Trening kolejny

Czwartek, 10 grudnia 2015 · Komentarze(3)
Kategoria trenażer
Za oknami noc zapadała szybko. byłem jeszcze w pracy, gdy postanowiłem wybrać się w niesamowita podróż. Jak podróżować gdy wyjście na dwór wiąże się z zimnem i wilgocią... zdecydowałem się na rowerowanie na rolce. Dziś przed sobą postawiłem trudne zadanie. Plan zakładał 1godzinę pedałowania. 



Tak to dzisiaj wyglądało... najpierw płasko... potem ciężej... potem jeszcze ciężej... i tak zmiennie;)
Obciążenie IV
6 bieg 24,6%
5 bieg 57,6% czasu jazdy
4 bieg 16,3% czasu jazdy

poprzedni trening
7 bieg 3,3%
6 bieg 21%
5 bieg 41,66%
4 bieg 16,3%
3 bieg 8,3%

~Prostownik Wigilijny!

Czwartek, 10 grudnia 2015 · Komentarze(2)
Miało być pół godzinki w roleczce, a wyszła przerwa jednodniowa. Po pracy wpadliśmy w imieninowy szał rodziców moich. Akurat tak się złożyło, że oboje to "Wieśki" więc trzeba było na obiadek wpaść i pogadać. Miało być na chwilikę, miało byc na godzinkę a wyszliśmy około 22ej. No i po 22ej nie będę szumił trenażerem ludziom w bloku...

Wczoraj wogle był generalnie dzień załatwiania. Pojechałem autem do Stolycy - WOOW. Nie było tak źle, ale sprytnie ustawiłem się na jednym pasie środkowym i sobie jechałem aaaaaż do samej wawy:) tylko raz zmieniłem na prawy jak wprawo miałem zjechać. Czyli są sposoby:) No i potwierdzam teorię, że da się jecghać jednym pasem przez całą wlotówkę do Warszawy. I wcale nie jechałem 2h. Co prawda, zostawienie sobie miejsca przed poprzedzającym pojazdem to fikcja, zawsze się ktoś wciśnie. WIęc jedynym moim zadaniem było hamowanie jak mi się wciskali. 

W pracy - remanent, wysyłki przedświąteczne, palenie w kominku i "te historie".

- dobry
- panie pożycz pan prostownika - facet z hukiem stawia nam na blacie upaćkany smarem akumulator. 
- nie mamy. Czy mógłby pan to na ziemi postawić, bo pan nam stół brudzi.
- no ale okaż pan trochę życzliwości...
- a czy ja jestem nie życzliwy? Po prostu stawia pan brudny akumulator na blacie a blat jest czysty.
- taki warsztat i prostownika nie ma?
- to rowerowy sklep - nie korzystamy z prostowników
- ale prostownik powinniśćie mieć!
- może pan nam jako prezent gwiazdkowy zakupić:)
- no i czemu pan jest niegrzeczny? - pan się oburza... - po co taki ton?
- jaki ton. - mówie usmiechając się do emerytka - czy ja jestem niemiły.
- no ale auto pan masz stoi, to pana przed firmą?
- tak moje
- i nie masz pan prostownika?
- a pan też masz auto, bo to akumulator od samochodu i też nie masz prostownika...jak widzi pan czasem tak się w życiu zdarza, że nie ma się prostownika.
- no i co ja zrobię?
- może pan iść do warsztatu samochodowego tu jest za dwa kilometry, albo w następnym roku do polisy wykupić assistance.
- dobra idź pan nie chcesz pomóc to nie. Teraz ci młodzi to takie nieużytki, nie pomogą nić.
- przepraszam, czemu pan jest teraz niemiły dla mnie - odpowiadam zaskoczony - jakbym mógł to bym pomógł
- .... wszystko tylko sobie wszystko tylko dla nich, a jak komus pomocy potrzeba to nie. Poczekaj pan dojdziesz do takiego wieku jak ja i też będa pana jak gówno traktować.
- wie pan co, chyba pan się lekko zapomina.
- A tak! Bo mnie masz pan za idiotę! Jak pan srałeś w pieluchy to ja autem jeżdziłem, a teraz wielkie panisko pan jesteś i nawet pomóc nie chcesz!
- Wie pan co, nie będe kontynuował tej romzowy - życzę panu wesołych świąt~. Może po świętach będzie pan milszy dla ludzi.
-
gówniarstwo myślą, że wszystko im wolno... - dziadek pod nosem mruczy do siebie i złorzeczy i wychodzi. 


Pamiętajcie - każdy na święta kupuje PROSTOWNIK!!! Najlepiej po dwa na łebka!

Wspinaczka na Giro d`Italia

Wtorek, 8 grudnia 2015 · Komentarze(2)
Kategoria trenażer
Dziś godzinka na siodełku. POmyślałem, sobie, że wato, i że będzie to lekkie jechania, bez spinki. Taki plan snułem sobie jeszcze w pracy. Jak już jechałem do domu w sumie nie chciało mi się na rower, a jak już zebrałem się do treningu. Dołożyłem obciążenie 4 (było na 3 wczoraj i przedwczoraj) i zrobiłem godzinę pedałowania. 

Dla niewtajemniczonych. Po Lewej przełożenie, a pod spodem czas jazdy. Zmęczenie nie tak wielkie co końcówkę odliczałem w głowie byle do końca. Nawet musiałem sobie przełączyć filmik z Giro na inny ze skoczną muzą. Ostatni ostrzejszy podjazd i rozjechanie po treningu to była masakra...

Obciążenie IV

7 bieg 3,3%
6 bieg 21%
5 bieg 41,66%
4 bieg 16,3%
3 bieg 8,3%

Trening drugi nie za długi

Poniedziałek, 7 grudnia 2015 · Komentarze(3)
Kategoria trenażer
Poszukując rozwiązania w rodzinie Winklerów, nadal jadę w samotności. Dziś w odróżnieniu od dnia wczorajszego słabiej mi szło, zdecydowałem się, więc sprowadzić jazdę tylko do 30 minut. Intensywność była rosnąca po 5 minut każde obciążenie potem jeden bieg w dół i znów w górę, a na koniec  wypłaszczenie
Niestety nie doszedłem do konsensusu i nadal nie wiem co jest co. Książka ciężka, strasznie taka uwikłana, trochę chyba zbyt ciężka, ale nie wiele mi jej już zostało i dosłucham jej do końca. Niemniej, prpblemy wojennej Polski i Niemiec to nie jest na trening dobra lektura. 

Mam kilka pomysłów na audiobooki jeszcze tej zimy. 

Sprawa z kolatorami załatwiona i choć tyle z głowy zeszło... no może poza włosami, bo zaliczyłem rano fryzjera do któego odwiedzin wstać musiałem przed siódmą... Pfff jutro w miarę pośpię, a potem znó kurs z samego rana autem do Warszawy. Matko kochana co za tydzień...Na samą myśl o tych dwupasmówkach i prowadzeniu auta na wielu pasach i dojechaniu na rondo Starzyńskiego - mam zawroty głowy... teraz jestem jedynym samochodziarzem w najbliższej rodzinie, więc wożenie mam wpisane w zadania:)

List do mikołaja....

Niedziela, 6 grudnia 2015 · Komentarze(5)
O płodności, i płodach rolnych, oraz o tym, gdzie guma nie może tam rolkę poślę… Czyli zbiór luźnych i małospoistych myśli przedświątecznych w odniesieniu do polityki prospołecznej i psychofizycznego stanu zdrowia osobnika z zaawansowaną cyklozą.

Brzmi nieco jak wstęp do rozprawy doktorskiej z dziedziny filozofii, lub jak tytuł pracy dyplomowej studenta prywatnej szkoły filologii i gospodarki wodnej. A to nic innego, jak nagłówek tego co za chwile zagości w moim blogu. A zagości coś na pewno, bo endorfiny sumiennie produkowane przez godzinę na rolce, w połączeniu z gorzką czekoladą oraz kurczakiem ryżem i ciepłą kąpielą, zaczynają zbierać żniwa.

Mija rok, jak rok temu był grudzień. Nic w sumie odkrywczego, jednak poniekąd naszło mnie na kolejne już analizy, rozplanowania. Zawalony przez natłok codzienności, próbując odgrzebać się spod gruzów swojej kondycji i pomiędzy kolejnymi biegami zmienianymi w fordzie – postanowiłem zebrać w końcu porozwalane myśli i jakoś je spisać. Może to w jakiś sposób pomoże w wypionizowaniu mnie przed nowym sezonem.

Generalnie mało jeżdżę, to już zapewne wiecie - powodów jest tak wiele, ale jak mi powiedziała dziś jedna dziewczyna, wymówka zawsze się znajdzie. Nie mam usprawiedliwienia. Pierdziel jestem leniwy i tyle. Nie chce mi się na dworze, to można chociaż jakoś tłumaczyć, bo wiadomo zimno, ciemno bla bla bla, ale że mi się w domu nie chce? No panie panowie – PANISKA. Że mi się na te zastrugane pół godziny nie chce na rolkę usiąść? Czuje że to grzech niewybaczalny, choć dla innych samo wsiadanie, na ową, to również grzech. Co zrobić. Nie bez powodu Adam mam na imię i widać grzech mam wytatuowany na duszy.

Obiecałem sobie teraz, że zwiększę częstotliwość jazd. Że wrócę znów przynajmniej do tych półgodzinnych treningów jak rok temu. I że przestanę użalać się nad sobą i zmęczeniem. Tylko na litość pana. Niech mi się już zmieni ilość obowiązków . Bycie dorosłym i wynajmowanie mieszkania to jest katorga. Jedni odchodzą inni przychodzą, oglądają, nie mogą się zdecydować, znów inni nam nie pasują, bo brudasy i flejtuchy i palacze. A to znów pan z labradorem do Kawalerki chce wprowadzić się… Ech któż mi taki prezent zgotował! Ech… szkoda gadać, jak nie ma w umowie, to sobie można wymagać. Lokator "iks" mówi hej że ho – odchodzę, i dmucha go że na rok miał wynająć…

No to pomyje wylane, trochę mi lżej – wam na pewno też, bo każdy szanujący się , przeciętnie normalny obywatel, lub obywatelka, ciekaw jest niezmiernie tego co u innych. A jak już pranie brudów publicznie – miooooodzio. No i Gość pewnie już czeka, by mnie gdzieś tam skopiować na pendrive i donieść do urzędu ochrony obywateli nowej lepszej PiSiurskiej RP. Dobrze, że dbamy o nasz kraj… Nigdy nic nie wiadomo, może mi się Dżihad obudzi i zacznę nawoływać do zamachów – gościu Czuwaj!
Idą święta, a więć warto list do mikołaja napisać.

Oto lista moich życzeń na święta 2015

Przerzutka - czarna jak noc, zwinna jak tygrys i lekka jak gepard... hmm czy gepard jest lekki? No to może przynajmniej żeby zwinna była;) lekka być nie musi. Tako ło właśnie kce! Tako - ło! Z Długiem wózkiem, by prowadziła łańcuch mój na nowych szlakach roku 2016 - gdy byłem mały dzieci chciały być strażakami, a ja chciałem to XT... co tam resoraki!:)


Pospołu, deoru hardcoru! - Te dźwignie, pozwolą mi wreszcie mieć na coś wpływ w tym kraju. Sprawią, że mój głos, moja wola zacznie się liczyć. Wyobraźcie sobie ten prestiż! Jadę, dookoła wiosna, żądam biegu numer 5 - mówię, klikam i mam! Ach coby to było za życie - mieć lekko zmieniające się biegi w liczbie aż dziewięciu sztuk! Bagatela dziewięciu! Już słychać jak to brzmi! To prawie jak przekleństwo w galerii sztuki! Dookoła cisza, a tu nagle taki siarczysty "klik!" i "chrup" i ten łańcuch idzie po tych trybach! Jak szatan! 


I począłby ten łańcuch rypać tę nowę kasetę pod te górki mazowieckie, pod te kilometrowe płaskie podjazdy - och jak ona by latała ta kaseta! Jak dzika! JAK DZIKA!
Z dobrobytu 9 biegowego rozpływałbym się w luksusach i gardził jeszcze bardziej ludźmi mającymi wolnobiegi siódemkowe. Och wtedy bym im pokazał, tak pokazałbym im... jadąc tylko bym uszami strzygł i mrugał zawadiacko, a oni w pokorze kajaliby się myśląc :"fajną błyszczącą tę kasetę ma księgowy - hejże ma ją on!". I maratony zacząłbym wygrywać, tłumy wielbicieli by mnie toczyły mówiąc mi same pochwały. Duma żony byłaby wieczysta! Gdybym ją miał - tę kasetę...

Frygałbym mając takie hamulce. Jakże ja bym nimi hamował - od 30 do zera w: "raz dwa trzy!" I by mi nie skrzypiały wysłużone sprężyny, i by kolor był ich czarny, nie zaś popadający w zgniłą zieleń. I jął-bym niemi na zjazdach redukować dynamikę szusu wdół-zboczowego. Gdybym ja je miał...

Święty mikołaju, gdyby nie udało ci się zdobyć którejś z tych rzeczy, to dobra karbonowa rama za 5 tysięcy również gdzieś tam w mych marzeniach jest...także tego...

Święta jak widzicie już tuż tuż - a czy wy macie już swoje listy do mikołaja?

Pisać mnie tu zaraz w komentarza co rowerowego byście od brodatego chcieli - wiadomo bowiem, że poczytalność mojego bloga w te święta jest duża. Mikołaj napewno go czyta, więc może akurat do was trafi wymarzony karbon?





W miejscu - kto zabił Winklerową Babcię!

Niedziela, 6 grudnia 2015 · Komentarze(2)
Kategoria trenażer
Dzień piękny, idealny na rower, gdyby nie wiatr, gdyby nie to, że spraw do załatwienia tyle... Od rana w aucie, od rana kursowanie, nakładanie silikonów na brodziki, mycie sprzątanie. Od rana wszystko, tylko nie rower...

No to złapałem byka za rogi i wieczorkiem usiadłem sobie do książki. Jeśli jednak myślicie, że to było na bujanym fotelu i z okularkami na nosie - niczym arystokrata - to mylicie się. Książa mnie otaczała, a ja przez godzinę zmagałem się z rowerem. Plan w sumie treningowy nie istnieje. POczułem potrzeba skatowania się, upocenia i wytrwania godziny. Perspektywa jeżdżenia tylko z filmami kolarskimi, jakoś mnie dziś nie niosła. Wpadłem na pomysł, aby to książka mnie wprowadziła w nastrój. 

No i udało się - godzina pedałowania, co 5 minut zmiana obciążenia i wykręcona średnia 25km/h a morderstwo Winklerowej nadal nie wyjaśnione... Może to jest właśnie sposób, na ten cholerny okres, jesienny? Może to właśnie audiobooki są rozwiązaniem?

Zbieranina

Niedziela, 6 grudnia 2015 · Komentarze(0)
Zbieranina z kilku mniejszych wyjazdów - ostatnio totalnie nie idzie mi jazda, nie mam na to czasu, chęći, a nawet jak ciepło to zawsze wypada w domu coś co jest innego do zrobienia. Bardzo mało bardzo trudno zmotywować mi się do jakiejkolwiek aktywnośći. Szaro buro za oknem a jak już słońce się pojawi, to zaraz ciemno... 

Może jeszcze wróci mi siła...

Okres pierdolca przedświątecznego - czas zacząć.

Poniedziałek, 30 listopada 2015 · Komentarze(8)
Kategoria Do pracy!
Okres w któreym ludzie zamiast o życzliwości myślą o tym, że są trzeci w kolejce do kasy
Okres, gdy zamiast wszystkiego dobrego słyszysz - pan tu nie stał...
Okres kiedy zamiast śniegu w grudnu pada zasrany deszcz i wieje 

Czas zacząć!

Specjalistą od okresów nei jestem, ale na ten tydzień to nadają już poważny PMS - wszak mikołajki niebawem. Tak czy inaczej, spodziewajcie się w najbliższych tygodniach tłumów na ulicach, cofających bez patrzenia aut, parkujących na 5 razy pojazdów i kolejek do kas... Wszyscy bowiem dokładnie wiemy, że - Idą Święta~!

W tamtym roku Kot liczył Choinki - Może w tym roku będzie ich więcej? Kocie - czekam na najnowsze dane;)

A ja? No właśnie ja...\

przełamałem się ostatnio i na rowerze zacząłem jeździć. Nie jest to rzecz lekka i przyjemna, bo czuje jakbym dopiero wsiadał na rower a nigdy nie miał do czynienia z dystansem większym niż 20km. DOjazd do pracy - zlituj-się-panie a jazda po lesie, to raczej droga krzyżowa. Udało się jednak wygospodarować czas i nawet nogą ruszyłem. Zawsze jednak coś. Wypad do lasu, zakończył się mrzawką. A jak wjeżedżałem to było błękitne niebo (niedziela). Po piasku, po dziurach i po kupach koni. He he, Jadę sobie, wariuje jak idiota a tu pacze - KOŃ! No wielki był! Sam sobie szedł... dopiero potem zobaczyłem, że przywiązany do drzewa bo pani Dżokejka - waliła w krzaczkach:) No znaczy się posikiwała. Ale zdziwienie niemałe. 

Swoją droga co za czasy, że koń w lesie nas dziwi a pies w sklepie nie? 

Właśnie w sklepie - pisaliście, że lubicie czytać o klientach to mam dla was małą porcyjkę dialogu.

- proszę pana kupiłem roweru państwa i się zepsuł
- no to trzeba naprawić.- opowiadam wesoło. 
- jakoś szybko popsuł się coś... poprzednim starym nic się nie działo.
- a pan ma rower ze sobą? To zobaczymy co się stało
- no jak mam rower, chyba mówię, że zepsuty - pan jest coraz bardziej niemiły 
- no rozumiem, a co się stało, niech pan opowie.
- kupiłem rower u państwa i się popsuł - to sie stało!
- a kiedy pan kupił rower?
- w styczniu.
- a co dokładnie się stało?
- nic w nim nie działa!
- mhm - w sumie już nie wiem do czego ta rozmowa zmierza.
- ma pan coś do powiedzenia na ten temat?
- nie mam roweru, nie chce pan powiedzieć co się zepsuło więc nie wiem jak panu pomóc.
- podam panu adres to państwo przyjeciecie po rower i zobaczycie co się zepsuło, ja nie wiem jak panu to opisać. No i ja myślę, że to gwarancja obejmuje.
- teraz z transportem roweru na serwis to kłopot, bo nie mamy auta na podorędziu. A daleko pan mieszka?
- no tu i tu ( z mapy potem wyszło że 700m od sklepu, tylko na osiedlu.) 
- no to niech pan przyprowadzi rower, bo odebrać nie będzie narazie jak.
- dobrze już... - pan obrażony poszedł po rower.

- a więc to jest ten rower? - patrze na rower. Góral, flaki w obu kołach, zakurzony wyraźnie stał długi czas. Widać, jednak, że wcześniej zaliczył jazdę w deszczu, lub błocie. Łańcuch nosi ślady lekkiej korozji, linki się utleniły i fakttycznie słabo wszystko chodzi. 
- tak! Nowy rower - nie jeżdżony, a tu powietrze zeszło, hamulce nie działają, przerzutki też. Szmelc jakiś!
- jeżdżony to on był - dodaje - pan zobaczy na te ślady po błocie. Musiał ktoś nim jeździć w bardzo złych warunkach. Ja myślę, że zimą był jeżdżony i to w niezłej soli! 
- kilka razy wnuk nim zimą do szkoły pojechał -  nic nie było robione! 
- no widać, że rower używany był w śniegu, lub deszczu oraz soli.
- no ale chyba po to rower kupiony, aby nim jeździć!
- zgadza się. Tylko po roku stania rower zostawiony w takim stanie faktycznie nie działą.
- od stania się nie popsuł! - pan jest oburzony! - kupiony za 1000zł rower i od stania się popsuł?
- mogę przyjąć na serwis, do wymiany są linki przerzutek. Hamulcowe wydają się być w porządku. Całość to przegląd około 80zł. 
- KPISZ PAN? Ja mam za to płacić?
- No niestety, rower przechowany był w złych warunkach!
- W garażu stał! Pod dachem, przecież w domu nie będę trzymał!
- Cóż, rower jest zaniedbany - trzeba przeserwisować, co panu mogę powiedzieć.  O rower nawet nie jeżdżony trzeba dbać, a zwłaszcza po używaniu w zimie!
- I co jeszcze na myjnie mam z nim latać? - pan śmieje się szeroko - Pan swój rower na myjni myje?
- No jak w soli bym jeździł to zapewne bym go oppłukał
- idiotyzm!
- Słucham pana decyzji - nie chce mi się już dyskutować.
- Jak zrobicie za 30zł to może dam wam zarobić
- wie pan, to nie licytacja, ja panu mówie ile kosztuje naprawa... - czuje, że ciśnienie mi skacze
- zrób pan za 30zł w końcu rower kupiony u was.
- bułka kosztuje 50gr. Jak pan kupuje bułki w sklepie, też pan negocjuje cene kajzerek?
- jesteś pan ham!
- nie prosze pana - cenie swoją pracę. Poza tym, ja jestem dla pana uprzejmy, więc nie wiem skąd ta złość.
- przykro mi ale nie będzie pan miał zarobku - oddam do normalnych ludzi!
- w takim razie do widzenia i wszystkiego dobrego. 




- Po proszę dwie opony
- jakie?
- no takie czarne okrągłe...
- jaki rozmiar.
- no do rowera...
- składak, damka czy góral
- zwykły rower panie
- muszę znać rozmiar opony.
-
no ale rowery chyba mają jeden rozmiar opon! TAK?
- no eee nie <lol>




potrzeba bycia... z wami - stały klient

Czwartek, 26 listopada 2015 · Komentarze(4)
Kategoria ciekawsze wpisy
Końcówka tego roku troszkę szalona, wiele się dzieje wiele się dynamicznie zmienia. No i na rowerowanie jakby mniej czasu. Ciągle sobie wmawiam, że "juz od jutra znów rower" i znów nie idzie. No ale w końcu się uda - tak sądzę. Planów mam już kilka aby je zacząć realizować potrzebuje tylko troszkę zapału. 

Wczoraj odebrałem ojca ze szpitala. Kolejne 120 km autem to wyzwanie, choć pogodę miałem super. Słońce i bezchmurne niebo. Gdyby nie to że było ciągle i nieustanie w granicach zera to pewnie powiedziałbym - wiosna panie sierżancie. Nie jest to jednak wiosna, Delfinini not!

Dziś w naszym sklepie pojawił się stały klient.  Abyście zrozumieli co i jak nawiąże do szerszego kontekstu 

On - zdrowy, silny i energiczny siedemdziesięciolatek. Prawo jazdy kategoria B oraz polonez... w do tego Romet Gazela. Biedna sarna ujeżdżana już od dobrych 20 lat i jak na złość zaczęła mu się psuć. On wszędzie tym rowerem wszędzie łon na nim, a ona - ta gazela - ostatnio zrobiłą mu protest i robi wszystko na nie.

LIPIEC.
Pan wpada, bo złapał gumę. Okazuje się, że gumę złapał, bo opony ma tak łyse jak Kojak z lizakiem. No to zalecamy wymianę opon, niestety pan nie bardzo rozumie czemu trzeba wymienić obie. Dyskutuje, żeby wymienić jedną.
Wymieniono jedną - tylną + dętkę. Zadowolony na 50%-  pojechał
LIPIEC + 0.5 lipca 
Pan przyjeżdża bo mu coś obciera. No obciera bo przednia opona już się rozpruła i bokiem dętka z owej opony spier-ucieka. 
Diagnoza - opona przednia do wymiany - A-NIE-MÓWIŁEM?
Zmieniam przód i dętka się rozchodzi na szwie przy wentylu... - dętka do wymiany
Jak to? Przecież była dobra
- była dobra, ale ze starości się rozeszła. 
Jegomość niezadowolony no cóż wymieniamy.'
SIERPIEŃ
Pan przyjeżdża bo mu obciera coś koło. 
Niestety, zła wiadomość, ośka przednia wygięta, zaraz pęknie, do tego wianki się rozsypały. Serwis piasty + nowa ośka. Pan nie zadowlony, bo rower musi zostać - proponuje nowe koło - odmawia. Przecież to się da naprawić prawda?
#jak-to-nie-od-ręki?
SIERPIEŃ + 0.7 SiERPNIA
Pan wpada, bo znów coś z przednim kołem. Coś nie chce się kręcić. 
Niestety, kolejna zła wiadomość, urwane 4 szprychy. 
Pan przyznaje, że wyrył orła... - skrucha, smutek żal - Maryja najświętsza!
Centruj pan - rzecze do mnie w te słowa.
Nie da się...koło krzywe, obręcz jednokomorowa z cienkiego jak plastelina aluminium. Do tego szprychy tak zaśniedziałe, jakby były zlutowane z nyplami. 
No zrób pan coś, bo trzeba jeździć - on codziennie tym rowerem...
Centruje i śle huje... pan po centrowaniu przedniego koła bogatszy o 8 szprych... rezygnuje z dalszego centrowania. 8 szprych i nypli bo popękały jak centrowałem. Koło "JAKO-TAKO" ale idealnie nie jest.
WRZESIEŃ
Pan w dom Bóg w dom...
Kuźwa już mi się przekleństwa kończą... Uśmiech numer pięć, do tego postawa numer osiem i trzy czwarte - łyk żołądkowej na wzmocnienie dialogu i IDĘ!
"w czym mogę pomóc - TYM RAZEM" - ech ta ironiya się wyrwała z ust...
Panu coś koło nie bardzo. Znów szprychy... Tym razem tylne! Odmawiam naprawy - znam wiem - że codziennie - ufam, kocham szanuje, ale za naprawę podziękuje! Podobnie jak z przednim proponuje wymianę tylnego koła. Na nowe - pan kategorycznie odmawia -że się da, że z przednim się udało, że ja mam talent - bierze mnie na honor. Że mu emerytura niska, że wszędzie rowerem - no kuźwa wiem, że wszędzie jeździsz! WIEM! Widzę, i pamiętam!
Wymieniam tylko urwane szprychy nie centruje tylko naciągam te co wymieniłem. Pan odjeżdża
PAŹDZIERNIK
Dętkę pan w tylnym kole złapał. No i tłumacz, czemu dętka, czemu skoro on wymieniał dętkę w wakacje i nowe opony ma! I już insynuacja, że naciągamy, że ciągniemy piniądz. Że on na poprzednich oponach jeździł i mu się tak nie działo, że to nie potrzebna była wymiana opon. 
Wymieniam, tłumaczę, wyjaśniam... odprawiam naprawiam. 
LISTOPAD
Pan w drzwi, tym razem co? Koło tylne znów - no obciera. Pękła ośka w kole miska wpadła do środka piasty. Wymiana całego koła!
Ale czemu - ale jak?
Niczym lew, niczym drapieżnik - odmawiam, wyjaśnień, odmawiam naprawy - wymieniam!!!
WYMIENIŁEM:P Nowe koło~! WOOOW SUper;)
LISTOPAD + 0.9 LISTOPADA
Pan w drzwi - ło ta fak?
Coś mu s przerzutką nie teges - sis 20 letni umarł. Mrozek go dojechał, pękła sprężyna nie działa. Pan ratuje - wymiana na nowy - łoj nie, nie musi być to, nie ma kasy, musi naprawić
Musi to na Rusi! Nic nie musi - Sajonara. Albo rower pan zostawia na jeden dzięń i wymieniamy, albo ja się nawet do tego syfu upaćkanego smarem od traktura nie dotykam. 
Pojechał - powiedział, że jakoś pojeździ... jakoś da radę... JAK? Łańcuch dynda mu jak wór mikołaja. No ale znikł w drzwiach

Chyba w samą usługę napraw wsadził za 100zł - do tego 200 w części... A rower jeździ - jak matko naświętsza...

Kolejna wizyta zaplanowana na grudzień...:) Tak myślę;)

rower mms-em handlowany!

Poniedziałek, 23 listopada 2015 · Komentarze(3)
Kategoria ciekawsze wpisy
Sprzedawałem ostatnimi czasy rower. Nic w sumie nie byłoby w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że sprzedawałem go przez MMS-y i to znajomym, znajomego, znajomych... wiadomo dla swoich lepsza cena, dla swoich potrzeba więcej się starać. No i załatwiam dla Pani X rowerek na prezent. Dziecko ma ponad pół roczku - poszukują rowerka biegowego na prezent dla ich znajomych. Ja ich znajomych nie znakm, ale ta pani X jest znajomą, znajomego mojego znajomego i to jak mówi znajomy - jego DOBRA znajoma.
Byś jej jakąś dobrą cenę zrobił. Pani X ma sklep rowerowy, ale jest już pod 70tkę, a w ich sklepie nie  ma takich rowerków, oni głównie żyją z serwisów z mężem. 

Rower najpierw został opisany telefonicznie. Rozmowy były długie i trudne, bo pani w sumie nie bardzo wiedziała czego potrzebuje. Opis musiał być więc bujny, jak w Nad Niemnem. Każdy szczegół był ważny, czy kolor taki, a taki, a pask,i a kółka takie, a takie. Wydawało by się, że ok - że już rower bardziej unaocznić się nie da. Niestety pani zażyczyła sobie załącznik graficzny. Więc zaproponowałem MM-sa. Nie mam srajfona, więc zrobiłem zdjęcie SOLID-em i poszło. Rowerek wybrany spośród kilku, potem, kask. Znów opisy rodem rozprawek z polaka w trzeciej liceum, znów ze 3 mm-sy. Kolejne proponowane wersje kaskó nie spełniały oczekiwań, wreszcie się udało. 
Żółty rowerek i żółto niebieski kask.

Proste? No pewnie - jak świński ogon...

W sobotę pani X wysyła kolegę, przyjaciela rodziny, znajomego, by odebrał rowerek i kask. Jakie zdziwienie pani, że rower jest żółto-czarny a nie żółto niebieski... Ja się pytam - skąd ona wzięła żółto niebieski rower??? Skąd w jej wyobraźni pojawiłą się ta myśla
Kurka wodna, kask jest żółto-niebieski, a rowerek miał być żółty z prążkami czarnymi ( a`la panterka tygrysek). Przecież wałkowałem z nią tematykę kolorów podczas trzech pełnych szczegółów rozmów telefonicznych.

No i poniedziałek 8:15 telefon. Myśle co u licha! Nieznany numer (nieopacznie mmsa wysłałem z prywatnego numeru mają mnie na zawsze forever - FUCK). Nie skojarzyłem kto dzwoni, ale pomyślałęm, że o ósmej nie odbieram, bo przecież to dopiero Ósma! Szanujmy siebie i swoje łóżka, oraz swoje poduszki! O ósmej moje poduszki jeszcze całkiem żwawo pełnią rolę dusiciela i magnesu chyżo krzycząc głośniej niż budzik: "nie wstawaj". Toteż owych poduszek się słucham i nie wstawam!

Do pracy przybywam o 10 ej i zaraz telefon. Od Y
- Y pośrednik, główny pion "koleżeński" w całej tej machinie koleżeńsko partnersko znajomośćiowej. 
Dlaczego to ja sprzedałem rowerek żółto - czarny a powiedziałem pani, że jest żółto niebieski! Dlaczego tak? I niech sprawdzę SMS_y bo wysłałem przecież zdjęcie żółto-niebieskiego rowerka!
No ja słysząłem, że daltonizm u mężczyzn się pojawia częściej i że ogólnie to my jesteśmy z kolorami na bakier, ale o ile mi wiadomo - to czarny zawsze będzie czarny. Nawet daltonista nie powie, że to niebieski, Np chyba, że przyćpa jakiegoś LSD, wtedy dla niego czarny to może nawet być różowy. 

No i gdzie tu jest niebieski, jak on w tych miejscach jest CZARNY!

Wyjaśniło się, że pewnie pani się MMS niecałkiem dokładnie wyświetlił, mój solid jakoś zakodował rowerek na czarno-niebiesko a jej nokia z kolorowym wyświetlaczem i paletą barw RGB chyba też ostatnio już nie "teges" i się Smasung z Nokią nie dogadali:)

Kask też był "goły i bez pudełeczka" - to wy kaski bez pudełek sprzedajecie? No jak to?

Rowery też w pudełkach mamy handlować?