mazurskie pedałowanie cz4

Poniedziałek, 22 września 2014 · Komentarze(1)
Kategoria Wyprawa
Powrót z mazur zaplanowaliśmy również na rowerowo. Nie chcieliśmy zwiedzić ciągle tych samych tras i zdecydowaliśmy się na tranzyt z Mrągowa aż do Działdowa. O ile 125km to nie jest wyczyn, to z sakwami na szosie, nieco odczuwało się zmęczenie. Najgorsze były górki, kiedy brakowało mi przełożeń na podjazdach.

Wstaliśmy tego dnia po szóstej rano i szybko ogarnęliśmy pakowanie. Wyjazd był błyskawiczny, choć temperatura utrzymywała się poniżej 9 stopni. Mgliste poranno - jesienne mazury. Miało to niewątpliwie swój klimat. Jak dodamy do tego dziurawe drogi i wiejskie zapachy to mazury szły z grubej rury:)

Samego powrotu nie ma za bardzo co roztrząsać. Ot pedałowaliśmy miarowo, omijając dziury - troszkę jak na maratonie podróżnika, tylko w nieco mniejszej, bo dwuosobowej, grupie. W Działdowie na niebie pojawiły się jakieś "mgiełki" po ruszeniu KM do Mławy niebo całkiem się zasnuło. W Legionowie przywitał nas mrzący deszcz.

mazurskie pedalowanie cz3

Sobota, 20 września 2014 · Komentarze(3)
Kategoria Wyprawa
Kolejny dzień to znów piękna pogoda!








Babie lato już w pełni. 









Ten dzień to znów słoneczne i upalne szutrówki! Super jeździ się po takich szosą - polecam!


Momentami miota rowerem na kamieniach i piasku tak, że czuje się jakby tylne koło żyło własnym życiem!

Strome zjazdy po kamieniach? Proszę bardzo - i tak potrafimy! 

Podczas tego wyjazdu nie złapaliśmy ani jednej gumy!

Spotkaliśmy za to bardzo ładnego pawia - prawie luzem!


I znów szutrówkami!Hej przygodo trwaj!



Klasztor w Świętej Lipce


"Niech pan nie opiera tego roweru o mur bo on sie niszczy!"
- rower czy mur?


Zamek w Reszlu to kolejny przystanek na naszej trasie!




Panorama z wieży zamkowej na miasto. Pomiędzy stare kamienice wciskają się nowe... mniej stylowe, ale przynajmniej dach czerwony mają. 






Schody i schodeczki... czasem było naprawdę stromo!



Most w Reszlu. 

Tego dnia tylko 75km, ale sporo atrakcji! Szutry, bazyliki zamki... mosty...:D Księgowi zwiedzają!

mazurskie pedalowanie cz2

Piątek, 19 września 2014 · Komentarze(4)
Kategoria Wyprawa
Dzień drugi.
Po pobudce i śniadaniu ruszamy na rowery. Plan na dziś to jazda po okolicy. Zdemontowałem bagażnik spod sakw i przyczepiłem bagażnik sztycowy Agnieszki. Aga leciała na pusto. Jak było? No cóż sami zobaczcie!





















Pasażer na gapę;)






Pałac i ogrody pałacowe w Nakomiadach. 






Moja Księżniczka;)


Kwaśny paziu.



Mega urokliwe były takie domki. Ruina niektóre, ale oddawały taki klimat mazur...



Nie tylko szosami po szosach. Sporo było odcinków szutrowych. 

niezależnie od opon, warto odwiedzić takie miejsca. Bajecznie wkrada się tam jesień!


No comment;)


A to właśnie a propo`s szutrów i bocznych dróg. Miał być asfalt... teoretycznie;)







mazurskie pedalowanie cz1

Czwartek, 18 września 2014 · Komentarze(1)
Kategoria Wyprawa
Nie sądziłem, że jeszcze w tym roku zorganizuje sobie wolne i pojadę gdzieś na rower i to dłuższy rower. Udało się jednak i wyszła taka mała wyprawa po Mazurach. Ruszyliśmy z Olsztyna i z bazą w Mrągowie zwiedzaliśmy okoliczne tereny.

Pierwszy dzień to głównie dojazd z Olsztyna do Mrągowa. Wybraliśmy boczną drogę przez wioski, aby nie lecieć główną. Okazało się, że opinie o dziurawych mazurskich trasach nie są wyssane z palca. Miejscami asfalt prawie nie istniał. Tego dnia, obładowany sakwami snułem się wolno. Nie mogłem sie przestawić na ten pagórkowaty teren. Do tego moje nowe przełożenia szosowe, raczej nie są przystosowane do jazd po górkach, a tu zdecydowanie tereny "górzyste" się zdarzały. 

To zdjęcie oddaje - to co czułem. Po za rzecz jasna górkami, pogoda dopisywała, słońce ciepło... mhmm relaks z sakwami!

Po dojeździe do noclegu - powstało lekkie zamieszanie. Wpadamy do zajazdu dostajemy klucz. Pokolik ciasny i zaduch w nim nieziemski. Niby czysto, ale jakoś tak ciemno, i całość przeciąknięta taką gorzelnią, wilgocią i papierosami. Po zjedzeniu obiadu w zajeździe decydujemy się wybrać do Mrągowa w poszukiwaniu noclegu na pozostałe dni. Szybko znajdujemy tani nocleg w samym centrum miasta. Udaje się wycofać wpłacone pieniądze z "noclegu feralnego" i ewakuujemy się do nowego mieszkanka. 

Sypialnia za 40zł/os w centrum Mrągowa!



W mieszkaniu wielka kuchnia dla nas. Tu spędzimy wspaniałe kilka dni!

Do pracy 164 - Kolejna zimna pobudka

Czwartek, 18 września 2014 · Komentarze(0)
Szybka runda przed pracą. Niestety poranki zdają się być coraz chłodniejsze. Bluza i na to bluza z windstopperem a i tak momentami wiało mi nieźle. Co zrobić jesień. Dobrze przynajmniej, że mimo tego zimna jest jeszcze słonecznie. W pracy sporo papierkowej roboty. Sprawdzałem kilka mega dużych przeniesień magazynowych. W sumie tego dnia obleciałem chyba ze 400-500 pozycji. To jak remanent w ciągu roku...

Po pracy do domu i pakowanie. Szosa już przypomina wyprawówkę. Bagażnik, sakwy - gotowa na szlak!

Luźne po głowie pomysły

Wtorek, 16 września 2014 · Komentarze(0)
Mam pomysł na rewolucję. Od ponad roku, nie używam chyba swojego górala. Francy. Zastanawiam się czy nie rozłożyć jej na części i nie zbudować czegoś nowego. Przełajowego - ale na mój Księgowy - sposób.

Projekt jaki mi w głowie powstał to:
Rama Accent-nordkapp/shannon

Widelec przełajowy RST 
Resztę wykorzystam z poprzednika, kierownica, napęd, stery siodło.

Za Epicona powinienem wziąć jakieś 400-450zł
Rama kolejne 340zł. 
Koła z Francy - około 220zł

Koszt przychodu z części: 420+320+210 = 950zł



Powyższy przykład pokazuje, że rower może być nie tylko trekkingowy, bo jest na trekkingowej ramie. Mój ma zamiar zmierzać w kierunku przełajów-ki z prostą kierownicą. 






Do pracy 163 - Zimny poranek

Wtorek, 16 września 2014 · Komentarze(3)
Kategoria Do pracy!
Dziś poczułem się przebiegle oszukany! Wstałem rano - jak zwykle - pyszne śniadanie, ścielenie łóżka kawka... nawet nie sądziłem, że za oknem jest tak zimno. Dopiero jak spojrzałem na termometr i pokazało 10 stopni - złapałem się za... kurtkę. Pojechałem. Szło opornie, bo jednak czułem jak przez wiarstwy ubrania przebijają się szpikulce chłodu. Dopiero po około 15-20 minutach moja wewnętrzna temperatura się poprawiła i zaczęła rekompensować wkradający się chłód.

Dziś pętla była robiona od tyłu. Ten kierunek rzadko przeze mnie wybierany, i chyba nawety więm dlaczego. W tą stronę jest zdecydowaniem więcej podjazdów. Do tego wiatr w twarz i szpilki chłodu. Ech - fajnie było mimo wszystko. Na Skrzeszewie spotykam dwóch kolarzy, wydaje mi się, że jadą szybko, jak do nich dojeżdżam mijam ich bez problemu i jadę dalej. Ledwo 23km/h jechali.

Dziś pedałując sobie - pomyślałęm o trolkingu. On wyrywa 50tki a ja 30tki. Do tej pory czułem z tego powodu niejako smutek, ale w sumie jak pomyślę o tym to i tak jestem zadowolony, że choć na 30 mam ochotę;) Przyjemność z jazdy wróciła a gdyby nie krótki czas przed pracą pewnie i jakieś 50tki bym zaliczył. Cokolwiek to sprośnie brzmi, i dwuznacznie - ale taka prawda. Sprawdza się przysłowie
"im starsze tym lepsze" - w odniesieniu do analogii dystansu.  he he;D

Dziś miałem też telefon ze szpitala. Wszystko wskazuje, że w tym roku sezon może zakończyć się niestety nieco szybciej;/ No, ale czasem trzeba coś poświęcić, aby zyskać coś... Mam nadzieje, że jeszcze wsiądę w tym sezonie na rower! Nie bójcie się zabieg jest tylko drobny - nieomal kosmetyczny, ale szwy przy kolanie, mogą być cokolwiek nie wygodne przy pedałowaniu.

W pracy obecnie cisza i spokój. Zobaczymy co dalej!

Do pracy 162 - w koło, naokrągło!

Poniedziałek, 15 września 2014 · Komentarze(0)
Nie wyszła dziś poranna jazda tak jak zamierzałem, ale w sumie przyjąłem to ze spokojem. Najpierw nie mogłem się zebrać z łóżka, jakbym dnia poprzedniego przywalił dystans ze 150km. Nogi ciężkie, głowa jak ze stali. Masakra. Chyba czuje już schyłek sezonu. Nie wiele wczoraj jeździłem a 35km pod wiatr dało mi w dupkę, jakbym nie wiem ile przejechał.

Efektem było ślamazarne wstawanie i wyjazd z domu dopiero 8:20. Co zrobić... Nad ranem przebudziłem się niespokojnie i ze strachem stwiewrdizłęm, że o 5ej jest całkiem ciemno. Szok... jesień jak mordę strzelił! Z jednej strony to fajnie - bo bliżej do nowego mieszkanka, a z drugiej troszkę smutno, bo szybko mi ten sezon zleciał. Praca, codziennie w kieracie i nie wiem kiedy zleciały całe wakacje. Tak jakby wyrywkowo wspominam niedwne wyjazdy. Niby niedawno b yły Niemcy, potem kaszebe, potem maraton podróżnika. To jak migawki z krótkiego filmu. A to było przecież długie miesiące temu! Teraz, gdy nie mogę się doczekać przeprowadzki, to jak na złość czas zwolnił i ciągnie się jak glut..

Wracająć do rzeczy. Pojechałęm na poranną rundkę. Była chaotyczna i tylko po mieście. Najpierw odprowadziłem Agnieszkę do pracy, a potem pojeździłem po uliczkach Legionowa i Wieliszewa. Nie ma sensu tu opisywać dokładnie, którymi ulicami jeździłęm. Z mojej trasy bowiem nie wynikał żaden głębszy sens. Ot po prostu - tak aby nogi się kręciły!

Do pracy dotarłem, przebrany usiadłem i... siedzę;) Czekam na klientów!

Cyklo terapia

Niedziela, 14 września 2014 · Komentarze(1)
Kategoria Na Zaborze
Ha - nareszcie przemiło spędzony dzień weekendu. Było ciepłe słońce, był rower, był pyszny obiad. Było wszystko czego mi było trzeba. 

Rano po leniwym wstawaniu i [wielkim śniadaniu. Ja udałem się rowerem, a Agnieszka pociągiem w podróż. Kierunek północne Mazowsze. Niby znane tereny, niby zwykła jazda do rodzinki na północ, ale sprawiła mi mega dużo frajdy. Przede wszystkim było słonecznie. Jechałem wygrzewając się i swoje kolarskie cielsko w promieniach słońca i nieomal chciało mi się mruczeć z rozkoszy. Po drugie sporo było z wiatrem. To podleczyło moje ego i pozwoliło w spokoju wpatrywać się w prędkości po 32-33 km/h. Oszukiwanie samego siebie w taki sposób strasznie mi się podoba. Dopełnieniem uniesień i relaksów tego dnia było spotkanie z psiakami u rodzinki. Dwa młode psiaki, które mnie ubóstwiają i emanują taką euforią, kiedy przyjeżdżam, że trudno to opisać. Jest skakanie, lizanie, zabawy z patykiem, aż wreszcie przytulanie i zasypianie obok mnie na słońcu. 

Taki weekend to prawie jak terapia;) Cyklo-terapia. Samo wylegiwanie się na słońcu na miękkiej trawie, na kocu z dwoma futrzakami po bokach a do tego takie przeświadczenie, że nigdzie Ci się nie spieszy, że masz czas... rany. Strasznie mi ten wyjazd niedzielny podpasował!

Powrót z żonka już we dwoje. Mieliśmy nieco pod wiatr, więc i jechało się sporo trudniej. Wracając strasznie naładowany energią pozytywną, cieszyłem się, że mam takiego przyjaciela w swojej małżonce! Taką rowerową kumpelę!

Do pracy 161 - sobota

Sobota, 13 września 2014 · Komentarze(1)
Czasem sa takie dni , kiedy każdy klient mnie irytuje. Handra? nie wiem sam. Dziś nie bylo lekko - trafił się bowiem taki włąśnie dzień. Sobota - ciepło - resztki lata a ja? Ja w pracy i musze leczyć problemy innych.

Sytuacja 1
Dwóch facetów, tata i syn tata 63l i syn 35l - około! Wybierają rower dla żony tego starszego. Gożej niz baba - wszystkie prawie powystawiali i po 40 minutach wsiadania i przymierzania każdego w końcu sie zdecydowali.
- pan ten napompuje po dokręca i bierzemy.
Ledwie do serwisu poszedłem oddać do przygotowania rower, wróciłem a oni do mnie.
- wie pan co, albo może jednak ten drugi, niebieski!
- to pan go do serwisu zaprowadzi do kolegi kolega przygotuje... - powiedziałem nie chcąc już wdawać się w dyskusje, dlaczego ten czy tamten będzie lepszy.

Po 20 minutach wyszli z serwisu z rowerem - nie niebieskim, ale jednak tym pierwszym który im ja zaprowadziłem. Miałem wrażenie, że jakby jeszcze z godzinę posiedzieli - nadal decyzja byłaby chwiejna.

Sytuacja 2

I tak w końcu, gdy udało mi się ich spławić, przyszedł pan-ze-ściszonym-głosem. Mówił, jakby to była jakaś konspiracja, że kupuje rower. Szukał fulla i tak jakoś dziwnie opowiadał i mówił, jakby coś kombinował, jakby to jaką cenę mu powiem, było super wielką tajemnicą miedzy mną, a nim. Wybierał rowery po 12 i 14 tysięcy i wskazywał palcem na cenę - patrząc w inna stronę a potem tajemniczo do mnie.
- to jaka ta cena by była docelowo?

Czułem się, jakoś nieswojo. Koleś pytał, i tak dziwnie się zachowywał, nie bardzo wiedziałem, czy on ten rower kupuje, czy tylko bada jakie mamy ceny. Coś nie grało w tym całym dialogu. I w końcu facet sobie poszedł.
- cena 10 tysięcy za rower to troszkę jakieś nieporozumienie chyba. - dodał na odchodne.
Oczywiście jak pytał o rowery, to szukał czegoś dobrego i w dobrej cenie. Nie wystarczyło mu Shimono, chciał srama i na powietrznym amortyzatorze. Najlepiej na przednim FOX, a tylni też tej klasy. No wspominał też o specu…

Tyle o pracy – jeśli chodzi o rowerowanie to miało być więcej, ale nie wyszło. Rano przed pracą rundka w zimnym słońcu. Nowe przełożenia dopiero zaczynają mi się „przyswajać” . Jeszcze nie do końca je polubiłem, ale to pewnie tylko kwestia czasu spędzonego w siodełku. Ogólnie najważniejsze jest, że rower chodzi lekko i bez trzasków.