Księgowy | strona 244 | Księgowy

Dopiska - dla abonentów;D || 10.12km

Poniedziałek, 6 stycznia 2014 · Komcie(1)
Dopiska. Fajne słowo! No więc popełniam dopiski, bo kilka dopisek mam do dopisania. W dopisywaniu nie widzę frajdy, bo w dopiskach najczęściej jest mniej treści. Ich dopiskowość jednak sprawia, że uzupełniają one (dopiski) treść a w tym przypadku, tak ważny dla mnie dystans. 

A więc aby dopiskom stało się zadość -

po Agnieszkę do pracy i tyle!
niech was zjedzą krokodyle!




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Osiemdziesiątka po błotku... || 80.00km

Poniedziałek, 6 stycznia 2014 · Komcie(5)
Kategoria Pojeżdżawki
Od jakiegoś czasu nie wszystko idzie tak jakbym chciał. I nie chodzi tu tylko o spóźniającą się zimę. Ogólnie ten okres wczesno-noworoczny nie kręci się tak jakbym tego chciał. Nie możemy z AGa przezwyciężyć niechęci do roweru jak za oknem szaro buro i ponuro. kolejny raz podchodzimy do tematu wyjazdu do Hajnówki i kolejny raz nie udaje nam się tego tematu domknąć.
Poprzednim razem pokonała nas pogoda a teraz zgadnijcie co? POGODA! Miało lać, padać, i wiele innych rzeczy. Nie pojechaliśmy z nadzieją na "lepsze" spędzenie czasu w domu. Nie narzekam i nie skarżę się tu na spędzanie czasu z Aga w domu, ale wy rowerzyści - rozumiecie to pewnie lepiej niż inni. Człowiekowi się chce na rower a warunki są na nie - powstaje dysharmonia i to ona nas tak jakoś wali po łbie a my wmawiamy sobie, że to tylko chwilowe i że owo walenie po łbie to wina za niskiego sufitu...

Czas było tę dysharmonię troszkę wyprostować i pojechać gdzieś. Planowanie drogi w taką pogodę, gdy pół dnia mży a drugie pół woda wisi w powietrzu w postaci kropel, nie jest łatwe. Udało się, tylko dzięki AGnieszce. Ja, zapewne poległbym, i kolejny dzień spędził w wyrze oglądając serial medyczny "chirurdzy". No ale właśnie to jest fajne, że my działamy jak zespół, kiedy ja mam gorszy okres w planowaniu, Agnieszka nie pozostaje dłużna - łapie mnie za chabety i ciągnie na rower. 

Start - jak najdalej stąd. Nie możemy jeździć w kółko po tych samych miejscach. Sposobem, więc na lżejszą głowę, jest jazda nieco dalej. Wysiadamy więc w Gołotczyźnie. Na niebie, pochmurno, wiatr przeszywa a zamiast 5,5 stopnia, jakie były na naszym termometrze, gdy wychodziliśmy z domu, tu jest 3,5. Na gps ślad wiedzie nas na południe. Ruszamy mozolnie. Początek jedzie się słabo. Nie mam głowy do jazdy a pogoda dookoła nie ćwierka i nie błyska, czyli jednym słowem jadę bo jadę. Do tego dodajmy jeszcze za cienki ubiór i mamy - marudnego księgowego. 


Ja naprawdę lubię jeździź rowerem, tego dnia jednak przez pierwsze 10 kilometrów moim ulubionym słowem było "no". I tak sobie jechałem, z Agnieszka próbowała mnie rozruszać. 
- kurcze jaka blotnista ta szutrówka
- no
[...]
- jak jechaliśmy pociągiem to przecież prześwitywało słońce!
- no...
[...]
- spoko z każdym kilometrem bliżej domu, to super motywacja!
- no.......

Bywam nieznośny, jak jej udaje się ze mną czasem wytrzymać? nie wiem. W końcu jednak i ja się zacząłem odzywać troszkę więcej. Na jednym z postojów przebrałem się w cieplejsza kurtkę i pojechaliśmy dalej nieco "weselszym" tonem. Na niebie zaczęło coś tam przeświecać a w okolicy Nowego miasta, świadomość, że już jesteśmy bliżej tego co znam, dawała mi siły. 
Widzicie bo to ciężko rozgryźć. Niby oderwanie się od miejsca gdzie się na co dzień jeździ powinno pomoc, i zazwyczaj pomaga, jednak tego dnia początek miałem naprawdę słaby. Może wpływ na to miała nie tylko pogoda, ale fakt, że trasa wiodła szutrówkami, pełnymi błota, kałuż i tego typu przeszkód.

Aby jednak nie prowadzić tego wpisu w atmosferze zła i żałoby z tego iż "pada" "wieje"  i jest "be", napisze wam, że w połowie trasy mieliśmy przerwę na mały obiad u rodzinki. Po obiedzie, po tym jak się ogrzaliśmy, jechało się o niebo lepiej. Oczywiście wałówka obciążała nas znacznie, ale i tak morale było jakieś lepsze. Pogoda jakby też mniej pochmurna no i chyba zwyczajnie w kilometrach zostawiliśmy te nasze niesnaski. Bo rower jak wiadomo zajebiście oczyszcza głowę z chandry i wkurzenia. To chyba najlepszy lek na złe samopoczucie. Czasem jego aplikacja jest trudna a pierwsza dawka wydaje się gorzka, jednak z czasem czuje się poprawę. 

No mi zdecydowanie pomógł ten rowero-lek. Mimo, że pod koniec, dupa mnie bolała, i mimo, że nie wiem skąd czułem tak wielki dyskomfort tylko po 80 kilometrach, coś sprawiało, że czułem się błogo zmęczony a jednocześnie szczęśliwy. Szkoda, ze nie poczułem się tak od pierwszych kilometrów tego wyjazdu i że najpierw musiałem fukać jak jakiś najeżony kot. 

Podsumowanie
Jazda długodystansowa obecnie "leży", nie wiem gdzie leży problem, ale jestem w trakcie jego "zwalczania". nie mogę przemóc sie do dłuższej trasy. Fizycznie jest nieźle, choć ta trasa pokazała mi, że coś zanadto przyzwyczaiłem się do asfaltów i parchate szutrówki z kałużami, stały mi sie obce,m co zdecydowanie zaznacza mój "zad". Poprawimy, potrenujemy... Teraz niestety- znów będzie dużo czasu na jazdę... :( No cóż, takie życie, raz na dole raz na szczycie.







Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Na zakupy || 12.00km

Sobota, 4 stycznia 2014 · Komcie(2)
Na zakupy z żoną. Kupiliśmy rybki do Akwarium do Agusi pracy. Rybki to złe określenie. Kupiliśmy 8 neonków i 4 krewetki. Teraz jest pięknie i jak neonki podrosną będzie jeszcze cudniej. Na razie malutkie są mają jakieś 1,5 cm. Po rybkach wizyta na mieście po mięsko. Upolowaliśmy kurczaka 2,60 kg!!! SZOK Wielki jak stodoła. Miał być do zupy, ale szkoda go, na dwie pieczenie będzie.

Powrót przez Miasto z wizytą u króla kebabu - Kebab King. 

A teraz zapowiada sie wieczór przy serialu. Po zakończeniu ósmego sezonu Dexetera było jakoś pusto. Teraz czas na nowy serial 10 sezonów Chirurgów - powinno wystarczyć na jakiś czas.;D


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Wizje przyszłości! || 40.00km

Piątek, 3 stycznia 2014 · Komcie(1)
Dziś dzień pod znakiem zakupów. Na polecenie Agnieszki udałem się do Ikei i Decathlonu. Droga znana i nie tyle nie-lubiana co przereklamowana. Zwyczajnie tyle razy jechałem już po tej trasie, że mi się nie chciało. Wpływ na owo "nie-chcenie" zapewne miały tez poranne i przeciągające sie opady deszczu. 

http://www.gpsies.com/map.do?fileId=htjarcrbeiwboo...

Jak ruszałem z domu, jeszcze padało. Mżawka to taka zaraza, że wciska się gdzie się da i nie daje spokoju. Przestało padać dopiero w okolicy Odlewniczej, kto jednak tam był wie jakie tam dziurawe drogi a wszystkie zagłębienia wypełniła woda. No i jechałem rozchlapując wszystko dookoła a wtórowały mi auta rozchlapując wszystko na mnie. Niestety jako jednośladowiec, skądinąd niepożądany na jezdni "w taką pogodę", miałem bardziej "przechlapane" niż ci w autach. 

Obserwując sobie tą styczniową pogodę mam wrażenie, że coś się tej zimie popierd... i że chyba zaczynam za nią tęsknić. Bo tak miasta mają zaplanowany budżet na zimę, solarki stoją nie jeżdżą a firmy odśnieżające tracą miliony na sprzęcie który nie zarabia.Firmy łatające drogi wiosna z trwoga patrzą na dodatnie temperatury i nocami same rozkuwają pęknięcia aby choć trochę bylo co łatać jak przyjdzie ciepło... No i te setki tony soli. Ktoś to kupił i to gnije, jełczeje butwieje na składach na Targówku przykryte brezentem. A zwrócić się musi nie? Jak im nikt tego nie wykupi to sprzedadzą do masarni do marynowania mięsa. To z dwojga złego wolę niech już tą sól sypią na drogi. 

Najgorsze jest to, że wszystko to wina Tuska i Hanny Walc Gronkiewicz! Dziwne, że go jeszcze nikt nie obalił! Nie dość, że wydaje pieniądze na odśnieżanie to potem jeszcze każe zimę odwołać. Co za człowiek! Jak tu żyć panie premierze! Jak żyć!
Co na to policja! Przecież wzrost przestępczości w ferie będzie jeszcze większy! Dzieci w proteście przed brakiem śniegu na górkach wyjdą na ulicę i sankami zablokują śródmieście! Dołączą do nich rodzice z sześciolatkami, a na końcu pochodu firmy drogowe frezować będą drogi w ramach protestu.

Kraj stanie na skraju upadku a klimatolodzy wmawiający dotychczas bzdurna bajkę o ociepleniu klimatu , będą uznani, za wizjonerów! To oni staną na szczycie nowego rządu. Gospodarka naszego kraju przekształci się w ekologiczną... Zamkną wszystkie elektrownie węglowe a nowe firmy produkujące prąd, będą zatrudniać ludzi do prądnic nożnych. Zostanie wprowadzona prohibicja na auta, a ceny rowerów osiągną niebotyczne wartości. Nie będzie frytek i macdonaldów, a dzieci nigdy nie poznają smaku prawdziwego hamburgera... 

I to wszystko przez spóźniającą się zimę! Ludzie  -  ratujmy zimę! Sypmy szronem z lodówki!





Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Szosą i zimówką - po pół na spółkę || 26.00km

Czwartek, 2 stycznia 2014 · Komcie(0)
Dzień pod znakiem załatwiania spraw. Rano z Agnieszką do pracy i na zakupy. Jakie moje zdziwienie kiedy okazało się, że sklepów sporo jest pozamykanych? Nie udało mi się kupić wędliny, ale bułki już zdobyłem. Planowałem jeszcze zoologiczny odwiedzić i dokupić rybek do akwarium w pracy Agi, jednak "rybkarnia" tez była zamknięta. 

Musiałem obejść się smakiem i wróciłem do domu. Tu było co robić posprzątałem świąteczne dekoracje i odkurzyłem, zanim jednak to drugie, to skoczyłem z szosą na myjnie. Jej stan po dawnym wyjeździe wymagał interwencji. Brud tak zasechł, że lakier jakby zmienil kolor na szaro-brudny

Po myciu dokończyłem sprzątanie i pojechałem po Agnieszkę do pracy. Dzień mało intensywny kilometrowo, ale pogoda nie nastrajała do jazdy. Jutro "dla odmiany" ma padać, zapowiada się więc styczniowy listopad... pogoda taka jaka powinna być/była 2 miesiąće temu;/ grrrr. Chyba wole przymrozek i suche ulice.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Wieliszewska Traca Crossowa || 36.00km

Środa, 1 stycznia 2014 · Komcie(1)
Kategoria Pojeżdżawki
Jeśli uważacie się za smakoszy mtb, serdecznie polecam trasę w naszym powiecie. Super oznakowana tras dla miłośników singli, podjazdów i temu podobnych atrakcji. Niebawem, mam nadzieje, pojawi się filmik z jej objazdu, a tymczasem zapodaje wam tylko ślad z wycieczki, który zrobił kolega. 

http://www.gpsies.com/map.do?fileId=ssbforxetlkjil...

Było założenie, lekkiej po sylwestrowej jazdy w tempie emeryckim a wyszła wymagająca wycieczka po singlach i niezłych górkach!!! Nie sądziłem, że w tych rejonach jest tak super przygotowana trasa mtb! Zapraszam wszystkich! To nie nudna ścieżka po lesie, to 80% singli wijących się miedzy drzewami, 20% podjazdów XC i pełno nieopisanej frajdy z jazdy  w lesie! Nawierzchnia to głównie ubite runo leśne czasem piasek (mniej niż 10%). Nie jest to szybka dróżka, ciągle przed naszymi kołami, pojawiają się sosnowe pnie a projektant trasy poprowadził ją tak, abyście nie mogli ani na chwile przestać myśleć o tym co czeka za zakrętem. 

Umordowałem się i spociłem i skułem jeden łańcuch... reszta nie-do-opisania. Było mega!


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Sylwester Rowerowy || 49.00km

Wtorek, 31 grudnia 2013 · Komcie(3)
Kategoria Pojeżdżawki
Wycieczka z rowerowymi przyjaciółmi w sylwestra. W sumie 49 kilometrów w okolicach. Wyjazd był na początku bez deszczowy póxniej zaczęło delikatnie padać a na koniec na jedzeniach pojawił się lód. Były 2 upadki wśród ludzi, ale nie popsulo to ogólnej dobrej atmosfery wyjazdu. 

Trzy szampany dojechaly na most północny i zostały rozprawione należycie!




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Podsumowanie roku 2013 || 0.00km

Wtorek, 31 grudnia 2013 · Komcie(4)
<img src="https://fbcdn-sphotos-e-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash2/s720x720/429474_3909494703456_83166867_n.jpg">Ja mam kilka planów na 2013:<br>
- chciałbym przekroczyć wreszcie 400 km w 24h - ciężko będzie bo planuje załapać jakąś pracę a czasu na treningi może być nie wiele. Marzy mi się trasa Zakopane Warszawa :)

- penetracje GPS. Wraz z Garminkiem chciałbym powęszyć po drogach w które jeszcze nie skręciłem, bojąc się że "tamtędy nigdzie nie dojadę". W tym roku to zmienię. 

- dokładniejsze poznanie okolic miast przez które teraz tylko przelatywałem:

*Wyszków

*Nowy Dwór Maz

*Płońsk (tak blisko a byłem tam rowerem ze 2 razy)

Tak to prezentowało się w grudniu roku 2012. Co udało się zrealizować? 
* chciałbym przekroczyć wreszcie 400 km w 24 h - ciężko będzie bo planuje załapać jakąś pracę a czasu na treningi może być nie wiele. Marzy mi się trasa Zakopane Warszawa :)

Zakopane i Warszawa czekają, zaatakowałem jednak dystans 400 km/24 h i udało mi się pobić rekord zyciowy w 24h z wynikiem 360km/24h

* penetracje gps

Wyszków odwiedzony kilka razy, Płońsk również, zrealizowane więć w 100%.


Co innego w tym roku się wydarzyło? Troszkę tego było. Nie będzie po kolei, ale tak jak mi go dłowy wpadnie. 

  • trzykrotnie przekroczyłem 200km
Na uwagę zasługuje wyjazd wczesno-wiosenny do Konina. 248 kilometrów zrobionych w marcu. Reszta dwusetek do między innymi wyprawa do Torunia oraz trening przed Radlinem. 

  • Islandia


Jedna z najlepszych i najtrudniejszych wypraw w jakich brałem udział do tej pory. Wyjazd trudny i wymagający, ale ogrom piekna i przygody jaką tam przeżyłem, nie zastąpią żadne opowieści. Warto pojechać, warto to przeżyć, warto zmoknąć!!!!

Piękne przestrzenie, niesamowite widoki... 

Mimo, że wtedy narzekałem na trudy, teraz tęskni mi się do tej przestrzeni.

  • Ożeniłem się

Kolejne wielkie wydarzenie w moim życiu. Super szczęście z super kobietą, nareszcie po grób! 



  • Kupiłem Szosówkę

Zdecydowanie wielka rowerowa rewolucja w moim życiu. Zmiana i milowy krok w moich zamiłowaniach do długich dystansów. 


  • Jeździłem do pracy
Łącznie ponad 1867 km w wyjazdach do pracy. Codzienne ranne wstawanie, obserwacja zmian pory roku z jesiennej na zimową, choć bez śnieżną zimę. Ciekawe doświadczenie i nauka wytrwałości. W całej swej objętości stała sie również istotnym elementem w osiągnięciu 13 tysięcy kilometrów w tym sezonie.


  • Trzynaście tysięcy sto dwadzieścia pięć kilometrów
Tu nie trzeba chyba nic mówić... niech zdjecia mówią same za siebie!
























































Dziękuje wszystkim za to, że byliście moimi czytelnikami przez ten rok. Mam nadzieje, że za rok nie zwiodę was i będziecie wraz z moimi wpisami przeżywać rowerowy rok 2014!



Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Do pracy 41 - Poniedziałkowe Nic... || 24.00km

Poniedziałek, 30 grudnia 2013 · Komcie(0)
Kategoria Do pracy!
Poniedziałek, o poniedziałkach pisali poeci i wieszcze tego świata, powstał nawet film o poniedziałku i generalnie poniedziałek to trudna sprawa... U mnie tym trudniejsza, że to właśnie poniedziałek-przed-sylwestrem. Nie było rady, pojechałem do pracy. 

Rano było nieznośnie ciepło. Niby powinno to pozytywnie nastrajać, jednak jakoś tak nie wiem jak się ubrać. W puchu za ciepło, a jak zawieje to przez te moje kurtałeczki przewiewa. 
Jechało mi się jednak przyjemnie. Ciemno, dość ciepło i spokojnie. Lubie poranną ciszę, kiedy jeszcze nikt dookoła nie wstał i miasto śpi. Lubie te pozamykane zakłady naprawcze aut, te puste pachnące "po-nocnym" węglem ulice, zapach wilgoci i szum kół na mokrej kostce bauma. 

Urok miasta o poranku, zna go ten, kto rowerem przez nie jedzie o świcie. Na tyle puste by uradowało, na tyle pełne aby nie czuć samotności. 

Do SKM wsiadam prawie pustego. Ludzie mają dalej wolne, wielu z pracowników zrobiło sobie wolne do sylwestra. Nie było to trudne biorąc pow uwagę ilość przeplatanych dni wolnych. Wystarczy kilka dni złapać, aby mieć 2 tyg wolnego. Jedzie się przyjemnie. Wraz ze mną w pociągu jest trzech innych rowerzystów w tym jedna kobietka. Cieszy to, że ludzie mimo "zimy" nadal do pracy pedałują. Darmowy przejazd z rowerem daje dużą elastyczność dla rowerowych dojazdowiczów. Nie ma bowiem infrastruktury na tyle ciągłej aby jechać pełną trasę, a w porannym szczycie na wlotówce do Warszawy 20 km to raczej ciężka psychicznie jazda. 

W pracy luźna atmosfera, nie wiele się działo. Przełożona dała nam do roboty "zapchaj dziurę". Obdzwaniania jakiejś bazy bez sensownej, ciąg więc dalszy. Ludzie niejednokrotnie odbierali telefon takim tonem, jakby byli zdziwieni, nie tyle tym, że pytam ich czy mają drukarkę w firmie i komputer, tylko, że dziś ktoś pracuje tak jak oni. Nie obyło się bez kilku dialogów dnia...

Mój ulubiony:

- czy macie państwo u siebie wagę do paczek?
- nie, w mięsnym ważymy...
- proszę?
- no jak paczkę klient nadaje to mamy mięsny obok to idziemy tam zważyć paczkę...
- aha... dziękuje


inny:
- o dobrze, że pan dzowni - podałby mi pan numer do tego pana co ze mną umowe podpisywał?
- ale nie wiem z kim pan umowę ma podpisaną...
- bo wie pan ja się musze skonsultować, dostałem takie naklejki i nie wiem jak je przykleić....

A to kwiatki jakie w rozpędzie i znużeniu wyrzuciłem z siebie ja "przypadkowo" w przeciągu pracy przez kilka miesięcy.
* czy posiadacie państwo komputer podłączony do drukarki... [ posiadają komputer podłączony do prądu.... drukarka też do prądu pewnie podłączona - to było głupie ] 
* czy w pomieszczeniu występuje internet? [ pewnie, że występuje, jako okaz, lub jako gatunek, na spółkę z występowaniem grzyba na ścianie]
* czy macie państwo skaner do kodów paskowych... [ są jeszcze kody kratkowe i kółkowe kody?]
* Jak to jaka waga? Taka do ważenia, taka jak w sklepie mięsnym, tylko do paczek... no eee taka waga...[pokraczna odpowiedź na klienta pytanie, "ale jaką wagę o co panu chodzi". Z mięsnym zasugerowany byłem dialogiem wcześniejszym:D ]
* Nie macie komputera? Eee to znaczy, chodzi o to, że oczywiście nie jest to obowiązkowe, można nie mieć... [to jak usłyszeli ludzie w sali to popłakali się ze śmiechu. Po trzydziestu telefonach i kiedy wszyscy mieli komputery w firmach gdzie dzwoniłem, ta odpowiedź, że komputera nie mają troszkę mnie zablokowała. Czasem jak się maszynowo obdzwania 200-300 kontaktów to tak sie czasem coś człowiek zamota, sam sie uśmiałem...]

Po pracy rowerkiem do pociągu. Znów luźno w masówce kolejowej toteż jechało się nader przyjemnie. A Jabłonnie wpadamy jeszcze na zakupy a potem do domu. 







Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Wiosenna wycieczka rowerowa || 50.01km

Sobota, 28 grudnia 2013 · Komcie(0)
Kategoria Pojeżdżawki

Wycieczka dziś od rana była w powijakach. Nie bardzo wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać i co ze sobą zrobić.

Niby pogoda ładna, ale jakoś tak nic się w głowie nie układało co do trasy przejazdu. I tak wisieliśmy w pomysłach, aż w końcu udało sie coś wyskrobać. Założenie główne? - Teren! Dośc mamy asfaltów i aut, w taką pogodę jaka panowala za oknem zazyczyło nam się terenu i szumu piasku pod kołąmi

Nie mieliśmy ochoty na lasy i głębokie piachy, chcieliśmy szutrów i słoneczka i jeszcze więcej słoneczka!

Wystartowaliśmy z Jabłonny i Wałem Wiślanym pojechaliśmy na południowy wschód. Mimo, że wiało w przysłowiowy dziób, było przepięknie a słońce nas oślepiało ! Standardowo już, za grubo się ubrałem, i musiałem podwinąć swoje zimowe spodnie rowerowe, robiąc z nich "3/4". Wyglądało to komicznie, ale ulgę dla przegrzanych i spoconych łydek dawało - przyjemną.

Na wale ludzi od groma. Nodik łokingowych babci zatrzęsienie, kilku biegaczy też nas mija. Jedziemy więc pośród ludu spacerującego i co jakiś czas robimy przerwy na "jaranie się" słońcem. Dookoła czuć wiosnę, zapach trawy, nagrzanej ziemi, oczami wyobraźni widzę marzec a nawet połowę kwietnia. Jakie jest moje zaskoczenie kiedy dociera do mnie, że jest grudzień i dopiero co była Wigilia? Do wiosny jeszcze prawie 3 miesiące, jednak jeśli taka ma być zima w tym roku - ja się na to piszę!!!

Wałem jedziemy do Mostu północnego. Tam przenosimy się na ścieżką rowerową, która docieramy do ul Modlińskiej.

- Adaaaaaaś wiesz coooo?

- Noooo też o tym pomyślałem - odpowiadam i uśmiecham się do Agnieszki.

Nie musimy sobie nic wyjaśniać, koła i pragnienia same ciągną nas do KFC. Tam robimy sobie przerwę na niezdrowe żarcie. W sumie od śniadania minął już kawałek czasu, a przed nami jeszcze ładnych kilometrów się nazbiera. Trzeba być przygotowanym na nagły atak głodu. Niwelujemy więc go - fast-foodem. Pysznie!

Jakieś 45 minut później, ledwo się ruszając toczymy się dalej. Kierunek ścieżka szutrowa przy kanałku Żerańskim. Zanim jednak do niej dotrzemy, musimy się przedostać kawałek Piechocińską, co nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy. Sporo jedzie aut i wszyscy jakoś tak się spieszą. Z radością więc opuszczamy asfalt za mostem ulicy Białołęckiej.

Przez kolejne kilometry będziemy teraz jechać gównie szutrami w towarzystwie cieku wodnego. Przyjemnie ciepło, przyjemnie mało aut i od zatrzęsienia wędkarzy.

Na uwagę zasługuje nowe rozwiązanie rowerowe na kładce nad kanałem:

akiej ilości serpentyn na pojedynczej przeprawie rowerowej, jeszcze nie widziałem. Nie mam pojęcia, czy próbował tamtędy jechać jakikolwiek niepełnosprawny, ale myślę, że mimo wykonalności przejazdu, kosztować go to będzie sporo wysiłku. Doceniam jednak to, że przebudowano kładkę i poczyniono zmiany. Czy zdobędzie to miejsce popularność - tego nie wiem. Jedno jest pewne, przyciąga to wzrok i stawia wyzwanie - a na pewno znajda się tacy, którzy owo wyzwanie podejmą;D

Do Nieporętu docieramy z wiatrem, więc mimo iż jechaliśmy szutrówką, ten odcinek mija szybko. Z nad Zalewu już tylko rzut beretem do Wieliszewa ską wracamy ścieżką rowerową do domu. W Jabłonnie zahaczamy jeszcze o biedronkę. Zakupy są tak wielkie, że dwie wielkie sakwy Crosso wypełnione sokami, podrywają przód roweru Agnieszki do góry. W sumie wiozła prawie 30kg na "pace".

Tak tak wiem, spytacie czemu ona wiozła soki, nie ja... ja też miałem załadunek, niestety sakwy duże crosso nie wejdą na mój "supermakretowy" bagażnik, w taki sposób bym nie obcierał nogami o ich brzeg. Pocieszające jest to, że ze sklepu z owadem w logu - mieliśmy tylko niecały kilometr do domu. Może zostanie mi to wybaczone;D




Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew