Francą - kurs nie za bardzo ważny, ale musi się kurza melodia dystansioch zgadzywać! NO!
I sę przypomniałem, załatwiaing coś po mieście jechałem pośród ochów i achów związanych z ubieraniem Venity!
Popołudniowo - wieczorna już wyprawa do miasta. Jej, wiecie co? Noc teraz tak szybko nadchodzi. Rano jeszcze widno, ale szlak trafił ciepłe widne wolno nadchodzące wieczory po 22. Teraz po 19 już zaraz szarówka i ciemno. Co to za czasy nastały. Jesień idzie a do tego ten chłód z lasu, chłód mimo słońca w dzień i chłód wszechobecny.
Niebawem zacznie się szkoła, na drogach będzie mniej młodzieży a potem znów za kolejny miesiąc studentów wywieje na wykłady i ćwiczenia. I na ulicach na rowerach zostaniemy tylko my bezrobotni. No może ktoś tam się czasem na wydział karnie czy do pracki, ale to nie to samo. Znów na drogach zapanuje spokój, równowaga i elitarnie pozdrawiać będziemy się z rowerzystami, wiedząc, że ów jegomość z przeciwka to swój człowiek, mający w pogardzie chłodne poranki i zimne wieczory.
Trochę mnie ta jesienność dziś zmiażdżyła, ale wiem, że jeszcze kawał czasu i pewnie nie jeden ciepły tydzień. Pogoda utrzymywać sensowna, lubi się nawet do późnego października. Damy radę, ale urok mrugającej lampki wieczorem znów powrócił. Nawet to lubię - ciekawe ilu nietoperzy spotkam w tym roku.
Cholibka jak tak siedzę jest 21:00 i patrze na tę/tą noc, to mi się normalnie wigilia przed oczamy/oczyma - stawia. Tylko reniferów i światełek brak.
Wziąłem swoją szosę dziś po raz drugi na wycieczkę. Od poprzedniej jazdy dostała pedały inne, noski i siodełko z Francy. Wysokość siedziska chyba nareszcie sobie ustawiłem jak należy i jedzie się wygodnie. Zajmie pewnie nam trochę czasu zanim się do siebie przyzwyczaimy i pewnie jeszcze się docierać będziemy, ale pierwsze kilometry za nami.
Miejska jazda - spoko. Nie jest tak tragicznie z tymi dziurami, ale te większe lepiej omijać.
Hamowanie - tu jest jeszcze słabo. Klocki się nie dotarły a i sama modulacja nie jest taka jak w MTB toteż trzeba się do tego przyzwyczaić. No i przede wszystkim - wchodzi się na trzecią prędkość kosmiczną. Jadę ulicą, normalnie - nie jakoś tak super szybko a tu 25 na liczniku. I ci ludzie przy pasach co wchodzą pod koła wcześniej mieli więcej czasu - zanim zbliżyłem się do nich. Teraz muszą szybciej uciekać, bo zbliżam się szybciej.
Z tymi pieszymi to się śmieje - bierzcie to z przymrużeniem oka. Chodzi o to, że po prostu szybciej się jedzie. Nikogo na pasach nie przeganiam, ale jak mi dziś babka wyszła to droga hamowania z 28km/h do 10km/h jest dłuższa.
Nadgarstki też zapomniały jak jeździły kiedyś na baranku więc specyficzny chwyt za klamkomanetki powoduje jeszcze lekkie uwieranie ścięgien, ale to minie. Jak w 2009 roku robiłem hybrydę mtb i szosy i miałem baranka tez się dłonie przyzwyczajały jakieś 2 tyg.
Prędkość - No dziś to trudno powiedzieć. Przede wszystkim po mieście jeździłem po drugie z załadowanym plecakiem. Z tego co zaobserwowałem jedzie się szybciej jakieś 3 km/h.
Przełożenia - wydawało mi się, że z największego blatu nie będę korzystał, ale o dziwo jedzie się na nim spoko. Zakres przełożeń z tyłu również przyjemny. Środkowy blat ma tyle co w moim dawnym dawnym mtb (42) a najmniejszy - tego nie używałem. Może pojutrze na Dębe skocze, to się przyda? Nie wiem - się zobaczy.

Po-miejski kurs był dziś i po dętkę do mojego ulubionego rowerowego sklepu. Oczywiście jak wszedłem z szosą, to mi Darek powiedział, że on by mi taniej itd...Tylko jak się chciałem z nimi dogadywać co do szosy Jamisa, to nie mogłem go zastać i się doprosić, aby mi Mateusz powiedział kiedy będzie. Oczywiście posłuchałem, że oni by mi załatwili na lepszym osprzęcie itd i że tylko 150 zł różnicy. Jednak czasem człowiek woli kupić sam w sieci, niż czekać aż sklep rowerowy łaskawie zainteresuje się potrzeba klienta.
Dętke nabyłem pogadałem sobie z chłopakami - podtrzymałem samczą więź - rowerzysta VIP sklep rowerowy i pojechałem do dom poić i doić!
Nadeszła chwila na pstrąga z grilla. I to co zapowiadałem - niespodziewanego, nieznanego - nadeszło i pojawiło się w stajni maszyn. Od wielu miesięcy a w zasadzie już po Maratonie w Radlinie, zauważyłem, że rower mtb nawet na slickach przegra lekkością i zwinnością z szosówką, nawet średniej klasy.
Męczył mnie ten temat a jednocześnie jakoś tak wewnętrznie pociągał. Niby zasięgi 200km na Francy są fajne, ale próba pobicia 400km/24h na obecnym rowerze wydawała mi sie niemożliwa. Średnia za niska i zawsze ten bagaż.
Zdaje sobie sprawę, że szosa sama nie jedzie i co mi po szosie skoro nie będę maił kondycji na te długie dystanse, ale ukierunkowanie moich jazd od wielu lat skłaniało mnie ku temu przeznaczeniu.
Tak oto nastał dziś w naszym domu. Kross Vento.

Wyjazd 5km regulacyjny i "dopasowaniowy". Jeszcze pojawią sie takie przebiegi dziś, bo regulacji siodełka i kierownicy będzie kilka. Jednak jak mówią - bliżej jak dalej.
Ktoś powiedział kiedyś, że randki są tylko przed ślubem. To przecież czas zalotów, godów i kreowania siebie na dobra partię na męża. Samiec pokazuje się z dobrej strony, ubiera w muchę, i kraciasta koszule z kołnierzykiem a ona wpatrzona w niego jak obraz, daje mu rękę i idą na spacer.
Po ślubie jest przekonanie, że nie chodzi się na randki - a ja poszedłem a w zasadzie pojechałem. Zabraliśmy się z Agusią na randkę. Wzięliśmy koc, jakieś frykasy ba, nawet było rafaello i opalanie się na słoneczku. Wynaleźliśmy sobie plażyczkę i zjedliśmy parówki z sałatką na plaży. Cóż za romantyzm.
Było fajnie. Jak za dawnych naszych randek. Kilometrów mało, sporo gadania opalania się a czasem siedzenia w cieniu, bo było za gorąco. Ogólnie, dzień leniwy ale spędzenie go wspólnie z dala od zatłoczonych plaż w Wieliszewie i nad Zalewem ,bylo super wyjściem z dzisiejszego dnia.
Randka z Żoną - Oksymoron? Nie w sumie uważam, że jak najbardziej prawdziwa rzecz! Polecam wszystkim zamężatym i zażonionym!
Dzień dziś do złudzenia podobny jak ten wczorajszy i przed wczorajszy. Gdyby nie fakt, że jakaś suka na osiedlu wabi wszystkie psy i mamy pod oknami arie szczekań. Panowie z pudlami sobie rady dać nie mogą a pudle mają w nosie to że się na nie gwiżdże i woła. I tak oto dziś pan wołał "Gustawa" białego pudla, który totalnie olał priorytety i ganiał ze zgrają innych kundli w koło i po ulicy w sumie nie wiedzieć za czym, bo sunia w domu pewnie siedzi pod czujnym okiem pani i pana swego.
Pod oknami mamy także arie dzieci, które to do 22:00 ganiają, biegają, piszczą i wrzeszczą i nie wiem co jeszcze. Za moich czasów po ciemku to już się w domu siedziało a nie ganiało po dworze. Choć w sumie to nie wiem co lepsze - komputer i tv (dobranocki chyba już nie ma) czy ganianie i piski watahy 7 - 9 latków i ich samopas, bo rodzice sa zajęci tworzeniem świeżej populacji nowego osiedla.
Moje kolejne ulubione stwierdzenie zasłyszane niedawno przez okno:
- Kasia do domu.
- Mamo jeszcze nie
- DO domu, ale już, bo ci zaraz przypierd... roumiesz?!
No powiedzmy, że wykropkowania nie było w tym dialogu a dookoła inni rodzice i inne dzieci. Cóż, rośnie nam społeczeństwo dobrze ułożonych pełnych wartości - obywateli, którzy nie pierd... się z dzieckiem i twarda ręką trzymają pociechy. Radować sie ino należy, że mamy wokół tak dobrych rodziców.
Swoją drogą, czy ja już nie wpisuje się w obraz męża? Ba od męża mi blisko do gderliwego ojca, narzekającego na wszystko dookoła i przeganiającego emeryta, któremu przeszkadza, że dzieci grają w piłkę. Ha - Jeden pierścień a tyle zastosowań i taka zmiana kto by pomyślał?!
Pojechałem dziś moi mili na rower. Zmusiłem się do tego, bo ostatnio tak mnie odrzucało, że jej. Chce mi się i nie chce zarazem. Takie wiszenie w bezrobociu w domu to już przesada. Nie mogłem się wyrwać z tego błędnego kręgu. Do i z pracy z Agą i po południu to samo, no i dni mijają a mi lat nie ubywa... Więc pojechałem dziś.
Jechało mi się słabo. Niby siła jest, niby coś tam kręci tyłek, ale nie ma polotu. Słońce jest - pogoda jest a motywacji nie ma.
:( Taki marazm jakiś. Czy coś...
Ukręciłem trasę niemałą, nie dużą, lecz w sam raz. I co? Nie czuje się ani dobrze, ani źle ani w sam raz. Po prostu pojechałem, jakby mnie ktoś za kare wysłał. Potrzebuje jakiegoś odświeżenia. I nie chodzi tu o Agę czy coś. Ona jest super i mam najbardziej zajebistą żonę jaka może być. Chodzi o lewatywę mózgu, aby trochę łeb oczyścić, i znów znaleźć takie tam okruszki, zaciekawienia światem, które sprawią że mnie sie zachce na rower gdzieś jechać, nawet nie koniecznie daleko, ale że się zachce po prostu.
Jakieś pomysły - co zrobić? Hmm?
Jak w dobrze napisanej arii nutki raz w górę raz w dół. U mnie było kursowanie tak jak te nutki po pięciolinii. Znów na piaski porządkować i do domu i znów do Agi. Flaki z olejem i ze szprotkami a do tego kisiel i skwarki... nuda;p
Tumany kurzu! Tumany tuman tumanów... czyli szabrownik wkracza do akcji - PIWNICA. Wziąłem się za porządkowanie piwnicy, bo nie mogłem już patrzeć jak na kilku metrach kwadratowych piętrzyło się nie wiem co. Dziś się dowiedział co. Nawet moje malunki z dzieciństwa w kartonach i kocki lego w pudełkach są. I cała masa gówienek mysich. A to wszystko okraszone gipsem, rozpuszczalnikami, wałkami, śrubkami, puszkami i butelkami po rozpuszczalnikach.
Kilka ładnych wiader wywaliłem na śmietnik i poszło kilka wiader moich rupieci, jakieś gromadzone pancerze poucinane, na zasadzie "ten jeszcze dobry" ten się przyda... Sam jestem chomik, ale Aga mnie trochę oduczyła, więc dziś robiłem rewolucje jak u Geslerr. ie do poznania ani do Szczecina ta piwnica!
Miesce na 2 rowery - są
Szafa wielka ciężka co się nie domykała - nie ma
Słoiki - są
Drzwi - są:P
Wywaliłem starą ramę rowerową z roweru Ital-Bike kltóry kupiono mi na komunie, chyba czy jakoś tak. Stało to rdzewiało - bo wiecie i pewnie znacie tą zasadę - "zostaw to się przyda".
A dupa! nie przyda! Przyda to się miejsce na 2 rowery a nie stara rama!
Oczywiście jest jeszcze nawilżacz powietrza a`la PRL maszyna do swetrów, jakieś klosze od kinkietów(bo ojciec mówi że będą na wymianę).
Nie wiem z kim i kiedy będzie się wymieniał tymi kloszami, ale co mnie to. Pojechał a działkę to mu szafę wywalę. Nie chciał za bardzo się jej pozbyć to go postawie przed faktem dokonanym. - pół piwnicy szafa zajmje a w srodku większości sa buty. Mamę tez przycisnę aby segregacje butów zrobiła. A co!
Cuda rewolucje - Strzeżcie się - To nachodzi!
Tam tara dam... (mroczna muzyka) strugi deszczu... i co jeszcze? Wielki cień na horyzoncie... będzie coś nieznanego będzie coś mrocznego - wszyscy czekają w napięciu...
Strzeżcie się!
Idę spać;P
Wielokrotnie po mieście i wiele więcej nie moge ciekawego w tym temacie napisać. Dziś bez weny... może niebawem was czymś oświecę. Obecnie niestety nie :P