Niedzielka

Niedziela, 6 września 2015 · Komentarze(3)
W niedziele wyprawa po zaginiony portfel do firmy. Wiatr urywał tyłek, ale czasem pomagał i pchał 35km/h. 



Po lewej mur Chiński w Legionowie.

Wchodzę w prędkość nadświetlną. 





Jesień to czas wykopków.

Z wiatrem szło po 30km/h



Snikers brat. 



... lasem.

Pogoń za koleszką na fullu za 300zł w podkolanówkach - a`la pro...

Odpoczynek... na molo w Zegrzu. 

Inwazja łabędzi...


Powrót do domu był pod mega wiatr i centralnie w kierunku pochmurnego nieba. 




Budowa ulicy Torowej w Legionowie.



O życiu, o rowerze, o żesz w mordę...

Sobota, 5 września 2015 · Komentarze(2)
Kategoria Do pracy!
O tym, że kierowcy chcą nas bić to już słyszałem, o tym, że kierowcy potrafią nie rozumieć przepisów i dziwnie je interpretować - również, ale żeby do mnie z łapami wyskakiwał rowerzysta grubo po 60tce? WTF?!?

Jako iż dzień był aktywny, wracałem sobie z aktywnej pętelki po pracy. Jechałem od Ronda w Nieporęcie do Ronda w Zegrzu po PRAWEJ stronie, poboczem. Kto jeździł tym odcinkiem, wie, że pobocze owo nie grzeszy równą nawierzchnią, a frezowania  tamtejszych kolein, są nieomal tak regularne jak gwiazdka czy święto zmarłych. Czasem dochodzę do wniosku, że oni po prostu chcą zobaczyć co jest pod asfaltem i dlatego te regularne skrobanki.
Jechałem więc sobie poboczem, i jak to w życiu bywa starałem się nie wpaść na jakieś tam dziury i spękania. Frezówka trzęsła mnie jakbym pod rękami miał wibromłot. Po mojej lewej w spokoju pędziły sobie autka. Jako, że ich pas zdecydowanie bardziej przypominał dwie rynny połatane dziurami, wolałem jednak jechać tym "swoim" cokolwiek frezowanym poboczem.



Jechałem więc lekko zadumany, i w sumie jakoś nie specjalnie ogarniałem otoczenie. Dzień spokojny, przy plaży w Nieporęcie pustki, mało ludzi więc jechałem na autopilocie. W sumie myślałem już o obiadku u mamy, na jaki się miałem z Agnieszką wybrać, jak wrócę z pracy. Nagle podnoszę wzrok i serce mi podchodzi do gardła - dwa metry ode mnie na czołowe jedzie rowerzystka. Odbijam w prawo, ona w swoje lewo. Ona ląduje na barierce metalowej, a ja jakoś wyhamowuje przed nią. Z za owej rowerzystki wyłania się rowerzysta. Pan ma kaszkiecik, białe spodnie szorty i rękawiczki kolarskie. I jak na mnie nie naskoczy! Że "ty taki i owaki", że jak jeżdżę i ogólnie krzyczał strasznie, mało tego podszedł do mnie i szarpać mnie chciał, popychać... Niewiele brakowało, a doszłoby do szarpaniny i bijatyki. Zdębiałem! Pewnie i bym dyskutował dłużej o tematach, kto tu jechał pod prąd, ale facet złapał za moją kierownicę od roweru i zaczął mnie przepychać do tyłu. Odepchnąłem go na bok i odjechałem. Pani również nic nie było. Pewnie tylko zarysowała sobie amortyzator o metalową barierę, bo szlif był z hukiem, ale postanowiłem już tego nie sprawdzać.

Odjechałem z podniesioną adrenaliną i totalnie zaszokowany. Nie dość, że mi babiszon na czołowe wali, to mnie jej gach chce bić. Po co mam się szarpać z emerytem i mieć potem jakieś scysje. Ustąpiłem, ale sytuacja była szokująca dla mnie!

W Wieliszewie, walczyłem jeszcze z jednym wrogiem tego dnia. Był nim wiatr, wiał w twarz, tak mocno, że klękajcie narody. 20km/h i ani du du więcej. Dobrze, że spotkałem koleżankę na rowerze i stanąłem chwilkę pogadać, to przynajmniej była okazja odpocząć.




Ostatni odcinek po obiadku u rodziców robimy już przed zmrokiem.




Porannie porankowo

Czwartek, 3 września 2015 · Komentarze(2)
Jak chłodno dziś co? Niby słoneczko a w tyłeczek wieje i czuć jesień. 

Wiele drzew już pożółkło, ale to bardziej od suszy niż z jesieni. Niemniej jednak czuć już że pewien etap naszego roczku rowerowego się kończy. To wstawka kolejowa, dla miłośników szlifów na rowerze... Nie dość, że torowisko pod kątem 60 stopni, to jeszcze najeżdża się na nie na długim zacieśniającym się łuku w prawo. W oddali widać rondo.
Przejazd dodatkowo zbudowany jest z gumo-podobnych płyt - poranek, pierwsze przymrozki... i co? He he - oj już niebawem niebawem...


New York mazowiecki

Środa, 2 września 2015 · Komentarze(1)
Kategoria Do pracy!
Dziś o poranku, gdy słońce jeszcze było za źdźbłami trawy, wstałem i zapakowałem do auta rower. Kierunek Nowy Dwór Mazowiecki. Brumek, potrzebuje opieki i trzeba ( w końcu) wymienić mu oleje, filtry, i takie tam. Do tej pory nie było okazji, a od zakupu przejechane nim ponad 600km, więc aby zdrowo rósł, niech ma. W Nowym Yorku - oddaje kluczyki koledze z warsztatu i wsiadam na rower. 

Początkowo, supcio. Piekne słońce, wiatr w plecy i 25 stopni. Na liczniku 30km/h, z czasem jednak zaczał mnie doganiać front deszczowo-chmurowy i do Legionowa wjeżdżam już w pochmurnym i wietrznym poranku. 

Wpadam jak po ogień do hurtowni zabieram kilkanaście dętek i wio dalej na trasę. 

Obładowany rower, temperatura 22 stopnie i podmuchy boczne... - ech dawno nie cuzłem sie tak fajnie na rowerze. To nic, że prędkość nie wielka. Czuło się ten ciężar w sakwach i miałem wrażenie, jakbym na jakiejś wyprawie był conajmniej. 

Wielu zdjęć z dziś nie ma niestety:

ętek>

Inauguracja Września

Wtorek, 1 września 2015 · Komentarze(5)
Kategoria Do pracy!
Poranna rundka, już wrześniowa. Dziś dzieci ruszyły do szkoły. Od jutra regularnie według planu, maszerować będą każdego dnia do szkółki. Masa aut piętrzyć będzie sie przed podstawówkami w okolicach godziny ósmej. Przecież dzieci trzeba podwieźć pod samą furtkę. Znów będzie słychać dzwonki szkolne.

Czuć taki żal... za wakacjami, które sie kończą. To co ciepłe i uplane odchodzi. Dni już wyraźnie krótsze, a pracy w serwisie coraz mniej. Więcej czasu dla siebie, więcej czasu na odpoczynek. Cóż taka branża, ze gdy wszyscy mają free - my oramy nasze pole;D

Dziś o poranku:




Dobrego września wam życzę koledzy i koleżanki!

PS.

W końcu udało mi się skonfigurować router... co za imbecyl ze mnie... :D

Przełjowo z żoną

Niedziela, 30 sierpnia 2015 · Komentarze(3)
Miałem różne plany na weekend, ale dobrze, że żona mnie na szutry zabrała. Co tu duzo mówić. Fajowo było. Trsasa głównie szutrami, wałem nad Narwią, wałem nad Wisłą, koło pola golfowego, przez Janówki. Rany - pełen Chill i lajt...









  • KURZ - wynocha! 
  • Czemu?
  • Jesteś zwolniony!!!










Bo każdy sposób na bobry jest dobry...










Nawierzchnie tego dnia zmieniały się  jak w kalejdoskopie...


Sprawca Zła - Oto ja;)


Wisła tuż koło Jabłonny... wielka Królowa rzek... się opala;)

Przed pracą...

Piątek, 28 sierpnia 2015 · Komentarze(1)
Tak się jakoś złożyło, że udało mi się wcześnie wstać. Agnieszka już na nogach była od rana, więć i ja się podniosłem. Zakręciłem się tu, zakręciłem się tam i wyszliśmy z mieszkania. Dziś nie autem! Nie mam nic do zabrania z hurtowni, więc mogę jechać bez przeszkód rowerkiem. Godzina? 8:25 - czas dobry, kierunek więc na Wieliszewskie Wodociągi.

Noga za nogą, w lekkim ciepłym - chłodzie poranka. 
* Ciepły chłód - dla niewtajemniczonych cyklistów, pora dnia, kiedy jest już ciepło, a jeszcze jak zawieje czuć chłodek.

I tak sobie jechałem, przełajowe oponki szumiały o asfalt i dumałem... dumałem sobie, jak to teraz będzie. Bo poszukiwania weny jesiennej trwają nieustannie. Tego dnia tak przyjemnie mi się pedałowało, że miałem poczucie, że mogę tak jechać i jechać bez końca. 

Trzeba było skieować w końcu swoje koła w kierunku zakładu pracy i owe poranne kontemplacje przerwać.

- pan mi zmieniał ostatnio dętkę
- tak zgadza się
- i zmienił mi pan oponę.
- Tak jak mówiłem panu, miał pan popękaną i sparciałą oponę, i kwalifikowała się ona do wymiany. W przeciwnym, razie ciągle łapał by pan dętki. Zmieniłem panu oponę na takiej samej szerokości co pan miał 700x42c
- Ta mi obciera o błotnik. Pan mi założy inną albo mi pan błotnik da taki szerszy będę za godzinę...
- ale... - nie zdążyłem nic dodać pan sobie poszedł zostawiając mi oparte koło i kawałek błotnika
[ some time later...]
- i co zmienił mi pan?
- Tak założyłem panu oponę 35c. 
- Jeszcze cieńszą?
- No pan mówił, że tamta obciera
- Cieńszą to nie bo żona i na tej się w piasku wywala
- bo to nie są opony na piasek. Tylko na ubid\ty szuter. Po piasku pan róneż przejedzie, ale trzeba wolniej
- co pan opowiadasz, tamta stara była dobra
- tamta stara była taka sama jaką panu założyłem, ale pan mówi, że zonie obciera...
- no obciera i się ciągle wywala na piasku...
- na piasku trzeba wolniej jechać, uważniej
- panie załóż mi taką oponę aby żona chciała jeździć i po piasku i nie po piasku! Bo jak się wywaliła ostatnio to powiedziałą, że więcej na rower nie wsiądzie...
<lol>

Cóż poradzić na takie egzystencjonalne problemy? Ech... co ja mogę:D

Ja foka - jak mnie słychać?

Piątek, 28 sierpnia 2015 · Komentarze(3)
W poszukiwaniach weny codziennej gdzieś udało mi się wykrzesać iskierkę. Pojechałem sobie wczoraj znów do pracy z lekkością słonia;) Ciągle pod wiatr miałem. To jakaś niesprawiedliwość społeczna chyba. Nie dość, że na grubszych oponach, to jeszcze pod wiatr... i co? Adaś z niedoczasem wyjechał i gnał jak wariat... jakby mi sektor na maratonie odchodził...

W pracy jestem o czasie, ale tak się przeorałem pod ten wiatr, że klękajcie narody. 

W pracy spokój cisza. Robiłęm jeden rower i "delektowałem się tym" cały dzień. Ogólnie w pracy się mega uspokoiło, i mozna posprzatać, poukładać graty. Wszystko zaczyna mieć swoje miejsce. A dzieci kupują nowe zeszyty do szkół. Lato odchodzi, a nadchodzi przedjesień. Ciepła sucha... będzie się jeździło! Oj będzie! 

Plany są! Nie powiem jakie;)

Kaprysy.

Środa, 26 sierpnia 2015 · Komentarze(6)
Kategoria Do pracy!
- poproszę oponę
- jaką
- 28 cali
- terenowa czy zwykła...
- chciałbym, aby opona miała po środku taki pasek z litej gumy, nieprzerwany żadnym bieżnikiem
- czyli slick - pokazuje klientowi dwie opony.
- no nie, bo widzi pan ona ma tu takie takie o...
- no to może taka - pokazuje inną
- nie no widzi pan, te też nie taka, bo ona ma tu o takie...
- nie bardzo rozumiem pana wyszukane żądania, wszystkie te opony są slick, gładkie więc różnicy pan w bieżniku nie odczuje... Co pan za różnice w nich dostrzega. 
- Mam taki kaprys, aby ten bieżnik był taki jaki chce.
- Ale pan widział taką oponę? Może pan zna model, firmę... nie każda firma co robi opony ma te same bieżniki. 
- no ja się nie znam, niech mi pan taką zamówi. 
- Jak mam panu zamówić oponę która nie istnieje...
- to pan jest specjalistą...

Klient, przez 40 minut przegrzebywał opony, nieomal badał ich skład gumy wzrokiem, prawie je wąchał i w końcu żadna mu nie pasowała. Żadna nie była tą jedną jedyną wybraną;)

Ech...:)




Takie bliźniaczo, podobne rowerki trafiły do nas na serwis dziś.