Po-maratonie i po-po-maratonie... || 60.00km
Dzień mnie rozpieszczał. Na serwis trzeba było pomyć rowery, więc myłem je, opalając się w słońcu. Jakie piekne słoneczko byłow poniedziałek! Rany - jak mi to pomogło. No lek na długodystansowego kaca! Mogłem kontemplować i rozmyślać co poszło nie tak, a jednocześnie pucowałem jednoślady.
"K" skwitował mój wyjazd:
- taki tam zmarnowany weekend. Porwałeś się na górki, podjazdów nie jeździsz, totalnie bez głowy.
Tu pojawia się pytanie - czy wyjazd był zmarnowany? Faktycznie, dystans mnie przerósł, faktycznie górki szły mega opornie, no i faktycznie styrałem sie jak osioł. Nie rozpatruje tego jednak w aspektach klęski. "K" ma podejście do jazdy o wiele bardziej "kwalifikowane". Sam kiedyś stwierdził, że nie umie jeździć "ot tak sobie". On musi trenować i mieć cel. Ja z trenowaniem mam niewiele wspólnego, a robienie agrykoli po 10 razy - mnie przerasta. Nie traktuje wyjazdów takie jak tamten w kwestii zawodów. To raczej spotkanie towarzyskie, a jeśli przy okazji uda sie połączyć wyjazd "piwny" z wyjazdem na długi dystans - to czemu nie?
Poniedziałek to był również czas pewnych zmian.
Przede wszystkim, przesunąłem kasetę na górską. Zabrałem małą zebatkę i dołożyłem jedną większą. Jest wszystko lżej.
Po drugie, zakupiłem oświetlenie do roweru. Dość mam już swojej lampki. Chcę wreszcie coś widzieć w nocy!
No i po trzecie - zamierzam - mimo wszystko - zabrać się za jeżdżenie. Mam czas teraz na dobre przygotowanie się. Jak tylko organizm się "zaadoptuje" po takim treningu Kaszubskim i zregeneruje, dołożę kilka cegiełek do dystansu, aby jednak odpowiednią kondycję mieć.
Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:
Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew