Księgowy | strona 190 | Księgowy

Klasyczna wypalanka || 30.00km

Czwartek, 2 lipca 2015 · Komcie(7)
Kategoria Do pracy!
W takie dni jak teraz panują na dworze, można jedyne co robić to wypalać się... nie chodzi tu o opalanie - prosze nie mylić tych pojęć. WYpalanie to proces całodniowej pracy połączony z dojazdem i powrotem z pracy. Moje wypalanie bylo o tyle bujne wczoraj, że dopiekło mnie na przejeździe kolejowym. Na Kozłówce szlabany zamknięto tuz przed nosem i piekłem się soczyście na słońcu. 

W pracy wyszedłem 19:30 - bo klient się pojawił przed końcem, na klasyka wakacyjnego 

* wakacyjny klasyk - proces transakcyjny, gdzie w drodze kupna osoba potrzebująca, nabywa dętki bądź opony. Najczęściej w klasyku wakacyjnym wliczana jest usługa wymiany, gdyż persona potrzebująca nie potrafi samodzielnie naprawy wykonać. 
Wyjechałem więc w niedoczasie a od samego startu zaatakowało mnie popołudniowe słońce. W takim niedoczasie wyruszyłem, że nawet kasku z pracy zapomniałem. Jak dziwnie jechało się bez kasku... pfff. Na ścieżkach, tłumy Świeżaków wakacyjnych. Tłumami, parami, samym środkiem jezdni ścieżki. Nie ma prawa zwrócić uwagi.
- przepraszam!
- no co pan? - kobieta w panice uciekła na trawnik
- środkiem pani jeździ? 
- to ściezka rowerowa!
- no to znaczy, że ja mam jechać którędy? Rowem? 
- dzwonka pan nie ma?
- Chyba powiedziałem przepraszam, nie moja wina, że pani spanikowała.
- Gówniarstwo na tych rowerach szaleje...

Miło, że mnie ktoś gówniarstwem nazwał. W sumie to prawie komplement. Siwieć jeszcze nie siwieje...no ale ,żeby gówniarstwo?;)



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Popracnik - pookolicznik... || 30.00km

Środa, 1 lipca 2015 · Komcie(3)
Po pracy wybrałem się na wycieczkę po okolicy. Dziś nie goniła mnie chmura, a afrykańskie pały popołudniu się pochowały i nawet znośnie się jechało. W "słońcu" 25 w cieniu 23. Rundka bez uniesień gminnych, ani wyjątkowo szybka. po prostu do domu wracałem totalnie dookoła. Dziś rozgrywającym był wiatr. Dawał po dzióbku jak ta lala. 

W drodze powrotnej spotykam dwóch chłopaków z poprzedniej pracy. Jadą na rowerach na przejażdżkę, to dołączyłem do nich na dwa kilometry, bo akurat miałem nie po drodze;) Potem oni w las a ja przez miasto. 

W całym tym popracniku, znalazła się chwila na <Bitels lubi to powiedzenie> Eutanazję Magnuma i Aborcje Cherry Coli.

Dzień zakończony - pomyślnie. Jutro znów zapowiada się masa pracy, serwisy, wysyłki, zmiany dętek... Się pracuje yeah:)


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Płynie płynie czas.... || 15.00km

Środa, 1 lipca 2015 · Komcie(0)
Kategoria Do pracy!
Co za cięzka noc. Przed blokiem jakieś romanse młodocianych. Marcowania się i hihry do trzeciej w nocy. Masakra... okna nie można otworzyć bo ciągle ekxpolzje śmiechu. Ciepła noc taka, że można spać na balkonie, gdyby tylko nie te perfidne muszki, komarki, ćmy i inne tatałajstwo. 

Wstaje rano tak jakby mnie walec przejechał na wstecznym. Przeorany na całego. Cztery drzemki załączałem i w końcu zamiast o czasie to wstałem w niedoczasie. Miała być hurtownia rano po oponki i co?
Kiszka. To znaczy hurtownia była, ale stylowego zawijaska nie było. Miałem dokręcić jakiegoś zawijaska z rana i jak zwykle byłem spóźniony. No i jak na złość miałem pod wiatr... całą droge pod wiatr. 


W pracy od rana mam młyn i kocioł. Ledwo się ubrałem i zdążyłem pozapalać światła a się worek rozwiązał. Jedni z dętka do wymiany, inni z linką, inni znów z rowerem do serwisu, jeszcze inny chce lampeczki. I za chwilę znów ktoś z kapciem... pan chce nakręteczki do ośki, pani chce rekawiczki. No lato pełną gebą.

Może uda mi się dziś pojechać po pracy na jakąś rundę, bo wieczór zapowiada się bombowo... :)



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Afrykańskie Pały... U-pały || 35.00km

Wtorek, 30 czerwca 2015 · Komcie(1)
Kategoria Do pracy!
Gdzie afryka na pół dzika? A gdzie Polska - olska olska? No rano wstałem  w takim upale jak w ukulele Bongo Kongo... gorąco, faranto - ja pierdziu. Była chyba siódma rano? Nie poprawka - była szósta! Żebym to ja wstawał o szóstej jako ten robotnik? A co ja na szychtę do kopalni idę? No tak mi ciepło było, jakbym przekwitania dostał. I nie było mowy, nie było rady - czas było podnosić z pościeli swe zady...

Najpierw kurs na hurtownie, szybkie załatwienia, troszkę ploteczek z ekipą hurtownianą zabrałem kilka części do sklepu i do pracy. Noga za nogą i znów lewa i znów prawa. Ścieżki rowerowe, ulice i chodniki pełne robactwa wakacyjno-rowerowego. Jeżdżą jak idioci, środkiem, nie patrzą, nie sygnalizują manewrów. Ludzie - że was jeszcze nie dopadła selekcja naturalna to aż dziw! No mówią, że wszystko przed wami bo wakacje dopiero się zaczęły. Nie życzę źle nikomu, ale moi ulubieńcy, nie skręcają - oni zmieniają stan skupienia! To znaczy, nie są skupieni wcale - po co się skupiać na rowerze. Chcę w lewo jadę w lewo! No to ziuuu w leeeeewooooo. Ja po hamulcach, bo oczywiście przy manewrze najlepiej zwolnić do zera...

- co pani wyprawia?!
- oj przepraszam...
- może by pani sygnalizowała manewr jak pani skręca, mam zgadywać gdzie pani jedzie?
- no ale przecież jadę ścieżką!
- na ścieżce myślenie pani już nie obowiązuje?
- coś się pan tak zapienił.
- bo bym pani w dupe wjechał!

Inny znów delikwent, walił na czołowe. I to będzie dla was zaskoczenie ( a może już ktoś z was spotkał takiego) on jechał ULICĄ! pod prąd. I nie pasem, środkiem pasa. "Jak najbliżej lewej krawędzi jezdni".
- Panie coś pan, chyba nie po tej stronie pan jedziesz.
- Bo ja tu zara skręcam

No ja rozumiem marzenie o lepszym kraju, marzenie o drugiej Irlandii chęć wyjazdu do Londynu, Wysp, ale żeby tu lewostronny ruch wprowadzać, to już zaiste bardzo nowatorski pomysł!

Wreszcie jestem! Udało mi się do pracy dotrzeć. W progu staje, a za mną cień.
Jest on - pierwszy klient. Już w oczach szkli mu się łza wzruszenia. Tyle czasu na to czekał. tyle lat zawsze walczył z konkurencją - i oto nastał ten dzień! JEST PIERWSZY!
- Dzień dobry - rzecze, a jego rozpromieniona twarz aż bije blaskiem szczęścia.
- Dzień dobry
- Udało mi się jestem pierwszym klientem!
- No to fakt - odpowiadam i wstawiam swój rower do firmy. 
- To będzie rabat?
- Jeszcze nie wiem co pan chce kupić...
- No jakiś rabat pan da?
- No dam... a co pan potrzebuje?
- Wentylek do składaka...

I co ja mam panu z 2,5 złotego rabat dawać? Może faktycznie mamy biedne to społeczeństwo i trzeba ludziom te ceny zmieniać?
Sprzedałem panu wentylek zabrał też pompeczkę i kupił na wszelki wypadek dętkę. I ruszył w świat czynić dobro:)

Reszta dnia to walka z serwisami i ludźmi na rowerach, których rowery nie chcą być non stop zajebiste.

- dzień dobry
- dobry
- chce wymienić opony 
- ok...
Pani podaje mi karteczkę na której wypisane jest.
"opony x2, hamulce x2, pedały, dętki, koła"
Podliczyłem panią na sumę w sumie 450 złotych. W rezultacie pani o mało zawału nie dostała. 
- Panie ten rower tyle nie kosztował.
- Cóż przykro mi wymiana tylu części wiąże się z usługą która wraz z częściami, jakich pani potrzebuje, wynosi właśnie tyle.
- To ja chyba nowy rower kupie...
- No warto dołożyć kilka złotych i mieć nowy rower. To prawda. 
- A ile taki GIANT kosztuje?
- to zależy, który model...
- No ale ile!
- Od 1500 wzwyż...
- Ale tak ile to on normalnie kosztuje?
- No przeciętny rower tak około 1600-1800zł.
- A Taki KROSS?
- Podobnie.
- No ale dokładnie ile?
- Jak mam pani powiedzieć ile? To zależy od modelu, ten na przykład kosztuje 1750.
- Aha czyli Kross 1750, a Giant tańszy?
- Porównywalne ceny, jeśli porównamy modele oparte na podobnych podzespołach. 
- Ale mówił pan, że GIANT 1600.
- Mówiłem przekrojowo, w zakresie od do.
- Czyli ILE GIANT kosztuje?
<lol>
Obok mamy stał syn, jakiś taki na około 14-15 latek. Chłopak był zainteresowany kupnem nowego roweru, ale mamę wyraźnie przerastał temat. 
- Pokaż Krzysiu panu jaki ty masz rower.
- No mhmmm - Krzyś chodzi ogląda rowery, patrzy z bliska z daleka i wywija rękami jakieś czary - No taki taki trochę jak ten.
- No taki jak ten - mama jak papuga powtarza po synu. - No o taki jak tamten bardziej - Mówi wskazując na innnego górala.
- mhmm - stoję i obserwuje ten kabaret, bo nie wiem co mi ma dać, informacja, że on ma "taki taki o taki jakby taki taki ten" rower. 
- [...] no on taki raczej chyba jak tamten - mama wciąż poszukuje - on podobny do tamtego... tak proszę pana podobny do tamtego.

W sumie, rezultat rozmów prawie 40 minut? Mama odeszła, syn odszedł, a klienci stojący za nimi w kolejce, abym ich obsłużył , pękali ze śmiechu. 

Pan wczorajszy na "gazie" po velocypeda nie przyszedł. Ciekawe czy pamięta, gdzie rower oddał. Moje obawy się potwierdziły. Miski w kole wpadły do środka i koło jest do wyrzucenia. Musimy założyć nowe koło, nie wiem jednak czy ów imć, ma tyle wolnych środków aby zainwestować w rower, który w sumie kosztował niewiele więcej niż naprawa jakiej potrzebuje ten sprzęt. Zadzwonić oczywiście nie mam jak... 

mogłem brać numer do szwagra w Pułtusku;) Przynajmniej jakikolwiek kontakt bym miał!

No zobaczymy co to się z tego wykluje...

Po pracy, pozamykałem wszystko i ruszyłem do domu. W planie była mikro-dokrętka, ale niestety taka wielka chmura szła, że trzeba było spier-ujeżdżać-dodomu. Oczywiście nie padało, a ja straciłem okazję na dodatkowe kilometry...
Może innym rowerowym razem.



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Siki Świętej Wenioriki:) || 60.00km

Poniedziałek, 29 czerwca 2015 · Komcie(5)
Kategoria Do pracy!
Z dwóch dni w jeden się połączcie...
Koła z pedałami plączcie
Plećcie płoty deseczkami
Nakuźwiamy Ka-em-ami...

Taki mi się rymek złożył, bo dzień mi się udał. W poniedziałek do pracy pojechałem sobie rowerem aby rozruszać mięśnie po niedzielnej plątaninie tras mazowieckich. Na włościach sam, toteż czas trzeba upychać do cna... i serwisowanie drobne i sprzedawanie i wystawianie aukcji w internecie. Do tego jeszcze sprawy telefonizowania do klientów i wyjaśniania "dla kogo ten rower był zamawiany..."

Wtorkownia już z bagażem doświadczeń z poniedzielni. Od rana atakuje Krossa B9, który w karbon obzuty, czekał na moje zgrabne palusie.

Dwóch zajebistych mechaników się dobrało do niego i jak to w życiu bywa, nie dali sobie rady. A jak to było?. No bo to już chyba standard, że koleś nie mający pojęcia o serwisie, i jeździe na rowerze MTB kupuje sobie wyjebaną w kosmos maszynę na karbonie, eseliksie i dziesiątkowy napęd mającą. Kolega z korpo, też kupił speca na fullu to bedo, się łone we dwa na maratonach ścigać. Taka moda teraz na korpo wyśćig, korpo szczurów, na korpo-karbono-fullo rowerach.
 On nie za bardzo wie co to ściganie, więc zakłada platformy do tegoż sprzętu (karbon i platformy!!!!!) Nakurza na maratonach, drze łańcuchy i pruje w trupy łańcuch zużywająć resztki smaru. Wreszcie czując się w obowiązku odpłacić rowerowi za wspólne ścigania, postanawia go sam przeserwisować, bo kasy wydał na rower KUPĘ, to mu co i raz do serwisu nie nie snadno biegać. Jął więc ów człek rower swój naprawiać. Łańcuch zdjął, bo spinkę miał. Przyszło mu do głowy zrobić serwis piasty. Napewno to pomoże wzbieść się z sektora dwunastego na jedenasty. To nic, że nie mam narzędzi, co ja nie umię? Ba! Wystarczy odkręcić i.... ups... poleciały kuleczki po podłodze. Jedna, druga, piąta... tak chyba ich osiem było. No pewnie tak! Musiało być parzyście. Zaraz, ale tu jest w sumie ich siedemnaście. Czy powinno być 18 czy 16? Hmmm, pewnie od strony bembenka jest mniej. No to sru! Mniej jedną tu dam, tam dam na zapas. Niech ma koło super bonusa!

Heniuś, to coś mi nie trybi, to coś mi kołacze... i płacze piasta płacze, bo w niej w środku kołacze.

Rower summa summarum trafił do mnie. Poprawki po "SPECjaListach" są najlepsze"
"kolega to wszystko co mu wypadło pozbierał jest w tej torebeczce od zary"
- mymhmmm
- to pan by zrobił to kolo, bo tam coś sie nie da tego tak ustawić, żeby się dobrze kręciło.
- moja rada? Rozbierając piastę, trzeba zdjąć kasete i tarczę na centerlocka.
- kase co?
- nie ważne. Będzie na jutro....
- Oj to super bo po jutrze mamy kolejny wyścig i rower musi być sprawny. 
- Coś się z piastą działo, że ją kolega rozbierał?
- Nie on mi mówił, że ją tylko chciał przesmarować
- Łańcucha to nie smaruje wcale, ale za piastę i jej rozbieranie się bierze - he he
- No łańcuch byl smarowany, jakieś dwa miesiąće temu. Smarujemy jak pan kazał!
- A ile wyścigów było od tamtego smarowania?
- Ze cztery?
- Nie mam pytań:D

I tak oto ludzi wydających 10 tysięcy na rower, ratuje z opresji jakiś frajer na ósemkowej deore i łańcuchu HG 40:) To się nazywa mezalians.

Kolejny ciekawy pan, dziś był cokolwiek wczorajszy.
- szeple tu rower rower
- słucham?
- Koło się kręcić nie chcę, na pomoc.
- ma tu pan rower?
- Tak mam rower, to rower od ojca, on umarł... ale z Szurkowskim się ścigał
<idę szukać roweru>
- gdzie pana rower
- w domu popsuty.
- To jak mam go naprawić?
- No ja w trzy minuty ten rower, ja go w trzy minuty....
< mija pół godziny, rower przyprowadza właściciela>
- raz dwa! Mófiemmmm sze go przyproface?
- ośka pęknięta, jutro rozbiorę i zobacze, czy miski są całe, jak sie da zmienię tylko ośkę, ale możliwe, że koło do wymiany.
- zmieniać! Wszystko zmieniać!!! Ja zapłacę! Ja musze rower jeżdżący mieć.
- Dobrze Imię, nazwisko nr telefonu.
- Nie mam telefonu.
- To stacjonarny
- Nie mam
- To jak mam do pana zadzwonić?
- Może pan do szwagra zadzwonić...
- Dobrze i on przyjdzie odebrać rower?
- gdzie tam on z Pułtuska.
<lol>

Przebrnąłem w końcu przez dialog z panem "siebele bele hyk kluski" jutro ma odberać rower.

Serwisów mniej mam o wiele, ale przypadki ratowania świata są na porządku dziennym. :D



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Słoneczna dziewiąteczka || 90.00km

Niedziela, 28 czerwca 2015 · Komcie(6)
Kategoria Do pracy!
Niedziela zapowiadała się slonecznie, a mi została książka audiobook do dosłuchania. Jako, że audiobooki głównie słucham podczas jazdy rowerem, to okazja była niemała;) Dosłuchałem do końca książkę i zacząłem kolejną tego samego autora. Wiem już kto zabił mikołaja w Reykaviku i mogę słuchać kolejnego tytułu "zimny wiatr".  Swoja drogą, zalegam z updat`em lewej listy przesłuchanych audiobooków.




Podczas wycieczki odwiedzam nowo powstałą plażę w Pomiechówku. Po obu stronach Wkry usypano plaże i pomostki. Całość prezentuje się naprawdę nieźle!



Z zarośniętego brzegu, powstała naprawdę fajna i miła przystań dla ludzi i miejsce do opalania się. Ciekawy jestem co natura zrobi z plażą wiosną, gdy wody po zimie będą wzbierać;D Piasku sporo nawieźli oj sporo:)


Przełom czerwca i lipca to okres kwitnięcia maków. Ich czerwone łebki towarzyszyły mi przez całą trasę. 


Miłym zaskoczeniem, było odkrycie, że droga do Chrcynna wreszcie została wyremontowana. Dziurawa taka, że aż strach a tu niespodzinaka. Nowy asfalt idealnie na rower. Wreszcie będzie inne ciekawe miejsce do wypadów na północ. Okolice Chrcynna i Serocka są bi znane, ale przez slaby dojazd, malo odwiedzane. Mam nadzieje, teraz to zmienić.

Trasę kończę pętla przez Serock i wizyta na zatloczonej plaży koło mola.Później już kierunek dom, 


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Ramciamciam || 46.00km

Sobota, 27 czerwca 2015 · Komcie(2)
Kategoria Do pracy!
Dziś dzień zapowiadał się spokojnie. Ludzie już po zakończeniu roku szkolnego, wszystko się uspokaja i tu nagle <JEB> Na początku cisza, a potem dowaliło. Jedni, drudzy trzeci, piąci... szóści. Solo, duo, quatro... funto czy tam fifto...Kotłownia była nieomal taka jak na Żeraniu w środku zimy...

Udało się rozruszać towarzystwo, ale robota tak paliła mi się w rękach, że nie miałem czasu nawet na obiad. Piłem tylko co jakiś czas kubek zimnej wody i napierałem dalej. 

Ratowałem samotne przebite dętki, koiłem pisk zapłakanych hamulców. Ratowałem młodych chłopców przed jazdą na za małym rowerze po bracie i wreszcie. Wyzwalałem niewiasty z objęć smoka... eee to nie był chyba smok. Nie to był, hmmm to eee. To na pewno było coś strasznego. I z tej traumy sprzedawałem im rower i rękawiczki i kask. 

Trup ścielił się gęsto, a ludzie napływali i napływali. Kazdy na rowerze. Każdy "COŚ CHCIAŁ" i każdy był w kolejce i każdy...
Każdy był każdy! Miałem moment zwątpienia, kiedy nas dwóch, a w kolejce 5 osób i cztery na dworze. O Bożeno nasza! Wszystkie kary na mnie idą! Blondynki, brunetki, ciemne, jasne rude... duzi mali, średni...

Wytrwałem, obroniłem fortecę. Obroniłem się z panem <S> jak super men!
"K" na wywczasach, to znaczy na zawodach, jako mechanik. Na straży pokoju czuwam ja! Super Księgowy!

Po pracy rundka, ale najpierw nalot na fast fooda. W Macu, tłumy, dzieciarnia, średniarnia, starszarnia i wieśniarnia... No to jadziem pod okieneczko. W auta rządku się ustawiłem. I rzeczę w tę słowa do gadającego głośnika!
- Proszę kanapkę, frytkę, i polewkę!
I podano mnie, jako żywo! Podano mnie jako temuż królowi! Ludzie dziwnie patrzyli jak do MC-driva podjeżdżam na rowerze. Pan w okieneczku, też cokolwiek był zaskoczony. 
- Jak się pan z tym zabierze?
- Na rowerze:)
- Ale ja szklankę mam dla pana....
- to zamówię dla szklanki taksówkę;) 
- he he. Oto pana zamówienie i "Szklaneczka"
- Szklanka wsiadaj na pakę - jadziem!

Z humorem odjechałem, zaparkowałem, zasiadłem i zjadłem. Jak mnie te kaloryje rozpasły, że nawet pisk dzieci w zjeżdżalni tortur, mi nie przeszkadzał. Endorfiny, zaatakowały jako ta armia husarii i chciały mnie chyba w płynny stan zmienić. Rozpływałem się z radości. Mój żołądek, pożądał czegoś kalorycznego, czegoś <FAT>. 

Upasion we frytce i kanapce - zapijąwszy napojem ze słomki, udałem się na rozjazd. I podążyłem zużywać łańcuch na okolicznych drogach. W Komornicy, przemówił do mnie koleś z Magnumem. To było moje sumienie. Zatrzymałem się w sklepie i dopełniłem tego czego żądał! Wchodzę do sklepu. Biorę w dłoń loda w polewie z trzaskającej-czekolady-jak-w-reklamie i kroczę do kasy. 

Nima - nikogu przy kasowni. Kamery obserwują, magnum stygnie... Wtem wypada z zaplecza niewiasta i lekko zarumieniona przeprasza, że musiałem czekać. Myślę sobie, nie mnie przepraszaj, tylko Magnuma. Chłopak już nabierał rumieńców z tego upału:) Szybka eutanazja loda i dalej w trasę.

Nawrót w strone Powiatowego miasta Legionowa i odbiór dostawy żony. Żona została dostarczona pociągiem na peron. Oboje oddaliliśmy się w kierunku domowego zacisza. I ona i ja!



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Czas stagnacji || 30.00km

Piątek, 26 czerwca 2015 · Komcie(1)
Kategoria Do pracy!
Dawno w pracy nie było tak spokojnie. Wszedłem, posprzątałem sobie sklep, poukładałem wszystko na miejscu, odpaliłem internet i zacząłem wystawiać przedmioty na allegro. Dzień mijał powoli i wreszcie mogłem odetchnąć od tłumów w sklepie i całej masy serwisów. 

Po pracy, nadal jeszcze zmęczony tygodniem, jechałem sobie wolno przez Wieliszew. Na ulicach pojawia się cała masa rowerzystów "wakacyjnych". Dziś wyprzedziła mnie gromada czterech przypałów na rowerach. Jeden jechał na jakiejś retro szosie. Jeden na crossowym, a dwóch na góralach. Wszyscy bez kasków, wszyscy z euforią dzieci-po-zakończeniu-roku-szkolnego. Dwóch z nich goniło busa od ronda, jadąc w jego cieniu, wyprzedzili mnie z dobrym 40km/h na liczniku. Pozostała dwójka próbowała ich nie zostawić. 

Jechałem jakiś czas za nimi "swoim" 30km/h i miałem ich ciągle w zasięgu kilku obrotów korbą. DObrze, jednak że miałem się na baczności. Dwóch od busa odpadło i postanowili od razu zachamować i skręcić w prawo < też bym się ujechał za takim Wolkswagenem> pozostała dwójka zrobiła to samo. Gromadka przystanęła na ulicy aby podzielić się swoimi wrażeniami. Wyminąłem ich i pojechałem dalej. Na rondzie w Zegrzu, nieomal pchając się pod tira wyprzedzili mnie i polecieli jak wariaci na Legionowo. Ja sobie popedałowałem na Wieliszew... noga za nogą.

Może uda mi się sklecić jakiś wyjazd w weekend? Moc wróci?


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Znowu zaległości || 119.00km

Piątek, 26 czerwca 2015 · Komcie(3)
Znów zalegam, ale jest szansa, że w końcu odetchnę. Udało się dotrzeć bezpiecznie do końca roku szkolnego i teraz zaczynają się wakacje. Ludzie na urlopy wyjadą i serwisów jest już wyraźnie mniej. Mniej trupów do reanimacji, tylko zmiany dętek, jakieś drobiazgi no i czas oddechu. 

Znajdzie się czas na większe dojazdy do pracy i siła aby po pracy jechać sobie na rundkę. No i wogle miło poczuć zmianę i mieć wrażenie , że teraz będzie coś innego przez jakiś czas. Ogarnę sobie serwis, posprzątam, poukładam, odmiotę podłogę znów wszystko nabierze kształtu...:)

No i szykujemy się do małej wyprawy po Polsce, jak dobrze pójdzie w Lipcu wyskoczymy na jakieś 700-900km po Podlasiu. Oby tylko się pogoda udała... lato w tym roku mamy słabe.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Ludu mój ludu... || 95.00km

Poniedziałek, 22 czerwca 2015 · Komcie(1)
Kategoria Do pracy!
Dobry kalkulator z całkami i silniami, muszę wziąć do ręki aby ogarnąć ile to kilometrów mi zjadły gremliny przez moje leserstwo. Księguś na BS nie był to i pewno nie jeździł? A gdzie tam, tak nie było! Było całkiem inaczej. No tak jakby jeździłem, ale miałem splot kryzysów, regeneracji, przemęczenia, jedno wesele i jedne poprawiny. 

30 km (słownie: trzydzieści kilometrów) 

Po czwartku był piątek, jak wiadomo. W piątki się pracuje - jak wiadomo! I jak wiadomo ja też pracowałem. Serwisowałem - jak wiadomo i co jeszcze bardziej wiadomo sprzedawałem ludziom dobroć i swoją poradę! No rowery też sprzedawałem. Z efektów powyższych wynika, że nie mogło sie owo to - odbyć bez roweru i dojazdu do pracy. W liczbie kilometrów 30 (słownie) trzydziestu.

Sobotota - Bo to ta sobota to ta, to ta!

W sobotę poza pracą miałem jeszcze kurs na rodzinne strony bo szykowało się wesele brata Agnieszki. W sklepie więc nie handlowałem za długo, bo gnać musiałem na pociąg. Oczywiście pogoda wiedziała, że jadę w ważnej sprawie, że spieszę się na pociąg. Jak zawsze ułatwiła mi życie i lunęło deszczem tuż przed Legionowem. Wszystkie kary na mnie idą... jadę - pada, zaraz przejdzie, bo przecież nad zalewem w sumie słońce świeci. Jadę dalej - pada mocniej... no już prawie miasto! Już widzę Centrum Szkolenia Policji... jeszcze bardziej leje... staje - ubieram kurtkę i jadę dalej! Muszę jechać bo pociąg mam o 14 ej a o 13ej z roboty wyszedłem. Wjeżdżam na górkę koło Kauflandu na os Piaski i co? Golgota - cud - łaska pańska. Mam zielone i w jednej chwili przestaje padać... W mieście już słońce, już witam się z gąską i co? No nie dojadę... muszę tą/tę kurtkę zdjąć, bo się uparuje jak jakaś duszona wołowina. Duszno, wilgotno... a do pociągu 15 minut. Jaaaaaa cieeeeeeeee. Potem już nie padało a kropiło jak kropidełkiem. 

Palenie szkodzi... międzyludzkim stosunkom.

Dojechałem, na peronie stałem i jak wszyscy na niego czekałem. No dymu się też nawdychałem... pańcia papierosa dymiła pod dachem, bo padało. No co jak co papieros zamoknąć nie może. To nic, że leje, i że ludzie się pod daszkiem wejścia podziemnego skryli, i że kocmołuch dymi na wszystkich wkoło. Gdzie tam paaaanie - dawaj nikotynę!
- zgasi pani tego papierosa łaskawie, bo nie mam przyjemności tego dymu wdychać. - mówię do kobiety.
- to niech pan stanie gdzie indziej.
- słucham?
- mało masz pan miejsca na peronie?
-  Na peronie jest zakaz palenia. Będzie pani łaskawa zgasić.
<wffffffffffff pfffffffffff> poszła chmurka, a cisza oznaczała "wal się pan".

- Czy ten pan nie do końca wyraźnie do pani powiedział? - odzywa się facet z dwójką dzieci stojący niżej na schodach. Koleś ma jakieś 190cm i jest solidnej postury ciała. - Zgaś pani tego kiepa!
- Nie musi pan stać tutaj.
- Kobieto, gaś tego szluga, albo ci zaraz sam go zgaszę. Nie będą moje dzieci dymu wąchać. 
<wfffff pffffff>
Facet nie wytrzymał podszedł do niej i tak zwinnie pstryknął jej w kiepa że ten pofrunął na tory. Kobieta była totalnie zaskoczona
- WON z tym smrodem!
- Chamstwo... pan się idź lecz!!! Odwaliło panu do reszty? - oburza się kobieta i zaczyna awanturę
- Odpal jeszcze jednego, a zobaczymy, czy tobie leczenie nie będzie potrzebne. 

Na szczęście podjeżdża pociąg i wszyscy wsiadają do środka. Ja zostaje sam, na peronie, bo mój pociąg jedzie z Warszawy, a nie do.

Wesele trwało od soboty 17 ej do Niedzieli do 19 ej. Tańce, hulańce swawole. Potem poprawiny i do domu dotarłem o 22:30 w niedzielę. Niewyspany, niewypoczęty, ale za to z dawką ciast, kotletów i zasmażek, na kolejny miesiąc. 

Niedziapołek - czyli jak to wszystko wspak pisane jest bez sensu...

Dziś w pierwszy dzień tygodnia pojechałem do pracy - dacie wiarę? JA sam!!! I to rowerem - czadziooooooo... No waliłem jak szatan pod ten wiatr. Nie miałem siły, chęci i nie miałem obiadu od żony w sakwie, ale jechałem jak nie wiem cooooo. Dziś przyszło zbawienie. Mniej serwisów, zbliża się koniec roku, zbliża się okres wymiany dętek i wakacje. A jak wakacje, to w rowerówce spokój i stabilizacja. Może wreszcie troszkę luźniej się zrobi i uda się odkopać z serwisikami. 




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew