Syn spał do prawie 8:30 szał! Tak mi się dzień rozwlekł po tej jego później pobudce dziedzica, że dopiero żona mnie zdziwiona zapytała: "A ty nie idziesz na rower?" No i poszedłem. Bo była już nieomal trzynasta, a syn właśnie w takich porach składał się do spania. Ubrałem się i poszedłem, choć wyjść nie mogłem. Najpierw zapomniałem słuchawek, potem telefonu... nic nie szło po mojej myśli Jakoś nie mogłem się zebrać i już. Jak Sójka za morze! W końcu się udało i pojechałem sobie swoją ulubioną trasą po okolicy. Odwiedziłem Nieporęt i Nowo budowany szlak rowerowy. Tam oczywiście złapałem kapcia i w słońcu po szyję zmieniałem dętkę. Najstraszniejsze jest to, że zmieniałem dętkę, a mijało mnie pełno rowerzystów i nawet jeden nie spytał, czy mam zapas itp. Chyba byłem tym faktem zaskoczony. W sumie to główna rowerostrada nad Zalew a jechało nią nawet kilku "pro" wyglądających ludzi na tłentinajnerach. I nic.
Miałem zmianę, miałem dętkę i pompkę, ale po prostu bym spytał czy pomóc czy coś. Kiedyś pożyczyłem pompki innym razem spiąłem łańcuch komuś jak urwał przerzutkę. A tu co? Rowerowa znieczulica!
Ech. Może to za mało fejmu w tym wszystkim, dlatego nikt mi nie chciał pomóc, nawet łez obetrzeć, wylanych nad rozlanym potem! Ogólnie wykręciłem pięćdziesiątkę i po ostatnich jazdach poszło mi nadwyraz sprawnie. Jeden incydent, to nieomal czołowe zderzenie z rowerzystą jadącym prawym poboczem pod prąd tuż przy plaży nad Zalewem Zegrzyńskim. On po prostu tma musiał być, i już. Nie wiedziałęm jak mam się z nim minąć, czy zjechać do lewej na ulicę pod auta ( uwalniając pobocze dla straceńca) czy zjechać jeszcze bardziej prawo abyśmy się minęli jak "ludzie?!!!" po swoich lewych stronach!
Wsiadłem i pojechałem. Kierunek wyznaczał mój kompas osobowości. Nie było w zasadzie sensu jechać na długą trasę, więć mieliłem sobie nogami po okolicy. Najpierw drogą wzdłuż torów do Choszczówki, a potem kierunek Nieporęt. Tam w lesie okazało się, że mój litr wody w butelce, wyparował (wypił się sam). Upał nie poddawał się, ale całe szczęście jest trochę dobrych ludzi i podjechałem do jakiegoś człowieka co był przy swoim domu i poprosiłem o napełnienie butelki wodą. Stara sprawdzona zasada jak podróżowaliśmy z Agnieszką po Polsce i Europie - wysępiłem litr piekielnie zimnej wody. Pan mi chyba nalał z jakiegoś specjalnego źródła bo była aż zaszroniona.
Reszta wycieczki to już sama przyjemność. Zaletą jazdy w ciągu dnia jest brak komarów.
Wieczorem szykuje już kolejną trzecią ustawkę z rowerowym Legionowem, ale zobaczymy czy i tym razem będzie nas tylko dwóch:D
Najpierw był dzień. Dzień z synem. Żona do 13 w pracy, więc ojcowałem, jako żywo z synem. Bawiliśmy się kolejkami, budowaliśmy mosty i spędzaliśmy czas jak trzylatki. Potem przyszła drzemka o 12 z hakiem. Po drzemce która trwała ( w moim przypadku do 16) pojawił się etap numer dwa, czyli zajmowanie się dziedzicem w godzinach popołudniowych.
Upał sięga zenitu. W mieszkaniu mam 28 i 29 stopni. Leje się ze mnie jak woda ze starego grzejnika. Chodzę jak mucha w smole i czekam kiedy popołudniem dzień zacznie chylić się ku końcowi i skręci nieco ogrzewanie.
Pierwsza piętnasto kilometrowa wycieczka z synem, byla w sumie spontaniczna. Dostawał JOBKA w domu, wiec ojciec zadecydował - ubieraj go wychodzimy. Mama odpoczywa - Tata Jana zabiera. Wsadziłem gościa w fotelik i pojechaliśmy. O dziwo nie było marudzenia, że chce wyjść tylko grzecznie siedział, to pojechaliśmy sobie ścieżkami rowerowymi aż do Schroniska DLa psów w Józefowie. Tam nawrotka a potem kawałek lasami i offroadem do torów kolejowych i finał przy Legionowie Głównym, gdzie oglądaliśmy pociągi. Jak tak sobie odpoczywaliśmy patrząc na Es Ka Emki i Pendolina, przeleciała obok nas Magda. Machnąłem rzuciłem "cześć" i wróciła. Chwile pogadaliśmy i potem wspólnie na rowerkach dojechaliśmy do domu. Janek Cieszył się z poznania kolejnej "Cioci" i nawet gadał coś do Magdy, bo jechała obok
W nogi weszło. Drugi etap to ustawka o 20:00 pod ratuszem na wieczorne kręcenie z Rowerowym Legionowem. W sumie od wczoraj jest to już druga "oficjalna" ustawka i od wczoraj jeździmy we dwóch Ja i Paweł. Spokojnie bez spinki jechaliśmy sobie do Nowego Dworu Mazowieckiego bocznymi drogami, a potem ściezką rowerową. Wróciliśmy terenem przy torach kolejowych. Było chyba pod wiatr, czy coś, bo końcówkę to już nieźle umęczony jechałem!
Było gorąco, więc dzisiaj w sumie nie wiele pedałowałem. Rano tak piekło, że po 15 kilometrach, zdecydowałem się na odwrót. Sprawdziłem jak hula nowy napędzik w terenie i zawinąłem się do domu.
Syn tego dnia miał szczepienie, więc opcja "ojcowa" była dziś od godziny dwunastej. Odwiedziliśmy oczywiście Szczepionkownie a potem na wycieczkę autem do Cyklisty do Nieporętu. Tam Jasio troche rowery popatrzył, a potem do domu wpadliśmy i bawiliśmy się, eee wszystkim. Od kolejek po autka, przez wiatrak. Janek robił mi szkolenie jak wiatrak włączać i wyłączać: "tata patrz, tu naciskam i kręci, a ten naciskam i nie kręci. Widzisz? O proszę, tu guziczek wciśnij" To niesamowite, jak bardzo takie małe dziecko jest zachwycone takimi prostymi rzeczami. Wiatrak to tyle nowych doznań. A jak jeszcze można go włączać! - O PANIE:D
Wieczorem szybka ustawka na Rowerowym Legionowie i pojechało nas dwóch. Ja i Paweł. Odwiedziliśmy pogorzelisko leśne i musieliśmy dzwonić na 998, bo z kilku miejsc zaczął unosić się dym. Z daleka wyglądało jakby ktoś małe dymiące ogniska pozapalał.Jak wyjeżdżaliśmy z lasu już straż była u bram. Zamieniłem kilka słów ze strażakami, opisałem im miejsce gdzie się tli i pojechaliśmy dalej.
To niesamowite, że taka ściółka potrafi się jeszcze rozgoreć po kilku dniach.
Kilka kilometrów w okolicy spalonego lasu. Spodziewałem się pogorzeliska jak nie wiem, a realia są inne. Pożar, był, ale nie taki hollywoodzki. Co nie zmienia faktu, że konkretnie sucho w lasach!
W mega upale wybrałem się do lasu na sprawdzenie kolejnego odcinka Legionowskiej katorgi. Trasę przejechałem, a największym utrudnieniem nie był wcale upał, zaś mega dużo komarów, które gryzły jak oszalałe!
Dystans ma tu znaczenie, średnia nieco mniej. Moje ponowne zaszosowienie trwa, ale warunki zaszosowienia nie są lekkie i przyjemne, bo dzisiaj na trasie miałem od 39 -45 stopni. Tyle pokazywał licznik zamontowany na kierownicy, więc trzeba przyznać, że ciepławo było. Momentami naprawdę nawet gorąco. Przypomniał mi się zeszłoroczny maraton podróżnika, kiedy to upał wciskał mnie w asfalt i gdy musiałem ciąć dystans z 550 do 520 czy jakoś tak. Teraz niewiele brakowało a też bym się poddał, ale książka w uchu okazała się zaskakująco ciekawa i pedałowałem dalej.
Moje plany na wakacje się rozjechały - fachowiec umawiamy rok temu na remont łazienki wykrzaczył się. Umawiałem się z nim jeszcze dwa miesiące temu, że Lipiec wchodzi z remontem i co? No dzisiaj zadzwoniłem i niestety musi odwołać bo zdrowotnie podupadł na zdrowiu.
Punkt A Szukam ekipy remontowej solidnej z Wawy Punkt B Pomożecie?:D
W ucho zaimplodowałem sobie książkę samo-czytajkę i pojechałem na rower. Było cokolwiek gorąco, jednak nie poddałem się żaru/żarowi. Jechało się zacnie. Choć zesztywniałem od tego MTB i jak jadę w dolnym chwycie to czuje, że nogi na nowo muszą się rozciągąc bo udo w zgięciu idzie bardziej pod brzuch.
W normalnej pozycji na górnej części klamek, jedzie się całkiem przyzwoicie. Prędkości nie osiągam zawrotnych bo 25/28 km/h ale od zapierd... jest Tour De France, ja uprawiam Slow Cycling.
Zdjęć nie ma bo z telefonu szła Książeczka a nie stawałem, żeby jedna noga pracowała równo przez te 2h z hakiem (nie wiem ile .
Znacie mnie z bikeloga jako Księgowy, ale tak naprawdę nazywam się Adam. Jestem grzesznikiem i grzeszę "cyklicznie" od 2007 roku. Nigdy nie wygrałem, żadnego maratonu, ani nie zdobylem podium w niczym co mogłoby sie kwalifikować, choćby do medialnego szumu ale mam kilka rzeczy, które uważam za swoje małe "zwycięstwa"
Moje skromne osiągnięcia.
Najwięcej kilometrów po górach: 300km i 4000m przewyższeń w 24h.
Najwięcej km z sakwami: 255km w 24h 2007r. Szwecja
Najwięcej km w 24h: 503km czerwiec 2014
Najwięcej km "na raz": 528km w 25h25minuth 2014 r.
Najniższa temperatura w jakiej jechałem: -22stopnie
Najwięcej km w silnym mrozie: 100km przy -18stopniach
Łączny przebieg od 2007 - 101 tysięcy kilometrów.