Księgowy | strona 322 | Księgowy

na uczelnie i wyjątkowe spotkanie!!! || 64.95km

Wtorek, 3 stycznia 2012 · Komcie(2)
Kategoria Na uczelnie
Dziś wyjazd na uczelnie, był wyjątkowy. był wyjątkowy z wielu powodów. Przede wszystkim, mimo iż rano niebo mówiło mi "weź ty w domu siedź" to ja jednak nie siedziałem i pojechałem. Ha i było warto!!!

Zanim żem jednak poczynił kilometry owe dzisiejsze, zastał mnie kapeć w kole. To znaczy to był taki pseudo kapeć, bo ów kapeć nie był pełny. Można by rzec obrazowo, że zwiekszyła mi się amortyzacja w tylnym zawieszeniu. Powietrze zeszło tak w 40-45%.
Dopompowałem się i ruszyłem. Niby miało być z wiatrem, niby z wiatrem bocznym, ale... jakoś tak jechało się u-jowo. Na uczelnie docieram w odpowiednim czasie i odpowiedniej porze. Załątwiam sprawę w archiwum prac MGR i następnie muszę odstać swoje w kolejce do xero. Sesja się zbliża i totalnie ludzie tracą głowę. Tysiące notatek się duplikuje i sex-plikuje(w sensie że szcześć kopii) czasem...

Kiedy opuszczam wydział, powietrza znów jest mało. No to szybka akcja pompeczką i dzida na Postępu. Znów pokręciłem trasę i zamiast wprost do kumpla do pracy, trafiam na skrzyżowanie Puławskiej i Wilanowskiej. Tak zdolny mogę być tylko ja;) Kilka razy już byłem u niego w tym biurze,ale nadal nie umiem tam trafić od razu:P
Szybko naprawiam błąd i kierowany przez Agnieszkę koryguje trasę.

Przed siedzibą Mostostalu oczywiście karta pamięci musi wpaść na samo dno sakwy i zanim ja wygrzebałem, ochroniarz przez okno dziwnie mi się przyglądał! Całe szczęście nie z takich opresji wychodziłem.
"Dzień dobry, przesyłka dla Pana Waśniewskiego" - BZZZZ - i elektryczne drzwiczki mnie wpuszczają;) Już nie raz z kurierem mnie mylili, więc korzystam z tego jak mogę;P Bez zbędnych tłumaczeń i pytań otworem stoją dla mnie każe drzwi biurowca;)

W drodze powrotnej, powietrze nadal uchodzi z wolna, niczym alpejski strumień sączący się leniwie ze skały ( wow, ale metafora:P) Zmuszony jestem więc, lub w zasadzie nie tyle zmuszony, co zdecydowany, zmienić koło. A że koła mam tylko dwa i ani jednego więcej, a dętek brak. Jedynym ratunkiem zostaje Łatanie dziur w dętce.
Polski nasz Uorlen ma dla nas rowerzystów nawet kompresor, niestety, może go obsługiwać tylko obsługa stacji:D Cóż zanim załatałem dętkę kolesiowi znudziło się czuwanie koło mnie i lukanie, czy czasem sam nie pompuje. Poszedł tankować busa a ja chytrze w tym samym czasie się - dmuchnąłem z lekka do 3,5 atm!!!

Przy wiśle, mimo iż spodziewałem się rzeźni wiatru w RYJ, nie jedzie się trudno. Mało tego, jedzie się nadzwyczaj dobrze. Tym bardziej frustrujące jest to, że mnie jakiś koleś na rowerku wyprzedza. Ma SPD, cfaniak, no to rura za nim:D NIe miałem ochoty go wyprzedzić, po prostu chciałem zoabczyć ile jedzie i czy standardowo zaraz po wyprzedzeniu mnie zwolni. TAK zwolnił i jechał nie 30 a 26-27km/h. Już miałem podjąć atak i rewanż i go brać kiedy to ujrzałem CHE.
Jak mnie zatkło, jak mnie przycisło, takem, dał w heble i porzuciwszy rewanż na kolarzu, jąłem zagajać do tej zacnej Dziewuszki:) Normalnie jestem cholernie dumny, że Cię poznałem. Nareszcie mogłem z tobą Face to Face pogadać;) Szybko, o różnościach, ale i tak uważam, że fajna z Ciebie Babka CHE! Niepozorny skurczybyk, co mnie kompleksów nabawił:) Ja nigdy 20tysi nie wsadze chyba na be es a:P

Nic to Panno Koleżanno! Nie same cyferki się liczą.... a może jednak?:P

Pogadalim, pośmialim i pojechalim... ja w kierunek Jabłonowski a Uona w przeciwny Stołeczny.





Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Ubezpieczeniowowo || 25.48km

Poniedziałek, 2 stycznia 2012 · Komcie(0)
Po powrocie ze szkoły - niestety tym razem wybrałem autobus... - wróciłem i po zjedzeniu makaroniku ruszyłem na Kąty wegierskie zrobić kilka zdjęć Skanii do ubezpieczenia AC. Potem powrót już po zmroku, do AGnieszki i razem z nią z pracy wróciłem.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

POSTANOWIENIA i PODSUMOWANIA || 0.01km

Niedziela, 1 stycznia 2012 · Komcie(1)
Jak co roku trzeba zajrzeć i zweryfikować to co udało się zrealizować w ubiegłym roku i czas zaplanować przyszły roczek.
Napewno do udanych mogę zaliczyć wyjazd na 330km. Udało mi się ponownie sięgnąć tych 330 kilometrów. Ponadto, nie bez echa przeszło kilka wyjazdów L.W.D (Long Way Distance). Wiosenne wypady do Włocławka, Siedlec miały duży wpływ na moją zeszłoroczna kondycję. Wyprawy także wyszły zacnie bo aż dwie kilkudniowe eskapady.
Nie udało się zorganizować sylwestra rowerowego, nie udało sie także pojechać na 400km, a miałem smak na ten dystans po powrocie z ALP.

Ale to co było to minęło... Co w tym roczku?

* Chciałbym zajechać do Torunia na raz! Trasa na Włocławek, ale przedłożona o te kilkadziesiąt kilometrów.
* Zdobyć Śnieżkę - Marzy mi się chytre wtargnięcie na ten szczyt jeszcze przed świtem.
* Start w maratonie w Radlinie i pokonanie bariery 400km/24h. Nie zdołam racze tego zrobić samotnie, więc liczę na to, że motywacja zawodów długodystansowych mi w tym pomoże.
* Oczywiście na 2011 przypadnie jakaś wielka wyprawa, jeszcze tak naprawdę nie am planów dokładnie co do kształtu wyjazdu, ale myśle, że i tak będzie ciekawie:D
* Co do dystansu rocznego, chciałbym co najmniej nie spaść poniżej 10kkm, jednak w statystykach wynika, że ten rok będzie spadkowy:P Jestem jak dobra stara jabłoń. Owocuje co drugi rok:P

A więc - hej nogo kręć i podawaj! Idę rozdziewiczać rowerowo nowy 2012 roczek:)


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Ostatnie duże pedałowanie w tym roku... || 74.07km

Sobota, 31 grudnia 2011 · Komcie(1)
Kategoria Na Zaborze
No i jak miałem w planie tak i zrobiłem. W zasadzie to zrobiliśmy to oboje z Agnieszką. Po jakże, "entuzjastycznym" wstawaniu porannym i grzebaniu się niemiłosiernym, wyjechaliśmy z domu po 10:15. Nasze u-kochane meteo zapowiadało deszcze, jednak miały to być konwekcyjne bździdła i wliczyliśmy to w koszta wyjazdu.

Trasa do Nowego Dworu Mazowieckiego wiodła więc w towarzystwie mgiełki deszczowej i kropelek wiszących w powietrzu. Gdy w Skierdach wyjechaliśmy na trasę główną pogoda dziwnie zachwiała się. Najpierw zdziwiło nas to, że nagle jakoś jest tak ciemno a chwile później z nieba zaczął sypać śnieg. Najpierw były to pojedyncze płatki przemieszane z deszczem, ale już chwilę później zakotłowało się nad nami i z nieba zwaliła sie cała "zima" grudniowa.

Takich płatków jeszcze nie widziałem, były wielkości monet 5zł albo i większe, i padały z taka intensywnością jak drobnoziarnista zamieć. Nie sądziłem, że spotka nas takie załamanie pogody. W niecałą minutę, byłem cały biały a na okularach zalegała gruba warstwa śniegu. Na domiar złego jechaliśmy pod wiatr, więc mimo iż nie wielki, zefirek wtłaczał na nas ten cały majdan z uśmiechem.

Na liczniku trzymało sie 20-21km/h ale gdy wjeżdzaliśmy do miasta, ludzie poupychani na przystankach jakoś dziwnie się na nas patrzyli;P Ja od czubka czapki aż po same czubki butów byłem biały. Agnieszka wyglądała podobnie a obsługa stacji tylko się kątem ust uśmiechala, jak zajechaliśmy pod dach:D


Na końcówce trasy w okolicach miejscowości torun Dworski, przypadły samobójcze kury, które próbują popełnić Kura-kiri. Wbiegają nam pod koła wprost z podwórka. My jednak z refleksem pumy, omijamy je, czego nie mozna powiedzieć o facecie w Oplu Corsie, który jechał z naprzeciwka;)
Było łup "kud-kud-dak" i posypały się pióra;)

Wbiegły 3 z czego jedna pofrunęła nad oplem, jedna pobiegła za opla a jedna w niewyjaśnionych okolicznościach zdematerializowała się pod kołami:)!!!

Oj wyjazd miał dziś smaczek. Był deszcz, śnieg, zamieć i... petardy...
Jak wracaliśmy już po zmroku to wiwatowali na naszą cześć. Bo oczywiście sylwestrowe huki zaczynają się jak tylko zapadnie zmrok

Jak ja nienawidzę, całej zgrai tego szczeniactwa, co to wali na lewo i prawo tymi petardami na osiedlach. Nawet teraz nie można w spokoju posiedzieć, tylko napierdalają tym na wszystkie strony. Ja naprawdę, jestem spokojny, i nie mam nic jak ktoś puści w góre fajny pióropusz iskierek, jak na niebie nawet przed 24 jest kanonada ładnych fajerwerków.

Jednak za UJA i ZA PANA, nie mogę pojąć, jaka frajda jest w rzucaniu petard Hukowych typu Ahtung i temu podobne, na zamkniętych podwórkach czy placach miedzy blokami. Szyby w mieszkaniu aż dudnią!!!
No i wyjrzysz za okno a tam co? Gówno takie obesrane lat maks 14 z kapturze i cieszy się jak rozpierdoli puszkę lub butelkę...

Tak będą wyglądały wasze głupie geby, jak kiedyś nie zdążycie uciec a butelkę rozerwie wam wprost w ryj!
Może wtedy troszkę was myślenie ruszy:D

Tym optymistycznym akcentem kończę opis;P


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

to już ponad 5 lat w siodełku!!! || 10.47km

Piątek, 30 grudnia 2011 · Komcie(2)
Z każdą sekunda rok dobiega końca, a przez deszczowe dni nie bardzo jest jak dokręcać ostatnie kilometry. Cóż więc człowiek rowerowy robi pod koniec roku? Hmm nie mam pojęcia, wiem natomiast co robi człowiek o pseudonimie Księgowy.

Rok 2011 okazał się bardzo obfity w wycieczki i wyprawy. Po przeprowadzeniu się do Jablonny ilośc przejechanych kilometrów zwiększyła się i to znacznie. Odeszło marudzenie rodziców na temat wyjazdów i odeszły ich wymówki i zbędne pytania: „ po co, gdzie, dlaczego, do kogo, i czemu tak późno”. Samodzielność w Jabłonnie to także sporo załatwiania, nawet gdy się czasem nie chciało no i oczywiście regularne dojazdy do Agnieszki do pracy. Wszystko to złożyło się w całość i zamknęło ten rok 2011 jako najbardziej liczny kilometrażowo w moim życiu.
Odbyłem w tym roku 2 wyprawy kilkudniowe. Jedna odbyła się wiosną w kwietniu i pognała na zdobywanie gmin na południe od Skarżyska Kamiennej a druga, również południową, wywiała nas z Agnieszka aż do Włoch i słonecznej Italii.

A więc podsumujmy:


Ilość wycieczek. 354
Daje to współczynnik rowerowy 0,96 (wyjazd/dzień)
Średnio 35km 771metrów na dzień
Max dystans 347,28km
Max dystans w 24h 333,67 km
Odwiedzone kraje na rowerze: Czechy, Austria, Włochy, Słowacja
Łączny dystans przejechany na rowerze: 46859km

Troszkę moich ulubionych słupków

Najwięcej kilometrów znów przypadło na lipiec;)


A tu małe zestawienie wzrostowe z kilku lat wstecz. Tzw krzywe kompensacyjne z lat ubiegłych.


I porównanie dystansu 2011 z latami ubiegłymi w klasyczny sposób:



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

a miało być raz dwa:D || 110.37km

Czwartek, 29 grudnia 2011 · Komcie(0)
Dziś od rana za oknem chmurzyło się i buzowalo. Jak szedłem po bułki na śniadanie, to nawet kropiło. Mówię nawet do Agnieszki, że dziś to chyba z domu sie nei ruszę, ponadto co zawsze, czyli odprowadzenie jej do pracy.

Jednak przemyślałem sprawę. Zabrałem kupione talerze dla jej mamy i wsiadłem na rower. Kierunek Stacja PKP Legionowo Przystanek.
30 minut później wysiadłem w Studziankach i ruszyłem na podbój wiatru.

To nie był wiatr, to był mega wykurwisty wyrwi-łeb, rodu zerwi-kaptur!!!
O cie człeku mizerny! Niczem jesteś wobec tego silnego sukinsyna!!! No to począłem w modły błagalne całować mostek i nos wlepiać w śrubę sterową. Tak zwinięty na kierownicy parłem na przód pod wiatr.

3km i 300m dalej mogłem odetchnąć. Zadanie wykonane, talerze dowiezione i wszyscy szczęśliwi. Po wypiciu ciepłej herbatki, przeładowałem swojego błękitnego shot-guna i wsadziłem na pakę:
* 6kg cukru
* 3kg jabłek
* 70kg mnie;)

Nazad jechało sie zacnie, ale wiejskie burki zdemotywowały mnie i odstraszyły. Zrezygnowałem z jazdy przez Krogule i Nunę i wybralem się do Nasielska. Dalej z Nasielska nie wiedzieć jak i kiedy z wiatrem lecąc pognało mnie do Pułtuska.
Średnia na odcinku Nasielsk-Pułtusk to 27,78 rzekłbym śpiewnie
"o japierdolejegomać". No ni mniej ni więcej - rura i ogień z blatu!!!!

Wcześniej odwiedzam Winnice i klimatyczny kościółek







Od Pułtuska udałem się na Zatory przez las. Jechało się już wolniej a i ściemniać się zaczęło.





Odcinek od Popowa Kościelnego do Serocka, był pod wiatr, z tirami, i myślałem, że umrę!!! Na dodatek przed Serockiem zaczęło się ściemniać...

Umordowany wiatrem posilam się jabłkiem i ruszam w ostatni ciemny odcinek do domu. Od Serocka w związku z nowo otwarta obwodnicą, chyba korki wywyalilo, bo stare latarnie na trasie przez miasto nie świecą się. To samo w Zegrzu. Jadąc po ciemku z górki w dół w kierunku Zalewu, o mało nie wpadam na grupę Nordic-walking-owców... Jadąc mówię grzecznie "przepraszam" a kobitka jak oparzona ucieka na bok i mało co nie zdzieli mnie tymi kijami w twarz/ryj!

Do Legionowa wloke się już resztkami sił. Wieliszewska ścieżka, tym razem oświetlona a Legionowo przeżywa czas powrotów z pracy.

Obok SKM tłumy wylegają na ulicę, totalnie nie zwracając uwagi nie tylko na MNIE, ale i na samochody! Kto by się tam przejmował jakimś ostro hamującym rowerem, czy ciężarówką. Pasy tez są przecież tylko ozdobą ulicy, każdy dobrze o tym wie!
Najlepiej wszak lezie się przez nasyp kolejowy i przez rów i dopiero przez ulicę... Nie wiem po co im ostatnio miasto wystosowało chodnik od peronu. Każdy będzie i tak "za bardzo naookoło".

Ostatni odcinek z Agnieszką już do domku... Było ciężko, ale wyjazd udany!


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

po Agnieszkę do pracy podwójnie i zakupy || 23.47km

Środa, 28 grudnia 2011 · Komcie(0)
Nareszcie dotarł telefon, samsung Solid, ma sporo funkcji i jeszcze ich nie rozgryzłem, ale najważniejsze jest to, że jest solidny. Walczę o zainstalowanie w nim Trek Buddy, ale coś oprogramowanie nie łyka systemu i czasem błąd wywala... Jutro pewnie przysiądę to coś będe modził...

Dziś jechałem przez las z lampką jaką ma wbudowany ten tel... świeci conajmniej tak samo dobrze jak moja rowerowa:P

Topić to go nie topiłem, ale najważniejsze, że już jest w moich łapkach i będzie ze mną podróżował:D


Zakupy 2x Kaufland i zakup talerzy.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

o tym jak NIE należy jeździć rowerem!!! || 47.65km

Wtorek, 27 grudnia 2011 · Komcie(0)
Kategoria Na uczelnie
Wyjechałem dziś ja załatwiać sprawy w naszej wielkiej roweropolii... Waszał Syty!!!
I wsio byłoby niby wypaśnie, gdyby nie seria nieszczęść i seria przypadeczków. No jakby sie jakis szyderca bawił w grę przygodową na konsoli bike-stejszon...

I tak oto najpierw od rana nie mogłem znaleźć kluczy, potem kiedy wyjechałem, okazało się, że jednak mrzy/pada/bźdźi!!! No a miało być tylko "brzydko za oknem". Jednak trudno, jechało sie z wiatrem dobrze, więc nie narzekałem zanadto.

Na Uczelnie rowerkiem docierałem o czasie i w miarę rozluźniony. Jednak okazało się, że xero nie czynne na wydziale. Więc znów kurs rowerem na Polibudę metro, szybki druk i bindowanie Dokumentacji Geologicznej. Nawrót i na wydział... po pokonaniu rowerowego ślimaka nad 2-pasmówką KAPEĆ. No i zaczęło mocniej padać. Nie będe się grzebał w tym teraz - zdecydowałem pieszo dojść na wydział i tam wymienić.

Zanosze dokumentacje pukam i... kolesia nie ma, musiał wyjść zanim wróciłem z polubudy. Daje więc zrezygnowany sekretarce i wracam zmieniać dętkę. Oczywiście SZYKŁO!!!! Pierdzielone opony maxis worm drive nadaja się tylko do jazdy po robakach, jak nazwa wskazuje, bo jakiekolwiek najechanie na SZYKŁO, powoduje trwałą perforację powłoki opony twardej i jednoczesną powietrzna przepuklinę dętki i tkanek miękkich koła.

No to wymienił ja dentejszyn, ale pompka nie chciało mi sie już dymać mocno, więc na napompowanej ale miękkiej lekko oponie, pojechałem do dom. Po drodze, koło Wisły pompuje oponę kompresorem. Od stacji do Mostu grota jest może 600m, po pokonaniu mostu na drugiej stronie Wisły, okazuje się, że obręcz tylna ma raka. Rozeszła się tworząc zgrubienie wzdłużne powłok aluminiowych. Jadąc więc z górki i lekko hamując, czujesz jakbyś miał ABS. To hamuje to poopuszcza.

Etap trzeci armagedonu, to rozwalenie sie przerzutki. po tym jak znów upuścilem nieco powietrza z opony aby dalej nie katowąła osąłbionej obręczy, i po tym jak miałem nadzieje dojechać już do domu, przerzutka się zaczęła blokować.

Dolne kółko, wytarte od błot i od wód, stawiać się zaczeło. Takie małe a fika mi! I jak sie tak boczkiem ustawia to zrzuca łańcuch z wózka, który klinuje się i ciągnie za sobą całe ramię przerzutki. Mało nie wyrwałem tego ustrojstwa z hakiem...
Nie da się jechać... - poddaje się. Czas wezwać super hiroł! Zy Ty My! przybywaj!

ZTM przybył - odwiózł i zostawił pod domem...

Ech... 3 rowery i kolejny rozpierd... psuty;/


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew