do Warszawy i na uczelnie

Czwartek, 22 marca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria Na uczelnie
Do Warszawy na wykład i powrót z Dziewczynami. Po drodze odwiedziny w Arkadii i zakup 2 par dzinsów dla Agnieszki.

Przy Wiśle jadąc w ciemnościach mija mi ktoś i katem oka zaznajamiam napis z uda owej persony! Oto w swej jedynej i nie powtarzalnej osobie CHE . Drę się więc w niebioso-głosy "Cheeeeee????". Stanałem, odwracam się. Mryga czerwone wolno znika pojawia się białe chwila zawahania i nagle białe przyjeżdża bliżej i co? Witam Che Żółwiem i zaznajamiam ze swoimi dziewczynami Agnieszka i Anią. 3 słowa i pędzimy każdy w swoją stronę.

Dalej z dziewczynami pojechaliśmy do Grota i dalej przez most do Jabłonny i Legionowa. Po drodze przerwa na fast fooda bo Ania zgłodniała.

Zacna wycieczka... niebawem może być mniej kilometrów bo rozpoczynam szkolenie 2 tyg, ale potem odrobię;)

Północne Mazowsze - Wiosennie i wietrznie

Wtorek, 20 marca 2012 · Komentarze(0)
Kategoria Na Zaborze
Wybrałem się dziś załatwiać sprawy na odległym ode mnie północnym Mazowszu. Wiatr jak na złość nie chciał wiać inaczej jak tylko w twarz, toteż czekała mnie nie lada zabawa z wiatra-kami:) Najpierw jednak odprowadzam Agnieszkę z "kwiatem" do połowy drogi do pracy.




Dalej ruszam sam.

Przez Legionowo ruszam o 9.30 i wzdłuż torów jadę do Chotomowa.

Ciekawa stara kamienica przy przjeździe w Chotomowie.

A dalej w terenie już do Janówka i dalej w terenie do Nowego Dworu. Jechało się zacnie, mimo silnego wiatru w twarz. Jednak na szutrze i pod osłona lasu wiatr nie był tak odczuwalny. Później już lokalnymi asfaltami do Modlina.





Tam przez mała miejscowość, Bronisławkę jadę do Pomiechówka.




Powrót z wiatrem o wiele przyjemniejszy. Po drodze łapie Pawła i zbieram podpis na umowie i dalej z wiatrem gnam jak wariat do Dębego, gdzie decyduje się odbić jeszcze na Jachrankę i przez Zegrze wracam do domu, tam spotykam się z Radkiem. Szybko załatwiam sprawę w Orange i z upragnionym telefonem SE Hazel, jadę do AGi do pracy.

Bardzo głodni po zakończeniu pracy Agnieszki odwiedzamy chiński bar i po uszy objadamy się kurczakiem i ryżem.

Zacny dystans, zacna pogoda i piękna jazda. Całość na grubych terenowych oponach z maratonu, bo nie chciało mi się na slicki zmieniać. Amortyzator XCR jednak ma się już ku śmierci i nie wiem jak długo zdoła jeszcze popracować obawiam się niego o jego potworne luzy.

Deznakowanie - Józefów

Niedziela, 18 marca 2012 · Komentarze(6)
Kategoria Pojeżdżawki
O tym, że wiosnę mamy tego weekendu nie wątpi o tej porze już chyba nikt. Jeśli nie byłeś na rwerze a masz bikestatsa to:
a) miałeś kaca
b) miałeś sraczkę
c) miałeś grypę żołądkową
d) miałeś kapcia:P


Inne wypadki nie wchodzą w grę! Było bajecznie i tylko ciężkie zdrowotne, przewlekłe choroby oraz weneryczne i aids mogły cię do domu przykuć!

Ja dziś od 5,15 na nogach. Pobudka kierunek Józefów. Szybka przebiórka i hop na trasę. Zacząłem od objechania trasy hobby, sprawdzenia znaków i taśmowania co bardziej "niejasnych" miejsc.

Była lekka spinka, bo trochę jednak roboty było, a trzeba było jeszcze w na start wrócić. Udało się, choć podjazd na hobby był chyba przesadzony, nie wierze, że którykolwiek z maluszków tam wjechał:)

Po starcie i puszczeniu kilku sektorów, znów ruszam na trasę. Zmieniam taśmy po przejechaniu Hobby, aby stawka wracająca miała odgrodzony przejazd. Później znów po trasie hobby zbieram znaki i kolejny powrót na bazę, bom nie miał juz miejsca.

Trzeci raz jadę na trasę aby zebrać fit i dozbierać hobby, ale w połowie drogi (fita) jeden pan łapię gumę, ratuje go pompką i dętką, ale ma presta a nie shreddera i kiszka. Szeroki wentyl nie wejdzie. Z opony wystaje piekne szkło na sztorc! Chwile przy nim spędzam, niestety jakieś super light dętki miał. Za nic nie trzymała się łatka(łatki tez miałem).
Jak dostał zmianę od jakiegoś zawodnika to zostawiłem mu pompkę i pojechałem dalej. Jeszcze tego samego dnia spotykam go na kapciu (2 szkło), oddał mi pompkę i pomaszerował do mety, miał farta, że nie utknął gdzieś na ficie daleko!

Gdy jadę na fita dalej, towarzyszy mi kolega (imienia nie zapamiętałem) czytujący nasze forum (podróżerowerowe.info), pomaga mi zbierać strzałki gadamy o podróżach i ogólnie bardzo fajnie się jechało. NIestety przy rozjeździe fit-mega brak mi już miejsca na strzałki fita i jedziemy już dalej ciurkiem do bazy aby zostawić to co mam w sakwie. Kolega się żegna i pędzi na Mińsk Mazowiecki do domu.

Ja po zostawieniu bazaru, robię przerwę chowam rower w depozyt i ide odpocząć. Jem popasam, gadam z Tomkiem i Jego dziewczyną, potem z Majką Busmą i kiedy już stwierdzam, że odpocząłem raz jeszcze jade dozbierać znaki z Fita. Znów szybko przelatuje trasę dokańczam zbieranie taśm, i na sam koniec gdy dojeżdżam, troszkę się gubię. Chłopaki w tym czasie quadem wyczyścili mega i na końcówce na wydmach skręciłem źle.

W mieście pytam o kościół i mnie lokalsi wykierowują. Na czekającej ekipie Cezarego i reszty, robię wrażenie bo patrzą w las a ja z za pleców przyjeżdżam od "miasta".
"Skoczyłem na piwo, bo fajne dziewczyny w lesie spotkałem - czekaliście na mnie?"


Ogólnie:
Prawie 100km przez dwa dni 100% w terenie.
Czuje nogi, i ramiona. Na jednym błocie wczoraj leżałem (mam nadzieje, że dziś też ktoś tam się położył i że nie byłem jedyny) po owej wywrotce sobotniej dziś rano czułem bark i naciągnięte mięśnie z czasem rozjeździłem i było ok ale teraz wieczorkiem znów czuje, że nieźle przyziemiłem w sobotę.
Dziś także na jednej z piaskownic na ficie skakałem nad kierownicą, gdy jadąc zbierać znaki zagalopowałem się za mocno ( nie da się jechać przez piach chować strzałki do sakwy i być odwróconym w bok).

STATYSTYKI ZNISZCZEŃ - rozmyślania Księgowego

Piątek, 16 marca 2012 · Komentarze(1)
Podczas gdy kac mnie z deczka suszy i siedzę w domu, zrobiłem zestawienia zniszczeń z lat ubiegłych i oceniam sobie co może jeszcze i ile pojeździć i dochodzę do pewnych obserwacji.


Pierwsze zaskoczenie spotkało mnie po ocenie zniszczenia kół.(obręcz typhoon)
w 2009 roku wymieniłem koło tylne po 17961km
w 2011 roku wymieniłem koło tylne po 25436km
Wniosek:
Obręcz była ta sama! Jeżdżę oszczędniej, mniej hamuje, bardziej dbam o zużycie klocków i ich wymianę;)

Koło przednie na Typhoonie w 2011 wymieniłem po 35000km
Obecnie przód został zmieniony na inną obręcz aleksrims i ma już 9668km.

Wniosek: Ocena zużycia, niestety, nie zadowala, nie wierzę, że wytrzyma równie długo co poprzednie. Obręcz tańsza o połowę ale zdecydowanie słabsza! Dodam, że od 2011 rower letni jest jeżdżony tylko w cieple dni i bez sniegu oraz soli. Zobaczymy efekty mam nadzieje za rok może dwa



Napęd szwedzki (alivio + hg50 + chain 2x hg70) padł po 17955km
Napęd przed Szwecją (alivio + hg 40 + chain 2x hg40) padł po 14743km
Planuje, gdy ów napęd zacznie skakać, i hasać, zmienić tylko kasetę i łańcuch, korba z doświadczenia powinna przyjąć zestaw, jedynie o średnią zębatkę mogę się niego obawiać, ale to się coś wymyśli.

Wniosek:
Nie mam w sumie wniosku, widać wyraźnie różnice w zużyciu lepszej klasy sprzętu jego większej trwałości. Styl jazdy nie wiele się zmienił, może po za tym, że obecnie mam korbę 44 a nie 42 i mimo to więcej jeżdzę z Blatu, na aliviaczach leciałem ze środkowej koronki.
Po podsumowaniu zużycia napędu, stwierdzam, że deore ma już 11tysięcy kilometrów. A ostatnio dojeżdżam go na jednym łańcuchu, bo drugi zacnie siedzi w Tokaido jako singiel.