Księgowy | strona 160 | Księgowy

Najpierw zaległości || 60.00km

Sobota, 17 grudnia 2016 · Komcie(3)
Zarówno w Piątek, jak i Sobotę, pojechałęm do pracy rowerem. Rzecz ma sie jak następuje - dwa dni. Dystans łączony. Chciałbym napisać coś więcej, ale mam drugi większy wpis do dodania i nie bede was zanudzał jakimś, widzianym w lesie lisem... 

rudy był!




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Lasem lasem lasem... || 34.00km

Czwartek, 15 grudnia 2016 · Komcie(1)
Kategoria Do pracy!
Kolejna eskapada leśna. Tym razem znów w temperaturze dodatniej i znów pobłądziłem, szukając drogi którą wracam. No szok - a myślałem, że skoro ostatno pojechałem X za miast Y to teraz pojadę Z zamiast Y i będzie ok. Wyszło z tego niezłe abecadło, bo znów wyjechałem gdzies indziej. W sumie dzięki temu poznam lepiej te tereny, ale miałem ciepło, bo do pracy zostało 10 minut, a ja byłem w lesie i nie wiedziałem w sumie gdzie jestem.

W pracy przedświąteczne paczki, paczuszki...

Powrót do Domu już w granicy zera... idzie na minus, ziemia znów nieco bardziej zmarznięta, a lasy tężeją...


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

W dziczy zamarzniętego lasu... || 35.00km

Wtorek, 13 grudnia 2016 · Komcie(3)
Kategoria Do pracy!
Dokrętki, przekrętki i wkrętki. Dziś poszukiwałem swojej wczorajszej drogi z pracy. Wydawało mi się, że za dnia uda mi się jakoś odnaleźć szlak, którym jechałem wczoraj nocą. Jednak nastąpiła diametralna zmiana - zamiast "Z" jechałem"DO". To wcale nie takie łatwe odtworzyć wspak drogę za dnia. Oczywiście pobłądziłem i pojechałem inną, znajdując za to kolejny ciekawy szlak dojazdu do roboty. O wiele mniej wodnisty, za to pełny piasku - całe szczęście przy minusie i po opadach - nadal zamarzniętego. 

Dla spostrzegawczych - odpowiadam. Tak mój rower ma stopkę, nóżką, podpórkę, ponieważ wymagała tego kombinacja z przyczepką młodego. Nie da się zejść z roweru i kłaść go za każdym razem na ziemi, aby zajrzeć do małoletniego. Stąd powrót do stopki. Spokojnie na maraton zdemontuję;)





Nowy szlak obfituje w kilka małych wydm.


Jest i jedna większa wydma - tej jednak nie zamierzam podjeżdżać... podziwiam jej piękno jadąc ... bokiem.


Brzoza z wczorajszego opisu. Chyba zbuduje sobie, na nią najazd, by móc po niej przejechać, bez zatrzymywania. 

Szlak wzdłuż gazociągu. Jego obecność widać, tylko po szerokiej wycince. Jeszcze kilka lat temu było tu rozkopane i pracował ciężki sprzęt. Latem są to tak piaszczyste tereny, że jedynie prowadzenie roweru wchodziło by w gre, teraz gdy mróz ściska da się jechać i to bez większego trudu!


W pracy osobliwe sprawy, więc i o tym wam opowiem. Mamy na serwisie rower nieco droższy. W zasadzie pan X przyprowadził na serwis rowery dwa, jeden i drugi z węgla więc i opieka rowerom należy się troskliwa. Pan jednak części do roweru X" zamawia gdzieś indziej i przychodzą one kurierem na nasz sklep. I w ten sposób, klient nabył już 3 zębatki do korby XT ( średnio po 200zł / sztuka)  które nie pasują. Nie chce u nas kupić, tylko "ja sobie zamówię". Efekt taki, że dzwonie do niego co kilka dni, z informacją, że w tamtym sklepie znów złą wysłali. Podałem na prośbę kod zębatki jaką ma tamten sklep zamówić i znów czekamy...

No chyba poczuje się urażony. Czyli jak idzie do restauracji to bierze swoje mięso, bo oni na miejscu ze starego mu ugotują? hę?

Dziwne to, bo oba rowery są po średniej rynkowej cenie 10-12 tysięcy złotych na super wypasionym osprzęcie! Rozumiem, że różnica w cenie zębatki 10 zł to dla klienta spory kłopot? dziwnie jakoś nie uważacie?



Powrót przez las znów "zalaną" trasą. Tym razem nic mi nie zamarzło:D






Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

jestę czołgię - jadę wszystko! || 35.00km

Poniedziałek, 12 grudnia 2016 · Komcie(2)
Kategoria Do pracy!, kuweta
Wyjazd do pracy był oczywisty i niezaprzeczalny, jak to, że miesięcznica będzie co miesiąc! Po trzech  dniach wolnego i trzech dniach nie jeżdżenia, postanowiłem, wykorzystać czas, gdy temperatura zejdzie poniżej zera i pojechać do pracy. Nadzieją moja było stwierdzenie: jak mróz to "będzie" sucho. Niestety nie było tak kolorowo. Było cokolwiek odmiennie nawet - tak bym rzekł. Było wietrznie, a dodając do tego grube koła mojego czarnego diabełka SHannona, jechało się ciężkawo. Pamiętajcie - zawsze swoją niemoc uzasadniajcie czym sie da! A to niedawne przeziębienie, a to wiatr, a to grube opony. Opony na ten moment wydają się wyjaśnieniem idealnym dla mojej niemocy. 

Jako, że na asfalcie, wiało, jak szalone, to wybrałem opcje terenowo - leśną. Zapomniałem jednak, że las nie wessał był jeszcze całej wody z opadów trzydniowych, no i było cokolwiek błotniście. 




Na moim ulubionym odcinku, od jakiegoś miesiąca, trwa zrywka drewna i jeśli połączymy ciężki sprzęt z opadami, mamy:





Accent sprawdziła się tu wyśmienicie, jechałem przez te rynny jak czołg, niejednokrotnie pokonując brody i wody sięgające prawie pod sam support.

Ostatni odcinek to przyjemna leśna droga żwirowa i wiatr w plecy. Jechało się przecudnie. Ilekroć jadę tym kawałkiem mam wrażenie jakbym był w wysokich górach. 


Efekt jazdy po dotarciu do pracy... Poza obowiązkami typowo pracowniczymi, miałem więc tego dnia rowere do wyczyszczenia.

Kaseta wymagała ostrego pucowania, a o łańcuchu i ramie to nawet nie wspominam:)

Nie da się? Jak się nie da jak sie da się;)


Po pracy zaplanowalem, że wrócę także przez las. Temperatura zaraz po południu spadała poniżej zera, więc woda z ulic szybko stezala w kaluzach w postaci lodu.
 Wracanie po siedemnastej o tej porze roku niezmiennie wiąże się z jazdą po ciemku, tak było i tym razem. 

W lesie obieram inny szlak niż rano, droga tym razem sporo dalej sięga w las i wiedzie - tak mi się zdawało - po ubitej zwirowce.  Najpierw za szlabanem jest 'twardo' jednak im dalej, tym więcej niespodzianek. Spotykam połamane i obalone w poprzek drogi drzewa -przeważnie brzozy. Kilka razy muszę nad nimi przenosić rower. Gdy kończą się drzewa miejsce im ustępują rowy z wodą.   Te są trudniejsze do pokonania, bo czasem zajmują całą szerokość drogi. Do tego ich okolica jest skuta lodem.  Jeśli dodamy do tego egipskie ciemności rozswietlane rowerową lampką, wychodzi nam całkiem spore wyzwanie.  Wodą w lasach po trzydniowych opadach jest w ogromnych ilościach. Są momenty, że jedyną drogą jest droga samym środkiem kałuży w nadziei, że tam jest płytko. I wiecie co? Nie zawsze jest płytko. 

Opuszczając las, mając za sobą kilka brodow po same piasty i przy akompaniamencie ujemnej teperatury, moja przerzutka xt dosłownie zamarza. Dolne koleczko muszę odkuwac z lodu by mogło się kręcić, łańcuch, po chwilowym postoju wzbogacił się o umiejętność pamięci kształtu, a przednią przerzutka przestała działać całkowicie. 

Jakoś udaje mi się dotrzeć do miasta, ale wiadukt w legionowie pokonuje już ' na hulajnoge' bo łańcuch przymarza.

Jakość zdjęć niestety ostatnimi czasy, słabnie diametralnie i strasznie was za to przepraszam. Zastanawiam się czy nie zaprzestać fotografowania telefonem, jednak ten mam zawsze przy tyłku, a ferrari, muszę zabierać "specjalnie" co pracy. Opcją dodatkową, jest jeszcze telefon numer dwa z matrycą 2mpix, ale jakie sa jakościowo fotki z niego okaże się niebawem. Tym czasem, robię wszystko aby jakość zdjęć była w stopniu wyraźnie zadowalającym...



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Czas świąt... polemka:) || 0.00km

Niedziela, 11 grudnia 2016 · Komcie(3)
Czas świąteczny, czas wyjątkowy

Święta generalnie są, cool nie ma wątpliwości. Nikt chyba oficjalnie zapytany o okres świąteczny nie odpowie Ci, że ich nie lubi. W internetach, supermarketach i gdzie tylko się da, pojawiają się choinki, gwiazdki, sztuczny śnieg z waty, a na ulicach pędzą renifery i mikołaje i kurierzy. Ci ostatni, jakoś mniej czują atmosferę, bo mają ostry zapierdol. To nic, przecież każdy z nas w tym okresie chce być dla wszystkich miły i wmawiamy sobie, że tego dnia, nic nie wyprowadzi ans z równowagi. Wszyscy tryskamy świątecznym nastojem do momentu, gdy przekroczymy próg... własnego łóżka.
W telewizji i internecie bombardują nas spoty z pięknymi zasypanymi śniegiem ulicami, i rodzicami przystrajającymi swoje domy, balkony i choinki. Każdy uśmiechnięty, a dzieci czekają na pierwszą gwiazdkę. Dzieci zawsze uśmiechnięte ty też w tym okresie chcesz jak oni. Stoisz na drabinie w lejącym deszczu i montując lampki nad wejściem zastanawiasz się, którą klasę odporności na wilgoć mają, bo w zeszłym roku wymiana głównego bezpiecznika w mieszkaniu kosztowała cię 400zł i wizytę w szpitalu po tym jak poraził cię prąd. Klniesz, bo wieje, jak na Islandii, a pod nogami kręcą się dzieci - no i żona co jakiś czas wygląda, pytając - Długo jeszcze ci to zajmie? Z zaciśniętymi zębami uśmiechasz się i udaje ci się wycedzić "już kończę".

Ten świąteczny czas przypomina nam o byciu miłym i dobrym dla wszystkich. Wszystkich oprócz... tu po przecinku w sumie zastanawiasz się, ile osób w tym roku udało Ci się wpisać na listę wykluczeń. Teściowa? Sąsiad, którego pies notorycznie drze się wychodząc rano na spacer? Imbecyl na motocyklu jeżdżący w kółko po garażu podziemnym, czy kurier co trzeci raz z rzędu awizo ci zostawia, nawet nie dzwoniąc do drzwi, podczas gdy stoisz w progu próbując przechwycić "niespodziankę" dla żony? Czy powinieneś wykluczyć z bycia miłym dzieci? One zdają się mieć w sobie radar, który wyczuwa momenty, kiedy akurat, nie możesz lub nie chcesz się nimi zająć, i zarzucają Ci swoją uwagą cały wolny czas od... świąt. 

Szał zakupów to to co każdy z nas uwielbia. Prezenty, prezenciki! Nikt jeszcze nie podał jednak definicji dlaczego owo uwielbienie ogarnia głównie nasze partnerki. W tym okresie w nocy i na paluszkach biegniesz do komputera i zmniejszasz limit dzienny na swojej karcie do 500zł pamiętając o zwiększeniu limitu na płatności internetowe. Jakoś przecież części do jednośladu musisz kupować. W pośpiechu definiujesz szybkie płacenie na portalach rowerowych i wylogowując się idziesz do łóżka z poczuciem spełnionego obowiązku. Dopiero następnego dnia w sklepie z przerażeniem odkrywasz, że kartę - której numer podawałeś w sieci - zostawiłeś przy komputerze. Nie wiesz co bardziej zdenerwuje małżonkę przy kasie, to że będzie musiała zapłacić swoją kartą kredytową czy to, że tą gotówkę i tak będziecie musieli spłacić ze wspólnego konta.  

Kochane zakupy, ludzie tacy jacyś inni. Każdy sfocusowany na swoich sprawach, do tego chmara dzieci dookoła. Nie nie twoich, twoje zostały z dziadkami, abyś mógł w "spokoju" zrobić zakupy i kupić to czego potrzebujesz. Inni jednak też mają dzieci. I obrazki, których chciałeś uniknąć spotykasz na każdym kroku. Jakaś mama tłumacząca wyjącej dziewczynce, że tę lalę przyniesie mikołaj i nie kupi jej dziś. Inny tatuś starający się wyrwać bark dziewięciolatkowi, który z rykiem szarpie się bo mijają właśnie dział z zabawkami zdalnie sterowanymi. W innym znów dziale, babcia próbuje , w akompaniamencie pisku i wrzasku, założyć czapeczkę wnusi, bo "na zimę trzeba mieć". Gdy już wydaje ci się, że to koniec niespodzianek, żona spada na ciebie z wrzaskiem, gdy dowiaduje się, swoją drogą mimochodem, że karta została w domu. Robi ci awanturę na cały sklep i zapowiada ci, że ona bez tych rzeczy nie wyjdzie, a swoją kredytową zgubiła i zastrzegła. Oszołomiony wybiegasz ze sklepu do auta i pędzisz do domu po kartę. Udaje ci się jakoś wytrzymać 30minut korku, a gdy wracasz i po kolejnych 20 minutach szukania miejsca do parkowania, wracasz do sklepu, okazuje się, że w sklepie, przypadkiem znaleźli się także dziadkowie i sa tam też twoje dzieci. Opis scen dantejskich obok zabawek, masz już przerobiony więc stajesz do walki - bogatszy o doświadczenia!

Wreszcie wigilia, udało ci się wziąć wolny dzień od pracy. Jest szansa, na jakiś rower, bo nawet pogoda ma być ładna i ma nie padać. Wstajesz rano, ogarniasz rodzinie śniadanie i gdy wydaje CI się, że już nic cie nie zatrzyma, żona wręcza Ci listę zakupów "spożywczych". Kierunek targ. Dobrze, że masz sakwy, to rowerem można podskoczyć. Nie ma tego złego. Opuszczając piwnicę, zauważasz, że ludzie wchodzący do klatki składają parasolki. Czyżby meteo się myliło? Ono nigdy się...leje...
W strugach deszczu, jedziesz na targ, gdzie za każdym warzywem stoisz po 15 minut, a pani robiąca awanturę przy rybach prawie wyprowadza Cię z równowagi. Obciekający wodą, stajesz w progu z zakupami i... z niesmakiem na twarzy żony dostrzegasz, że lista zakupów jednak była dwustronna, a ty czytałeś tylko awers.  Nie ma sensu się nawet sprzeczać, wracająć po schodach do piwnicy, myślisz sobie, że dodatkowe kilometry przydadzą Ci się do statystyk, jednak ku swemu zaskoczeniu stwierdzasz, że rower, obciekający jeszcze od wody ma kapcia. Zrezygnowany bieżesz więc z domu kluczyki do auta i gdy chcesz jechać na targ, zona oświadcza, że skoro jedziesz autem to ona jeszcze podjedzie  z tobą i coś z mięsnego kupi. Dziwnym trafem, pomiedzy targiem, a mięsnym napotykacie jeszcze dwie drogerie i sklep z ubraniami i jedynie zapadający już zmrok sygnalizuje twojej połówce, że dzień dobiega końca i że na pierwszą gwiazdkę musicie być u teściów. 

Święta to czas radości, po wigilia, gdy dzieci zajęte prezentami, a rodzina objedzona nie ma już sił i pomysłu utrudniać ci życia wreszcie idziesz na rower. Niczym zwycięzca wsiadasz na jednoślad i nawet nie przeszkadza ci, że rozwaliłeś sobie palec podczas szybkiej zmiany dętki... ty nareszcie masz ten wyjątkowy czas... dla siebie;)







Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Wyjątkowo Spolegliwy || 60.00km

Czwartek, 8 grudnia 2016 · Komcie(4)
Szaro buro i ponuro... ostatnio pogoda po dawce śniegowej zafundowała nam czas brzydki. Jest to okres, gdy największa popularnością cieszą się kołdry poduszki herbatki malinowe i grzańce wszelakie. Ja po chwilowym niedwoładzie nosowym i gilu do pasa, wolno wracam na szlaki. Wolno, bo i pogoda nie daje wiele okazji do takich wycieczek. 

Znów zapowiada nam się odwilżowo na święta. Znów będzie brzydko do samego stycznia zapewne.

Mój rower, zimowy postanowił ostatnimi czasy, zastrajkować i popsuł się. Dziś mało co, końcowego odcinka do pracy nie szedlem na piechotę, po tym, jak łańcuch postanowił się rozpiąć. Już podczas ostatniej wyprawy okolicznej coś mi biegi jakoś nie wchodziły, a pod nogami coś cykało co kilka obrotów korbą, jednak zbagatelizowałem objawy. 
Dziś wyjaśniłem co było ich przyczyną. 


Dojazd do pracy w przymrozku a wieczorem w nadchodzącej odwilży... (dystans z dwóch jazd)




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Świąteczny Magnificat! || 10.00km

Wtorek, 6 grudnia 2016 · Komcie(4)
Kategoria Z synem
Ostatnio moje drogi się rozjechały - mam namyśli nie tyle te po których się poruszam, co drogi oddechowe. Moje górne i dolne oddechowe drogi powzięły zamach i zrobiły mi przymusową przerwę w jeździe. A tak na serio - nie chciałem zawstydzać Katany, która deklarowała, że również powzięła EL cztery na chorobowe od roweru. 


Nie o tym jednak ma być dziś mowa. Mowa o moim nowym nabytku - nabytek ma już prawie 5 miesięcy i ostatnio inaugurował sezon z ojcem i matką w przyczepce! Jak przystało na kompletnie nieodpowiedzialnych rodziców załamaliśmy system podwójnie:
* jak to dziecko w przyczepce
oraz
* zimą na rowerze?

No i w ten sposób do końca pogrzebaliśmy w sobie nasiona normalności. Moi rodzice - czytaj dziadkowie - nie wiedzieć, czemu przyczepkę uważają za szatański wynalazek i są przerażeni jak my tym jeździmy. W sumie nie bardzo wiem czemu. Padały argumenty o wdychaniu spalin, o tym że po ulicy itp. Jednak po ulicy jadę tylko jak jestem zmuszony, a większość trasy z ogonem, jeźdźmy po chodnikach i bocznych ścieżkach. 

Cóż Janek ma zaciesz, bo przyczepka nisko i ma po bokach "okienka" i małoletni tylko ogląda świat. W wózku i spacerówce nie wiele miał widoków poza "ujęciem" na korony drzew, oraz na nasze - nudne już - twarze. 


Aha - wiadomka - wpis o kryptonimie roboczym 
Zdzisław
Czyli nie z dziś;)


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Zadymka i lód, lud odkupiony! || 33.00km

Piątek, 2 grudnia 2016 · Komcie(5)
Kategoria Do pracy!
Śnieg miał padać w nocy w przemieszaniu z deszczem. Wszyscy dookoła spodziewali się, że to kolejna zimowa czkawka i do rana będzie jedynie morkro. Jakie było moje zaskoczenie, gdy o poranku okolice przykrywała wielka puchowa pierzynka. Tego dnia planowałem jechać po raz kolejny w towarzystwie Shannon. 

Dojazd do pracy był osobliwy, w jego trakcie kilka przeszkód stanęło mi na drodze. Pierwszą przeszkodą, był pociąg towarowy, na niestrzeżonym przejeździe. Setki razy przejeżdżam przez to miejsce, ale tylko kilka razy w roku zdarza się, że na plac składu celnego podjeżdża pociąg. Są to najczęściej Lawety z autami, jednak tym razem stały puste. Pociąg dojechał do pewnego miejsca i stanął:

Byłbym pewnie stał jako ten kołek i pół dnia, ale zdecydowałem się na objazd i porzucenie oczekiwania na zwolnienie przejazdu. Inni kierowcy również zawracali, czułem się w tej mierze rozgrzeszony. 

Tego dnia poruszanie się rowerem po chodnikach, ściezkach i innych ciągasz pieszych sprowadzało się do Nordic Walking`u. Nie dało się jechać, bo snieg był mokry i oblepiał koła a dodatkowo strasznie woziło. Zmuszony byłem jechać ulicami. "och ja biedny". Obok mnie biegła "śnieżka" rowerowa a ja ulicą. 

Ulice Legionowa o 9:15


Wiadukt muszę iśc pieszo pod górę... z górki jakoś się już "sunęło".

Niestety...

Dzisiejsza rozmowa z patrolem policji, który zatrzymał mnie przed samym centrum Wieliszewa:
- ma pan obok ścieżkę rowerową, czemu jedzie pan ulica?
- ponieważ ciąg rowerowo-pieszy jest nieodśnieżony.
- to nie wiedział pan jakie warunki panują na drogach zanim pan wyszedł z domu?
- a co to jak śnieg pada mam zostać w domu?
- wy rowerzyści na siłę próbujecie coś komuś udowadniać, to nie pogoda na rower!
- no cóż, pretensja nie do mnie tylko do służb - mamy 9:30 a chodniki nie istnieją. A jak mi pan zwolnienie do pracy napisze, chętnie wrócę posiedzieć w ciepłym domu.
- dobra dobra, niech pan jedzie bezpiecznie i uważa na drogach, bo sam pan widzi...
I pojechali...

No sam widzę... I co zrobie - przeca się nie położę z żalu!

W pracy oddawałem chołd Bitelsowi. Z zapałem zabrałem się za odwalanie śniegu z placu. Bosche - jak ja się namachałem. O-e-sus!
Ręce mi więdły, a z każdą kolejna łopatą śniegu ubywało. Niestety (jak się okazało później) - umoczyłem. Spociłem się jak szczur. I mnie zawiało. Jeszcze tego samego dnia, czułem że mnie w nosie świdruje.
W sklepie mimo napalenia, początkowa temperatura 10 stopni nie nastrajała pozytywnie, po odśnieżaniu bylo juz p[od 17cie. Nic nie dało siedzenie przy kominku. Gil się zalęgł...

Powrót już po zmroku. Miałem jechać z dokrętką, ale czułem, że mnie coś bierze, więc zdecydowałem się tylko na bezpośredni powrót. Kilka ciągów pieszo-rowerowych było już odwalonych, więc jechałem ścieżkami. Na ulicach bowiem pojawiła się posocznica pośniegowa - zjawisko chorobowe bruzd śniegowych, objawiające się silnym sączeniem się wód na jezdnie.

W okolicach ulicy szwajcarskiej stwierdzam, że przyczepności nie mam wcale i zacząłem zwalniać, ale rower zaczął tańczyć. Usiadłem więc okrakiem na ramie - bez skojarzeń - i dwoma nogami rozkraczonymi na boki szedłem ślizgiem przez dobre 10m. Podróż zakończyłem w zaspie śniegu odrzuconego o poranku przez ekipy sprzątające. Oparłem rower, i kilka razy ślizgałem się na butach, lodowisko 100% ani śladu miejsca, gdzie kostka by "łapała".

Jadąc już 12-15km/h dotarłem do domu. 




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

...ostatnimi czasy... - penetruje lasy || 33.00km

Środa, 30 listopada 2016 · Komcie(5)
Kategoria Do pracy!
W sumie ostatnio tyle się działo, że nie wiem od czego zacząć. Bo i spraw kilka do omówienia jest. 

Opowiem najpierw może o wczorajszej premierze filmu Road 2 Rio
W związku, z zacieśnioną współpraca mojej firmy z Krossem, udało się dostać na premierę filmu. Może nie tyle premierę, bo dla oficjeli z półświatka rowerowego była ona jakiś czas wcześniej, ale premierę dla "zwykłej" publiczności. 

Seans odbywał się z Kinotece i wraz z żoną wybraliśmy się na spotkanie z RIO i Mają Włoszczowską.
Miłe powitanie, klimat wysokich lotó. Bar z jakimś musem owocowym, tuz obok Majka rozdająca autografy, ultrafiolety i rowery Krossa wystawione w kuluarach. Bardzo miłe odczucie. Sam film poprzedzał wywiad z Mają. Na scenie rozmawiał z nią chłopak z krossa i można było na żywo, przed obejrzeniem filmu, posłuchać jak z jej perspektywy wypadała całość przygotowań.

Później prelekcja filmu i gratisy od firmy. Nie było wszystko tak za darmo, trzeba było złapać rzuconą w tłum piłeczkę. Udało mi się nie zabić nikogo i takową uchwycić. Niby gratisy symboliczne, ale i tak miło, ze mam dla zony kilka rowerowych nagród
- bidon kross 2 rio
- husta buff
- błotnik ass saver kross 2 rio

Po filmie, udaliśmy się na jakieś jedzonko do fast fooda i po niemałych perypetiach z opóźnionymi lub odwołanymi pociągami, wróciliśmy do domu. Janek w tym czasie spędzał czas w rodzicami moimi. Gdy wróciliśmy małoletni już spał, a dziadki zmęczone, ale spełnione mogły iść do domu. Wieczór pełen wrażeń i miłe oderwanie od codzienności. Aga się zrelaksowała no i ma autograf od Majki dla całej naszej Trójki. 

Kolejne Novum w naszym półświatku rowerowym to przyczepka. Długo czekaliśmy na promocję, ale w końcu zdecydowaliśmy się nabyć sprzęt po normalnej cenie, bo mały rośnie, a potrzeby rodziców rowerowe nie maleją. Mimo obaw, że to jeszcze za wcześnie, i że dziecko musi dobrze siedzieć, kupiliśmy!

Nasz wybór padł na Querrido Sportex 1

Do przyczepki dodatkowo nabyliśmy kołyskę dla niemowlaka, bo jak wiadomo 4 miesięczny Janek, jeszcze nie siada. Próbuje co prawda, ale bliże jeszcze mu do horyzontalnej pozycji. Taką tez pozycje zapewnia nam wkładka do przyczepki. 


Wykonanie na bardzo wysokim poziomie, a cen a w odróżnieniu od THULE - prawie op połowę niższa, gdy weźmiemy pod uwagę, modele z amortyzacją. 
Nie możemy sie już doczekać pierwszych "testów na żywym organizmie". Obecnie Jaś, w przyczepce spędza czas w domu. Przyzwyczajamy go do pozycji, do nowego otoczenia. Jest zadowolony, ma dużo miejsca na rączki i wyraźnie pasuje mu nowy pojazd. PO domu daje się wozić bez protestów, a co najważniejsze pełno zabawek się tam zmieści. 

Efekty i zdjęcia z pierwszych jazd pewnie jakoś niebawem - jak pogoda pozwoli!

A co do spraw moich "codziennych", to jak widzicie w zakładce rower, uruchomiona została na czas nieokreślony Shannon i obdarowuje mnie ofroadowymi kilometrami, dając frajdę z jazdy w trudniejszym terenie! 

Niech mi ktoś powie, że ona nie jest piękna;) Boshhhe;)

Jaki minus? Mniejsza sakwa i mniej jedzenia może mi dawać zona do pracy. Chyba schudnę z żalu!

Dziękuje wszystkim za cierpliwość i dotrwanie do końca wpisu!



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Nocą to się nogi pocą... || 33.21km

Wtorek, 29 listopada 2016 · Komcie(3)
Kategoria Do pracy!
Od dawna zapomniana Shannon miała dziś swój jesienny, a w zasadzie , zimowy debiut. Miałem plan aby nie aktywować roweru do wiosny, ale zachciało mi się dobrego grubego mtb 29 i poniosło mnie do pracy na grubych oponach. W sumie wszystko było na nie, bo od rana padał śnieg, a po nocnych oopadach osad biały był na tyle duży, że wahałem się do ostatniej chwili czy nie jechać zimówką, bo perspektywa urąbania roweru w paćce rowerowo-śnieżnej - nie kontentowała mnie zanadto. 

Pojechałem jednak grubciami z Shannon i nie żałowałem. Od razu skręciłem w las i mieliłem sobie po szuterkach i piaskach okolicznych wydm. Plusy - same plusy - raz, że nie wiało, a dwa, że było "sucho". Na ulicach było sporo rozjeżdżonej mokrej wody po sniegu, zaś w lesie, tylko piaseczek.

W pracy zimnica, wyjściowa temperatura 8 stopni. Rozpaliłem w kominiku i ogarnąłem kilka spraw wysyłkowych. Potem zabrałem się do shannon. Okazało się, że trudna praca manetek, była spowodowana, zapieczonymi pancerzami. Naoliwiłem sobie linki nieco, a zmianę całości "okablowania " planuje późną wiosną. Na teraz musi wystarczyć. Manetki chodza płynniej, i zmiana biegów wymaga mniej siły kciuków. 

W pracy okazało się, że nie zabrałem lampki swojej. Pozyczyłem więc z pracy oświetlenie USB. Znane mi skądinąd, sprawdziło się świetnie.
Tu kilka słów o lampie 

Sprawa oświetlenia sprawiła, że najpierw rozważałem powrót tyko drogami, ale gdy zapadł zmierzch, postanowiłęm sprawdzić, jak się mają moje JAJA. No i najlepszym testem JAJ była jazda noca po lesie. I pojechałem. Wstęp był mroczny, bo w Nieporęcie zanim dotrzecie do lasu, jest najpierw cmentarz. Za ostatnim grobem i końcem muru wjeżdża się w całkowity mrok! Wtedy lampa pokazała sowje możliwości. 
W sumie nie tyle dzików się obawiałem, co jakichś pijaczków, ćpunków i innego "tatałakjstwa". Nie spotkałem nikogo, poza dwoma autami jadącymi 20km/h z naprzeciwka. Chyba były równie zaskoczeni moją obecnością, co ja ich. 

Póxno to nie było, ale rower, w lesie, po zmroku?

Po wyjeździe z lasu pomknąłem już asfaltami wprost do domu do żony i syna!



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew