zimno, zimniej, bryza!!!!

Poniedziałek, 21 lutego 2011 · Komentarze(4)
Kategoria Pojeżdżawki
Wybrałem się dziś, moi mili na wycieczkę. Wiedziałem że będzie zimno i mimo to zdecydowałem się przekroczyć barierę 20km. Nie sądziłem że wyjdzie az tyle, jednak udało się. Trasa wiodła najpierw ul Modlińską, tu dosłownie się zagotowałem. Dobrze zaizolowany od zimna chyba przesadziłem. Co skrzyżowanie miałem czerwone(jak na złość) i buchałem parą jak jakiś stary imbryk do herbaty. Koło ratusza Białołęka odbiłem na Tarchomin, gdzie zacząłem kręcić się po ulicach to tu to tam. Na ścieżki rowerowe nie ma co liczyć. Nie odśnieżone są, ale nie zapominajmy, że przecież można to jakoś wyjaśnić:

• Jest zima,
• Wczoraj była niedziela,
• Jest zimno,
• Śnieg padał cały weekend,
• Po co rowerem zimą jeździć nikt pewnie nie jeździ,
• Po co wogle rower,
• Kto wymyślił te głupie ścieżki rowerowe, nie dość że chodniki to jeszcze ścieżki,
• Spadło za dużo śniegu żeby odgarniać ręcznie to nieludzkie zmuszać służby do takiej katorżniczej pracy,
• W piątek odsypaliśmy cały śnieg z chodnika na ścieżkę i co teraz jeszcze mamy to co usypaliśmy wywieść ze ścieżki?
• Rowe-co?

Nie miałem jak widać argumentów do walki z systemem oczyszczania miasta, więc jechałem pokornie ulicą, starając się nie podpaść nikomu, choć kierowcy autobusów na Tarchominie, zdaje się nie podzielali wesołości mej(wesołym byłem bo ulice odśnieżone i jechało się lepiej niż po ścieżkach)


Zgnieciony przez system w jakim się poruszałem zdecydowałem się na zjazd w odludniejsze miejsca, i kładę na to wał! W zasadzie Wał już dawno tam był, bo on był wiślany…

Chwile opalania się na słońcu, a potem znów wałem do domu, do Jabłonny. Nie mogłem sobie odpuścić rundki do Pałacyku, więc przed samym zjazdem na bazę zahaczyłem jeszcze o ten zacny zabytek w mej gminie;)

Zimowy,pełnośnieżny i pełnomroźny rower!

Niedziela, 20 lutego 2011 · Komentarze(6)
Kategoria Pojeżdżawki
Wczoraj zakupione buty zimowe na rower, dziś przeszły swoje testy terenowe, właśnie na rowerze. Stuptuty niestety jeszcze nie dopasowane do jazdy rowerowej(potrzebna osłona na zębatkę 44), ale buty w pełni sie sprawdziły na dzisiejsze, bardzo mroźnej wycieczce.

mnie o poranku obudziło słońce, i zrobiło mi niezłą zmyłkę. Nastawiałem się podświadomie na lekki mrozek a tu psikus, było mroźniej niż się spodziewałem. Spisku przeciwko mnie dołożył także termometr na balkonie, który oświetlony słońcem wskazywał wyższą temperaturę niż była w rowerowym realu.

Dobrze, że Agnieszka ubrała się cieplej niż ja. Mi nogi piszczały z zimna a uda jakby zdawały się szczypać. Jednak buty i ogrzane w nich moje super-napędowe stopy, były niezagrożone zimnem. Chodziłem w śniegu, ślizgałem się po lodzie a tu nic! Ciepło!

Wycieczkę poprowadziłem w okolicach Chotomowa. Zahaczyliśmy o malowniczą ulicę Szkolną, która jeszcze 2 lata temu stanowiła wyboistą szutrówkę, jednak teraz jest pięknym asfaltowym wężem pośród dziczy lasu... gdyby nie szalejący na niej pojedynczy osobnicy "kierowco-podobni" byłoby sielankowo. Cóż chyba czasem zapominam, że żyje w Polsce i, że dzień bez klaksonu na dwoje rowerzystów za miastem w lesie jest dniem straconym!

Przez Zaspy i bezdroża...

Piątek, 18 lutego 2011 · Komentarze(11)
Kategoria Pojeżdżawki
Podczas dzisiejszej wycieczki, usilnie zastanawiałem się nad tymi wpisywanymi danymi. Otóż w kategori "KM teren" zawsze zimą mam dylemat, bo przecież to nie jest tak oczywiste. Gdyby ująć wszystkich Bike-statsowiczów to w sezonie zimowym samo wyjście na rower "na dwór" można by traktować jako "KM teren" w odróżnieniu dla tych co jak chomiki kręca na trenażerach i zawyżają statystyki zwykłym wyjadaczom smaru.
Ponadto, jak określić znów wycieczkę w zimie kiedy na drodze o randze mniejszej niż wojewódzka a czasem i jeszcze mniejszej niż ta "niewojewódzka" leży śniegu po kostki jest on rozjeżdzony przez maszyny do ugniatania sniegu zwane potocznie samochodami. Czy jazda przez 20km w takim śniegu jest jazdą po asfalcie sensu stricto? Nie ma przecież kategori "km śnieg" lub "km trenażer".
My prozaiczni tubylcy, co to zima katujemy swoje maszyny, taplając się (i je) w kopnym śniegu/błocie posniegowym, czujemy się dyskryminowani takimi statystycznymi przekłamaniami! Dziś jadząc asfaltem(pokrytym izolacyjna warstwą amortyzująco-chłodzącą, zwaną inaczej śniegiem) walczyłem z kierownicą jak jakiś mega wycinacz na maratonie w upale w głębokim piasku. Białej koło-okleiny było nie wiele ale jej właściwości demotywujące, zdawały sie być naprawdę efektywne. Nieźle chyba wyrobiłem swój refleks w ciągu tej zimy i tylko to sprawiło, że z jedną obładowaną (lewą) sakwą, pełną słoików z ogórkami od rodziców, na oponach, które miały za dużo ATM, nie zaliczyłem gleby na tej lokalnej dróżce...

Suma-sumarum było fajnie, bo wreszcie wiatr ustał(tudzież wieje mniej/wolniej) a jechało się znośnie.

Kiedy dotarłem do domu dumny ze swych osiągnięć poczta polska, wysłała mnie na after-party z awizo. Zdecydowanie nie lubię jak mnie spychacz śnieżny (błotny) traktuje z łychy... No cóż zima na sam koniec musiała zaznaczyć swoje ostatnie słowo, choć myślę że dystansem 34kilometrów, dałem jej do wiwatu!

Na uczelnie w tnących szponach mrozu i śniegu...

Czwartek, 17 lutego 2011 · Komentarze(2)
Kategoria Na uczelnie
Dziś zdecydowałem się wybrać na uczelnie. Rano wiatr miałbym w twarz więc lenistwo wzięło górę i pokonałem zaledwie 6km do PKP. Tam spotkałem kolegę z Airbike i jadąc do W-wy zoo gadaliśmy. Potem szybko metrem do Politechniki i przez Pola Mokotowskie na Uczelnie.

Zajęcia miałem obowiązkowe więc odsiedziałem swoje na UW a potem o 15 wyruszyłem w drogę powrotną. O dziwo, napadało sporo śniegu. Całe szczęście wiatr jednak nie zmienił kierunku i miałem go raczej w plecy i w prawy bok. Jechałem więc przez miasto a wiatr zamiast pomagać miotał mną, i śniegiem we wszystkie strony. Z pod kół sypała się "fontanna" puchu. A błotnik zamiast osłaniać mnie od śniegu tylko rozdzielał strumień białego puchu na dwa i każda połowa wiała mi białym puchem prosto na piszczele i kostki.

Dopiero na Modlińskiej, po pokonaniu mostu Grota, miałem wiatr w plecy. Jechało się dużo lepiej choć było już ciemno. Kilka razy miałem zawahanie, bo koła lubiły uciekać w tym nowym nie rozjeżdżonym puchu, ale nie było najgorzej.

Dziś było mimo wszystko zacnie;) Ale buty muszę na zimę na rower zmienić, bo te straciły swoje właściwości a moje palce zdawały się odpadać jak wjechałem do Agnieszki do pracy.

Mroźny HIHOŁ - czyli rzeźnia w szponach mrozu

Środa, 16 lutego 2011 · Komentarze(3)
Kategoria Pojeżdżawki
Dziś po powrocie z uczelni, na która pojechałem w jednym zacnym, i zaliczeniowym celu, udałem sie na rower. Prognozy mówią, że słoneczne mroźne dni odchodzą. Nie wiem czego bardziej będzie mi brakować z tych ostatnich kilku dzionków, czy tego słońca czy też tej bezśnieżnej pogody.

Wybrałem sie więc z domku zapatulony jak przyzwoita cebulka, i ruszyłem. Nie wiedziałem gdzie, przed siebie w każdym razie. To tu to tam. Zacząłem z wiatrem do Chotomowa a potem Legionowo. Po mieście pokręciłem się zacnymi rowerowymi i co najważniejsze, asfaltowymi ścieżkami. Kiedy miałem już jechać do Swojej Agusi zadzwonił Radek, że transportuje rower swojej dziewczyny. Transport nie był rzecz jasna na plecach, jechał on na nim. Musiałem więc zobaczyć nowy nabytek i podjechałem do Jabłonny, tam z kolegą gadając i chwaląc jego rower(rower jego kobiety) dojechaliśmy aż do Rajszewa gdzie pożegnałem się i wróciłem już w połowie po ciemku( i pod straszny zimny wiatr) do domu.

Ostatnie dni przed nowym Semestrem (cz2)

Niedziela, 13 lutego 2011 · Komentarze(2)
Kategoria Na Zaborze
Cz 2 wyjazdu, była cudna. Powroty sa zawsze ciężkie, jednak po takim pysznym obiedzie u AGi rodziców i gigantycznych schabowych, jechać musiało się dobrze. Miałem 2 wielkie sakwy Crosso załadowane wałówką i to nawet nie było odczuwalne gdyby tylko nie ten mróz...
Malownicze okolice rzeki Wkry, i Wisły są niesamowite kiedy odbijają w sobie piękne niebieskie niebo. A słońce momentami nieźle oślepiało. Śnieg odbijał je jak lustro i żałowałem, że nie miałem ciemnych okularów.


Poprzedniego dnia musiało naprawdę nieźle wiać bo spotykaliśmy kilka przewróconych przystanków autobusowych na trasie. Jak myśmy dali rade te 10km w wczoraj pod taki HIHOŁ??(HIHOŁ - w staropolskim wiejskim języku, babć z lubelskiego - i nie tylko - to silny porywisty wiatr, znany również jako "Fistuga"!!)


pod koniec, całej ,nieomal 40km trasy, nie czułem już palców u nóg;)Mimo to było naprawdę milutko, bo moje towarzystwo było jeszcze milsze;)

Ostatnie dni przed nowym Semestrem (cz1)

Sobota, 12 lutego 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Na Zaborze
Dziś dzień pod tytułem "rower", poranne słońce byłoby nieskazitelne, gdyby nie wiatr. Dopiero 10km dziś, ale przede mną jeszcze kilka odicnków dziś. Puki co tyle, dopisze tu jeszcze pewnie conieco:)

[edit] trasa Legionowo - Jabłonna - CHotomów

Było ciężko bo pod straszny wiatr, pojechalismy do Chotomowa ale w połowie drogi do Pociągu musieliśmy zrezygnować i na skróty przez okolice Husarskiej, pojechaliśmy na PKP przystanek.

Kolejny odcinek był z pomiechówka do Zaborza.

Tu złapała nas wielka śnieżna zamieć i dosłownie "uziemiła" jazda pod wiatr, byłaby znośna, jednak przy takich opadach śniegu w twarz, była nierealna.

Ostatni odcinek po przerwie w sklepie to teren po polach, gdzie wybijają códowne źródła;) czyli wody grunowe, na polu z nikąd pojawia się woda i płynie w zagłebieniach tworząc okresowe roztopowe rzeki.

słoneczne rowerowanie

Czwartek, 10 lutego 2011 · Komentarze(4)
Poranne plany zmieniały sie jak w kalejdoskopie. Najpierw miałem jechać do Pracy z Agnieszką i dopiero potem ruszyć w trasę do Radka. Jednak okazało się później, że po wyjściu z domu Agusia pojechała w swoja a ja w swoją stronę.

Od rana było pięknie, słoneczko i bezchmurne niebo. Nie mogłem się nacieszyć, a wiaterek w plecy delikatny gnał mnie przez świat. Trafiam do Nowego Dworu Mazowieckiego, gdzie zmuszony jestem kluczyć po mieście bo budowa wiaduktu ruszyła a znaki objazdu ekipa montowała dopiero.

Z nowego Dworu na Zakroczym a potem coś mi sie odwidziało, i zamiast do kolegi do Wychódźca, kieruję się na Północ na Wronę.
Okoliczne pola są zalane, Wkra szaleje i wszędzie, nawet w wyżej położonych miejscowościach wybija woda gruntowa.
Pętelkę zamykam przez zaporę w Dębe. Tam spotykam otwarte wszystkie 4 śluzy. Woda kotłuje się jak w jakiejś wielkiej pralce.
Droga z Dębego do Legionowa jest makabrycznie dziurawa, więc skręcam na trasę techniczną w okolicach Komornicy i turlam się do Agniesi:D

mapa:

[edit] powrót z AGnieszkę z pracy dopełnił dzieła;) prawie 100:) było zacnie!