzymają rower, a pan ma sprawę w sądzie i sporo kłopotów szkoda ryzykować. Chyba, że z zaufanego źródła
- a jak mi udowodnią, że to ja ukradłem. Udam głupa, przecież mnie za to ścigać nie będą
- wie pan numery ramy są nabite, czasem w raportach policyjnych podają ludzie numer jak im rower ukradną. 
- a co ja diaksa nie mam w domu? Panie - zetre numery i moga mi naskoczyć, nie udowodnią, że kradziony!
- aha... skoro tak pan sprawę stawia i wspiera pan złodziejstwo w kraju, to ja nie mam pytań - jestem oburzony postawą kolesia. Tym bardziej, że mówił wcześniej że to dla syna, a żona stoi obok i ma te same poglądy.
- co pan myśli, policja jest od łapania złodziei a nie my! CO my możemy! A gówniarzow9i nowego kupować za 2 tysiąće nie będę a taki za 500 zł znajdę.
- pewnie niech złodziej ma na nowiutkie nożyce do metalu lub na diaksa. Może i panu kiedyś rower ukradnie...
- e tam panie naiwnyś pan jesteś. Takie czasy... do widzenia

Ciekawe podejście ludzi... jeśli dla 15 latka tatuś tak szuka roweru, to może niech lepiej sam go ukradnie?
Byłem oburzony dzisiejszym dialogiem i ledwo powstrzymałem się od naprawdę ciętych komentarzy. 

Nie chce mi się aż z tej goryczy pisać więcej w tym wpisie - jest to po prostu dno... teraz wiemy kto napędza koniunkturę złdzoejstwa w kraju. Rozwydrzone dzieci i poje^%$## rodzice...;]





Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Niedziela - szybkie pięćdziesiąt || 51.28km

Poniedziałek, 7 marca 2016 · Komcie(2)
Od rana padał deszcz. W sumie przestałem już mieć nadzieje, na jakieś sensowne jeżdżenie. ZJadłem sobie śniadanie z żoną, przesadziłem kwiatki do nowych doniczkę, odkurzyłem potem załatwiłem opłaty wszystkie i gdy wydawało się, że już po wszystkim, że rower już trzeba spisać na straty.... wtedy znad łomianek zobaczyłem przebłyski.

Szybko się ogarnąłem, w bidon soczek i na rower. Gdy wyjeżdżałem to nawet świeciło słońce! 
Tego dnia poza niepewną pogodą spotkał mnie również wiatr. 
Do Dwóch rądek w Wieliszewie lecę jak na skrzydłach. Niesie mnie zefirek a nogi nie muszą za wiele robić. Planowałem że wpadnie jakieś 60-70km, ale za plecami widziałem już drugi front idący od tych samych zdradzieckich Łomianek. 
Na trasie do Dębego nawet już coś zaczęło kropić....

Skręcam na Komornicę i Lecę podjazdem na Wieliszew. W okolicach Kościoła stwierdzam, że już nie będzie deszczu bo się froncik rozszedł i znów nad Łomiankami rozeszły się chmurki. Decyduje się więc na jazdę do Nieporętu.

Przed skrętem na rondzie obok Maczka nad Zalewem jeszcze wiatr był znośny, dopiero po skierowaniu się do Rembelszczyzny, wiatr zaczął mnie ochrzaniać za decyzję! Nie było rady - noga za nogą i jakoś szło... O dziwo miałem przyjemność z jazdy pod wiatr. Nogi pracowały dobrze dogrzane, nie mordowałęm się jakoś ale lekko też nie było. Na dworze w sumie prawie 10 stopni ciepła, więc jazda była taka..."pokojowa".

Na Rondkach Podwójnych w Rębelszczyźnie decyduje się na jazdę do Płochocińskiej i do Warszawy. I tak też robię. Końcówka jest już ciężkawa, bo sił zaczyna brakować, wiatr natomiast siła ma ciągle pod dostatkiem. 

Przy Akademii FInansów w Warszawie robię chwilę przerwy robię skłony i skręty, bo walka z wiatrem troszkę mnie umordowała. postój nie trwa więcej niż 5-7 minut. 

Ostatni odcinek do sprint z wiatrem po Modlińskiej z prędkościami pod 35-38km/h

Na sam koniuszek znów pod wiatr do Domu wzdłuż Warszawskiej...

Wyszło 50 z haczykiem ale udało się wyżyć! Nogi zmiękły, są jak z waty! Wiosna idzie!!!


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Sobotnie rowerowanie || 38.67km

Sobota, 5 marca 2016 · Komcie(0)
Umówiłem się z lokatorami swoimi na obejrzenie (kontrolę) mieszkania. Wczoraj potwierdziłem na 8:30 dziś o 8:08 dostaje sms że musimy to przełożyć bo panu X coś wypadło i go nie będzie. Od tygodnia im coś wypada i ciągle im nie pasuje i ciągle coś...

Ręce opadają...
Ludzie są niepoważni, umawiają się potem odmawiają spotkanie, przekładają, przesuwają!
Pamiętajcie - nigdy nie bawcie się w wynajem mieszkania swojego - to podła praca, i cała masa nerwów i szarpania się z ludźmi!

Miałem więc poranną pobudkę, a spotkanie wypadło z harmonogramu. Postanowiłem jechać na rower. Szaro buro ponuro, ale czasu z zapasem, a byłem już prawie ubrany w drzwiach wiec pojechałem. Pogoda nie wiadomo jaka - ni to zimno ni ciepło. Nie wiadomo jak się ubrać miałem 3 warstwy, ale śmigały trzy suwaki jak nie wiem i ciągle coś nie było tak. To za zimno to za ciepło i tak troszkę się motałem... Suma summarum jechałem ciągle, ale jakoś nie mogłem się usadowić do tej jazdy. 

W firmie  sporo pracy - czuć wiosnę. To satysfakcjonujące. Po zimowej przerwie fajnie jest się spotkać z ludźmi człowiek ma tyle energii i tyle zapału. Niebawem logarytmicznie zacznie przybywać odwiedzających nasze centrum rowerowe i będzie po łokcie roboty. (a może po pachy? )

Dziś w sklepie odwiedziny dwóch turistasowych koleżanek. Herbata wypita, dupki ogrzane i dziewczyny poleciały dalej na trasę. Jak będziecie w okolicy - wpadajcie do mnie czasem:) Jak będę miał czas to pogadamy napijemy się trunu herbacianego lub kawowego... a latem nawet zimno-wodnego trunku mineralnego. 


Po pracy powrót przez Pieski (koło schroniska dla psiaczków). Do podwójnych rondek goniłem kolesia na przełajówce. wydawało mi się, że łoi nieźle i nie mogę go dojść, ale po dojechaniu na koło okazało się, że jakoś tak w sumie nawet mnie spowalnia. Odpocząłem sobie u niego na kole i po kilku minutach wystrzeliłem. On leciał na Warszawę, ja do Legionowa. Nie jechaliśmy więc długo razem. 

Od rondek już miałem bez przeszkadzającego wiatru no i więcej lasów się pojawiło, totez wiatr mniej utrudniał. 

W domu byłem przed 17. 






Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

to tu to tam... || 30.00km

Piątek, 4 marca 2016 · Komcie(3)
Kategoria Do pracy!
Po dłuższej przerwie wczoraj pojechałem do pracy rowerem. Jakoś nie składało się w tym tygodniu aby w siodełku zasiąść. To szkolenie w fabryce w  Krossie, to znów masa serwisów, a na dodatek zdarzyło się kilka dni marnej pogody. I tak oto przeleciał tydzień. 

Wstając rano czułem, że mi głowę rozwierca sąsiad niewidzialną wiertarką. Za oknami szarówka również nie motywowała do wyjścia na dwór "live". Generalnie jakimś niewiadomym sposobem udało się zebrać i w ostatniej chwili podjąłem decyzję aby jechać rowerem, a nie autem.  

W pracy mamy już marzec i zaczynamy pracę "sezonową" po 9 h. Klientów coraz więcej, coraz więcej serwisów, a do tego wysyłki allegro i tak oto czas zimowego snu się dla mnie kończy. I im cieplej tym więcej pracy w "polu". Wielu z was już planuje weekendowe wyjazdy, majówki, a ja mogę jedynie planować jakieś wieczorne pętelki i niedzielne wycieczki. 

W drodze powrotnej jechało się ciężko, jakbym jakiegoś kołatania serca dostał. Tak mnie jakoś w mostku dusiło, i tak źle mi się oddychało i w sumie do domu jechałem bardzo zachowawczo. Po kąpieli wszystko się ustabilizowało - nie wiem co to było, ale leko się wystraszyłem. 




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

ZBUDUJMY TREKKINGA ZA 3000ZŁ! || 1.00km

Poniedziałek, 29 lutego 2016 · Komcie(2)
Kategoria ciekawsze wpisy
Dziś w naszym sklepie był klient. Od wejścia spytał czy składamy rowery na zamówienie i zaczął wypytywać czy bardziej opłaca się zbudować rower samemu czy kupić gotowy. Oto przykładowa kalkulacja na podstawie modelu

Kross Trans Africa

Myślę, że wielu z was zainteresuje taka kalkulacja mniej więcej. Rower oczywiśćie można zbudować taniej, czemu wybrałem ten model o tym później.

Rama:
Rama aluminiowa: 400-600zł

Koła:
* komplet kół 28 cali pod tarcze na piastach kulkowych 189 zł
* komplet kół 28 cali pod tarcze na piastach maszynowych 330 zł
Przerzutka tył (zgodnie ze specyfikacją):
Shimano Deore RD-M591 90zł

Przerzutka przód (zgodnie ze specyfikacją):
Shimano Acera FD-M390 - 50zł

Support:
* suport necco 30zł

Stery:
* półzintegrowane kulkowe 30 zł
* półzintegrowane maszynowe 50 zł

Mostek:
* zoom 40 zł
* boplight 55-60 zł

Kierownica:
* no-name 35 zł
* zoom 50-60

Manetki (zgodnie ze specyfikacją)
Shimano Acera SL-M390 = 105zł/kpl

Klamki(zgodnie ze specyfikacją)
Shimano BR-M355 - 300zł komplet z Tarczami

Korba(zgodnie ze specyfikacją):

Shimano Acera FC-M311 48/38/28T - 85zł

Kaseta(zgodnie ze specyfikacją):
Shimano Acera CS-HG200-9 11-32T - 70zł

Łańcuch(zgodnie ze specyfikacją):
Shimano CN-HG53 42zł

Widelec Alu:

* Force 260zł
* Mosso 330zł

Bagażnik:
* Aluminium No name 70 zł
* bagażnik alu markowy (crosso itp) 120-250zł

Sztyca:
* zoom 35zł
* boplight  55zł

Siodło:
* Klasyczne piankowe 40
* Żelowe 90,-

Pedały:
* aluminiowe kulkowe 30
* maszynowe 60
Błotniki pełne:
* orion 38
* sks 45

Opony(zgodnie ze specyfikacją):
Schwalbe Spicer 40-622 - 150zł / komplet

Dętki: 20zł/oba koła

Linki i Pancerze:
20zł lub 30zł

Zacisk Siodła:
20zł

Chwyty Kierownicy:
* tanie gumowe 15zł
* profilowane trekingowe 45zł

Podpórka centralna:
* tańsza kross 25zł
* droższa inna 40

Ceny kosztorysu wybrałem na zasadzie kopiuj wklej do allegro. Bez wliczania kosztów przesyłki. Ceny są w widełkach które opisywałem przy komponentach. Tam gdzie się dało starałem się znaleźć dokładną cenę na allegro takiego samego komponentu. W wersji podstawowej i "pro". Zaznaczam, że nie zostało ujęte w specyfikacji koło przednie na dynamo oraz oświetlenie przednie

Cena roweru Kross: 2899zł

Cena Wersji podstawowej: 2189zł
Cena Wersji PRO: 3007zł



Teraz o tym czemu ten model i czemu taka cena, czemu nie wybrałem tańszego/droższego modelu? No z praktyki wynika że cena 2800 zł to mniej więcej granica zacierania się cen "kup i zrób" i "kup gotowy".
Oczywiście zakładam, że wszystkie części sami kupujecie i sami montujecie w domu rower z kawałków. Zakładam, że macie wszystkie narzędzia i wiedzę do dyspozycji. W serwisie za złożenie roweru z części liczą od 150-200 zł. Rzecz jasna ceny sklepowe części sprawiają, że kalkulacja jest o kant tyłka , ale dla zobrazowania chciałem zrobić tylko na podstawie cen z allegro i przy założeniu zerowej ceny wysyłki każdego z podzespołów. Nawet jeśli moja kalkulacja ma wady (bo pewnie znalazłoby się wiele osób co mi podlinkują komponenty tańsze niż podałem nawet w wersji podstawowej) to i tak jej zasadność chyba jest zrozumiała dla was prawda?


No i na koniec - co się opłaca?
Opłaca się kupić rower gotowy w specyfikacji najbardziej nam pasującej. Jeśli bardzo wam nie odpowiada jakiś element poprosić o jego wymianę w serwisie tuż po zakupie, najlepiej od razu. (np przerzutka czy manetki)  Nową nieużywaną część z roweru możecie sprzedać w sieci i odzyskać kaskę w części choć w 80%. 







Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Miesięcznica || 0.00km

Poniedziałek, 29 lutego 2016 · Komcie(0)
W modzie jest ostatnio hołubienie każdego miesiąca, zwane potocznie Miesięcznicami. Czemu nie robić tego właśnie w ten nieco bardziej rowerowy sposób? No właśnie! No to do dzieła.

Małe podsumowanie Lutego:

Wyszło zacnie jeśli wziąć pod uwagę rowerowe aspekty. pogoda łaskawie pozbawiła nas śniegu i dała więcej możliwości do pedałowania. Pierwsza cześć miesiąca nieco bardziej dogodna, druga zaś lekko kapryśna. Więcej deszczu i śniego-deszczu. Udało się wrzucić kilka basenów w przygotowania do sezonu, a także jedną sporą dużą trasę. 
Końcówką ostatnioego weekendu również dosadnie odcisnęła sę na moim rowerowym liczniku. 
Ogólne samopoczucie w siodełku jest tak na 60%. Niby prędkość jest, choć nie mogę jakoś wyzwolić w sobie nowej energii. Może to związane z wciąż niskimi temperaturami. 

Zmiana napędu przebiegła bez perypetii i pierwsze testy już za mną. Teraz tylko czas kilku wyjazdów na przestawienie się na nowe przełożenia. 

Marzec... ech marzec.
Chciałbym chiaaaaałbym wreszcie wcisnąć te 200. Chciałbym aby nie bolało i aby było ciepło:) Chcieć to ja sobie mogę, jutro śnieżyco-deszczyca. A więc pogoda jeszcze w kwestii wiosny nie powiedziała ostatniego słowa. Może okazać się, że mniej suchych dni będzie w tym trzecim miesiącu niż w drugim. W końcu wchodzimy realnie w okres przedwiośnia, a ono właśnie lubi być kapryśne. 

W tym miesiącu - chciałbym kontynuować basen. Przynajmniej kilka razy w miesiącu dobrze by było udać się do wanny i pomachać nogami. Dobrze by było gdyby wyszło z 5 takich wizyt, ale sezon w serwisie nam się zaczyna i pewnie ten miesiąc już do 18-19 zaczniemy pracować, wiec i czasu i sił na pływanie może być mniej.
Hu NOŁS co będzie.

Marcu WITAJ NAM:)


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Duatlon - czyli część druga przeprawy wiosennej || 91.00km

Niedziela, 28 lutego 2016 · Komcie(1)
Kategoria Pojeżdżawki
Planów na ten dzień było wiele, w sumie taki najbardziej podstawowy to było zrobienie 200 tki ze startem o szóstej rano, drugi, po zawirowaniach wczorajszych to był dojazd PKP i powrót rowerem z grupą TURISTAS do Legionowa. Na drodze, jednak stanęła mi uszkodzona bateria kuchenna (miała może ze 2 miesiące  #fuck). Na końcu problemem okazało się OBI czynne w niedziele od 10 ej! (#hańba!!!). No i tak:

* o 8 z minutami to ja miałem być już w Ciechanowie, a nie w mieszkaniu.
* bateria sikała fontannami, więc jedynym sposobem aby nie zalać kuchni było zakręcenie zaworu na korytarzu. Zostawienie żony na cały dzień bez wody to zbrodnia.
* obi czynne od 10 to jakoś przebolałem, bo rano było w sumie pochmurno i jakoś tak po poprzednio wyrzeczonej walce z wiatrem, umordowany się czułem. 
W końcu udało się, wstałem, zjadłem pyszne śniadanko przytuliłem żonę, ale rower tak jakoś w sumie odszedł na straty, bo nie wiedziałem czy pójdę pojeździć. Grupa ruszała o 9 z Glinojecka i odwiedzała jeszcze pizzerie w Nowym Mieście, a ja walczyłem jako hydraulik i powiem wam - naprawdę mi się nie chciało już ruszać z domu.

W rezultacie, zakupiliśmy nową baterię, zamontowałem ją i zdecydowałem się aby przynajmniej wyjechać kolegom i koleżankom na przeciw. Słońce za oknem zwiastowało ładną wycieczkę, a wiatru już w sumie miało nie być. Ubrałem się, zmieniłem trzaskający pedał na inny i wyruszyłem jakoś tak lekko po dwunastej. W samo południe. 

Pogoda wiosenna - piękne słońce, lekki wiaterek i tak jakoś noga kręciła. Po poprzednim dniu jakieś tam mary się czaiły w mięśniach, ale im dalej, tym lepiej mi szło. Wszystko rozkręcało się a sporo wyższa temperatura sprawiała, że jechało się nad wyraz przyjemnie.

Do Nasielska leciałem sobie bardzo  energicznie. Miałem w głowie, że gdy wychodziłem z domu grupa dostawała właśnie obiad. Plan był aby ukręcić jak najwięcej kilometrów, zanim do nich dołączę. No i oczywiście złapać ich w miejscu, gdzie bez trudu będzie ich wypatrzyć. 
Za Nasielskiem skręciłem na Nowe Miasto i tam telefon, że oni już zjedli odjechali i że są w jakiejś Wiosce Rokitki... 
Znajdź tu człowieku skręt na Rokitki... jak tu prawie co druga droga jest jakimkolwiek znakiem oznaczona. Lokalni wiedzą, gdzie jechać, ale nowo-przybyli? PANIE...

Wreszcie po nawigacji pewnej pani z dzieckiem, udaje mi się skręcić na jakąś podmokłą szutrówkę i przedostać się błotkami do asfaltówki. Przed oczami staje mi poszukiwana wioska. Dalej już jakoś udało mi się - dzięki Nawigacji telefonicznej KESA - dojechać do grupy.
Od tego momentu już razem tułaliśmy się sporo wolniej i mogłem lekko odpocząć.
W sumie odpoczynek to dość dużo powiedziane. Droga zaplanowana przez Turistasy wiodła błotnistymi szlakami, po polach i każdą możliwą gruntówką w okolicy. Pewnie w lato to byłoby nawet przyjemnie, ale teraz po ostatnich opadach, to najzwyczajniej rąbaliśmy w takim błocie, że klękajcie narody.

Test przełożeń zaliczony, korba współpracuje z łańcuchem świetnie, wbrew obawom oceniających na forum, koronki i łańcuch się zazębiają. Nic nie spada a biegi chodzą płynnie. 

Do domu docieram jakoś chyba w okolicach godziny 18ej. Jest już ciemno a ja na liczniku nastukałem tego dnia 91km. W połowie był to szybki sprint, a w połowie tułaczka po bezdrożach z grupą fajnych sakwiarzy i sakwiarek. 



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew