Świąteczna frustracja

Poniedziałek, 6 kwietnia 2015 · Komentarze(3)
Czuje się jakbym od wczoraj miał handrę. Najpierw pogodowo - do dupy... na rower nie wyjdziesz, bo wieje, śniegiem napierd... a do tego ten głupi okres świąt. Wszyscy pytają kiedy przyjedziemy na obiad, kiedy pojawimy się, czy ze święconką byliśmy. Wszystko kręci się wokół kurczaczków, króliczków i innych pierdół. A ja po prostu chciałbym mieć wolne i aby była pogoda. Czuje się jakiś taki zdemobilizowany. Dopadł mnie rowerowy dołek jak w grudniu. 

Kurcze, a dziś? Pojechaliśmy na obiad do rodziców, niby pogoda spoko, ale mam taką złość na pogodę i rower, że nie mogę się zebrać na jakąś trasę. Mam wrażenie, że ciągle mi się nie chce, że mi energii brakuje. Pogoda już się "robi" a ja najchętniej bym w domu siedział i całymi dniami leżał w łóżku, najlepiej z kołdrą na głowie. 

Ech nostalgicznie dziś...

Czas przejściowy....

Niedziela, 5 kwietnia 2015 · Komentarze(5)
Kategoria Do pracy!
Ech cały tydzień przeleciał jak ef szesnaście,a miks pogodowy nie ułatwiał dojazdów. Co się działo ze mną? No cóż. pracowałem w pocie czoła i sporo czasu poświęcałem na spanie. 

Generalnie kilka dni z rzędu do i z pracy woził mnie "K", bo lało, jak z cebra, lub sypało jak z maszynki do lodu. nie mogę się otrząsnać, że w pracy może być tak dobrze. Pada, leje napierd... a tu tel od "K" będę po ciebie po 9-ej, bo nie będziesz jechał w tej ulewie. Szok! Zostawiłem mu kilka browarków, bo naprawdę niejednokrotnie ratował mi tyłek od przemoknięcia. Ucierpiały co prawda na tym moje statystyki i dystans, ale liczę, że wiosna jednak przyjdzie i zacznie się prawdziwa wiosna. 

W dobie tych paru dni co się nie odzywałem działo się dość sporo w firmie i wokół niej. Zacząłem robić serwisy z "K", startuje od zera, uczę się fachu od niego. Zmieniam serwisowe nawyki, poprawiam technikę i szlifuje umiejętności. Atmosfera pracowa jest swobodna, i wesoła. Zawsze dzień zaczynamy od kawki i napalenia w piecu. Jeszcze chłodne noce więc trzeba atmosfere rozpalić. Potem włączamy muzykę, najlepiej jakieś DISCO - gioto - POLO, żeby wesoło się pracowało.  

W pracy zdarzają się przykre dni. Ostatnio na przykłąd, ukradli nam przyczepkę z posesji a 300m od naszego sklepu był śmiertelny wypadek BMW




Niestety zawiniła brawura. To drzewo jest za lekkim łukiem. BMW, musiało ostro cisnąć i za łukiem je obróciło o 180 stopni. Wpasowało się centralnie bokiem od strony kierowcy. Tego samego dnia, dowiedzieliśmy się, że przyczepa z posesji zniknęła. Przed bramą do sklepu korek, droga zablokowana, straż pożarna, karetki dźwigi, a my czekamy na policję. Po kilku godzinach wpada dochodzeniówka i zadają szereg pytań o przyczepę. Niektóre pytania dotyczące zdarzenia kradzieży są totalnie rozbrajające. 
- Czy brama była zamknięta?
-  no tak przecież ją wyłamali.
-  Czyli była zamknięta tak?
- Tak.
- Franek zapisz: w momencie zdarzenia, brama była zamknięta, sprawcy w celu dostania się na posesję sforsowali zamek w bramie.
- a gdzie stała przyczepa?
- to tu...
- nie widać śladów po przyczepie!
- wie pan padało... w nocy, wiało...
- na pewno tu stała?
< nie no kuźwa stała gdzieś indziej, a ja sobie jaja robię i chodzę z wami dookoła sklepu aby wam pokazać jaki mamy zajebisty trawnik...>
- [...] tak tu. O dokładnie "tu ło"!
- Franek: "Przyczepa w chwili kradzieży znajdowała się na posesji za budynkiem. Obszar pod przyczepą był porośnięty trawą. Na trawie nie zauważono śladów po przyczepie... Przód posesji wyłożony jest kostką bitumiczną w kolorze czerwonym. Na kostce również brak śladów od kół.

Dochodzeniówka obeszła dookoła sklep, obejrzała też sobie rowery i pytała za ile taki rower dla 17 latka można kupić. Co tam, przyczepy nie odzyskamy, ale przynajmniej rower się sprzeda czy coś!
- Pan tu podpisze.
- Proszę bardzo.
- A żniżkę na rower jakąś dacie jak kupimy?
- No pewnie że damy...

Ech nasza Policja... Ważne aby zniżka była. Co tam przyczepa;)

W Sobotę - wielką sobotę montowaliśmy kamery wokół budynku. Teraz nie prześlizgnie się nawet mysz. Piękne słonce sprawiło, że dokładnie umyłem Shannon, ale niestety szczęście mnie opuściło, bo gdy tylko wyjechałem do domu, rozpętała się taka śnieżyca, że z mycia niewiele zostało. Najważniejsze, że doczyściłem napęd i okoliczne napędowi miejsca intymne roweru. 

CUBE - przełajówka Agnieszki staje na koła. Brakuje tylko detali, ale niebawem i to będzie gotowe. Widelec będzie inny, ten pożyczylem od "K", bo obecnie nigdzie nie moge znaleźć wideleca przełajiowego na piwoty. 

Jak używać buty??? Wasza opinia!

Niedziela, 29 marca 2015 · Komentarze(10)
Wyjazd do Decathlonu zaplanowany był od kilku dni, ponieważ rozpadły mi się buty. trzeba było nowe kupić, ale poprzednie zdecydowanie nie miały nawet roku i ich destrukcja była dość zaskakująca.
Podszedłem do miejsca reklamacyjnego i zgłosiłem problem z butami. Na to pani mói do mnie, że używałem butów niezgodnie z przeznaczeniem...
- może mi pani to doprecyzować?
- te buty są do okazjonalnego chodzenia po górach...
- ale ja w górach w nich nie byłem!
- musi pan zrozumieć, że ich czas już minął, a pan po prostu je zużył.
- w pół roku? I tego nie obejmuje reklamacja?
- jak powiedziałam, użytkował pan buty niezgodnie z przeznaczeniem. 
- a jak pani kupuje buty, to stawia je pani na półkę i na nie patrzy? Ja kupiłem buty aby w nich chodzić. 
- niech się pan nie spodziewa cudu po butach za 60zł!
- czyli za ile mam kupić buty, aby móc w nich rok pochodzić?
- to trudno powiedzieć. Te buty co pan ma są do okazjonalnego chodzenia po górach w suche dni. 
- Mam mieć oddzielne buty na poniedziałek wtorek środę i oddzielne na deszcz? To chyb a jakaś ironia?
- Niestety, buty należy użytkować zgodnie z ich przeznaczeniem. 
- Proszę mi podać datę mojej reklamacji poprzedniej tego modelu.
- sierpień...
- Czyli w sierpniu już raz wymieniono mi buty na nowe. Bo poprzednie też się zużyły. Chciałbym zwrot pieniędzy, bo nie ukrywam, że kolejnego ryzyka nie podejmę
- Niestety, jak powiedziałam, nie możemy uznać gwarancji...

No cóż, poszliśmy na zakupy kupiłem nowe buty, droższe, bo potrzebuje butów. Byłem rozgoryczony tym postępowaniem. Po zapłaceniu, podchodzę jeszcze raz do Info i proszę o wydruki reklamacyjne z datami złożenia i rozpatrzenia reklamacji
- to i tak nic nie zmieni...
- zapytam znajomego prawnika, co mi podpowie... - blefuje z uśmiechem.
[ pani gmera coś w kompie zatroskana w sprawie poprzedniej reklamacji]
- dobrze niech pan da te buty, bo widzę, że pan stałym klientem jest to panu zareklamujemy je.

I co? Nagle można? Buty zareklamowano, zwrócono pieniądze... a tak niewiele trzeba było. Słowo prawnik chyba poskutkowało. Nawet nie wiem do kogo się zwrócić z tym, chyba do UOKiK, ale z tym prawnikiem to blefowałem. Co nie zmienia faktu, że faktycznie buty szybko się popsuły, a stwierdzenie, że niezgodnie z przeznaczeniem używane mnie powaliło. W bucie zaczęła się podeszwa odklejać i pękać materiał. 
Najważniejsze, że sprawa się załatwiła;D


Troszkę dziś też w ikei żonka pokupowała, a ja się ogrzewałem na słońcu czekając na nią. Wróciliśmy do domu z furą zakupów. Typowy przykład polskiego małżeństwa niedziela palmowa a my na zakupy. No ok, jestesmy lekko inni użyliśmy do tego celu rowerów. Po zakupach jeszcze wizyta w obi i zakup materiałów budowlanych na remont balkonu. Kiedy wszystko już zrobione można sobie spokojnie odpocząć.

PYTANIE DO CZYTELNIKÓW

Ostatnio doszły mnie słuchy, od pewnych osób, że zbytnio pozwalam sobie na blogu i "gryzę rękę co mnie karmi". Chodzi tu głównie o moje podejście do klientów i opisy ich zachowań. Powiedzcie mi, co wy tak naprawdę sądzicie o tych moich notkach? Staram się opisywać humorystycznie tylko najtrudniejsze przypadki, nie chcę nikogo obrażać, nie uogólniam. Po prostu, jak się zdarzy klient, trudny to o nim piszę bo to ciekawy przypadek jest w ciągu dnia. Na forum ostatnio wznieciłem pewną dyskusje co do mojego podejścia do klientów. Czy w waszym odczuciu, jestem zbyt negatywnie nastawiony? Chcę aby blog był ciekawy. Pisanie o tym jak pracuje się w sklepie rowerowym, jest jego częścią. Nie każdy pan jest taki sam... nie każda pani to dziunia. Jeśli ktoś z was odczytuje w sobie opis klienta, którego wymieniam na blogu, to nie musi oznaczać, że mam zawszę rację. Chciałbym, aby praca z klientem, w jakiejkolwiek branży, była tylko pasmem radości i uniesień, ale ludzie są różni. I takie smaczki, staram sie wam przekazywać. Zmieniam imiona, przeinaczam wizerunki... 

Napiszcie proszę mi waszą opinie na ten temat. Nie chciałbym urosnąć w oczach ludzi do despoty co to gardzi każdym co w próg wejdzie;) Ja naprawdę lubie pracę z ludźmi!

Do pracy 20 - Zimna sobota

Sobota, 28 marca 2015 · Komentarze(5)
Planowałem, że dziś coś pokręcę po pracy, ale plan powalił się już o poranku. Zbytnio zaufałem przyzwyczajeniom z dnia poprzedniego. Wyruszyłem w przekonaniu, że ciepło, tylko pochmurno. Jakie było moje zamrożenie (zaskoczenie), że jest inaczej. Jest zimnooooo!!! Przez Wiadukt przejechałem i miałem chwile zwątpienia. Za późno by wrócić do domu... za mało czasu. No nic gnam do pracy. 

Jak mówią - daj w pompkę! I jazda. Pocisnąłem do roboty z największą średnią  jaką chyba miałem siłę wykręcić pod sklepem byłem w 35 minut! Na ostatnim odcinki od rondek, miałem centralnie pod wiatr a w dodatku jakiś dzieciak na mtb jadąc chodnikiem wszedł mi, proszę ja was na ambicje. Jadę a on macha i krzyczy dawaj dawaj! I zaczyna cisnąć na swoim góralu. On po chodniku ja na szosie. On 26 - ja 27. On 30 ja 35...38... pffffff został w tyle, ale 38 pod wiatr, matko chyba moje płuca tego nie polubiły. Zimny wiatr, płytki oddech, ale co! Ja mam być drugi?:D he he.

W pracy dziś pomór świń norweskich! Ani śladu ludzi. Nie wiem czemu - nie padało przecież tak jak zapowiadali. Pan jeden z drugim panem we dwóch wybierali rower... 40 minut z nimi marzłem na dworze. Wiatr łeb urywał, ja w polarze i bluzie, ale ledwo trzymałem fason z zimna. Jeździli chyba z 4 rowerami i "musza się z tym przespać". Kuźwa już prawie zdecydowani, a pewnie kupią na allegro. Co za pipy!

Po walce czterdziestominutowej długo nie mogłem się ogrzać. "K" mnie dziś poduczał z serwisu, pokazywał jak naprawiać piasty, i zamiast handlować rowerami robiliśmy serwisy.

Powrót do domu już z wiatrem. Jechało się spoko, choć jakoś bez melodii.. pochmurno zimno.

W domu ciepła kąpiel i herbata. Och jak mi dobrze... relaksing.

Gumowy pies pluto...

Piątek, 27 marca 2015 · Komentarze(7)
Kategoria Do pracy!
Co to się dziś działo w sklepie to przechodzi pojęcie moje... w szczytowej formie sprzedałem pieska pluto gumowego piszczałkę do roweru crossowego za 1700zł:) Razem z całą masą, naprawdę przydatnych akcesoriów. Nie było lekko, jak to w sezonie, ale jak ostatnio często, po prostu przyjemnie. Co czas spinki, to spinki, jak luz i głupawka z szefem to luz;)

Dawno tak dobrze się do pracy nie chodziło i tak się nie bawiłem w robocie. Mimo, że muszę się napracować, czasem sucho w gardle, czasem ręce mdleją od ściągania rowerów dla klientów, ale kurcze atmosfera bajka! Odpoczywam w pracy, mimo, że się męcze.

Po pracy pojechaliśmy z "K" do jego mieszkania w Warszawie, pomogłem mu wnieśc troszkę gratów do remontowanego mieszkanka a potem odwiózł mnie i rower pod blok. Bo padało... nie za dobrze mi? Nieee, odbieram sobie ciężki rok pracy w BDC :D

Co do projektu budowlanego, to są jeszcze pewne luki... części jeszcze nie dotarły wszystkie!



Coś się te sklepy ociągają. Większość zamówien robiłem w środę...

Do pracy, ale tak pół... to co mam? Dop?

Czwartek, 26 marca 2015 · Komentarze(5)
Dziś do pracy połowicznie. Znów udało mi się zabrać z pracy furą:) O tym za chwilę. 

Dzień mijał pod znakiem klientów, sporo było rozwieszania towaru, ciągle ktoś wpadał po jakieś duperelki i tak czas mijał. Udało mi się dwa rowery złożyć, bo na więcej nie było czasu. Hitem dnia był pan kluska... Wielki, nalany jak pączek z lukrem szukał dla siebie słuchacza i opiniotwórcy. 
[...]
- wie pan, na moje grube dupsko, potrzeba wygodnego siodła...
- prosze o takie - podaje mu szerokie trekkingowe siodło żelowe na sprężynach
- pan chyba żartuje sobie...
- wygodne siodło, bardzo dobre.
- przecież to siodło dla starej baby...
- hmm no to może takie - pokazuje mu inne...
[ rozmowa o siodłach snuje się, jak pijany królik po polu marchewek.]
- to ja chyba na razie jednak zrezygnuje. Na allegro są tańsze... No i ogólnie jakoś słabe te siodła macie. 
[pauza...] a klamki macie takie na całą rękę. 
- Takie - pokazuje panu dwa zestawy klamek...
- Oj drogie... 
- cena normalna. Zwykła detaliczna. 
- Na allegro z przesyłką mam taniej.
- mhmm - <to kup na allegru tłusty bucu - myślę sobie>

- o jeszcze pedałki by mi pan pokazał. Tylko te lepsze...
- Mamy takie, necco. za 50 zł. Fajne pedały i ...
- na kulkach?
- eee tak na łożyskach kulkowych
- w tej cenie to maszynowe powinny być. 
- za maszynowe musi pan zapłacić 90 zł
- bzdura! Z przesyłką mam za 80 zł
- skoro pan tak wszystko dobrze w internecie wypatrzył, to chyba nasza oferta nie będzie panu potrzebna. - mówię w końcu lekko poirytowany.
- no wie pan ale ja wole w detalu jednak przyjść pomacać... w razie czego wiem w kogo tymi pedałami rzucić jak okażą się bublem...
- no rzucać nie polecam, bo proszę mi wierzyć, że również mam celne rzuty. 
- w internecie to wiatru w polu szukać, jak buble sprzedają. A tu przyjdę i mi wymienicie...
- to zależy...
- oj wymienicie, już ja się postaram abyście wymienili.
- w czymś jeszcze mogę panu pomóc...? - ucinam rozmowę zdenerwowany.
- a ile dostanę zniżki, jak kupię u pana te pedały?
- a na jakiej podstawie pan chce dostać zniżkę?
- no bo kupię u was, a nie w internecie!
- cenę pan widzi!
- to jest sugerowana cena detaliczna, jak sądzę. W hurcie pewnie macie je taniej.
- nie przypominam sobie, abym hurtownie prowadził. - uśmiecham się serdecznie. - Jeśli panu cena nie odpowiada to przykro mi.
- oj zamiast tych 50zł może 35zł i biorę je dziś.
- mam takie pytanie, a czy jak pan po chleb idzie do biedronki też sie pan targuje przy kasie o jeden bochenek?
- he he, nie no ale to przecież chleb.
- a to przecież pedały
- ale to różnica, jeść trzeba. A części mogę kupić gdzieś indziej...
["K" podchodzi do klienta,]
- ma pan jeszcze jakieś pytania? Czy kolega może już odejść do swoich obowiązków, troszkę nie mamy czasu na takie dziwne dyskusje. Cena jest taka jaka pan widzi. Inna nie będzie!
- Dziwne macie podejście do klienta. No cóż dziękuje!

I weź tu człowieku zachowaj spokój. "K" się śmieje, że on dawno by kolesia wygonił ze sklepu i pewnie jeszcze mu kilka słów powiedział, i podziwia mnie, że miałem tyle spokoju. Cóż, mnie po prostu frajer rozbawił, tłusty jak nosorożec, a szuka frajera aby za pół darmo kupić. 

W ciągu dnia jeszcze kilku osobników miałem, ale już normalnych, bezproblemowych. Po pracy padało, "K" zabierał się do Legionowa busem, więc podrzucił mnie do domu. Wpadła jeszcze jego żona. Po robocie zajechaliśmy do MC Donalda potem prosto do domu. Wieczorem wizyta Robercika. Pomogłem mu nawinąć owijkę na kierownicę i dopiero mam chwilę, aby zasiąść do pisania. 



Kolejne części spływają. Jeszcze nie ma ramy, widelca... ech z tymi częściami to jest jakaś porażka. Sklepy internetowe wystawiają towar, których nie maja. I potem zamawiam w sklepie 3 rzeczy i polowy zamówienia nie mają... i co płacić mam za wysyłkę a oni wyśla mi jedną kierownicę? Gdyby nie problemy z częściami z "sieci" to by rower już prawie stał. 

Pewnie dziwi was to, że nie biorę części z własnego sklepu. Po prostu nie wszystko mamy dostępne od ręki, i czy zamówię przez sieć, czy w sklepie złożymy zamówienie wyjdzie na to samo, a że mamy w sklepie co robić i sporo towarów, to bez sensu zamawiać tylko dla mnie kilka części. Podstawowe rzeczy kupuje u siebie, ale widelce przełajowe, czy pełną grupę szosową to już ciężko - inny kaliber sklepu.


No dobra jak będzie coś się  tworzyło to będa kolejne zdjęcia;)



Do pracy 18 - Dziki na tory!!!

Środa, 25 marca 2015 · Komentarze(5)
Kategoria Do pracy!
Inni po 300 jeżdżą, Białestoki trzaskajo... a ja rowery sprzedaje;) Nie no nie tragizuje, ale ogarnijcie się ludzie! Żebyście choć mi fory dali, a tu nie! Walo po te 300, 200 kilometrów. Kobiety, facety, wilki, koty, sarny dziki... no wszyscy!!!

A właśnie - Dziki. Ostatnio na szosie muszę uważać nie tylko na dziury w asfalcie, ale także na nieoświetlone dziki! Powinni wprowadzić obowiązkowe kaski i oświetlenie dla dzików. No jadę sobie tu drogą jakiś las, "dżewka", a tu dzik nieoznakowany wylata na drogę! Czem-pren-dzej począłem hamować, ale ów stwór począł sobie żwawo spierd w las... toteż mi ( a może to jemu) się upiekło...

I tyle... wmawiam sobie, że jak zmienią czas i będe wracał za dnia, to będę robił dłuższe trasy po pracy - wierzycie? Dacie wiarę? No zobaczymy. Obecnie ciemno jakoś, wilcy w borach... strach się bać. 

Z takich newsów to widziałem dziś dwa motylki:) MOTYLKI!!!!!!!!!!!KUUUUUŹŹŹŹŹWAAAA;]



Jak mawia staropolskie przysłowie Inków: grosz do grosza, i na rower ci nie starczy:)

Niebawem nowe fotki z budowy:D

Do pracy 17

Środa, 25 marca 2015 · Komentarze(5)
Kolejny z dojazdów do pracy. Dziś na plecach miałem koło. Dosłownie;) Wiozłem 14 kilometrów przymocowane koło do plecaka. Musiałem komicznie wyglądać, ale wbrew wszystkiemu jechało się dość wygodnie. Może 300 km z kołem to bym nie zrobił, ale te 14śćie to zrobiłem z całkiem dobrą średnią powyżej 25km/h:D

W pracy składanie rowerów. Nie zabrakło oczywiście odpałów z "K". Podczas chowania rowerów wiecozrem złapała nas głupawka i ścigaliśmy się. Ja mu podaje rower po schodach a on wstawia je w piwnicy. Potem wyścig, kto szybciej, ja po drugi rowery czo on odstawi rower? Biorąc pod uwagę zapadający wieczór rozgrzewka była fajna. 

Kiedy ten czas zmienimy... ech. Chciałbym już "za dnia" wracać...

Wiosno napierd...



Pierwsze elementy nowego projektu rowerowego:)
Niebawem zdjęcia z prac. W tygodniu powinno dotrzeć sporo części. 

Efekt powypadkowy...

Poniedziałek, 23 marca 2015 · Komentarze(2)
Dziś z łózka zwlekałem sie jak sierota. Cała szyja mnie boli i bok... Czuje się jak emeryt i nie moge lewej ręki do góry podnieśc. Wychodzi symptop tzw dnia kolejnego. 

Do pracy odwiózl mnie dziś szef autem - wracałem noca rowerem w mrozie. Jej jaka zimnica - jaki dym. Jaki smog!

Mława i gleba na rowerze....

Niedziela, 22 marca 2015 · Komentarze(6)
Kategoria Pojeżdżawki
Wyjazd do Mławy to w całości koncepcja mojej żony. Plan był aby pojechac pociągiem na północ i wrócić rowerami do domu z wiatrem. Wszystko pieknie zaplanowane, ale pogoda nas zaskoczyła. Rano śnieg, mróz wiatr łeb urywa a odczuwalan temperatura chyba poniżej zera. Nie odwołujemy jedziemy!

Na start stawia się Piotr, który jako jedyny jedzie na rowerze 26 cali z lemondką. Czekając na pociąg stwierdzamy, że napewno wieje, nie potrafimy jednak doprecyzować czy oby na pewno wieje tak, żeby mieć wiatr w plecy po wyjściu w Mławie. No cóż ryzykujemy. 
Pociąg dociera o czasie, a w środku panuje przemiłe ciepełko. Ludzi dość mało więc udaje nam się postawić rowery i wygodnie usiąść. Przez prawie 1,5 godziny rozmawiamy sobie w ciepłym składzie i delektujemy się obrazami z za okna. Gdy wysiadamy uderza nas chłód. 

Agnieszka prowadzi na starcie i troszkę myli trasę, wyjeżdżamy drogą na Płońsk. Korygujemy trasę, ale owa korekcja to prawie 8km z wiatrem bocznym-w-twarz i kilka lekkich podjazdów. Oj wywiało mi chyba wszystkie chęci do jazdy na tym etapie. Zimno, wieje, w policzek szczypie. Gdy docieramy już do właściwej drogi atmosfera wietrzna ulega zmianie. Wieje w plecy a kola toczą się malowniczymi drogami. 





Taniec synchroniczny na rowerach:)


Pięć piw i kaszankę proszę...

Peleton na trasie napiera w kierunku słońca! Oj szło tutaj powyżej 30 spokojnie!

Agnieszka na prowadzeniu. Jej zmiany zawsze były mocne...


Jazda tego dnia jest dość dynamiczna. Pędzimy momentami po 30km/h. Gdyby tylko temperatura się ogarnęła. Do Ciechanowa jade jakoś tak na rezerwie termicznej. Nie idzie mi. Staram się zachwycać trasą i pogodą, ale nie mogę wypośrodkować swojej temperatury. Dopiero w Ciechanowie nastepuje przełom. Stajemy pod biedronką i robimy przerwę na bułę i zakupy "na trasę".


Na trasie zdarzają się także odcinki remontów wiaduktów kolejowych. Musimy jechać więc szutrami. Na cienkich kołach troszkę nosi, ale nie jest tragicznie.


Bliżej Celu słońce jest niżej i chowa się za drobnymi obłoczkami. Na jednym z  odcinków na lekkim łuczku, tracę koncentrację i łapię pobocze. Kończy się to w sposób oczywisty ląduje na ziemi z hukiem. Dobrze, że miałem kask, bo głową przy-dudniłem dość porządnie. Łokieć też oberwał, a do tego biodro i kolano. Generalnie jestem cały, ale jak leżałem to troszkę sekund minęło zanim łokieć mogłem wyprostować i się z ziemi podnieść:D








Cały wyjazd mega udany, mimo bardzo zimnego wiatru. Szkoda troszkę upadku, bo sobie owijkę obtarłem i kurtke porwałem, ale co tam. Ważne, że w miare cały jestem:)