Księgowy | strona 257 | Księgowy

Smalec i ogórek! || 9.15km

Niedziela, 1 września 2013 · Komcie(1)
Kategoria Pojeżdżawki
Dzień jak widzicie nie był rowerowo przygniatający do podłoża. Nie zmienia to faktu, że użyliśmy owego środka transportu dziś do poruszania się po mieście. Leniwa niedziela rozpoczęła się od rana, po wczorajszej pracy z szybkoobrotową szlifierką czułem dziś plecy. Naschylałem się i dziś byłem od rana jak kołek. A do tego nie wiem skąd zakwasy mięśni podudzi. Jej... ja naprawdę się sypie;)

Dzień jednak jak wspomniałem był rowerowy. Pierwszy kurs wybraliśmy do Legionowa. W każdą pierwszą niedzielę jest tam targ staroci i używanych rzeczy. Postanowiliśmy sie przejść zobaczyć co "ciekawego jest". Najwięcej jednak było stoisk z ubrankami dziecięcymi, i jakimiś ubraniami emerytek z "tamtej epoki". Oczywiście uoazję napędzała ciekawość ludzi toteż ludzie szli i paczyli. Jednak nie kupowali... Nas niestety nic nie zainteresowalo. Kolekcja resoraków, jakieś gry planszowe i tego typu rzeczy to nie nasza liga.

Choć łezka sie w oku kręci, bo takie resoraki z dobrej blachy dawniej były hitem na podwórku i każdy miał ich tylko kilka a każdy nowy był witany na placu zabaw jak "nabożny". Teraz dzieciaki nie wiedzą co to znaczy siedzieć w wakacje na piaskownicy do 19 i mówić "Mamo jeszcze trochę - przecież jest widno".

Pochodziliśmy więc sobie tak po targu i pooglądaliśmy. Niestety - a może i stety - nic nie nabyliśmy drogą kupna. Drogę wybraliśmy, ale do Jabłonny na "dni Jabłonny". Tam znów spacerkiem. Było kilkanaście straganów, jakieś odpustowe typowo miejscówki, z pistoletami, kapiszonami i balonami na hel, ale także stragany z watą cukrową i popcornem, czy prażynkami...

Obok kolejna aleja, tym razem taka bardziej dla dorosłych. Nadleśnictwo Jabłonna wystawiło swoje stoisko. Nie było wypchanych dzików a patrząc po tych zniszczeniach rodzinki świnek które co noc czynią pod blokiem, pewnie chętnych na stoiskowego pluszaka mają kilkunastu w lasach.

Nieopodal znów kolejne i jakieś regionalne przysmaki. Dopadliśmy pyszną pajdę ze smalcem, cebulką pomidorem i ogórkiem małosolnym. Jejku jakie to było pyszne!

Spotykam także wujka. Jako prezes związku pszczelarskiego wystawił stragan i miodek ze swojej pasieki. Pogadaliśmy chwilę i przywitałem się z jego córką. Kawał czasu jej nie widziałem, bo za granicą siedziała sporo czasu. Niestety ze sceny wali tak głośna muzyka, że wymiana zdań koło straganów jest trudna do osiągnięcia.
Żegnamy się i uciekamy. Zahaczamy jeszcze o OBI i Kaufland bo kilka drobinek mi trzeba do obiadu. Oczywiście najlepszy czas na zakupy wybrała też cała Polska. W kolejce do kasy stoimy z 15 minut jak nie lepiej. Jednak tak to właśnie wygląda "ja idę" ty idziesz oni idą itd. Aż się zastanawiam czy nie powinno być uczone w szkole i odmieniane przez przypadki.

No, ale co ja marudzę, przecież sam nie jestem lepszy bo - "ja poszedłem", "ja stałem" kogo czego, nie ma? "wolnej kasy".

Do domu wrócilismy na obiadek - pieczone ziemniaki + pieczoną pierś z kurczaka i mizerię.

Lato mija... wrzesień od jutra białe bluzeczki do szkół pójdą.

Dziś jednak po cichu i jakby niezauważona przemija pewna smutna rocznica. 1 wrześnie rozpoczęła się walka na ziemiach Polskich... W dobie dzisiejszych podziałów politycznych niesnasek nienawiści - zastanawiam się, czy wtedy gdy wspólnie walczyliśmy z jednym wrogiem nie byliśmy bardziej zjednoczeni niż teraz.
Ludziom chyba potrzeba wojen co jakiś czas, to ich jednoczy spaja i utrzymuje pewna stabilność terytorialną na ziemi. To brutalna prawda, ale niestety to czysta biologia. Jeśli na jednym "terytorium" dany gatunek zbyt ekspansywnie się rozwija zaczyna konflikt z innymi gatunkami. W końcu któryś z nich wygrywa walkę i przez jakiś czas jest stabilny spokój do czasu aż kolejny gatunek nie pojawi sie w pobliżu i niw wykształci systemów obronnych silniejszych niż te osobnika zajmującego terytorium.

Czy więc czeka nas wojna? Oby nie, bo to nic fajnego... czy to jednak możliwe aby pokój trwał wiecznie?

Za-filozofowałem trochę ale to nic. W taką rocznice można troszkę po dywagować.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Zbudujmy sobie łóżko! || 44.92km

Sobota, 31 sierpnia 2013 · Komcie(5)
Kategoria Na Zaborze
Wycieczka rowerowa z Agnieszką z sakwami na północne Mazowsze. Jechaliśmy na Zaborze aby przygotować łóżko z palet, które budujemy.

Zanim jednak pochwale się wam, że udało nam się je zbudować, opowiem cos niecos o trasie.

Wstaliśmy rano, przed 8:00. Na trasie byliśmy coś 8:15. Ranek to nie jest dobra pora dla mnie. Ostatnio jakoś rano nie egzystuje. Zaskakujące bo niedawno coś mi po glówce tłukło się,aby jechać na jakiś Bike to the hell. Niestety jednak słabo mi się jechało. Przez Nowy Dwór Mazowiecki i wioski i wioseczki dojechaliśmy na miejsce.

Budowa łóżka zakładała przerobienie i oszlifowanie 8 palet 120x80. Dwie trzeba było naciąć, bo planujemy obok łóżka stolik nocny. Palety dodatkowo po oszlifowaniu pomalowaliśmy przeźroczystym sadolinem. Dla konserwacji.

Coś w ten deseń robimy, tylko, że z jedną "szafką nocną" i na dwórz poziomach palet.
Całość wygląda nieźle, może niebawem pokażę wam efekt in situ, czyli z łóżkiem i materacem na wierzchu.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Po mieście || 31.95km

Piątek, 30 sierpnia 2013 · Komcie(3)
Kursy po mieście i po podmiejskich asfaltach. Byłem na piaskach, a potem wróciłem do domu i wtedy zorientowałem się, że zostawiłem bluzę w piwnicy u rodziców. No więc wypakowałem co miałem do wypakowania i znów na piaski. Skleroza nie boli, ale się trzeba nachodzić a w tym przypadku najeździć. Jazda sama w sobie też nijaka, bo tylko podmiejska i po dziurach - ścieżkach itp, jednak zawsze to kolejne kilometry przyzwyczajania się do roweru.

Co by nie mówić - jeździ się dynamicznie i szybko a i mniej już zwracam uwagę na trzęsałkę na dziurach. Nie znaczy to, że nie odczuwam wstrząsów, jednak pierwsze dni bardziej mi to przeszkadzało.

Szukam pracy i już mi po głowie chodzi z desperacji kurs spawacza lub wózków widłowych:P Ech;/ lipa z robotą;/


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Szosowe pólnocne Mazowsze || 71.85km

Czwartek, 29 sierpnia 2013 · Komcie(3)
Kategoria Na Zaborze
Wyjazd na północ do Rodzinki w sprawach przyziemnych. Zawiozłem film z wesela i przy okazji znów dosiadłem szoski. Na północ jechało mi się średnio. Jakoś tak nie miałem siły, wczorajsze 120km i nocne dojechanie chyba nadal było odczuwalne. Jechało się więc mozolnie, choć "po sosowemu" czyli nie 18km/h a 21-23. Czułem że jadę pod wiatr więc swoja niemoc zrzuciłem na karby tego żywiołu.

Na miejscu zjadłem pyszny obiad i pogadałem chwile z rodzinką. Zabrałem się do domu najedzony a było już dobrze po piętnastej.

W druga stronę wyraźnie lepiej. Niby znów odcinki pod wiatr, ale jazda po obiedzie szła sporo lepiej. Jechałem już 25-26km/h no i jakby wiatr mniej przeszkadzał.

I tyle w temacie - dalsze dogrywanie się w duecie z Venita trwa:D


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Mała Pętla Warszawska || 124.47km

Środa, 28 sierpnia 2013 · Komcie(0)
Kategoria Na uczelnie
Dziś odbyła się można powiedzieć próba generalna Venity. Pojechaliśmy trochę pobrykać tu i tam. Najpierw rano kurs był do urzędu Pracy. Standardowo po podpis. Zaproponowano mi nawet pracę. I to jaką! Jako pierwszy dostałem nową ofertę. Zapisałem zszedłem na dół i dzwonie a kobieta w słuchawce mówi mi, że nie aktualne...Dziś zatrudniła pracownika na okres próbny.

Ja to mam kuźwa szczęście do promocji;/ A oferta miała być wyjątkowa i świeża jak te bułeczki z piecyka! I co? Zakalec. Jak oni maja w tym U.P takie świeże oferty to nie dziwne, że bezrobocie takie.

Lekko zwiedzony, że mnie szansa życia ominęła, pojechałem do Warszawy po odbiór pieniędzy z wczorajszych wierceń w Radzyniu Podlaskim. Najpierw do Jabłonny - tu troszkę ścieżkami a troszke ulicą, a później już tranzytem na stolice.

Wrażenia z jazdy pierwsze - Jedzie się szybko. Rano najedzony wypoczęty nie zniżałem się poniżej 26km/h. Trzeba pilnie obserwować dziury na jezdni i nierówności. Nie chce sprawdzać wytrzymałości kół ani już teraz uczyć się zmiany dętki w szosie. Na nierównościach czuć każdy pypeć, jednak generalnie jedzie się fajnie.

Najgorsze są ścieżki. Mostem Północnym jeszcze ok, potem do Gwiaździstej ścieżką jeszcze też w sumie dobrze, ale potem do Powązkowskiej jechałem już ulica, bo te przeplatanie ścieżki, to na lewo, to na prawo i jej wielokrotne "wplecenie" w istniejące wcześniej na osiedlu drogi z betonowych sześciokątnych kostek, mnie troszkę wytrzęsło. Do Banacha jechałem już jednak prawie całość ścieżką, bo ulicą wśród aut nie miałem jakoś veny. No dobra - kawałek ulica mknąłem - hipek byłby ze mnie dumny, bo tunelem pod torami na prymasa pojechałem ulicą.

Na uczelni załatwiłem, co miałem do załatwienia i postanowiłem, że wrócę dookoła troszkę. Nie bardzo wiedziałem jak bardzo dookoła chce wracać i w sumie do ostatnich chwil się wahałem z wyborem trasy. Padło na Błonie i dwójkę na Poznań oraz Małą pętle Warszawską.

Na pięknym asfalcie z wiatrem w plecy do Błoni, jechałem ze średnią ponad 27km/h. W sumie 30 jakoś tak samo siedziało na liczniku. Przed Błoniami jednak poczułem pierwsze oznaki zmęczenia. Plecy mnie bolały. Złożyło się na to kilka czynników. Przede wszystkim miałem plecak. W początkowej (dziurawej i ścieżkowo-warszawskiej) fazie, w plecaku była gruba zapinka z łańcucha i muszynianka z sokiem zapłoniona w 75%. Ciężar więc dał mi popalić.
Do tego nowy rower, lekko inna pozycja i pokłosie wczorajszych wierceń, gdzie walczyliśmy z dziewięcioma ręcznymi wierceniami do 3 metrów. Niby nie wiele, ale plecy pewnie nie zregenerowały sie od poprzedniego wysiłku.

To wszystko nałożyło sie na siebie a w efekcie i nałożyło sie na mnie. Za Błoniami tuż przed Lesznem robię postój i przekładam zapinkę do sakiewki która montuje na kierownicy. Wziąłem ja asekuracyjnie, bo nie wiedziałem czy właśnie w takiej sytuacji się nie przyda. I co? Przydała się. Zdjęcie kilku kg z pleców bardzo pomogło, choć pokłosie przeciążenia lędźwi plecakiem, będzie jeszcze mnie cisnąć na tej trasie.

W Lesznie przerwa na zakupy picia i lody gałkowe. Odpoczywam w cieniu jem lody i staram się rozciągnąć lekko przysztywnione plecy. Na jakiś czas pomaga. Jak ruszam na trasę spowrotem jedzie się dobrze. Wiatr jest w twarz ale 23 - 25km/h to w sumie prędkość optymalna jaka utrzymuje bez jakiegoś strasznego spinania się. Plecy znów atakują mnie w Sowiej Woli. Zaciskam zeby i jadę swoje postój dopiero robię przed samym mostem Błękitnym w Nowym Dworze Mazowieckim.

Ten ostatni odcinek, znów pod wiatr, jest tragicznie ciężki. Plecy nie tyle bolą, one sa takie odrętwiałe. To takie uczucie jak budzisz się rano i masz potrzebe rozciągnięcia się. Ja mam tak samo, ale nie moge się rozciągnać i to uczucie - dziwne - sie tak utrzymuje.

Górki w Rajszewie biorę ładnie. Tam już Kryzys nieco mija, ale jeszcze nie jest do końca zażegnany. W Jabłonnie skręcam w Lewo i odwiedzam Agę w pracy. Odbieram paczkę od niej i kurs do domu robię.


na mapie nie zaznaczałem już kursu do Agi, nie zaznaczyłem go z czystego lenistwa.

Obserwacje Szosowe.
- rower naprawdę ładnie leci jak mu się pociśnie.
- prędkość jest sporo wyższa niż na Francy.
- trzeba się pilnować z dziurami,
- trzeba nauczyć się hamować i wzmocnić ręce do chwytu górnego hamowania. Miałem dziś wrażenie czasem, że nie miałem siły docisnąć klamek od góry. Nie wiem na ile modulacja słaba związana jest z wciąż nie do końca dotartymi klockami a na ile z moją siłą, ale jako obserwacje notuje skrzętnie.
- Pozycja wydaje się spoko, ale muszę opracować opcję nie wożenia zapinki w plecaku na plecach i zdecydowanie zabierać bidon zamiast butelki wkładać do plecaka.
- średnia ze 124km w tym z jazdy po mieście 23. Pewnie sama jazda poza-miejska dała by około 25/26 km/h. Cóż w sumie nigdy nie jeździłem dla średniej, jednak wiem jakie wartości widniały na moim liczniku we francy i dlatego o tym wspominam.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew

Trzeci raz drogie dzieci i na szosie po raz trzeci. || 10.47km

Poniedziałek, 26 sierpnia 2013 · Komcie(1)
Popołudniowo - wieczorna już wyprawa do miasta. Jej, wiecie co? Noc teraz tak szybko nadchodzi. Rano jeszcze widno, ale szlak trafił ciepłe widne wolno nadchodzące wieczory po 22. Teraz po 19 już zaraz szarówka i ciemno. Co to za czasy nastały. Jesień idzie a do tego ten chłód z lasu, chłód mimo słońca w dzień i chłód wszechobecny.

Niebawem zacznie się szkoła, na drogach będzie mniej młodzieży a potem znów za kolejny miesiąc studentów wywieje na wykłady i ćwiczenia. I na ulicach na rowerach zostaniemy tylko my bezrobotni. No może ktoś tam się czasem na wydział karnie czy do pracki, ale to nie to samo. Znów na drogach zapanuje spokój, równowaga i elitarnie pozdrawiać będziemy się z rowerzystami, wiedząc, że ów jegomość z przeciwka to swój człowiek, mający w pogardzie chłodne poranki i zimne wieczory.

Trochę mnie ta jesienność dziś zmiażdżyła, ale wiem, że jeszcze kawał czasu i pewnie nie jeden ciepły tydzień. Pogoda utrzymywać sensowna, lubi się nawet do późnego października. Damy radę, ale urok mrugającej lampki wieczorem znów powrócił. Nawet to lubię - ciekawe ilu nietoperzy spotkam w tym roku.

Cholibka jak tak siedzę jest 21:00 i patrze na tę/tą noc, to mi się normalnie wigilia przed oczamy/oczyma - stawia. Tylko reniferów i światełek brak.


Pozdrawiam
Księgowy
Organizator:

Legionowska Katorga,
Castle Ultra Race ,
Tour De Zalew