Księgowy | strona 194 | Księgowy

Poniedziałek - Twórczo || 31.48km

Poniedziałek, 11 maja 2015 · Komcie(1)
Kategoria Do pracy!
Po Niedzielnym odprowadzaniu Kesa, poniedziałek postanowiłem sobie zostawić na odpoczynek. Nie planowałem żadnego większego pedałowania. Po prostu do pracy i z pracy. Dzień był mieszany, najpierw rano dość chłodno i pochmurno, a dopiero po południu i pod koniec dnia zaczęło wychodzić słońce. 

Gdy wydawało się, że serwisów ubywa, przepłynęła nowa fala. Całe szczęście, te serwisy są już o wiele lżejsze. Staramy się teraz robić regulacyjne przeglądy, chyba, że rower naprawdę tego wymaga. Niestety terminy nadal długie. Obecnie około 1,5 tygodnia. 

Powrót do domu, ciepła herbata i spać... regeneracja;)

EDIT.
Kolejny raz zmieniłem łańcuch... szybko się rozciągają. Fakt, że zakładam jakieś hg40, ale i tak szybko to leci. 
Za rok jak zużyje napęd chciałbym przejść na 10tkę.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Na przeciw KESOWI || 80.00km

Poniedziałek, 11 maja 2015 · Komcie(0)
Niedziela miała byc deszczowa a ja nie wiedziałem co ze soba zrobić. W sumie przydałby mi sie odpoczynek i w sumie leżenie nie jest takie złe, ale coś jednak sprawiało, że chcialem wyjść z domu. Od rana chmury chodziły, na zmianę deszcz i słońce a do tego wiatr. No i temperatura jakoś ledwo 15 stopni. Pomyślałem, że wieczorkiem sie wybiorę na rower - znów pytanie "gdzie"?

Z pomocą przyszedł mi KES, który wracał rowerem z Wyszkowa. Postanowiłem wyjechać mu na przeciw. Tak też się stało. Z mp3 w uszach, pojechałem w kierunku Kuligowa i dalej wioskami. Nie zabrałem GPS`a i troszkę pobłądziłem. Okazało się, że droga wbrew pozorom nie jest taka łatwa i prosta. 

W końcu udalo się spotkać i wracaliśmy już we dwóch. Spokojnie i bez spinki... szkoda tylko, że z przeszkadzającym wiatrem w twarz. 

Fajny wyjazd, spontaniczny i nie wiedzieć kiedy wpadło 80km. Hmm zacnie:)


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Do okruszka codzienności... || 39.98km

Niedziela, 10 maja 2015 · Komcie(1)
Dzień był zaskakująco pogodny, mimo że już w niedziele ma lać to jechałem do pracy w słonku. WIatr nie przeszkadzał, można powiedzieć miód malina. Poranek zaczął się od standardowej procedury wystawiania rowerów. Ledwo skończyliśmy podjechali klienci. W soboty takie momenty nazywamy "falami". Każda fala jest taka sama, najpierw dużo kolejka a potem się wypłasza i jeszcze mniejsze takie "bujnięcia" się zdarzają. 
Plusem tej soboty było ewidentnie to, że mogłem pracować na słońcu. Pięknie grzało, ciepło w plecki miód malina...

Razem z "K" mieliśmy trudne przypadki, równolegle obsługiwaliśmy dwie rodzinki. On dobierał rower dla pani miejski/trekkingowy a ja dla młodej córy "górala". Bite 60 minut, i w sumie chyba z 15 razy się zawodniczka przejeżdżała na każdymm z - w końcu pozostalych w puli wyboru - trzech jednośladów.
- weź jeszcze raz się przejedź - rzecze tata.
- no dobra.
- i co? który lepszy?
- nie wiem
- to weź jeszcze raz na tamtym...
- ok...

I tak przez pół godzinki bite, córa robiła kurs do bramy, nawrót i zmiana roweru...;D

W końcu się udało wybrać... Choć ojciec pewnie doradziłby jeszcze jeden raz "przejażdżkę" bo może ten ostatni raz wpłynie na decyzję w znaczący sposób!

Krótka informacja dla czytelników. Po ostatnich dyskusjach, chcę sporostować pewne sprawy. Opisywane zdarzenia na blogu są przeze mnie przejaskrawiane, i bardzo często wydarzają się nie w dniu w którym opisywałem. Sa to historie prawdziwe z życia wzięte. Dialogi może toczą się podobnie, ale nie jestem w stanie w 100% przekopiować tego co klienci mówią do mnie. Jeśli ktoś z was drodzy czytelnicy odszukuje w tych opisach siebie, to znaczy, że wielu ludzi jest do siebie podobnych. Moim celem na blogu nie jest wyśmiewanie pana Piotra Kowalskiego, czy innej Marianny Mikulskiej... opisy są bezosobowe, nie mają charakteru nakierowanego na drwinę z konkretnej osoby. Pokazują życie w sklepie rowerowym, w serwisie i umieszczam je, bo to kopalnia wiedzy, zachowań i czasem niezły kabaret.
Jeśli ktoś uważa, że obrażam tym samym klientów, że moi czytelnicy mogą być dotknięci, cóż nie do końca się z tym zgadzam. To troszkę jak z opowiadaniem kawału o blondynkach. Jeśli ktoś opowiada kawał o blondynkach w obecności blondynki, to przecież nie jest powiedziane, że to właśnie dana blondynka jest ta "głupia". Nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka. Praca to praca, a sytuacje codzienne, irytujące, zabawne i komiczne są wszędzie.


Z wyrazami rowerowego szacunku Księgowy:D


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

rozmowy dyskusje psy i pudle... || 60.00km

Sobota, 9 maja 2015 · Komcie(1)
- Dzień dobry
- Witam pana
- Ostatnio tu zona z wnuczkiem oglądała rower.
- mhmm
- pokaże mi pan ten rower?
- a jaki rower oglądali.
- nie wiem no taki góralski chyba - jegomość lekko poirytowany spogląda dookoła i szuka jakiegoś punktu zaczepienia w rowerach.
- mhmm - za nic nie kojarze. - a kiedy to było dokładnie? Bo wie pan dużo klientów mamy i nie pamiętam wszystkich
- no żona była z takim siedemnastolatkiem - Pan przyjmuje front obrażonego - dobrze to sobie sam poooglądam, jak pan nie wie jaki rower phi!
- a może pamięta pan model jaki oglądali?
- kross czy krossing... - pan jest już poważnie poirytowany

- "K" kojarzysz może czy oglądałeś z klientami jakiś rower krossa?
- A jaki model?
- pan nie wie...
- mhmm to ja tym bardziej nie wiem



- sprzedajecie rowery i nie wiecie jakie?
- no wie pan nie tylko jednego klienta mamy. Ludzi jest sporo, czasem nie przywiązujemy wagi kto jaki rower oglądał.
- no to był taki taki... taki jakiś taki. - wskazuje na górala.
- Aha górski rower? 
- Tak ale on taki miał teleskop chyba i ten.... bagażówkę...


- Chyba już kojarzę, to byla taka pani z chłopakiem w tamtym tygodniu, oglądali trekkinga. - "K" sobie przypomniał i poprowadził klienta do rowerów trekingowych

Sytuacja uratowana, bo pan był skłonny się obrazić na nas, że nie pamiętamy jego żony i wnuka!

Sytuacji w sklepie zaskakujących jest wiele. Kolejna przedstawiona to szczyt ludzkiej próżności. Kucam sobie na serwisie, męczę się nad jakimiś drobnymi śrubkami przy mocowaniu osłony od łańcucha, a tu nagle wpada pies. Taki mały pies, a`la pudel, czy jakoś tak. Pies ma adhd i lata jak wariat po sklepie. Wącha biega pod nogami, wskakuje na mnie chce mnie lizać, potem kurs na zaplecze robi przeskakuje pudła...
- Co do k... - "K" odgania psa bo ten robi nieustanne kursy po sklepie...
Na schody wtacza się pan. Wchodzi do sklepu.
- Czy macie rowery z napędem elektrycznym?
- Nie proszę pana.
- Choć pikuś, choć nie wchodź tam
- Panie, co pan. DO mięsnego też pan z psem wchodzisz? Co to stodoła? Psa na smyczy pan prowadza, ale tak wpada do sklepu jak do siebie do domu.
- pan się nie boi, on nie gryzie...
- to nie chodzi o to. Chyba jakieś zasady są! Nie rozumie pan? Zabieraj pan tego psa...
- Co pan tak... przecież to mały pies nie nasika panu!
- Do biedronki tez pan z pudlem chodzisz?
- Pan się go nie boi, on niegroźny...
- Proszę wyjść ze sklepu i zabrać psa!
- Chciałem jeszcze zapyt...
- Proszę wyjść zabrać psa, jak pan wróci bez psa, możemy rozmawiać.
- ale...
- skończyłem z panem rozmowę... albo pan psa zabierasz albo sam psa wyrzucę.
- Co za maniery! Choć pikuś... choć, nie ruszaj tego choć choć. Nie można nawet wejść i spytać. Taki mały piesek i problemy robią!

Do psów nic nie mam, ale "K" miał racje... uczmy ludzi bo nam na głowę wejdą. Następnym razem przyjdzie z psem wielkości wilka i też go puści luzem...

Dzień trudny... męczący, troszkę. Koniec końców, wróciłem do domu i zamiast jechać do szwagra robić mu koło, zrobiłem tylko nocną rundke po okolicy. Co za tydzień... co za pogoda;)





Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

skleroza... sklero-gąbki... || 50.00km

Piątek, 8 maja 2015 · Komcie(1)
Jak się nie ma w głowie to się nie ma kilometrów. Miała być długa trasa nocą, miała być... ech... wszystko miało być i co? DUPA. Zabrać miałem do szwagra szprychy i mu koło zrobić i co? Zapomniałem zabrać/pożyczyć z pracy kluczyka do centrowania kół. Pff wpadłem do domu przebrać się i co?Dupa... nie ma - to po co pojadę? Nyple rekami wkręcać będę?

W pracy sporo serwisów... staramy się wyjść na prostą, ale co uda się kilka rowerów wydłubać to dowalają kolejne. Praca wydaje się nie mieć końca. Sezon w pełni serwisowy, ale dziś akurat klientów było mało. Udało się troszkę nadgonić. 


Po pracy rowerem jechałem jakiś taki zmęczony... i do tego ten kluczyk.... ech


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

W deszczu pod górkę i na rowerze! || 81.86km

Środa, 6 maja 2015 · Komcie(10)
Dzień dżdżysty i deszczowy toteż mniej rowerowania niż zwykle. Wpis uzupełniam więc z dnia wczorajszego. 


Niedziś - Czyli nie dziś.

Dawno mi się tak dobrze nie wstawało. Szybka akcja i już jestem na rowerze. Oczywiście uparowałem się jak dziki. Na dworze parno, upalno. A była 9:00! Szok! Czy to jeszcze maj czy już lipiec?:D Do pracy jechałem w takim parnym i dusznym powietrzu, że miało sie wrażenie, że zaraz lunie. 

Nie pozostalo to także bez odzewu ze strony klientów. Ledwo przez próg weszliśmy z "K" a już w bramę wjeżdża auto. Tak... w bramę. Czasem zastanawiam się, co ludzie sobie myślą parkując w bramie. Czy to jakaś niedokończona myśl? Taki myslowy monolog o wjechaniu przerwany przez potrzebe kupna ... dętki?
- Czemu pan stanął w bramie?
- Aaaa... eeee no bo ja tylko po dętkę.
- No dobrze, ale pan zobaczy, za panem już drugie auto chce wjechać. 
- Niech poczeka, zaraz odjadę. A więc potrzebuje dętki... - pan kontynuuje bez zażenowania. 
- <lol>
______________
- kto się tak inteligentnie w środku bramy zaparkował? - pyta inny pan wchodząc do sklepu poirytowany.
- Ja 
- Zechce pan podjechać troszkę głębiej?
- Zaraz odjadę...
- A zaraz to znaczy kiedy?
- Przepraszam pana, ale teraz kupuje....
- Zastawiłeś pan całą bramę, trzeba było o tym pomyśleć wcześniej. Ludzie mają skakać przez pana auto?
- A co się panu tak pili. Przecież przejście zostawiłem, jakoś pan się zmieścił
- Wie pan mam 4 rowery na serwws i nie będe ig targał aż od ulicy... miał pan tyle miejsca... jak się zmieszczę to pan możesz mieć wizytę u lakiernika.
_____________
W rezultacie pan nr 1 szybko wskakuje do auta podjeżdża dosłownie 4m dalej na parking. Ruch jest centralnie na wprost, zero manewrów. Po prostu wystarczyło wyłączyć silnik NA TERENIE posesji sklepu, a nie w "progu" bramy. Cóż. Pan nr "2" zdążył w tym czasie kupić coś jeszcze i wyjśćna papierosa a pan nr "1" lekko poirytowany skwitował to:
- wszędzie się tym ludziom spieszy



Dzień kończę wieczorno-nocnymi podjazdami na Dębę z rowerowym Legionowem. Fajnie wyszło, choć było nas tylko czworo. Mam nadzieje, że kolejne wyjazdy będzie więcej ludzi. OBY:D





Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Rowery i Tiry... || 38.00km

Poniedziałek, 4 maja 2015 · Komcie(14)
Kategoria Do pracy!
Do pracy dziś jechałem w deszczu. Deszcz to może zbyt wiele powiedziane, natomiast coś ewidentnie padało z nieba. Jako, że poranek po weekendzie zawsze jest trudny, zajechałem jeszcze do MC`a na kawę. To była dobra decyzja, bo w sklepie kocioł. Majóweczka się skończyła i ludziom się rowery popsuły, mało tego one się rozj... waliły.

- proszę pana ja z reklamacją
- słucham co się stało?
- coś mi w tym rowerze nie gra...
- a co?
- coś mi tu tyka.
- mhmm - spoglądam patrze...
- i co?
- przerzutki są do wyregulowania.
- JAK TO? Ja ten rower w listopadzie kupiłam
- a przegląd regulacyjny po zakupie pani robiła?
- nie, no właśnie przyjechałam na niego. Wie pan co? Tylko ja zgubiłam kartę gwarancyjną
- mhmm. Czyli zrobimy normalny przegląd.
- I będę musiała za to płacić?
- no tak, regulacja przerzutek plus sprawdzenie całego roweru po zakupie, to coś naturalnego. Rower w pierwszych miesiącach się układa, dopasowuje. Zawsze trzeba zrobić przegląd po pierwszych miesiącach użytkowania.
- pan żartuje? Ja w zimie nie jeździłam na rowerze
- ale teraz pani wsiadła tak? I coś tam nie działa? Prawda?
- no tak
- no widzi pani, trzeba doregulować przerzutki. Linki się wyciągnęły, to normalny proces...
- dobrze to niech pan robi.
- spisze pani rower i umówimy się na odbiór.
- a to od ręki pan nie zrobi?
- na przyszły tydzień może być.
- Żarty jakieś? To co ja mam teraz tydzień bez roweru być?
- proszę pani środek sezonu jest... Tyle pracy, ale staramy się dotrzymywać terminów. Dlatego zapisujemy rowery "z głową".
- a syn zapowietrzył hamulce, jak zdejmował koło nacisnął klamkę, to jemu to od ręki zrobicie?
- odpowietrzenie może być na następny dzień... ale nic nie obiecuje.
- pfff dobra, to ja sobie chyba inny serwis znajdę, co mi to od ręki zrobi. Wydałam tu u was 3 tysiące na dwa rowery i teraz mam po półtora tygodnia czekać na odbiór roweru?
- życzę pani powodzenia, w poszukiwaniach, bo serwisy mają wszędzie teraz takie obłożenie
- A jak jutro przyjdę z rowerem?
- Nie wiem proszę pani, jutro może być termin odległy o kolejne kilka dni do przodu...
- Jak to?
- No po majówce już dziś przyjęliśmy pięć rowerów. Do końca dnia może ich spłynąć do serwisu kolejne pięć.
- Ale ja byłam u pana dziś. 
- To niech pani zostawi rower wpiszemy i ma pani "kolejkę" zaklepaną.
- kpiny jakieś... Matko wywaliłam 3 tysiące i teraz jeszcze tyle czekać. Myślałam, że jak kupuje u państwa rower to mogę go tu serwisować bez problemu...
- Musi pani zrozumieć, że taki jest okres, że na serwis się tyle czeka.
- Wszędzie kolejki, do lekarza kolejki, w urzędach kolejki.. nawet jak człowiek na rower chce iść musi w tych kolejkach stać.



I takie oto rozmowy o życiu dziś prowadziłem. Na serwis wpadło kolejne pięć rowerów, a dopiero co siedem umyłem przed serwisami. Rany... Jeden pan swój rower pod podwoziem naczepy tira woził jak do Niemiec jeździł. 
- Ja go tam wrzucam i jadę. Zostawiam tira na rozładunek na dwa dni i sobię jeżdżę tu i tam...
Nie muszę wam chyba mówić w jakim stanie rower dotarł.
- 350zł wyjdzie cały serwis.
- Jak to przecież tu wszystko działa...?
- Jeszcze działa, ale jak tak dalej pan pojeździ to będzie 500 i pół roweru do wymiany.
- Ale 350zł? Za rower? Ja tyle na przeglądzie w aucie zostawiam.
- A jak często pan auto serwisuje?
- no co roku! Tak jak każe ustawa
- no widzi pan, gdyby rower był co roku na serwisie to by pan 40zł na łańcuch tylko zostawiał. A kiedy ostatnio rower widział serwis?
- Ja wiem? Chyba od nowości nie robiłem go, ale to super rower on się nie psuje!
- TIA...


Do domu wracam lekko dookoła. Daje także upust swojej nagromadzonej sile. Kilka szybszych podjazdów pod góreczki lokalne na twardym biegu... Już jutro pierwszy z serii wyjazd na "podjazdy" w okolicy. Zobaczymy jak wyjdzie;)


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Wiosenne mazowsze... || 75.00km

Niedziela, 3 maja 2015 · Komcie(1)
Kategoria Na Zaborze
Od dawna, nie odwiedzałem północnego Mazowsza i rodzinki. Udało się w końcu zebrać na wyjazd. Wstawało się ciężko, ale w końcu po 9:20 opuszczamy posiadłość i ruszamy na trasę. Na niebie piękne słońce - wycieczka zapowiada się super. 
Wiatr niby miał być niewielki i nieodczuwalny, ale niestety zrobił nas w balona i "wydymał". Najpierw było pod wiatr, a później? Później jak wracaliśmy też pod wiatr. Pfff.


Na miejscu witają mnie psiaczki i dosłownie ledwo przechodzę przez bramę. Skaczą piszczą, liżą wchodzą pod nogi. Kolejne kroczki stawiam bardzo ostrożnie, aby żadnego nie rozjechać.

U rodzinki jem pyszny obiad, buduje legowisko dla Kulki pod schodami i opalam się na słońcu. Wspaniały dzień spędzony w gronie rodziny i zwierzaczków. Full lampa z nieba i regeneracja...

W drodze powrotnej znów pod wiatr. Jedzie się ciężko, choć jednak te 25 km/h jakoś utrzymujemy i kilometrów ubywa. Na Dębę natrafiamy na korek. Myśleliśmy, że to wypadek jakiś go spowodował, ale to tylko powroty z majówki. Oczywiście my sprawnie sznureczek omijamy. Taki jest plus  posiadania roweru w takie dni jak ten. 

W domu, szybka kąpiel i zasiadam na nowym Fotelu prezesa. Wczoraj wpisu nie było, bo do pracy pojechałem z "K" autem, a po pracy na zakupy do IKEI. Komplecik mebli trafił do naszego salonu. 


Jak mi dobrze mhm...


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Do pracy w pierwszego! || 34.00km

Piątek, 1 maja 2015 · Komcie(4)
Kategoria Do pracy!
Dziś byłem w pracy. "K" chciał abyśmy sklep otworzyli, bo to majówka, może coś tam uciułamy. Zresztą serwisów było troszkę do nadrobienia i... otworzyliśmy. Miało padać, więc rowerków nie wystawiamy za wielu. Ja ogarniam zatowarowanie opon, "K" robi serwis.

Jeden taki pan wydzwaniał do nas ostatnio:
<wtorek>
- Rower mój już zrobiliście?
- eee dzień dobry - przerywam mu w pół zdania lekko zaskoczony takim startem z jego strony...
- No?!
- A jaki to rower? - dopytuje lekko poirytowany.
- Jak to?
- W sprawie jakiego roweru pan do nas dzwoni...
- co za serwis... nie wiecie jaki rower robicie?
- Chciałbym panu przypomnieć, że nie tylko pana rower był naprawiany w ostatnim czasie.
- Tak wiem ale pan zapewne ma to napisane na tej karteczce.
- Dobrze sprawdzę... - wkurzony przewalam karteczki. Znajduje  - Trek?
- No brawo...
- Nie jeszcze nie gotowy. Miał być gotowy na czwartek...
- Czyli jeszcze go nawet nie zaczęliście robić?
- Jak powiedziałem rower jest wpisany na czwartek...
- Aha dobra. <klik>

< środa >
- dzwonie w sprawie roweru.
- Witam.
- Zrobiliście go już może?
- Pan od tego treka? - pytam zaskoczony...
- No tak. A co zrobiony?
- Nie, przecież rozmawialiśmy wczoraj i powiedziałem panu, że jest zapisany na czwartek.
- To dziś go też nie zrobicie?
- Jak starczy nam czasu to może zrobimy, ale to wtedy zadzwonimy do pana
- A dużo macie pracy?
- Dużo...
- Czyli nie zrobicie?
- Nie wiem proszę pana. Jak mówię, jak uda nam się zrobić to damy znać, że jest do odbioru.
- A o której będzie pan wiedział czy zrobicie czy nie?
- Jak go zrobimy! - Tracę cierpliwość... - Im dłużej będziemy taki dialog prowadzić, tym mniejsza szansa, że rower nie będzie gotowy na czas!
- Czemu! Przecież jest zapisany!

- Jak nie pozwoli nam pan pracować i będzie do nas wydzwaniał to sam się rower nie naprawi... Ma pan jeszcze jakies pytania czy mogę wracać do pracy?
- To ja jeszcze przedzwonie wieczorem...
- tia...

<wieczór> Pan dzwonił 3 razy, mieliśmy klientów nie mogliśmy odebrać. W końcu odbieram telefon
- I jak udało się?
- Nie.
- Czemu?!
- Nie wyrobiliśmy się. Spokojnie jutro będzie zrobiony, tak jak pan ma w terminie.
- Ale pan powiedział, że może dziś uda się go zrobić.
- No i się nie udało.
- Czemu? To coś powazniejszego?
- Nie wiem, nie zaczęliśmy jeszcze go robić.
- JAK TO? Przecież pan powiedział...
- Prosze pana, czy ja za przeproszeniem rozmawiam do pana po japońsku? Na kartce masz pan napisane, jak wół że rower jest do odbioru w CZWARTEK!!! Dziś jest środa, rower będzie gotowy na czas. Ile razy jeszcze będzie pan wydzwaniał i dopytywał. Czy naprawdę tak trudno jest poczekać jeszcze jeden dzień.
- No wie pan, majówka...
- I super! Rower będzie gotowy na majówkę! 
- No to dziękuje panu - do widzenia.
Pan nieco spauzował po moim monologu, ale z tonacji głosu nie był urażony. Po prostu sprowadzony do szeregu.

<czwartek> 10:30
- dzień...
- nie jest gotowy...
- aha dobrze. To do widzenia.

Zrobiliśmy rower, dzwonimu do klienta. Jest godzina 14;30. 

- witam sklep rowerowy z tej strony dzwonie, że rowerek jest już do odbioru. 
- Wie pan co, a jutro pracujecie?
- Tak,
- To ja bym jutro po niego przyszedł.
- Eeeee jutro?
- No, bo dziś nie dam rady...

<jutro>
- Dzień dobry.
- Sklep rowerowy w czym mogę pomóc?
- Wie pan co, ja ten rower odbiorę po weekendzie majowym. teraz jestem na działce to nie mam jak go zabrać...




Nie mam pytań...



W drodze powrotnej z pracy złapała mnie burza... zmokłem jak kura. Parłem na przód w takiej ulewie, że aż szaro było.



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Przed weekendem || 70.00km

Czwartek, 30 kwietnia 2015 · Komcie(2)
Kategoria Do pracy!
Kolejne dwa dni dojazdów zbieram w jeden wpis. Mam nadzieje, że mi nikt głowy nie urwie;) Tak już jest jak się pracuje i odpoczywa na rowerze - jednocześnie. 


Nie wiem co to za dzień tygodnia. Chyba środa... budzę się strasznie obolały. Lewy bark wychodzi z siebie. Nie wiem na ile to pozostałość maratonu, na ile przedźwiganie w pracy, ale ewidentnie ręka ma dość. Zwlekam się z łóżka i szukam żony - żona już coś w kuchni dzierga. Dzień zapowiada się trudny. Wyjątkowo nie podpasowało mi spanie na lewym boku i czuje sie jak pokraka. 

Kanapeczki, herbatka i w drogę. Oczywiście jak żonka poszła do pracy zasiedziałem się i wcyhodzę dopiero 9.05. Nie ujechałem jednak daleko, gdy czuje pod nogami tłuczenie. Staje i co? Kapeć... FUCK. Trzeba zmienić dętkę. Decyduje się jednak na szybki bieg do domu z rowerem i zmianę roweru. W końcu mamy ich kilka w stajni:) Wskakuje na przełaja Agi i dzida! Od startu do mety walczę z czynnikami niesprzyjającymi. Nie dość, że wiatr w twarz, to jeszcze zimno mi! Jak zmieniałem rowery musiałem zapomnieć rękawiczek z domu. I tak jestem w du** z czasem, wiec rezygnuje z kolejnego powrotu. Jadę w tym co mam.
Słońce oszukiwało, bo było piekne niebo, lekkie obłoczki, a zimno i lodówa taka, że szok!

W pracy - cóż, jak to w pracy. Ostatnio mniej wyjątkowych sytuacji. Coraz to więcej serwisów i ciśniemy je jeden po drugim. Rekordzista z serwisem i częściami w rower za 1000zł wsadził 650 zł. Prawdę mówiąc, czasem zastanawiam się, jak oni te rowery trzymają. Niektóre aby przyprowadzić do serwisu trzeba się postarać. Zdarza się, że ktoś wlecze za sobą trupa <rower> i ledwo wnosi go do sklepu. Potem zdziwiony jak mu mówimy 300-400 zł za serwis. 
- Panie, ale ten rower 400 zł warty.
- Niestety jego stan pozwala nam na dwa wyjścia - albo wyrzuca pan i kupuje nowy, albo robimy serwis!
- ile nowy tak jak ten góral?
- 1500 zł myślę, że znajdziemy coś.
- Ło matko - to robimy tego. 1500 zł za rower to nie dam! Panie teraz 3000 zł to auto kosztuje!
- Nazwisko... Nr tel...

Rower spisujemy skrupulatnie co i za ile wymiana itp. Czasem taki serwis to skaranie boskie. A czasem totalna budowa. Wycina się linki, wycina pancerze, przerzutki nowe, łańcuch, wolnobieg... Rower staje na koła jak nowy!

Po pracy tego dnia jakoś tak miałem dość. Dzień był dla mnie jakiś kryzysowy. Pod koniec marzyłem tylko aby iść do domu i spać. W końcu czas powrotu. Zapomniałem, że z Agnieszką umówiłem się do OBI. Jadę do domu dosłownie dzwoniąc zębami. Wieczór idzie na mróz. Rany, ale mnie wy-telepało! Wizyta w OBI i powrót dopełniają mojego złego samopoczucia. W wannie leżę w kąpieli chyba 45 minut. Tak mnie nie chce chłód puścić. 

Padam na twarz i nie wiem kiedy usypiam.



Dzień to przepiękny dzień to wspaniały. Wstałem nawet chyba dość wcześnie bo 6:45 już piłem herbatkę. Nie wiem skąd tyle Energi we mnie. Kanapki pyszne, wszystko smaczne! Jest moc! Najpierw kurs do piwnicy i zmiana dętki. W sumie dziura wyglądała jak od "snake`a", nie wiem skąd, nie wiem jak. Po zmianie gumy, atakuje mięsny. Weekend się zbliża i przez sklep przewija się tłum. Czekam w kolejce, a ludzie kupują mięsko jak na wojne. No cóż. Odstałem swoje i kierunek dom. Na mieście jakieś zamieszanie, chyba ze dwa razy mnie atakują auta. Nie wiem gdzie ci kierowcy mają oczy. Dobrze, że refleks mam lepszy niż oni cela...


W ciągu dnia kociołek. Dętka - opona - dętka - jarzmo - lampeczki - dętka opona - pompeczka... 









Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew