Poranek tego dnia był naprawdę ładny.
Mimo wczesnych godzin już były prześwity słońca. Udało się
więc zebrać dość szybko i nawet wyprawić zonę i syna na spacer.
Moje skarby pojechały dziś na wycieczkę rowerem. Młody w
przyczepce, a mama na rowerze. Ja tego dnia nie planowałem większej
jazdy, bo wyprawianie młodych i mam wypadło akurat rano, ale mimo
wszystko udało się wygospodarować traskę.
Nie wiedizałem gdzie pojechać, i w
końcu wypadło na trasę przez Dębę i Jachrnakę. Noga za nogą i
tak sobie pedałowałem. Wiało dziś nawet odczuwalnie, zwłaszcza
gdy wjechałem na zaporę, ale mimo wszystko temperatura była
wysoka. Z tej okazji założyłem nawet spodnie jesienne, a nie
zimowe. No wiosna psze państwa!
W sklepie wiosna do kwadratu. Nawet
gaci nie zdążyłem zdjąć, a już mnie atakowali ludzie za
plecami. Przyjęliśmy na serwis chyba osiem rowerów i wszystkie z
pytaniem: „do weekendu się nie da?” No fajnie, jak tak to zima
nie ruszają, a teraz od razu na weekend ma być, bo ciepły
zapowiadają.
- spokojnie niech się pan rozbierze
– mówi klient i stoi koło lady.
- a w czym mogę pomóc? To może
zanim się rozbiorę to pana obsłużę.
- nie, mi się nie spieszy
No to się przebrałem, a klient sobie
stał. Myślałem, że może pójdzie rowery poooglądać, a on stał
jak kołek jakby coś chciał. Lekko irytujące to było, bo tak
jakoś czułem się „napastowany”
- no już jestem do pana dyspozycji
- wie pan bo ja rowera mam
- aha i co znim?
- no zepsuty, czy ja mogę go do
serwisu przyprowadzić?
- eeee no tak.
- dobrze to ja po niego idę?
- aha czyli ten rower pan ma tutaj?
- tak no stoi na dworze...

Czasem nie rozumiem ludzi. A może to
ja jestem nieczuły na ich grzeczność? Może to kurtuazja, że oni
pytają czy mogą, że bez pytania nie wchodzą z rowerem, i wreszcie
może to po prostu jeszcze nierozgrzana cierpliwość wiosenna.
Po pracy wracałem sobie częściowo z
kolegą. Artur podciągnął mnie na kole do Dwóch rondek na
Rembelszczyźnie bo wracał akurat z treningu szosą, dalej
pojechałem sam. Tuż przed końcem mojego powrotu z pracy, na
ostatniej prostej do świateł na ulicy Strużańskiej doszło do
wypadku. Niecałe 300m przede mną dwie panie się „ustrzeliły”
na lewoskręcie. Najechałem na to zdarzenie więc zatrzymałem się
i zacząłem udzielać pomocy. Kobieta z dzieckiem skręcała w lewo
i wymusiła pierwszeństwo. Wyłączyliśmy auta wyjęliśmy
kluczyki. Zatrzymał się też inny kierowca i wspólnie ogarnialiśmy
miejsce zdarzenia. Ale droga była zablokowana i trzeba było
oznakować wszystko, aby na miejsce zdarzenia nie najechał inny
pojazd, bo zapadał zmrok.
Nikomu nic się nie stało, ale w
szoku była kobieta co skręcała w lewo, a jej auto dość poważnie
uszkodzone. Wiozła syna na angielski i się chyba zapomniała. Młody
lekko zdenerwowany, ale dawał radę, matka się za to rozsypała.
Trzęsła się i wyraźnie była w szoku.
Ja obstawiłem droge trójkątem z
jednej storny i zamknąłem ruch przekierowując go na objazd, z
drugiej storny wypadku inny kierowca oznakował i kierował auta
także na inne drogi.
Kilkanaście minut później, gdy
miejsce było zabezpieczone, a na miejsce dotarł mąż pani
poszkodowanej, zrobiło się niefajnie. Bo ów mąż przybiegł
krzycząc do tej pani co spowodowała wypadek. I klął, że „k..wa
piz... kto ci dał prawo jazdy itd”
- proszę odejść. Przyjedzie
policja będzie pan sobie wyjaśniał kto był winny
- ale ta debilka nie widziała, jak
skręcała? Kupiłaś prawko na bazarze? - krzyczy i pcha się do
poszkodowanej, która i tak jest roztrzęsiona i siedzi zapłakana
na tylnym siedzeniu auta, a obok niej stoi 9 latek i ją pociesza
- proszę odejść i nie przeklinać,
nie widzi pan że tu jest dziecko – podchodzę do kolesia i
odgradzam go od kobiety. Pomaga mi jeszcze inny pan, który też
pomagał w osłonięciu wypadku. Chwilę to trwa i interweniuje
wreszcie jego żona krzykacza. Udaje nam się w końcu odseparować
jurnego męża i sprawa się uspokaja, choć facet z drugiego końca
ulicy drze się jak opętany i wyklina wszystko tak, że pół
miasta słyszy, że te „jeban... piz.. nie umieją jeździć”
Szkoda, że nie pomyślał, że za kierownicą jego auta też
siedziała jego żona.
Nie wiedzieć kiedy pojawia się
patrol, który nie został wezwany, a najechał na zdarzenie przez
przypadek. Radiowóz osłonił wypadek i zablokował drogę.
Pojawia się także mąż samej sprawczyni i bardzo nam dziękuje
za pomoc. Gdy sytuacja jest opanowana daje dane policji do
ewentualnych pytań i odjeżdżam.